Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3688 postów 1749 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Konstytucja w którą stronę?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem i publicystą profesorem Adamem Wielomskim. O Konstytucji…

 

W opiniotwórczej i popularnej rozgłośni rosyjskiej Wiesti FM usłyszałem wywiad z profesorem Olegiem Barabanowem – kierownikiem katedry w Instytucie Spraw Międzynarodowych. Wywiad dotyczył też aktualnych spraw polskich, w tym inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy o referendum w sprawie nowej Konstytucji. Profesor Barabanow w szczególności nawiązał do czasów II Rzeczypospolitej i rządów Józefa Piłsudskiego i zasugerował, że w myśli Dudy jest to wzorzec dla przyszłych kompetencji prezydenta. Czy takie rozumowanie ma realne podstawy?

Bardzo dużo się pisze, mówi, wspomina, chociaż nie znalazłem jeszcze szerszych opracowań naukowych, na temat podobieństw między Prawem i Sprawiedliwością i rządami sanacyjnymi po roku 1926. Takie podobieństwa oczywiście istnieją. Dotyczą one zarówno samoświadomości polityków tego ugrupowania, którzy w sposób bardzo charakterystyczny zawsze odwołują się tylko i wyłącznie do tradycji piłsudczykowskiej czy to pepeesowskiej czy sanacyjnej. Nigdy na przykład nie odwołują się do tradycji endeckiej, co robił Bronisław Komorowski, którego raczej o sympatie do endecji trudno posądzać, ale rzeczywiście odwoływał się do Romana Dmowskiego, czyli tradycji endeckiej. A więc pierwsza kwestia — samoświadomościowa.

Po drugie, istnieje zdecydowane podobieństwo pomiędzy piłsudczykami przedwojennymi i PiS-em dotyczące pewnej mentalności politycznej tzn. takiego bardzo charakterystycznego, głośnego patriotyzmu połączonego z niedocenianiem roli ciężkiej pracy i niedocenianiem roli tej pracy charakterystycznej dla społeczeństwa mieszczańskiego. Jest to bardziej wiara w czyn, szczególnie czyn zbrojny, bohaterski, a nie w walor ciężkiej pracy. To jest charakterystyczne dla obu mentalności.

Charakterystyczny jest również sposób przywództwa dlatego, że skupiony wokół wodza — wcześniej był to Józef Piłsudski, a teraz Jarosław Kaczyński.I co charakterystyczne, wódz w obydwu przypadkach nie sprawuje funkcji kierowniczej bezpośrednio. Józef Piłsudski był formalnie tylko Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych, a Jarosław Kaczyński formalnie właściwie tylko szeregowym posłem. Pewne podobieństwa istnieją również w polityce zagranicznej – zdecydowana niechęć do Rosji, wizje jakichś federacji środkowoeuropejskich. To też łączy PiS z piłsudczykami, aczkolwiek, według mnie, bliższy tej tradycji piłsudczykowskiej jest sam Jarosław Kaczyński, niż prezydent Andrzej Duda, który raczej wpisuje się w pewną wizję spojrzenia na świat swojej partii politycznej. Ja postrzegam prezydenta jako polityka prywatnie zdecydowanie bardziej liberalnego, niż większość kierownictwa PiS.

 

Jak główne siły polityczne i opinia publiczna w Polsce przyjęła inicjatywę Andrzeja Dudy? Jakie założenia konstytucyjne mają szanse na zaakceptowanie?

Przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę na to, że sam pomysł prezydenta dziwi z punktu widzenia konstytucyjnego, ponieważ referendum nie jest formą zmiany przewidzianej przez Konstytucję, po to, żeby Konstytucję modyfikować. Konstytucję może modyfikować parlament.

Tymczasem PiS nie posiada większości parlamentarnej konstytucyjnej i dlatego też należy to traktować, albo jako wydarzenie PR-skie, albo też jako próbę podważenia, delegitymizacji istniejącej konstytucji za pomocą odwołania się do plebiscytu czy też referendum. W literaturze politologicznej określa się to pojęciem bonapartyzmu, czyli odwołaniem się do suwerennego narodu z pominięciem parlamentu.

