Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3688 postów 1749 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Dla Polski nie ma nadziei?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Polecam ważny esej Konrada Rękasa nt. kondycji psycho-politycznej Polaków i stosunku do Rosji. Opublikowany w Geopolitica.ru a przetłumaczony w Xportalu.

 

Duginem straszy się w Polsce dzieci. W roli największego zagrożenia – Aleksander Gielewicz wyprzedził nawet Putina. – Pułkownik, profesor Dugin! Główny geopolityk Rosji! – cedził kiedyś przez zęby obecny minister obrony, Antoni Macierewicz, a kilkusetosobowa widownia cierpła w strachu i nienawiści, co też ten straszny potwór znowu wymyślił. Przy czym, żeby wszystko było jasne – cała znajomość Dugina ogranicza się w Polsce do JEDNEGO wywiadu, udzielonego przed 19 laty i JEDNEGO zdania, którego w dodatku nawet Aleksander Gielewicz nie wypowiedział.

 

Ręka i mózg Szatana

Jestem z ostatniego pokolenia, które języka rosyjskiego uczono w szkołach. Rówieśnicy moich dzieci już nie znają „krzesełek” (jak nazywa się w Polsce grażdankę). Po rosyjsku, Rosjan i o Rosji się w Polsce programowo nie czyta – a mimo to wielu politycznie zaangażowanych Polaków uważa się za wyjątkowych wręcz znawców Wschodu w ogóle, a Rosji w szczególności. Przeciwnie jednak, jakakolwiek rosyjska wypowiedź na temat historii Polski czy polskiej tożsamości cywilizacyjnej, jaka przebije się do nadwiślańskiej świadomości – z góry jest traktowana jako napaść i kolejna zniewaga, zaraz po wypędzeniu Polaków z Kremla i po Katyniu. Przez dwie dekady po 1989 r. o Rosji zresztą w ogóle się w Polsce nie mówiło i nie pisało, tak, jakby nasz największy sąsiad po prostu zniknął z mapy świata, stał się czarną dziurą, z której czasem tylko dobiegają śpiewy pijanego Jelcyna. A kiedy już mówić zaczęto – to po dosłownie kilkudniowym poczuciu jedności po tragedii 10. kwietnia (katastrofie polskiego prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem) – nagle Rosja stała się wrogiem absolutnym, bezwzględnym i śmiertelnym. Ręką tego Szatana ma być prezydent Putin, a mózgiem – Aleksander Dugin.

Proszę się nie śmiać. Naprawdę na takim poziomie odbywa się coś, co udaje debatę publiczną w Polsce. Naprawdę od kilku lat niemal wszystkie „analizy” nie dotyczą tego jak układać sobie relacje z Rosją  – tylko kiedy ona na Polskę napadnie, jak długo będziemy się bronić, kiedy Zachód udzieli pomocy, czy wystarczy broni, jak prowadzić partyzantkę miejską. Nie ma dnia, żeby państwowe wiadomości telewizyjne, nawet przynosząc informacje z Zachodu – nie podawały ich w wyłącznym kontekście „rosyjskiego zagrożenia”. Oczywiście, można się pocieszać, że zwykłych ludzi to mało interesuje, ani też nikt specjalnie oficjalnej propagandzie nie wierzy. Owszem, ale dominuje krzykliwa mniejszość strasząca – i zastraszająca resztę. Nie wypada rozmawiać z rosyjskimi dziennikarzami. Nie należy się chwalić pobytem w Rosji. Lepiej w ogóle nie przyznawać się do znajomości rosyjskiego. Dlaczego? No oficjalnego zakazu nie ma, ale… Kiedy już dwa lata temu podczas wielkich protestów rolniczych, krytykujących m.in. idiotyczną i skrajnie szkodliwą dla Polski wojnę handlową z Rosją odwiedziłem kilka gospodarstw na wschodzie kraju wspólnie z rosyjskimi dziennikarzami – jeszcze tego samego dnia dzwonili do nich „życzliwi”, sugerując, że „za zdradę ojczyzny i kolaborację jest jeden wyrok!”. I nikt nie chce podzielić losu Mateusza Piskorskiego, lidera partii Zmiana, który od roku bez żadnych zarzutów, ale z łatką „przyjaciela Rosji” siedzi w areszcie.

