Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3705 postów 1762 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Wtorek, 16 maja 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1036). Zapraszam na serwis iformacji i komentarzy ze świata.

 

* Dziś, 16 maja rozpoczęła się kolejna runda rozmów nt. Syrii w Genewie. Damaszek  podchodzi do nich bardzo sceptycznie, ale gotowy jest rozpatrywać wcześniej ustalone „cztery sprawy”, ale zastępca de Mistury, który odwiedził Syrię mówi, że ONZ chce właczyć w program rozmów jeszcze „jeden lub dwa tematy”. Sam de Mistura, któremu  rząd syryjski udowodnił stronniczość na rzecz Zachodu i popieranych przezeń grup „umiarkowanych terrorystów”,  jest teraz w Syrii personą non grata, i przynajmniej zachowuje się przyzwoicie nie komentując sceptycyzmu Syrii wobec rozmów genewskich.  Z kolei Kurdowie nie będą uczestniczyć w rozmowach w Genewie z uwagi na sprzeciw Turcji, ale są w stałym kontakcie z de Misturą.

 

*Nasila się agresywna, histeryczna nagonka na prezydenta Syrii Baszara al-Assada, w której nietrudno dostrzec koszerną inspirację. Departament Stanu USAzorganizował  w poniedziałek 15 maja specjalny briefing ws. Syrii, na którym został przedstawiony dziennikarzom nowy raport o zbrodniach rzekomo popełnionych przez reżim al-Assada w Syrii. . Amerykański resort polityki zagranicznej po raz kolejny oskarża rząd Syrii o zamach z użyciem broni chemicznej, nielegalne więzienie działaczy opozycji i pozasądowe egzekucje. Pełniący obowiązki asystenta sekretarza stanu USA Stewart Jones stwierdził, że prezydent Assad utrzymuje specjalne krematoria, aby ukrywać swoje potworne zbrodnie popełniane notorycznie i z lubością na własnej ludności.Jones oświadczył, że w więzieniu Sednaya rzekomo zostało zainstalowane specjalne krematorium w celu ukrycia pozasądowych egzekucji więźniów. „Sednaya jest jednym z wielu miejsc, w których osadzani są więźniowie. Według różnych źródeł reżim ponosi odpowiedzialność za to, że w Sednaya zabijanych jest 50 więźniów dziennie. Wiarygodne źródła twierdzą, że wiele ciał pochowano w masowych grobach. Sądzimy, że syryjski reżim zainstalował krematorium w kompleksie więziennym Sednaya” — powiedział Stewart. Wiarygodnymi źródłami, według Stewarta, są dane anonimowych organizacji praw człowieka i amerykańskiego wywiadu. Rzecznik Departamentu Stanu powiedział również, że Rosja powinna zapewnić zaprzestanie ataków na grupy opozycji wobec rządu Syrii. Szef służby prasowej Departamentu Stanu USA pani Heather Nauert z kolei oświadczyła, że Moskwa powinna wpłynąć na Baszara al-Assada w celu zapewnienia rozejmu i przezwyciężenia konfliktu. „Apelujemy do Moskwy, aby wykorzystała swoje wpływy na Baszara al-Assada w celu ustanowienia zawieszenia broni. Działania te pozwolą na stworzenie warunków do politycznego rozwiązania konfliktu”- powiedziała. 

 

* Damaszek zaprzecza, aby w więzieniu Sednaya istniało krematorium – poinformowała państwowa agencja informacyjna SANA, powołując się na źródło w MSZ Syrii. Amerykańskie administracje jedna za drugą konsekwentnie wymyślają kłamstwa i oskarżenia w celu usprawiedliwienia swojej agresywnej polityki i interwencji w sprawy innych państw. Oskarżenia nt. „krematorium” w więzieniu Sednaya, jak i poprzednie kłamstwa  o „broni chemicznej” i „bombach beczkowych” powtarzane przez administrację Stanów Zjednoczonych  sączęścią kampanii demonizacji władz syryjskich i mają służyć jako pretekst dla amerykańskiej interwencji wojskowej w wewnętrzny konflikt Syrii, w czym najbardziej zainteresowany jest Izrael. 

 

* Stały przedstawiciel USA przy ONZ Nikki Haley wezwała Rosję do „uznania okropności syryjskiego reżimu”. „Podczas gdy al-Assad ponosi główną odpowiedzialność za swoje okrucieństwa, jego sojusznicy w Rosji i Iranie także niosą wielkie brzemię. Rosja i Iran pozwalają al-Asadowi na porwania, tortury, pozasądowe egzekucje, naloty, ataki z użyciem bomb beczkowych i broni chemicznej. Inne kraje uznają okropności popełniane przez  nieludzki reżim syryjski. Nadszedł czas, aby Rosja dołączyła do nas” — czytamy w oświadczeniu wydanym przez stałego przedstawiciela USA przy ONZ.

 

* Joav Galant, izraelski minister budownictwa i generał w stanie spoczynku, wezwał wczoraj do zamordowania prezydenta Assada. Jego zdaniem, dla prezydenta Syrii „nie ma miejsca na tym świecie” w świetle niedawnych oskarżeń  o to, że w syryjskim więzieniu Sednaya morduje się więźniów, a ich zwłoki pali cichcem w krematoriach. Oczywiście jest to propaganda cięższego niż dotychczas kalibru, usiłująca wykreować obraz Assada-Hitlera – i coraz więcej odbiorców dostrzega, jak bardzo jest ona naciągana. Jednak syjonistycznemu ministrowi najwyraźniej nie przeszkadza to w snuciu swoich morderczych planów…  Jak powiedział w trakcie konferencji odbywającej się w Muzeum Czołgów w Latrun, nieopodal Jerozolimy: W mojej opinii, przekroczono czerwoną linię. Uważam, iż nadszedł czas żeby zamordować Asada. To proste – dodał.Galant porównał możliwość zabicia Asada do „odcięcia ogona węża”. Jak dodał, „później będziemy mogli skupić się na odcięciu głowy węża, jaką jest Teheran”. Minister bronił swych wypowiedzi w rozmowie z dziennikarzami „Times of Israel”. Owszem, przyznał iż w świetle prawa międzynarodowego taki postępek byłby nielegalny – jednak dodał, że nie mówił o prawno-praktycznej stronie zagadnienia”. Jak dodał, posługując się najnowszą narracją propagandową, „dla kogoś, kto morduje ludzi i pali ich zwłoki w krematoriach, nie ma miejsca na tym świecie”.  Minister stwierdził również, że Assad i Hezbollah są większymi zagrożeniami dla świata niż Państwo Islamskie  i inne grupy dżihadystyczne.

 

* Amerykańscy i brytyjscy żołnierze weszli na teren południowej Syrii przez przejście graniczne Tanef od strony Jordanii. Towarzyszą oddziałom formacji terrorystycznej Dżajsz  Muhabbir at-Tura  wchodzącej w skład tzw. Wolnej Armii Syryjskiej (FSA), od początku szkolonej, uzbrajanej i wspieranej przez USA i NATO. Oddziały te posuwają się w stronę rejonu Hamima, 90 km od Palmiry, i w stronę Dejr ez-Zor, co może służyc zamykaniu od południa sił Daeszu.  Grozi to jednak ostrym konfliktem z armią syryjską na ich terenie i próbą zajęcia ważnego miasta Dejr ez-Zor nad Eufratem. W tym samym kierunku, z wyraźnym zamiarem odci…ęcia Dejr ez-Zor operują oddziały FSA, wspierane przez lotnictwo USA  na wschodzie prowincji Homs.

