Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4039 postów 1886 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Prowokacja w Chan Szajchun

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Za Xportalem publikuję analizę Ernesto Rodriguesa, który uważa, iż wydarzenia w Chan Szajchun były antysyryjską prowokacją Zachodu.

 

Straszliwe obrazy przedstawiające dziesiątki ciał, przede wszystkim dzieci, ofiary ataku chemicznego armii syryjskiej w Chan Szajchun, spotkały się z szerokim odzewem na całym świecie. Media głównego nurtu natychmiast zaczęły rozpowszechniać potworne nagranie „zbrodni” Asada, nie trudząc się sprawdzeniem wiarygodności emitowanych materiałów. Korzystając z okazji, amerykańska administracja była zdolna do zademonstrowania charakteru swojej nowej polityki na Bliskim Wschodzie i przeprowadziła atak odwetowy przeciwko syryjskiej bazie lotniczej Szajrat. Gdy jednak eksperci zaczęli przyglądać się bliżej „dowodom” na użycie broni chemicznej w Khan Shaykhun, pojawiło się mnóstwo niepokojących pytań.

Po pierwsze, film nagrany przez organizację pozarządową „Białe Hełmy” (ang. „White Helmets”) i bezimienne osoby mające być świadkami wydarzania, następnie odtwarzany w mediach (CBS, ABC News, CNN, Euronews, Smart News, Associated Press i innych) jest jedynym źródłem mającym potwierdzać przeprowadzenie ataku chemicznego.

Po drugie, pierwsze raporty informujące o użyciu trujących substancji w Chan Szajchun pojawiły się w Internecie wczesnym rankiem 4 kwietnia, podczas gdy ataki lotnicze Syryjskich Sił Powietrznych na pozycje terrorystów zostały przeprowadzone kilka godzin później, o godz. 11.

Zgodnie z raportem niezależnego brytyjskiego ośrodka „Bellingcat” zajmującego się dziennikarstwem śledczym, transmisja z miejsca zdarzenia prowadzona przez Edlib Media Center rozpoczęła się o 6:22 (UTC). O godz. 6:33 film ukazujący ciała 9 dzieci pojawił się na Youtubie. Po kliknięciu w link widzimy, że film został opublikowany 3 kwietnia. Jak twierdzą specjaliści od IT, nie istnieją weryfikowalne informacje techniczne (gdzie, kiedy i przez kogo film został nakręcony) w przypadku wszystkich tych filmów, ponieważ wszystkie meta-dane zostały wcześniej usunięte i dopiero wtedy filmy trafiły do Internetu. W związku z tym nie można ustalić ich autorstwa, podobnie jak i miejsca gdzie zostały nakręcone, co może wskazywać na celową mistyfikację.

Po trzecie, w jednym z ujęć filmu widzimy, że operator ma odsłonięte dłonie pozbawione jakichkolwiek środków ochronnych, co rodzi pytania o autentyczność tego, co dzieje się na ekranie. Eksperci zwracają uwagę, że po ataku przy użyciu sarinu śmierć następuje w ciągu 15 minut, a jego śmiertelne stężenie utrzymuje się w miejscu użycia gazu przez cały dzień.

Tymczasem na filmie „Białych Hełmów” widzimy, że wszystkie osoby, które pomagają ofiarom pracują bez jakichkolwiek środków zabezpieczających, zaś dziennikarze używający zaledwie prymitywnych masek ochronnych wciąż relacjonują późniejsze wydarzenia rozgrywające się tego samego dnia. Nagranie przedstawia osoby, które wciąż żyją, co oznacza, że atak chemiczny musiałby nastąpić chwilę wcześniej. W tym kontekście niejasne jest to, dlaczego operator kamery oraz osoby udzielające pomocy ofiarom wciąż żyją i pomimo brak ekwipunku zabezpieczającego nie okazują żadnych symptomów działania chemicznej trucizny. Co więcej, dzieci pod wpływem chemicznych środków rażenia umierają szybciej z uwagi na swoją niewielką wagę. Film ukazuje coś zupełnie odwrotnego: dorośli mężczyźni są już martwi, a małe dzieci wciąż żyją.

Ponadto, eksperci komentujący efekty ataku chemicznego zwracają uwagę, iż krater pokazywany na filmie przez dziennikarza Hadiego Abdallaha nie mógł powstać w wyniku tego ataku. Ładunek chemiczny odpalany jest nad ziemią dla maksymalizacji siły jego rażenia. W przeciwnym wypadku substancja aktywna wypaliłaby się bez zadania większych strat.

