Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3705 postów 1762 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Fermy krokodyli

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

GADY I PŁAZY (04): Fermowa hodowla krokodyli jest dziś głównym źródłem ich wysoko cenionych skór, co pozwala ograniczyć polowania i sprzyja zachowaniu dzikich populacji tych gadów.

 

Rząd Crocodilia obejmuje 23 gatunki żyjących obecnie krokodyli, aligatorów i gawiali, które przeważnie zamieszkują słodkie wody tropików. W ciągu ostatnich 100 lat wszystkie populacje krokodyli gwałtownie zmniejszyły swą liczebność, a większość gatunków jest dziś zagrożonych wyginięciem. Bodaj najbardziej zagrożone są krokodyle syjamskie i kubańskie oraz indyjski gawial. Ciekawy jest przypadek aligatora chińskiego, którego znad krawędzi zagłady uratował John Thorbjarnarson z Bronx Zoo w Nowym Jorku (zmarł na malarię 14 lutego 2010 w wieku 52 lat), który w 1997 roku u ujścia rzeki Jangcy doliczył się tylko 120 ostatnich osobników. Umiejętna kampania wszczęta z pomocą władz chińskich - zbiórka ich jaj, inkubatory, hodowla w Bronx, fachowa ferma reprodukcyjna w Chinach i reintrodukcja gatunku do rezerwatów sprawiły, że dziś gatunek ten jest odpowiednio liczny w niewoli, regularnie rozprowadzany po ogrodach zoologicznych i ponownie dziko obecny w kilku strzeżonych stanowiskach w Chinach. 

Głównym powodem zmniejszania się liczebności krokodyli na świecie stały się masowe polowania. Odkąd nauczono się wyprawiać ich skóry i nastała trwała światowa moda na wyroby z tych skór, zawodowi myśliwi wystrzelali miliony tych gadów, głównie największych i najpospolitszych gatunków, uwalniając – nie ma co tego ukrywać – wiele rzek i jezior np. w Afryce od tej odwiecznej plagi. Ma to jednak również i tę ujemną stronę, że brak krokodyli zakłóca relacje w środowisku wodnym, a ryby teraz częściej i masowo chorują.

Odpowiedzią na malejącą populację krokodyli i zmniejszającą się podaż skór, było powstanie ferm hodowlanych. Biznes ten i hodowla krokodyli rozwija się stale mniej więcej od końca lat 1970-ych, kiedy obrońcy środowiska zaczęli luzować zakazy eksportu po to, aby chronić zwierzęta przed myśliwymi. Handel ten nadal podlega systemowi kontroli CITES, międzyrządowej inicjatywy dla ochrony zagrożonych gatunków dzikich zwierząt. Dziś powszechnie uważa się, że hodowla krokodyli na fermach pomaga w ich ochronie w środowisku naturalnym i znacznie zmniejsza tempo i skalę ich eksterminacji. Hodowla krokodyli zyskuje więc poparcie w kręgach obrońców przyrody. Hoduje się 5-6 gatunków, najczęściej kajmany, aligatory amerykańskie i krokodyle nilowe.

Według statystyk UN Environmental Programme skóry krokodylowe eksportuje. już 20 krajów, a w kilku innych pojawiło się zainteresowanie tą produkcją. Oblicza się że na świecie istnieje obecnie około 5000 ferm krokodylich, które dostarczają ok. 1,8 miliona skór rocznie.  Większość z nich to małe hodowle w azjatyckich wioskach, najczęściej w Indochinach (Wietnam, Kambodża), ale największe fermy są  w ciepłych strefach obu Ameryk. Największe z nich hodują do 70.000 gadów. Niektóre są powiązane ze stałymi odbiorcami końcowymi, takimi jak wielkie domy mody – Hermes i Louis Vuitton.  Ponieważ najlepsze skóry uzyskuje się z gatunków amerykańskich – aligatorów mississippijskich oraz kajmanów czarnych i okularowych – najważniejszymi producentami są Stany Zjednoczone, Kolumbia i Brazylia. Obróbkę gadzich skór, która jest o wiele trudniejsza niż tradycyjne garbowanie skór ssaczych, opanowało jednak tylko kilka firm europejskich, głównie we Francji i we Włoszech i to one skupują ogromną większość skór krokodyli i nadają im  odpowiednią wartość dodaną. Ostatnio pojawiła się dla nich silna  konkurencja technologiczna z Singapuru.    