 

* Do Syrii dotarły spore siły irackie z paramilitarnych oddziałów szyickich Kata’eb Imam Al-‘Ali i Kata’eb Hezbollah, które będą bronić Syrii przed amerykańską agresją. Wraz z syryjskimi oddiałami NDF wezmą one udział w umocnieniu linii na Południowy wschód od Damaszku gdzie napierają oddziały FSA.

 

* Dziś rozpoczęła się wizyta prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana w Stanach Zjednoczonych. Do wizyty doszło pomimo sprzeczności, jakie powstały w relacjach między dwoma krajami. Powodem różnic była decyzja Donalda Trumpa w sprawie wyposażenia w broń syryjskich Kurdów, walczących przeciwko Państwu Islamskiemu. Nie należy oczekiwać, że wizyta przyniesie jakiekolwiek zmiany w stanowisku Amerykanów wobec poparcia syryjskich Kurdów. Zapewne nie nastąpi też żaden przełom w innych sprawach. Wręcz przeciwnie, nie można wykluczyć prawdopodobieństwa podjęcia przez Amerykanów prób zemszczenia się na Ankarze za operację pod kryptonimem „Tarcza Eufratu", rozpoczętą w chwili, gdy amerykański wiceprezydent Joe Biden znajdował się w Turcji — powiedział w wywiadzie dla agencji Sputnik ekspert do spraw wojskowości, były doradca przewodniczącego Partii Ruchu Nacjonalistycznego (PND) do spraw polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, komandor marynarki wojennej Turcji w stanie spoczynku Dzhelaletin Yavuz.   „Nie mam większych złudzeń, co do spotkania w Waszyngtonie Erdogana i Trumpa. Nie zakładam, że dojdzie po nim do jakichkolwiek zmian w postawie Amerykanów wobec kurdyjskich oddziałów samoobrony ludowej. Uważam, że Stany Zjednoczone w dalszym ciągu będą je wspierać. Nie zostaną też, moim zdaniem, zmienione w żaden sposób plany Waszyngtonu odnośnie operacji mającej na celu wyzwolenie Rakki, która być może rozpocznie się już w najbliższych dniach — oświadczył ekspert. Jego zdaniem, w ten sposób Waszyngton może zemścić się na Ankarze, gdyż Amerykanie doskonale pamiętają, że Ankara rozpoczęła swoją operację „Tarcza Eufratu" właśnie w chwili, gdy amerykański wiceprezydent Joe Biden bawił w Turcji. Jak podkreślił polityk, administracja Obamy nie zasługiwała na specjalne zaufanie, była bowiem zbyt słaba. „Jednakże nie mam osobiście żadnego zaufania dla administracji Trumpa. Nie zakładam, że w aktualnych warunkach w Syrii Stany Zjednoczone będą mogły zapewnić Turcji niezawodną pomoc sojusznika strategicznego" — podkreślił Dzhelaletin Yavuz.

 

* Tureccy wojskowi zdementowali informację o możliwych atakach PI na okręty rosyjskiej Marynarki Wojennej w Bosforze. Służba Bezpieczeństwa Stambułu zdementowała informację tureckich mediów, zgodnie z którą „Państwo Islamskie" planuje ataki na rosyjskie okręty wojskowe przepływające przez Cieśninę Bosfor — oświadczył we wtorek rzecznik resortu.  Gazeta Haberturk pisała wcześniej, że wywiad turecki otrzymał informację o planowanych przez terrorystów PI atakach na okręty Marynarki Wojennej Rosji przepływające przez Cieśninę Bosfor. Gazeta donosiła, że terroryści mogą przeprowadzić ostrzały rakietowe i że w związku z tym siły bezpieczeństwa Stambułu prowadzą obserwację nad 146 miejscami w rejonie Bosforu, skąd może być poprowadzony ogień.  „Ze strony służb wywiadowczych nie było żadnego ostrzeżenia i powiadomienia w związku z możliwymi atakami PI na rosyjskie okręty wojskowe. Okręty wojenne przepływające przez cieśninę chronione są w normalnym trybie. To procedura rutynowa mająca na celu ich ochronę i eskortę. Ta eskorta nie ma jednak za zadanie ochrony konkretnie przed PI. Co się tyczy szczegółów o 146 miejsc objętych obserwacją — możliwe, że media dowiedziały się o takich miejscach po raz pierwszy, zadały sobie pytanie: a po co to? I wyciągnęły wniosek, że to zagrożenie ze strony PI" — powiedział rozmówca agencji.

 

* CIA uznaje udział rosyjskich służb specjalnych w cyberingerecję w amerykańskie wybory za „fakt ustanowiony" - oświadczyła rzeczniczka resortu Heather Fritz Horniak. Tak resort zareagował na wystąpienie byłego pracownika CIA Raya McGoverna, który stwierdził, że w wybory prezydenckie mogła się wmieszać sama Centralna Agencja Wywiadowcza, a dokładnie jej szef John Brennan. „Odpowiedzialność rosyjskich służb specjalnych za związane z wyborami włamanie do serwerów jest „faktem ustanowionym", ale nie dziwi, że tak propagandowy kanał jak RT usiłuje zagmatwać te fakty. Żadne szanujące się media nie wątpią w winę Rosji" — powiedziała Horniak.  Wypowiadając się na temat WikiLeaks, gdzie opublikowano korespondencję byłej sekretarz stanu Hillary Clinton, Horniak dodała, że „dyktatorzy i terroryści nie mają większego przyjaciela niż Julian Assange, bo chroni on tylko ich życia prywatnego". Oświadczenie rzecznika CIA skomentowała redaktor naczelna RT Margarita Simonian. „Żadne szanujące się media nie ufają CIA. Tak będzie poprawnie" — napisała Simonian na swojej stronie na Facebooku.

 

* Moskwa i Rijad porozumiały się w Pekinie odnośnie przedłużenia wiedeńskiego porozumienia w sprawie zmniejszenia wydobycia ropy naftowej - podaje N-TV. Niemiecka telewizja jest zaniepokojona tym, że ta ugoda może uczynić życie w Europie droższym i przyspieszyć wzrost inflacji w strefie euro.Bogate w zasoby Rosja i Arabia Saudyjska „porozumiały się odnośnie przedłużenia" wiedeńskiego porozumienia w sprawie wydobycia ropy naftowej na obowiązujących warunkach — podaje N-TV. Na wspólnej konferencji prasowej w Pekinie oświadczyli to ministrowie energetyki obu państw Aleksander Nowak i Khalid A. Al-Falih — podkreśla niemiecka telewizja.  „Tym sposobem dwa najbardziej wpływowe państwa wydobywające ropę naftową Rosja i Arabia Saudyjska porozumiały się co do sposobów podniesienia ceny ropy naftowej — pisze NTV. — To porozumienie może uczynić życie w Europie droższym i w określonych okolicznościach przyspieszyć wzrost inflacji w strefie euro". Za tą „wspólną akcją" kryje się także dążenie obu państw do „ustabilizowania sytuacji z zasilającymi budżet zyskami ze sprzedaży ropy naftowej" — uważa niemiecka telewizja.   „Cena surowej ropy naftowej na światowym rynku bezpośrednio i pośrednio wpływa na ceny benzyny, oleju napędowego i mazutu, a z powodu wydatków na produkcję i transport — na ceny towarów i żywności w Niemczech — podkreśla N-TV. — W ostatnich latach statystycy za każdym razem w charakterze czynnika wpływającego na niską inflację podawały niską ceną energii. Jeśli ceny ropy naftowej pójdą w górę, wcześniej czy później wzrosną ceny dla odbiorców (w Niemczech — RT)". Niemiecka telewizja zwraca uwagę na to, że oświadczenie ministrów energetyki Rosji i Arabii Saudyjskiej „już doprowadziło do zauważalnego wzrostu ceny ropy naftowej". „Baryłka (około 159 l) kluczowego gatunku ropy naftowej Brent na początku tygodnia zdrożała o 2,7% do 52,03 dolara. Natomiast cena baryłki amerykańskiej ropy naftowej WTI również wzrosła o 2,9% do 49,03 dolara" — podkreśla N-TV. 

