Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3688 postów 1749 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Trump: wierny inaczej?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: 11 kwietnia brytyjski „The Guardian” opublikował artykuł Spencera Ackermana, w którym zauważa, że w ciągu dwóch tygodni administracja USA dokonała aż sześciu zmian stanowiska w sprawie Syrii

Do 30 marca Administracja Trumpa zajmowała stanowisko, że prezydent Baszar Al-Assad został legalnie wybrany przez swoich obywateli, a tym samym jego władza była w pełni uprawniona. Jeszcze 30 marca 2017 r. ambasador USA w Organizacji Narodów Zjednoczonych pani Nimrata „Nikki” Randhawa Haley (Hinduska z pochodzenia) stwierdziła, że obalenie prezydenta Syrii nie stanowi priorytetu dla Stanów Zjednoczonych.

W dniach 5 i 6 kwietnia 2017 r., po ataku chemicznym w Chan Szajchun, Trump i jego sekretarz stanu Rex Tillerson uznali bez dochodzenia, że odpowiedzialnym jest Damaszek, który "przekroczył czerwoną linię" i wobec tego Assad musi odejść. W ten sposób administracja Trumpa przywróciła znane stanowisko neokonserwatystów, a konkretnie także stanowisko Hillary Clinton.

W okresie od 6 do 10 kwietnia 2017 r. prezydencki doradca ds. bezpieczeństwa, Herbert Raymond McMaster i sekretarz obrony USA James Mattis twierdzili, że Stany Zjednoczone nie są zainteresowane tym, czy prezydent al-Assad musi zostać lub odejść, ale tym jak uniemożliwić stosowanie broni chemicznej w Syrii i w innych miejscach.

W niedzielę, 9 kwietnia 2017 r., podczas kilku wywiadów, Rex Tillerson powrócił do swego poprzedniego stanowiska. Zadeklarowanym priorytetem stało się znów zniszczenie Daeszu, czyli Państwa Islamskiego. Los prezydenta al-Assada miał być określony dopiero po tym jak zachowa się Rosja. Ten punkt widzenia potwierdził także  HR McMaster. Nikki Haley oświadczyła, że​​jeśli chodzi o nią, to Stany Zjednoczone mają w Syrii wiele priorytetów i że nie da się tam osiągnąć pokoju dopóki u władzy jest  prezydent al-Assad.

10 kwietnia 2017 r. rzecznik Białego Domu, Sean Spicer zakomunikował, że właśnie została podjęta decyzja o zbombardowaniu syryjskiej bazy lotniczej w Szajrat. Miało to być odpowiedzią na atak chemiczny w Chan Szejchun, gdzie jakoby wykorzystano ręcznie wykonane bomby, które zdaniem Ameryki zrzuciły samoloty Assada. W tym samym czasie James Mattis opublikował komunikat zawierający uzasadnienie ataku na Szajrat w odwecie za Chan Szejchun.

11 kwietnia 2017 r. po spotkaniu z ministrami spraw zagranicznych grupy G7, Rex Tillerson oświadczył w tonie ultymatywnym, że​​ Rosja musi się określić, czy chce być po stronie Waszyngtonu czy po stronie Damaszku.  Nie pozostawił też wątpliwości, jakie może być działanie administracji Trumpa w odniesieniu do Syrii, jeśli Rosja nie przyjmie warunków Waszyngtonu.

Mimo iż prasa światowa interpretuje zachowania administracji USA wobec Rosji i Syrii jako zwrot postawy o 180 stopni, to doradca Trumpa Sebastian Gorka kontaktuje sie z tymi portalami ktore popierały Trumpa w czasie kampanii jako kandyadata pokoju i obecnie podnosza alarm ze czują sie zdradzone. Gorka przekonuje je że wbrew pozorom prezydent jest nadal wierny swoim obietnicom. Tyle, ze trochę inaczej. (BJ)

