Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4001 postów 1864 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Poniedziałek, 17 kwietnia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1025) Drugi dzień świąt Wielkiej Nocy. Rośnie napiecie wokół Korei, są pierwsze wyniki wyborów w Turcji, echa i opinie mediów, etc. Zapraszam na serwis ze świata.

 

* Papież Franciszek w wielkanocnym orędziu zaapelował o pokój w Syrii i niesienie pomocy jej ludności, o położenie kresu konfliktom w Iraku, na całym Bliskim Wschodzie, na Ukrainie i w Afryce. Mówił o ludziach zmuszanych do ucieczki z powodu wojen i terroryzmu. Wcześniej papież wygłosił nieplanowaną homilię. Franciszek, zwracając się w niedzielę w południe do tysięcy wiernych zgromadzonych na placu Świętego Piotra i milionów telewidzów na całym świecie, powiedział: - Zmartwychwstały Pasterz staje się towarzyszem drogi osób zmuszonych do opuszczenia swojej ziemi z powodu konfliktów zbrojnych, ataków terrorystycznych, klęski głodu, reżimów opierających się na ucisku. Sprawia, że ci przymusowi imigranci spotykają braci pod każdym niebem, aby dzielić z nimi chleb i nadzieję na wspólnej drodze - dodał. Franciszek, przemawiając z loggii bazyliki watykańskiej, podkreślił: - Niech w złożonych, a czasami dramatycznych dziejach narodów, Zmartwychwstały Pan prowadzi kroki osób poszukujących sprawiedliwości i pokoju, oraz obdarzy przywódców państw odwagą, żeby unikać rozprzestrzeniania się konfliktów i powstrzymać handel bronią. Następnie wymienił kraje i regiony konfliktów, modląc się o to, aby Jezus wspierał "wysiłki osób czynnie działających na rzecz niesienia ulgi i pociechy ludności cywilnej w Syrii, będącej ofiarą wojny, która nieustannie sieje przerażenie i śmierć".  Franciszek zauważył: - Wczoraj nikczemny atak na uciekających uchodźców spowodował wielu zabitych i rannych. Tak odniósł się do sobotniego zamachu na konwój z ludnością z ewakuowanych miejscowości pod Aleppo, w którym zginęło co najmniej 112 osób. Modlił się też o pokój dla całego Bliskiego Wschodu, w tym Ziemi Świętej, Iraku i Jemenu. Papież przypomniał o dramacie mieszkańców Sudanu Południowego, Sudanu, Somalii i Demokratycznej Republiki Konga, którzy cierpią z powodu utrzymujących się konfliktów, potęgowanych przez głód. Niech Zmartwychwstały Jezus wspiera wysiłki tych, którzy zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej angażują się na rzecz zapewnienia dobra wspólnego społeczeństw, czasami naznaczonych napięciami politycznymi i społecznymi, które doprowadziły niekiedy do przemocy - apelował. 

Mówiąc o Ameryce Łacińskiej, Franciszek zachęcał do budowy mostów dialogu, walki z "plagą korupcji" i poszukiwaniu "właściwych pokojowych rozwiązań sporów, na rzecz postępu i umocnienia instytucji demokratycznych, w pełnym poszanowaniu państwa prawa".Podkreślił następnie: - Niech Dobry Pasterz dopomoże ziemi ukraińskiej, ciągle nękanej krwawym konfliktem w odzyskaniu zgody i wspiera inicjatywy mające na celu złagodzenia dramatów osób, które ponoszą jego konsekwencje. Papież modlił się też za Europę, mówiąc: - Niech Zmartwychwstały Pan, który nieustannie napełnia kontynent europejski swym błogosławieństwem, obdarzy nadzieją osoby przeżywające chwile kryzysu i trudności, zwłaszcza z powodu wielkiego braku pracy, szczególnie dla ludzi młodych. Franciszek wskazywał, że Zmartwychwstały Pasterz bierze na swe ramiona "wielu braci i wiele sióstr uciskanych przez zło w różnych jego formach". - Idzie na poszukiwanie tych, którzy się zagubili w labiryntach samotności i marginalizacji; wychodzi im na spotkanie poprzez braci i siostry, którzy potrafią podejść z szacunkiem i czułością oraz sprawić, aby osoby te usłyszały Jego głos - dodał.

Jezus - zapewnił - troszczy się o ofiary "starego i nowego zniewolenia". W tym kontekście papież wymienił: nieludzką pracę, handel ludźmi, wyzysk i dyskryminację oraz uzależnienia. Troszczy się o dzieci i młodych pozbawianych beztroski i wyzyskiwanych oraz osoby, których serce jest zranione z powodu przemocy doznawanej w murach swego domu - powiedział. Papież przypomniał, że w tym roku chrześcijanie wszystkich wyznań wspólnie świętują Wielkanoc. Niech zatem jednym głosem rozbrzmiewa w każdej części ziemi najpiękniejsza wieść: "Pan prawdziwie zmartwychwstał, jak zapowiedział". Niech On, który zwyciężył mroki grzechu i śmierci, da pokój w naszych czasach - dodał.

Tradycja mszy w tę świąteczną niedzielę nie przewiduje homilii ze względu na wielkanocne orędzie. jednak tym razem Franciszek ją wygłosił. Zadał pytanie: - Skoro Pan Zmartwychwstał, czemu dzieją się takie rzeczy? Czemu jest tyle nieszczęść, chorób, handel ludźmi, tyle wojen, zniszczenia, okaleczania, zemst i nienawiści. Gdzie jest Pan? Następnie papież podkreślił: - Wczoraj zadzwoniłem do ciężko chorego chłopaka, światłego człowieka, inżyniera i rozmawiając z nim, by dać znak wiary, powiedziałem mu: "nie ma wyjaśnienia dla tego, co przydarza się Tobie; popatrz na Jezusa na krzyżu, Bóg zrobił to ze swoim synem i nie ma wytłumaczenia". A on mi odpowiedział: 'Tak, ale on zapytał syna, który się zgodził. A mnie nie zapytano, czy tego chcę. I to nas wzrusza - dodał Franciszek. Nikt z nas nie został zapytany: jesteś zadowolony z tego, co dzieje się na świecie? Jesteś gotów nieść ten krzyż? - mówił papież.   Wskazał, że Kościół wciąż mówi: - Zatrzymaj się, Jezus zmartwychwstał.  Franciszek zauważył też, że ma to szczególne znaczenie w świecie, gdzie panuje mentalność odrzucania tych, którzy nie są przydatni. Także my, kamyki na drodze, na tej ziemi bólu, tragedii, z wiarą w zmartwychwstałego Chrystusa mamy znak pośród tylu katastrof. Sens, by sięgać dalej wzrokiem, by mówić, aby nie patrzeć w mur, bo za nim jest horyzont - powiedział papież. Zachęcił wiernych do refleksji nad codziennymi problemami, chorobami, wojnami i ludzkimi tragediami oraz do tego, by w ich obliczu powtarzać: "nie wiem, jak to się wszystko dzieje, ale jestem pewien, że Chrystus zmartwychwstał".  Po wielkanocnym orędziu papież złożył wiernym świąteczne życzenia. Na zakończenie Franciszek udzielił błogosławieństwa Urbi et Orbi, czyli miastu i światu.

 

 

* Prezydent Rosji Władimir Putin złożył prawosławnym i Rosjanom życzenia z okazji Wielkanocy, podkreślając, że uroczystości paschalne przyczyniają się do ugruntowania wśród wiernych wartości duchowych i ideałów – poinformowała służba prasowa Kremla.  „Wielkie święto Paschy ma szczególny sens moralny, niesie w sobie niegasnące światło wiary, napełnia serca ludzi radością, miłością, pragnieniem czynienia dobra. Uroczystości paschalne, które odbywają się w całym kraju, powodują, że zwracamy się ku wielowiekowej tradycji przodków, sprzyjają umocnieniu w społeczeństwie trwałych wartości duchowych i ideałów” – głosi orędzie wielkanocne rosyjskiego prezydenta. Putin zwrócił też uwagę na działalność Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego i przedstawicieli innych wyznań, mającą na celu rozwiązanie ważnych problemów socjalnych, umocnienie instytucji rodziny, wychowanie dzieci, harmonizację stosunków między grupami religijnymi i narodowymi. Podkreślił też ich rolę w zachowaniu bogatego dziedzictwa kulturalnego i historycznego kraju. Rosyjski przywódca oddzielnie podziękował patriarsze moskiewskiemu i całej Rusi Cyrylowi za jego działalność duszpasterską. „Chcę wyrazić moje szczere uznanie za wieloletnią działalność duszpasterską jako głowy Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, podkreślić ogromny wkład w rozwój współpracy między Kościołem a państwem w takich sferach, jak kultura i edukacja, umocnienie instytucji rodziny i wychowanie dorastającego pokolenia w zakresie edukacji, miłosierdzia i działalności charytatywnej” – zaznaczył rosyjski prezydent w swoim orędziu.

 

* Moskwa będzie orientowała się na oświadczenia prezydenta USA Donalda Trumpa na temat Rosji, a nie na słowa jego doradcy - poinformował szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow.  „A prezydent potwierdził, że chce naprawić stosunki z Federacją Rosyjską. I my też jesteśmy na to gotowi" — powiedział Ławrow. Wcześniej doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego generał-lejtnant Herbert McMaster oświadczył, że Rosja „prowadzi destrukcyjną działalność w Europie", nie uściślając, na czym konkretnie ona polega. Przy tym sam prezydent USA po wizycie sekretarza stanu Rexa Tillersona w Moskwie wyraził pewność, że „wszystko będzie wspaniale między Rosją i USA".