Po czwarte, symptomy, które możemy zaobserwować u ofiar rzekomego ataku chemicznego, również wywołują wiele pytań. Atak tego typu powoduje konwulsje, spazmy, niekontrolowaną defekację, ślinotok, nadmierne pocenie się, ciężkie bóle i nasilające się poczucie strachu. Żaden z tych symptomów nie jest obecny u ofiar z Chan Szajchun widocznych na nagraniu. Ofiary leżą w naturalnych pozach, nie są zgięte w pół z bólu; dzieci mają ciężki oddech, lecz zachowują spokojnie, nie krzyczą i nie płaczą. Ich ubrania i bielizna są czyste. Co więcej, symptomy obecne u bohaterów nagrania są zróżnicowane i niesymultaniczne: jedne osoby mają problemy z oddychaniem, u innych występuje krwotok z nosa.

Po piąte, analiza nagrań „Białych Hełmów” dokonana przez specjalistów medycznych dowodzi, iż atak chemiczny w Chan Szajchun jest inscenizacją.

Przewodniczący towarzystwa badawczego „Szwedzcy Lekarze za Prawami Człowieka” (ang. Swedish Doctors for Human Rights, SWEDHR), prof. Marcello Vittorio Ferrada de Noli i jego koledzy przestudiowali działania podejmowane przez „ratowników medycznych” wobec ofiar ataku chemicznego. Ich konkluzja jest następująca: dzieci obecne w materiale filmowym wyglądają na będące pod wpływem środków narkotykowych, nie zaś broni chemicznej; zastrzyki epinefryny wykonywane są w sposób niewłaściwy, zagrażający życiu dzieci. Według szwedzkich lekarzy „Białe Hełmy” nie ratują, lecz w raczej sposób celowy zabijają dzieci, aby mogły być prezentowane światu jako ofiary syryjskiej armii.

W Internecie pojawiły się także raporty niezależnych analityków. Na przykład amerykański ekspert ds. bezpieczeństwa Joel Scausen uważa, że „wydarzerznie w Chan Szajchun to fałszywka, zaś media głównego nurtu oskarżają Assada o przeprowadzenie ataku chemicznego wyłącznie na podstawie jednego źródła informacji powiązanego ze wspieranymi przez USA rebeliantami”. Według niego tego rodzaju wydarzenie jest częścią manipulacji politycznej, której celem jest wywieranie presji na prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa w kwestii jego polityki na Bliskim Wschodzie.

Ponieważ media stworzyły negatywny wizerunek prezydenta Syrii Baszara al-Assada, kolejna egzemplifikacja jego „zbrodni” może przekonać społeczność międzynarodową do podjęcia akcji przeciwko Damaszkowi, a także Moskwie i Teheranowi udzielającymi mu poparcia. Ponadto akcja propagandowa związana z „atakiem chemicznym” może mieć na celu również odwrócenie uwagi od nalotów USA i braku legitymizacji dla działań międzynarodowej koalicji na Bliskim Wschodzie, w tym także w Iraku. Wszakże ONZ będzie obecnie zajęta dochodzeniem w sprawie tragedii z Chan Szajchun, nie zaś ofiarami bombardowań Mosulu, czy też pogwałceniem suwerenności Syrii.

KOMENTARZE

  • Panie Boguslawie.Dziecmi nie jestesmy, jak cos jest falszywe, kazdy
    widzi.Ja nie jestem expertem od broni chemicznej ale jak zobaczylem te filmiki to od razu wiedzialem, ze to sciema.Po co polewac woda osoby by zmyc z niej chemie a nie polewac rak tego co ja podnosi?Prymitywne araby.Nawet sciemy nie potrafia dobrze zrobic.Nastolatkowy zachod to jednak kupuje.
  • @staszek kieliszek 08:45:47
    Ściema nie ściema... jednak mam pytanie: Czy ojciec wiezie autobusem lalki, czy zwłoki niemowlaków swoich?

    Bo jeśli to są prawdziwe zwłoki, to wystąpił pewien niepokojący FAKT:
    zabójstwo.

    Jednak pomiędzy stwierdzeniem faktu zabójstwa (nawet masowego) do wskazania sprawcy droga długa. Polacy z Katyniem zmagali się latami...

    Oczywiście że trudno zweryfikować, co gdzie kiedy i kto sprawcą. A najtrudniej odpowiedzieć na pytanie: po co.

