Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Biada prawdzie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Rosyjski obserwator Dymitrij Kozyriew o kulcie postprawdy w USA i na Zachodzie

 

Zacznijmy od tego, że nie ma co kłócić się z amerykańskimi dyplomatami. Można też godzić się, szczególnie jeśli dokonują filozoficznego odkrycia: Prawda jako taka (o tym, co dzieje się na naszym świecie) mimo wszystko istnieje. I będziemy kontynuować w ten sposób: można i trzeba razem tę prawdę ujawnić — na przykład o tym, czy atak chemiczny w Syrii  miał miejsce, a jeśli tak, to kto za nim stał.

Departament Stanu USA ma teraz duże problemy przejawiające się tym, że go prawie nie ma. Kluczowe stanowiska nie są obsadzone i ugruntowane. W szczególności nasz bohater — Bruce Wharton — nazywa się „pełniącym obowiązki zastępcy sekretarza stanu USA ds. dyplomacji publicznej i public relations”. Czy stanie się on pełnoprawnym zastępcą — nie wiadomo.  Co nie przeszkadza mu pracować i działać. Niedawno przemawiał w Hoover Institution na Uniwersytecie Stanford (Kalifornia) podczas seminarium: „Dyplomacja publiczna w społeczeństwie postprawdy”. O niej, o postprawdzie, także mówił. Raport trafił do mnie w wersji papierowej, a szkoda, bo takie dokumenty chciałoby się przedstawić czytelnikowi w całości, w formie linka.

 „Postprawdę” oksfordzki słownik języka angielskiego ogłosił „słowem 2016 roku”. Definiuje ją jako „okoliczności, przy których obiektywne fakty są mniej ważne w procesie kształtowania opinii publicznej niż odwołanie się do powszechnych emocji i osobistych przekonań”. W tłumaczeniu z oksfordzkiego na polski oznacza to sytuację, kiedy prawda nie jest konieczna, jeśli jest niewygodna. Jeśli jakaś część jakiejś populacji ma już ustalone przekonania, to nie wchodźcie do niej z prawdą (czyli z tymi waszymi faktami). Tylko na próżno zdenerwujecie ludzi, którzy „już tam swoje wiedzą”.

Tutaj widzimy też coś podobnego ze strony nawet naszych „dyplomatycznych partnerów”, a raczej opinii publicznej ich krajów. Na przykład: Rosja ingeruje w wybory głów państwa na całym Zachodzie. Lub: Baszar al-Assad jest dyktatorem, który niszczy własny naród i truje go bronią chemiczną. My w odpowiedzi na to mówimy: pokażcie fakty. W odpowiedzi słyszymy: Jakie fakty? Po co? No nasi ludzie nie chcą dobrowolnie przyjąć niczego, co mogłoby podważyć ich dotychczasowe przekonania. Przekonania, które​​my sami w nich ukształtowaliśmy.

Bruce Wharton oczywiście wymienił również Rosję jako winną krzewienia „postprawdy”. Ale przede wszystkim mówił o tym, jak walczyć ze światową propagandą dżihadystów i ekstremistów. Dzielił się doświadczeniami, opowiadał, w jaki sposób jeszcze w poprzedniej republikańskiej administracji on i jego propagandowa drużyna wylewali potok informacji tam, gdzie wcześniej było skierowane działanie „węża pożarniczego z potokiem kłamstw”, aby „naprowadzić docelowych odbiorców na bardziej konstruktywny kierunek”. Mowa o Bliskim Wschodzie. I jeszcze o tym, że resort Bruce’a i jego projekty potrzebują więcej pieniędzy, aby kontynuowały swoją działalność.

W pełni popieram jego impuls: dajcie Bruce’owi dużo pieniędzy. Chociażby tylko za to, że on w swoim raporcie mówi nam: prawda mimo wszystko istnieje, nawet w epoce postprawdy.

Trzeba być wielkim optymistą, aby podobnie jak Bruce powiedzieć: „Fakty rzeczywiście istnieją, one są i nie możemy bez nich żyć… Po tej stronie Atlantyku sondaże pokazują, że Amerykanie chcą prawdy opartej na faktach”. A kiedy Amerykanie chcą prawdy i istniejących „gdzieś obok” faktów, to w czym problem — dać im te fakty i tę prawdę. Ponieważ mowa o resorcie polityki zagranicznej USA, czyli o sprawach międzynarodowych, istnieje oczywista okazja do ujawnienia prawdy — historii o broni chemicznej w Syrii.