KOMENTARZE

  • Czy pod rządami tych trampkowych debili i cymbałów
    świat będzie miał wakacje w 2017 roku ?
  • @provincjał 16:43:15 możemy nie mieć tego roku wakacji.
    http://wrealu24.pl/images/2017/04/kim_dzong_un_afp_600.jpeg PILNE! Korea Północna przygotowuje pocisk nuklearny i wydala wszystkich obcokrajowców! SZOK! Korea Północna ogłosiła pełną gotowość zbrojną i militarną. Ma to być odpowiedź na ostatnie działania USA w Syrii. Dojdzie do wojny światowej? Informacje, które docierają do nas są szokujące. Korea Północna na specjalnie zwołanym posiedzeniu poinformowała o tych zajściach i swoich planach. Zagranicznym korespondentom miały zostać odebrane telefony, komputery i tablety, nie ma szans się z nimi skontaktować - mają zostać w niedługim czasie wydaleni z tego komunistycznego kraju.
    Kim Dzong Un ogłosił pełną gotowość bojową i militarną - ma to być odpowiedź na działania USA i prezydenta Donalda Trumpa. Jedną z pierwszych decyzji podjętych przez reżim jest NATYCHMIASTOWA ewakuacja ze stolicy, przede wszystkim dziennikarzy według różnych szacunków może chodzić nawet o 600 tysięcy ludzi, w tym 200 zagranicznych dziennikarzy czytamy na portalu pikio.pl
    Mamy do czynienia z kompletnym chaosem informacyjnym. Jeden szczegół wyłania się z tego bałaganu, że ma być odpalony pocisk nuklearny, póki co nie wiadomo w jakim kierunku.
    "Z OSTATNIEJ CHWILI!
    Korea Północna w reakcji na działania militarne USA, Chin, Korei Pd. i Japonii, które otoczyły państwo Kim Dzong Una rozpoczęła przygotowania do wojny. Na specjalnie zwołanej konferencji władze nakazały NATYCHMIAST wynieść się z kraju wszystkim obcokrajowcom, w tym przede wszystkim dziennikarzom zagranicznym" czytamy na portalu Zamachy i Wojny. Bądź na bieżąco. Czekamy na rozwój wydarzeń...
  • @provincjał 16:43:15
    Atak uprzedzający na KRLD: przygotowanie do wojny czy PR Trumpa? Japonia wysoko ocenia stanowisko administracji amerykańskiego prezydenta, które nie wyklucza użycia siły wojskowej przeciwko Korei Północnej - oświadczył sekretarz generalny gabinetu ministrów Japonii Yoshihide Suga. Korea Południowa natomiast sprzeciwiła się atakowi uprzedzającemu na KRLD, tłumacząc, że grozi on także jej własnej ludności. Wydawałoby się, że rozmieszczenie amerykańskiej tarczy antyrakietowej na Półwyspie Koreańskim powinno było ugruntować poparcie Seulu dla każdego bezwzględnego ruchu Ameryki wobec Korei Północnej. A jednak stanowiska dwóch głównych sojuszników USA w regionie Azji i Pacyfiku okazały się sprzeczne, gdy zaczęto mówić o realnym użyciu siły wojskowej przeciwko KRLD.

    Zdaniem eksperta wiodącego Ośrodka Badań nad Japonią Instytutu Dalekiego Wschodu RAN Wiktora Pawliatenko, wyjaśnić to można bardzo prosto: odległością. W przypadku uderzenia odwetowego Seul ryzykuje znaczniej więcej niż Japonia. Aby osiągnąć terytorium Korei Południowej północnokoreańskie rakiety muszą pokonać odległość zaledwie 60 km, podczas gdy do Japonii będą lecieć ponad 1000 km. Obawy Seulu są więc jak najbardziej uzasadnione. Przy tym rozbieżne stanowiska Tokio i Seulu w kwestii możliwych konsekwencji ataku uprzedzającego na KRLD pokazały, że trójstronny sojusz USA-Republika Korei-Japonia w regionie Azji i Pacyfiku nie jest aż tak monolitowy i są w nim słabe miejsca. W kontekście zamętu informacyjnego wokół ataku rakietowego USA na Syrię, Trump chciałby oczywiście ugruntować swój wizerunek „stanowczego prezydenta" i nie przestaje badać, dokąd rozciągają się granice tego, co dozwolone na arenie międzynarodowej. I tak oto Trump mówi, że jego kraj gotów jest samodzielnie uporać się z problemem Korei Północnej i, jakby na poparcie swoich słów, wysyła w stronę KRLD grupę uderzeniową na czele z lotniskowcem „Carl Vinson". Ponadto, jak pisze The Wall Street Journal, Trump poprosił przewodniczącego ChRL Xi Jinpinga, by ten podał do wiadomości północnokoreańskiego kierownictwa, że Waszyngton ma na swoim wyposażeniu nie tylko lotniskowce.

