Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3841 postów 1811 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Krwawy sukces talibów

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Rosyjski obserwator Igor Gaszkow pisze o nagłym zaostrzeniu sytuacji w Afganistanie.

 

Islamscy radykaliści z ruchu „Taliban” dokonali masowego mordu w mieście Mazar-i Szarif na granicy Afganistanu i Tadżykistanu. Ofiarami ataku terrorystycznego padło co najmniej 140 żołnierzy wracających z piątkowej modlitwy. Mazar-i Szarif nie tylko był uważany za jedno z najbezpieczniejszych miast w Afganistanie, ale również znajduje się w północnej części kraju, zamieszkałej przez wrogie talibom mniejszości: Tadżyków i Uzbeków. Talibowie rekrutują się głównie z Pusztunów, najważniejszej grupy etnicznej Afganistanu. Aby dokonać tak zuchwałego i starannie przygotowanego napadu zamachowcy przybyli z południa i minęli siedem punktów kontrolnych.

Napad na Mazar-i Szarif był skoordynowanym atakiem dziesięciu zamachowców samobójców, którzy podali się za bojowników afgańskiej armii. Dwóch z nich użyło pasów szahida czyli przenoszonych ładunków wybuchowych na ciele, a pozostali, którzy znaleźli się w koszarach, otworzyli ogień do żołnierzy, którzy byli bez broni. „Nie ma żadnych wątpliwości, że talibowie mieli «kretów» w tej bazie, w przeciwnym razie nie byliby w stanie się do niej dostać” — cytuje jednego ze świadków ataku, Muhammada Husajna, francuska gazeta La Depeche. Tę opinię podziela również kolega Husajna — Nurullah: „Ochrona nie wpuszcza nas do bazy całymi godzinami, jeśli nie mamy ze sobą dokumentów. A ci mieli i dokumenty, i broń, i materiały wybuchowe. Nie ma najmniejszej wątpliwości — ktoś im pomógł”.

Zuchwały i udany zamach talibów, który pochłonął najwięcej ofiat w ciągu ostatnich pieciu lat, wywołał szok i moralny kryzys w armii afgańskiej. Władze afgańskie przyjęły odpowiedzialność za straty na najwyższym szczeblu. Do dymisji podał się zarówno minister obrony kraju Abdullah Habibi jak i szef sztabu Wojsk Lądowych Qadam Shah Shahim.

Atak talibów na Mazar-i Szarif miał miejsce kilka dni po tym, jak Stany Zjednoczone użyły w Afganistanie wielkiej bomby MOAB - „matki wszystkich bomb”, aby zniszczyć podziemne tunele, które w górach Afganistanu wykorzystywało Państwo Islamskie (Daesz). W planach USA jest także kontynuacja wojny z konkurentami Daesz  — talibami, których zniszczenie doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Herbert McMaster uważa za absolutnie konieczne.

Natychmiast po atakach do Afganistanu niespodziewanie przybył sekretarz obrony USA James Mattis — wizyta nie została ogłoszona z wyprzedzeniem. Okazało się, że Stany Zjednoczone zamierzają zwiększyć swoją obecność w tym kraju, wysyłając tam nową grupę swych doradców wojskowych. Waszyngton daje do zrozumienia, że nie jest zadowolony z jakości przygotowania afgańskich wojskowych, którzy w ostatnich miesiącach ustąpili część terytorium talibom. W dodatku niepokojąco rosną straty w ludziach: w 2016 roku  w starciach z talibami zginęło 6700 afgańskich żołnierzy i policjantów — są to najwyższe straty od  długiego czasu.

Wraz z posuwaniem się talibów na nowe terytoria ani Kabul, ani Waszyngton nie potrafią poradzić sobie z nimi, ponieważ ugrupowanie to nadal otrzymuje pomoc z tak zwanej „strefy plemion” na pograniczu Pakistanu. W tym regionie, który do początku syryjskiej wojny CIA uważała za najbardziej niebezpieczny na świecie, nadal ukrywają się nie tylko afgańscy ekstremiści, ale także przywódcy Al-Kaidy, kierowanej przez egipskiego profesora medycyny Ajmana az-Zawahiri. Prezydenci Bush i Obama wywierali presję na Pakistan, aby wstrzymać finansowanie talibów, jednak nikomu nie udało się tego osiągnąć wyraźnego wyniku.

Nowy, wyjątkowo przebiegły, brutalny i krwawy atak talibów przeciw armii rządowej na długi czas kompromituje afgańskie władze pod amerykańskim protektoratem, odbiera im wiarygodność i wyklucza możliwość rozmów pokojowych z talibami. Po ataku na Mazar-i Szarif nawet były prezydent Afganistanu Hamid Karzaj, Pusztun, który dawniej nazywał ekstremistów swoimi „wściekłymi braćmi”, powiedział, że odtąd talibowie już nimi nie są.

USA, którym wcześniej zadawało się, że zdołają poróżnić w Afganistanie  Daesz z talibami, m.in. na bazie różnic etnicznych, obecnie nie widzą możliwości wykorzystania jednych islamistów przeciwko drugim. Nagłe i poważne zaostrzenie sytuacji wydaje się na długo wykluczać taką możliwość. Pytanie o przyszłość Afganistanu wciąż pozostaje otwarte.

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930