    Każdy polityk wie, że z reguły przy tego typu zdarzeniach ten, kto jawi się sprawcą, najczęściej nim nie jest.

    Bardzo łatwo jest komuś podłożyć świnię (zrzucić sarin na cudzym terytorium i się zmyć), a potem cieszyć się z zamieszania na arenie międzynarodowej, jakie ich działania wywołały. I tacy sprawcy są najgorsi - nie potrafią działać z otwartą przyłbicą, jak na wojownika przystało, tylko podszywają się pod innych.
  • @staszek kieliszek 08:45:47
    http://wrealu24.pl/images/2017/04/kim_dzong_un_afp_600.jpeg PILNE! Korea Północna przygotowuje pocisk nuklearny i wydala wszystkich obcokrajowców! SZOK! Korea Północna ogłosiła pełną gotowość zbrojną i militarną. Ma to być odpowiedź na ostatnie działania USA w Syrii. Dojdzie do wojny światowej? Informacje, które docierają do nas są szokujące. Korea Północna na specjalnie zwołanym posiedzeniu poinformowała o tych zajściach i swoich planach. Zagranicznym korespondentom miały zostać odebrane telefony, komputery i tablety, nie ma szans się z nimi skontaktować - mają zostać w niedługim czasie wydaleni z tego komunistycznego kraju.
    Kim Dzong Un ogłosił pełną gotowość bojową i militarną - ma to być odpowiedź na działania USA i prezydenta Donalda Trumpa. Jedną z pierwszych decyzji podjętych przez reżim jest NATYCHMIASTOWA ewakuacja ze stolicy, przede wszystkim dziennikarzy według różnych szacunków może chodzić nawet o 600 tysięcy ludzi, w tym 200 zagranicznych dziennikarzy czytamy na portalu pikio.pl
    Mamy do czynienia z kompletnym chaosem informacyjnym. Jeden szczegół wyłania się z tego bałaganu, że ma być odpalony pocisk nuklearny, póki co nie wiadomo w jakim kierunku.
    "Z OSTATNIEJ CHWILI!
    Korea Północna w reakcji na działania militarne USA, Chin, Korei Pd. i Japonii, które otoczyły państwo Kim Dzong Una rozpoczęła przygotowania do wojny. Na specjalnie zwołanej konferencji władze nakazały NATYCHMIAST wynieść się z kraju wszystkim obcokrajowcom, w tym przede wszystkim dziennikarzom zagranicznym" czytamy na portalu Zamachy i Wojny. Bądź na bieżąco. Czekamy na rozwój wydarzeń...
  • @staszek kieliszek 08:45:47
    Atak uprzedzający na KRLD: przygotowanie do wojny czy PR Trumpa? Japonia wysoko ocenia stanowisko administracji amerykańskiego prezydenta, które nie wyklucza użycia siły wojskowej przeciwko Korei Północnej - oświadczył sekretarz generalny gabinetu ministrów Japonii Yoshihide Suga. Korea Południowa natomiast sprzeciwiła się atakowi uprzedzającemu na KRLD, tłumacząc, że grozi on także jej własnej ludności. Wydawałoby się, że rozmieszczenie amerykańskiej tarczy antyrakietowej na Półwyspie Koreańskim powinno było ugruntować poparcie Seulu dla każdego bezwzględnego ruchu Ameryki wobec Korei Północnej. A jednak stanowiska dwóch głównych sojuszników USA w regionie Azji i Pacyfiku okazały się sprzeczne, gdy zaczęto mówić o realnym użyciu siły wojskowej przeciwko KRLD.

    Zdaniem eksperta wiodącego Ośrodka Badań nad Japonią Instytutu Dalekiego Wschodu RAN Wiktora Pawliatenko, wyjaśnić to można bardzo prosto: odległością. W przypadku uderzenia odwetowego Seul ryzykuje znaczniej więcej niż Japonia. Aby osiągnąć terytorium Korei Południowej północnokoreańskie rakiety muszą pokonać odległość zaledwie 60 km, podczas gdy do Japonii będą lecieć ponad 1000 km. Obawy Seulu są więc jak najbardziej uzasadnione. Przy tym rozbieżne stanowiska Tokio i Seulu w kwestii możliwych konsekwencji ataku uprzedzającego na KRLD pokazały, że trójstronny sojusz USA-Republika Korei-Japonia w regionie Azji i Pacyfiku nie jest aż tak monolitowy i są w nim słabe miejsca. W kontekście zamętu informacyjnego wokół ataku rakietowego USA na Syrię, Trump chciałby oczywiście ugruntować swój wizerunek „stanowczego prezydenta" i nie przestaje badać, dokąd rozciągają się granice tego, co dozwolone na arenie międzynarodowej. I tak oto Trump mówi, że jego kraj gotów jest samodzielnie uporać się z problemem Korei Północnej i, jakby na poparcie swoich słów, wysyła w stronę KRLD grupę uderzeniową na czele z lotniskowcem „Carl Vinson". Ponadto, jak pisze The Wall Street Journal, Trump poprosił przewodniczącego ChRL Xi Jinpinga, by ten podał do wiadomości północnokoreańskiego kierownictwa, że Waszyngton ma na swoim wyposażeniu nie tylko lotniskowce.