Przyjaciel Rosji” – to brzmi strasznie w dzisiejszej Polsce, gorzej niż ukrywanie Żydów za niemieckiej okupacji. Wskazujesz, że NATO sprowadza na Polskę zagrożenie, a nie przed nim chroni – jesteś agentem Rosji. Pamiętasz o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich i wzywasz do niepopierania oligarchiczno-zapadnicko-szowinistycznych rządów w Kijowie – jesteś agentem Rosji. I najśmieszniejsze – domagasz się przywrócenia niepodległości Polski, zależnej politycznie od Waszyngtonu, gospodarczo od Berlina a strukturalnie od Brukseli – jesteś rosyjskim agentem, koniec kropka i nieważne, że postulat normalizacji stosunków polsko-rosyjskich jest SKUTKIEM, a nie punktem wyjścia tych wszystkich naturalnych w polskiej sytuacji obserwacji i poglądów. Jeszcze gorzej niż być „agentem Rosji” – może jednak być, jeśli się jest… agentem Dugina.

 

Czy Polskę należy unicestwić?

Aleksander Gielewicz w ogromie swej twórczości pewnie nawet nie pamięta wywiadu, jakiego w 1998 r. udzielił efekciarskiemu polskiemu kwartalnikowi „Fronda”. Tymczasem przez 19 lat jest on nieustannie w Polsce przedrukowywany, komentowany i podkreślany – jakby Dugin już nigdy nic więcej nie napisał! Zdanie: „Stanowczo bliższe są mi słowiańsko-eurazjatyckie źródła polskości, ich element etniczny, a nawet pogański” – odebrano jako napaść na polskość, ponieważ wciąż bardzo łatwo wmawia się Polakom przezroczystość polityczną katolicyzmu, co ułatwia manipulowanie polskością jako rzekomo nierozerwalnie związaną z interesem Rzymu. Oczywiście, w przypadku młodych pokoleń to już nie działa, ale wciąż, tak jak w  XVIII i XIX wieku – bardzo łatwo jest pobudzić i fałszywie ukierunkować patriotyzm polski powołując się na rzekome zagrożenie religii katolickiej. Bodaj ważniejsza jest jednak inna obserwacja Dugina, która posłużyła do jeszcze poważniejszej i równie trwałej manipulacji. Oto oczywista obserwacja: „W geopolityce Polska pozostaje częścią kordonu sanitarnego rozdzielającego kontynent eurazjatycki na dwie części, co jest bardzo wygodne dla antytradycyjnych sił anglosaskich” w połączeniu z wnioskiem, że w interesie rosyjskim jest kordon ten unicestwić – wystarczyło, by na wiek wieków Aleksander Gielewicz stał się autorem zdania, którego nigdy nie wypowiedział, chociaż „wszyscy” w Polsce wiedzą, że tak. Zdania: „Polskę należy unicestwić”. Sęk w tym, że to nie jest taki głupi pomysł (przynajmniej w przenośni i mówiąc o pewnym archetypie polskości)…

