Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3904 posty 1831 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Biada prawdzie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Rosyjski obserwator Dymitrij Kozyriew o kulcie postprawdy w USA i na Zachodzie

 

Zacznijmy od tego, że nie ma co kłócić się z amerykańskimi dyplomatami. Można też godzić się, szczególnie jeśli dokonują filozoficznego odkrycia: Prawda jako taka (o tym, co dzieje się na naszym świecie) mimo wszystko istnieje. I będziemy kontynuować w ten sposób: można i trzeba razem tę prawdę ujawnić — na przykład o tym, czy atak chemiczny w Syrii  miał miejsce, a jeśli tak, to kto za nim stał.

Departament Stanu USA ma teraz duże problemy przejawiające się tym, że go prawie nie ma. Kluczowe stanowiska nie są obsadzone i ugruntowane. W szczególności nasz bohater — Bruce Wharton — nazywa się „pełniącym obowiązki zastępcy sekretarza stanu USA ds. dyplomacji publicznej i public relations”. Czy stanie się on pełnoprawnym zastępcą — nie wiadomo.  Co nie przeszkadza mu pracować i działać. Niedawno przemawiał w Hoover Institution na Uniwersytecie Stanford (Kalifornia) podczas seminarium: „Dyplomacja publiczna w społeczeństwie postprawdy”. O niej, o postprawdzie, także mówił. Raport trafił do mnie w wersji papierowej, a szkoda, bo takie dokumenty chciałoby się przedstawić czytelnikowi w całości, w formie linka.

 „Postprawdę” oksfordzki słownik języka angielskiego ogłosił „słowem 2016 roku”. Definiuje ją jako „okoliczności, przy których obiektywne fakty są mniej ważne w procesie kształtowania opinii publicznej niż odwołanie się do powszechnych emocji i osobistych przekonań”. W tłumaczeniu z oksfordzkiego na polski oznacza to sytuację, kiedy prawda nie jest konieczna, jeśli jest niewygodna. Jeśli jakaś część jakiejś populacji ma już ustalone przekonania, to nie wchodźcie do niej z prawdą (czyli z tymi waszymi faktami). Tylko na próżno zdenerwujecie ludzi, którzy „już tam swoje wiedzą”.

Tutaj widzimy też coś podobnego ze strony nawet naszych „dyplomatycznych partnerów”, a raczej opinii publicznej ich krajów. Na przykład: Rosja ingeruje w wybory głów państwa na całym Zachodzie. Lub: Baszar al-Assad jest dyktatorem, który niszczy własny naród i truje go bronią chemiczną. My w odpowiedzi na to mówimy: pokażcie fakty. W odpowiedzi słyszymy: Jakie fakty? Po co? No nasi ludzie nie chcą dobrowolnie przyjąć niczego, co mogłoby podważyć ich dotychczasowe przekonania. Przekonania, które​​my sami w nich ukształtowaliśmy.

Bruce Wharton oczywiście wymienił również Rosję jako winną krzewienia „postprawdy”. Ale przede wszystkim mówił o tym, jak walczyć ze światową propagandą dżihadystów i ekstremistów. Dzielił się doświadczeniami, opowiadał, w jaki sposób jeszcze w poprzedniej republikańskiej administracji on i jego propagandowa drużyna wylewali potok informacji tam, gdzie wcześniej było skierowane działanie „węża pożarniczego z potokiem kłamstw”, aby „naprowadzić docelowych odbiorców na bardziej konstruktywny kierunek”. Mowa o Bliskim Wschodzie. I jeszcze o tym, że resort Bruce’a i jego projekty potrzebują więcej pieniędzy, aby kontynuowały swoją działalność.

W pełni popieram jego impuls: dajcie Bruce’owi dużo pieniędzy. Chociażby tylko za to, że on w swoim raporcie mówi nam: prawda mimo wszystko istnieje, nawet w epoce postprawdy.

Trzeba być wielkim optymistą, aby podobnie jak Bruce powiedzieć: „Fakty rzeczywiście istnieją, one są i nie możemy bez nich żyć… Po tej stronie Atlantyku sondaże pokazują, że Amerykanie chcą prawdy opartej na faktach”. A kiedy Amerykanie chcą prawdy i istniejących „gdzieś obok” faktów, to w czym problem — dać im te fakty i tę prawdę. Ponieważ mowa o resorcie polityki zagranicznej USA, czyli o sprawach międzynarodowych, istnieje oczywista okazja do ujawnienia prawdy — historii o broni chemicznej w Syrii.