    Jeśli za rządów Obamy wsparcie Ameryki pozwalało Korei Południowej zwiększać siły wojskowe, nie grożąc nieprzewidywalnym i nieuzgodnionym z krajami sojuszniczymi atakiem na KRLD, to działań Trumpa praktycznie nie da się przewidzieć. W sytuacji gdy amerykański prezydent podejmie zdecydowane działania, to zdaniem dyrektora Ośrodka Badań Koreańskich Instytutu Dalekiego Wschodu RAN Aleksandra Żebina, mogą zakończyć się one katastrofą dla całego Półwyspu Koreańskiego: w Korei Południowej działa około 30 instalacji atomowych. Nawet w przypadku użycia zwykłych bomb i pocisków może dojść do uszkodzenia kilku obiektów atomowych. Rezultat: 5-6 katastrof czarnobylskich na powierzchni 99 km2, która w jedno mgnienie może przekształcić się w miejsce, gdzie ludzie zwyczajnie nie będą mieli, gdzie żyć. Widać na tym przykładzie, jak bardzo zależy Amerykanom na tym, by ich sojusznikom dobrze się powodziło. Mając na uwadze niedawne wydarzenia w Syrii, podobnej awantury na Półwyspie Koreańskim nie da się wykluczyć.

    Są jednak argumenty przemawiające za tym, że USA mimo wszystko nie dopuszczą pośpiechu względem Korei Północnej. Przy całym swoim awanturnictwie Pentagon nie może nie brać pod uwagę tego, że w przypadku uderzenia na Koreę Północną, amerykańskie tomahawki polecą bezpośrednio w stronę granic Rosji i Chin. A to już bardziej niebezpieczny scenariusz niż pokazowy atak na Syrię — zaznacza Aleksander Żebin.

    „Rosja nie może biernie patrzeć, aż amerykańskie rakiety przez pomyłkę wlecą na jej terytorium. Będzie zmuszona zestrzeliwać je już nad terytorium Korei Północnej. Tym bardziej, że Amerykanie nie znają — i sami to przyznają — wszystkich miejsc, w których zlokalizowane są północnokoreańskie obiekty atomowe i wyrzutnie ich rakiet. KRLD ma dzisiaj nie tylko stacjonarne wyrzutnie, silosy rakietowe, ale też ruchome, na ciągnikach. Być może dlatego Amerykanie nie zdecydowali się dotąd na atak na Koreę Północną. W czasie wojny w Iraku amerykańskie pociski trafiały, czy to przez pomyłkę czy to umyślnie, na terytoria sąsiednich krajów. W każdym razie tam były one znajdowane. Z wojennego punktu widzenia, możliwe działania zbrojne USA w Korei Północnej, w pobliżu granicy z Rosją i Chinami, i do tego jeszcze przeciwko państwu uzbrojonemu w broń nuklearną, wydają się szaleństwem. I świadczą o skrajnym awanturnictwie obecnej amerykańskiej administracji.

    Można odnieść wrażenie, że otoczenie Trumpa wykorzystuje jego brak doświadczenia w polityce zagranicznej, podpowiadając mu zbyt ryzykowne i niedyplomatyczne rozwiązania. Pozostaje nadzieja, że świadoma powyższych argumentów Ameryka ograniczy się wobec KRLD politycznym PR-em i stanowczymi słowami, a nie działaniami… Ps..Ameryka szuka przyczyny nowej wielkiej wojny. Sztab " agresywnych orłów" w USA z powodzeniem może wykorzystać Trumpa do podjęcia działań wojennych. Ten człowiek jest nieodpowiedzialny, wojna szykuje się i to dużymi krokami. USmeni potrzebują wojny ich długi utopią we krwi innych.
  • Przyznaje szczerze ,ze moja zdolnosc rozeznania nie nadaza za
    sprawami tego swiata.Poddaje sie.Trump, na ktorego glosowalem i ktoremu naiwnie wierzylem okazuje sie aktorem NWO.Co robic?No coz.Mam zone, mam dzieci i wnuki, mam ogrod, kroliki i nadzieje na zbawienie.Mam juz tego beltania naszymi umyslami dosyc.Po co to?Moje babcie( byla moja i jej 3 siostry) mieszkaly razem, mezow stracily w czasie wojny, drugiej wojny swiatowej.Nie czytaly gazet, nie sluchaly kolchoznika.Co dzien wstawaly o 5 rano i szly do kosciola na msze o 6 tej rano.Pozniej szly do krow albo do ogrodu.Szlachcianki.Przed wojna mialy sluzbe do tego.Po wojnie walczyly z rzadem , ktory upanstwawial im hektar po hektarze, az zostalo nic.Umarly w spokoju ducha , nikomu nie zrobily krzywdy.Szly spac o 9 wieczorem.Czyz nie mialy racji?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031