Wszyscy opowiadający się za uratowaniem Polski i polskości, znajdujących się w głębokim kryzysie tożsamościowym, politycznym i socjal-ekonomicznym (i to trwający w tym stanie od dobrych kilku stuleci…) – muszą odpowiedzieć sobie na pytanie jaki scenariusz wydaje się chociaż trochę realniejszy, a jednocześnie lepszy od zbiorowego samobójstwa, proponowanego i realizowanego przez elity III RP. Opcja pierwsza, idąca tropem dawnego programu narodowej demokracji sprzed 100 lat – to odzyskanie niepodległości, strząśnięcie zależności od Stanów Zjednoczonych, opuszczenia NATO i Unii Europejskiej, odbudowa własnej gospodarki i szukanie sojuszników w Rosji, w bloku eurazjatyckim, w krajach BRICS. Jeszcze 20 lat temu program ten zbywano w Polsce krótkim „z Rosją nie, bo tam jest bałagan”. Teraz deprecjonuje się go równie kategorycznym: „Nie, bo tam jest porządek!”… Program niepodległościowy boryka się jednak z podstawowym problemem – niewolniczą mentalnością Polaków. Nasz naród uwielbia powtarzać, jak to kocha wolność (w odróżnieniu rzekomo od Rosjan) – tymczasem boi się każdego urzędnika, nie umie się upomnieć o swoje, skamle o życzliwe mruknięcie jeśli nie Brukseli, to Waszyngtonu, jak nie Berlina, to Watykanu. Niewolnik, który śni, że jest bohaterem… Słowianin, któremu się wydaje, że wynalazł gotyk… Schizofrenia tożsamości wpisana jest w polskość. Nigdzie w Europie (poza Luksemburgiem) nie ma tak wysokiego poparcia dla Unii Europejskiej. W żadnym kraju tak entuzjastycznie nie wita się USArmy! W żadnym państwie, poza może obecną Ukrainą – nie oddano tak chętnie zarządu przemysłu i polityki w obce ręce. A więc wieczni buntownicy Polacy – już widać nie chcą „być wolni”!

 

Za Polskę…

Skoro więc tak, skoro Polska straciła już swoją historyczną, głupią, ale też na swój sposób słowiańską niepokorność, skoro nawet opowiadania o „polskiej wizji Europy Środkowej” są traktowane jako bajki – to może Polaków zawlec do korzystniejszego dla nas układu geopolitycznego? Jako polski narodowiec, patriota, suwerennista piszę to z bólem – ale może łatwiej będzie nie wyzwalać Polskę, która wyzwolenia nie chce, tylko rozmawiać z całą Europą? Wszak Polacy zawsze najchętniej małpowali Zachód, Francuzów, Anglików, Niemców… Nieprzypadkowo zabawne są dyskusje o cywilizacyjnej, zwłaszcza „zachodniej„, „europejskiej„, czy nawet „łacińskiej” przynależności Polski. Polska należy do wymyślonej przez siebie cywilizacji pod nazwą „jak Jasio wyobraża sobie Zachód„. Tak było w średniowieczu, tak w czasach nowożytnych, tak jest dzisiaj, tylko wtedy przesunięcie wynosiło około 200 lat, a dziś jakieś 50-100. A skoro dziś idzie szybciej – to może nadzieją dla Polski jest obudzenie całej Europy, którą się tak bardzo nad Wisłą kocha, że aż wysyła do niej 3 miliony nisko opłacanych pracowników? W 1709, 1792, 1813, 1831, 1944 r. Polacy też sami sobie nie umieli poradzić – i pomoc musiała przyjść ze Wschodu, na rosyjskich bagnetach. Teraz jednak Rosja też jest leniwa i zajęta swoimi sprawami (inna rzecz, czy słusznie…), Polska jest zaś gospodarczą częścią Niemiec i politycznym elementem struktury państwowej Unii Europejskiej. I może to z ich udziałem prędzej uda się ułożyć nowy ład, niż apelować do zmądrzenia Polaków, do którego nigdy nie mieli większej skłonności?