 

* Pekin i Moskwa wysłały swoje okręty wywiadowcze w stronę Półwyspu Koreańskiego - pisze The Daily Telegraph, powołując się na japońskie media. Według informacji gazety, okręty będą miały za zadanie „śledzenie" aktywności amerykańskiej grupy marynarki wojennej na czele z lotniskowcem „Carl Vinson". Chiny i Rosja wysłały swoje okręty wywiadowcze, żeby śledzić amerykański lotniskowiec, który kieruje się ku wybrzeżom Korei Północnej. Taką informację podaje The Daily Teleraph, powołując się na wpływowe japońskie media. Jak zauważa brytyjska gazeta, Pekin poprosił wczoraj Moskwę o pomoc w rozwiązaniu kryzysu na Półwyspie Koreańskim. Państwo Środka jest coraz mocniej zaniepokojone tym, że amerykański prezydent Donald Trump może rozpętać wojnę z KRLD z powodu „ambicji atomowych" Kim Dzong Una. Waszyngton skierował do regionu grupę marynarki wojennej na czele z lotniskowcem „Carl Vinson", co, zdaniem ekspertów, powinno posłużyć jako sygnał dla władz KRLD. W swoim wpisie na Twitterze Trump nazwał te siły Armadą i dodał, że wysłane w kierunku półwyspu okręt podwodne „są znacznie silniejsze niż lotniskowiec". Tymczasem, podkreśla autor artykuły, niektórzy operatorzy turystyczni w Chinach przerwali organizację wyjazdów do Korei Północnej, która cieszy się popularnością wśród chińskich turystów. Państwowe linie lotnicze Air China wstrzymały też połączenia do Pjongjangu z powodu ograniczenia ilości pasażerów.  Według słów amerykańskich władz, niedzielna próba rakietowa Korei Północnej zakończyła się niepowodzeniem. Mimo tak „oczywistego fiaska" Pjongjangu, azjatyccy eksperci uważają, że Trump nie ma zbyt dużego pola manewrów w regionie, mając na uwadze siły powstrzymywania, którymi dysponuje reżim Kim Dzong Una, Ekspert w zakresie wojskowości Tajwańskiego Uniwersytetu Państwowego Arthur Ding uważa, że Korea Północna wykorzystała sobotnią defiladę wojskową do zademonstrowania światu, że „nic nie jest w stanie cofnąć jej programu konstrukcji bomb i rakiet, dlatego że tak jak Indie i Pakistan KRLD jest de facto mocarstwem nuklearnym".

 

* Korea Północna dokonała w niedzielę rano czasu lokalnego nieudanej próby wystrzelenia pocisku balistycznego – poinformowała południowokoreańska agencja Yonhap.  „Korea Północna próbowała dziś rano wystrzelić niezidentyfikowany pocisk balistyczny z rejonu Sinpo, w prowincji Hamkjong, ale według ocen test zakończył się fiaskiem" — głosi komunikat opublikowany przez Biuro Szefów Połączonych Sztabów sił zbrojnych Korei Południowej, cytowany przez agencję. Pentagon potwierdził fakt przeprowadzenia przez KRLD nieudanej próby z użyciem pocisku balistycznego. Według rzeczniczki amerykańskiego resortu obrony Laury Seal pocisk eksplodował niemal natychmiast po starcie. Urząd prezydenta Korei Południowej zwołał posiedzenie Krajowej Rady Bezpieczeństwa w związku z północnokoreańskim testem.  „Zademonstrowanie przez Koreę Północną na paradzie wojskowej całego szeregu ofensywnych pocisków i posunięcie się do odpalenia pocisku balistycznego jest pokazem siły, który zagraża całemu światu" — brzmi oświadczenie MSZ Korei Południowej.  Próby dokonano następnego dnia po paradzie wojskowej w północnokoreańskie stolicy Pjongjangu z okazji 105. rocznicy urodzin założyciela państwa Kim Ir Sena. Podczas parady zaprezentowano nowe pociski balistyczne, w tym wystrzeliwane z okrętów podwodnych. Dziś do Seulu przybędzie wiceprezydent USA Mike Pence.

 

* Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Mike Pence przybył w niedzielę z trzydniową wizytą do Korei Południowej.  W Seulu amerykański polityk omówi z południowokoreańskimi władzami pogarszającą się sytuację na Półwyspie Koreańskim oraz rosnące ryzyko bezpośredniej konfrontacji zbrojnej z USA. W Niedzielę Wielkanocną spotka się też z amerykańskimi żołnierzami stacjonującymi na Półwyspie Koreańskim.  Wizyta w Seulu jest pierwszym etapem 10-dniowej podróży Pence’a po Azji. Na kilka godzin przed przybyciem wiceprezydenta USA do południowokoreańskiej stolicy, KRLD przeprowadziła nieudaną próbę wystrzelenia pocisku balistycznego.

 

* W przyszłym tygodniu USA planują wysłać w kierunku Półwyspu Koreańskiego trzy lotniskowce jednocześnie - donosi Yonhap, powołując się na źródło wojskowe w Korei Południowej. Według danych agencji lotniskowiec atomowy Carl Vinson wpłynie na Morze Japońskie przed 25 kwietnia.  „USA omawiają z naszym rządem możliwość przeprowadzenia wspólnych ćwiczeń z udziałem grupy uderzeniowej lotniskowca" — cytuje źródło Yonhap. Oprócz Carla Vinsona na Morze Japońskie wpłynie Ronald Reagan (CVN 76) i Nimitz (CVN 68). Źródło nazwało wysłanie w kierunku Półwyspu Koreańskiego trzech lotniskowców jednocześnie bezprecedensowym wydarzeniem.  „Rząd Donalda Trumpa działaniami pokazuje siłę powstrzymywania Korei Północnej, oczekuje się, że również w przyszłości nie będzie taki, jak przy poprzedniej administracji" — oznajmił informator agencji. Wcześniej zgodnie z oczekiwaniami grupa lotniskowa z USS Carl Vinson na czele miała podpłynąć do wybrzeża Korei Południowej 15-16 kwietnia w czasie obchodów w KRLD 105. rocznicy urodzin Kim Ir Sena — dziadka obecnego przywódcy kraju Kim Dzong Una. Wczoraj Korea Południowa i Japonia poinformowały o nieudanej próbie rakietowej Korei Północnej. Zdaniem ekspertów kolejna może dojść do skutku 25 kwietnia z okazji 85. rocznicy powstania Koreańskiej Armii Ludowej. USA i KRLD formalnie znajdują się w stanie wojny, ponieważ wojna koreańska w latach 1950-1953 zakończyła się podpisaniem jedynie rozejmu między KRLD z jednej strony i USA walczących pod sztandarem ONZ — z drugiej. Do tej pory USA nie chciały nawet dyskutować nad wielokrotnymi propozycjami Pjongjangu dotyczącymi podpisania traktatu pokojowego, zachowując w Korei Południowej ponad 28 tys. wojskowych pod pretekstem ochrony przed „zagrożeniem z Północy".  Ze swojej strony Korea Północna tworzy i dokonuje prób amunicji atomowej i pocisków balistycznych bez względu na zakaz Rady Bezpieczeństwa ONZ.  

 

* Korea Północna stworzyła nowy rodzaj wojsk - specjalne wojska taktyczne - w dodatku do wojsk lądowych, strategicznych i marynarki wojennej - donosi z Seulu agencja informacyjna Yonhap. Dane analizy północnokoreańskich raportów prasowych na temat defilady wojskowej w Pjongjangu 15 kwietnia pokazały, że w KRLD pojawił się nowy termin, którego wcześniej nie było. Gazeta Rodong Sinmun napisała, że przez plac Kim Ir Sena przeszły kolumny „marynarki wojennej, sił powietrznych i przeciwrakietowych, strategicznych i specjalnych taktycznych Koreańskiej Armii Ludowej". Kolejność ich wymienienia dała południowokoreańskim analitykom podstawę do przypuszczenia, że specjalne wojska taktyczne KRLD pod względem liczebności dorównują siłom powietrznym i marynarce wojennej. Koreańska Centralna Agencja Prasowa 13 kwietnia poinformowała o ćwiczeniach wojsk specjalnych, które później zostały zaprezentowane na defiladzie. Zgodnie z reportażem północnokoreańskiej telewizji żołnierze tych wojsk maszerowali z twarzami zamazanymi czarnym podkładem w okularach słonecznych. Byli uzbrojeni w nowe granatniki karabinowe, a na głowach mieli hełmy z noktowizorami. Jak podkreśla Yonhap, powołując się na ekspertów, stworzenie nowego rodzaju sił zbrojnych prawdopodobnie mieści się w nurcie konfrontacji z amerykańskimi i południowokoreańskimi wojskami specjalnymi, które uczestniczą w ćwiczeniach w zakresie likwidacji północnokoreańskiego kierownictwa w przypadku wojny. Specjalnymi wojskami taktycznymi Koreańskiej Armii Ludowej prawdopodobnie dowodzi generał Kim Wŏn Hong — podkreśla Yonhap. Seul podkreśla, że KRLD już nie po raz pierwszy tworzy wojska specjalne przed defiladą, którą ogląda cały świat. W 2012 roku po raz pierwszy ogłoszono stworzenie strategicznych wojsk rakietowych, a w 2013 roku na ich podstawie zostały stworzone strategiczne siły zbrojne. 

