Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3831 postów 1807 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Linia Krowiego Ozora

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

OBSERVATORIUM BOGUSLAVIANUM (02): Ameryka znalazła sobie nowego głównego wroga. Pod rządami prezydenta Donalda Trumpa oś geopolitycznej konfrontacji przesuwa się z kierunku USA-Rosja na stosunki amerykańsko-chińskie.

 

 


  http://rodenfordenton.com/wp/wp-content/uploads/2016/12/o-REX-TILLERSON-facebook.jpg

Fot.1. Rex Tillerson

 

Kiedy nominowany przez Trumpa  kandydat na nowego sekretarza stanu Rex Tillerson powiedział podczas przesłuchań w Senacie, że Ameryka powinna odmówić Chińczykom prawa dostępu do baz, jakie zbudowali oni na rafach i wysepkach Morza Południowochińskiego, wielu myślało, że mówi to bez uzgodnienia, starając się w tej próbie po prostu wyjść na twardziela. Kiedy jednak później 23 stycznia podczas briefingu dla prasy, nowy rzecznik prezydenta również powtórzył coś podobnego, to już nie tylko podrażnieni Chinczycy,  ale i media zachodnie zaczęły się zastanawiać, dlaczego Trump tak rozmyślnie i tak dramatycznie chce zaostrzyć wojskowe stosunki USA z Chinami.

Na wspomnianym briefingu Sean Spicer, sekretarz prasowy Trumpa, zapytany czy zgadza się z uwagami Tillersona odpowiedział: „Jest to kwestia tego, czy te wyspy leżą w rzeczywistości na wodach międzynarodowych i nie są częścią Chin właściwych, a jeśli tak, to owszem, chcemy zapewnić, że bronimy terytoriów międzynarodwych przed przejęciem przez jakieś jedno państwo” (It’s a question of if those islands are in fact in international waters and not part od China proper, then, yeah, we are going to make sure that we defend international territories from being taken by one country)

 

http://cbsnews3.cbsistatic.com/hub/i/r/2017/01/30/bd60bcd9-608a-4431-8e92-82b7466dbed9/thumbnail/620x350/73846f8e3342bf819570a18314f91565/seanspicer.jpg

Fot.2. Sean Spicer

Niewątpliwie dla Ameryki istnieją ważne powody, aby sprzeciwiać się chińskiej polityce wypychania sąsiednich państw z morskich skał i raf w celu rozbudowy własnych sił morskich, a zwłaszcza budowania na nich sztucznych wysp i lądowisk. W lipcu 2016 międzynarodowy trybunał orzekł, że chińskie „roszczenia historyczne” do Morza Południowochińskiego są bezzsadne, a tym samym w świetle prawa nieważne. Orzeczenie to mówi, że słynna chińska Linia Dziewięciu Kresek (南海九段线  [nánhǎi jiǔduàn xiàn]), która na kształt krowiego języka wysięga na 1500 km na południe od chińskiego brzegu i zagarnia dla Chin prawie 90%, czyli cały obszar Morza Południowochińskiego (które po chińsku nazywa się po prostu  南海 [nánhǎi] – Morze Południowe, co też wiele wyjaśnia) nie ma prawnego uzasadnienia w ramach oenzetowskiej Konwencji Prawa Morza, której Chiny są sygnatariuszem. Sąd oddalił także roszczenia chińskie do wód terytorialnych wokół niektórych skał, pierwotnie widocznych tylko podczas odpływu, na których obecnie Chińczycy pobudowali wyżej wystającą i solidną infrastrukturę wojskową. Sąd potępił również Chiny za pogwałcenie prawa Filipin do wyłącznej 200-milowej (370 km) strefy ekonomicznej od ich brzegu, co obejmuje niektóre ze skał będących przedmiotem sporu,  w tym zwłaszcza piaszczystej płycizny nazywanej po filipińsku  Kulumpol ng Panatag, a po chińsku  黄岩 [huángyán dǎo], na Zachodzie zaś określanej jako Scarborough Shoal. Jest to tradycyjne miejsce obfitych połowów dla filipińskich rybaków, ale Chińczycy zabronili łodziom i statkom filipińskim jakichkolwiek wizyt w tym rejonie, gdzie pod dnem kryje się ropa i gaz.

