Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3705 postów 1762 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Acta Scientiarum 01

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1035): Zgodnie z konwencją według której w czwartki piszę o nauce, technice i medycynie, dziesiejszy serwis dotyczy tylko najnowszych odkryć i wydarzeń z tych dziedzin. Formuła będzie nieregularnie powtarzana.

 

* Wirus niedoboru odporności może chować się nie tylko w komórkach odpornościowych krwi, ale i w tzw. makrofagach, co utrudni procedurę jego eliminacji z organizmu przy leczeniu starej infekcji, poinformowali naukowcy w artykule opublikowanym w piśmie „Nature Medicine”. „To rewolucyjne pod względem swojego znaczenia wnioski, ponieważ pokazują one, że HIV może ukrywać się nie tylko w limfocytach T, ale i w innych częściach organizmu. To, że HIV jest zdolny do wyżywania wśród makrofagów oznacza, że wszelka terapia powinna umieć niszczyć wirus w dwóch bardzo różnych typach komórek” – powiedziała Jenna Honeycutt z Uniwersytetu Północnej Karoliny w Chapel-Hill (USA).Jak wyjaśniają naukowcy, dziś chorzy na HIV mogą żyć dziesiątki lat dzięki przyjmowaniu preparatów antywirusowych – substancji powstrzymujących replikację wirusa w komórkach ciała. Ponieważ często mają one silne działanie poboczne, lekarze bywają zmuszeni są do przerywania terapii pacjentów na kilka tygodni. Podczas przerwania terapii HIV „wychodzi z ukrycia” i zaczyna się intensywnie powielać, często powracając do stadium wyjściowego w ciągu 2-3 tygodni. W ostatnich latach naukowcy próbują znaleźć lekarstwa albo antyciała, które pomagałyby uniknąć podobnego „kontrataku” wirusa, albo pozwoliłyby „wygonić” wirus z komórek. Honeycutt i jej zespół wyjaśnili, że wirus „chowa się” nie tylko w limfocytach T, które zwykle zaraża, ale i w tzw. makrofagach, czyli amebopodobnych komórkach, niszczących bakterie, toksyczne cząsteczki i różnego rodzaju „śmieci”. Do takiego wniosku naukowcy doszli eksperymentując na szczególnej linii myszy, których szpik kostny składa się z ludzkich, a nie mysich komórek. Takie gryzonie wykorzystuje się dziś do badania chorób, atakujących różne składniki systemu odpornościowego, w tym HIV. Zmieniając właściwości komórek szpiku naukowcy mogą „odłączać” różne składniki systemu odpornościowego, co pozwala zrozumieć, co wirus atakuje i w jaki sposób. Obserwując, co dzieje się, kiedy HIV trafia do organizmu myszy, w której układzie odpornościowym brak limfocytów T, naukowcy zrozumieli, że wirus z powodzeniem rozmnażał się w ciele zwierząt. Śledząc ten proces, Honeycutt i jej zespoł zobaczyli, że wirus może przenikać nie tylko do limfocytów T, ale i do makrofagów. Po odkryciu tej tendencji amerykańscy wirusolodzy sprawdzili, czy HIV może „schować się” w makrofagach i przeżyć terapię preparatami antyretrowirusowymi. Jak się okazało, rzeczywiście tak jest – w organizmie około 30 % myszy,  z którymi eksperymentowali biolodzy, wirus „odrodził się” po tym, jak naukowcy przestali dodawać lekarstwa do pożywienia gryzoni.  Jak uważają naukowcy, makrofagi występują jako główny skryty „rezerwuar” HIV, który od nowa uruchamia infekcję po zniszczeniu części wirusa za pomocą przeciwciał, lekarstw lub oczyszczenia organizmu z limfocytów T. Rozumienie tego, gdzie gromadzą się takie komórki podczas przyjmowania lekarstw antyretrowirusowych i tego, jak można z nimi walczyć, będzie kluczem do stworzenia naprawdę efektywnego lekarstwa na HIV, podsumowuje Honeycutt. 

 

* Fizycy z Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN oświadczyli, że przez przypadek stworzyli przy użyciu Wielkiego Zderzacza Hadronów plazmę kwarkowo-gluonową – materię występującą w początkowym okresie po Wielkim Wybuchu - zderzając protony ze sobą. Wyniki eksperymentu opublikowano w czasopiśmie „Nature Physics”.  Jesteśmy bardzo podekscytowani tym odkryciem. Mamy nową możliwość zbadania materii w jej pierwotnej formie. Możliwość zbadania plazmy kwarkowo-gluonowej w prostszych i bardziej wygodnych warunkach, tj. zderzenie protonów otwiera dla nas nowy wymiar tego, w jaki sposób możemy badać to, jak Wszechświat zachowywał się w czasie i przed Wielkim Wybuchem – powiedział Federcio Antinori, przedstawiciel ALICE (jeden z sześciu detektorów przy wybudowanym w CERN-ie Wielkim Zderzaczu Hadronów). Plazma kwarkowo-gluonowa jest materią „rozłożoną” na cząstki elementarne, tj. kwarki i gluony. Zwykle utrzymuje je wewnątrz protonów, neutronów i innych cząsteczek tzw. oddziaływanie silne. Aby „uwolnić” kwarki i gluony spod działania tej siły potrzebna jest bardzo wysoka temperatura i energia, które – zdaniem naukowców – istniały w przyrodzie jedynie w momencie Wielkiego Wybuchu. Około 10 lat temu fizycy odkryli, że można odtworzyć te warunki, jeśli zderzy się ze sobą wystarczająco ciężkie jony przy pomocy potężnych akceleratorów cząstek. Dość długo naukowcy uważali, że nie da się otrzymać plazmy kwarkowo-gluonowej w inny sposób, ale w ubiegłym roku pojawiły się pierwsze sygnały, że tak nie jest. Miało to miejsce przy badaniu rezultatów najnowszych eksperymentów z użyciem detektora CMS w ramach Wielkiego Zderzacza Hadronów. Okazało się, że „pierwotna materia wszechświata” powstaje w wyniku zderzenia się pojedynczych protonów i jonów ołowiu. Antinori i jego koledzy odkryli, że pewien odpowiednik plazmy kwarkowo-gluonowej powstaje też w wyniku zderzenia protonów ze sobą. Są to rezultaty analizy danych z detektora ALICE po ponownym uruchomieniu Wielkiego Zderzacza Hadronów w kwietniu 2015 roku do dziś. Protony i neutrony składają się z dwóch typów cząstek subatomowych — kwark dolny i kwark górny. Istnieje jeszcze cztery rodzaje kwarków — szczytowy, denny, powabny i dziwny. Stanowią one podstawę egzotycznych form materii i nie istnieją w naturze w stabilnej formie. Te kwarki – według naukowców – mogą formować się jedynie w obecności „wolnych” gluonów, wewnątrz plazmy kwarkowo-gluonowej. Z obserwacji ALICE wynika, że zderzenie sięprotonów między sobą często prowadzi do pojawienia się mikroskopijnych „chmur” z plazmy kwarkowo-gluonowej – „zupy” z kwarków i gluonów z rozpadniętych protonów, rozgrzanych do niewyobrażalnej temperatury (ok. 4 bilionów stopni Celsjusza). Jej ślad w postaci cząstek, które zawierają tzw. dziwne kwarki, zarejestrował w dużych ilościach detektor. Co ciekawe, cząstki o dużej liczbie dziwnych kwarków powstawały częściej niż pozostałe produkty zderzania się protonów. Zdaniem naukowców świadczy to o niezwykłych okolicznościach ich narodzin, związanych z tymi warunkami, które królowały wewnątrz plazmy kwarkowo-gluonowej w momencie jej formowania. Według nich dowodzi to,  że właściwości plazmy można zbadać, wykorzystując do tego zderzenia „wygodne” dla fizyków protony, a nie ciężkie jony, co przybliży nas do rozumienia tego, jak Wszechświat wyglądał w trakcie i przed Wielkim Wybuchem

 