 

* Korea Południowa i USA chcą twardo ukarać KRLD w przypadku dalszych „prowokacji" - oznajmił pełniący obowiązki południowokoreańskiego prezydenta, premier Hwang Kyo-ahn po rozmowach w Seulu z amerykańskim wiceprezydentem Mike'em Pence'em. „Republika Korei i USA podejmą silne środki represyjne w przypadku dalszych prowokacji KRLD" — cytuje słowa Hwanga agencja informacyjna Yonhap. Według jej danych premier także oświadczył, że umówił się z Pence'em odnośnie jak najszybszego rozmieszczenia i oddania do użytku najnowszego systemu przechwytywania rakiet balistycznych w najniższej części egzosfery THAAD. „Sojusz koreańsko-amerykański jest ostoją dla pokoju i rozkwitu Półwyspu Koreańskiego i w Azji Północno-Wschodniej" — podkreślił Hwang Kyo-ahn.

 

* Wiceprezydent USA Mike Pence odwiedził strefę zdemilitaryzowaną oddzielającą obie Koree; według amerykańskiego polityka cierpliwość strategiczna Waszyngtonu do KRLD „dobiegła końca" - podaje agencja Yonhap. Wiceprezydent podkreślił także, że „wszystkie opcje są na stole", i Korea Północna „nie powinna wątpić w zdecydowanie USA, by być razem z sojusznikami". Koreańska Strefa Zdemilitaryzowana stanowi 4-kilometrowy pas poprzeczny, wzdłuż którego przebiega wojskowa linia demarkacyjna. Wizyta Pence'a w Korei Południowej, która potrwa trzy dni, odbywa się w świetle nasilenia konfrontacji z KRLD. Amerykański polityk zamierza omówić z pełniącym obowiązki prezydenta Hwang Kyo-ahnem kwestię zwiększenia presji na Pjongjang i rozmieszczenia w Korei Południowej najnowszego systemu antybalistycznego THAAD. Sytuacja na Półwyspie Koreańskim zaogniła się w związku z prawdopodobnymi próbami rakietowymi w KRLD. USA przerzuciły do regionu grupę uderzeniową z lotniskowcem Carl Vinson  na czele, a Donald Trump oznajmił, że Stany Zjednoczone „rozwiążą problem Korei Północnej".

 

* Korea Północna chce rozwijać współpracę z Rosją, mimo sankcji nałożonych na oba kraje - powiedział Kim Jong Un, wiceszef Departamentu Europy północnokoreańskiego MSZ.  „W stosunku do Rosji, jak i wobec naszego kraju, obowiązują sankcje USA i Zachodu. Między naszymi krajami należy rozwijać przyjazne relacje. Takie stanowisko odzwierciedla interesy narodów obu krajów. USA na międzynarodowej arenie w ramach Rady Bezpieczeństwa ONZ zastosowały rezolucję z sankcjami przeciwko naszemu państwu” – powiedział północnokoreański dyplomata. Jak dodał, poprzedni przywódca Korei Północnej Kim Dzong Il trzy razy odwiedzał Rosję „i poczynił wielkie postępy w rozwoju stosunków między dwoma krajami”. „Spotkanie na najwyższym szczeblu i wspólne dokumenty są podstawą dalszego rozwoju przyjaznych stosunków. 2015 rok był rokiem przyjaźni między naszym krajem a Rosją, intensyfikacji wymiany delegacji we wszystkich dziedzinach polityki, gospodarki i kultury. W 2016 roku po przyjęciu rezolucji RB ONZ dwustronne stosunki rozwijają się pomyślnie, niezależnie od przeszkód. Taka jest nasza wola” – zaznaczył Kim Jong Un.

 

* Konflikt między KRLD i USA może przerodzić się w wojnę, jeśli ktoś przekroczy „czerwoną linię" - pisze Frankfurter Allgemeine. Gazeta zaznacza, że po testach z lat 2006 i 2009 przeprowadzonych przez ojca Kim Dzong Una, zmarłego w 2001 roku, przeprowadzono kolejne trzy próby, przy czym w dość krótkim odstępie czasu. Dziś Pjongjang „rozkręca" własną akcję propagandową, budowaną na „amerykańskim zagrożeniu" — pisze gazeta. Ponadto, dla kierownictwa Korei Północnej bomba atomowa zabezpiecza przed możliwą „zmianą reżimu" ze strony Amerykanów. Według logiki Kima, posiadanie broni nuklearnej daje mu większe pole dyplomatycznych manewrów. Gazeta uważa, że Korea Północna nie wycofa się ze swojego programu nuklearnego i będzie go nadal rozwijać. Teraz Donald Trump mógłby złożyć Korei Północnej pewne propozycje gospodarcze, żeby ten zgodził się na nowe rozbrojenie —pisze gazeta.

 

* Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oświadczył, że Moskwa nie będzie akceptowała „awanturniczych działań jądrowych" Pjongjangu - informuje Ria Novosti. Jednocześnie szef rosyjskiego MSZ podkreślił, że kroki odwetowe podejmowane przez inne kraje nie mogą naruszać prawa międzynarodowego.Dlatego mam wielką nadzieję, że działań jednokierunkowych podobnych do tych, które widzieliśmy  niedawno w Syrii, nie będzie — powiedział Ławrow.Wcześniej 17 kwietnia wiceprezydent USA Michael Pence i pełniący obowiązki prezydenta Korei Południowej Hwang Kyon-ahn obiecali Pjongjangowi „karę" w przypadku nowych prowokacji z jego strony. Pence oświadczył, że jeśli KRLD użyje broni tradycyjnej lub jądrowej, odpowiedź USA będzie „miażdżąca i efektywna". Amerykański polityk zauważył też, że Waszyngtonowi i Seulowi skończyła się już cierpliwość do kolejnych prób jądrowych Korei Północnej, i poradził Pjongjangowi zwrócić uwagę na niedawne uderzenie pociskami manewrującymi po Syrii. Dzień wcześniej informowano, że Pjongjang dokonał kolejnej próby rakietowej. Południowokoreańscy wojskowi oświadczyli, że pocisk wypuszczono z poligonu nieopodal miasta Sinpo w prowincji Hamkjong. Próba nie udała się. Pentagon potwierdził fakt przeprowadzenia przez KRLD nieudanej próby z użyciem pocisku balistycznego. Według rzeczniczki amerykańskiego resortu obrony Laury Seal pocisk eksplodował niemal natychmiast po starcie.

 

* W Turcji odbyło się referendum konstytucyjne. Pierwsze lokale otwarto wczoraj o godz. 6 czasu polskiego. Uprawnionych do głosowania było ok. 55,3 mln osób. Pierwsze wstępne wyniki podane w niedzielę wczesnym wieczorem wskazują na niewielkie zwycięstwo koncepcji tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Jego zdaniem zmiany w ustawie zasadniczej pozwolą na zapewnienie krajowi bezpieczeństwa, stabilności i rozwoju gospodarczego. Erdogan, który w sobotę wystąpił na czterech wiecach w Stambule, zapewnił, że pogodzi się z decyzją wyborców, jeśli zagłosują na „nie". Jednocześnie zachęcał do aktywnego udziału w referendum. Poprawki do konstytucji zakładają m.in., że prezydent będzie zarówno szefem państwa, jak i rządu, będzie mógł sprawować władzę za pomocą dekretów oraz rozwiązywać parlament. Głowa państwa będzie miała też większy wpływ na wymiar sprawiedliwości. Sprawowanie urzędu prezydenta nadal będzie ograniczone do dwóch kadencji, jednak ich liczenie rozpocznie się od listopadowych wyborów w 2019 roku. Dzięki tym poprawkom Erdogan mógłby pozostać przy władzy do 2029 roku.

 

* Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan po niedzielnym referendum konstytucyjnym poinformował o planach omówienia z rządem przywrócenia kary śmierci.Podczas wystąpienia w Stambule polityk podkreślił, że zamierza „jak najszybciej" rozpocząć dyskusję na ten temat z premierem i liderem opozycji — informuje Reuters. Kara śmierci w Turcji została zniesiona w 2002 roku, żeby państwo odpowiadało kryteriom wejścia do UE.  W niedzielę odbyło się w Turcji referendum konstytucyjne. Według wstępnych wyników 63,6% uprawnionych do głosowania opowiedziało się za wprowadzeniem poprawek do konstytucji, które zmienią ustrój polityczny kraju z parlamentarnego na prezydencki. Poprawki zakładają m.in., że prezydent będzie zarówno szefem państwa, jak i rządu, będzie mógł sprawować władzę za pomocą dekretów oraz rozwiązywać parlament, będzie miał też większy wpływ na wymiar sprawiedliwości. Politolog, profesor katedry politologii porównawczej Rosyjskiego Uniwersytetu Przyjaźni Narodów Jurij Poczta uważa, że przywrócenie kary śmierci jest potrzebne prezydentowi w charakterze symbolicznej dźwigni.„To zaledwie jeden z „drobnych detali", które służą Erdoganowi do skupienia władzy w swoich rękach. Brakuje mu takiej dźwigni jak kara śmierci. Potrzeba mu takiej symbolicznej dźwigni, która wystraszy tę niewielką część tureckiego społeczeństwa, które się jeszcze waha. Rzecz w tym, że Erdogan cieszy się poparciem mas, które pozwoliło mu osiągnąć zwycięstwo w referendum. Turecki lider nie kontroluje jednak całego społeczeństwa" — powiedział Jurij Poczta na antenie radia Sputnik.Wprowadzając karę śmierci, Erdogan chce także wywrzeć nacisk na Unię Europejską — uważa politolog. „Kara śmierci to także w pewnym stopniu szantaż wobec Unii Europejskiej, dlatego że na przykład szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oznajmił, że zaprowadzenie w Turcji kary śmierci będzie oznaczało zerwanie wszelkich rozmów o integracji z Unią Europejską. Erdogan doskonale to rozumie, ale też coraz mniej chce integrować się z Unią Europejską. Dlatego że Turcja nie spełnia wielu wymogów stawianych jej przez Unię Europejską. UE na przykład żądała wprowadzić zmiany do ustawodawstwa antyterrorystycznego, ale Erdogan kategorycznie to odrzucił, argumentując, że nie zdoła prowadzić poważnej walki przeciwko Kurdom" — zauważył Jurij Poczta.