Wcale nie tak nielicznym środowiskom rozumiejącym głębię klęski projektu polskiego trudno jednak byłoby głosić program biernego czekania, aż Niemcy i Francuzi dogadają się z Rosją i wreszcie znajdzie się kawałek Eurazji z miejscem także dla nas. Oczywiście, jest jeszcze w Polakach pewien pozytywny potencjał zmiany, politycznej, społeczno-systemowej a nawet tożsamościowej. Można się go dopatrzeć we wspomnianych rolnikach, znękanych wojną handlową z Rosją, zmęczonych Wspólną Polityką Rolną i od zawsze dużo dalszych od szlacheckich, powstaniowych sentymentów. Także, paradoksalnie – pewną potencjalną siłą odnowy pozostają 3 miliony polskich emigrantów, którzy w obcym, zachodnim środowisku odnajdują się nagle w swojej odrębności i słowiańskości (rzecz jasna, nie znając ani nie używając tego pojęcia). Są wreszcie Kresowianie, potomkowie najbardziej wschodnich w duszy i zwyczajach Polaków. Dlatego, do nich – wciąż wołamy o polską niepodległość i wolną od obcych manipulacji polską tożsamość. Nawet, jeśli przy tym zostajemy „agentami Rosji”, a nawet – o zgrozo! – Dugina. Co nie znaczy, że nie widzimy alternatywy. Że ostatnia nadzieja dla Polski zaświeci znów światłem ze Wschodu – ale odbitym przez tak u nas ukochany Zachód…

 Konrad Rękas

KOMENTARZE

  • @Autor
    Jedni straszą Duginem drudzy straszą Rzymem i zachodem. Raz jedni głośniej a raz drudzy.

    Zastanawiam się ciągle, czy ktokolwiek zastanowi się nad koncepcją by skończyć wreszcie ze straszeniem, z wiecznym zasłanianiem się kolejnym "odwiecznym" wrogiem, z wykorzystywaniem najniższych emocjonalnych instynktów wynikających z poczucia zagrożenia. Zastanawiam się czy jest szansa zajęcie się konkretnymi problemami codziennego życia, realnych spraw dnia codziennego?
    Rozumiem że jest to bardzo trudne i bardzo niewygodne, gdyż dotyczy realnego życia weryfikującego bezwzględnie wszelkie fantasmagorie.
  • co do małpowania....
    "Wszak Polacy zawsze najchętniej małpowali Zachód, Francuzów, Anglików, Niemców… Nieprzypadkowo zabawne są dyskusje o cywilizacyjnej, zwłaszcza "zachodniej", "europejskiej" czy nawet „łacińskiej” przynależności Polski. Polska należy do wymyślonej przez siebie cywilizacji pod nazwą „jak Jasio wyobraża sobie Zachód". Tak było w średniowieczu, tak w czasach nowożytnych, tak jest dzisiaj, tylko wtedy przesunięcie wynosiło około 200 lat, a dziś jakieś 50-100."

    Genialny fragment. Ale wymagający uściślenia.

    Bo między słowem małpować a naśladować (a można przecież naśladować twórczo, adaptując do własnej specyfiki) jest przepaść.

    Czy car Piotr Wielki też małpował? O nie... on przecież naśladował... tak mówią o nim Rosjanie.

    W naśladownictwie czegoś, co dobre i sprawdzone, nie ma niczego złego. W ten sposób ludzkość się rozwija.

    Musimy tylko dokonać rozróżnienia między tanim małpowaniem (bezrefleksyjnym przejmowaniem cudzych wzorców) a dobrze rozumianym naśladownictwem.

    Nie ma niczego zdrożnego w naśladowaniu tego, co funkcjonuje.

    A demokracje zachodnie (wciąż jeszcze) są o wiele bliższe zwykłemu człowiekowi, niż wschodnia barbaria.

    Ocenę nieco spłaszcza perspektywa czasowa (jeśli przyjmiemy, że państwa germańskie są średnio o kilkaset lat starsze niż Ruś Kijowska
    czy inne twory słowiańskie, można twierdzić, że Słowianie zajdą znacznie dalej).

    Ale żyjąc tu i teraz oceniamy aktualnie, co ma nam do zaoferowania Zachód, a co Wschód.