* Antropolodzy z Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. Łomonosowa (MGU) i genetycy z Rosyjskiej Akademii Nauk odkryli interesujące zależności między klimatem, formą twarzy pierwotnych ludzi i anatomią ich czaszek, a swoje wnioski opublikowali w „Journal of Human Evolution”. „Zarówno w Europie, jak i w Azji, populacje z zimnych regionów charakteryzowały się zwiększeniem długości i szerokości górnej szczęki, zwężeniem i wydłużeniem części nosowej oraz pewnym rozszerzeniem nosa. Jednak mieszkańcy Europy Północno-Wschodniej odróżniali się od swoich południowych sąsiadów również słabszym wysunięciem nosa i całej twarzy, znacznym zwiększeniem wysokości oczodołów i kości nosowych” – opowiada Andriej Jewtiejew z Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. Łomonosowa (MGU). Odkrycie szczątków ludzi pierwotnych i zbadanie ich DNA w ostatnich latach znacznie zmieniło to, jak naukowcy patrzą na obraz ewolucji naszych przodków. Na przykład, analiza DNA pierwszych Europejczyków pokazała, że mieli oni ciemną skórę, niebieskie oczy i nie mogli pić mleka, co było niespodzianką dla naukowców. Dalsze badanie ich historii i ewolucji odkryło ciekawe zjawisko. Okazało się, że wiele podobnych cech, nie będących przystosowaniem do życia w surowych warunkach Europy Północnej i Wschodniej, zostało zamienionych pod wpływem klimatu, selekcji naturalnej i procesów migracyjnych na bardziej pasujące cechy, takie jak jasna skóra i zdolność trawienia mleka i to w ciągu bardzo krótkiego czasu. Jewtiejew i jego koledzy wyjaśnili, że do takich cech należała również forma twarzy, po zbadaniu struktury kilku czaszek pierwotnych ludzi, znalezionych w różnych częściach Europy, Syberii i na północnym wschodzie Azji, oraz porównali je z tym, jak wygląda twarz współczesnego człowieka. Na dodatek naukowcy spróbowali odkryć krewniacze więzi między tymi osobami, porównując małe mutacje w mitochondrialnym DNA i męskim chromosomie Y. Różnice w strukturze czaszki naukowcy zestawili z tym, jaki był klimat w tych punktach Ziemi, gdzie znaleziono czaszki i wykorzystali wyniki tego porównania do określenia tego, jakie klimatyczne czynniki mogą wpływać na anatomię czaszki. Okazało się, że temperatura powietrza i poziom wilgoci szczególnie mocno wpływały na formę twarzy człowieka w przeszłości, do pojawienia się cywilizacji. Na przykład, twarz kromaniończyka była bardziej podobna do twarzy przedstawicieli północnych narodów Europy niż mieszkańców południa lub zachodu kontynentu. To zdaniem naukowców, wskazuje na to, że żyli w warunkach surowego klimatu około lodowcowego, byli przystosowani do życia w warunkach stałego zimna, „wiecznych” mgieł i nadmiaru wilgoci w powietrzu, którego trafianie do płuc mogło wywołać silną infekcję i śmierć. Wypełnienie tego typu ewolucyjnych „dziur” jak zauważa Jewtiejew, może być interesujące nie tylko dla antropologów i paleontologów, ale i dla lekarzy, których wiedza o typowej formie czaszki ich pacjentów może podpowiedzieć, na ile podatni są na epidemię chorób górnych dróg oddechowych i innych dolegliwości. 

 

* Naukowcy odkryli w ludzkim genomie niezwykły gen, którego mutacja może przyspieszyć starzenie się mózgu w starszym wieku o dziesiątki lat, lub też z analogiczną siłą je opóźnić – głosi artykuł opublikowany w piśmie „Cell Systems”. „Jeśli popatrzeć na starych ludzi, to część z nich będzie wyglądać bardzo staro, a część – niezwykle młodo. To samo dzieje się w korze przedczołowej, regionie mózgu odpowiadającym za rozum. Wyjaśniliśmy, że wiele z tych różnic jest związanych z wariacjami w genie TMEM106B. U ludzi, którzy mają dwie „złe” kopie tego genu, kora przedczołowa wygląda o 12 lat starzej niż u osób starych z normalnymi wersjami  TMEM106B” – wyjaśnia Asa Abeliovich z Uniwersytetu Kolumbii w Nowym Jorku (USA). W ostatnich latach wśród naukowców zaistniał spór na temat tego, czym jest proces starzenia się i śmierci. Część biologów i ewolucjonistów uważa, że kontroluje go tzw. „program śmierci”, czyli określony zestaw genów, zmuszający ciało do więdnięcia i umierania, ustępując nowemu pokoleniu. Abeliovich i jego zespół odkryli jeden z potencjalnych genów starzenia, porównując między sobą DNA z prawie dwóch tysięcy fragmentów mózgów ofiarowanych dla rozwoju nauki od ludzi, którzy zmarli z przyczyn naturalnych i nie chorowali na Alzheimera, stwardnienie rozsiane i inne choroby neurodegeneratywne. Badając te genomy, naukowcy porównywali nie tylko samą strukturę genów, ale i to, na ile aktywnie sczytywały je komórki mózgu. To pozwoliło odkryć nie tylko to, jak różnice w strukurze genów wpływały na pracę kory i innych warstw mózgu, ale i zrozumieć, jak zmienia się charakter ich pracy w miarę starzenia się organizmu. Porównując to, jak różni się „rysunek” aktywności genów u różnych starszych osób, oraz to, jak wygląda ich kora mózgowa, Abeliovich i jego zespół wydzielili kilka fragmentów DNA wpływających na starzenie mózgu. Jak pokazały szacunki biologów, najsilniej na ten proces wpływa gen TMEM106B – odcinek DNA, odpowiadający za tworzenie połączeń między komórkami nerwowymi i ich oczyszczanie od białkowych „śmieci”. Nawet niewielkie mutacje w jego strukturze odbijały się na wyglądzie kory w starszym wieku, przyspieszając lub spowalniając jej starzenie o kilka lat, wyjaśnili naukowcy. Co ciekawe, ten gen „włączał się” tylko w starszym wieku, zaczynając wpływać na pracę mózgu mniej więcej w wieku 65 lat. Dlaczego tak się dzieje, na razie nie wiadomo, jednak zakłada się, że jest to związane z włączeniem pewnych mechanizmów stresowych w okresie nastąpienia starości. Ponadto, zespołowi Abeliovicha udało się znaleźć związek między starzeniem się kory i jeszcze jednym genem — GRN, pełniącym podobne funkcje, ale wpływającym na starzenie mózgu w znacznie mniejszym stopniu. Jak uważają naukowcy, w DNA człowieka może być obecnych jeszcze kilka dziesiątków takich genów, kierujących starzeniem się różnych organów. Ich zbadanie pomoże zrozumieć, czy można spowolnić proces starzenia oraz jak to zrobić. 

 

* Spożywanie dużych ilości napojów gazowanych, substancji słodzących i soków owocowych może pociągnąć za sobą pogorszenie pamięci, zmniejszenie objętości mózgu, piszą naukowcy w artykule opublikowanym w piśmie „Alzheimer's & Dementia”.  „Odkryliśmy związek między nadużyciem dużych ilośći słodkich napojów i atrofią mózgu, w tym zmniejszeniem się rozmiarów niższych fragmentów mózgu i pogorszeniem pamięci. Na dodatek, trzykrotnie wzrosło ryzyko zamknięcia naczyń krwionośnych mózgu i udaru, a także prawdopodobieństwo rozwoju uwiądu starczego” – powiedział Matthew Pase z Uniwersytetu w Bostonie (USA). W ostatnich latach naukowcy i lekarze dietolodzy poważnie omawiają wpływ napojów słodzonych na zdrowie. Niedawno badacze z Uniwersytetu Taftsa w Bostonie wyjaśnili, że cukrzyca i inne skutki nadużywania napojów gazowanych zabijają około 184 tysięcy osób rocznie, większość z nich w USA, Meksyku i Państwach Ameryki Łacińskiej. Pase i jego zespół oświadczają, że napoje słodzone mogą negatywnie wpływać nie tylko na metabolizm, ale i na inteligencję. Doszli do takiego wniosku przeanalizowawszy budowę mózgu i funkcjonowanie pamięci u czterech tysięcy Amerykanów w mieście Framingham, których stan serca i naczyń krwionośnych bada się od połowy minionego wieku w ramach projektu FHS. W ciągu 10 lat autorzy artykułu obserwowali jak zmienia się IQ badanych i inne wskaźniki intelektualne, a także otrzymali fotografie mózgu za pomocą tomografu magnetycznego i odnotowali wszystkie zmiany w struktirze mózgu. Te dane zestawiono z dietą ucestników FHS, i ustalono występujące prawidłowości.  Jak się okazało, spożycie więcej niż jednej lub dwóch porcji napojów gazowanych, soków i substancji słodzących dziennie wywoływało cały bukiet problemów w pracy mózgu: jego poważne wysychanie w starości, rozwój uwiądu starczego, a także ryzyko udaru i problemy z pamięcią epizodyczną i długotrwałą. Średnio objętość mózgu takich osób była mniejsza o 1 %, przy tym rozmiar hipokampu, ośrodka pamięci, obniżał się o 2%. Miłośnicy napojów gazowanych zapamiętywali o 6 % mniej historii, które im opowiadali naukowcy, o wiele gorzej wspominali je następnego dnia po eksperymencie, niż osoby nie pijące napojów gazowanych. Jak podkreśla Pase i jego zespół, negatywny efekt nie był związany z cukrzycą i innymi chorobami, które wywołują nadmierne spożycie słodkiego – nawet, jeśli wykluczy się wszystkich cukrzyków z eksperymentu, różnice w objętości mózgu i poziomie intelektu zostaną. Z drugiej strony naukowcy podkreślają, że na razie nie można zrozumieć, co właściwie jest przyczyną i skutkiem w dany przypadku: możliwe, że ludzie z tego typu problemami po prostu częściej spożywają słodkie napoje, niż ich zdrowi rówieśnicy. Sprawdzić to można będzie tylko podczas przyszłych badań, w ramach których naukowcy planują wyjaśnić, jak sztuczne substancje słodzące wpływają na mózg dużej liczby ludzi. 