 

* Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Boris Johnson zaproponował Rosji opowiedzenie się po „słusznej stronie w sporze” i przyłączenie się do koalicji państw zachodnich w walce z Państwem Islamskim. Brytyjski minister napisał o tym w artykule dla „The Telegraph”. Rosja mogłaby „przyłączyć się do koalicji ponad 60 państw w walce z Daesh, aby zachować swoje strategiczne interesy w Syrii i w perspektywie stworzyć bardziej produktywne stosunki z prezydentem Trumpem”, uważa Johnson.Według niego, Rosja powinna działać na rzecz ustanowienia „realnego zawieszenia ognia”, położyć kres stosowaniu broni chemicznej oraz osiągnąć polityczne uregulowanie w Syrii, aby jej obywatele zostali „wybawieni z tyranii Asada”. Jego zdaniem, „nie ma żadnych wątpliwości”, że odpowiedzialność za atak chemiczny w Idlib spoczywa na syryjskich wojskach rządowych. Atak był przeprowadzony „przez dwa syryjskie samoloty, które wyleciały z bazy, gdzie przechowywano broń chemiczną”, uważa Johnson. „Brytyjscy naukowcy przeanalizowali próbki, pobrane u ofiar ataku. Wykazały one obecność sarinu lub substancji podobnej do sarinu” – powiedział. Jednocześnie, jak zapewnia minister, „Zachód w końcu odbuduje to państwo”. Tymczasem, jak uważa Johnson, USA mogą znów zaatakować. Komentarz Johnsona nastąpił na tle krytyki pod jego adresem za nieudaną próbę przekonania państw G7 do wprowadzenia nowych antyrosyjskich sankcji za poparcie Moskwy dla Asada, podkreśla gazeta. Wcześniej po ataku chemicznym w Syrii i ataku USA na Syrię Boris Johnson odwołał swoją wizytę w Moskwie nazywając priorytetem przygotowanie do spotkania ministrów spraw zagranicznych państw G7. 

 

* We Francji, na krótko przed wyborami prezydenckimi okazało się, że pół miliona wyborców otrzymało podwójne karty do głosowania. Może to grozić poważnymi konsekwencjami dla przebiegu wyborów. Pierwsza tura 23 kwietnia.Podwójne karty do głosowania to najczęściej wina administracji i biurokracji. Dotyczy to osób, które np. wyprowadziły się z domu rodzinnego, by zacząć w innym miejscu samodzielne życie. Po zapisaniu się, w miejscu nowego zamieszkania w komisji wyborczej, otrzymały zgodnie z prawem kartę uprawniającą do głosowania. Ku swemu zdumieniu stwierdziły jednak, że druga karta czeka na nich w skrzynce pocztowej domu ich rodziców, z którymi dotychczas mieszkali. Francuskie prawo zabrania dwukrotnego oddawania głosów w tych samych wyborach. Grozi za to kara od pół roku do dwóch lat więzienia i do 150 tysięcy euro grzywny. Istnieją obawy, że pół miliona podwójnych kart może doprowadzić do oszustw wyborczych lub wpłynąć na wyniki wyborów szczególnie w przypadku gdy różnice między kandydatami są minimalne. A z taką sytuacją mamy do czynienia właśnie w tej chwili, gdy między prowadzącym w sondażach socjaldemokratą Emmanuelem Macronem a czwartym na liście Francois Fillonem jest kilka procent różnicy. W ostateczności Rada Konstytucyjna może anulować wybory.

 

* Przewodniczący francuskiej Unii Demokratów i Niezależnych (UDI) Jean-Christophe Lagarde wysłał do szefa MSW Matthiasa Fekla pismo, w którym domaga się przeprowadzenia dochodzenia parlamentarnego w sprawie pojawiających się w mediach informacji o wysłaniu wyborcom podwójnych kart do głosowania.  We Francji, na krótko przed wyborami, pół miliona wyborców otrzymało podwójne karty do głosowania. Francuskie prawo zabrania dwukrotnego oddawania głosów w tych samych wyborach. Grozi za to kara od pół roku do dwóch lat więzienia i do 150 tysięcy euro grzywny.  Będę się domagał przeprowadzenia śledztwa parlamentarnego, aby rzucić światło na tę sytuację – powiedział Lagarde w wywiedzie dla „Parisien”.  Chcę, aby minister wykonał swoją pracę i załagodził tę sytuację do 23 kwietnia. Gdybym był na jego miejscu, natychmiast rozpocząłbym kontrole – dodał. Jego zdaniem jest to „bardzo poważne naruszenie”, które „stwarza realne ryzyko fałszowania wyborów”. Wybory prezydenckie we Francji odbędą się w dwóch turach: pierwsza – 23 kwietnia, a druga – 7 maja.

 

* W Wielkiej Brytanii Ośrodek Komunikacji Rządowej (GCHQ) i służba kontrwywiadu Mi5 ogłosiły nabór kandydatów ze znajomością języka rosyjskiego i historii Rosji.  „Wasza znajomość języka rosyjskiego może otworzyć dla was drzwi do wspaniałej kariery w wywiadzie” – głosi oficjalna informacja w dziale „praca” na stronie Ośrodka Komunikacji Rządowej.  Oprócz znajomości języka rosyjskiego kandydaci powinni orientować się w rosyjskiej kulturze, historii i polityce.  Pensja nowych pracowników służb specjalnych wyniesie 30,490 funtów. 

 

* W ponad 150 amerykańskich miastach odbyły się w sobotę wielotysięczne „marsze podatkowe”, których uczestnicy domagali się, aby prezydent Donald Trump ujawnił swoje zeznania podatkowe. Protesty przebiegały z reguły spokojnie. Jedynie w Berkeley (Kalifornia) doszło do starć zwolenników i przeciwników prezydenta Trumpa. Jak poinformowała telewizja NBC Bay Area, policja aresztowała 15 osób. Najliczniejsze marsze odbyły się w Nowym Jorku i Los Angeles. Wzięło w nich udział po około 5 tys. osób. Podczas kampanii wyborczej Trump twierdził, że nie może ujawnić swoich zeznań podatkowych, bo są one badane przez Federalny Urząd Skarbowy. Obecnie twierdzi, że ta sprawa nie interesuje amerykańskiego społeczeństwa. Poprzednicy Trumpa, od ponad 40 lat, ujawniali swoją historię podatkową.

 

* W kilkanaście godzin po tym, jak na terenach kontrolowanych przez „umiarkowanych” islamistów w południowo-wschodniej Syrii ujawniły się zakonspirowane siły ISIS, wojska amerykańskie i jordańskie podjęły zdecydowane działania, by chronić swoich proxy-bojowników, w większości wytrenowanych w jordańskich obozach wojskowych.Wczoraj (8 kwietnia) około godziny 22:50 czasu lokalnego w pobliżu położonego na granicy syryjsko-jordańskiej obozu uchodźców Al-Rakban eksplodował samochód-pułapka prowadzony przez samobójcę. Ogromna eksplozja praktycznie zmiotła z powierzchni ziemi punkt kontrolny, zginęło 10 obsadzających go „rebeliantów” z frakcji Osoud al-Sharqiyah (Lwy Wschodu), działającej pod egidą tzw. Wolnej Armii Syrii (FSA). Zaniepokoiło to władze Jordanii, które wysłały samoloty na rekonesans nad granicą. Początkowo nie było wiadomo, kto stał za atakiem. Jednak później okazało się, że pogłoski o zakonspirowanej komórce ISIS na pograniczu z Jordanią były prawdziwe. Następnego dnia dżihadyści tzw. Państwa Islamskiego rozpoczęli niespodziewaną ofensywę około 50 km dalej, koło przejścia granicznego w Tanf. Jest to punkt, w pobliżu którego stykają się granice trzech państw: Syrii, Jordanii i Iraku. Działania ISIS rozpoczęły się bezpośrednio po eksplozji samochodu-bomby, która tym razem zabiła trzech „umiarkowanych” rebeliantów. Popierane przez USA siły zostały szybko zepchnięte do defensywy i otoczone. Wówczas, według relacji miejscowych do akcji włączyło się około 20 amerykańskich czołgów i pojazdów opancerzonych, oraz liczne oddziały jednostek specjalnych. Zauważono też jordańskie samoloty, choć nie wiadomo, czy użyto ich także do zbombardowania pozycji dżihadystów. Nieznane są także założenia strategiczne operacji amerykańsko-jordańskiej. Brane są pod uwagę różne teorie, komentatorzy twierdzą, iż może to być: 1)  doraźna operacja, której celem jest odsiecz dla własnych „umiarkowanych rebeliantów” 2) część większej operacji, której celem byłoby usunięcie ISIS z pustyni Badia 3) preludium do zmasowanej inwazji, której celem byłoby utworzenie silnego przyczółku dla „umiarkowanych rebeliantów” na południu kraju, ze stałą obecnością sił amerykańsko-jordańskich.  Na chwilę obecną nie wiadomo także, czy w operacji biorą także udział stacjonujące w Jordanii oddziały Wojska Polskiego.  Sytuacja wygląda niezwykle poważnie także z innego powodu: dziś popołudniu dowództwa Rosji, Iranu, Hezbollah oraz różnych milicji popierających prezydenta Asada wydały wspólne oświadczenie, w związku z niedawnym atakiem rakietowym przeprowadzonym przez USA. Stwierdzono w nim, że przeprowadzając piątkowe uderzenie USA przekroczyło „czerwoną linię”, toteż na kolejny taki akt ze strony Amerykanów odpowiedzą siłą, a także zwiększą wsparcie dla syryjskiego wojska. W oświadczeniu stwierdzono także, iż USA zamierza wyłączyć na trwałe północ kraju spod zwierzchnictwa Damaszku, podobnie zresztą usiłując rozgrywać kwestię kurdyjską w Iraku. Sygnatariusze oświadczenia stwierdzają, że na jedno ani drugie nie ma zgody; Syria jest niepodzielna i zostanie w całości wyzwolona od terrorystów oraz sił proxy innych państw.

