Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3994 posty 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Wtorek, 3 stycznia 2017

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1014) Serwis wiadomości spoza głównego nurtu oraz alternatywne komentarze medialne z kraju i ze świata. Zapraszam.

 

Z kraju

* Po siedmioletniej przerwie powróciła do TVP Szopka Noworoczna.  Konwencja audycji polega na odgrywaniu przez aktorów ról polityków w krzywym zwierciadle, a także naśmiewaniu się z nich w przeróbkach wierszy i popularnych piosenek. Autorem pomysłu i wszystkich edycji szopki jest Marcin Wolski, który od  czasów PRL uchodzi za jednego z najlepszych polskich satyryków („60 minut na godzinę”) ponieważ potrafi w dosadny, ale i wyrafinowany sposób wypunktować słabości władzy. W tym roku Wolski skupił się na wykpieniu opozycji, co wzbudziło oburzenie liberalnych ćwierć-inteligentów w myśl zasady; „śmiać się to my możemy z innych, ale nie inni z nas”. W audycji tego typu łatwo jest przeszarżować, i Wolski w niektórych miejscach ociera się o granice tego, co wolno i warto pokazać. Np. pokazał  b. prezesa TK Rzeplińskiego z penisem zamiast ręki ponieważ „są jeszcze trybunały, co stają… okoniem", a Tusk wystąpił w roli tchórzliwego zająca, który uciekł do Brukseli, ponieważ "liczył na to, że nikt nie zapyta go o smoleńską katastrofę". Ogólnie jednak szopka utrzymała się w dobrym pomyśle i ostrej konwencji, a wiele postaci i zagadnień zostało w niej celnie wypunktowanych. Zapluty z wściekłości Niesiołowski, eksprezydent hrabia Bul-Komorowski, któremu najbardziej jest żal żyrandoli, czy „pan Applebaum” pod koszernym pantoflem w Ameryce są równie dobrze trafieni, co „Bolek”, który chciał pałować robotników, HGW, której „Warszawa da się kupić” albo „słodkie tango Petru”.  Ta sama krytyczna satyra, gdyby była skierowana przeciwko rządzącym  budziłaby zapewne zachwyt dziennikarzy i wszystkich „młodych, wykształconych i z wielkich miast” czyli .Nowoczesnej „elity” na miarę Swetru, Alimenciarza, Schetyny i Bufetowej. Szopka Noworoczna ma odtąd na stałe wrócić na ekrany Telewizji Publicznej.  I bardzo dobrze.

 

* Opublikowano dokument Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z rekomendacjami dla rządu. Dokument we fragmentach opublikowała w listopadzie Polska Agencja Prasowa, teraz zaś w całości — "Gazeta Wyborcza". Okazuje się, że rząd ma dość kontrowersyjne pomysły na to, jak znaleźć oszczędności w budżecie, z którego co roku zniknie 100 miliardów złotych. Główne propozycje ministerstwa to: ograniczenie możliwości dorabiania na emeryturze, wprowadzenie prawa do pobierania emerytury dopiero po 15 latach opłacania składek, a także ozusowanie umów o dzieło. Po opublikowaniu rekomendacji dla rządu w mediach zawrzało — minister Elżbieta Rafalska natychmiast zaczęła uspokajać, że są to na razie jedynie propozycje na poziomie dyskusji. Jednak oczywiste jest, że obniżenie wieku emerytalnego pociągnie za sobą różne konsekwencje. Rząd boi się, że po tym, jak wzrosła wysokość godzinowej płacy minimalnej, a także oskładkowane zostały umowy zlecenia — Polacy będą masowo uciekać na umowy o dzieło, aby obniżyć koszty pracy oraz uniknąć opłacania składek emerytalnych. Prócz tego emerytom nie będzie już wolno dorabiać bez ograniczeń podczas pobierania świadczenia. W tej chwili można dorabiać bez ograniczeń, a po zakończeniu dorabiania emeryt udawał się do ZUS w celu powtórnego przeliczenia kwoty bazowej emerytury. PiS chce, aby od tej pory kwotę bazową ustalano tylko raz. Jak sam przyznał wicepremier Morawiecki, należy zachęcać Polaków do przechodzenia na emerytury jak najpóźniej i do kontynuowania pracy zawodowej zamiast dorabiania obok świadczenia. Polacy mają przechodzić na emeryturę po 15 latach opłacania składek, aby nie dochodziło do absurdalnej sytuacji, kiedy koszty obsługi wypłaty emerytury przewyższają samą wysokość emerytur. Obniżenie wieku emerytalnego nie odbędzie się tak bezboleśnie, jak zapowiadał rząd.

 