 

* Kanadyjscy biolodzy molekularni stworzyli preparat niszczący odporne szczepy pałeczki ropy błękitnej i dwoinki rzeżączki, odporne na działania innych antybiotyków. Nowy preparat dosłownie dusi je oraz pozbawia pożywienia, głosi artykuł, opublikowany w piśmie „Canadian Journal of Physiology and Pharmacology”. „Przez ostatnich osiem lat stworzono i zatwierdzono tylko dwa nowe antybiotyki, podczas gdy większość z nich działa na te części mikroba, które zmieniają się w miarę rozwoju odporności tej bakterii. My nie tylko znaleźliśmy nowy cel dla antybiotyków, ale i stworzyliśmy lekarstwo, które atakuje je i nie dotyka ludzkich komórek” – opowiada Grant Pierce z Uniwersytetu Manitobi w Winnipeg (Kanada). W ostatnich latach lekarze na całym świecie coraz dotkliwiej stykają się z problemem tzw. superbakterii – mikrobów odpornych na działanie jednego lub kilku antybiotyków. Wśród nich są zarówno dość rzadkie i niegroźne bakterie, jak i bardzo niebezpieczne. Problem pogłębia się dlatego, że mikroby często uodporniają się nie pojedynczo, ale „zespołowo”. Na przykład w lipcu 2015 roku lekarze odkryli, że bakterie znalezione w wodach ściekowych New Delhi (Indie), wypracowały ochronę przed tzw. karbapenemami, „antybiotykami ostatniej nadziei” i zaczęły wymieniać się genami produkującymi „antydotum” na nie. Jak opowiada Pierce, to zmusza naukowców do szukania niestandardowych metod walki z bakteriami i używania nie naturalnych lub półsyntetycznych antybiotyków, ale do tworzenia ich od zera. To bardzo drogi, długi i trudny proces, toteż często można usłyszeć opinię, że ludzkość stoi na przegranej pozycji w walce z superbakteriami. Pierce i jego zespół starali się zrozumieć, jak można pokonać mikroby, badając strukturę ich ścian komórkowych i wydzielając z nich te elementy, których brakuje w komórkach człowieka i które można wykorzystać do zniszczenia bakterii. Naukowcy zwrócili uwagę na białko NQR, którego molekuły można spotkać w ściankach komórkowych niektórych mikrobów. Biorą one udział w przemieszczeniu jonów ze środowiska zewnętrznego do środka i na odwrót. Blokada tego białka, jak pokazały pierwsze doświadczenia na mikrobach de facto „dusi” je. Dzieje się tak dlatego, że tracą one zdolność do wymiany jonów z otoczeniem i zamiany substancji odżywczych w uniwersalną „walutę” energetyczną komórki, czyli molekuły ATF. Zespół Pierce’a wykorzystał to i opracował molekułę PEG-2S, która w nieodwracalny sposób blokuje pracę „pomp”  NQR. Pomysł się udał, nawet niewielkie dozy nowego antybiotyku tłumią rozmnożenie i zabijają kolonie bakterii, a także działają w sposób analogiczny na kilka innych szczepów bakterii. W tej chwili zespół Pierce’a pracuje nad przysposobieniem PEG-2S do walki z dwudziestoma innymi mikrobami chorobotwórczymi, wykorzystującymi to samo białko do czerpania energii z substancji odżywczych. 

 

* W Klinice Chirurgii Urazowej i Chirurgii Ręki Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu dokonano przeszczepu kończyny górnej 32-letniemu mężczyźnie, który urodził się bez ręki. Jest to pierwsza tego typu operacja na świecie. Zabieg był możliwy dzięki znalezieniu zmarłego dawcy, pasującego do pacjenta genetycznie. Operacja została przeprowadzona pod kierownictwem jednego z najlepszych chirurgów ręki w Polsce, doktora nauk medycznych Adama Domanasiewicza. Korespondentka radia Sputnik przeprowadziła z nim rozmowę telefoniczną.  — Panie doktorze, jeśli się nie mylę, już od ponad 25 lat Pan doktor operuje i zajmuje się replantacją kończyn górnych. To dla Pana rutyna, ale niedawno pojawiła się wiadomość o nowatorskim przeszczepie. Na czym polega wyjątkowość tej operacji? — Replantacje kończyn, zresztą, bardzo dobrze znane w Rosji — i tutaj chciałem bardzo serdecznie pozdrowić mojego przyjaciela Igora Gołubiewa, profesora chirurgii ręki w Moskwie — są znanymi operacjami od lat 60-tych. Nowością, która się pojawiła pod koniec lat 90-tych i na początku 21-go wieku były przeszczepy kończyn. Czyli człowiekowi, który stracił kończynę i nie można było mu przyszyć jego własnej kończyny, można było już zaproponować przyszycie mu kończyny od zmarłego. Podobnie, jak przeszczepia się nerki, serca czy wątroby. Pracowałem 25 lat w Trzebnicy pod Wrocławiem. Wykonaliśmy osiem udanych takich przeszczepów. W zeszłym roku zostałem zmuszony do przeniesienia się do Wrocławia. Akurat tak się złożyło, że przeniosłem się do szpitala uniwersyteckiego, można powiedzieć, że to pewnego rodzaju awans. W tym szpitalu rozpocząłem od razu i replantacje i przygotowania do transplantacji. I to zostało uwieńczone tym naszym ostatnim sukcesem. Tak już teraz mogę powiedzieć. Na czym polega różnica między tym, co wykonaliśmy obecnie, a tym, co było robione dotychczas na świecie? Nie sięgnięto do tej pory po ludzi, którzy się urodzili bez kończyn. Z dwóch powodów. Po pierwsze obawiano się braku tzw. reprezentacji korowej, że mózg pacjenta nie będzie w stanie rozpoznać tej kończyny i nią zawiadywać, czyli, że będzie to żywa proteza, ale jednocześnie jakby martwa, bo nie będzie się ruszała. Drugą przyczyną były powody techniczne. Wada rozwojowa w odróżnieniu do amputacji nie jest po prostu przecięciem struktur, że po jednej i drugiej stronie są takie same struktury anatomiczne, tylko w różnym stopniu upośledzenia rozwoju poszczególnych tkanek. To znaczy, że zupełnie inaczej anatomicznie mogą wyglądać kości, może nie być nerwów, naczyń, grup mięśniowych, które zawiadują, poruszają kończyną. To jest coś, co zniechęcało chirurgów do sięgnięcia po ten typ kalectwa. Nie da się ukryć, że to przypadek zrządził, że pojawił się dawca, zmarł człowiek, który odpowiadał genetycznie jednemu z naszych biorców na naszej liście i ten biorca był właśnie z wadą wrodzoną. Nie pozostawało nam więc nic innego, jak tylko podjąć to wyzwanie, do którego wcześniej teoretycznie przygotowaliśmy się, omawiając różne scenariusze operacji w zależności od tego, co znajdziemy w tej wadzie. Sięgnęliśmy więc po określony scenariusz i według niego odegraliśmy ten utwór, czy partyturę, można tak to nazwać. Były rozpisane nuty, był dyrygent, były rozpisane instrumenty, kto na czym gra, no i orkiestra zagrała. Udało się. Pacjent czuje się dobrze. W tej chwili zaczęła się ósma doba po przeszczepie. Porusza już palcami, co jest już sukcesem, bo obawialiśmy się, że pacjent nie będzie wiedział, jak wydać komendę tej kończynie. Okazuje się, że mózg uczy się szybko i udało się to zrobić. To rzeczywiście wspaniała wiadomość, bo to jest szansa na normalne życie dla tych osób, które urodziły się z wadami kończyn, jak Pan doktor podkreślił w jednym z wywiadów. Co będzie się działo dalej? Czy mogą być jeszcze jakieś problemy? — Przy przeszczepach od obcego osobnika, albo w ogóle przeszczepach, zawsze mogą być problemy. Po pokonaniu problemów technicznych zacznie się walka z odrzutami, czyli immunosupresja tak, jak w każdym przeszczepie. Z tym, że leczenie teraz jest tak już doskonałe, że potrafimy sobie z tym radzić. Jesteśmy  więc dobrej myśli.