 

* Siły powietrzne koalicji międzynarodowej z USA na czele wysadziły desant niedaleko syryjskiego Dajr az-Zaur w celu przeprowadzenia punktowej operacji przeciwko ugrupowaniu terrorystycznemu - podaje telewizja Sky News, powołując się na własne źródła. Jednocześnie nie podkreślono, czyi żołnierze desantowali się z pokładu śmigłowców. W marcu telewizja poinformowała o analogicznej operacji pod Rakką, w której rzekomo uczestniczył amerykański desant, jednak później koalicja oznajmiła, że byli to członkowie kurdyjsko-arabskich Syryjskich Sił Demokratycznych. Według danych telewizji celem operacji pod Dajr az-Zaur są punkty zaopatrzenia wojskowego PI a także magazyny z bronią na wschód od miasta. Nie podano, czy cel operacji został osiągnięty ani ilu terrorystów zostało zlikwidowanych. Telewizja podkreśla, że 20 minut po desancie bojownicy opuścili rejon.  

 

* Administracja Donalda Trumpa zachęca dowódców wojskowych do podejmowania samodzielnych decyzji w ramach walki z ugrupowaniem terrorystycznym Państwo Islamskie – pisze „The Wall Street Journal”. Nie ma w tym nic oficjalnego, ale zaczyna to nabierać kształtów. Kadra oficerska rozumie, że może zrobić nieco więcej, co jest prawdą – powiedział wysoko postawiony urzędnik w Pentagonie, cytowany przez gazeta. Jak pisze „The Wall Street Journal”, za prezydentury Baracka Obamy dowódcy często skarżyli się na skrupulatne patrzenie im na ręce przez Biały Dom. Teraz administracja zachęca do większej swobody działania, bez konsultowania się z nią. 13 kwietnia Trump miał powiedzieć, że daje wolną rękę Pentagonowi. Nowe podejście Białego Domu zostało zademonstrowane w Afganistanie. Dowódca amerykańskich sił zbrojnych w tym kraju, generał John Nicholson podjął decyzję o użyciu superbomby przeciwko dżihadystom z Państwa Islamskiego. Wysoko postawiony urzędnik w administracji zapewnił, że Trump nie wiedział o zamiarach generała. Inny funkcjonariusz publiczny przytoczył wypowiedź sekretarza obrony Jamesa Mattisa. – Mattis powiedział, że teraz jest inaczej. Teraz nie muszą pytać, zanim zrzucą „matkę wszystkich bomb” – pisze gazeta. USA w czwartek po raz pierwszy zastosowały superbombę w Afganistanie przeciwko terrorystom z Państwa Islamskiego. Dany ładunek o masie 9,5 tony został zrzucony z samolotu MC-130. Łącznie, jak brzmią doniesienia, na stanie amerykańskiej armii jest 15 takich bomb. W Waszyngtonie wyjaśniono, że zaatakowano nim system tuneli PI i że jest to dowód na wypełnianie obietnicy zlikwidowania tego ugrupowania terrorystycznego.  Zdaniem prezydenta USA Donalda Trumpa była to „bardzo udana misja”.

 

* Jak podała agencja Associated Press, siły specjalne marynarki wojennej Chin odparły atak piratów na frachtowiec poruszający się pod banderą Tuwalu w Zatoce Adeńskiej u wybrzeży Somalii.W ubiegłą niedzielę rano (9 kwietnia), 16 żołnierzy sił specjalnych chińskiej marynarki wojennej zostało przerzuconych na pokład masowca OS35 w celu wyeliminowania zagrożenia ze strony piratów. 19 członków załogi statku umieszczono w bezpiecznym miejscu na statku, który został gruntownie przeszukany przez żołnierzy. Chiny nie podały, czy doszło do konfrontacji zbrojnej z piratami lub czy dokonano jakichkolwiek aresztowań. Przekazano jedynie, że w sobotę chińska marynarka wojenna odebrała sygnał pomocy z frachtowca, który miał zostać zaatakowany przez nieznaną liczbę somalijskich piratów. Operacja została przeprowadzona z pokładu fregaty rakietowej Yulin, wchodzącej w skład sił do zwalczania piractwa w rejonie Zatoki Adeńskiej.

 

* Afganistan zwrócił się do Rosji z prośbą o zapewnienie pomocy w wyposażeniu, serwisie i wyszkoleniu armii. O tym poinformował rosyjskie media dyrektor departamentu ds. polityki i planowania strategicznego MSZ Afganistanu Mohammed Aszraf Hajdari, kierujący delegacją państwa na konsultacjach regionalnych w Moskwie 14 kwietnia.  „Omawialiśmy tę kwestię w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej i zwróciliśmy się z prośbą o rozpatrzenie możliwości zapewnienia pomocy serwisowej w Afganistanie, a także materialnego wyposażenia i przygotowania kadr dla afgańskiej armii i policji” – powiedział.  Według Hajdari, Afganistan oczekuje późniejszej odpowiedzi na ten wniosek. 

 

* OECD przedstawiło szacunkowe dane na temat Oficjalnej Pomocy Rozwojowej (ODA) przeznaczanej przez najbardziej 28 najbardziej rozwiniętych krajów świata (Komitet Pomocy Rozwojowej – DAC) dla państw biednych. Zgodnie z nimi w 2016 r. pomoc sięgnęła 142,6 mld dolarów, czyli o 8,9% więcej niż rok wcześniej. Wyniosła ona 0,32% Produktu Narodowego Brutto państw bogatych, a w 2015 r. stanowiła 0,30% PNB. Zgodnie z raportem jedynie 6 krajów należących do DAC spełnia wymagania ONZ przekazywania 0,70% PNB na pomoc rozwojową. Są to: Norwegia – 1,11%, Luksemburg – 1,00%, Szwecja – 0,94%, Dania – 0,75%, Niemcy i Wielka Brytania – po 0,70%. Blisko ONZ-owskiego celu są Holandia – 0,65% i Szwajcaria – 0,54%.  Znacznie mniejszy procent PKB na pomoc rozwojową przeznaczają takie potęgi gospodarcze jak Francja – 0,38%, a Japonia – 0,20% i Stany Zjednoczone – 0,18% PNB. Raport OECD zawiera też dane na temat polskiej pomocy rozwojowej. Zgodnie z nimi Polska w 2016 r. przeznaczyła na pomoc dla najbiedniejszych krajów świata zaledwie 0,13% PNB (600 mln dolarów), czyli prawie najmniej ze wszystkich rozwiniętych krajów. Obok Polski znalazły się Słowacja – 0,12% oraz Węgry – 0,13% PNB.

 

* Po świętach wycięte zostanie aż 35 tysięcy hektarów Puszczy Białowieskiej. A ponoć „lex Szyszko" miało już nie obowiązywać!  Posłowie PiS tak jednak „zamotali" przepisy, że swobodnych wycinek można dokonywać dalej. I mimo że sam Jarosław Kaczyński miał poważne zastrzeżenia do „lex Szyszko", to okazuje się, że ono dalej obowiązuje. Posłowie mieli zmienić kontrowersyjną ustawę jeszcze na początku kwietnia. Znalazł się jednak jeden kruczek: aby te zmiany weszły w życie, minister musi wydać stosowne rozporządzenie. A na to ma pół roku. I najwyraźniej zamierza przeciągać decyzję w nieskończoność, nawet czując na sobie gniew Prezesa. Obawiam, że przez te pół roku wszyscy będą wycinać co tylko się da, zanim minister wprowadzi rozporządzenie  — powiedział Jan Mencwel ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze na posiedzeniu Sejmowej Komisji Środowiska. Wątpliwości miał też szef Komisji, poseł PO Stanisław Gawłowski: — Teraz jest okres lęgowy, więc teoretycznie ciąć nie można, ale jesienią piły wrócą. Pół roku to czas rozsądny na przeprowadzenie zmian — bronił pomysłu wiceminister środowiska Andrzej Szweda-Lewandowski.  Tymczasem drwale nie zamierzają tracić ani chwili. „Nasz Dziennik" poinformował o planowanej po świętach ogromnej wycince na terenie Puszczy Białowieskiej. Na 35 tysiącach hektarów mają zostać ścięte stare drzewa i… posadzone nowe. Działania ministra Szyszki i podległych mu Lasów Państwowych znajdują się pod lupą Komisji Europejskiej, która raz już wyraziła poważne zastrzeżenia co do jego decyzji. Dlatego minister zapobiegawczo wytłumaczył się z wycinki, pisząc listy do wszystkich ministrów środowiska państw Unii Europejskiej. Puszcza Białowieska zamiera. Musimy temu przeciwdziałać. Nie możemy pozwolić, by dziedzictwo kulturalno-przyrodnicze lokalnej społeczności zostało zaprzepaszczone — powiedział na konferencji prasowej. Twierdzi, że wycinkę podejmuje w ramach „działań ochronnych". Innego zdania są ekolodzy, innego sdania jest nawet prezes PiS, jednak  min Szyszkonajwyraźniej nie zamierza się zniechęcać.