* Bez wątpienia Rosjanie z uwagą obserwują, co się dzieje w Ełku – zapewniła Anna Maria Dyner, kierownik programu Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”. Jej zdaniem „potencjalnie taki incydent może też być wykorzystany jako element wojny informacyjnej”. — Wyobraźmy sobie sytuację, w której ofiarami agresji padają obywatele rosyjscy. Bez wątpienia zostałoby to wykorzystane przez rosyjską propagandę. Służby każdego państwa narażonego na działania hybrydowe powinny z bardzo dużą uwagą podchodzić do incydentów takich jak w Ełku, które łatwo mogą ulec eskalacji, zgodnie ze znanym od dawna mechanizmem – podkreśliła Dyner. Jak dodała, należy pamiętać, iż „pogromy zaczynały się od takich właśnie drobiazgów”. Ekspertka wyraziła przekonanie, że prawdopodobieństwo tego, by Polska padła ofiarą takiej prowokacji „jest niewielkie”.  O ile w przypadku Estonii i Łotwy – w krajach, w których jest znacząca mniejszość rosyjska – takie sytuacje można byłoby wykorzystać do wpływu na władzę, czy też jej przejęcia, o tyle Polska jest znacznie twardszym orzechem do zgryzienia. Nie ma u nas prorosyjskiego zaplecza, które mogłoby skorzystać na takim incydencie – wyjaśniła. W noc sylwestrową w wyniku awantury, do której doszło w barze z kebabem w Ełku, zginął 21-letni Polak. Prokuratura postawiła zarzuty zabójstwa pracującemu w barze obywatelowi Tunezji oraz Algierczykowi. W niedzielę przed barem doszło do gwałtownych protestów. Policja zatrzymała 28 osób.

 

* Kazimierz Michał Ujazdowski poinformował we wtorek, że zrezygnował z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości. Powody, które skłoniły go do podjęcia tej decyzji, polityk opisał szczegółowo w oświadczeniu opublikowanym na swojej stronie internetowej. Ujazdowski zaznaczył,że wyborcy udzielili poparcia Prawu i Sprawiedliwości, licząc na pozytywne zmiany. Niestety, strategia przyjęta przez kierownictwo PiS po wyborach uniemożliwia realizację deklarowanych celów. Potencjał Polski zamiast wzrastać, trawiony jest w ciągłych, niepotrzebnych konfliktach. Eskalacja sporów prowadzi do drastycznych podziałów społecznych, a brak szacunku dla niezależności Trybunału Konstytucyjnego skutkuje niepewnością prawa i obniżeniem gwarancji praw obywatelskich. Klimat nieufności do samorządów i niezależnych instytucji wydatnie obniża szanse modernizacji Polski – tłumaczył się Ujazdowski. Jego zdaniem „zdecydowana większość obywateli nie chce plemiennej wojny, która odwraca uwagę od tego, co najważniejsze dla przyszłości kraju”. I dodał: „Wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy wyzwania międzynarodowe przemawiają za redukcją konfliktu wewnętrznego. W takiej sytuacji dobra władza powinna dążyć do łagodzenia sporów i koncentrować się na bezpieczeństwie obywateli i ustabilizowaniu pozycji Polski na arenie międzynarodowej”. Od marca 2016 r., gdy wystąpiłem z inicjatywą kompromisu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego przekonywałem do zmiany tej strategii. Niestety, nie tylko nie uległa ona żadnej korekcie, ale w ostatnich tygodniach doszło do jej zaostrzenia. Nie mogąc autoryzować takiej polityki podjąłem decyzję o rezygnacji z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości – napisał polityk. Ujazdowski zapewnił, że zachowa niezależność polityczną, koncentrując się „na sprawach reformy Unii Europejskiej i bezpieczeństwa obywateli”. Nadal uważam, że Polska potrzebuje głębokich reform i że trzeba je przeprowadzać przy poszanowaniu prawa i cywilizowanych reguł – podkreślił.

 

* Polska traci wpływ na politykę europejską, poza Węgrami nikt nie chce z Polską podjąć współpracy - uważa były minister spraw zagranicznych, szef PO Grzegorz Schetyna. Premier Węgier Viktor Orban odbył  nieformalną rozmowę z Beatą Szydło. Oficjalnie mówiono, że rozmowa dotyczyła przygotowań do szczytu UE. Orban spotkał się także z Jarosławem Kaczyńskim. W czasie wystąpienia w Krakowie węgierski premier oświadczył, że Warszawa i Budapeszt „mogą przewodniczyć" w swojej części Europy. W czasie konferencji prasowej zapytano Schetynę, czy zgadza się z oświadczeniem Orbana. „Oczywiście, że nie" — odparł. „Znam Victora Orbana wiele lat. Wielokrotnie z nim rozmawiałem, także o tym, jak ważna jest rola Polski dla wsparcia, budowy Grupy Wyszehradzkiej, dla krajów naszego regionu, takich jak Słowacja, Czechy czy Węgry, jak ważny jest nasz wpływ na Trójkąt Weimarski, na politykę całej Unii Europejskiej, co z tego mogą mieć państwa tego regionu" — powiedział Schetyna. Jednak według Schetyny, Polska nie ma już takiego wpływu, jak kiedyś. „Tracimy wpływ na politykę europejską. Lokowaliśmy nasze sympatie w Wielkiej Brytanii, która jak wiadomo opuszcza Unię Europejską… Zostali nam Węgrzy, jako kraj, z którym jesteśmy skazani na współpracę ponieważ nikt inny tej współpracy z nami podjąć nie chce" — powiedział przewodniczący PO.    

Europa

* Przedstawiciel partii „Debout la France” Damien Lempereur wyraził oburzenie z powodu braku reakcji ze strony władz na informacje o śledzeniu francuskich obywateli przez amerykański lub angielski wywiad. W środę gazeta „Le Monde” poinformowała, że służby specjalne Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych śledziły telefony komórkowe pasażerów rejsów komercyjnych francuskich linii lotniczych Air France. Według danych gazety, Agencja Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych i brytyjska rada łączności rządowej (GCHQ) przeprowadzały monitoring telefonów komórkowych, których właściciele korzystali z komercyjnych rejsów Air France. „Niestety to nie dziwi, ponieważ mała reakcja, albo w ogóle jej brak miały miejsce również po infomacjach o poprzednim monitoringu. Kiedy w sprawę były zamieszane także Niemcy. Francja wówczas słabo zareagowała, podczas gdy reacja Niemiec była o wiele bardziej energiczna, co zresztą wydawało się zupełnie normalne” – powiedział Lempereur.  Podkreślił on również, że taka reakcja pokazuje swego rodzaju poddańcze stanowisko wobec Stanów Zjednoczonych, co szokuje, ale nie dziwi.  