 

*Firmy H.CEGIELSKI-POZNAŃ S.A. i Ursus S.A. podpisały umowę na opracowanie projektu dostawczego samochodu elektrycznego o dopuszczalnej masie 3.5 t. HCP opracuje silnik do samochodu, a Ursus zaprojektuje i wyprodukuje pojazd. Na podstawie tego porozumienia HCP wdroży swój innowacyjny napęd elektryczny do pojazdu wyprodukowanego przez firmę URSUS.  Umowę sygnowali: Andrzej Zarajczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej Ursus SA. i Wojciech Więcławek, Prezes Zarządu H.CEGIELSKI-POZNAŃ S.A. Uroczystość odbyła się w obecności Premiera Mateusza Morawieckiego, Jadwigi Emilewicz, podsekretarza stanu w ministerstwie rozwoju, oraz Tomasza Pisuli, Prezesa Zarządu PAIH.  Angela Merkel powiedziała kilka miesięcy temu, że punkt kulminacyjny współpracy polsko-niemieckiej jest jeszcze przed nami. Obserwując dzisiejszą uroczystość tylko się w tym utwierdzam. Polska już dzisiaj jest dla Niemiec większym rynkiem eksportowym, niż choćby Rosja i inne kraje europejskie. To świadczy o naszym potencjale - powiedział Mateusz Morawiecki.  Mały samochód dostawczy który powstanie na mocy podpisanej dzisiaj umowy, w naszej opinii idealnie wpisuje się w program elektromobilności zapoczątkowany przez Premiera Morawieckiego, a także jest polską odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku polskiego oraz rynków europejskich na mały kompaktowy elektryczny samochód dostawczy, który z powodzeniem może być użytkowany zarówno przez służby pocztowe, komunalne czy segment hotelarski - powiedział Andrzej Zarajczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej Ursus SA. Napęd, którym dysponujemy to najnowocześniejsza technologia na świecie, wyprzedzająca rozwiązania oferowane przez konkurencję. Innowacyjne napędy z indukcyjnymi silnikami pięciofazowymi wyróżnia podwyższony moment obrotowy. Jest o 15 % większy niż rozwiązania dostępne na rynku. Nasze rozwiązanie wyróżnia też bezczujnikowe sterowanie silnikiem, które zapewnia ekstremalnie wysoką sprawność. Nasze napędy są mniejsze, a przez to lżejsze, przez co idealnie nadają się do zastosowania w pojazdach. HCP jest też producentem stacji do ładowania tego typu pojazdów. Nasze rozwiązania stwarzają więc dogodne warunki dla rozwoju technologii elektromobilności w Polsce - powiedział Wojciech Więcławek, Prezes Zarządu H.CEGIELSKI-POZNAŃ S.A. Samochód do 3.5 tony stworzony wspólnie z firmą H.CEGIELSKI-POZNAŃ S.A. będzie miał minimalną ładowność 1100 kg, zasięg na jednym ładowaniu baterii to ok., 150 km a prędkość maksymalna wyniesie 100 km/h. Wszelkie parametry będzie można dopasować do indywidualnych potrzeb klienta. Wysokość prezentowanego samochodu wyniesie ok. 2 m, aby bez problemu mógł wjechać na parking podziemny np. w Centrum handlowym. Model, który jest przedmiotem podpisanej dzisiaj umowy będzie posiadał dwa rozwiązania silnikowe. W przypadku pierwszego silnik będzie umiejscowiony centralnie i będzie dysponował mocą 60-70 kw. W drugim przypadku możliwe jest rozłożenie mocy na dwa silniki każdy o mocy 35 kw. W chwili obecnej rozpatrywana jest możliwość zabudowy silników w kołach. Do prezentowanego modelu istnieje możliwość dobrania każdego rodzaju zabudowy np. zabudowa skrzyniowa, kontenerowa lub specjalistyczna w zależności od potrzeb i specyfiki pracy potencjalnego kontrahenta. Samochód oferowany będzie w wersji 3 osobowej. Zastosowane w nim baterie są litowo jonowe z możliwością szybkiego doładowania do 90% w czasie 15 min, co zdecydowanie zwiększa jego zasięg.

*Światło inicjuje wiele reakcji chemicznych. W doświadczeniach w Centrum Laserowym Instytutu Chemii Fizycznej PAN i Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego po raz pierwszy wykazano, że w niektórych z tych reakcji cząsteczki pod wpływem intensywniejszego oświetlenia mogą reagować między sobą wyraźnie szybciej. W doświadczeniach przyspieszenie osiągnięto za pomocą podwójnych ultrakrótkich impulsów laserowych. Reakcje inicjowane światłem można przyspieszyć zwiększając intensywność ich oświetlenia, wykazały doświadczenia przeprowadzone w Instytucie Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk (IChF PAN) w Warszawie. W celu dokładnego zbadania natury zachodzących procesów, w eksperymentach użyto ultrakrótkich impulsów laserowych nadlatujących parami jeden po drugim i zanotowano wzrost szybkości reakcji zachodzącej między poszczególnymi cząsteczkami nawet o kilkadziesiąt procent. Obserwacje warszawskich naukowców zostały zrelacjonowane na łamach znanego czasopisma naukowego "Physical Chemistry Chemical Physics". "Nasze eksperymenty dostarczają fundamentalnej wiedzy o procesach fizycznych istotnych dla przebiegu ważnych reakcji indukowanych światłem. Wiedza ta potencjalnie może być użyta w wielu zastosowaniach, zwłaszcza tam, gdzie mamy do czynienia ze źródłami światła o dużej intensywności. Należą do nich m.in. różne techniki obrazowania mikroskopowego, ultraszybka spektroskopia, a także fotowoltaika, ze szczególnym uwzględnieniem urządzeń koncentrujących światło, takich jak kolektory słoneczne", mówi dr hab. Gonzalo Angulo (IChF PAN). W reakcjach inicjowanych światłem foton o odpowiedniej energii wzbudza cząsteczkę barwnika. Gdy blisko tak wzbudzonej cząsteczki znajdzie się cząsteczka wygaszacza, następuje interakcja: między obu reagentami dochodzi do transferu energii, elektronu lub protonu. Reakcje tego typu są w przyrodzie powszechne. Świetnym przykładem jest przeniesienie elektronu w fotosyntezie, pełniącej kluczową rolę w formowaniu ziemskiego ekosystemu. Okazuje się, że czynnikiem mogącym wpłynąć na przyspieszenie reakcji jest natężenie inicjującego je światła. W celu przebadania natury zachodzących procesów warszawscy chemicy zamiast tradycyjnego, ciągłego strumienia światła używali impulsów laserowych o czasie trwania rzędu milionowych części miliardowej sekundy (a więc femtosekundowych). Energię impulsów dobrano tak, by pod ich wpływem cząsteczki barwnika przechodziły do wzbudzonego stanu energetycznego. Impulsy zgrupowano w pary. Odstęp czasowy między impulsami w parze wynosił kilkadziesiąt pikosekund (bilionowych części sekundy) i był dopasowany do rodzaju reagujących cząsteczek i warunków środowiska roztworu. "Teoria i same doświadczenia wymagały uwagi i ostrożności, jednak sama idea fizyczna jest tu dość prosta", zauważa mgr Jadwiga Milkiewicz, doktorantka z IChF PAN, po czym wyjaśnia: "Żeby doszło do reakcji, w pobliżu wzbudzonej światłem cząsteczki barwnika musi się znaleźć cząsteczka wygaszacza. Jeśli więc mamy parę cząsteczek, które już ze sobą przereagowały, to znaczy, że były one dostatecznie blisko siebie. Zwiększając liczbę fotonów w czasie zwiększamy zatem szansę, że jeśli po reakcji obie cząsteczki zdążyły już wrócić do stanu podstawowego, to absorpcja nowego fotonu przez barwnik ma szansę zainicjować kolejną reakcję nim cząsteczki oddalą się od siebie w przestrzeni". Przebieg reakcji w roztworach zależy od wielu czynników, takich jak temperatura, ciśnienie, lepkość czy obecność pola elektrycznego bądź magnetycznego. Badania w IChF PAN udowodniły, że czynniki te mają wpływ także na wielkość przyspieszenia reakcji przy zwiększaniu intensywności oświetlenia. W niektórych warunkach przyspieszenie reakcji było niezauważalne, w optymalnych szybkość reakcji wzrastała nawet o 25-30%. "W dotychczasowych doświadczeniach koncentrowaliśmy się na inicjowanych światłem reakcjach transferu elektronu, czyli takich, w wyniku których zmienia się ładunek elektryczny cząsteczek. Nie widzimy jednak powodów, by zaobserwowany przez nas mechanizm nie mógł funkcjonować także w innych odmianach tych reakcji. Dlatego w najbliższym czasie spróbujemy potwierdzić jego skuteczność w reakcjach z transferem energii oraz z transferem protonu", mówi dr Angulo. Oprócz fizyków i chemików z IChF PAN i Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, finansowanych z grantu HARMONIA Narodowego Centrum Nauki, w części eksperymentalnej uczestniczyła grupa prof. Gunthera Gramppfa z Politechniki w Grazu. W austriackim laboratorium wykonano doświadczenia porównawcze na próbkach oświetlanych w sposób ciągły. W prace teoretyczne zespołu był także zaangażowany dr Daniel Kattnig z Uniwersytetu w Oksfordzie.

