Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3841 postów 1811 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Orwell to pikuś (cz.II)

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

OBSERVATORIUM BOGUSLAVIANUM (04): Druga (i ostatnia) część eseju o chińskim systemie kredytu społecznego, który może być sposobem na totalitarną cyfrową kontrolę obywateli.

 

Powstający system kredytu społecznego w Chinach jest budowany na historii kontroli życia prywatnego obywateli. Dla takiego projektu najważniejsze są rejestry i listy – trzeba je mieć, aby prawidłowo gromadzić i wykorzystywać dane. A sporządzanie list to przecież odwieczna chińska specjalność. Łatwo sobie to uświadomić jeśli się pamięta, że chińskie pismo nie jest przecież alfabetem i nie ma umownego porządku występowania znaków. Jak zatem ułożyć np. słownik albo encyklopedię jeśli się nie ma mechanicznego porządku alfabetycznego? Trzeba przyjąć jakieś inne ważne kryteria np. hierarchii, chronologii, numeryczne itp. Chińczycy są w tym mistrzami i wszędzie jest pełno rozmaitych rejestrów, w których uprawnione osoby świetnie się orientują. Np. resort turystyki prowadzi specjalną „czarną listę”  (黑名 [hēi míngdān]) podpadniętych pasażerów, którym nie sprzedaje się biletów i których można w ten sposób ukarać zakazem wyjazdów za granicę nawet na 10 lat. Z kolei administracja cyberprzestrzeni ma „białą listę” (白名 [bái míngdān]) firm, którym wolno sprzedawać swe artykuły na innych stronach i portalach. Itd., itp. 

W samym sercu tego systemu jest lista nazwana  判决违纪者名单 [pànjué wéijì zhě míngdān] czyli „lista ukaranych wyrokiem”, którą po polsku byśmy nazwali rejestrem skazanych, ale w Chinach ma ona trochę inny charakter. Rozstrzygnięcie sądu w sprawie cywilnej, np. konfliktu w biznesie, albo kłótni rozwodników o alimenty, ma tam zwykle postać liczebnika określającego należność, jaką strona przegrana musi zapłacić stronie wygranej. Los tego liczebnika jest potem bezwzględnie śledzony przez bezduszny system komputerowy. Jeśli ów przegrany zalega z płaceniem – natychmiast trafia na tę listę "z automatu". Imiona takich dłużników są następnie wyświetlane na elektronicznych tablicach lub sunących paskach świetlnych przed budynkami sądów.  Według danych chińskiego Sądu Najwyższego na koniec roku 2015 lista ta zawierała 3,1 miliona nazwisk. 

Każdy kraj ma kłopoty w praktycznej egzekucji wyroków finansowych prawa cywilnego toteż lista taka nie musi się wydawać czymś niezwykłym. Ale w Chinach jest niezwykła. Przede wszystkim jest wyjątkowo długa, a poza tym dostępna dla dziesiątków różnych instancji rzadowych i partyjnych, które mogą dodatkowo stosować swoje własne sankcje wobec zadłużonych i nierzadko je stosują. Przede wszystkim ludziom z takiej listy nie sprzedaje się np. biletów lotniczych, na pociągi typu  meglev oraz biletów kolejowych I klasy. Do sierpnia 2016 w Chinach obywatelom odmówiono sprzedaży biletów lotniczych aż 5 milionów razy! Nie mogą też oni kupować ani sprzedawać mieszkań i nie dostają pozwoleń na budowę domu. Ich dzieci nie przyjmuje się do lepszych szkół. Nie przyjmuje się ich do partii, do wojska, policji i służb państwowych. Nie dostają odznaczeń ani tytułów. Jeśli na tę listę trafi nie człowiek, a firma, to nie może ona emitować akcji ani obligacji, nie dostaje większości kredytów, nie może przyjmować inwestycji z zagranicy i nie jest dopuszczana do przetargów państwowych. Podobnym dodatkowym karom w praktyce nie ma końca i są one powszechnie uważane za bardzo dotkliwe. Z moich obserwacji wynika, że przeciętny Chińczyk najbardziej boi się nie tyle samej kary co „podpadnięcia” władzom.  

