Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3832 posty 1807 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Języki żółtych ludzi

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

PASJE LINGWISTÓW (65) Jednym z największych nieporozumień w potocznych wyobrażeniach nt. języków jest to, że języki żółtych Azjatów są do siebie podobne. Nic bardziej mylnego.

 

Najważniejszą cywilizacją w historii Dalekiego Wschodu jest Państwo Środka, czyli cywilizacja chińska. To z Chin promieniowała od wieków imponująca kultura, wynalazki, organizacja społeczna, a nawet gusta i system wartości. Wszystko z wyjątkiem języka. Tematu omówić dokładnie w jednym artykule niepodobna, ale można i trzeba  go tu zasygnalizować.

Język chiński, a właściwiej – języki chińskie zaszły tylko tam, gdzie doszli sami Chińczycy, ale nawet na terenie samych Chin, do dziś zostało jeszcze co najmniej pięćdziesiąt odrębnych języków  różnych mniejszości narodowych, przeważnie góralskich plemion na południu i ludów na zachodzie, nie mówiąc o samych dialektach języków chińskich. Mało kto się w tym rozeznaje, nawet w samych Chinach.

Język chiński, którym się także osobiście ze zmiennym szczęściem od młodości zajmuję, jest bez wątpienia językiem diablo trudnym, ale też fascynująco ciekawym. Nie znam cudzoziemca, który mógłby o sobie powiedzieć, że już zna ten język dostatecznie, i niewielu znam Chińczyków, którzy sądzą, że znają go dobrze, ale prawie wszyscy o których teraz piszę tj. i cudzoziemcy i Chińczycy z pewnością potwierdzą, że jest to język, który wciąga i stale bardzo obficie dostarcza dziecięcej przyjemności nowych poznań. Gramatyka jest w chińskim prosta, fonetyka mało przyjemna (ale przecież znamy wszyscy i gorsze, tu w Europie), nauka wymaga zaparcia i dobrej pamięci, także wzrokowej, ale za to chińskie słowotwórstwo i kombinatoryka leksykalna, etymologia historyczna, historia znaków pisma, logika semantyczna, poezja itp., oraz cały ogromny przekaz cywilizacyjny, który język ten i jego pismo ze sobą niosą, to ogromne pole, na którym intelekt nieustannie doznaje silnego bodźcowania. Każdy nowo poznany termin to swoiste odkrycie, a więc i przyjemność.     

Do tej samej rodziny językowej, co chiński należą także takie jak tybetański albo niektóre języki Indochin, jak np. birmański, ale akurat w ich przypadku bardzo niewiele z tego dla tych „rodzinnych więzi” wynika, bo kształtowały się one dużo bardziej pod wpływem cywilizacji indyjskiej, także z wieloma tego konsekwencjami lingwistycznymi, np. w postaci ich systemów pisma. Pisma bowiem – tak jak języki – też mogą tworzyć rodziny i ciągi genealogiczne, co w przypadku pism wywodzących się z Indii zrodziło szczególnie płodne potomstwo. Prawie każdy większy język w obszarze dawnych wpływów Indii w Indochinach ma własny system pisma – najczęściej sylabiczny - wywodzący się z Indii.  O podobieństwie między chińskim a birmańskim albo tajskim mogą mówić tylko wyspecjalizowani lingwiści, w praktyce nikt z mówiących tego nie dostrzeże ani nie poczuje. Można to porównać np. do relacji pomiędzy językiem polskim, a językiem hindi w Indiach, urdu w Pakistanie, bengali w Bangladeszu lub syngaleskim na Śri Lance. Wszystkie one należą do rodziny indoeuropejskiej, ale który Polak dostrzeże tu albo poczuje jakieś podobieństwo w praktyce? 