 

https://www.sott.net/image/s17/351990/full/nine_dash_line.jpg

Fot. 3. Linia Dziewięciu Kresek

 

Pekin ogłosił obojętnym tonem, że ten werdykt sądu po prostu zignoruje i nadal zwiększa swą obecność, także wojskową, w tym rejonie. Chociaż początkowo zarzekał się, że nie będzie go „militaryzował”, na niektórych skałach pobudował lotniska, hangary dla myśliwców, bunkry z paliwem i urządzenia portowe. W grudniu 2016 chińska marynarka wojenna na krótko przechwyciła (chociaż potem oddała) podwodnego drona, którego wypuścił amerykański statek badawczy jakieś 50 mil morskich od bazy US Navy w Subic Bay na Filipinach. Z wielką niechęcią Chińczycy traktują też – formalnie legalne - amerykańskie patrole morskie na wodach terytorialnych w pobliżu wybrzeży Chin.

Chińskie media zareagowały na obecne zapowiedzi i pogróżki administracji Trumpa ostrzegając, że  – także zgodnie z międzynarodowym prawem -  jakakowiek blokada wysepek południowochińskich z zewnątrz będzie stanowić akt wojny. Dla Waszyngtonu problem polega na tym, że eskalacji takich napięć i zadzierania z Chinami nie życzą sobie nawet amerykańscy sojusznicy w regionie. Filipiny, które za poprzednich rządów wniosły skargę przeciw Chinom przed wspomniany trybunał międzynarodowy, obecnie zmieniły rząd i ich nowy prezydent – Rodrigo Duterte – zapowiedział, że wycofa tę skargę i uchyli już wydane orzeczenie sądu w tym wymiarze, który dotyczy Filipin. Od początku swego urzędowania Duterte gra na sojusz z Chinami i zerwanie z Ameryką, w wyniku czego odzyskał już dostęp dla swych rybaków na spornym terenie i szykuje większą, strategiczną  transakcję w zamian za rezygnację Filipin z płycizny Panatag. Zachęcony tym przykładem ostatnio także Wietnam nagle ogłosił, że woli rozstrzygać swe spory morskie z Chinami w rozmowach dwustronnych (tak jak od początku chciał i chce tego Pekin), a nie poprzez sądy z udziałem Zachodu. Ba, nawet Australia – najbliższy i naturalny sojusznik USA w pobliżu spornego regionu - dystansuje się od zaostrzonej polityki nowego prezydenta z Waszyngtonu. 

Już od kilkudziesięciu lat Linia Dziewięciu Kresek, zwana także czasem Linią Krowiego Ozora  (牛舌线niú shé xiàn) jest wdrukowywana do serc i umysłów chińskich patriotów i nacjonalistów. Jest ona obecna na każdej mapie Chin, wisi w każdej chińskiej klasie i jest widoczna w każdym chińskim paszporcie. Gdyby miało dojść do blokady, Chiny na pewno łatwo nie ustąpią.

Nie jest jasne, na ile prezydent Trump popiera wypowiedzi Tillersona i Spicera, ale oni sami jakby trochę się od nich teraz dystansują. W czasie oficjalnej wizyty, pierwszej jaką Rex Tillerson złożył jako sekretarz stanu właśnie w Chinach w ogóle nie było mowy o  morskiej granicy Chin, i raczej skupiono się na polityce wobec Pyongyangu – zresztą bez żadnego efektu ani zbliżenia stanowisk. Nie da się jednak zaprzeczyć, że stosunek Ameryki do Chin uległ zaostrzeniu. Sam Trump od razu mocno przegiął pałę flirtując oficjalnie z Tajwanem, czym złamał pekińską zasadę „jednego państwa”  (一个中国政策 [yīgè zhōngguó zhèngcè]), a w dodatku zapowiedział wojnę handlową z Chinami. Brzmi to wszystko wrogo, nawet jeśli oba mocarstwa wydają się być od siebie wzajemnie dość współzależne. Jeśli jednak w ślad za zapowiedziami ze strony Tillersona i Spicera nie nastąpią czyny, wiarygodność Ameryki zostanie podważona tak jak kiedyś śmiano się z licznych „poważnych ostrzeżeń” Moskwy pod adresem Zachodu.