Oprócz czarnej listy zalegających dłużników, system można rozbudować tak, aby np. wyłapać firmy, które sprzedają szkodliwą żywność lub niedbale budują domy. Wytyczne z maja i września ubiegłego roku sugerują, że można w tym posunąć się dużo dalej. Rejestr skazanych nazwano w nich „ważnym składnikiem informacji kredytu społecznego” (社会信用信息的重要组成部 [shèhuì xìnyòng xìnxī de zhòngyào zǔchéng bùfèn]), co sugeruje, że jest on tylko częścią większego systemu i że przewinienia finansowe są tylko jedną z kategorii piętnowanych zachowań i postaw. Wśród takich, które wymienia się jako zasługujące na czujność wymienia się „zachowanie które poważnie podważa zwykły ład społeczny”(严重破坏正常社会秩序的行为 [yánzhòng pòhuài zhèngcháng shèhuì zhìxù de xíngwéi]),„zachowanie które poważnie podważa porządek transmisji w cyberprzestrzeni” (严重破坏网络空间传输秩序的行为 [yánzhòng pòhuài wǎngluòkōngjiān chuánshūzhìxùde xíngwéi]), a także „zbieranie się w celu zaburzenia porządku społecznego”(组织以破坏社会秩 [zǔzhīyǐpòhuài shèhuì zhìxù]) albo „zagrożenie dla interesów obrony narodowej”(危害国防利益 [wéihài guófáng lìyì]). Jak widać, jest to dość szeroka i mało precyzyjnie zdefiniowana lista przyczyn, która stwarza szerokie pole do nadużyć i nękania także ewentualnych dysydentów i pyskaczy. Na usprawiedliwienie władz chińskich można tylko dodać, że na Zachodzie wcale nie jest lepiej, czego dowodzą takie przykłady jak Snowden, Assange, Meyssan albo u nas Mateusz Piskorski.

Mimo, że nie  jest to wyraźnie powiedziane, wytyczne pozwalają na zintegrowanie wielu baz danych w jedną: wszystkie hukou, dang’an, rejestr dłużników i skazanych,  czarna lista turystyczna, krajowe programy nagród, itp. Nawet opublikowane w grudniu 2016 przepisy nt. gier wideo stanowią, ze firmy i gracze, którzy złamią zasady tych gier mogą być wciągnięci na czarne listy w bazie danych systemu kredytu społecznego. W najgorszym (dla przeciętnego obywatela) przypadku program ten może być rodzajem nadzoru 24h i 360 stopni dookoła głowy.

Trochę to brzmi jak sianie paniki, boć przecie Google, Facebook, brokerzy danych i firmy marketingowe na Zachodzie – wszystkie one jak wiadomo gromadzą takie dane o nas wszystkich a krzywda wielka nikomu się nie dzieje, przynajmniej jak na razie. Ktoś może nawet powie, że jednak na Zachodzie prawo ogranicza możliwości interwencji ze strony państwa. (He, he, he…  )

 

Jednakże w Chinach nawet formalnie informacje osobiste traktuje się inaczej niż na Zachodzie. Władze – także oficjalnie - mają nieograniczony dostęp do wszystkich danych o obywatelach, firmach, organizacjach itp. Firmy chińskie, które zbierają lub przechowują dane osobowe i poufne, takie jak Alibaba, Baidu (największa chińska wyszukiwarka internetowa), albo Tencent (popularne medium społeczne) nigdy nie protestują, gdy władze żadają ich udostępnienia. Chronione są tylko przed okiem prywatnym lub wglądem instancji nieupoważnionych. 

Można także wysunąć zarzut, że o ile na Zachodzie megasystemy danych nie są budowane ani projektowane w celu pełnej kontroli społeczeństwa, to w Chinach ewidentnie są.  A ponieważ kierownictwo Chin wychodzi z założenia, że interes społeczeństwa i interes partii są tożsame, narzędzia kontroli społecznej mogą być wykorzystane w celach politycznych. Rok temu KPCh zleciła jednej z największych firm sektora obronnego o nazwie  中国电子科技集团 [Zhōngguó diànzǐkējìjítuán] czyli Chińska Grupa Technologii Elektronicznych, aby opracowała oprogramowanie w celu przewidywania ryzyka ataków terrorystycznych na podstawie takich danych osobowych jak historia zatrudnienia, sytuacji materialnej i źródeł dochodu, nawyków konsumpcyjnych, zainteresowań, oraz danych zebranych przez kamery  uliczne i przemysłowe. Dla każdego jest jasne, że przesiewając takie dane w poszukiwaniu potencjalnych terrorystów można bez trudu przestawić je na wyszukiwanie dysydentów, opozycjonistów itp.  Wiadomo, że podobne systemy stosowane na Zachodzie dla wyszukiwania terrorystów są uważane za zawodne, ponieważ dają zbyt wiele „pozytywnych pomyłek”, czyli wskazują osoby, które wcale terrorystami nie są i wykrywają ślady, które do terrorystów bynajmniej nie prowadzą.