    Jakoś mało kto z Polaków jeździ pracować do Rosji.... a wysokość pensji to jednak niezaprzeczalny wskaźnik dobrobytu.

    Można dokonać porównania:

    Płyną europejskim oceanem trzy łodzie: Ze wschodu dryfuje pierwsza, co ma tylko jeden pokład (górny pokład?) tuż nad powierzchnią wody, reszta w zanurzeniu (do niedawna wydawało się, że zatonie, ale że załoga jednak coraz sprawniejsza w wylewaniu hektolitrów za burtę, więc nie tonie, a nawet się powoli coraz to bardziej wynurza... nikt nie wie, ile pod powierzchnią tej łodzi jeszcze jest - nikt nie wie, czy to czerwony październik, czy kursk jaki, czy po prostu solidna łajba carska).

    Druga płynie środkowym nurtem - to średniej wielkości zwinny manewrowy zadaszony kuter, ostatnio coraz sprawniej remontowany i konserwowany, który jeszcze niejeden sztorm przetrzyma, a i bez silnika popłynie, gdy trzeba, bo żagiel rozwinie. Komfort średni, załodze płacą nie najlepiej, ale w miarę bezpieczny i sterowalny.

    Trzecia to Titanic vel Costa Concordia. Z wyżyn zabawowego pokładu co prawda nie widać, że nity puściły / kapitan wpuścił statek na skały, ale marynarze łodzi pierwszej widzą, a tej drugiej przypuszczają, że los tego giganta przesądzony.

    Czy w interesie chwilowo bezrobotnej załogi kutra środkowego jest przesiąść się na tę carską łajbę? Jeszcze nie, bo zatopimy... Można co najwyżej przesłać im morsem know-how usunięcia nadmiaru wody, jaki to kilka lat temu wypracowaliśmy.... i dopiero gdy bezpieczeństwo będzie zapewnione (tzn. gdy wynurzy się tuzin metrów nad wodę), można wizyty kurtuazyjne pomiędzy kapitanami i wymianę majtków planować.

    Czy lepiej wskoczyć na Titanica? Może i tak, by zapoznać się ze standardami i sztuką nawigacji wielkopowierzchniowcami, ale trzeba uważać, by w odpowiednim czasie zdążyć się stamtąd ewakuować.

    Czy może szorować pokłady u siebie udając, że nie widzimy ani tonącego giganta, ani utrzymującego się dziwnym trafem losu wciąż na powierzchni trałowca o wdzięcznej nazwie "Eisberg"?

    W sztuce kamuflażu naśladować trzeba tych ze wschodu. W sztuce usypiania czujności pasażerów - tych gigantów z Zachodu. W sztuce elastyczności to i ci, i tamci, powinni nas naśladować.
  • Panie RĘKAS !
    Są w Polsce i w Rosji siły które na chama chcą nas Słowian SKŁÓCIĆ !
    w rosyjskiej TV zaprasza się ukraińca Maciejczuka który w imieniu Polaków i Polski wyzywa Rosjan ! i to idzie na całą Rosję !!!!!!!!

    w Polsce od 1990 żydowska mafia polityczna nastawia wrogo nas do Rosjan !! skutek tej chamskiej żydowskiej anty-rosyjskiej propagandy jest co do nakładów mizerny ! Polacy są odporni na wszelką propagandę
    bo od 1945 r mieli z nią do czynienia !!!! w żydowskich mass-mediach anty-rosyjskość jest 100 % ale to się nie przekłada na ludność !!!!
    przykład !

    Festiwal Piosenki Rosyjskiej – festiwal muzyczny, organizowany w latach 2008–2013 w Zielonej Górze.