 

* Jak pokonać bariery i sformować jednolitą przestrzeń gospodarczą od Atlantyki do Pacyfiku? Szczegóły wymagającego rzetelnej pracy, lecz skrajnie ważnego procesu omówili liderzy światowi w drugim dniu obrad międzynarodowego forum na temat „Jednego Pasa, Jednego Szlaku" w Chinach. Inicjatywa „Jednego Pasa, Jednego Szlaku" jednoczy w całość projekty „Pas gospodarczy Szlaku Jedwabnego", mającego przebiegać przez Azję środkową do Europy, „Morski szlak jedwabny XXI wieku" — przebiegający przez Morze Południowochińskie do południowej części Pacyfiku i Europy, a także szereg innych projektów geopolitycznych ChRL w Eurazji. Formalnie projekt ma połączyć ChRL z rynkami Europy, Bliskiego Wschodu, Afryki. Jednak nie chodzi tylko i wyłącznie o zbudowanie infrastruktury transportowej w krajach tranzytowych dla zapewniania dostaw towarów produkcji chińskiej — przewodniczący ChRL Xi Jinping nazywa projekt cywilizacyjnym, jednoczącym wszystkie kraje we wspólnym zrywie w kierunku rozwoju i prosperowania. Podstawowym miejscem negocjacji w drugim dniu obrad stała się siedziba rządowa nad jeziorem Yantsy, gdzie przywódcy państw, członkowie rządów i inni uczestnicy forum brali udział w "okrągłych stołach", poświęconych procesom integracyjnym na terenie Eurazji. W obradach szczytu uczestniczą przywódcy 29 państw, włącznie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, a także sekretarz generalny ONZ, dyrektor zarządzający Międzynarodowego Funduszu Walutowego i prezydent Banku światowego. W Pekinie zebrali się przedstawiciele ponad 100 państw. Prezydent Rosji oświadczył, że blisko 50 państw Europy, Azji i Ameryki Południowej już zdradza zainteresowanie współpracą nie tylko z kiełkującymi dopiero ambitnymi projektami Chin, lecz również z już istniejącą Euroazjatycką Unią Gospodarczą. W ogólnym zarysie mówimy o tak zwanym wielkim partnerstwie euroazjatyckim. Chodzi o nawiązywanie wielostronnej kooperacji przy udziale krajów członkowskich EAUG, Szanghajskiej Organizacji Współpracy i Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej. Chodzi o utworzenie systemu porozumień dwustronnych i wielostronnych, mających zapewnić uproszczenie regulacji w takich dziedzinach, jak branża celna, kontrola sanitarna i fitosanitarna, współpraca branżowa i inwestycje, ochrona praw własności intelektualnej. Wszystkie wysuwane propozycje zgadzają się z obecnym trendem rozwoju, wszystko jest nadzwyczaj konieczne i w największej mierze poszukiwane. Dlatego właśnie Rosja nie tylko popiera inicjatywę Jednego Pasa, Jednego Szlaku, lecz również zamierza aktywnie uczestniczyć w jego realizacji wspólnie z partnerami chińskimi i, rzecz jasna, ze wszystkimi innymi zainteresowanymi w tym krajami — oświadczył rosyjski prezydent. Władimir Putin wysoko ocenił koncepcję utworzenia pasa rozwoju gospodarczego i wzajemnie korzystnego handlu między Azją a Europą, uznając ją za inicjatywę aktualną i ważną. Zdaniem rosyjskiego przywódcy, bierze ona pod uwagę współczesne tendencje w gospodarce światowej, a także odzwierciedla wspólne zapotrzebowanie na koordynację procesów integracyjnych nie tylko na kontynencie euroazjatyckim, lecz również w skali całego świata. Leonid Krutakow, politolog i publicysta, w wywiadzie dla radia Sputnik wyraził opinię, że w tym projekcie nie będzie przegranych: Jest to solidarny projekt Rosji i Chin. Na takich projektach zyskują wszyscy. Gdyż nie jest to tylko projekt wprowadzenia jednolitych przepisów, jak na przykład usiłowali to robić Amerykanie poprzez swoje Transatlantyckie Partnerstwo na rzecz Handlu i Inwestycji czy też Trans-Pacific Partnership; jest to kwestia zjednoczenia infrastruktury przestrzeni. Nie ma w tym żadnego podłoża politycznego, w odróżnieniu od projektu amerykańskiego. Chiny i Rosja działają w nurcie „nowego ONZ". Tam, gdzie pojawia się biznes i powstają szlaki handlowe, tam wojna nie jest potrzebna — powiedział Leonid Krutakow.Komentując rezygnację Indii z udziału w obradach tego forum, ekspert wyraził opinię, że nie oznacza to wcale rezygnacji tego kraju z udziału w tym projekcie. Koniecznie trzeba brać pod uwagę, że Indie historycznie są uważane za rywala Chin w Azji. Nie oznacza to jednak wcale, że Indie pozostaną poza ramami projektu. Znaczy to, że potrzebne jest oddzielne opracowanie całej sprawy, jakieś porozumienia, gwarancje i pewny poziom zrozumienia wzajemnego. To, że Indie zamierzają przystąpić do Szanghajskiej Organizacji Współpracy — oznacza, że takie zrozumienie w relacjach między Chinami a Indiami zaczyna się pojawiać — podkreślił politolog.

 

* Na Międzynarodowe Forum Ekonomiczne w Petersburgu w dniach 1-3 czerwca forum przyjedzie premier Indii Modi. Będziemy też gościć sekretarza generalnego ONZ António Guterres oraz innych zagranicznych przedstawicieli. Kanclerz Austrii Christian Kern też weźmie udział w Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w dniach 1-3 czerwca w Petersburgu – powiedział Pieskow. Petersburskie forum jest organizowane od 1997 roku, a od 2006 roku odbywa się pod patronatem i z udziałem prezydenta Rosji. Z czasem stało się wiodącą globalną platformą, gdzie spotykają się biznesmani, aby omówić kluczowe wyzwania gospodarcze, które stoją przed Rosją, krajami rozwijającymi się i ogólnie przed światem.

 