Czy zatem taki wielki system kredytu społecznego jest w stanie funkcjonować zgodnie z wyznaczonymi celami? Chińczycy mają tu dwa główne problemy: jakość zebranych danych i czułość instrumentów do ich analizowania. O problem wadliwych danych potykają się na świecie wszyscy, ale ma on szczególne znaczenie w systemie, który ma objąć 1,3 miliarda ludzi. Już sam ogrom danych w systemie stanowi silną pokusę dla włamywaczy, którzy chcieliby je wykraść lub przeinaczyć. Wymagać to będzie szczególnej ochrony systemu.  

Równie problematyczne będzie pytanie jak analizować taką ilość danych. Pod tym względem najwięcej uwagi i czujności wzbudza idea zapisywania punktów, po chińsku określana bankowym terminem  信用评分 [xìnyòng píngfēn] (ocena kredytowa), gdzie poszczególnym osobom przypisywanoby punkty (dodatnie i ujemne) za działalność i postawy społeczno-polityczne. Przyjeto tu, jak się wydaje, model wzięty z amerykańskiego systemu marketingowego, w którym firmy opracowują prognozy zachowań konsumpcyjnych na podstawie takich danych jak pewność zatrudnienia, ryzyka zdrowotne, wskaźniki przestępczości młodocianych itp. W systemach tych roi się jednak od błędów. Większość badań na świecie wskazuje, że danym takim brakuje standardów dokładności, przejrzystości i kompletności. Chińczycy też znają stare informatyczne powiedzenie: 垃圾进垃圾出 [lèsè jìn lèsè chū] – jak się śmieci napcha, to i śmieci wyjdą.

Władze dobrze zdają sobie sprawę z tych trudności. W państwowych mediach dopuszczono zdumiewająco szeroką dyskusję publiczną nad nimi, co może sugerować, że – jak to ujął jeden z dyskutantów -   政府可能正在测试水域然后决定如何深入其中 [zhèngfǔkěnéng zhèngzài cèshìshuǐyù, ránhòu juédìng rúhéshēnrùqízhōng] (Rząd może sondować wodę, aby wiedzieć, jak głęboko może zanurkować). W Szanghaju odbył się niedawno specjalny „szczyt w sprawie kredytu socjalnego” (社会信贷峰会 [shèhuì xìndài fēnghuì]) na wysokim szczeblu, na którym sporządzono listę spraw do poprawki, w tym zabezpieczeń prawnych oraz technicznych możliwości sprawdzania i poprawiania zapisu punktowego. Prof. Zhang Zheng, dyrektor Ogólnochińskiego Centrum Badań nad Kredytem Społecznym (中国信贷研究中心 [Zhōngguó xìndài yánjiū zhōngxīn]) przy Uniwersytecie Pekińskim przyznał, że do rozwiązania wciąż pozostaje wiele poważnych problemów i że wymagać to będzie zaangażowania administracji.

Dyskusja jest dość szczegółowa i zatacza szerokie kręgi. Np. komentarz w anglojęzycznym Beijing Times skarży się na na plan karania ludzi, którzy w porę nie opłacili rachunku za prąd restrykcjami w zakresie  wyjazdów za granicę lub kredytu bankowego. Jeden z czytelników pisze tak: „I have never opposed the establishment and improvement of a credit information system. I am only against using credit to expand the power ot the strong and further compress the space for civil rights” (Nigdy nie sprzeciwiałem się tworzeniu i ulepszaniu systemu informacji kredytowej.Jestem tylko przeciwko wykorzystywaniu kredytu społecznego do powiększania władzy możnych i większemu zawężaniu przestrzeni  praw obywatelskich).

Wiele aspektów systemu pozostaje jeszcze niejasne. Właściwie rząd nie określił jeszcze, czy chce aby system służył bardziej ściganiu różnego rodzaju winowajców czy może raczej budowaniu obserwatorium Wielkiego Brata. Nie wiadomo, ile z posiadanych i gromadzonych informacji chciałby włączyć i powierzyć temu systemowi. Techniki nadzoru nie są jeszcze w Chinach przetestowane na masową skalę, a służby które je gromadzą są bardzo rozbite branżowo i terytorialnie.  