* Według ministra spraw wewnętrznych Rosji kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Francji Francois Hollande i inni przywódcy takich państw zachodnich jak Kanada, Włochy, Wielka Brytania, czyli tzw. „grupa siedmiu minus Japonia", kilka dni temu wydała oświadczenie, które zawiera oskarżenia i groźby pod adresem Rosji. „W tym oświadczeniu 'szóstki' było bardzo dużo wszystkiego, między innymi bezpośrednie oskarżenie o zbrodnie wojenne i groźby wobec wszystkich tych, którzy popierają syryjski rząd. Myślę, że to wszystko jest po prostu rezultatem bezsilności i niezdolności naszych zachodnich partnerów, by przemówić do rozsądku tym, których wspierali, których stworzyli, których uzbrajali tylko i wyłącznie po to, by dokonać zmiany reżimu w Syrii" — powiedział Ławrow dziennikarzom. Minister uważa, ża zachodni przywódcy po raz kolejny przeliczyli się, popierając ugrupowania terrorystyczne w celu obalenia Baszara al-Assada. „Po osiągnięciu tego celu liczyli, że poradzą sobie z organizacjami ekstremistycznymi. To jest niemożliwe i nasi zachodni partnerzy następowali na te same grabie wiele razy" — dodał Ławrow. Szef resortu spraw zagranicznych podkreślił, że w wyniku podobnych działań powstały takie ugrupowania jak Al-Kaida, Państwo Islamskie, a obecnie w siłę rośnie jeszcze jedna struktura terrorystyczna pod nazwą Dżabhat an-Nusra. W rozpowszechnionym 7 grudnia oświadczeniu przywódcy zachodnich państw wezwali do natychmiastowego rozejmu w Aleppo, jak również wyrazili gotowość do rozpatrzenia dodatkowych sankcji wobec osób i organizacji działających „w interesach albo w imieniu" rządu Syrii.

 

Rosja

* Rosja nie chce prowadzić dialogu z Unią Europejską przez pośredników. „Chcemy, żeby nasz europejski partner był niezawodny, silny, a przede wszystkim samodzielny. Jeśli mamy zwracać się do niego poprzez kraje trzecie, to rozmowa taka nie ma wiele sensu” – powiedział prezydent Władimir Putin. I dodał: „Budowa relacji wewnątrz UE to nie jest sprawa Rosji, ale dziś ilość kwestii podlegających tam rozwiązywaniu nakazowemu jest większa niż była u nas w czasach ZSRR”.

 

* Konferencja prasowa w sprawie katastrofy Tu-154.  Podczas konferencji prasowej przedstawiciele rosyjskiego Ministerstwa Transportu, Ministerstwa Obrony, Ministerstwa do Spraw Nadzwyczajnych i Ministerstwa Zdrowia omawiają dotychczasowe rezultaty śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy samolotu Tu-154. Szef Służby Bepzieczeństwa Lotów Rosyjskich Sił Powietrznych Siergiej Bajnetow oświadczył, że liczba wersji przyczyn katastrofy zmniejszyła się po wstępnym przesłuchaniu taśm z czarnych skrzynek. — Zawęziliśmy liczbę wersji po wstępnym przesłuchaniu. W ciągu 10-20 dni stworzymy model graficzny. Potem porównamy wszystkie fakty, uwzględniając to, że akcja poszukiwawcza trwa  — powiedział Bajnetow. Przedstawiciel rosyjskiego Ministerstwa Obrony uściślił, że komisja rozpatruje obecnie około 7 wersji przyczyny katastrofy, nie ma wśród nich wersji priorytetowej. Dodał, że na odnalezionych częściach samolotu i na ciałach ofiar nie znaleziono śladów pożaru ani wybuchu. Minister Transportu Rosji Maksym Sokołow, stojący na czele komisji badającej przyczyny katastrofy, o katastrofie Tu-154: Na pewno doszło do awarii sprzętu. Wstępne dane ekspertyzy w sprawie przyczyn katastrofy Tu-154 bedą mogły zostać przekazane w styczniu — powiedział rosyjski minister. — Rejon, w którym doszło do katastrofy Tu-154 został całkowicie zbadany – powiedział Maksim Sokołow. — Zbadano już cały rejon katastrofy. Na dany moment, w toku operacji poszukiwawczej znaleziono i wydobyto z dna morza 19 ciał, ponad 230 fragmentów ciał poległych w katastrofie, 13 dużych i prawie 2 tys. małych szczątków samolotu – dodał Sokołow. — Załoga rozbitego Tu-154 była gotowa do lotu, poziom jej wykwalifikowania był na odpowiednim poziomie — powiedział przedstawiciel MO Rosji. Dodał, że końcowe wyniki w sprawie przyczyn katastrofy Tu-154 będą znane nie wcześniej niż za 30 dni. — Odczyty nagrań czarnych skrzynek samolotu Tu-154 zajmą co najmniej 10 dni  — dodał przedstawiciel MO. Wiceszef Ministerstwa do Spraw Nadzwyczajnych Aleksander Czuprijan poinformował podczas konferencji, że największe fragmenty samolotu Tu-154, który rozbił się nad Morzem Czarnym, zostały znalezione dzięki wykorzystaniu kosmicznego monitoringu miejsca katastrofy. — Chciałbym podkreślić rolę Narodowego Ośrodka Zarządzania Sytuacjami Kryzysowymi; dzięki kosmicznemu monitoringowi, zdjęciom satelitarnym, znaleziono największe fragmenty samolotu, co potwierdzili nasi nurkowie, kiedy przeprowadzali prace” – powiedział Czuprijan.