Postprawda to (patrz wyżej) powstające osobiste przekonania, których nie próbuj obalić faktami. A prawdę — cóż, najpierw trzeba ustalić, czy 4 kwietnia w ogóle użyto broni chemicznej w Chan Szajchun, na terytorium kontrolowanym przez opozycję zbrojną. Jeśli nie było takich faktów, to znaczy, że nie było ataku chemicznego. Ale jeśli miały one miejsce i jest to potwierdzone fizycznymi dowodami, to następnie trzeba ustalić, kto użył tej broni. To samo z dowodami rzeczowymi. Na przykład można pojechać na lotnisko syryjskich Sił Powietrznych w bazie Szajrat (na którą USA wystrzeliły 59 „Tomahawków”, choć tylko 23 doleciały) i znaleźć tam ślady broni chemicznej. Udokumentować je. Porównać je z tymi, które zebrano (jeśli zebrano) na miejscu domniemanego ataku. I to wszystko.

A dalej powtórzmy wiadomości z ostatnich dni. Rosja (i Chiny, i inni) proponują OPCW — Organizacji do spraw Zakazu Broni Chemicznej — wysłać na miejsce ewentualnego przestępstwa komisję, która będzie się jednak składać z neutralnych ekspertów (których społeczeństw nie zaatakowała postprawda). Organizacja jednak tego nie chce. W szczególności nie pozwalają na to Amerykanie.

Prezydent Syrii Baszar al-Assad wysłał  list do ONZ z prośbą o przysłanie delegacji ekspertów w celu zbadania tego, co się stało w Chan Szajchun. Nikt nikogo nie przysłał. Rosyjski przedstawiciel w OPCW pokazuje te same zdjęcia, które zawodowi fałszerzepokazują jako dowody użycia sarinu. Na zdjęciach są dowody na to, że to żaden sarin:  rozszerzone źrenice, zamiast zwężonych. Amerykański ekspert, profesor Massachusetts Institute of Technology Theodore Postol bada inne zdjęcia z tej samej serii niewiadomo skąd wziętych „dowodów” i widzi na nich kawałek metalu, który w żaden sposób nie mógł zostać zrzucony z powietrza (tzn. przez syryjskie siły powietrzne), wyraźnie posadzono go na ziemi.

Eksperci nie chcą nigdzie jechać. Najwyraźniej boją się niepokoić ofiary nadchodzącej ery postprawdy: fakty nie są im potrzebne, jeśli są one sprzeczne z już istniejącymi przekonaniami, że wszystkiemu winny jest prezydent Syrii, a także Rosja.

Drogi Bruce Whartonie, mówi Pan, że Amerykanie chcą prawdy opartej na faktach. Amerykanie nie są sami. Chcemy tego samego. A jeśli tak jest, to zaprzyjaźnijmy się i róbmy to wspólnie.

 

KOMENTARZE

  • A tak w ogóle to ciekawe co się stało z 36 toporkami Trumpa ...
    ... może ciągle gdzieś latają ... i na kogoś spadną ...
  • Panie Jeznach
    Zaciekawiony nowym terminem "postprawda" zaglądam i odnoszę wrażenie, że jesteś pan po prostu kreatorem postprawdy, pańskie odwrotne do amerykańskiego stanowisko razi z testu.
  • @Marcin Kotasiński 22:47:42
    Gdyby uważniej przeczytał Pan wstęp do tego wpisu, to by się Pan dowiedział, że ani tekst ani krytykowane stanowisko nie jest moje, tylko Dymitra Kozyriewa. BJ
  • @Bogusław Jeznach 04:58:55
    Przeczytałem i podobnie jak wcześniej nie widzę informacji czyniących źródło tekstu wiarygodnym.
  • @Marcin Kotasiński 07:14:16
    I niech tak zostanie, panie Marcinie. Najważniejsze jest zdrowie i pokój miedzy ludźmi. Tego sobie życzmy. BJ
  • @Bogusław Jeznach 13:14:14
    Nie lubię zamiatania pod dywan, potem wychodzą nieładne owady.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031