 

http://media.philstar.com/images/the-philippine-star/headlines/20141127/bajo-de-masinloc.jpg

Fot.4. Płycizna Scarborough Shoal

 

Trochę litościwą interpretację obecnych pogróżek Waszyngtonu w sprawie Morza Południowochińskiego wysunął  Bill Hayton, ekspert z londyńskiego think-tanku Chatham House. Twierdzi on, że chodzi tylko o to, aby powstrzymać Pekin od budowy kolejnej bazy morskiej na wspomnianych rafach Scarborough Shoal skąd Chińczycy wypędzili flotę filipińską już w roku 2012. W połączeniu z bazami już zbudowanymi na Paracelach (chiń.西沙群島  [xīshā qúndǎo] , wiet. QuĐo Hoàng Sa) i Spratlejach  (chiń. 南沙群 [nánshā qúndǎo]) dałoby to flocie chińskiej pełne panowanie na Morzu Południowochińskim. Także i wcześniej administracja Obamy starała się temu przeszkodzić za wszelką cenę.

Czy uda się odwieść Chińczyków od tego planu? Być może. Wywiad satelitarny stwierdza, że prace nad budową sztucznych wysp ustały już kilka miesięcy temu. Obecny flirt Manili z Pekinem także nie sprzyja kontynuowaniu przez Chińczyków operacji o prowokacyjnym charakterze.  Ponadto prezydent  Xi Jinping zapowiedział, że rok 2017 ma być rokiem stabilizacji, a więc takim, w którym nie ma miejsca na kryzys na Morzu Południowym. Jednakże nieprzyjazna linia, którą wydaje się budować Trump ze względów geopolitycznych (w tym także – jak się wydaje – dla przeciągania Rosji do wspólnego frontu dla obrony przed Chinami) może dać Pekinowi do ręki argument, aby dokończyć fortyfikowanie wysp, które wielkim kosztem i wysiłkiem inżynieryjno-technicznym już przecież utworzyły na Morzu Wielkiego Sporu -  大争 [dà zhēngyì hǎi], jak je czasem nazywa chińska prasa. (BJ)

 

KOMENTARZE

  • Czy znalazła nowego wroga?
    Stratedzy w USA doszli do wniosku, że to nie Rosja jest największym zagrożeniem dla światowej hegemonii USA, a Chiny, które także zagrażają Rosji. Największym, najbogatszym i najludniejszym wyłaniającym się mocarstwem są Chiny, a więc rejon Pacyfiku jest rozpatrywany jako główny rejon zachowania wpływów i ewentualnego przeprowadzania operacji i działań wojennych, natomiast Rosja, długoterminowo (10-20 lat) jest postrzegana jako ewentualny sojusznik i partner handlowy.

    Póki co, Polacy mieliby osłabiać zaangażowaną w kilku różnych zapalnych punktach Rosję poprzez długoterminową wojnę partyzancką, czemu bardzo przydatne by były bojówki Macierewicza. Polacy mają się bić o to, aby USA pozostały światowym hegemonem, a nie dlatego, że Rosja stanowi dla nas śmiertelne zagrożenie, jak to media przedstawiają.
  • @Lotna 19:43:32
    //Stratedzy w USA doszli do wniosku, że to nie Rosja jest największym zagrożeniem dla światowej hegemonii USA, a Chiny, które także zagrażają Rosji.//

    No nie wiem...żyd Robert Lawrence Kuhn, [a global strategist and CCTV commentator who serves as an official advisor to the Chinese government.] uważa że Chiny będą teraz inwestować w USA i odbudowywać Amerykę :). Jedno jest pewne. Żydzi jak zwykle są na kluczowych stanowiskach.
    http://chart.neon24.pl/post/137759,to-ruscy-i-co-z-tego-wynika#comment_1376837

    "AT: Trump’s son-in-law Jared Kushner has been characterized in the US press as an influential go-between in Sino-US relations. Is Kushner really a key player?

    Kuhn: Yes. Jared and (daughter) Ivanka, as family, are the only people with official positions in the Trump White House that (the president) truly trusts. Trump may not always go with their recommendations. But they can always have his ear. Moreover, each is smart and non-ideological and unambiguously wants what’s in the best interest of Trump as well as the country."
    http://www.atimes.com/article/xi-focus-stabilizing-ties-trump-summit/?utm_source=The+Daily+Brief&utm_campaign=32f21621b2-EMAIL_CAMPAIGN_2017_04_04&utm_medium=email&utm_term=0_1f8bca137f-32f21621b2-31505861

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930