 

* Dołączenie krajów bałtyckich do pierścienia energetycznego UE stwarza problemy w zaopatrzeniu w energię obwodu kaliningradzkiego, który zostaje odcięty  i Rosja musi podjąć  odpowiednie posunięcia w tej sprawie - poinformował prezydent Władimir Putin.  „Unia Europejska podjęła decyzję w sprawie dołączenia państw bałtyckich do jej pierścienia energetycznego, a to stwarza dla nas problemy z zaopatrzeniem Kaliningradu w prąd, wymaga od nas zaangażowania dodatkowych zasobów finansowych (…) Rozwiążemy problem stabilnego i niezależnego zaopatrzenia Kaliningradu w prąd. Planowane są dostawy skroplonego gazu naturalnego, budowa odpowiednich elektrowni, nie jest wykluczone wykorzystanie małych elektrowni atomowych, eksploatowanych w Rosji” - zapowiedział. W enklawie Kalingradu ma powstać także kolejna rosyjska elektrownia atomowa.

 

* Skandaliczne przetrzymywanie kolekcji krymskich muzeów w Holandii stało się precedensem w historii, na którym holenderska strona dobrze zarobiła, powiedziała RIA Novosti dyrektor Kerczeńskiego Rezerwatu Historyczno-Kulturowego Tatiana Umrichina.  Kolekcja złota Scytów (około dwóch tysięcy artefaktów) wyjechała z krymskich muzeów na wystawę „Krym: Złoto i sekrety Morza Czarnego” do Muzeum Archeologicznego Allarda Piersona w Amsterdamie na początku lutego 2014 roku, jeszcze zanim półwysep zjednoczył się z Rosją. Od tamtej pory rosyjska i ukraińska strona nie mogą rozwiązać problemu, komu oddać eksponaty. Cztery krymskie muzea złożyły pozew zbiorowy przeciwko Muzeum Allarda Piersona, w którym żądają wypełnienia zobowiązań umownych i zwrócenia kolekcji na Krym. Sąd Okręgowy w Amsterdamie w październiku po raz pierwszy zbadał sprawę i planuje wydać orzeczenie 14 grudnia. „Nie mówię już o tym, jak oni (holenderskie muzeum) zarobili na naszych eksponatach na tej w cudzysłowie sensacji. Przecież tam cały czas stały szalone kolejki” — powiedziała Umrichina. Dyrektor Kerczeńskiego Rezerwatu Historyczno-Kulturowego zaznaczyła, że zatrzymanie kolekcji jest precedensem w społeczności muzealnej. Ona uważa, że Holandia spróbuje również nałożyć obowiązek zapłaty za usługi magazynowania eksponatów na stronę, na rzecz której zostanie podjęta decyzja. „Są to bardzo duże sumy, zwłaszcza, że mogą obejmować część ubezpieczeniową, a ubezpieczenie naszych przedmiotów jest ogromne. Myślę, że oni na tym spróbują również dobrze zarobić” — powiedziała Umrichina. Według niej transport kolekcji i otwarcie wystaw odbywało się bez przedstawicieli krymskich muzeów, co stanowi rażące naruszenie prawa międzymuzealnego i umowy. W zatrzymanej kolekcji znajduje się 190 przedmiotów z kerczeńskiego muzeum, w tym unikalne eksponaty ze złota, powiedziała dyrektor. Najcenniejszym z nich pod względem naukowym i artystycznym jest dwustronna rzeźba „Bogini żmij”. Pomnik pracy bosforskiego mistrza wykonany jest z kerczeńskiego wapienia, wysokość rzeźby w swojej obecnej formie wynosi 124 centymetry. Według naukowców początkowo jej wielkość osiągała dwóch metrów.

 