Rząd tworzy jednak pojemność dla reżimu kontroli społeczeństwa o wyjątkowo długich mackach. Wiele elementów systemu jest już właściwie gotowych: bazy danych, nadzór cyfrowy, punktowy system kar i nagród oraz paternalistyczna postawa władz. Kiedy się je połączy w całość Chiny staną się pierwszym na świecie państwem cyfrowo totalitarnym.  Czy bardziej ziści się wtedy zły sen Orwella czy tęskne marzenie towarzysza Xi Jinpinga?

 

Bogusław Jeznach

KOMENTARZE

  • A mnie się wydaje że to ciekawa koncepcja.
    Diabeł oczywiście tkwi w szczegółach.
    Każdy obywatel niesie ze sobą przez życie rejestr zasług, zalet oraz dokonań wręcz przeciwnych.
    Taki rejestr to jest prawda o nas samych.
    Przestępcy oczywiście będą przeciwni takiemu rejestrowi (naruszanie wolności, praw człowieka...godności, prywatności..) a obywatele uczciwi chętnie by z takiego rejestru korzystali w sensie promocji w życiu społecznym.

    Diabeł tkwi w szczegółach.
    Np dyskryminacja dzieci rodziców z negatywnymi zapisami w rejestrze to już zdecydowanie nie. Rejestr powinien dotyczyć tylko obywatela a nie jego rodziny.
    To są jednak bardzo delikatne sprawy.
    Bo np PIS w rejestrze umieścił by kryterium "katolik", "rusofob", anty aborcjonista", studiował w Washingtonie jako zalety...a były członek PZPR, budowniczy PRLu, mundurowy w czasach PRLu, albo studiował w Moskwie ...nie wierzący... jako czynniki dyskryminujące.

    Niemniej jednak taki rejestr istotnych osiągnięć na "nie" i na "tak" byłby pomocny przy decyzjach kadrowych, kredytowych...

    Niestety taki rejestr jest podatny na przekroczenie granicy prywatności, praw człowieka...(poszerzanie zapisów..poglądy, wiara, )
    no i może służyć do dyskryminowania "opozycji" na tle politycznym, ideologicznym...rasowym, narodowym..

    Pomysł , moim zdaniem dobry ale niebezpieczny.
    Mentalność ludzi wschodu jest jednak inna niż nasza.. tam dyscyplina i lojalność są silnie promowane a nielojalność silnie tępiona (Japonia, Taiwan...).
  • @Oscar 14:29:46
    Co Ty oskar opowiadasz. Zawsze i wszędzie dane o Tobie zostaną wykorzystane przeciwko Tobie, kiedy tylko podpadniesz systemowi. Nie Państwu jako takiemu, a własnie władzy. I wtedy nie ma zmiłuj. Najbardziej mnie śmieszy jak ktoś argumentuje, że jeśl nic złego nie robię, to mi nie zaszkodzi. Co znaczy nic złego nie robię? Kto to ma to oceniać. Oceniać będzie władza i jeśli komuś się nie spodobają Twoje poglądy, do tego przystąpisz aktywnie do działania przeciwko systemowi, to po prostu automatycznie zostaniesz zutylizowany mimo, że twoje działania były dla dobra ogółu ludzi, przeciwko ich zniewoleniu.
    W Rosji ponoć zaczęli nanosić kod laserowy na ciało człowieka. W ciągu najbliższych lat Rosja ma wydać 100 mld dolarów na badania związane ze sprzęgnięciem mózgu człowieka ze światowym centralnym komputerem zarządzającym naszym życiem. Czy jesteś pewien , że ten kod nie będzie swego rodzaju mikroprocesorem przekazującym do centrum Twoje myŚli? Potem wszystkie dane o Tobie zostaną przeanalizowane przez odpowiednie algorytmy i jesli okaże się , że stanowisz zagrożenie dla władzy i systemu, to np zator albo nowotwór zostanie Ci zaaplikowany i problemu dla władzy nie ma.
    Władza i ludzie zawsze będą na przeciwległych biegunach i nigdy nie pojadą na tym samym wozie.

    ps
    A zagrożeniem dla systemu może być np. hodowanie w ukryciu
    dziesięciu kurek dla własnych jajek, lub zasianie marchewki.
    Oskar... Oskar...
  • @zadziwiony 15:46:30
    Może nie dopowiedziałem.
    Ale kategorie informacji w rejestrze oraz ich kwalifikacja powinny być jawne i ściśle kontrolowane przez prawo.
    To tak samo jak z prawem które określa co jest przestępstwem a co nie jest.
    System oczywiści jako silniejszy zawsze może "zdegenerować" prawo , zinterpretować "prawo po swojemu.