Ja osobiście nie jestem pewien, który cel przyświeca temu wystąpieniu. Czy to jest rzeczywista próba pominięcia procedur konstytucyjnych, czy też tylko i wyłącznie próba pokazania, że Prawo i Sprawiedliwość występuje przeciwko Konstytucji, którą postrzega — zresztą słusznie – jako relikt czterech partii tworzących tę Konstytucję i III Rzeczpospolitą — Unię Wolności, SLD, PSL — czyli tych partii politycznych, których dziś właściwie na scenie politycznej nie ma, lub mają charakter marginalny.

 

Jeśli nowa Konstytucja… Jakie wzorce mogą być najbliższe społeczeństwu i czy nie spotkają się one z krytyką ze strony sojuszników z Unii Europejskiej?

Jako politolog uważam, że Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej obecnie obowiązująca jest bardzo wadliwa. Wynika to z pewnego przyjętego w niej modelu, który się nie sprawdza. Według tej Konstytucji prezydent jest wybierany w głosowaniu powszechnym, jak prezydent w Rosji, czy we Francji. Prezydent wybierany w głosowaniu powszechnym z natury ma tendencje do silnej prezydentury.Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej dając prezydentowi taką szeroką legitymizację jego władzy jednocześnie bardzo ogranicza jego kompetencje.

Konstytucja daje mu kompetencje o charakterze ogólnikowym typu nadzór nad sprawami zagranicznymi, obronnością kraju, bezpieczeństwem kraju, po czym poszczególne, konkretne artykuły Konstytucji incydują w praktyce te uprawnienia na poszczególnych ministrów, którzy prezydentowi nie podlegają, lecz większości parlamentarnej. Wszystkie spory kompetencyjne między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem miały uzasadnienie w tym fundamentalnym błędzie, na którym została ufundowana ta Konstytucja.

Konstytucja może być zmieniana w dwóch kierunkach: albo w kierunku systemu prezydenckiego, skoro prezydent jest wybierany w głosowaniu powszechnym, lub też w kierunku likwidacji wyborów powszechnych prezydenta i systemu kanclerskiego, z czym mamy do czynienia w Niemczech, czy we Włoszech.

Ja nie mam wątpliwości, że PiS, co zresztą zawsze otwarcie deklarowało, opowiadać się będzie za systemem prezydenckim. Czy społeczeństwo jest w stanie zaakceptować to? Nie wiem, trudno mi powiedzieć dlatego, że w Polsce przez ostatnie lata dyskusja na ten temat właściwie nie istniała.

Nie wiem, czy w Polsce prowadzone były tego typu badania sondażowe, co Polacy na ten temat sądzą. Myślę, że jest jednak dość duża świadomość w Polsce faktu tego, że rzeczywiście państwo polskie nie posiada praktycznego suwerena, czyli tego, który podejmuje ostateczne decyzje polityczne i bierze za nie odpowiedzialność. Musi to być albo prezydent albo premier dlatego, że system ten funkcjonuje dobrze tylko i wyłącznie wtedy, gdy prezydent i premier są w stanie się dogadać, czyli albo są z tego samego ugrupowania politycznego, albo z ugrupowań sobie bliskich. Kiedy są z innych ugrupowań politycznych, ta Konstytucja po prostu nie funkcjonuje, bowiem ci, którzy ją uchwalali i skonstruowali nie przyjęli założenia, że funkcje prezydenta i premiera mogą pełnić przedstawiciele dwóch przeciwstawnych sobie i skłóconych obozów politycznych.

 

KOMENTARZE

  • Autor
    "Myślę, że jest jednak dość duża świadomość w Polsce faktu tego, że rzeczywiście państwo polskie nie posiada praktycznego suwerena, czyli tego, który podejmuje ostateczne decyzje polityczne i bierze za nie odpowiedzialność".

    Tak, tylko że to myślenie chciejskie, myślenie magiczne, myślenie życzeniowe - nawet komunistyczne i turańskie oczekiwanie, że "dobra władza da".

    Naprawdę to tylko naród jest takim suwerenem. Naprawdę to prezydent ma być tylko pełniącym wobec narodu rolę służebną.

    Prezydent nie jest właścicielem dóbr wspólnych narodu.
    W zależności od systemu politycznego może być co najwyżej posiadaczem części tych dóbr w bieżącym zarządzie i z upoważnienia narodu.
    Naprawdę to prezydent nie może uzurpować sobie pozycji osoby odpowiedzialnej za "ostateczne decyzje polityczne".
    To wyłączna kompetencja narodu - Narodu Polskiego.
    Prezydent ma mieć obowiązki, nie odpowiedzialności.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031