    Festiwal cieszył sie OGROMNYM powodzeniem bilety rozchodziły sie w trzy dni !!!! plakatów nie zdążyli wydrukować a biletów juz nie było bo pocztą pantoflową ludzie sie informowali ze są już w sprzedaży bilety na festiwal ! no i co ????

    rządzące ścierwa żydowskie ukatrupili Festiwal bo nie mogli znieść ze mimo chamskiej propagandy anty-rosyjskiej ludzie walili dzwiami i oknami na festiwal !! Amfiteatr na 5 tyś zapełniony do ostatniego miejsca ! ludzie przed Amfiteatrem stali w nadziei że ktoś sprzeda im bilet na festiwal !!!

    i to bydlakom żydowskim była za dużo bo Festiwal kultury Rosyjskiej psuł telewizyjny wydzwięk propagandowy że podobno NARÓD jest z żydami i żydowska polityka anty-rosyjską !

    Owszem Naród anty-rosyjski jest ale tylko w żydowskiej propagandzie !
    politycy dziennikarze i wszelka swołocz występująca w żydowskich w TV TO NIE JEST NARÓD !!! to są żydzi i chazarowie !!!!!


    Ireneusz Tadeusz Słowianin Lach !!! Polska Krajem Neutralnym przyjazna wszystkim sąsiadom zgodna i bezpieczna ! precz z żydoNATO
  • A może prawdę o nasnapisał ten autor
    „Kto nas Polaków ustawił na pozycji wiecznych przegranych”, gdzie opisałem „genetyczną” niezdolność Słowian-Polaków do wybierania spośród siebie wodzów, przywódców, liderów. Jeśli rządziły nami jakieś elity, to były to elity i przywódcy obcy, z zewnątrz. Weźmy, więc tamtą treść pod uwagę, te ewidentnie żeńskie cechy słowiańskiej kultury zbiorowej, tj.: pasywność, lękliwość, egalitarność, brak przewidywania i wyobraźni, brak dalekosiężnej strategii dla wspólnoty, życie wg motta: „jakoś to będzie”, tragiczna w skutkach beztroska, zbiorowa głupota i nieodpowiedzialność.

    Słowianie zajęli więc takie geopolityczne miejsce jakie dyktował im żeński pierwiastek ich skrajnie bezbronnej i pasywnej kultury zbiorowej.

    Podsumowując można by zauważyć, że naturalny „feminizm” Polaków, cały ten grupowy estrogen, plasuje nas jako niewolniczą tanią siłę roboczą dla każdego drapieżnego hegemona, który akurat koło nas „przechodzi”. Dla lepszego zrozumienia, wyobraźmy sobie sawannę, gdzie żyją obok siebie drapieżne mięsożerne lwy, jak np. Germanie i ich wieczne trawożerne ofiary, tak jak Słowianie.
    Małe grupki agresywnych lwów i wielkie stada zalęknionych antylop. Łagodne, roślinożerne antylopy muszą więcej się rozmnażać, mają mioty częste i liczne w potomstwie, żeby przetrwać gatunkowo. Ich kultura nastawiona była na płodność i spokojną wegetację.

    Ktoś mógłby powiedzieć, że to dobrze o nas świadczy, iż jesteśmy ludem pokojowym. Pozostaje jednak jedna smutna prawda – nie jesteśmy sami na świecie – obok nas żyją drapieżnicy, którzy nie przepuszczą okazji, by poddać nas eksploatacji, a dalej eksterminacji. Piękne i spokojne byłoby życie antylop, gdyby wokół nie było drapieżnych lwów. Problem nie tkwi też, jak wielu podtrzymuje, w naszym położeniu geograficznym. Nic nie pomogłaby zmiana lokalizacji, gdyż lwy poszłyby za swoimi ofiarami, lub spotkalibyśmy inne drapieżniki na nowej drodze.

    Konkluzja jest taka: Prawa natury (przyrody) są jedne i obrazoburcze. Tylko głupiec będzie próbował dyskusji z oczywistymi (choć nie dla ignorantów) faktami przyrody, której jesteśmy częścią. Jako Polacy wywodzący się ze spolegliwej, „nie-drapieżnej” kultury quasi matriarchatu, stoimy niekorzystnie dla nas, na dole łańcucha pokarmowego. Byliśmy i jesteśmy ludem biernym i uległym. Odkąd zostaliśmy geograficznie odkryci jesteśmy zawsze na łasce obcego hegemona.