Postprawda to (patrz wyżej) powstające osobiste przekonania, których nie próbuj obalić faktami. A prawdę — cóż, najpierw trzeba ustalić, czy 4 kwietnia w ogóle użyto broni chemicznej w Chan Szajchun, na terytorium kontrolowanym przez opozycję zbrojną. Jeśli nie było takich faktów, to znaczy, że nie było ataku chemicznego. Ale jeśli miały one miejsce i jest to potwierdzone fizycznymi dowodami, to następnie trzeba ustalić, kto użył tej broni. To samo z dowodami rzeczowymi. Na przykład można pojechać na lotnisko syryjskich Sił Powietrznych w bazie Szajrat (na którą USA wystrzeliły 59 „Tomahawków”, choć tylko 23 doleciały) i znaleźć tam ślady broni chemicznej. Udokumentować je. Porównać je z tymi, które zebrano (jeśli zebrano) na miejscu domniemanego ataku. I to wszystko.

A dalej powtórzmy wiadomości z ostatnich dni. Rosja (i Chiny, i inni) proponują OPCW — Organizacji do spraw Zakazu Broni Chemicznej — wysłać na miejsce ewentualnego przestępstwa komisję, która będzie się jednak składać z neutralnych ekspertów (których społeczeństw nie zaatakowała postprawda). Organizacja jednak tego nie chce. W szczególności nie pozwalają na to Amerykanie.

Prezydent Syrii Baszar al-Assad wysłał  list do ONZ z prośbą o przysłanie delegacji ekspertów w celu zbadania tego, co się stało w Chan Szajchun. Nikt nikogo nie przysłał. Rosyjski przedstawiciel w OPCW pokazuje te same zdjęcia, które zawodowi fałszerzepokazują jako dowody użycia sarinu. Na zdjęciach są dowody na to, że to żaden sarin:  rozszerzone źrenice, zamiast zwężonych. Amerykański ekspert, profesor Massachusetts Institute of Technology Theodore Postol bada inne zdjęcia z tej samej serii niewiadomo skąd wziętych „dowodów” i widzi na nich kawałek metalu, który w żaden sposób nie mógł zostać zrzucony z powietrza (tzn. przez syryjskie siły powietrzne), wyraźnie posadzono go na ziemi.

Eksperci nie chcą nigdzie jechać. Najwyraźniej boją się niepokoić ofiary nadchodzącej ery postprawdy: fakty nie są im potrzebne, jeśli są one sprzeczne z już istniejącymi przekonaniami, że wszystkiemu winny jest prezydent Syrii, a także Rosja.

Drogi Bruce Whartonie, mówi Pan, że Amerykanie chcą prawdy opartej na faktach. Amerykanie nie są sami. Chcemy tego samego. A jeśli tak jest, to zaprzyjaźnijmy się i róbmy to wspólnie.

 

KOMENTARZE

  • A tak w ogóle to ciekawe co się stało z 36 toporkami Trumpa ...
    ... może ciągle gdzieś latają ... i na kogoś spadną ...
  • Panie Jeznach
    Zaciekawiony nowym terminem "postprawda" zaglądam i odnoszę wrażenie, że jesteś pan po prostu kreatorem postprawdy, pańskie odwrotne do amerykańskiego stanowisko razi z testu.
  • @Marcin Kotasiński 22:47:42
    Gdyby uważniej przeczytał Pan wstęp do tego wpisu, to by się Pan dowiedział, że ani tekst ani krytykowane stanowisko nie jest moje, tylko Dymitra Kozyriewa. BJ
  • @Bogusław Jeznach 04:58:55
    Przeczytałem i podobnie jak wcześniej nie widzę informacji czyniących źródło tekstu wiarygodnym.
  • @Marcin Kotasiński 07:14:16
    I niech tak zostanie, panie Marcinie. Najważniejsze jest zdrowie i pokój miedzy ludźmi. Tego sobie życzmy. BJ
  • @Bogusław Jeznach 13:14:14
    Nie lubię zamiatania pod dywan, potem wychodzą nieładne owady.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31