*Ludzie zawsze pragnęli wiecznego życia i młodości, co znalazło wyraz w literaturze i sztuce. Gilgamesz poszukiwał cudownego ziela, Faust podpisał pakt z diabłem, Voldemort rozszczepił duszę na siedem części.... W realnym życiu pragnienie to często prowadziło na drogę zbrodni i szaleństwa, jak w przypadku hrabiny Batory (choć historycy wątpią, by naprawdę kapała się we krwi dziewic) czy Quin Shi Huanga, pierwszego cesarza Chin, który próbując osiągnąć nieśmiertelność za pomocą związków rtęci oszalał i umarł przedwcześnie. Konkwistador Juan Ponce de Leon szukając "fontanny młodości" zginął do rany zadanej przez Indian, ale przynajmniej odkrył Florydę i Prąd Zatokowy. Nauka także zajmuje się odmładzaniem, choć na razie nie z wynikami jakich ludzkość by sobie życzyła. A to, że eliksir młodości od wieków jest popisowym numerem wszelkiej maści oszustów, skłania do sceptycznego przyglądania się każdej reklamowanej "cudownej" terapii. Nadzieja jednak jest. W ostatnim roku pojawiło się wiele metod skutecznie odmładzających myszy - zarówno wykorzystujących terapię genową, jak i ... krew nastolatków (może coś jest na rzeczy z tą krwią dziewic?). Naukowcom udało się także odmłodzić sędziwe gryzonie usuwając starzejące się komórki (ang. senescent cells), które w naturalny sposób gromadzą się z wiekiem w organizmie. W efekcie poprawił się wygląd futerka myszy, ich sprawność fizyczna i funkcjonowanie narządów. Na razie nie ma metody, która skutecznie odmładzałaby w ludzi. Lepiej zachować ostrożność wobec reklam, które do tego typu kuracji zachęcają. Jak czytamy w pracy na łamach Trends in Molecular Medicine, owe starzejące się komórki pojawiają się już w życiu embrionalnym i mają wtedy znaczenie przy różnicowaniu się tkanek. Towarzyszą nam później przez całe życie, a mało znaną ich rolą jest wspomaganie... gojenia się ran. Zatem organizmowi potrzebny jest mechanizm starzenia się - na etapie jego wczesnego rozwoju, a także w razie gojenia ran. Komórki te znajdowano też w tkankach ludzi cierpiących na choroby związane ze starzeniem się, ale nie do końca wiadomo było, czy są one przyczyną, czy skutkiem danej patologii. Idea usuwania starzejących się komórek po raz pierwszy pojawiła się już w latach 60. XX wieku. Po roku 2010 zainteresowanie nią odżyło. Naukowcy zaobserwowali, że komórki te gromadzą się w tkankach, a niektóre wydzielają substancje zakłócające funkcjonowanie innych komórek w ich otoczeniu. Zdaniem Petera De Keizera, specjalisty od starzenia się z holenderskiego Erasmus University Medical Center, chodzi o czynniki powodujące stan zapalny - pod ich wpływem sąsiednie komórki nie są w stanie prawidłowo się odnawiać, są jakby "zatrute starością". - Gdy oddajemy do naprawy zepsuty samochód, nie wystarczy zeskrobać rdzę i usunąć niesprawne części - trzeba je wymienić - mówi De Keizer. Dlatego skuteczna terapia zapobiegająca starzeniu powinna nie tylko usuwać nieprawidłowe komórki, ale również pobudzać różnicowanie się okolicznych komórek macierzystych, które zastąpią usunięte sąsiadki. Zanim będziemy zgłaszać się w przychodni po coroczną dawkę eliksiru zdrowia, trzeba przeprowadzić jeszcze wiele badań podstawowych. Przede wszystkim należy zbadać bezpieczeństwo takich terapii oraz ich skutki uboczne - badania na myszach jeszcze niewiele nam o nich powiedziały. Wiadomo, że pozornie bezużyteczne starzejące się komórki odgrywają pewną rolę w gojeniu ran, toteż ich usunięcie może nie być tak dobroczynne. Aby uzyskać u ludzi to, co udało się w przypadku myszy, De Keizer proponuje trzy etapy: Po pierwsze - dowiedzenie skuteczności takiej terapii. Kilka badań już wykazało, że dzięki wyeliminowaniu starzejących się komórek myszy żyły o 25- 30 proc. dłużej niż grupa kontrolna. Tak więc wygląda na to, że koncepcja jest dobra i warto nad nią popracować. Po drugie - zapewnienie bezpieczeństwa. Choć pojawiły się leki działające na starzejące się komórki, nie zostały one uznane za bezpieczne, ponieważ mają wpływ także na resztę organizmu. Możliwe, że w niedalekiej przyszłości uda się opracować metody bardziej selektywne. Po trzecie - odwrócenie skutków starzenia. Trzeba będzie zbadać, czy usunięcie starzejących się komórek może również usunąć zmiany, które już zaszły.  Jeśli będziemy już mieli znakomitą terapię przeciwdziałająca starzeniu - co dalej? - pyta de Keizer. - Jak połączyć to z odmładzaniem tkanek?. Zaleca ostrożność wobec pojawiający się jak grzyby po deszczu "cudownych" odkryć, chociaż przyznaje, że sam jest nimi podekscytowany i ma niemal pewność, że skuteczne i bezpieczne metody zapobiegania związanym z wiekiem patologiom zostaną w końcu odkryte. Jednak wtedy pojawią się nowe problemy. Czy takie terapie stosować przed czy po wystąpieniu określonych zaburzeń? Komu przyniosą największą korzyść? Co z ich potencjalnie wysokim kosztem i skutkami ubocznymi? Sam De Keizer zamierza współfinansować start-up oparty na odkryciach dokonanych w jego laboratorium. Chodzi o peptydy, które przenikając do komórek mogłyby selektywnie blokować specyficzne aktywności starzejących się komórek. Na razie zatem nauka w kontekście zachowania młodości ma do zaoferowania zdrowy tryb życia. Oczywiście - chodzi o wydłużenie młodości, a nie utrzymanie jej na wieczny czas.

 