 

* Polskie Ministerstwo Pracy negocjuje z Ministerstwem Rolnictwa, aby zwolnić z konieczności płacenia minimalnej stawki godzinowej 13 złotych pracodawców z sektora rolnego i sadowniczego. Wiceminister Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej Stanisław Szwed w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną" przyznał, że trwają rozmowy pomiędzy dwoma resortami. Rolnicy i sadownicy, którzy mają własne przedsiębiorstwa — najczęściej zatrudniające pracowników sezonowych, byli zrozpaczeni gdy 1 stycznia 2017 PiS wprowadziło minimalną stawkę godzinową 13 złotych i dało do zrozumienia, aby prywatni przedsiębiorcy nie próbowali przepisów omijać. Polska znana jest z „kreatywności" drobnych przedsiębiorców, którzy za wszelką cenę zmniejszają koszty pracy. Przedstawiciele przedsiębiorców, którzy są zrzeszeni m.in. w Krajowym Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw oraz Zrzeszeniu Producentów Owoców i Warzyw „Nasz Sad", od początku roku usiłowali przekonać Ministerstwo Pracy, że 13 złotych za godzinę będzie dla nich zbyt wielkim obciążeniem. W tej „branży" pracuje mnóstwo przybyszów ze wschodu, w większości Ukraińców. Na rynku prac sezonowych w Polsce jest ich około 250 tysięcy. Do tej pory zgadzali się oni na pracę za stawki mniejsze niż ustawowe minimum. Przedsiębiorcom taki stan rzeczy bardzo się podobał. Wszystko wskazuje na to, że będą mogli dalej — już zupełnie legalnie — wyzyskiwać swoich pracowników, podczas gdy inne branże będą musiały przestrzegać zapisów prawa. Państwowa Inspekcja Pracy już teraz dostaje wiele sygnałów o tym, że przedsiębiorcy omijają „13 złotych". Zapowiedziano ponad 20 tysięcy kontroli do końca 2017. Pracownicy zatrudnieni na „śmieciówkach" donoszą, że ich szefowie respektują minimalne stawki tylko na papierze, a realnie płacą mniej. Grożą utratą pracy, jeżeli ktoś upomni się o swoje prawa.  PIP zachęca, aby informować o nadużyciach: „PIP gwarantuje pełną anonimowość, co dotyczy zarówno ochrony danych osobowych zgłaszających skargę, jak i przebiegu kontroli skargowej. Inspektor pracy nie informuje bowiem pracodawcy, czy przedsiębiorcy o tym, że jego wizyta ma związek z koniecznością sprawdzenia zarzutów zawartych w skardze" — mówi Główny Inspektor Pracy Roman Giedrojć.

 

* W trakcie testu nowa rosyjska rakieta Cyrkon osiągnęła prędkość Mach 8, czyli ośmiokrotnie przekroczyła prędkość dźwięku. Poinformowała o tym agencja prasowa TASS, powołując się na swoje źródło w kompleksie przemysłowo-zbrojeniowym. Agencja zaznaczyła, że jest to wiadomość niepotwierdzona. Nie uściśliła też z jakiej platformy rakietę wystrzelono. Pierwszy test rakiety "Cyrkon" z kompleksu naziemnego przeprowadzono rok temu. Media informowały wtedy, że pociski te mają 5-6 razy przekraczać prędkość dźwięku. W tym roku miał się odbyć test rakiety z platformy nawodnej, a w przyszłym powinny wejść na uzbrojenie. Rosyjskie media poinformowały, że w rakiety Cyrkon zostaną wyposażone między innymi krążowniki i modernizowane okręty podwodne projektu 949 Antej, nazywane "niszczycielami lotniskowców". Telewizja "Rossija" w roku ubiegłym zwróciła uwagę, że pociski Cyrkon mają mieć zasięg 400 kilometrów w wersji eksportowej i 1000 kilometrów na rynek rosyjski. Dla ich potrzeb stworzono nowe paliwo o nazwie "Decylin-M".

 

* Amerykańskie siły powietrzne po raz pierwszy dyslokowały nowe myśliwce wielozadaniowe piątej generacji F-35A w Wielkiej Brytanii – głosi komunikat Dowództwa Europejskiego Stanów Zjednoczonych. „Frontalna obecność F-35 potwierdza moje priorytety odnośnie utrzymania gotowości bojowej sił zbrojnych w Europie” – powiedział naczelny dowódca sił NATO w Europie gen. Curtis Scaparrotti. Jak dodał, obecność grupy lotniczej „wzmacnia potencjał wojskowy NATO w Europie”. Nie podano dokładnej liczby samolotów, które dyslokowano w Wielkiej Brytanii, ale Pentagon wcześniej informował, że będzie ich niewiele.

 

* Naddźwiękowa rakieta Cyrkon, znajdująca się na uzbrojeniu rosyjskiej marynarki wojennej, osłabi pozycje amerykańskiej floty – powiedział prezes Akademii Problemów Geopolitycznych Konstantin Siwkow, cytowany przez Narodowy Serwis Informacyjny. Rola amerykańskiego zgrupowania lotniskowców w konfrontacji na morzu zostanie bardzo osłabiona na rzecz naszych ciężkich krążowników atomowych, które będą uzbrojone w te pociski – powiedział ekspert. Jak dodał, Cyrkon jest w stanie pokonać system obrony przeciwrakietowej. – On (pocisk) został doprowadzony do takiego stanu, że może być produkowany seryjnie. Faktycznie jest to pierwsza na świecie seryjna naddźwiękowa broń o zasięgu operacyjno-taktycznym – zaznaczył. Pierwsze testy z użyciem tego pocisku przeprowadzono w ubiegłym roku. Informowano wówczas, że osiąga on prędkość 5-6 razy przekraczającą prędkość dźwięku. Zasięg rakiet ma wynosić około 400 kilometrów w wersji eksportowej i 1000 kilometrów w przypadku rosyjskiej armii.

 

* Szwajcarscy i amerykańscy neurofizjolodzy odkryli szczególną strefę kory mózgu, której stymulacja zmusza człowieka do zachowywania się bardziej uczciwie, niż zazwyczaj – informuje pismo „PNAS”.  „Co ciekawe, nasze badanie pokazało, że stymulacja mózgu zmniejsza chęć oszustwa tylko wśród tych ochotników, w których świadomości istniał konflikt moralny między ich działaniami i zasadami. Ci ludzie, którzy nie odczuwali tego typu moralnych wątpliwości, w żaden sposób nie reagowali na stymulację i zwiększali swoje korzyści” – opowiada Christian Ruff z uniwersytetu w Zurichu. Ruff i jego zespół już od kilku lat próbują zrozumieć, jakie fragmenty kory mózgowej i głębokich warstw mózgu człowieka odpowiadają za różne formy zachowania socjalnego lub asocjalnego. Na przykład w 2013 roku wyjaśnili, że określony fragment w przedczołowej korze mózgu jest swego rodzaju „ośrodkiem posłuchu”, którego stymulacja zmusza ludzi do podporządkowania się normom społecznym. W nowej pracy naukowcy zaproponowali ochotnikom zagranie w grę hazardową, wymyśloną specjalnie w celu sprawdzenia uczciwości. Jej uczestnicy rzucali kostkę dziesięć razy i mówili eksperymentatorom jakie cyfry im wypadły. W tym samym czasie na monitorze pojawiała się zwycięska kombinacja z trzech cyfr, przy której naukowcy wypłacali po dziewięć franków graczowi. Ani naukowcy, ani inni uczestnicy eksperymentu nie mogli zobaczyć, jakie kombinacje udawało się wyrzucić, co dawało dużą przestrzeń dla oszustwa. Nieuczciwi gracze mogli bezkarnie odpowiadać, że im prawie zawsze wypadały zwycięskie warianty, a naukowcy zachowywali się tak, jakby niczego nie zauważali. W rzeczywistości, fakt oszustwa nie było trudno ustalić: w uczciwej grze liczba prawidłowych odpowiedzi była bliska pięciu, zgodnie z prawami statystycznymi. Jeśli ten wskaźnik przesuwał się w stronę dużych liczb, to zawsze oznaczało, że gracz oszukuje.  Obserwując taką aktywność kilku „oszustów” i uczciwych graczy, naukowcy odkryli, że w górnej prawej części kory przedczołowej jest szczególna strefa, która włącza się w tym momencie, gdy człowiek podejmuje decyzję, że będzie działać uczciwie. Po jej odkryciu zespół Ruffa postanowił sprawdzić, co się stanie, jeśli stymuluje się ją za pomocą prądu elektrycznego lub odwrotnie, jeśli stłumi się jej aktywność. Jak pokazał eksperyment, ochotnicy stawali się o wiele uczciwsi po stymulacji tego obszaru, średnio zaczynali mówić o 5-6 udanych rzutach kostką zamiast 7-8 jak wcześniej. Nie dotyczyło to wprawdzie najbardziej zatwardziałych „oszustów”, co naukowcy wiążą z tym, że tacy gracze nie uważają oszukiwania za coś złego. Co ciekawe, odwrotna stymulacja nie zwiększyła chęci oszukiwania, co zespół Ruffa wiążę z tym, że poziom oszustwa i tak był wysoki, tj. praktycznie nie miał szansy wzrosnąć. Poza tym, stłumienie aktywności mózgu za pomocą prądu elektrycznego nie jest tak przewidywalne i stabilne jak stymulacja, co mogło zmniejszyć siłę takiego oddziaływania. Jak mają nadzieję  naukowcy, dalszy rozwój tej technologii może pomóc w rehabilitacji przestępców i obniżeniu poziomu korupcji – według bieżących ocen ONZ, na łapówki i pokrewne im formy zachowań przypada około 5 % światowego PKB, czyli około biliona dolarów USA. Z drugiej strony, jak zauważa Michel Marechal, kolega Ruffa z uniwersytetu, podobne wnioski mogą zostać zakwestionowane przez psychologów, ponieważ obecność „obszaru uczciwości” i różny poziom jego aktywności w głowach ochotników świadczy o tym, że skłonność do dokonywania przestępstw zależy od czynników biologicznych. To z kolei stawia pod znakiem zapytania współczesne wyobrażenia o wolności woli i o tym, w jakim stopniu ludzie odpowiedzialni są za swoje postępki. 

