Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4001 postów 1864 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Niebezpieczny izolacjonizm

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Profesor historii Dick Harrison w artykule dla „Svenska Dagbladet” ostrzega Europejczyków przed izolacjonizmem Donalda Trumpa.

 

 

Jeśli Donald Trump dalej będzie dążył do izolacji USA, to Europa może cofnąć się do epoki wojen regionalnych z XVIII i XIX wieku, pisze profesor historii Dick Harrison w artykule dla „Svenska Dagbladet”. Jego zdaniem gorsza może być tylko zmowa mocarstw, która doprowadzi do rozpadu Europy na strefy wpływów na wzór paktu Ribbentrop-Mołotow.

Po tym, jak miejsce supermocarstw zajmą regionalni gracze, kula ziemska zamieni się w nową wersję niespokojnej Europy XVIII wieku, uważa profesor Harrison. W takim wypadku – jak podkreśla – na świecie będzie mniej pokoju niż w czasach konfrontacji między ZSRR a USA.

Profesor wspomina, że gdy podróżował kiedyś po Europie w latach 80. ubiegłego wieku, zobaczył napis na ścianie: „Ameryka przeprasza, że spóźniła się na pierwszą i drugą wojny światowe, ale do kolejnej obiecujemy się (USA) poprawić”. Z jednej strony – pisze Harrison – to był żart, ale z drugiej – wyraźnie wskazywało to na zwiększanie potencjału militarnego przez administrację Reagana i na zimną wojnę, która każdego miesiąca stawała się „coraz bardziej gorąca”.

Tym nie mniej Europa wiedziała, że jest bezpieczna, bo i Reagan, i Carter, i Bush byli gotowi jej pomóc. Oczywiście – jak twierdzi autor – „czerwoni carowie na Kremlu mogli wymyśleć dowolne świństwo przeciwko swoim wasalom na Węgrzech, w Czechosłowacji i Afganistanie, ale dopóki Amerykanie byli gotowi do walki, nigdy nie ośmieliliby się wtargnąć do Europy Zachodniej”.

Zdaniem Harrisona podczas zimnej wojny życie po zachodniej stronie żelaznej kurtyny było niezwykle bezpieczne. Wówczas i Związek Radziecki, i Stany Zjednoczone zazdrośnie strzegły swojego terytorium, ale traktowały się wzajemnie z szacunkiem i nie wślizgiwały się potajemnie na zaplecze zwane Europą.

Pomimo tego, że w tamtych czasach wielu artystów często przedstawiało świat po wojnie jądrowej, nigdy wcześniej ludzie nie spali tak spokojnie jak wtedy, twierdzi historyk. Choć w krajach trzeciego świata sytuacja mogła się zaogniać, jak np. na Bliskim Wschodzie czy w Wietnamie, ale nigdy nie dotyczyło to bezpośrednio Europy.

Jednak jeszcze dawniej, jak zaznacza Harrison, było zupełnie inaczej. Do czasu podziału świata na dwa globalne bloki militarne, w Europie ciągle toczyły się wojny. W XVIII i na początku XIX wieku nawet takie spokojne dziś państwa, jak Szwecja i Dania przystępowały do działań zbrojnych na polecenie lub z poduszczenia Brytyjczyków, Francuzów, Niemców albo Rosjan.

Na kolejnym etapie, gdy powstał globalny system sojuszy, pokój zaczął się utrzymywać dłużej. Po I wojnie światowej sytuacja pod względem bezpieczeństwa znacznie się poprawiła, szczególnie w takich przypadkach, jak Szwecja, która położona jest na  peryferiach teatru konfrontacji.

Ale co się stanie, gdy bloki rozpadną się, gdy rozwój techniczny i gospodarczy nadwątli z trudem tworzone struktury i okażemy się w świecie, w którym dominują regionalni gracze (…). Innymi słowy, kiedy kontynent zamieni się w zaktualizowaną wersję XVIII-wiecznej Europy? – zastanawia się profesor Harrison. Jeśli USA dalej będą kroczyć drogą wytyczoną przez Donalda Trumpa, to prędzej czy później Szwecja wróci do izolacjonistycznej tradycji obecnej w jej polityce do II wojny światowej.

Świat nigdy nie stał się bezpieczniejszy z tego powodu, że politycy po drugiej stronie Atlantyku stawiali Amerykę „na pierwszym miejscu”. Przeciwnie – w tej sytuacji regionalnym przywódcom będzie łatwiej prowokować konflikty i napadać na sąsiednie terytoria.

Zdaniem autora innym ważnym aspektem tego scenariusza, jest to, że gdy „duzi chłopcy, chuligani za rogiem zaczynają się przyjaźnić, dla małych państw jest to znacznie bardziej niebezpieczne, niż gdy są dla siebie oni zdradzieckimi wrogami”. Dopóki polityka Hitlera i Stalina w odniesieniu do siebie nawzajem była budowana na ideologicznej konfrontacji, Finowie, Estończycy, Litwini, Łotysze i Polacy mogli spać spokojnie. Ale tylko do paktu Ribbentrop-Mołotow w 1939 roku.

Szwecja też przeżyła coś podobnego, przypomina Harrison. Pomimo błędów szwedzkich monarchów, ich poddanym udawało się unikać poważnych konsekwencji, aż do 1808 roku, kiedy Napoleon Bonaparte i Aleksander I nie podzielili w Tylży świata na nowe sfery wpływów, co doprowadziło do utraty przez Szwecję Finlandii.

Dominacja Stanów Zjednoczonych jako światowego hegemona rozpoczęła się od upadku muru berlińskiego i osiągnęła swoje apogeum za rządów George’a W. Busha. W konsekwencji Bush był krytykowany przez wielu za źle przemyślane interwencje, ale wówczas „USA nigdy nie były tak bardzo antyizolacjonistyczne i nie rozpościerały tak aktywnie swoich militarnych macek”, pisze profesor. Jednak teraz to już historia i nie ma pewności co do tego, że czas wojen, przynajmniej dla Szwecji, dawno minął.

Nigdy nie obawiałem się wojny nuklearnej lub napaści wroga w latach 80. XX wieku właśnie dlatego, iż wiedziałem, że Wielki Brat w Waszyngtonie pojawi się, jeśli coś pójdzie nie tak. A z izolacjonistycznymi USA nie mamy żadnych podstaw do tego, by czuć się tak samo pewnie”. 

KOMENTARZE

  • @ autor
    Przepraszam, pomyłkowo nacisnąłem na 1, zamiast na 5.
    Znakomity artykuł. Przesłania wynikające z treści są moim zdaniem warte przemyślenia.
    Pozdrawiam
  • Ameryka-strażnik pokoju
    Żeby tylko Ameryce zależało na stabilizacji świata...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930