* Unikalna kolekcja złota scytyjskiego przekazana Ukrainie przez amsterdamski sąd może zostać na zawsze utracona - oznajmił członek krymskiego rządu Zaur Smirnow. „Przekazanie tych skarbów Ukrainie zagraża ich dalszemu istnieniu. Trzeba przyznać, że możemy w ogóle stracić to złoto Scytów, ponieważ w Ukrainie najprawdopodobniej spotka je los setek innych unikalnych znalezisk archeologicznych" — powiedział Smirnow, przewodniczący rządowej Komisji Stosunków Międzynarodowych. Według niego z dużą dozą prawdopodobieństwa kolekcja trafi albo w ręce jakichś polityków w postaci prezentu urodzinowego albo do prywatnych kolekcjonerów poprzez schematy korupcyjne. Smirnow podkreślił, że decyzja sądu jest przykładem ogromnej niesprawiedliwości w pierwszej kolejności wobec historii. „Myślę, że taki sąd podejmując podobną decyzję nie może dalej nazywać się sądem i jest narzędziem politycznym w rękach niesumiennych polityków" — stwierdził polityk.  Smirnow dodał, że amsterdamski sąd naruszył prawa mieszkańców Krymu w sferze zachowania kultury a także spuścizny historycznej. Sąd Okręgowy w Amsterdamie 14 grudnia podjął decyzję w sprawie przekazania Kijowowi kolekcji złota scytyjskiego. Pracownicy muzealni poinformowali o zamiarze zaskarżenia decyzji.  Minister kultury Krymu Arina Nowoselskaja oznajmiła, że decyzja ma charakter polityczny i jest sprzeczna z normami moralności i etyki zawodowej w stosunkach wzajemnych światowych instytucji muzealnych. Szef Izby Społecznej Krymu Grigorij Ioffe podkreślił, że Sąd Okręgowy w Amsterdamie zdyskredytował się, a wyrok jest „ewidentnie stronniczy". Kolekcja scytyjskiego złota została wywieziona z krymskich muzeów na wystawę w muzeum archeologicznym Allarda Piersona w Amsterdamie na początku lutego 2014 roku jeszcze przed przyłączeniem Krymu do Rosji. Po długich rozmowach krymskie muzea zażądali w drodze sądowej wywiązania się holenderskiej instytucji z zobowiązań kontraktowych i zwrócenia im eksponatów.  Na zbiory składają się dwa tysiące artefaktów, w tym nie mające odpowiedników na świecie.

 

Ukraina

* W Donbasie zginęło dwóch ukraińskich żołnierzy w wyniku nieostrożnego obchodzenia się z bronią. Kolejne dwie osoby zostały ranne – głosi komunikat opublikowany przez biuro prasowe operacji ATO sił zbrojnych Ukrainy na Facebooku. „2 stycznia 2017 roku w wyniku naruszenia zasad obchodzenia się z bronią w jednej z jednostek wojskowych w strefie operacji antyterrorystycznej w pobliżu Marjinki zginęło dwóch żołnierzy, a kolejnych dwóch zostało rannych. Wszczęto śledztwo w tej sprawie. Okoliczności zdarzenia są wyjaśniane” – czytamy w komunikacie.

* Na Ukrainie zaproponowano sprowadzenie do kraju prochów Stepana Bandery. Ukraiński minister infrastruktury Wołodymyr Omelian zaproponował sprowadzenie do kraju i pochowanie w ojczyźnie znanych Ukraińców, którzy spoczywają obecnie zagranicą. Wśród „pretendentów" do ponownego pochówku ukraiński minister wymienił Stepana Banderę. Wcześniej ukraińskie MSW poinformowało, że szczątki słynnego ukraińskiego pisarza Ołeksandra Ołesia i jego żony po ekshumacji zostały przeniesione do depozytu cmentarza w Czechach. Pozostaną tam do momentu podjęcia decyzji o miejscu ich ostatecznego pochówku. Mają o tym zdecydować mieszkający w Kanadzie krewni pisarza. W miejscu, gdzie jest pochowany Ołeś i jego żona, spoczywa także Ukrainiec Władimir Mihailiszyn, który do niedawna opiekował się grobem i wnosił odpowiednie opłaty. Temat ponownego pochówku ukraińskiego pisarza zainspirował ministra Omeliana do refleksji na temat szczątków innych "wielkich" Ukraińców. „Oni powinni wrócić do domu. Doroszenko, Gołowatyj, Oleś, Bandera, Szuchewycz, Konowalec, Skoropadskij, Petliura, Winniczenko…" — napisał Omelian na swoim profilu na Facebooku. Według szefa ukraińskiego IPN-u Władimira Wiatrowicza, Ukraina powinna sama zainicjować powrót do kraju szczątków szeregu ukraińskich działaczy i osobistości. „W temacie wybitnych Ukraińców — nasze państwo samo powinno inicjować ich powrót na ojczystą ziemię w elu pochowania ich w narodowym panteonie" — mówił Wiatrowicz. Narodowy Panteon ma powstać na Cmentarzu Łukianowskim w Kijowie. Według instytutu, obecnie poza granicami Ukrainy jest pochowanych ponad 250 tysięcy przedstawicieli ukraińskiej wojenno-politycznej emigracji, wśród których są działacze nauki i kultury. Według informacji instytutu wiele z tych mogił może być zlikwidowanych w najbliższym czasie.

 