Hodowla krokodyli jest dziedziną ekonomicznie i  zootechnicznie młodą i nie ma jeszcze wypracowanych procedur, a wiele jej aspektów czeka na szczegółowe badania. W porównaniu z innymi działami hodowli żywienie krokodyli jest łatwe i tanie. Są to zwierzęta  zmiennocieplne o zwolnionym metabolizmie i nie potrzebują jeść np. po to aby podtrzymać stałą temperaturę ciała. W stosunku do swej wagi jedzą 20-25% tego, co zwierzęta futerkowe na fermach norek, lisów itp.  Jedzą wprawdzie tylko mięso, ale zadowalają się byle czym. W naturze jedzą głównie chore ryby i padlinę, choć oczywiście bardziej cenią i z upodobaniem polują na zwierzęta ciepłokrwiste, które mają mięso o wiele bogatsze w składniki odżywcze. Na Florydzie stare aligatory zagięły szczególny parol na miastowe psy, które w czasie upałów chętnie wskakują do wody. Psy takie są wypasione i bardzo pożywne. Aligator, który raz spróbuje psiego mięsa, pozostanie już odtąd jego smakoszem i będzie się czaił w pobliżu biwaków oraz ludzkich siedzib.  Ciekawe, że podobną predilekcję do psiego mięsa przejawiają lamparty, jaguary i inne wielkie koty. W Afryce wiedzą, że kiedy stary lampart kręci się w pobliżu murzyńskiej wioski, to bardziej ma oskomę na  psa niż na kozę. Na fermach krokodyle karmi się prawie wszędzie odpadkami z pobliskich rzeźni i ferm innych gatunków. Kohorty mniejszych osobników dostają najczęściej łebki i łapki z ubojni brojlerów, a większe sztuki są karmione zazwyczaj odpadami z odgławiania i patroszenia ryb hodowlanych. Jest ważne żeby w karmie były kości, bo gady mają spore zapotrzebowanie na wapń i jeszcze większe kłopoty z jego przyswajaniem. Stąd także w żywieniu krokodyli zwykle stosuje się dodatek kredy.

Chociaż krokodyle mogą bardzo długo pościć, ich karmienie na fermie musi być w miarę regularne, aby nie dopuszczać do zbytniego wygłodzenia gadów, bo wtedy dochodzi do walk i mogą nastąpić wzajemnie uszkodzenia skóry, a każde skaleczenie drastycznie potem obniża jej wartość przy skupie. Ważna jest także gęstość obsady w basenach i zapobieganie konfliktom poprzez eliminację osobników szczególnie agresywnych. Doświadczeni hodowcy i pracownicy godzinami obserwują poszczególne baseny starając się zawczasu znakować awanturników i odławiać ich do osobnych kojców.