Zupełnie innym i lingwistycznie odrębnym od chińskiego jest natomiast język koreański. Nie należy on do żadnej rozpoznanej rodziny językowej i uchodzi za fenomen - największy na świecie język samotny (tzw. izolowany), do innych niepodobny i mający wiele własnych oryginalnych rozwiązań i osobliwości gramatycznych, fonetycznych, leksykalnych i innych, w dodatku posługujący się jednym z najbardziej oryginalnych i najsprawniejszych systemów pisma na świecie, zresztą ich własnego, koreańskiego pomysłu. Ponieważ koreański jest także językiem bardzo dzielnego i niesamowicie twórczego narodu, zamierzam napisać o nim odrębny artykuł i tego tematu dalej tu rozwijał nie będę.  Jeszcze innym i też zupełnie odrębnym – także od koreańskiego i chińskiego (choć z tego ostatniego bardzo wiele zapożyczył) - jest język japoński, który też ma własny system pisma, a nawet cztery. Jest zrozumiałe, że i o nim chciałbym napisać jeszcze nieraz osobno, więc teraz musi wystarczyć tylko taki skromny sygnał.

Na północ od Chińskiego Muru zawsze żyli Mongołowie, traktowani jako najgorsi z barbarzyńców. Język mongolski, bardzo logiczny i fonetycznie dość wyrazisty, a więc przyjazny dla uczącego się, należy do rodziny ałtajskiej i jest bliższy językom tureckim niż chińskiemu. Do tej rodziny językowej i do rasy żółtej należy też większość turko-tatarskich ludów Rosji i Syberii, oraz narodów Azji Środkowej: Kazachowie, Uzbecy, Kirgizi, Turkmeni, Tatarzy, Buriaci, Jakuci itp. Mongołowie mieli kiedyś dla swego języka własny system pisma, zapożyczony z Tybetu i również indyjskiego pochodzenia, ale obecnie posługują się przyjętą od Rosjan cyrylicą, która jest i dla nich i dla nas łatwiejsza. Znajomy Chińczyk z Pekinu, człek bywały i światły, mówił mi, że Chińczykom łatwiej jest nauczyć się rosyjskiego niż mongolskiego, choć prawdopodobnie – jako że cechą Chińczyków jest we wszystkim trzeźwa pragmatyczność - chciał przez to powiedzieć, że po prostu wolą oni uczyć się rosyjskiego, bo widzą dla takiej umiejętności większy sens i późniejsze zastosowanie. Język mongolski to jednak dalej jest kanał i kiedyś nawet panując nad Chinami dwór mongolski i jego administracja przyjęły język chiński, a nie odwrotnie.

Na południe od Chin ich najważniejszymi sąsiadami są Wietnamczycy. Ale i oni nie mają z chińskim nic wspólnego, chociaż cała ich historia toczy się w cieniu jaki pada z północy. Ich język, podobnie jak khmerski w Kambodży, należy do bardzo starej i silnie rozproszonej rodziny austroazjatyckiej obejmującej ponad 160 małych, ginących języków pierwotnych ludów i plemion od środkowych Indii aż po Malaje. Wiele z języków tej grupy już zaginęło, pozostawiając liczne ślady w językach pozostałych na terenie ich pierwotnego występowania. Są to języki bardzo trudne, o wielu cechach pierwotnych, na ogół słabo zbadane, chociaż będące przedmiotem dużego zainteresowania zwłaszcza ze strony antropologów i etnolingwistów, ponieważ wiążą się z antropologiczną zagadką haplogrupy O-M95  i etnogenezą całej Azji Południowo-Wschodniej, zwłaszcza w dorzeczu Mekongu. Współcześnie dzieli się je na dwie grupy, z których większa (mon-khmer) obejmuje ludy rasy żółtej w Indochinach, a mniejsza (munda) - pierwotnych, ciemnoskórych mieszkańców Indii. Tylko wietnamski (z alfabetem łacińskim) oraz khmerski (z własnym pismem pochodzenia indyjskiego) mają w tej grupie status oficjalnych języków państwowych i odpowiednio dużą liczbę mówiących – odpowiednio około 70 i 20 mln mówiących - aby przetrwać na kolejne stulecia. Austroazjatycka rodzina językowa będzie również z pewnością przedmiotem odrębnych publikacji na moim blogu.  