* Dzięki aktywizacji ukraińskiego „społeczeństwa obywatelskiego” i pomocy finansowej Zachodu, Ukraina za 10 lat będzie „innym krajem – krajem z niskim poziomem korupcji i odnoszącą sukcesy gospodarką” – pisze „Die Zeit”. W ciągu ostatnich dwóch lat kraje zachodnie udzieliły Ukrainie znacznego wsparcia, pomogły jej stabilizować się i rozpocząć reformy – ocenia niemiecka gazeta. W 2014 roku, po Euromajdanie i „rosyjskiej interwencji”, Ukraina znajdowała się na skraju przepaści. Rozpad kraju został powstrzymany dzięki wysiłkom ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego i pomocy finansowej Zachodu. Obecnie w tym kraju ma miejsce „powolny proces reform”, ale polityków i społeczeństwo w jeszcze większym stopniu cechują „skandale i oskarżenia” niż w przeszłości. Ponadto zaostrzające się konflikty polityczne w Kijowie świadczą „o głębi i nieodwracalności zmian”. W ciągu ostatniego półtora roku przyjęto nowe ustawy, powołano do życia nowe instytucje, m.in. do walki z korupcją. Dla pewnych grup społecznych, głównie elit politycznych i gospodarczych, ma to „nieprzyjemne, a czasami bolesne konsekwencje”. Pomimo oporu ze strony starej elity, w Ukrainie zachodzą zmiany. Ukraińskie społeczeństwo obywatelskie stało się ważnym bodźcem w podejmowaniu decyzji legislacyjnych i państwowych. Zachodnie organizacje, m.in. UE i MFW, zaproponowały Ukrainie swego rodzaju „nowy plan Marshalla”. Zachodni dyplomaci i inwestorzy współpracują z ukraińskimi aktywistami, naukowcami i dziennikarzami. Wszystko to przyczynia się do sukcesu reform. – Za około 10 lat Ukraina będzie innym krajem z niższym poziomem korupcji, odnoszącą sukcesy gospodarką i bardziej doskonałym aparatem administracyjnym – prognozuje gazeta. Znaczną część umowy stowarzyszeniowej z UE już wdrożono i Ukraina może stać się potencjalnym członkiem Wspólnoty. — Głównym zagrożeniem dla nowej Ukrainy jest przede wszystkim Moskwa i Mińsk – podkreśla „Die Zeit”. Jeśli reformy zostaną wdrożone, w tym kraju pojawi się „antymodel kleptokratycznych dyktatur w przestrzeni postradzieckiej”, co może być brzemienne w kolejne zaostrzenie konfliktów na wschodzie i południu Ukrainy. Najprawdopodobniej Moskwa będzie kontynuować wojnę hybrydową przeciwko Kijowowi. W najgorszym razie nowa rosyjska inwazja – jak pisze niemiecka gazeta – może doprowadzić do upadku państwa ukraińskiego, co dla UE będzie oznaczać „miliony uchodźców z Europy Wschodniej”. Ponieważ Ukraina w ciągu najbliższych kilku lat nie zostanie członkiem ani UE, ani NATO, pozostanie w „strefie przejściowej”. Z tego powodu potrzebne są inne narzędzia pozwalające na zapewnienie bezpieczeństwa państwu ukraińskiemu i zagranicznym inwestycjom. Kraje zachodnie m.in. mogą wysyłać do Ukrainy „broń defensywną, np. nowoczesne czołgi i rakiety”. Według gazety Bruksela już teraz powinna „dać do zrozumienia Moskwie, w jakim stopniu jest zainteresowana stabilną Ukrainą”. – EU powinna wcześniej ostrzec Kreml, że wprowadzi dodatkowe sankcje, jeśli Moskwa znowu uruchomi spiralę konfliktu lub będzie się zachowywać w Ukrainie, jak w Syrii – czytamy w artykule. Ponadto Zachód musi też zadeklarować gotowość do wspierania „wschodnioeuropejskiej koalicji obronnej między członkami i (państwami) spoza NATO”. Kraje członkowskie sojuszu, tj. Polska i Litwa, powinny zdecydować się na ściślejszą współpracę z Kijowem w kwestiach bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę ryzyko związane z destabilizacją Ukrainy, kraje zachodnie też powinny być zainteresowane umocnieniem wschodnioeuropejskiego bezpieczeństwa.

 

* Minister sprawiedliwości Ukrainy Pawło Petrenko liczy na to, że decyzja ws. złota Scytów pozytywnie wpłynie również na inne pozwy Kijowa przeciwko Krymowi. Sąd Okręgowy Amsterdamu ogłosił werdykt o konieczności zwrócenia kolekcji Kijowowi. Agencja Reuters informuje, że przy orzeczeniu wyroku sąd kierował się tym, że Krym nie jest państwem, i dlatego nie może rościć sobie praw do obiektów sztuki. W taki sposób decyzję odnośnie tego, komu powinny być oddane artefakty, powinien podjąć ukraiński sąd, po tym jak trafią one na terytorium Ukrainy. Minister kultury Krymu Arina Nowosielska oświadczyła, że wyrok Sądu Okręgowego w Amsterdamie jest polityczny i stoi w sprzeczności z normami moralnymi i etyką profesjonalną we wzajemnych stosunkach instytucji muzealnych świata. „Ta sprawa dotycząca złota Scytów ma prawomocne znaczenie zarówno dla innych spraw, gdzie Ukraina zwróciła się do Rosji ws. kompensacji strat i zwrotu aktywów, które były przejęte niezgodnie z prawem na Krymie. W rzeczywistości wyrok narodowego sądu Holandii potwierdził to, że również przyłączenie Krymu do Rosji było nielegalne i Krym nie ma żadnych praw do mienia, które znajduje się na jego terytorium" — powiedział Petrenko dziennikarzom. Po przyłączeniu Krymu do Rosji Kijów złożył szereg pozwów w sądach międzynarodowych o odszkodowania od Rosji. Prokuratura Generalna oświadczyła wcześniej, że straty spowodowane utratą Krymu wynoszą ponad 40 mld dolarów.    