Z tego samego względu – aby nie dopuszczać do walk – krokodyle grupuje się w stada jednej płci, co jest dość łatwe tam gdzie na fermie wylęga się jaja krokodyli we własnym inkubatorze. U krokodyli o płci osobnika decyduje bowiem temperatura wylęgu jaj. Jeśli się ją obniży – wylęgną się  same samice, jeśli podwyższy – tylko samce. Krytyczną granicą jest 30 st. C. W naturze samica krokodyla, która pilnuje własnego zniesienia, - najczęściej w gnijącej butwie liści z roślin wodnych i mułu – zwykle reguluje temperaturę wylegu czasem dorzucając lub ujmując z warstwy okrywającej w zależności od temperatury otoczenia. Ma ona w pysku specjalnie wyczulony organ do mierzenia temperatury. Instynktownie stara się utrafić w krytyczną granicę temperatury i uzyskać względnie równe proporcje płci, choć w praktyce prawie nigdy się to nie udaje – z jednego lęgu są przeważnie tylko same córki albo sami synowie. W naturze jaja są zwykle zagrzebane na tyle głęboko – także dla ochrony przed wykryciem i wyjedzeniem przez drapieżniki (warany, szopy, psy itp.), że  po wylęgu małe krokodylęta nie mogłyby się same wydostać na wierzch. Z tego względu im dłużej trwa inkubacja tym częściej matka czuwa w pobliżu, aby w odpowiedniej chwili rozgrzebać gniazdo i pomóc im się wydostać na zewnątrz, a zwykle wtedy delikatnie wybiera je pyskiem i przenosi do wody, gdzie też jakiś czas ich strzeże. Skąd wie kiedy rozkopać gniazdo? Na krótko przed wykluciem młode, jeszcze zamknięte w skorupkach wzywają matkę wydając bardzo charakterystyczne i dość donośne odgłosy przypominające chrząkanie. Takie samo chrząkanie na krótko przed wylęgiem słychać i w inkubatorach. Prawdopodobnie tak samo chrząkały kiedyś młode dinozaury. U krokodyli nilowych samica z niezwykłą delikatnością odkopuje wtedy maluchy i troskliwie zanosi je w paszczy do wody, gdzie ich pilnuje w zatoczce wśród trzcin.

Inkubacja jaj krokodyla trwa  zwykle około 80 dni, co różni się także w zależności od gatunku. W zniesieniu jest 10-50 jaj. Są białe, wielkości jaj gęsich, ale mocno podłużne i przypominają kształtem gigantyczne tzw. „jaja mrówcze”  które czasem widać jak są przenoszone przez mrówki po uszkodzeniu lub zalaniu mrowiska. (W rzeczywistości są to poczwarki mrówek, bo przecież żadne zwierzę nie może znosić jaj większych niż ono same). Cieniutka i miękka skorupka jaj krokodylich przypomina papier. Daleko jej do solidnej twardości skorup jaj ptasich. Wspomniałem już, że gady mają wielki problem z gospodarką wapniowa i ich jaja – także u węży, żółwi, jaszczurek itp. - są tego wyraźnym i dobitnym dowodem. Tym łatwiej jednak jest młodym gadom się z nich wydostać. Samo wyklucie nie stanowi dla młodych problemu, bo skorupki jaja są cienkie a każdy z nich ma na nosie specjalnie zrogowaciały ząbek, którym je od środka przecina. Podobny „ząbek” występuje na dziobkach piskląt bardzo wielu gatunków ptaków i też ma podobną funkcję. Skorupki ptasiej wprawdzie nim nie przetnie ale ją nadwyręży tak, że w tym miejscu pęknie, gdy pisklę się w końcu napręży.  Ze względu na słabość skorupki wiele gatunków gadów jest żyworodnych, co u ptaków się nigdy nie zdarza.