 

* Naukowcy z Chin i Wielkiej Brytanii ustalili, że spożycie świeżych owoców pozwala zredukować ryzyko rozwoju cukrzycy i dalszych komplikacji związanych z tą chorobą. Wyniki swoich badań opublikowali w piśmie „PLOS Medicine”. Lekarze doszli do wniosku, że ludzie, którzy spożywają więcej owoców, rzadziej chorują na cukrzycę. Na badanie, w ramach którego przeanalizowano ponad 500 tysięcy mieszkańców Chin, potrzeba było siedmiu lat. Naukowcy określili, że ryzyko rozwoju cukrzycy u ludzi, w których diecie były świeże owoce,  spadło o 12 %. Prawdopodobieństwo śmierci w przypadku osób chorych, które spożywały owoce, spadło o  13-28%. Badacze twierdzą, że ta praca jest pierwszą, która ma na celu określenie wzajemnych powiązań między spożyciem świeżych produktów i cukrzycą. Cukrzyca charakteryzuje się niewydolnością lub brakiem hormonu insuliny. Ponad 400 milionów ludzi na świecie cierpi na cukrzycę. 

 

* Rosyjska Kompania Kosmiczna „Energia” podpisała z amerykańską korporacją Boeing kontrakt na pięć miejsc dla lotów kosmicznych turystów na Międzynarodową Stację Kosmiczną, powiedział dyrektor generalny RKK „Energia” Władimir Sołncew. „Z Boeingiem już realizowaliśmy umowę o rozszerzeniu kosmicznego turyzmu. Na chwilę obecną mamy podpisany kontrakt, zgodnie z którym sprzedajemy pierwszych pięć miejsc” – powiedział na posiedzeniu rady eksperckiej ds. branży rakietowo-kosmicznej w Dumie. Suma kontraktu nie została podana. Moduły Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, które już od dawna znajdują się na orbicie, Sołncew zaproponował zamienić w „kosmiczny hotel”.  „To jest temat rozszerzenia rosyjskiego segmentu, a właściwie jego zamiany. Nasze bloki FGB i Zaria latają już po 25 lat, ich zasoby zostały już wyczerpane i wykorzystywać je do prowadzenia poważnej pracy naukowej jest coraz mniej sensowne. Dlaczego by nie przekształcić ich w kosmiczny hotel?” – powiedział Sołncew. 

 

* Komitet organizacyjny prowadzi rozmowy na temat ewentualnego przeniesienia Eurowizji 2017 roku do Rosji, informuje niemiecki tabloid „Bild” powołując się na anonimowe źródło w komitecie organizacyjnym. Tabloid podkreśla jednak, że sam fakt rozmów nie oznacza jeszcze przeniesienia imprezy do innego państwa. Według danych pisma, decyzję o rozpoczęciu poszukiwania nowego miejsca przeprowadzenia podjęto w związku z tym, że Kijów do tej pory nie przedstawił administracji konkursu gwarancji finansowych.  Jak uważają eksperci, impreza wymaga wydatków w wysokości 25 milionów euro – taka suma na daną chwilę jest nie do udźwignięcia dla ukraińskiego budżetu, pisze „Bild”.  Pismo zauważa, że przyjęta wcześniej przez Radę Najwyższą ustawa o skierowaniu dodatkowych zasobów finansowych na przeprowadzenie Eurowizji nie przekonała organizatorów konkursu. Niemniej jednak ukraińskie władze twierdzą, że źródła finansowania zostaną znalezione i będą wkrótce przedstawione kierownictwu Europejskiej Rady Nadawczej, która sprawuje nadzór nad przeprowadzeniem konkursu w państwach laureatach.  Sytuację skomentowała deputowana Rady Najwyższej Hanna Hopko. „Przeniesienie Eurowizji do innego państwa byłoby dla nas katastrofą” – powiedziała w wywiadzie dla niemieckiego pisma. „Bild” pisze, że ukraińskie władze rozpatrują Eurowizję jako „wspaniałą szansę” dla ukraińskiej gospodarki.  Wcześniej ukraińska telewizja informowała już o ewentualnym przeniesieniu konkursu. 28 listopada wiceszef kijowskiej administracji Aleksiej Reznikow oświadczył, że tego typu plotki nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Jednocześnie przedstawiciele Europejskiej Rady Nadawczej zapewnili opinię publiczną, że są „zadowoleni z kroków podjętych w celu osiągnięcia postępu”.  Ukraina otrzymała prawo do przeprowadzenia Eurowizji 2017 po zwycięstwie w 2016 roku wokalistki Jamali z piosenką „1944”. Komitet organizacyjny postanowił przeprowadzić konkurs w Kijowie, odrzucając kandydatury innych ukraińskich miast: Dniepra (były Dniepropietrowsk) i Odessy. Wcześniej służba prasowa telewizji „UA:Pierwyj” poinformowała, że półfinał Eurowizji 2017 planuje się przeprowadzić 9 i 11 maja, a finał – 13 maja. 

 

* USA planują objąć telewizją kablową i satelitarną maksymalną liczbę odbiorców na całym terytorium  Ukrainy - poinformował portal zamówień publicznych USA.Zgodnie z dokumentem Rada Prezesów ds. Transmisji, agencja International Broadcasting Bureau (IBB) i Agencja ds. Strategii i Rozwoju (OSD) potrzebują dostawcy telewizyjnego do rozszerzenia transmisji programów informacyjnych Czas-Time i Okno do Ameryki. Oba programy są prowadzone w języku ukraińskim przez ukraińskich dziennikarzy — pisze ukraina.ru. „Głównym zadaniem jest regularna emisja na Ukrainie treści telewizyjnych udostępnianych przez BBG (programów „Okno do Ameryki" i „Czas-Time" produkowanych przez Głos Ameryki) z maksymalnym gronem odbiorców kosztem dostępnego finansowania BBG" — czytamy w dokumencie. W ogłoszeniu podkreślono także, że dostawca telewizyjny powinien zapewniać nadawanie w formacie 24/7, co najmniej połowę czasu na antenie mają wypełniać wiadomości i naświetlanie aktualnych wydarzeń. Kontrakt jest roczny i może zostać przedłużony.„Rada Prezesów ds. Transmisji ponosi wyłączną odpowiedzialność za treść wszystkich udostępnianych przez nią programów i ma prawo do przygotowywania programów według własnego uznania pod warunkiem, że nie będą naruszać ukraińskiego prawa" — czytamy w dokumencie. Emisja programu „Okno do Ameryki" rozpoczęła się w 1993 roku. Reportaże są poświęcone życiu ukraińskiej wspólnoty w USA i stosunkom ukraińsko-amerykańskim. Program jest emitowany na 5. kanale oraz na Pierwszym Kanale Narodowym Ukrainy raz w tygodniu. Kijów pozytywnie zareagował na rozszerzenie nadawania. Zdaniem Siergieja Tarana, szefa Międzynarodowego Instytutu Demokracji na Ukrainie zachodnie media, w tym Głos Ameryki „pomogą ukraińskim obywatelom zorientować się w tym, co się dzieje na świecie" a także będą narzędziem do walki z Rosją. 

 

* Jak podaje serwis wpolityce.pl, badania kolejnych ciał ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku, przyniosły odkrycia, które potwierdzają tylko sensowność przeprowadzania ekshumacji. Serwis podaje, że w wyniku otwarcia jednej z trumien, znaleziono w środku dwie głowy, trzy nogi i cztery miednice ofiar. Na razie nie wiadomo czyje to szczątki. Serwis informuje, że z uwagi na szacunek do rodzin i bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej, nie podaje przy okazji której ekshumacji doszło do makabrycznego odkrycia. Wiadomo jednak, że miało to miejsce podczas ekshumacji przeprowadzonej już w tym roku. Sprawy nie komentuje na razie prokuratura. Co ustalono podczas dotychczasowych ekshumacji. Nie są to jednak pierwsze pomyłki i zaniechania jakie odkryto przy okazji ekshumacji. Przypomnijmy, że w wyniku otwarcia na początku grudnia ubiegłego roku grobu, w którym miał spoczywać Piotr Nurowski ustalono, że pochowano w nim ministra Mariusza Handzlika. Ekshumacja ta miała być ostatnią przeprowadzoną przez prokuraturę w 2016 roku, jednak po wykryciu zamiany ciał podjęto decyzję o przyspieszeniu ekshumacji szczątków złożonych w grobie śp. Mariusza Handzlika. Konieczność przeprowadzenia ponownych autopsji Prokuratura Krajowa od początku uzasadniała możliwymi błędami bądź zaniechaniami, przy przeprowadzaniu identyfikacji i pochówku ofiar katastrofy smoleńskiej. Śledczy wskazywali na możliwą zamianę szczątków ofiar oraz nieprawidłowości w opisie stwierdzonych obrażeń w dokumentacji sporządzonej przez stronę rosyjską.