    Jeśli za rządów Obamy wsparcie Ameryki pozwalało Korei Południowej zwiększać siły wojskowe, nie grożąc nieprzewidywalnym i nieuzgodnionym z krajami sojuszniczymi atakiem na KRLD, to działań Trumpa praktycznie nie da się przewidzieć. W sytuacji gdy amerykański prezydent podejmie zdecydowane działania, to zdaniem dyrektora Ośrodka Badań Koreańskich Instytutu Dalekiego Wschodu RAN Aleksandra Żebina, mogą zakończyć się one katastrofą dla całego Półwyspu Koreańskiego: w Korei Południowej działa około 30 instalacji atomowych. Nawet w przypadku użycia zwykłych bomb i pocisków może dojść do uszkodzenia kilku obiektów atomowych. Rezultat: 5-6 katastrof czarnobylskich na powierzchni 99 km2, która w jedno mgnienie może przekształcić się w miejsce, gdzie ludzie zwyczajnie nie będą mieli, gdzie żyć. Widać na tym przykładzie, jak bardzo zależy Amerykanom na tym, by ich sojusznikom dobrze się powodziło. Mając na uwadze niedawne wydarzenia w Syrii, podobnej awantury na Półwyspie Koreańskim nie da się wykluczyć.

    Są jednak argumenty przemawiające za tym, że USA mimo wszystko nie dopuszczą pośpiechu względem Korei Północnej. Przy całym swoim awanturnictwie Pentagon nie może nie brać pod uwagę tego, że w przypadku uderzenia na Koreę Północną, amerykańskie tomahawki polecą bezpośrednio w stronę granic Rosji i Chin. A to już bardziej niebezpieczny scenariusz niż pokazowy atak na Syrię — zaznacza Aleksander Żebin.

    „Rosja nie może biernie patrzeć, aż amerykańskie rakiety przez pomyłkę wlecą na jej terytorium. Będzie zmuszona zestrzeliwać je już nad terytorium Korei Północnej. Tym bardziej, że Amerykanie nie znają — i sami to przyznają — wszystkich miejsc, w których zlokalizowane są północnokoreańskie obiekty atomowe i wyrzutnie ich rakiet. KRLD ma dzisiaj nie tylko stacjonarne wyrzutnie, silosy rakietowe, ale też ruchome, na ciągnikach. Być może dlatego Amerykanie nie zdecydowali się dotąd na atak na Koreę Północną. W czasie wojny w Iraku amerykańskie pociski trafiały, czy to przez pomyłkę czy to umyślnie, na terytoria sąsiednich krajów. W każdym razie tam były one znajdowane. Z wojennego punktu widzenia, możliwe działania zbrojne USA w Korei Północnej, w pobliżu granicy z Rosją i Chinami, i do tego jeszcze przeciwko państwu uzbrojonemu w broń nuklearną, wydają się szaleństwem. I świadczą o skrajnym awanturnictwie obecnej amerykańskiej administracji.

    Można odnieść wrażenie, że otoczenie Trumpa wykorzystuje jego brak doświadczenia w polityce zagranicznej, podpowiadając mu zbyt ryzykowne i niedyplomatyczne rozwiązania. Pozostaje nadzieja, że świadoma powyższych argumentów Ameryka ograniczy się wobec KRLD politycznym PR-em i stanowczymi słowami, a nie działaniami… Ps..Ameryka szuka przyczyny nowej wielkiej wojny. Sztab " agresywnych orłów" w USA z powodzeniem może wykorzystać Trumpa do podjęcia działań wojennych. Ten człowiek jest nieodpowiedzialny, wojna szykuje się i to dużymi krokami. USmeni potrzebują wojny ich długi utopią we krwi innych.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031