* W ciągu najbliższych 4 lat Ukraina musi zwrócić kredytodawcom 20 mld dolarów.Administracji Poroszenki jest coraz trudniej pozyskiwać środki na spłacanie kredytów. Brak reform nie pozwala państwu zarabiać, a pożyczki są udzielane niechętnie. Sytuację komplikuje to, że w 2019 roku na Ukrainie odbędą się wybory prezydenckie. Tuż przed nimi rząd nie może zdecydować się na niepopularne kroki. RT dowiedziała się, jak oficjalny Kijów będzie spłacać długi oraz czy Ukraina może ogłosić bankructwo. Według danych międzynarodowej agencji rankingowej S&P Global Ratings przez najbliższe cztery lata Ukraina powinna spłacić długi z odsetkami w wysokości ponad 20 mld dolarów. Ta kwota przewyższa krajowe rezerwy dewizowe, które zgodnie z danymi raportu Banku Centralnego wg stanu na 1 maja wynosiły 17,17 mld dolarów. De facto Ukraina nie ma czym spłacić kredytu. Ukraina rozpoczęła rozmowy na temat restrukturyzacji długu w wysokości 19,3 mld dolarów w 2015 roku pod kierownictwem ówczesnej minister finansów Natalii Jareśko. Pod koniec kwietnia 2015 roku udało się jej wynegocjować umorzenie 20% podstawowego długu oraz przesunięcie terminu spłacenia pożyczki z lat 2015-2023 na 2019-2027. Posiadacze euroobligacji otrzymali 20-letnie derywaty państwowe (dokumenty zobowiązujące do kupna papierów wartościowych) proporcjonalnie do swojego udziału. Pieniądze za nich będą wypłacane w dolarach amerykańskich w zależności od dynamiki wzrostu realnego PKB Ukrainy. Na przykład, jeśli średni wzrost PKB wyniesie 3%, wypłat nie będzie. Jeśli ten wskaźnik wyniesie 3-4%, posiadacz papierów wartościowych otrzyma odsetki kwoty: 15% minus wskaźnik PKB. Natomiast jeśli wzrost wyniesie powyżej 4% — 40% długu minus wskaźnik wzrostu PKB. Spłacenie odsetek od derywatów państwowych umożliwi nominalny wzrost PKB do 125,4 mld dolarów, co 1,5-krotnie przewyższa wskaźniki z ubiegłego roku. W czasie restrukturyzacji planowało się, że w najbliższych latach Ukraina wdroży reformy i przyciągnie inwestycje. Rząd jednak nie był przygotowany na radykalne zmiany. W rezultacie pogłębiły się wewnętrze problemy i zmniejszył się napływ kapitału do kraju.Wyniki badania agencji Ernst&Young pokazują, że Ukraina znajduje się na szczycie listy 41 najbardziej skorumpowanych państw.Faktycznie Petro Poroszenko stoi przed wyborem: wdrażać reformy, spłacać długi i poświęcić notowania polityczne lub dopuścić do upadłości i spadku stopy życiowej ludności tuż po wyborach prezydenckich. Na co się zdecyduje, dowiemy się z czasem. 

 

* Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji skomentowało wprowadzenie przez Kijów nowych sankcji przeciwko Rosji, które zakazują Ukraińcom dostępu do portali społecznościowych „Vkontakte" i „Odnoklassniki" oraz serwisu „Yandex".  Zdaniem resortu polityki zagranicznej Rosji, Kijów obawia się „nawet najmniejszych oznak dysydentyzmu w kraju" i „siedmiomilowymi krokami zbliża się do budowy społeczeństwa autorytarnego", w którym wolność słowa i dostęp do informacji są w znaczący sposób ograniczane. Nowe sankcje, wprowadzone przez ukraińskie władze przeciwko Rosji, raczej nie są zgodne z zasadami przyjętymi w Europie i na świecie, a także rozumieniem podstaw społeczeństwa obywatelskiego — głosi komentarz Departamentu Informacji i Prasy MSZ Rosji.Jest oczywiste, że dążąc do mitycznego «rozwodu z Imperium Rosyjskim», a więc z własną wielowiekową historią, jak niedawno poinformował o tym brawurowo prezydent Petro Poroszenko, Kijów jest gotów «zamknąć» oczy i uszy swoim obywatelom, żeby tylko ukryć przed nimi alternatywną i nienakreśloną przez ukraińskich propagandzistów realną sytuację w kraju i za granicą — oświadczono w rosyjskim resorcie dyplomatycznym.„Będzie ciekawie poobserwować reakcję naszych zachodnich partnerów, których ciągle niepokoją problemy demokracji i bezpieczeństwa informacyjnego, na tak jawne i bezczelne zdeptanie przez Kijów ogólnoprzyjętych norm międzynarodowych i zobowiązań" — podkreślono w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rosji.

 

* ONZ poinformowała o zwiększeniu liczby ofiar w Donbasie. Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka ONZ potwierdziło, że 35 osób zginęło a jeszcze 143 cywilów z południowego wschodu Ukrainy zostało rannych w ciągu dwóch ostatnich miesięcy. W raporcie Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej ONZ, obejmującym okres od 1 marca do 30 kwietnia, zwrócono uwagę na ryzyko zakrojonej na szeroką skalę katastrofy humanitarnej na Donbasie, gdzie mają miejsce przerwy w dostawach prądu i gazu, a także brakuje wody pitnej. Ponadto przedstawiciele organizacji stwierdzili, że za decyzje władz Ukrainy ws. zaostrzenia ograniczeń na przewozy transportowe przez linię styku muszą płacić cywile.Konflikt w dalszym ciągu komplikuje codzienne życie tysiąca ludzi, którzy mieszkają po obu stronach linii styku, zwiększając ich uzależnienie od pomocy zewnętrznej i zabijając nadzieje na normalne życie. Tendencja wzrastania liczby ofiar wśród ludości cywilnej trwa. Od marca do 14 maja 2017 roku Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka potwierdziło 178 ofiar wśród ludności cywilnej (35 zabitych i 143 rannych) — napisano w dokumencie.Eksperci Światowej Organizacji Zdrowia oświadczyli, że w ciągu dwóch miesięcy 22 cywilów zginęło, a 48 osób zostało rannych w wyniku kontaktu z materiałami wybuchowymi. Dla porównania ten wskaźnik w ciągu analogicznego okresu z ubiegłego roku był niższy o 94%. Zgodnie z danymi ONZ, od początku trwania konfliktu zbrojnego na południowym wschodzie Ukrainy zginęło ponad 2 tys. osób, a rannych zostało od siedmiu do dziewięciu tysięcy. Wiele z nich padło ofiarą ostrzałów artyleryjskich, min i niewypałów. Specjalny Przedstawiciel OBWE w grupie kontaktowej ds. Donbasu Martin Sajdik nazwał miniony weekend na Donbasie jednym z najbardziej śmiercionośnych. Szef kontrolowanej przez Kijów Donieckiej Administracji Wojskowo-Cywilnej Paweł Żebrowski oskarżył republiki ludowe o ostrzelanie dzielnic mieszkalnych Awdijewki, w wyniku którego cztery osoby zginęły a jeszcze jedna została ranna. Dowództwo wojskowe Donieckiej Republiki Ludowej oświadczyło, że to właśnie ukraińscy żołnierze ostrzeliwują miasto, aby zdyskredytować powstańców.

 