*Wodorowe ogniwa paliwowe wytwarzają prąd, coraz częściej o wodorze myśli się jako o następcy ropy naftowej. Lecz skąd brać wodór? Ekologicznie najczystszym źródłem wodoru mogłyby być przemysłowe (a nawet domowe!) bioreaktory z zielonymi algami. Ich budowa stanie się w przyszłości możliwa dzięki międzynarodowemu zespołowi naukowców, który po raz pierwszy dokładnie opisał przebieg reakcji chemicznych odpowiedzialnych za stabilność wytwarzania wodoru w środowisku tlenowym przez enzymy alg. Wodór, czyli paliwo coraz bliższej przyszłości. Dziś jego ekologicznie najczystszym źródłem jest woda i jej rozkład w procesie fotosyntezy, prowadzony przez glony pracujące w odpowiednich warunkach. Na drodze do skonstruowania wydajnych, a przy tym naprawdę zielonych (w przenośni i dosłownie) bioreaktorów stoi jednak poważna przeszkoda: hydrogenazy, enzymy bezpośrednio odpowiedzialne za produkcję wodoru, w obecności tlenu ulegają zniszczeniu. Czy można byłoby je uodpornić na wpływ atmosfery? Dotychczas nie było to możliwe, bo mechanizm ich degradacji przez tlen nie był dostatecznie dobrze rozumiany. Po raz pierwszy te złożone procesy udało się w pełni opisać dopiero teraz, w publikacji w prestiżowym czasopiśmie "Nature Chemistry", przygotowanej przez zespół naukowców z Polski, Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Stanów Zjednoczonych. "Wodór to w naszym otoczeniu pierwiastek powszechny. Jednak powszechność wcale nie znaczy, że jest on łatwo dostępny w dużych ilościach i za pomocą metod ekologicznie czystych", zauważa dr Adam Kubas z Instytutu Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk (IChF PAN) w Warszawie, jeden ze współautorów publikacji, po czym podaje następujący przykład: "Najprostszą metodą produkcji wodoru wydaje się elektroliza wody, ale ona jest prosta i w miarę ekologiczna tylko wtedy, gdy ma się do dyspozycji czysty prąd. Tymczasem prąd wytwarzany obecnie powstaje w procesach z prawdziwą ekologią mających niewiele wspólnego". Droga do ekologicznie naprawdę czystych zasobów wodoru okazuje się jednak prowadzić właśnie przez wodę - a konkretniej przez to, co w niej pływa. Algi, czyli glony, są obszerną grupą mikroorganizmów, które przetwarzają wodę i dwutlenek węgla w typowym procesie fotosyntezy i w jej wyniku wydzielają do otoczenia tlen. Od końca lat 90. ubiegłego wieku wiadomo jednak, że gdy w otoczeniu alg brakuje siarki, zamiast tlenu zaczynają one produkować... wodór. Powstaje on dzięki enzymom znanym jako hydrogenazy. Reakcje zachodzą w ściśle określonym miejscu we wnętrzu białka: w skomplikowanym centrum aktywnym, w którym kluczową rolę odgrywają dwa atomy żelaza (Fe-Fe) lub atom żelaza i atom niklu (Fe-Ni). Co więcej, szybko się okazało, że w warunkach naturalnych enzymy alg należą do najlepszych katalizatorów wodoru! Niestety, hydrogenazy mają poważną wadę: wystawione na działanie tlenu ulegają degeneracji i przestają działać. Tymczasem zapewnienie im środowiska beztlenowego w urządzeniach przemysłowych czy domowych byłoby bardzo trudne. Autorzy publikacji w "Nature Chemistry" przyglądali się reakcjom zachodzącym w hydrogenazach żelazowo-żelazowych (Fe-Fe). Naukowcom zależało zwłaszcza na zidentyfikowaniu ścieżek, którymi cząsteczki tlenu migrują z otoczenia do centrum aktywnego wewnątrz struktury białka, oraz zrozumieniu przebiegu reakcji zachodzących tam z ich udziałem. "Nasze badania przypominały nieco szukanie dróg prowadzących przez nieznany labirynt, z tą różnicą, że zwykłe labirynty są duże i praktycznie dwuwymiarowe, a nasz był trójwymiarowy i mikroskopijnie mały. Na dodatek nie mogliśmy bezpośrednio zajrzeć do jego wnętrza! Dane eksperymentalne mówiły nam tylko o szybkości pewnych reakcji elektrochemicznych zachodzących w hydrogenazach w określonych warunkach", tłumaczy dr Kubas.Symulacje transportu gazów zrealizowano m. in. w University College London (UCL), University of Cambridge oraz w CIC nanoGUNE w San Sebastián.Obliczenia kwantowe związane z transformacjami tlenu w centrum aktywnym Fe-Fe dr Kubas rozpoczął na UCL, zakończył w IChF PAN. Wyniki teoretyczne skonfrontowano z eksperymentami elektrochemicznymi, w większości wykonanymi w Centre National de la Recherche Scientifique w Marsylii. Zespół badaczy zaproponował i zweryfikował pełny cykl katalityczny związany z reakcjami tlenu w centrum aktywnym hydrogenaz. W strukturze białek zidentyfikowano dwie ścieżki, wzdłuż których cząsteczki tlenu wnikają do centrum, przy czym jedna z nich okazała się szczególnie często uczęszczana. Stwierdzono także kluczową rolę dostępności elektronów w mechanizmie ochronnym. "Dlaczego elektrony stały się ważne? Okazało się, że gdy brakuje ich w centrum aktywnym, reakcje z tlenem prowadzą do powstania rodników hydroksylowych, które niszczą białko. Jeśli jednak elektrony są dostępne, tlen może zostać zredukowany do zupełnie niegroźnej wody", wyjaśnia dr Kubas. W celu potwierdzenia poprawności nowego modelu katalitycznego naukowcy zaproponowali wprowadzenie pewnych drobnych modyfikacji w budowie badanych hydrogenaz. Zastępując jeden z małych aminokwasów na ścieżce transportu tlenu znacznie większym spodziewano się utrudnić migrację cząsteczek gazu do centrum aktywnego. Staranne eksperymenty z odpowiednio zmutowaną hydrogenazą potwierdziły te przypuszczenia i uwiarygodniły model. Badania nad hydrogenazami w IChF PAN są obecnie kontynuowane w ramach grantu SONATA Narodowego Centrum Nauki. W najbliższych latach ich celem będzie ustalenie naturalnych mechanizmów regulacji transportu elektronów, co pozwoliłoby zapobiec powstawaniu niszczycielskich rodników hydroksylowych (HO•). Jeśli prace zakończą się sukcesem, pierwszych wydajnych i w pełni ekologicznych bioreaktorów produkujących wodór można się spodziewać nie później niż za kilkanaście lat.

 

* Dane, otrzymane przez sondę kosmiczną Cassini świadczą o tym, że na satelicie Saturna Enceladusie mogą istnieć odpowiednie do pojawienia się życia warunki, głosi oświadczenie NASA. „W chwili obecnej znajdujemy się maksymalnie blisko tego, aby nazwać miejsce, gdzie jest szereg warunków dla żywego środowiska” – powiedział kierownik dyrektoriatu naukowego NASA Thomas Zurbuchen. Informuje się, że podstawą dla takich wniosków było odkrycie na satelicie wodoru, który teoretycznie może zapewnić chemiczne źródło energii niezbędnej do pojawienia się życia. Cassini kontynuuje lot kosmiczny od prawie 20 lat. Sonda zaczęła badać pierścienie Saturna w listopadzie 2016 roku. Jego orbita jest skorygowana w taki sposób, że Cassini dokonuje pętli nad biegunami Saturna, nurkując co siedem dni w najbardziej niezbadany rejon wewnętrznego brzegu pierścieni. Przechodzenie w pobliżu pierścieni planety będzie zakończeniem kosmicznej podróży sondy. Jak informuje NASA, paliwo aparatu się kończy, a on sam już w przyszłym roku zakończy swoją misję. Jak obliczają naukowcy, 15 września 2017 roku Cassini  wejdzie w atmosferę Saturna, gdzie przepadnie. Jego twórcy mają nadzieję uchronić przed odłamkami stacji międzyplanetarnej księżyce planety, na których potencjalnie możliwe jest życie. Sonda Cassini to wspólny projekt NASA, EAK i Włoskiej Agencji Kosmicznej. Wystartowała w kosmos w 1997 roku i przybyła do Saturna w 2004 roku, gdzie przez ostatnich 12 lat badała samą planetę, jej pierścienie i księżyce. Cassini dokonała szeregu znaczących odkryć, w tym odkryła morze ciekłego metanu na Tytanie, satelicie Saturna i ocean na satelicie Enceladus. 

 

* Astronomowie i programiści z NASA stworzyli system wczesnego ostrzegania o „ataku asteroid”, który może z niemal całkowitą pewnością wykryć każdą asteroidę zbliżającą się na niebezpiecznie bliską odległość, na pięć dni przed tym, zanim osiągnie ona Ziemię, informuje Universe Today. Jak poinformowała agencja NASA jeszcze w 2011 roku podczas pierwszej prezentacji katalogu NEOWISE, dziś znamy tylko pięć tysięcy asteroid o rozmiarze około stu metrów, podczas gdy ich liczba szacowana jest na kilkadziesiąt tysięcy. Liczba mniejszych obiektów w granicach głównego pasa asteroid może sięgać nawet miliona. Z tego powodu NASA, Roskosmos i inne agencje kosmiczne aktywnie pracują nad opracowaniem systemów wykrywania meteorytów jeszcze przed ich zbliżeniem się do Ziemi i zastanawiają się nad stworzeniem środków „obrony kosmicznej”.  Pierwszym produktem takiego rodzaju był system Scout, opracowany w NASA i z powodzeniem przetestowany pod koniec października i na początku listopada. Wykorzystując automatyczny teleskop PAN-STARRS, udało mu się odkryć asteroidę 2016 UR36 na pieć dni przed jej zbliżeniem się do planety, określić jej średnicę – od 5 do 25 metrów, oraz określić odległość, na jaką się zbliży: ok 1,3 odległości pomiędzy Ziemią i Księżycem.  Pięć dni może wydać się nadzwyczaj krótkim terminem, niewystarczającym do wysłania misji z Bruce’em Willisem na potencjalnie niebezpieczną asteroidę, ale wcześniej naukowcy mogli zobaczyć takiego kosmicznego „killera” zaledwie na kilka godzin przed jego upadkiem na Ziemię. W ciągu pięciu dni można przynajmniej ocenić skutki upadku meteorytu i podjąć odpowiednie kroki w celu uratowania mieszkańców tej strefy, w której on spadnie.  W 2018 roku NASA wyprowadzi na orbitę całą grupę mikrosatelitów NEA Scout, które pomogą naziemnej aparaturze wypełnić lukę w wiedzy o meteorytach, podobnych do tego, jaki upadł w Czelabińsku. Kiedy taki obiekt zbliży się do Ziemi, jeden z satelitów podleci do niego, wykona zdjęcia jego powierzchni, a także „dotknie” go w celu zbadania jego struktury i składu chemicznego. 