Wróćmy na ferme krokodyli. Na ubój przeznacza się sztuki wyrośnięte, ale jeszcze młode, w wieku około 3 lat. Krokodyle, jak większość gadów, mają wolniejszy metabolizm, a więc są długowieczne i mogą żyć  i rozmnażać się nawet setki lat, stale rosnąc, ale w hodowli niewielki z tego pożytek. Im krokodyl jest starszy tym  bardziej jego skóra rogowacieje, traci elastyczność, ulega uszkodzeniom i staje się mniej zdatna do obróbki. Trzeba ją zdjąć wcześniej. Aby zabić krokodyla kilku ludzi musi go obezwładnić, oddzielić od stada i wynieść w osobne miejsce. Obezwładnienie dużego osobnika wymaga sprawnej wspólpracy całego zespołu. Trzeba bowiem pamiętać, że krokodyl jest niebezpieczny z obydwu stron. Przede wszystkim trzeba mu unieszkodliwić paszczę, którą miota błyskawicznie na wszystkie strony. Ma bardzo silne mięśnie zwierające szczęki, ale zdumiewająco słabe mięśnie, aby je rozewrzeć. Zwykle wystarcza zatem kilkakrotne omotanie zamkniętej paszczy linką lub nawet taśmą klejącą, aby krokodyl nie mógł jej otworzyć. Na lądzie jednak groźniejszy od paszczy potrafi być potężnie umięśniony, masywny ogon krokodyla. Gad potrafi nim celnie i znienacka bardzo silnie uderzać, czym potrafi połamać nogi, a przewróconych dodatkowo potłuc, a nawet pogruchotać im kości.  

Wyciągniętego krokodyla najczęściej uśmierca się obecnie prądem elektrycznym. Dawniej uśmiercano je wbijając lub wwiercając stalowe ostrze w mózg, co nie jest łatwe, bo krokodyl ma mózg bardzo mały – mniej więcej wielkości jednego swojego oka, a poza tym chroni go silna czaszka i niemal pancerna guzowata skóra na głowie.  Także zdejmowanie skóry z krokodyla jest inne niż w przypadku większości zwierząt. Najcenniejsze partie skóry są bowiem na gładkim brzuchu, więc skórę zdejmuje się od wierzchu rozcinając ją na silnie zrogowaciałym grzbiecie . W odróżnieniu od innych gadów, takich jak węże i jaszczurki, krokodyl nie linieje i nie zrzuca naskórka w miarę zwiększania rozmiarów ciała. Podobnie jak u żółwi (i tak było zapewne u dinozaurów) jego naskórek rogowacieje i ulega mineralizacji. Tworzy to spore trudności przy wyprawianiu i obróbce skór, które są także potem trudniejsze w szyciu niż skóry ssaków i ptaków (piszę ‘ptaków’, bo wyprawia się przecież także skóry strusi, cenione w galanterii skórzanej). Stąd w wyrobach ze skóry krokodyli częściej stosuje się klejenie niż szycie. Skóry krokodyli dają się natomiast rozwarstwiać tak, że z jednej grubej skóry grzbietowej uzyskuje się dwie lub trzy, niestety o nierównej wartości. Nierzadko trzeba je dodatkowo prasować, zmiękczać, rozciągać, macerować itp. Skóry krokodyli  dobrze przyjmują barwniki, mają też niezrównaną, charakterystyczną fakturę, połysk i deseń, wyglądają zawsze egzotycznie i są wysoko cenione. 

Skupem skór zajmują się wyspecjalizowani agenci, którzy bezlitosnym okiem wypatrzą każdą  bliznę, zatarcie lub wadę i odpowiednio obniżają cenę. Najlepsze skóry surowe chodzą dziś po 600$ za sztukę, ale takich jest najwyżej 10-15%. Tym niemniej popyt stale rośnie i jest to jedna z najbardziej opłacalnych gałęzi hodowli na świecie. W ostatnich latach eksport skór krokodylich rośnie i w roku 2013 skoczył o 30% dochodząc do 1,8 miliona sztuk. Po roku 2006 wskutek kryzysu popyt i eksport  zmniejszał się mocno, z krytycznym dołkiem 1 miliona sztuk w roku 2009, gdy miłośnicy galanterii z egzotycznych skór przerzucili się na tańsze skórki wężowe, głównie z pytonów i innych dusicieli. Obecny wzrost eksportu jest w znacznej części wynikiem także łagodnej pogody w obu Amerykach skąd pochodzi 83%  światowej produkcji. Wielu tamtejszych hodowców nie produkuje jaj samemu, ale polega na jajach zbieranych stale przez specjalnych poszukiwaczy w kontrolowany sposób od dzikich populacji aligatorów i kajmanów w zastrzeżonych rewirach. Rozmnażanie krokodyli w niewoli i uzyskiwanie od nich jaj jest bowiem nadal sztuką trudną i zawodną. 