* Politolog Andriej Zołotariow jest przekonany, że władze Ukrainy specjalnie tworzą okazję do debaty publicznej, aby ukryć swoje błędy. W wywiadzie dla gazety Ukraina.ru ukraiński politolog Andriej Zołotariow powiedział, że decyzja ukraińskich władz o zamknięciu dostępu do rosyjskich sieci społecznościowych „VKontakte” i „Odnoklassniki”, wyszukiwarek Yandex i Mail.ru oczywiście może tworzyć niedogodności dla użytkowników. Przypomniał także, że do niedawna pracownicy agencji państwowych Ukrainy aktywnie wykorzystywali serwisy Mail.ru.Jest oczywiste, że ukraińskie władze są zainteresowane tym, aby ludzie omawiali, jakiego koloru jest wstążka 9 maja, dyskutowali o legalności zakazu rosyjskich portali społecznościowych, aby w społeczeństwie istniał stały konflikt, który odwracałby uwagę ludzi od bardziej palących kwestii: dlaczego ma miejsce taryfowe ludobójstwo, dlaczego kraj zamienił się w społeczne piekło, skąd ucieka młody i stary, dlaczego korupcja nie tylko nie znika, ale również przyjmuje astronomiczną skalę — powiedział ekspert.Politolog uważa, że​​blokowanie rosyjskich portali społecznościowych nie przyczyni się do ustanowienia spokojniejszej atmosfery w ukraińskim społeczeństwie, w którym wielu ma przyjaciół i krewnych w Rosji i kontaktuje się z nimi właśnie za pośrednictwem Internetu. Zołotariow jest przekonany o braku perspektywy inicjatywy w sprawie wprowadzenia takich ograniczeń. „Biorąc pod uwagę nieumiejętność ukraińskich możnowładnych mężów, ich skłonność do banalnej kradzieży, ideę wielkiego ukraińskiego firewalla czeka taki sam los, co szeroko rozreklamowany projekt Jaceniuka «Mur», który stwarza problemy tylko królikom i zającom na granicy z Rosją”. Ekspert zauważył, że o dekrecie podpisanym jeszcze 28 kwietnia stało się wiadomo dopiero teraz, gdy prezydent poleciał z wizytą na Maltę. Petro Ołeksijowycz, kiedy podpisuje kolejny dokument graniczący z głupotą i idiotyzmem, szczęśliwie wyjeżdża z Kijowa. O sankcjach wiedzieli wcześniej, ale dlaczego poinformowali teraz, na wyjeździe? Logika jest prosta: aby motłoch walczył między sobą i nikt nie zadawał poważnych pytań prezydentowi. Sądząc po dużej konferencji prasowej, Poroszenko naprawdę nie chce odpowiadać na rzeczywiście trudne pytania. Od dawna jest dobrze znany fakt, że Poroszenko jest rekordzistą w kłamstwie i obłudzie — powiedział Zołotariow.Zdaniem dyrektora Ukraińskiego Instytutu Analizy i Zarządzania Polityki Rusłana Bortnika decyzja Kijowa o zaostrzeniu sankcji jest zarówno walką ukraińskich służb specjalnych, jak i walką o rynek, ponieważ zakazane serwisy mają znaczny udział na rynku reklamy i rynku produktów IT. „Ukraina nie produkuje takich poważnych produktów, które są konkurencyjne na rynku rosyjskim. Rosja może nałożyć sankcje na ukraińskie firmy w innych sektorach, aby odpowiedzieć na te działania. Konsekwencje ekonomiczne są kwestią miliardów. Wiele rosyjskich serwisów zdominowało ukraiński rynek z miliardowymi wpływami z reklam” — podkreślił. Jeśli chodzi o reakcję społeczeństwa, politolog zauważył, że Ukraińcy będą niezadowoleni z tej decyzji, jednak istnieje wiele produktów, które pozwolą na obejście zakazu. Technicznie rzecz biorąc trudno będzie zablokować dostęp, podsumował Bortnik.

 

* Wielu użytkowników Twittera oburzył dekret prezydenta Petra Poroszenki wprowadzający zakaz dostępu do rosyjskiego serwisu społecznościowego VKontakte na terytorium Ukrainy. Jedna z internautek, tilda, ostrzega, że jeśli będzie miała zablokowany dostęp do swoich fotografii na portalu, wyjdzie, by wziąć udział w „trzecim Majdanie”.Teraz na pewno pójdę na Majdan. Poroszenko, nie ruszaj VKontakcie” – grozi  ryaduev.Poroszenko podpisał zakaz VK. Oficjalnie. Co? Jak mam żyć? To tak funkcjonalny serwis społecznościowy. Co robić? Płaczę!” – pisze Prettylenko. Niektórzy uważają, że Ukraińcy nie mają się o co martwić, bo istnieją sposoby na ominięcia blokady. Tymczasem na portalu change.org zbierane są podpisy pod petycją o zniesieniu zakazu na dostęp do VKontakte i Mail.ru na Ukrainie. Inicjatorką akcji jest mieszkanka Kijowa Nadieżda Maksimenko. W ciągu kilku godzin petycję podpisały 544 osoby. We wtorek ukraińskie władze zablokowały dostęp do serwisów społecznościowych Odnoklassniki i VKontakte oraz Mail.ru i Yandex. Zakaz wprowadzony został dekretem prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki ws. rozszerzenia sankcji, które objęły 1228 osób fizycznych i 468 prawnych.

 

* Ukraińskie siły zbrojne zlikwidowały własny samochód obserwujący patrol Specjalnej Misji Monitoringowej OBWE w chwili wybuchu w kwietniu w okolicach wsi Priszyb - poinformował dziennikarzy wiceminister bezpieczeństwa państwowego proklamowanej w trybie jednostronnym Ługańskiej Republiki Ludowej Aleksander Basow. Patrol misji OBWE składający z dwóch samochodów 23 kwietnia najechał na minę w okolicach wsi Priszyb. Jedna osoba zginęła, dwie zostały ranne. ŁRL obarczyła odpowiedzialnością za zdarzenie ukraińskich dywersantów. Później w internecie pojawiło się nagranie wybuchu samochodu, które według danych ministerstwa bezpieczeństwa państwowego ŁRL zostało zrobione z kontrolowanego przez Ukrainę terytorium.  „Podczas kompleksowej operacji otrzymaliśmy materiały korespondencji przedstawicieli ukraińskich służb specjalnych i pododdziałów specjalnych wywiadu ukraińskich sił zbrojnych, wskazujące na przygotowanie przez Kijów ataku terrorystycznego. W doniesieniach został między innymi wspomniany samochód UAZ wykorzystany przez terrorystów w okolicach miejsca przestępstwa popełnionego 23 kwietnia przeciwko obserwatorom OBWE" — oznajmił Basow. Wiceminister podkreslił, że po pojawieniu się tej informacji w mediach obywatele i pracownicy MSN ŁRL poinformowali o podpaleniu samochodu w mieście Stachanow (znajdującym się pod kontrolą ŁRL ) 11 maja. Według wersji ministerstwa bezpieczeństwa państwowego agenci ukraińskich służb specjalnych kontynuowali pracę w republice również po zdarzeniu.  „Grupa śledcza ma nagrania płonącego samochodu uzyskane dzięki znalezieniu komórki jednego z dywersantów niedaleko miejsca spalenia" — skomentował sytuację rzecznik Milicji Ludowej ŁRL Andriej Maroczko. Według niego w telefonie są także zapisane zdjęcia z danymi geograficznymi i korespondencja, w której „jest stawiane zadanie zniszczenia środku transportu". Poinformowano, że wszystkie związane z incydentem grupy dywersyjne miały znak wywoławczy GROT z różnymi numerami. „W ten sposób widzimy, że potwierdza się nie tylko zainteresowanie polityczne ukraińskich władz prowokacją przeciwko republice i misji OBWE, ale również związek ukraińskich służb specjalnych i organów wywiadu wojskowego z wysadzeniem samochodu z obserwatorami" — podsumował Basow. 

 

* Szereg organizacji pozarządowych, w tym Human Rights Watch, Amnesty International i Reporters without Borders wezwał Radę UE do rozpatrzenia zgodnie z artykułem nr 7 Traktatu o Unii Europejskiej możliwości nałożenia na Polskę sankcji za naruszenie zasadniczych wartości UE. Jeśli Rada UE uzna, że Polska naruszyła normy prawa europejskiego, grozi jej zawieszenie poszczególnych praw państwa określonych w traktatach założycielskich, w tym pozbawienie głosu w Radzie UE. Porozumienia komunitariańskie nie przewidują wykluczenia z UE.   „Zdecydowanie zalecamy skorzystanie z procedury przedstawionej w art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej i zapewnienie poszanowania przez Polskę zasad, na których opiera się UE" — czytamy w zbiorowym liście organizacji pozarządowych pod adresem Rady ds. Ogólnych, której posiedzenie odbywa się dzisiaj w Brukseli. Polski rząd nadal podąża „drogą podważania prymatu prawa, wzmacniania kontroli nad mediami i zawieszenia ochrony praw człowieka — czytamy w liście. 