Kolejna duża rodzina językowa z Indochin to języki dajskie (tai-kadai). Dawniej łączono je z rodziną języków sino-tybetańskich, do których należy chiński. Obecnie lingwiści już dość daleko odeszli od tej tezy i wyodrębnili języki tai-kadai jako zupełnie samodzielną rodzinę. Podobnie jak w przypadku języków wietnamskiego i khmerskiego, także i tu mamy dwa oficjalne języki państwowe – Thai i Lao, czyli tajski i laotański, każdy z własnym systemem pisma. Ponadto jest w tej grupie jeszcze sporo małych i ginących języków (ogółem aż 93 wg Ethnologue), przeważnie górskich plemion Indochin i Chin południowych (Hainan, Junnan).  W Indochinach tylko język birmański, używany przez Bamarów – główną narodowość Mjanmy (dawniej Birmy), należy bez wątpienia – o czym już wspomniałem - do rodziny sino-tybetańskiej czyli jest spokrewniony z chińskim. Mówi nim ok. 35 milionów ludzi w centralnej, nizinnej części Birmy

W obszarze kontaktów (i konfliktów) języka chińskiego na Morzu Południowo-chińskim są jeszcze tacy żółtoskórzy sąsiedzi jak np. Filipiny, Malezja i Indonezja. Ich języki z kolei – filipino, malajski i indonezyjski - należą do jeszcze innej rodziny języków austronezyjskich, notabene w odróżnieniu od austroazjatyckich wyjątkowo łatwych i wdzięcznych w uczeniu się, tym bardziej, że wszystkie posługują się alfabetem łacińskim i mają stosunkowo wyrazistą i prostą fonetykę. Są to chyba jedne z najłatwiejszych języków świata, tyle ze zupełnie niepodobne do naszych, indoeuropejskich. 

Reasumując: na Dalekim Wschodzie poruszamy się w lingwistyczno-etniczno-kulturowym gąszczu co najmniej siedmiu-ośmiu wielkich rodzin językowych, na które nakłada się kilkanaście odrębnych systemów pisma, też w kilku rodzinach, na to jeszcze dodatkowo kilka systemów religijno-ideologicznych (buddyzm, taoizm, konfucjanizm, islam, chrześcijaństwo, komunizm, konsumeryzm itp.) oraz skomplikowana rzeczywistość historyczna i geopolityczna. W praktyce Polakowi, jak i w ogóle Europejczykowi, w wieku dorosłym większości tych języków nauczyć się jest bardzo trudno, fonetycznie ich naśladowanie jest prawie niemożliwe, a dotarcie do kultury i spenetrowanie mentalności w tych językach graniczy z cudem także dlatego, że według konwencji przyjętej w większości kultur Azji język (i pismo) ma raczej izolować i chronić własną tożsamość narodu, niż ją udostępniać i obnażać wobec obcych. Do komunikacji z obcymi mają służyć proste języki białych ludzi, a współcześnie zwłaszcza angielski, którego wszyscy się w Azji uczą i którym lepiej lub gorzej coraz więcej ludzi tam włada. (BJ)

 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Wydaje się, że nie porusza Pan jednej kwestii - precyzji opisu , zwłaszcza w odniesieniu do sytuacji trudnych do wyrażenia, a dotyczących zwłaszcza sfery sacrum.
    Język polski (chyba także rosyjski i inne słowiańskie) są zadziwiająco precyzyjne - i (świadomie) niedoceniane, gdy np. angielski to język prostaków - łatwy, ale mało precyzyjny.