Popyt na wyroby ze skóry krokodylowej jest największy w krajach z dużą liczbą nowobogackich klientów, takich jak Rosja albo Chiny, gdzie modna męska kamizelka z krokodyla kosztuje nawet i 80.000$, ale jest to popyt kapryśny. Od czasu do czasu  wokół hodowli wybuchają też skandale, jak np. po wykryciu znęcania się nad gadami na farmie w Teksasie, po którym brytyjska aktorka i piosenkarka  Jane Birkin zażądała od Hermesa, aby firma usunęła jej nazwisko i markę Birkin ze sprzedawanych przezeń torebek.  Marka ta pojawiła się w wyniku przypadkowego spotkania aktorki (która od lat 1960-ych stale mieszka we Francji) z Jean-Louisem Dumasem,  prezesem francuskiego domu mody Hermes. Podczas ich wspólnego lotu samolotem, z szafki bagażowej wypadła zawartość słomkowego koszyka aktorki, co zainicjowało dyskusję między Birkin a Dumasem na temat idealnej skórzanej torby damskiej na weekend. Owocem tej dyskusji była właśnie torebka „Birkin”.

Po zdjęciu skóry z krokodyla zostaje tuszka jasnego mięsa, które zwłaszcza z młodych osobników jest jadalne. Kiedyś będąc na Kubie, zostałem poczęstowany takim mięsem na pokazowej fermie w Guamá. Czytałem wcześniej, że jest delikatne i smaczne, przypomina smakiem cielęcinę itp., ale te kilka skwarek, które wtedy zjadłem wyjęto z kociołka starego, wrzącego oleju i jakoś mi do gustu nie przypadły. Przy patroszeniu krokodyla dużą uwagę zwraca się na jego woreczek żółciowy. Żółć krokodyla jest bowiem jedną z najsilniejszych znanych trucizn w przyrodzie i wszechwładza czarowników w Afryce zasadzała się w dużej mierze na umiejętności podrzucenia ofiarom takiej – łatwej przeciez do uzyskania trucizny - przeważnie w piwie, które maskuje gorycz tej substancji. Kilka lat temu w Malawi zatruto takim piwem 170 gości pewnego wesela. Na fermach międzynarodowe przepisy nakazują rygorystyczną inspekcję uboju i głębokie zakopywanie woreczków żółciowych krokodyli. Jest to tak restrykcyjne jak przy obróbce słynnych japońskich ryb fugu. Ogromna większość tuszek krokodyli jest zresztą  po rozdrobnieniu skarmiana ponownie krokodylami, jako że kanibalizm jest u gadów normą. 

Krokodyle są gadami tak fascynującymi i tak silnie obecnymi w kulturze, że chciałbym jeszcze o nich nieraz napisać. Tu tematem są głównie ich skóry, więc teraz zapraszam na ich krótki, kolorowy przegląd. (BJ)

 

Fot.1

 

Fot.2

Fot.3

 

Fot.4

 

Fot.5

Fot.6

 

Fot.7

 

Fot.8

Fot.9

 

W stałym cyklu  GADY I PŁAZY na moim blogu ukazały się dotychczas:

01.Węże w kieszeni (13.07.2015)

02.Inwazja głośnej żabki (27.07.2015)

03.Żółwie morskie caretta (4.04.2016)

04.Fermy krokodyli (15.05.2017)

 

 

KOMENTARZE

  • Właśnie zamówiłem skórę :D
    .
    http://m.neon24.pl/736574230a273feedbdb3f95d8e17a6b,0,0.jpg
    .
    http://m.neon24.pl/9e412edf200e277deed27bf53fd098d3,0,0.jpg
    .
    Foto: Ziut

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930