 

* Gazeta Washington Post twierdzi, że prezydent USA Donald Trump podzielił się z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem na spotkaniu w Białym Domu w zeszłym tygodniu supertajną informacją na temat grupy terrorystycznej „Państwo Islamskie”.  Gazeta powołuje się na anonimowe źródła wśród obecnych i byłych amerykańskich urzędników, którzy oceniają charakter informacji jako ściśle tajny, ale nie chcieli omówić jej treści. Według gazety Trump ujawnił Ławrowowi pewną informację, która „naraziła na ryzyko krytycznie ważne źródło informacji wywiadowczych w PI”. Ta informacja, jak pisze Washington Post, została dostarczona USA przez niejakiego zagranicznego partnera zgodnie z porozumieniem w sprawie wymiany informacji wywiadowczych. Rozpowszechnianie tej informacji było poważnie ograniczone nawet wśród wysokich rangą amerykańskich urzędników. Przy tym anonimowy partner nie dał USA zgody na dzielenie się informacją, pisze gazeta. Po spotkaniu Trumpa z Ławrowem urzędnicy Białego Domu zadzwonili do CIA i Narodowej Agencji Bezpieczeństwa, aby zniwelować ewentualne szkody, pisze gazeta. Sekretarz stanu USA Rex Tillerson już zaprzeczył tej informacji. Podkreślił, że na spotkaniu amerykańskiego prezydenta z Ławrowem omawiano wyłącznie „wysiłki i zagrożenia związane z terroryzmem”. Biały Dom również nie pozostawiał bez uwagi tego tematu i nazwał publikację o przekazaniu Ławrowowi przez Trumpa tajnych informacji fałszywą. Amerykańska opinia publiczna już zareagowała na tę wiadomość. Spiker Paul Ryan zażądał od administracji prezydenta wyjaśnień, a Demokraci krytykują Trumpa.

 

* Francja i Wielka Brytania opowiadają się za tym, by Rada Bezpieczeństwa ONZ wprowadziła nowe sankcje wobec Pjongjangu w związku z kolejną próbą rakietową KRLD. Według słów stałego przedstawiciela Wielkiej Brytanii przy ONZ Matthew Rycrofta, KRLD znów pokazała światu, jak ogromne zagrożenie niesie całemu światu. „Zjednoczone Królestwo opowiada się za wzmocnieniem sankcji" — powiedział Rycroft w poniedziałek. „Należy potępić te działania szybko i kategorycznie. I musimy wypracować mechanizm długofalowej reakcji na wyzwania, jakie stawia reżim KRLD" — oświadczył Rycroft. Jak powiedział dziennikarzom stały przedstawiciel Francji przy ONZ François Delattre, Paryż „opowiada się za szybką i ostrą reakcją Rady Bezpieczeństwa. „Rada Bezpieczeństwa musi wykazać się maksymalną bezwzględnością w tej kwestii. To nie powinno ulegać wątpliwości". We wtorek, z inicjatywy USA i Japonii Rada Bezpieczeństwa ONZ przeprowadzi posiedzenie nadzwyczajne w związku z ostatnią próbą rakietową KRLD. Agencja Reutera poinformowała wcześniej, powołując się na dyplomatów, że USA omawiają z Chinami możliwość wzmocnienia przez Radę Bezpieczeństwa działań odwetowych, w tym również wprowadzenia sankcji w związku z próbami rakietowymi. Pjongjang oświadczył, że w niedzielę przeprowadził test rakiety o nazwie Hwasong-12. Rakieta osiągnęła wysokość 2111,5 km i pokonała odległość 787 km. Według informacji Centralnej Agencji Telegraficznej Korei, celem próby było zwiększenie liczby rakiet, które mogą przenosić głowice jądrowe.

 

*  7 maja w wyborach do landtagu Szlezwika-Holsztynu wygrała CDU, którą poparło 32 proc. głosujących.Wynik chadeków, na których czele stoi w landzie Daniel Günther, jest o 1,2 proc. lepszy niż pięć lat temu. Natomiast rządzący dotąd landem socjaldemokraci z premierem landu Torstenem Albigiem stracili 3,2 proc., uzyskując 27,2 proc. głosów. W landtagu reprezentowane będą także: partia Zielonych na czele z Moniką Heinold (12,9 proc.), liberalna FDP Wolfganga Kubickiego (11,5 proc.), populistyczna AfD (5,9 proc.) oraz partia duńskiej mniejszości SSW, która uzyskała 3,3 proc. głosów. W przypadku mniejszości narodowej nie obowiązuje 5-procentowy próg wyborczy. Lewicowa partia Die Linke, z liderką Marianne Kolter, otrzymała 3,8 proc. głosów (wzrost o 1,5 proc.). Kolejną klęskę poniosła Partia Piratów. Po świetnym wyniku sprzed pięciu lat straciła aż 7 proc., zdobywając zaledwie 1,2 proc. poparcia. Wybory do parlamentu regionalnego w Kilonii uważane były za kolejny test przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu. Angelę Merkel może ucieszyć szczególnie fakt, że socjaldemokratom nie pomogła asysta nowego przewodniczącego i kandydata SPD na urząd kanclerza Martina Schulza. Torsten Albig próbował robić dobrą minę do złej gry. Wspólnie z Martinem Schulzem w berlińskiej centrali partii zapewniał jej działaczy, że SPD wczoraj upadła, ale jutro powstanie. Dodał, że partia strzepnie z siebie brud po upadku, a walka toczy się dalej. Sekretarz generalna SPD Katharina Barley źródeł porażki socjaldemokratów upatrywała nie tyle w programie wyborczym, co w życiu prywatnym premiera landu, który w kontrowersyjny sposób opisał ostatnio w jednym z wywiadów szczegóły rozwodu ze swoją żoną. Jeszcze ważniejszy sprawdzian czeka obie współrządzące partie już w najbliższą niedzielę 14 maja, kiedy do urn pójdą wyborcy w najludniejszym kraju związkowym RFN – Nadrenii Północnej-Westfalii rządzonej przez popularną polityczkę SPD Hannelore Kraft. Jej rywal Armin Laschet z CDU, stwierdził, że wybory w Szlezwiku-Holsztynie pokazują, że nie ma już czegoś takiego jak "efekt Schulza".

 

* W niedzielę, 14 maja w wyborach do landtagu Nadrenii-Westfalii ponownie wygrała CDU, którą poparło 33 proc. głosujących. Wynik chadeków, na których czele stoi w landzie Armin Laschet, jest o 6,7 proc. lepszy niż pięć lat temu. Natomiast rządzący dotąd landem socjaldemokraci z popularną premier landu Hannelore Kraft stracili aż 8 proc., uzyskując 31,2 proc. głosów.  W landtagu w Düsseldorfie reprezentowane będą także: liberalna FDP pod przewodnictwem Christiana Lindnera z 11,5 proc. głosów (4 proc. więcej), populistyczna AfD Marcusa Pretzella z 7,4 proc. oraz partia Zielonych z liderką Sylvią Löhrmann z 6,4 proc. (spadek o prawie 5 proc.). Lewicowa partia Die Linke, na której czele stoi w landzie Özlem Demirel, otrzymała 4,9 proc. głosów (wzrost o 2,4 proc.). Kolejną już, sromotną klęskę poniosła Partia Piratów, ktorej przewodzi Michele Marsching. Po świetnym wyniku sprzed pięciu lat straciła prawie 7 proc., zdobywając zaledwie 1 proc. poparcia. Na pozostałe listy oddano lącznie zaledwie 0,6 proc. głosów. Wybory do parlamentu regionalnego najludniejszego landu NRF w uważane były zgodnie za najważniejszy, ostatni test przed wyborami do Bundestagu, zaplanowanymi na 24 września. Kandydat socjaldemokratów na kanclerza Martin Schulz przyznał, że to „dramatyczna klęska” jego partii. To ciężki dzień dla SPD i ciężki dzień dla mnie samego – powiedział Schulz w centrali partii w Berlinie. Dzisiejszy wieczór to prawdziwy wstrząs. Musimy się zastanowić, jaki jest mój w tym udział. Osobiście przejmuję odpowiedzialność za ten wynik – powiedziała premier rządu krajowego Nadrenii Północnej-Westfalii Hannelore Kraft. Dlatego w trybie natychmiastowym rezygnuję ze stanowiska krajowej przewodniczącej SPD i wiceprzewodniczącej federalnej SPD, aby partia ta miała szansę na nowy początek. Szefowa klubu parlamentarnego Zielonych w Bundestagu Katrin Göring-Eckardt mówiła o „deprymującym wyniku”. To cios w żołądek. Zieloni przyjrzą się wynikowi z pokorą – zapowiedziała. Słupki pną się w górę - to daje nam podmuch w skrzydła przed wyborami powszechnymi – powiedział lider die Linke Bernd Riexinger .