    Alternatywa zdaje się jest jedna. Rodzisz się Polakiem, to jesteś z miejsca niewolnikiem. A jeśli nie chcesz być niewolnikiem, to nie możesz być dalej Polakiem. Jednak na dobrą sprawę, pomimo że wyjedziesz fizycznie z Polski, to ona zawsze mentalnie pozostanie z Tobą drogi czytelniku.


    Chciałbym by tezy z tej notki były mylne, gdyż ta konkluzja o niewolnictwie wcale mi się nie podoba, jak Tobie czytelniku, ale jednak trudno kłócić się z faktami, a ja te dostrzegam. Jeśli jednak zechcielibyśmy zmienić przyszłość dla nas Polaków na lepszą, to musielibyśmy jakoś „wpompować” progesteron, a najlepiej testosteron do naszego społecznego organizmu, aby nasz męski pierwiastek odważnych euroazjatyckich paleolitycznych łowców wielkich mamutów, Ariów, Scytów i Sarmatów mógł powstać ze zmarłych.

    Zmieniać nam trzeba zatem naszą grupową polską kulturę, naszą mentalność. Ona jest głównym problemem. To jest fundament wszelkich ewentualnych zmian. Inaczej… jakakolwiek zmiana, niczego nie zmieni.

    Kto ma to zrobić i jak…? Oto jest pytanie.

    Tymczasem w kraju nadal mamy powszechnej telewizornii dalsze ogłupianie i tradycyjny chocholi taniec w oparach pospolitej iluzji naszych problemów trywializowanie.
    Przyszłość polska rysuje się niestety w czarnych barwach, tak jak dawne czarne sławskie chorągwie*.

    Cała notka tutaj

    http://abelikain.blogspot.com/2015/02/kto-nas-polakow.html
  • @zadziwiony 19:27:12
    Racja.Polacy(slowianie) sa narodem pokojowo nastawionym ,latwowiernym i zyczliwym dla obcych dlatego tez sa wykorzystywani przez wrogo nastawione plemiona z zewnatrz i wewnatrz a niekiedy wykorzystywani przez obcych do swoich celow globalnych i regionalnych.
    Zerwanie sie ze smyczy obcych chyba powinno wiazac sie ze zmiana mentalnosci czyli dominujacej cywilizacji tzw.polskiej wg. Wojtasa.
    Bez zmiany sposobu myslenia i postrzegania swiata nie bedzie poprawy-inni nie zrobia nam dobrze bo my tak chcemy.
  • @mac 20:14:23
    Dominująca tzw. cywilizacja polska wg. Wojtasa na smyczy obcych:)

    Obca smycz na zawsze, bez zmiany konstytucji z 1997 roku, obca smycz na zawsze, bez zmiany liczby senatorów stanowiących prawo.

    Pozdrawiam
  • @Ał! to R!
    no to nam Autor nieźle du...pe obrobił przed obcymi.

    Jeśli ten tekst miałby za cel walory edukacyjne to powinien pojawić się na portalach polskich aby Polacy mogli uświadomić sobie swoje położenie a nie na portalach obcych, potencjalnych przeciwników (bez różnicy czy będą nimi Rosjanie, Niemcy, USA czy inni)

    Dwa: świadomie czy nie, dla mnie to kolejny artykuł wojny psychologicznej pt. wmawiajmy Polakom przegraństwo. Wg reguły: "Odwróć uwagę problemem ale nigdy nie podawaj rozwiązania".

    Jak ktoś nie wie jak zmienić Polskę to niech np. zacznie od kupowania w polskich skelpikach i raz do roku przekaże 1% podatku na jakąś organizację propolską. To może robić każdy. Powolutku pozmieniamy ten kraj.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031