 

Bliski Wschód

* Samoloty koalicji międzynarodowej pod wodzą USA w poniedziałek bombardowały pozycje Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku. W sumie przeprowadzono 24 naloty – poinformowało Centralne Dowództwo Sił Zbrojnych USA. Siły zbrojne koalicji przeprowadziły 24 naloty skierowane przeciwko terrorystom z ISIS w Syrii i Iraku. W Syrii siły koalicji dokonały 14 ataków z użyciem bombowców, myśliwców i dronów oraz artylerii na pozycje Państwa Islamskiego. Ponadto w Iraku koalicja przeprowadziła 10 nalotów, wspierając iracką armię rządową – głosi komunikat. Koalicja antyterrorystyczna pod wodzą USA od 2014 roku atakuje ISIS w Syrii i Iraku. W Syrii operacja przeprowadzana jest bez zgody władz kraju.

 

* Komplikują się sprawy syryjskie.Po tym jak Stany Zjednoczone, Francja i Wielka Brytania wyraziły wątpliwości co do negocjacji w Astanie (stolicy Kazachstanu) podczas sesji Rady Bezpieczeństwa ONZ w dniu 31 grudnia 2016, kilka ugrupowań rebeliantów, którzy wcześniej podpisali rozejm gwarantowany przez Rosję i Turcję zagroziło, że jednak nie weźmie w niej udziału. Dotyczy to zwłaszcza  Dżajsz al-Islam, grupy rodziny Allouche, wspieranej przez brytyjski wywiad MI6. Przygotowując się do wycofania z rozejmu, grupy te twierdzą, że walki jakie toczą się obecnie w Wadi Barada (15 km od Damaszku) naruszają zawarte zawieszenie broni. Armia syryjska naciera tam na oddziały al-Kaidy oraz elementy twierdzące, że są  częścią Wolnej Armii Syryjskiej. Celem walk jest wypchnięcie dżihadystów z doliny Zimnej Rzeki (Barada), nad którą leży Damaszek. Terroryści próbują tam zapobiec naprawie instalacji wodnych celowo zanieczyszczonych 23 grudnia 2016 przez cofający się Dżajsz al-Islam. Pięć milionów mieszkańców syryjskiej stolicy przez ponad tydzień nie ma przez to bieżącej wody, zmuszając władze do zaopatrywania ludności w wodę cysternami. Walki te trwały przedtem kilka tygodni i zakończyły się wyzwoleniem kluczowej wsi Harira przez wojsko syryjskie. „Reżim Assada i jego sojusznicy kontynuują ostrzał i dopuścili się wielu poważnych naruszeń rozejmu. Dopóki te naruszenia będą się powtarzać, wszelkie dyskusje związane z rozmowami w Astanie będą zamrożone” — głosi komunikat podpisany przede wszystkim przez grupy działające w ramach Wolnej Armii Syryjskiej. Wiadomość podała francuska agencja AFP.

 

* Turecka policja opublikowała zdjęcia i ujawniła tożsamość domniemanego terrorysty, który w noc sylwestrową zastrzelił 39 i ranił ponad 60 osób  w klubie nocnym „Reina” w Stambule – poinformowała agencja EFE. Według agencji Anadolu zdjęcia pochodzą z kamery monitoringu. Według telewizji TRT o dokonanie zamachu jest podejrzewany 28-letni obywatel Kirgistanu, Lache Maszrapow. Tych doniesień nie potwierdzają jednak tureckie władze. Państwowy Komitet Bezpieczeństwa Narodowego Kirgistanu poinformował RIA Novosti, że służby sprawdzają informacje o uczestnictwie obywatela kraju w zamachu w Stambule. Powołując się na policję, tureckie media podały, że podejrzany w listopadzie przyjechał wraz z żoną i dwójką dzieci do miasta Konya w południowej Turcji. Wcześniej policja ujawniła nagranie przedstawiające  domniemanego zamachowca. Na filmie mężczyzna robi sobie selfie na placu  Taksim. Nie wiadomo jednak, kiedy film został nagrany.  W tureckich mediach   pojawiają się też opinie, według których mężczyzna jest wyspecjalizowanym zabójcą. Sprawca nadal pozostaje na wolności. Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie. 

 