 

* Erika Steinbach, niegdyś znana aż za dobrze w Polsce przewodnicząca niemieckiego Związku Wypędzonych, a obecnie bezpartyjna posłanka do Bundestagu (wcześniej z ramienia CDU), wywołała w Niemczech burzę medialną, protestując publicznie przeciwko zapowiedziom wyrugowania z życia społecznego wszelkich form pozytywnej pamięci o Wehrmachcie, które niedawno padły z ust kierującej ministerstwem obrony Ursuli von der Leyen. Tę ostatnią rozsierdziła seria „skandali” w szeregach Bundeswehry, czyli przypadków ujawnienia, że w armii RFN jakimś cudem uchowali się jeszcze niemieccy patrioci, zamiast kosmopolitycznych „obrońców praw człowieka” bez ojczyzny. Von der Leyen zapowiedziała zmianę patronów koszarów, które często wciąż noszą imiona generałów z czasów Wehrmachtu (straszne!). Oznajmiła też, że jedyna tradycja historyczna, na jaką może się powoływać Bundeswehra, to tradycja spisku Stauffenberga i zamachu na Hitlera w lipcu 1944 r. (tak jakby pułkownik Stauffenberg przed zawiązaniem spisku w ogóle nie służył w Wehrmachcie jako zawodowy oficer). Wreszcie, na jej polecenie z gmachu Uniwersytetu Bundeswehry w Hamburgu usunięto fotografię młodego Helmuta Schmidta, przyszłego kanclerza RFN, w mundurze Wehrmachtu. Tę ostatnią decyzję Erika Steinbach skomentowała krótko: Niemcy to dom wariatów. Następnie zamieściła w internecie apel do rodaków o publikowanie starych fotografii swoich krewnych w mundurach Wehrmachtu, dołączając takie zdjęcie swojego ojca. Do rządzących zaapelowała zaś o poszanowanie tradycji niemieckiej armii. Mogło się wydawać, że tylko w Polsce politycy i zawołani poprawiacze historii mogli wpaść na pomysł, żeby mścić się na Wojsku Polskim za to, że istniało w pewnym okresie historycznym (PRL) – a tymczasem ich niemieckim braciom w demokracji rzucił się na mózgi ten sam bakcyl. Nie chodzi o relatywizację tego, co wydarzyło się w historii, ale za zbrodnie wojenne popełnione przez stronę niemiecką w Polsce i innych krajach podczas II wojny światowej odpowiedzialni byli zbrodniarze, a nie niemieckie wojsko jako takie przez sam fakt swojego istnienia. Wehrmacht to również poczet wybitnych dowódców (Rommel, Manstein, Guderian i inni), których kunsztu wojennego nie przyszłoby do głowy podważać historykom i wojskowym z innych krajów. Wehrmacht to również konserwatywni generałowie, którzy starali się powstrzymać wojenne zapędy Hitlera (Ludwig Beck, Werner von Blomberg, Werner von Fritsch). Podczas II wojny światowej w Wehrmachcie służył kwiat niemieckiej inteligencji, jak z jednej strony rewolucyjno-konserwatywny pisarz Ernst Jünger, a z drugiej – konserwatywny socjaldemokrata Carlo Schmid, współtwórca konstytucji RFN i zwolennik wprowadzenia do powojennego ustroju Niemiec silnej władzy kanclerskiej. W tradycji Wehrmachtu jest więc wiele elementów, z których Niemcy jako naród mają prawo być dumni, a sprowadzanie jej całej do zbrodni i zbrodniarzy jest intelektualną patologią i zwykłym oszustwem. Prawdziwym skandalem jest zaś wyrzucenie z Uniwersytetu Bundeswehry fotograficznego portretu Helmuta Schmidta. Ten socjaldemokratyczny kanclerz Niemiec Zachodnich na politycznej scenie demoliberalnej Europy  wyróżniał się pozytywnie jako przedstawiciel orientacji kontynentalnej, dystansujący się od atlantyzmu. I takim pozostał do końca życia (zmarł w 2015 r. w wieku 97 lat), potępiając samowolne zabójstwo Usamy ibn Ladina przez Amerykanów, krytykując Europę za zaangażowanie w ukraiński „Majdan” i nazywając głupotą „sankcje” przeciw Rosji za zajęcie Krymu. Niemieckiej armii zaszczyt przynosi fakt, że ten wybitny polityk nosił jej mundur, a próba wymazania go z historii razem z całym Wehrmachtem przez ministra obrony narodowej w spódnicy to hańba dla państwa. Niemcami nie rządzą dziś Niemcy, tylko wykorzenieni kosmopolici. 

 