    Na dewiacje systemu nie ma mocnych.
    Natomiast system w którym nikt nie kto kim jest jest rajem dla przestępców.
    Może o to chodzi .. niektórym wrażliwym ?
  • @Oscar 16:14:22
    "Na dewiacje systemu nie ma mocnych" podobnie jak z pieniadzem -mial byc srodkiem ulatwiajacym wymiane towarowa a stal sie wlascicielem tych towarow.
    Mozna sie spodziewac podobnego mechanizmu z kontrola ludnosci-ma eliminowac przestepcow z rynku i terorystow a moze posluzyc przestepca do eliminacji oporu przed ich przestepstwami i to przestepcy moga ustalac co jest przestepstwem a co nie.
  • @Oscar 16:14:22
    Dyskusja na temat, jak powinien funkcjonować system inwigilacji, kredytów społecznych albo jakichkolwiek totalitarnych innowacji ma tyle samo sensu, co dyskusja na temat szariatu w Europie: obydwa rozwiązania w ogóle nie powinny być brane pod uwagę!

    No ale według tradycji chińskiej władza jest jak Bóg, hierarchia jest święta, nic dziwnego więc, że dyskusja o udoskonalonym szpiegowaniu każdego aspektu życia obywateli, do której są od wieków przyzwyczajeni, nie jest dla nich niczym szczególnym, co nie znaczy, że w innych krajach szpiegowanie powinno zastąpić prawo.
    To właśnie niezawisły i niezależny system prawny powinien stać na straży sprawiedliwości i praworządności, to system prawny, sądownictwo i sprawiedliwy system społeczny powinien stanowić o braku przestępczości, a nie śledzenie i kontrola każdego aspektu życia obywateli.

    Komunizm/ socjalizm, globalizm, neokonserwatyzm i narzucany nam ostatnio faszyzm takimi systemami nie są; są wylęgarnią przestępstw i korupcji ( czy przeciętnego Chińczyka pracującego za centy dziennie, a nie skorumpowanego przedsiębiorcę stać na kupienie domu za milion $$?), a jedynym wyjsciem jest obalenie tych systemów, a nie dodawanie do nich następnych patologii. Puknij się w głowę, zanim zaczniesz popierać nową formę niewolnictwa, od którego ty też nie będziesz wolny.

    No ale któż miałby ten system obalić? Ludzie, którzy wierzą, że władza pochodzi od Boga? Wydaje się, że Chiny i inne kraje cywilizacji chińskiej, ze względu na swoją tradycyjną mentalność, są idealnymi kandydatami na pełen rozkwit najbardziej koszmarnego totalitaryzmu, jaki można sobie wyobrazić.
  • @mac 17:24:22
    I tak się właśnie stanie w myśl zasady
    "Jesli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie"

    Nie po to wprowadzają taki system , by z niego nie korzystać.
  • @Lotna 17:28:22
    Czasami się różnimy w poglądach, ale większości spraw mamy podobny ogląd. Oskar ma kiepski dzień mimo, że taki oblatany w alternatywnych mediach. Co dopiero można powiedzieć, o tych co całą swą wiedzę o otaczającej rzeczywistości czerpią z TV. Dlatego jak wyżej -
    jesli coś może pójść źle, to z pewnością pójdzie. Jesteśmy ostatnim pokoleniem ludzi z wolną wolą.
  • "Keep it simple ,stupid" (trzymaj sie prostoty, glupku).
    Tak mawiali starzy, doswiadczeni inzynierowie w USA do mlodych, uczacych sie projektowania. System opisany przez Pana Jeznacha nie bedzie nigdy prawidlowo funkcjonowal. Za bardzo skomplikowany.Wiemy jakie zawodne sa komputery, jak latwo sie do nich wlamac, sfalszowac, zawirusowac.
  • @staszek kieliszek 21:30:02
    PRAWIDŁOWO pewnie nie,
    ale czy NIE wcale?

    Niemcy wywołali DWIE wojny światowe...
    A powinni byli wyciągnąć wnioski z I.
    Przy populacji 1.3mld KTO się upomni o choćby MILION "rozstrzelanych z powodu false positive"?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930