 

* Tak zwane poppery, popularne klubowe i uliczne narkotyki i afrodyzjaki okazały się niebezpieczne dla zdrowia dlatego, że ich substancja czynna niszczy siatkówkę oka – oświadczają naukowcy w artykule opublikowanym w „British Journal of Ophthalmology”.  „Jest w pełni możliwe, że zaprzestanie stosowania poppersów zatrzyma proces uszkodzenia siatkówki, ale symptomy mogą niepokoić jeszcze długo, a my zupełnie niczego nie wiemy o tym, jak nowe rodzaje  tych narkotyków wpływają na oczy. Z tego powodu, jak nam się wydaje, należy zrewidować ten poziom ryzyka, który obecnie został przyswojony owym preparatom” – oświadczyli Mark Baron z uniwersytetu Lincolna (Wielka Brytania) i jego zespół. Poppery są jednymi z najpopularniejszych i dostępnych narkotyków i środków pobudzających w środowisku „ulicznym” i „klubowym” Wielkiej Brytanii oraz innych państw Zachodu. Jak i wiele innych półlegalnych środków narkotykowych, pojawiły się na początku XX wieku jako środki leczące choroby serca i układu krążenia oraz zatrucia cyjankami, a dopiero później zaczęto ich używać w celach pozamedycznych. Ich kluczowym składnikiem są tzw. azotyny alkilu,  lekko parujące przy kontakcie z powietrzem. W odróżnieniu od innych narkotyków, działają nie na mózg, a na żyły, rozszerzając je i działając relaksacyjnie. Z tego powodu poppery na razie nie są zakazane i mogą być legalnie sprzedawane w sklepach, bez względu na liczbę próby zakazania ich.Jak opowiada Baron, w 2006 roku producenci takich środków byli zmuszeni do przejścia na nową substancję, izopropylnitryt, ponieważ „oryginalne” poppery na bazie izobutilnitritu zostały zakazane ze względu na wywoływanie raka. Mniej więcej w tym samym czasie wśród narkomanów i leczących ich medyków zaczęły rozprzestrzeniać się pogłoski o tym, że nowe rodzaje popperów wywołują problemy ze wzrokiem. Śledząc te opowieści, Baron i jego zespół nawiązali kontakty z 12 amatorami popperów, z których część zaczęła odczuwać takie problemy, i wszechstronnie zbadała stan ich oczu oraz siatkówki. Równolegle naukowcy przeanalizowali chemiczny skład tych marek narkotyków, które zażywali ich podopieczni, próbując zrozumieć, co dokładnie wywołało negatywne efekty – same azotyny alkilu czy jakieś dodatki „smakowe”. kazało się, że problemy ze wzrokiem dotykały tylko tych, którzy zażywali poppery na bazie izopropylnitrytu. Jego wdychanie, prowadzi do pojawienia się „martwych punktów” na siatkówce i innych poważnych zaburzeń w jej pracy, które w końcu mogły prowadzić do ślepoty, jeśli by podopieczni Barona nie zrezygnowali z zażywania tych środków. Na razie naukowcy nie wiedzą, dlaczego tak się dzieje, jednak zakładają, że poppery zabijając komórki siatkówki, stymulując syntez nadtlentu azotu wewnątrz nich, którego duże ilości są toksyczne dla fotoreceptorów. Sprawdzić to można będzie tylko podczas dalszych eksperymentów z udziałem zwierząt.  Do czasu otrzymania tych wyników naukowcy apelują  do producentów popperów, aby zaprzestali stosowania izopropylnitrytu, a rząd Wielkiej Brytanii, aby zastanowił się nad tym, czy nie warto byłoby zakazać swobodnego obrotu takimi środkami, ponieważ nie są one bezpieczne dla zdrowia konsumentów. 

 

* Toyota Motor ogłosiła stworzenie robota-dziecka o imieniu Kirobo Mini, który został przeznaczony dla bezdzietnych kobiet w Japonii, w której obserwuje się rekordowy spadek liczby urodzeń, informuje agencja Reutera. Według danych agencji, wynalazek Toyoty ma przełamać skutki negatywnej tendencji demograficznej w Japonii, przewodzącej wśród państw rozwiniętych pod względem starzenia się ludności.   „Robot się nieco chwieje, tym samym imituje siedzące dziecko, u którego jeszcze nie w pełni rozwinięta jest koordynacja” – cytuje agencja słowa konstruktora Fuminori Kataoka. Według jego słów, tego typu cecha „wywołuje więź emocjonalną” między robotem i jego właścicielem.  Jak poinformowano, Toyota planuje rozpocząć sprzedaż Kirobo Mini w przyszłym roku. Cena wyniesie  39 800 jenów, czyli około 392 dolary. Stworzenie Kirobo Mini było ważnym krokiem na drodze skonstruowania badziej skomplikowanych robotów, zdolnych rozpoznawać i reagować na ludzkie emocje, zauważono w Toyota. Według danych agencji Reutera, Toyota nie jest jedyną kompanią zajmującą się konstruowaniem robotów-dzieci. Japońska Intelligent System Co Ltd wcześniej wyprodukowała robota Paro, przeznaczonego do złagodzenia zaburzeń psychicznych starych Japończyków, stanowiących niemal ćwierć ludności Japonii. 

 

* Polskie Towarzystwo Seksuologiczne opublikowało na swoich stronach historyczne oświadczenie, w odpowiedzi na „szerzącą się w polskiej debacie publicznej dezinformacji na temat zdrowia psychicznego i fizycznego osób homoseksualnych oraz oceny moralnej ich postępowania". Ma ono również związek z październikową wizytą Paula Camerona w polskim Sejmie. Homofobiczny badacz, przed laty wykluczony z Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, znany jest przede wszystkim z forsowania tez, jakoby homoseksualizm należało albo leczyć, albo karać prawem. Do polskiego Sejmu przyjechał na zaproszenie nacjonalisty Roberta Winnickiego, wcześniej posła Kukiz'15, obecnie niezrzeszonego. W odpowiedzi na to, że Cameron dostał platformę do szerzenia swojej nienawistnej ideologii, PTS postanowiło zabrać ekspercki głos w sprawie. Pretekstu dostarczyła również rzeczniczka PiS Beata Mazurek która zwróciła się do homoseksualnego posła Nowoczesnej Pawła Rabieja słowami: „Niech pan nie mówi o złym dotyku, to jest nieprzyzwoite, szczególnie pan nie powinien o tym mówić". „Zdajemy sobie sprawę, że kwestia orientacji seksualnej jest tematem budzącym kontrowersje i znaczne zainteresowanie społeczne. Z tego powodu uważamy za istotne, by uczestnicy debaty publicznej i politycznej korzystali z wniosków wynikających z prowadzonych współcześnie badań na temat funkcjonowania osób homoseksualnych oraz z aktualnie obowiązujących ustaleń środowisk naukowych w tym zakresie" — czytamy we wstępie do oświadczenia. I dalej: „Propagowanie terapii polegających na korekcie, konwersji czy reparacji orientacji homo- czy biseksualnej w kierunku wyłącznie heteroseksualnej jest niezgodne ze współczesną wiedzą na temat seksualności człowieka i może zaowocować poważnymi niekorzystnymi skutkami psychologicznymi dla osób poddawanych tego typu oddziaływaniom. Zdecydowanie sprzeciwiamy się powielaniu przez polityków i publicystów opinii na temat osób homoseksualnych, nie znajdujących poparcia we współczesnych badaniach, a także wyrażamy głęboki niepokój o społeczne konsekwencje tego rodzaju działań". PTS wyraziło obawy, że lansowana przez polskich polityków postawa polegająca na powielaniu uprzedzeń może prowadzić do podziałów społecznych i coraz częstszych aktów agresji spowodowanej homofobią. Dlatego wszystkie organizacje zajmujące się edukacją zostały wezwane do tego, aby zwrócić baczną uwagę na kształtowanie postaw polskich dzieci i młodzieży w tym zakresie.

 

*Grupa chemików z Uniwersytetu  Środkowej Florydy pod kierownictwem profesora Fernando Uribe-Romo, odkryła sposób zamiany dwutlenku węgla w paliwo i tlen — naśladując naturalne procesy w jakich rośliny konsumują CO2, czyli fotosyntezę, która z dwutlenku węgla i wody produkuje węglowodany czyli paliwo dla organizmów żywych.  Słońce to najbardziej pierwotne źródło energii ziemskiej. Nasza energetyka opiera się głównie na różnych pochodnych energii słonecznej, do których należy zarówno energia wiatru czy fal, jak i paliwa kopalne, które powstały z biomasy roślinnej, która powstała przed milionami lat dzięki fotosyntezie. Można zatem powiedzieć, że Słońce to nasza elektrownia centralna. To co rozumiemy przez energetykę słoneczną to jedynie bardzo nieefektywne próby bezpośredniego przekształcania energii słonecznej w energię elektryczną. Poza fotowoltaiką znacznie bardziej fascynującą dziedziną energetyki słonecznej jest fotosyntetyka, czyli zamiana energii słonecznej (energii fotonów) w energię chemiczną. Główną zaletą tej ostatniej jest jej bardzo duża elastyczność.  Dzięki fotosyntetyce możemy wytwarzać zarówno węglowodany, biomasę, jak i węglowodory, czyli paliwa. Tzw. zielona rewolucja w latach 60 XX w. polegała na podwojeniu efektywności rolnictwa dzięki zastosowaniu nawozów. Fotosyntetyka mogłaby dać nową zielona rewolucję, czyli kolejny wielki skok efektywności upraw. Aktualne badania nad fotosyntetyką prowadzi się w kierunku wyeliminowania uzależnienia od paliw kopalnych, ale równie dobrze może ona prowadzić do zwiększenia efektywności energetycznej paliw kopalnych czy nawet do ...podważenia pojęcia nieodnawialnych surowców energetycznych (tzw. nieodnawialne surowce to węglowodory, które spalane emitują gaz cieplarniane, dzięki technologii fotosyntetycznej można odwrócić ten proces: z gazu cieplarnianego stworzyć paliwo węglowodorowe).  By tego dokonać trzeba zrozumieć i udoskonalić do nowych potrzeb naturalne procesy przekształcania energii słonecznej. Naturalna fotosynteza roślin zagospodarowuje potencjał 1% energii słonecznej, co odpowiada mocy 1800 TW (dla porównania fotowoltaika dysponuje obecnie zainstalowaną mocą 0,23 TW). Bioreaktory roślinne działają w ten sposób:  CO2 (dwutlenek węgla) + H2O (woda) + Słońce = CxH2yOy (węglowodan) + O2 (tlen). W bioreaktorze roślinnym produktem energetycznym jest węglowodan (cukier), natomiast tlen jest odpadem procesu. Jako że natura działa bezodpadowo, więc z odpadów powstaliśmy my. Razem z roślinami działamy w komplementarnym cyklu: nasze odpady (CO2) są ich napędem, ich odpady (O2) są naszym napędem. Rozwój cywilizacji polega w dużej mierze na rozumieniu, naśladowaniu i poprawianiu naturalnych procesów. Sztuczna fotosynteza może w ten sposób poprawiać naturę, by zamiast węglowodanów produkować węglowodory lub inne formy przydatnego nam paliwa. Plus oczywiście tlen:

dwutlenek węgla + woda + Słońce = paliwo + tlen

Jaki surowiec (paliwo) będziemy za pomocą Słońca produkować dzięki fotosyntezie z pierwiastków C, O i H, czyli węgla, tlenu i wodoru, zależy od tego, jakich materiałów użyjemy do stworzenia naszego sztucznego liścia czy jak się go nazywa: bionicznego liścia. Składa się on z dwóch katalizatorów: jeden rozkłada dwutlenek węgla, drugi — wodę. Obecne prace badawcze koncentrują się na testowaniu rozmaitych katalizatorów do procesu sztucznej fotosyntezy. Pewnie już dziś można by z tego tworzyć instalacje przemysłowe, tyle że najpierw lepiej przebadać możliwie dużo katalizatorów, by wyłonić te najlepsze.

Sztuczna fotosynteza jest więc procesem, który może łączyć dwa wielkie procesy naturalne: powstawanie roślinnej biomasy a następnie jej podziemną zamianę na węglowodory (po milionach lat). Jest to proces, który może zastępować paliwa kopalne, zwłaszcza gdyby ich już zabrakło. Ale jeszcze lepszy efekt mógłby dać jako udoskonalenie przetwarzania paliw kopalnych, zwłaszcza węgla. Czyli gdyby połączyć konwencjonalną energetykę węglową ze sztuczną fotosyntezą (zamiast dość niedorzecznych wynalazków typu wychwyt i składowanie podziemne CO2). Jak podaje Nocera, gdy jego bioniczny liść żywi się CO2 pochodzącym z powietrza, osiąga efektywność 3-4%, czyli do czterech razy wyższą niż naturalna fotosynteza, gdy jednak otrzymuje czysty CO2, wówczas efektywność sięga aż 10%. Skąd natomiast wziąć czysty CO2? Największe jego zasoby w Europie uciekają z kominów Bełchatowa, które rocznie wyrzucają do atmosfery jako „odpad" 37 mln ton CO2. Gdybyśmy rozwinęli w kraju fotosyntetykę, doszlibyśmy może do wniosku, że wyrzucanie CO2 z elektrowni węglowych jest takim samym marnotrawstwem energetycznym, jak wyrzucanie przez dekady metanu w czasie kopania węgla. Jak wspomniałem, większość badań nad fotosyntetyką idzie w kierunku eliminacji paliw kopalnych. My jednak powinniśmy rozwijać tę dziedzinę w kierunku, który przekształciłby energetykę węglową nie tylko w system zeroemisyjny, ale i poligeneracyjny. W tym kierunku poszły badania opublikowane w tym roku. Prof. Uribe-Romo wskazuje, iż optymalnym kierunkiem zastosowania szkieletów metaloorganicznych do rozbijania CO2 w paliwo słoneczne byłaby instalacja przy jakiejś elektrowni emitującej dwutlenek węgla, produkty tej fotosyntezy mogłyby wówczas wracać do elektrowni dając dodatkową energię. Inne zastosowanie bionicznych liści wskazuje prof. Nocera: „Dzięki nim mieszkańcy domów będą sami produkowali sobie wodór, czyli nośnik energii, który można zmagazynować w piwnicy i produkować z niego prąd przez całą dobę, także po to, by zasilić stojący w garażu samochód elektryczny". Gdybyśmy zaczęli powlekać dachy naszych domów ogniwami fotosyntetycznymi to tak jakby zasadzić wokół domu las. Rozwój badań nad sztuczną fotosyntezą może mieć tylko jedną poważną barierę rozwojową. „Grzechem pierworodnym" tej technologii może być fakt, że udoskonala ona nie tylko nieelastyczne technologie solarne, ale jeszcze bardziej może udoskonalić energetykę konwencjonalną, niwelując jej główne wady. Wprawdzie badacze jak mantrę powtarzają, że eliminuje ona uzależnienie od paliw kopalnych, że jest to rodzaj energetyki słonecznej, ale przecież nie da się ukryć, że jest to przede wszystkim taki kierunek badań, który zamienia CO2 z odpadu w surowiec energetyczny.

 

*Apiolodzy i pszczelarze twierdzą, iż około 40 % rodzin pszczelich w Polsce nie przetrwało tej zimy i wyjątkowo paskudnego dla pszczół przedwiośnia, w niektórych częśaich kraju straty są jeszcze wqiększe jak np. w Kotlinie Kłodzkiej gdzie padło ok. 65 % pszczół. Skala strat jest więc porażająca i może odbić się na jakości i ilości zbiorów owoców, nie mówiąc już o miodzie. Masowe wymieranie pszczół to fenomen który od dobrych paru lat trapi te pożyteczne owady. Na CCD ( Colony Collapse Disorder) składa się szereg przyczyn, takich jak monolulturowa dieta, która nie służy pszczołom ( np. gigantyczne połacie zasiane rzepakiem), smog elektromagnetyczny, masowe stosowanie olbrzymich ilości insektycydów, w tym wybitnie dla szkół szkodliwych neonikotynidów, oraz epidemie warozy. Jeżeli jeszcze do tego dochodzą niekorzystne warunki klimatyczne - dochodzi do gigantycznej zapaści. Sytuacja jest tym bardziej poważna, ponieważ zdziesiątkowane zostały nie tylko pszczoły miodne w pasiekach ale także szereg gatunków pszczół dzikich, w tym trzmieli i pszczół murarek, których znaczenie - jako czołowych pollinatorów - trudno jest przecenić. W przypadku spadku populacji murarek , których szczyt aktywności przypada na kwiecień i maj, niesprzyjające czynniki klimatyczne mogły odegrać dominującą.

"Około 65 proc. rodzin pszczelich wyginęło w w kotlinie jeleniogórskiej. Nie przetrwały zimy, jednak pszczelarze nie wiążą padnięcia pszczół z pogodą czy porą roku, ale z nieustaloną dotychczas przyczyną np. pestycydami używanymi jesienią w rolnictwie.Jak powiedział w poniedziałek PAP prezes Powiatowego Koła Pszczelarzy Ziemi Jeleniogórskiej Patryk Waloszczyk, w sumie na terenie kotliny jeleniogórskiej padło ponad 5 tys. rodzin pszczelich.  Na pewno jest to zjawisko lokalne, ale o tyle niebezpieczne, że może się ono rozprzestrzenić na kolejne obszary regionu, a w kolejnych latach pojawić się w pozostałych częściach kraju - powiedział Waloszczyk.  Dodał, że są takie rejony, gdzie zginęły rodziny we wszystkich ulach np. w Piechowicach, Starej Kamienicy, ale we wschodniej części kotliny np. w Staniszowie czy Kamiennej Górze w ogóle nie ma takiego zjawiska.  Miejsca, gdzie odnotowano te masowe padnięcia wiążą się z występowaniem i uprawą gryki. Niewykluczone, że zastosowano do tych upraw, jakiś nowy środek chemiczny. Niepokoi nas też bardzo, że podobne zjawisko zauważono we wschodniej Brandenburgii. Oby przyczyna nie przyszła do nas z Niemiec - powiedział Waloszczyk."

 

KOMENTARZE

  • @
    Ten przegląd najnowszych odkryć jest wprost fascynujący ... przeczytałam jednym tchem.
    Dziękujemy :))
    Dla mnie to jest lepsze źródło wiedzy niż wszelkie dołujące analizy polityków, które Pan często zamieszcza.
    Szkoda, że formuła cyklu będzie tylko " nieregularnie zamieszczana"...

    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930