    Byłbym ciekaw Pana zdania na ten temat - zwłaszcza względem języków chińskich, ale i indyjskich (pali, sanskryt i in.).
    Pozdrawiam
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:11:12
    Jest dość oczywiste i powszechnie znane, że język ojczysty, którym zwykle włada się najlepiej, jest uważany za najsprawniejszy, najbardziej precyzyjny i najlepiej nadający się do wyrażania myśli i uczuć wyższych. Mam wrażenie, że większość osób dla których ojczystym jest francuski, grecki, koreański, ki-swahili, albo mapudungun powie tak o swoim własnym języku, wszystkie inne uznając za mniej sprawne. Sam też tak zawsze podświadomie sądzę, gdy mówię w języku, który znam słabo lub którego długo nie używałem. Zauważyłem jednak, że im lepiej znam jakiś język, tym bardziej go doceniam i dostrzegam w nim coraz więcej zalet, a także potrafię w nim wyrazić myśli i odczucia coraz bardziej zawiłe.
    Nie uważam, że angielski jest mało precyzyjny. Jego problemem jest raczej dość duża dwuznaczność, chociażby w porównaniu z francuskim, niemieckim lub włoskim, ale to jest także przywara np. języków słowiańskich, więc tu by kocioł garnkowi przyganiał…
    Jeśli chodzi o języki Wschodu, to jest na Zachodzie (czyli także u nas) taka tendencja aby przypisywać im związki z wyższą duchowością i być może stąd bierze się Pańskie zainteresowanie ich zdolnością opisu w sferze sacrum. Mało wiem na ten temat bo choć mieszkałem np. w Indiach ponad dwa lata, nie podzielam opinii o nadzwyczajnej duchowości tamtego ludu i mimo – przyznaję - takiego oczekiwania byłem tą stroną Indii coraz bardziej rozczarowany: widziałem tam więcej ogłupionych mistycyzmem białych, niż pobożnych Hindusów, dla których bogiem jest najczęściej Mamona. Interesuję się religiami i duchowością Indii, dużo na ten temat czytałem, i zaprzyjaźniłem się tam z bardzo inteligentnym, kulturalnym i dobrze wykształconym braminem z Kalkuty, o wielkiej wiedzy także na tematy religijne, od którego dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy „od podszewki”, ale przyznaję, że nie było to źródło do końca obiektywne, bo był on trzeźwym, racjonalnym inżynierem z wykształcenia, a z przekonań komunistą i ateistą. Język hindi opanowałem tylko na poziomie podstawowego porozumiewania się, chociaż nie jest trudny, a sanskrytu ani pali nie znam. Z tego co jednak wiem, siłą opisu w sferze sacrum w tych językach, zwłaszcza w sanskrycie, nie jest jakaś szczególna precyzja semantyczna tylko raczej przenoszenie emocji i skojarzeń, których odbiór wymaga „odejścia na drugi krąg” i jest możliwy dopiero w oprawie całej kultury, obrzędowości, medytacji, recytacji śpiewem, poczucia archaiczności itp. O tym że tak może być świadczy fakt, że całe Wedy są zbiorem hymnów, zawsze recytowanych tylko śpiewem i pełne są symboliki, inwokacji, baśniowej narracji, a nie definicji. Myślę zresztą, że dotyczy to innych religii i systemów wartości. Doznawałem takiego uczucia np. przy śpiewnej recytacji Koranu i muszę przyznać, że to „bierze”, tym bardziej, ze taka recytacja jest wykonywana bardzo wyraźnym i pięknym językiem arabskim. Przypuszczam, że wielu z nas podobnie topnieje słysząc chociażby chóry prawosławne, gdzie jako Słowianie też rozumiemy treść W każdym razie hindi jest zwyczajnym, świeckim jezykiem, którzy sobie dobrze radzi z każdą tematyką jaka jest ludziom potrzebna.
    Tym bardziej mogę to powiedzieć o chińskim, choć tylko w wersji mandaryńskiej, która jest mi jako tako znana. W praktyce mam do czynienia z językiem technicznym i codziennym, gdzie jest to język sprawny i trzeźwy. Sporadycznie dotykam też poezji a często przysłów (szczególnie tzw. chengyu, o których kiedyś napiszę) oraz opisów sztuki i rzemiosła, gdzie też przeważa podejście techniczne. Wydaje mi się, że Chińczycy nie mają szczególnych zainteresowań tym, co u nas nazywa się „wyższą duchowością”, a co – jak podejrzewam – też i u nas jest w większości przypadków nadętym pustosłowiem.
    W ogóle zaś sądzę, że prawie każdy język (a na pewno wszystkie które poznałem) poradzi sobie z opisami w sytuacjach trudnych do wyrażenia, jeśli się go odpowiednio dobrze zna.
    Pozdrawiam po starej przyjaźni. BJ

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930