* W artykule opublikowanym przez popularny litewski portal, Vidmantas Martikonis, radny Wilna z ramienia rządzącego nią Ruchu Liberałów, wezwał do całkowitej likwidacji szkół przeznaczonych dla mniejszości narodowych, w tym tych z polskim językiem nauczania. Artykuł  Martikonisa, opublikowany 11 maja przez jeden z największych litewskich portali 15min.lt, zatytułowany został „Bez sowieckiego dziedzictwa w szkołach”. Właśnie w kategoriach „sowieckiego dziedzictwa” litewski polityk ukazuje istnienie szkół zaspokajających potrzeby kulturalne i edukacyjne mniejszości narodowych Litwy, które współcześnie stanowią niemal 16% jej mieszkańców. Najliczniejsi wśród tych mniejszości Polacy – 6% ludności, stanowią większość mieszkańców regionu Wileńszczyzny, gdzie dysponują łącznie 70 szkołami różnych szczebli. Litewskiemu politykowi współrządzącemu Wilnem bardzo się to nie podoba. Przedstawia szkoły przeznaczone dla społeczności mniejszościowych jako „tłumienie aspiracji lokalnej ludności”, twierdząc przy tym, że były one tworzone głównie w „przemysłowych miastach Litwy”, choć w rzeczywistości większość szkól mniejszościowych, przede wszystkim polskich, działa na terenie wiejskich rejonów wileńskiego i solecznickiego, zamieszkanych w większości przez Polaków. Martikonis z satysfakcją zauważa, że „w czasach niepodległej Litwy, liczba szkół z polskim i rosyjskim językiem nauczania zmniejszyła się”. Uważa to jednak za niewystarczające. Wyliczając liczbę i stopień szkół z polskim i rosyjskim językiem nauczania, litewski polityk dezawuuje ich poziom nauczania uznając, że ich absolwenci wykazują się gorszą znajomością języka litewskiego i kompetencjami, przez co mają większe trudności by „dostać pracę, zdobyć wyższe wykształcenie lub zrobić karierę zawodową”. Twierdzenia Martikonisa stoją w tym miejscu w sprzeczności z danymi z egzaminów maturalnych, które potwierdzają u absolwentów szkół mniejszościowych niemal identyczne kompetencje w zakresie języka litewskiego co u uczniów szkół nauczających w tymże języku. Motywy Martikonisa stają się jaśniejsze we fragmencie, w którym narzeka on, że szkoły mniejszościowe stoją na przeszkodzie „pełnej integracji” młodych Polaków, przy czym słowo integracja często rozumiane jest przez antypolskich polityków litewskich w kategoriach asymilacji. Liberał wzywa więc do likwidacji szkół mniejszościowych „ponieważ Litwa nie jest dużym krajem, nie ma struktury federalnej” a także „nie uznaje kilku języków oficjalnych”. Proponuje aby likwidacja następowała „stopniowo” poprzez zaprzestanie naboru nowych uczniów do polskich i rosyjskich szkół. Warto zauważyć, że Polska również jest państwem unitarnym z jednym językiem nauczania, mimo to istnieją w naszym kraju szkoły publiczne dla mniejszości litewskiej. Martikonis sugeruje natomiast, że tego typu placówki powinny być tworzone tylko przez podmioty niepubliczne. Ruch Liberałów od wielu lat jawi się jako szczególnie wroga Polakom litewska partia polityczna. To własnie jej reprezentant w rządzie Kubiliusa, minister edukacji i nauki Gintaras Steponavičius przeforsował w 2011 r. bardzo szkodliwą dla polskich szkół nową ustawę oświatową. Jej uchwalenie wbrew stanowisku wszystkich organizacji politycznych i społecznych Polaków, petycji podpisanej przez 60 tys. obywateli polskiej narodowości, masowym akcjom protestacyjnym na ulicach Wilna. Nowa ustawa wprowadziła nauczanie w języku litewskim historii, geografii i podstaw wychowania patriotycznego. Ujednoliciła również państwowy (a więc uprawniający do wstąpienia na studia wyższe) egzamin maturalny z języka litewskiego. Uczniowie polskich szkół muszą zdawać ten egzamin opanowując zakres wiedzy literaturoznawczej taki, jaki jest realizowany w szkołach z litewskim językiem nauczania, mimo tego, że programy szkolne szkół polskich w mniejszym stopniu obejmują literaturę litewską z tego oczywistego względu, że ojczystą kulturą i literaturą jest dla ich uczniów kultura i literatura polska, na maturze państwowej nie uwzględniana. Ustawa wprowadziła również mechanizm „optymalizacji”, który w praktyce sprowadza się do tego, że w przypadku niedoboru uczniów z przyczyn demograficznych w danej jednostce administracyjnej, szkoły mniejszości narodowych są likwidowane w pierwszej kolejności, przed „standardowymi” szkołami z litewskim językiem nauczania. Właśnie z tego mechanizmu „optymalizacji” skorzystali liberałowie we władzach miejskich Wilna (Matrikonis jest jednym z radnych). Doprowadzili oni w ciągu ostatnich dwóch lat do likwidacji bądź degradacji do niższego poziomu kilku polskich szkół w mieście oraz wyrzucenia Szkoły im. Lelewela z prestiżowej dzielnicy Antokol, o czym obszernie mówiła w wywiadzie dla portalu Kresy.pl znana działaczka społeczna i polityk Renata Cytacka. Po oderwaniu Wileńszczyzny od Polski w 1939 roku polskie szkolnictwo funkcjonowało w tym regionie przez cały okres Związku Radzieckiego i Republiki Litewskiej. W roku szkolnym 1999/2000 na Litwie funkcjonowało 120 szkół. Obecnie jest ich 70.

 

* Odpowiedzialność za rozprzestrzenianie się wirusa szantażysty WannaCry częściowo leży po stronie rządu i służb bezpieczeństwa różnych krajów, pisze na swoim blogu prezydent Microsoftu Brad Smith. Według Smitha rządy zbierają dane o lukach w oprogramowaniu dla własnych celów, a następnie hakerzy wykorzystują te informacje do cyberataków. Smith pokazał analogię z wykorzystaniem pocisków Tomahawk, jeśli zostałyby one skradzione armii Stanów Zjednoczonych i wezwał władze do przekazywania wszelkich informacji o lukach w programach bezpośrednio ich programistom. Widzieliśmy, że dane na temat luk, które zbierała CIA zostały opublikowane na Wikileaks, teraz zaś dane o lukach skradzione NSA dotknęły użytkowników na całym świecie — oświadczył Smith.12 maja wieczorem zaczęły pojawiać się doniesienia o masowych infekcjach komputerów zaszyfrowanym oprogramowaniem. Za zdjęcie blokady przestępcy zażądali okupu w bitcoinach. Największą liczbę cyberataków odnotowano w Rosji, gdzie celem przestępców padły komputery kilku dużych organizacjach i resortów. W Wielkiej Brytanii z powodu masowego ataku na komputery osobiste została przerwana praca 40 szpitali. Według Financial Times twórcy wirusa wykorzystali jako podstawę szkodliwy program NSA USA Eternal Blue. Rozprzestrzenianiu się wirusa udało się zapobiec programiście, który zarejestrował domenę  uqerfsodp9ifjaposdfjhgosurijfaewrwergwea.com — adres ten został zaszyty w kodzie wirusa. Zdaniem eksperta do spraw bezpieczeństwa informacyjnego firmy Cisco Systems Aleksieja Łukackiego, za wcześnie jest na razie na wyciąganie jakichkolwiek jednoznacznych wniosków na temat ewentualnych celów tego wirusa. Atak jeszcze trwa: prawdopodobnie, dojdzie do drugiej jego fali. Biorąc pod uwagę, że w tej chwili przestępcy zgromadzili zalewie około 35 tysięcy dolarów za całą swoją działalność, można zakładać, że jest to, najprawdopodobniej, dopiero próba i sprawdzenie możliwości tego arsenału cybernetycznego. Na podstawie skali klęski można wnioskować, że pieniądze nie są ich celem, gdyż nawet mniej niebezpieczne ataki zadają o wiele większe szkody. Na razie widzimy bardzo śmiesznie kwoty zgromadzone w skali całej kampanii hakerskiej — powiedział Aleksiej Łukacki.Według Łukackiego, użytkownicy powinni bardziej uważnie potraktować aktualizację swych systemów operacyjnych.  Niestety, powtórzenie podobnego ataku jest w pełni możliwe, gdyż, mimo całego wszczętego obecnie hałasu, olbrzymie rzesze administratorów, służb IT dość beztrosko traktują aktualizację swego oprogramowania. Zakładam, że nawet za tydzień znajdzie się dość dużo komputerów, które nie zostaną poddane aktualizacji przeciwko podobnym zagrożeniom. Przeciwdziałanie zostało opracowane jeszcze w marcu przez spółkę Microsoft. I dla wielu użytkowników zainstalowano go automatycznie, jednak, niestety, nie wszyscy włączają funkcję automatycznego aktualizowania systemów operacyjnych, dlatego jesteśmy świadkami takich oto wyników — podkreślił Aleksiej Łukacki.

 

* Wirus WannaCry, który zaraził setki tysięcy komputerów na całym świecie, prawdopodobnie stworzyli hakerzy związani z Koreą Północną - pisze Daily Mail. Według danych gazety analitycy amerykańskiej firmy Symantec i rosyjskiego Laboratorium Kasperskiego uważają, że za cyberatakiem prawdopodobnie kryje się grupa hakerów Lazarus podejrzanych o związek z ubiegłoroczną kradzieżą środków bangladeskiego Banku Centralnego i atakiem na studio Sony w 2014 roku. Zakrojony na dużą skalę atak cybernetyczny rozpoczął się 12 maja. Periodyk Financial Times poinformował, że hakerzy wykorzystali zmodyfikowany złośliwy program Agencji Bezpieczeństwa Narodowego USA: narzędzie służby wywiadowczej znane jako "eternal blue" zostało połączone z programem używanym w przestępczości internetowej WannaCry.

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31