Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3841 postów 1811 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Przeoranie tajskiego klasztoru

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

RELIGIE DALEKIEGO WSCHODU (04) Tajlandia to obok Birmy, Śri Lanki, Kambodży, Laosu i Wietnamu najważniejszy kraj buddyjski w Indochinach. Konflikty w łonie buddyzmu mają tam bezpośrednie przełożenie na politykę.

 

 

Może zwiał za granicę, a może umarł cichcem. Od ponad roku władze Tajlandii próbują dopaść ponad siedemdziesięcioletniego mnicha Phra Dhammachayo, byłego przywódcę wpływowej buddyjskiej sekty, który jest poszukiwany w związku z podejrzeniami o nadużycia finansowe. Kiedy w lutym br. policja weszła w końcu na teren wielkiego kompleksu świątynnego Dhammakaya w Patumtani na przedmieściach Bangkoku, zastała po nim tylko puste posłanie, gdzie kilka poduszek pod pledem udawało śpiącą postać. W poszukiwaniu zaginionego przeora spenetrowano wiele klasztornych pomieszczeń, ale od nikogo nie udało się dowiedzieć, co się z nim stało.   

Przeszukiwanie i oblężenie kompleksu Dhammakaya trwało potem jeszcze przez wiele dni. 4000 uzbrojonych żołnierzy i policjantów otoczyło kompleks, w którym zamknęło się około 30 tysięcy cywilów, członków i sympatyków sekty Dhammakaya. Mimo wezwań do opuszczenia kompleksu nikt nie wyszedł ze środka, wszystkie drzwi pozostały zamknięte, a grupka inspektorów w mundurach pętała się we wnętrzu kompleksu bez celu, odbijając się od zamkniętych drzwi i milczących mnichów. Nie było żadnej współpracy ani ułatwiania zadań. Za kordonem wojska przez cały czas zbierał się nieprzyjazny tłum zwolenników sekty.     

 

 

Buddyjski ruch Dhammakaya założony w roku 1970 liczy obecnie około 3 milionów wyznawców na świecie. Jest z pewnością największą grupą buddyjską w Tajlandii. Nosi wiele podobieństw do wielkich spędów ewangelicznych i nagłaśnianych mega-imprez religijnych, które coraz częściej są udziałem chrześcijan na Zachodzie. Socjologicznie jest zjawiskiem z tej samej kategorii. Zwolennicy Dhammakaya, w większości miejska klasa średnia, twierdzą że stare świątynie buddyjskie obrosły w tłuszcz i popadły w konformizm, stały się lękliwe i zmaterializowane. Chełpliwie twierdzą, że Wat Phra Dhammakaya pod Bangkokiem, ze swym olbrzymim stadionem modlitewnym wkrótce stanie się takim samym centrum dla buddystów jak Watykan albo Mekka dla religii konkurencyjnych.    

Jednakże Dhammakaya ma wielu przeciwników, zarówno wśród samych buddystów, jak i na zewnątrz. Krytycy uważają ją za kult, który szerzy nazbyt spekulacyjną i wątpliwą teologię. Ostrzegają, że Dhammakaya wpaja swoim zwolennikom - na ogół dość zamożnym – przeświadczenie, iż zasługi religijne są do kupienia i dadzą się przeliczać na pieniądze. Jeden z najpoważniejszych zarzutów pod adresem poszukiwanego Phra Dhammachayo dotyczy przypadku, w którym wyznawca ufundował dużą darowiznę z funduszy składkowego związku kredytowego, które zdefraudował.

Jednakże najpoważniejsze są zarzuty polityczne, jakie kierownictwu sekty stawia rządząca w Tajlandii junta wojskowa. Oskarża ona mnichów o to, że sekta stała się przystanią dla zwolenników obalonego w 2006 roku premiera Thaksina Shinawatry, populisty, którego wpływy nadal trwają. A to przecież  właśnie po to, aby je przerwać i wykorzenić, przeprowadzono w Tajlandii wojskowy zamach stanu i do dziś trwają rządy junty generałów.  

 

W ubiegłym roku generałowie nie odważyli się wtargnąć na teren kompleksu, aby wyciągnąć Phra Dhammachayo na przesłuchanie. Kilkakrotnie się do tego zabierano, ale odstąpiono w obawie przed reakcją opinii publicznej na szarpaninę wojskowych z mnichami. Ostatnia akcja była jednak starannie przygotowana. Nie jest przypadkiem, że nastąpiła ona krótko po ceremonii inwestytury Najwyższego Patriarchy, czyli zwierzchnika tajskiego buddyzmu. Normalnie, funkcję tę obsadza się zgodnie ze ścisłą hierarchią wśród najwyższych rangą mnichów, ale przez ostatnie kilka lat pozostawała ona nieobsadzona, ponieważ konserwatywna część buddyjskiego kleru odmówiła poparcia najbardziej prawdopodobnego kandydata w obawie, że był on za blisko związany z sektą Dhammakaya.

W tej sytuacji junta wojskowa wystąpiła z niezwykłą prośbą do nowego króla Vajiralongkorna, który w grudniu objął tron po swoim zmarłym ojcu, królu Bhumibolu, aby osobiście rozstrzygnął ten spór. Król uroczyście namaścił mniej kontrowersyjnego kandydata Phra Maha Muniwonga, który pochodzi z mniejszego i bardziej ortodoksyjnego z dwóch odłamów tajskiej sanghy (zakonnej wspolnoty mnichów).    

Mnisi z Dhammakaya twierdzą, że nie widzieli swego przeora już od wielu miesięcy. Uważają oni, że prawdziwym celem najazdu wojska i policji na ich świątynię była próba jej zamknięcia. Ostatecznie generałowie wycofali się z poszukiwań przeora na terenie kompleksu, co trochę wygląda na ich porażkę. Nie ulega jednak wątpliwości, że Dhammakaya traci potężnych i wpływowych przyjaciół. Objęcie tronu przez nowego króla przebiegło spokojnie, mimo wcześniejszych obaw, nowy zwierzchnik wspólnoty mnichów pochodzi z jej bardziej konserwatywnej części, obalony premier pozostaje na wygnaniu, a sprzyjający mu przeor przepadł bez wieści. Wygląda więc na to, że konserwatywny nurt w Tajlandii umacnia się zarówno w linii świeckiej jak i religijnej. (BJ)

 

 

W cyklu RELIGIE DLEKIEGO WSCHODU na moim blogu ukazały się dotychczas:

01.Wierzyć w Chinach (4.03.2012)

02.Nagrobek Moona (1.10.2012)

03.Buddyzm umiera w Japonii (4.11.2015)

04.Przeoranie tajskiego klasztoru (17.05.2017)

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930