 

* Rosyjski programista, 36-letni mieszkaniec Petersburga Piotr Lewaszow, został zatrzymany w Hiszpanii na wniosek USA - poinformował agencję RIA Novosti konsulat rosyjskiej ambasady w Madrycie. Według wstępnych informacji Rosjanin jest podejrzany o hakerstwo. Podczas aresztowania dopuszczono się naruszeń — oznajmił wiceprezes rosyjskiego pododdziału Międzynarodowego Komitetu Ochrony Praw Człowieka Aleksander Ionow, do którego o pomoc zwróciła się żona Lewaszowa Maria.  Wcześniej poinformowała o incydencie telewizję RT. „Według niej aresztowanie miało miejsce w nocy — do apartamentów, które wynajmowali państwo Lewaszowowie, wdarli się przedstawiciele służb porządkowych Hiszpanii. W Barcelonie para odpoczywała z synem i przyjaciółką rodziny" — czytamy w doniesieniu. Jak twierdzi Lewaszowa, hiszpańscy funkcjonariusze zabrali im wszystkie urządzenia elektroniczne. Według niej sąd w Barcelonie już przeprowadził rozprawę z madryckim sądem przez Skype'a, podczas której zapadła decyzja w sprawie aresztowania Lewaszowa. Obecnie przebywa w barcelońskim więzieniu — podaje RT. 

 

* Norwescy policjanci zatrzymali 17-letniego Rosjanina w ramach śledztwa w sprawie podejrzanego przedmiotu zostawionego w centrum Oslo - poinformowała na konferencji prasowej rzeczniczka norweskiej policji bezpieczeństwa Signe Aaling. Wczoraj późnym wieczorem w Oslo został zatrzymany podejrzany mężczyzna, który zostawił pod mostem niewielki przedmiot. Na miejsce zdarzenia przybyli specjaliści, którzy wysadzili pudło o wielkości 30x30 cm. Według słów Aaling jest to 17-letni obywatel Rosji mieszkający w Oslo. „Młody człowiek przyjechał do Norwegii w 2010 roku" — powiedziała. Na razie jest oskarżany o nielegalne manipulacje z materiałami wybuchowymi. Według danych norweskich służb specjalnych przybył do Norwegii razem z rodziną i czekał na przyznanie azylu. Zrobiony przez niego ładunek wybuchowy stanowił prymitywny pocisk wybuchowy, dlatego nie miał dużej mocy rażenia.  W związku z incydentem poziom zagrożenia terrorystycznego w Norwegii zostanie podwyższony — poinformowała szefowa policyjnej służby bezpieczeństwa Norwegii Benedicte Bjørnland na konferencji prasowej. Ambasada Rosji w Oslo poinformowała, że na razie nie dysponuje informacją o aresztowaniu Rosjanina.

 

* Podejrzany o zamach w Sztokholmie był zwolennikiem organizacji ekstremistycznych, w tym PI - poinformował na konferencji prasowej w Sztokholmie rzecznik policji bezpieczeństwa Jonas Hising. „Wiemy, że podejrzany sympatyzował z takimi organizacjami ekstremistycznymi, jak PI, ale nie możemy komentować szczegółów" — powiedział. Przedstawiciele policji poinformowali także na konferencji prasowej, że aresztowany 39-letni mężczyzna podejrzany o zamach w 2014 roku ubiegał się o kartę stałego pobytu w Szwecji. W 2016 roku dostał odmowę, więc miał zostać wydalony z kraju. W czasie, jaki minął po zamachu, policja zatrzymała pięciu podejrzanych i przeprowadziła ponad 500 przesłuchań. 

 

* Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wyraził życzenie, aby podczas oficjalnej wizyty w Wielkiej Brytanii przejechać się po Londynie w złotej karecie królowej Elżbiety II. O tym w sobotę 15 kwietnia napisała „The Sunday Times”. Według gazety, Biały Dom nalega, aby wspólna przejażdżka z królową po centrum brytyjsiej stolicy do Pałacu Buckingham była ważną częścią wizyty amerykańskiego lidera. Z kolei, brytyjska policja uprzedziła, że tego typu wydarzenie wymaga opracowania skomplikowanej operacji zapewnienia bezpieczeństwa. Zakłada się, między innymi, że w karecie powinny być zamontowane szyby pancerne, jednak poinformowano, że ściany karety nie wytrzymają ostrzału z granatnika lub innej silnej broni.  Oficjalna wizyta Trumpa w Londynie została zaplanowana na drugi tydzień października.  W lutym w Wielkiej Brytanii odbyły się masowe protesty przeciwko przyjazdowi do Królestwa prezydenta Stanów Zjednoczonych, odpowiednią petycję podpisało około miliona osób. 

 

* 68 proc. badanych uważa, że o losach Polski decyduje prezes PiS Jarosław Kaczyński - wynika z sondażu IPSOS dla OKO.press. IPSOS w sondażu zapytał: „Kto spośród osób rządzących ma największy wpływ na losy Polski”. Badanie przeprowadzono metodą CATI (telefonicznie) 17-19 marca na grupie 1001 osób. Ankietowani mieli do wyboru dziewięć nazwisk: prezydenta, premier, sześciu członków rządu oraz posła Kaczyńskiego. Zliczając odpowiedzi wszystkich ankietowanych, powstał następujący obraz: 68 proc. z nich uważa, że to właśnie prezes Prawa i Sprawiedliwości ma największy wpływ na losy kraju. Drugą na podium premier Beatę Szydło wskazało 9 proc. badanych, natomiast trzecie miejsce przypadło prezydentowi Andrzejowi Dudzie – 7,5 proc.  Poza podium znaleźli się: wicepremier Mateusz Morawiecki i minister obrony narodowej Antoni Macierewicz – obydwaj uzyskali po 3 proc. głosów badanych. Reszta zaproponowanych osób, tj. wicepremier Jarosław Gowin, wicepremier Piotr Gliński, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i szef MSWiA Mariusz Błaszczak, dostała mniej niż 1 proc. wskazań. W przypadku tego zestawienia pominięto odpowiedź „trudno powiedzieć” – łącznie wskazało ją 9 proc. ankietowanych.

 

* Pracownicy ambasady USA w Londynie przesłuchali 3-miesięczne dziecko po tym, jak jego dziadek przez przypadek określił go jako terrorystę podczas wypełniania ankiety wizowej - informuje Guardian. Według danych gazety dziadek 3-miesięcznego Harveya Kenyona-Cairnsa przez nieuwagę zaznaczył „tak" przy pytaniu: „Czy macie związki z działalnością terrorystyczną, szpiegostwem, sabotażem lub ludobójstwem?".  Po tym dziecko wezwano na „rozmowę" do ambasady.„Nie mogłem uwierzyć, że oni się nie domyślili, że to najzwyklejsza pomyłka, i że 3-miesięczne dziecko nikomu nie może zagrażać" — cytuje gazeta słowa 62-letniego Paula Kenyona, który planował udać się w podróż na Florydę. Według niego dziecko podczas przesłuchania „zachowywało się doskonale i ani razu nie zapłakało". Kenyon poskarżył się, że dyplomaci nie mają poczucia humoru i „nie zauważyli komiczności" sytuacji. „Bez wątpienia on nie ma żadnego związku z ludobójstwem i szpiegostwem, choć przyznam, że kilka razy sabotażował swoje pieluchy — a ja zataiłem ten fakt podczas przesłuchania" — powiedział dziadek.

 

KOMENTARZE

  • złotousty papież
    ten złotousty papież przewodniczy najbardziej zbrodniczej religii świata.
  • @ireneusz 21:08:06
    Przypominam o kulturze wypowiedzi , inaczej się pożegnamy .Pozdrawiam.
  • @Repsol 21:50:02
    a co tu jest nie kulturalnego mój panie ?, tylko trochę prawdy niepodsmarowanej miodem. Przypominam o kulturze wypowiedzi , inaczej się pożegnamy .Pozdrawiam.
  • Mr.B.Jeznach
    Ja tez dostalam nowa karte do glosowania. Oszukac "oficjalnie" jest raczej trudno - bowiem przy glosowaniu pokazuje sie dowod osobisty ( lub inny dokument z fotografia) oraz podpisuje sie osobiscie na specjalnej liscie. Oczywiscie, mozna podrobic "liste",lecz komisja sklada sie z kilku osob, ktore obserwuja wszystko. Mozna sfalszowac liste i ilosc glosow, lecz kto sie bedzie tak bawil ryzykujac kontrole .. Mimo wszystko to nie Turcja..
    A propos : wczoraj wieczorem mialam okazje obserwowac i slyszec jadace samochody, trabiace, z zawieszonymi flagami z polksiezycem ...Tak to "nasi" Turcy swietowali zwyciestwo Erdogana...Moga sie cieszyc, bowiem maja tutaj swobode i mozliwosc do rozwoju oraz rozmnazania sie na koszt glupich Francuzow .
    Rosnie konkurencja dla "rodzimych", czyli algierskich, marokanskich i tunezyjskich muzulmanow dzieciorobow ...
    Na razie chyba to jeszcze francuscy autochtoni beda w wiekszosci podczas glosowania za tydzien, czyli 23 kwietnia ...Moja opcja to Marine Le Pen - tam, gdzie jeszcze Francuzi sa wiekszoscia - czyli na prowincji, na wsi, na poludniu oraz polnocy Francji ...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930