* Rosyjscy wojskowi znaleźli dowody stosowania przez terrorystów broni chemicznej przeciwko ludności cywilnej i syryjskiej armii na południowym zachodzie Aleppo - poinformował oficjalny rzecznik Ministerstwa Obrony Rosji generał major Igor Konaszenkow. Według niego znaleziono niewybuchy amunicji artyleryjskiej terrorystów zawierające trujące substancje. „Po przeprowadzeniu ekspresowej analizy w ruchomym laboratorium ustalono, że z dużym prawdopodobieństwem te substancje to chlor i biały fosfor" — poinformował rzecznik rosyjskiego resortu wojskowego. W celu wyjaśnienia, czym była zawartość amunicji, do Aleppo przybyli rosyjscy specjaliści z wojsk obrony radiacyjnej, chemicznej i biologicznej. W celu odnotowania zbrodni terrorystów zaproszono tam dziennikarzy. Jak stwierdził ekspert z wojsk obrony radiacyjnej, chemicznej i biologicznej sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej, „chlor jest substancją duszącą i trującą. Oddziałuje na płuca i oskrzela. Spowodować może porażenie, poparzenie płuc przy dużym stężeniu i w rezultacie spowodować śmierć". Relacje poszkodowanych potwierdzają to. 30 października po ataku terrorystów do szpitali w Aleppo dostarczono ponad 50 osób. Wcześniej mieszana misja ONZ i Organizacji do spraw Zakazu Broni Chemicznej, która miała przeprowadzić dochodzenie w sprawie przypadków stosowania środków chemicznych do celów militarnych w Syrii, uznała Damaszek za winny dwóch ataków chemicznych z dziewięciu. Przy tym stały przedstawiciel Rosji w ONZ Witalij Czurkin stwierdził, że co do zaprezentowanego raportu pozostaje „dużo pytań bez odpowiedzi". Czurkin podkreślił również, że raport misji ONZ i Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej jest niewystarczający dla wprowadzenia wobec Damaszku sankcji przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Zdaniem kierownika Towarzystwa Przyjaźni i Współpracy Gospodarczej z Krajami Arabskimi, byłego dyplomaty Wiaczesława Matuzowa dowody przedstawione przez stronę rosyjską znów mogą zostać pominięte. „Mam duże wątpliwości co do tego, że Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej czy Rada Bezpieczeństwa ONZ poświęcą temu uwagę. Jednakże nie jest to już żadną informacją, lecz dowodem — dowodem zbrodniczej działalności przestępczej organizacji. To już nie po raz bynajmniej pierwszy wojskowi nasi i syryjscy znajdują resztki po stosowaniu chemicznych substancji przez organizacje uprawiające działalność terrorystyczną. Taka sama sytuacja była we wschodniej Ghucie nieopodal Damaszku, w innych miastach też. Nasz przedstawiciel w ONZ przez kilka miesięcy próbował dosłownie zmusić Organizację ds. Zakazu Broni Chemicznej, by jej przedstawiciele przyjechali i zorientowali się w tych okolicznościach. Nasze laboratoria zbadały, udowodniły, lecz zawsze to było traktowane przez Amerykanów jako uprzedzone podejście. Dla nich istnieje tylko jeden słuszny punkt widzenia, gdy potrafią coś wykorzystać dla usprawiedliwienia swej walki przeciwko legalnemu rządowi syryjskiemu" — powiedział Wiaczesław Matuzow. Jednakże, jego zdaniem, istnieje nadzieja na to, że podejście Stanów Zjednoczonych do tej sprawy ulegnie zmianie. „Po raz kolejny przedstawiamy wspólnocie światowej dowody. Walka trwa, lecz ma ona w większej mierze charakter walki informacyjnej. Zobaczymy, czy Amerykanie zrezygnują z prób oskarżania syryjskiej armii, a niekiedy nawet armii rosyjskiej, o stosowanie jakichś zakazanych substancji chemicznych. Między innymi chlorku. Mam nadzieję, że w wyniku zmiany amerykańskiej administracji zmieni się też podejście Stanów Zjednoczonych do pewnych zagadnień" — skonkludował ekspert. 

* Rosjanie zamierzają wyprzeć z Palmiry terrorystów z Państwa Islamskiego – pisze „The Daily Express”. Według brytyjskiego dziennika lotnictwo rosyjskie już przeprowadziło serię potężnych nalotów na obiekty ISIS, położone w pobliżu starożytnego miasta. Jak informuje „The Daily Express”, na nagraniu wideo widać, że w pobliżu Palmiry, którą niedawno ponownie zajęli terroryści z Państwa Islamskiego, skoncentrowano znaczne siły lądowe, a nad miastem latają śmigłowce szturmowe. Siły Powietrzno-Kosmiczne FR przeprowadziły serię potężnych nalotów na pozycje islamistów na obrzeżach Palmiry. W piątek – jak pisze gazeta – rosyjskie samoloty rozpoczęły kampanię, mającą na celu wyparcie terrorystów z terytorium przylegającego do lotniska wojskowego T-4.

 

* Syryjska armia i jej sprzymierzeńcy odbili z rąk terrorystów Państwa Islamskiego wzgórza w rejonie lotniska wojskowego pod Palmirą, poinformowało agencję RIA Novosti źródło w syryjskim wojsku.  Wojska rządowe, które w ciągu dwóch dni odparły trzy silne ataki na lotnisko T-4, odzyskały kontrolę nad porzuconymi koszarami — powiedział rozmówca agencji. Terroryści Państwa Islamskiego kontynuują ostrzał bazy lotniczej z reaktywnych kompleksów rakietowych.    

 

* Popierana przez USA koalicja SDF, w której dominuje kurdyjska YGP, przygotowuje się do zdobycia stolicy Daesz w Syrii – miasta ar-Raqqa nad Eufratem. W szturmie ma wziąć udział ok. 30.000 żołnierzy. Miasta broni 20-50 tysięcy dżihadystów, fanatycznych i swietnie uzbrojonych, którym sprzyja teren. Aby okrążyć miasto i zamknąć je w oblężeniu trzeba pokonać bagna  na wschód od Raqqa i usczcelnić wojskowo południowy brzeg Eufratu. Zdobycie gęsto zabudowanego miasta, pełnego min, pułapek i snajperów wiąże się z dużymi stratami i nie wróży powodzenia.

 

*Włosi alarmują, że w ciągu ostatniego roku zatrzymali u siebie wielu kosowskich Albańczyków, związanych z Państwem Islamskim. Z ich rozpoznania wynika, że do Europy powrócił Lavdrim Muhaxheri i wielu jego ludzi, a w tym Ridvan Haqifi. Muhaxheri to młody Kosovar (27 lat), który pracował dla NATO w Kosowie, a następnie dla "prywatnej firmy wojskowej", podwykonawcy NATO w Afganistanie i Iraku. Był zatrudniony w Kosowie przez Imama Zekerija Qazimi i dołączył do Islamskiego Emiratu w Iraku, który potem przekształcił się w Daesz. Opublikował kilka filmów wideo, na których widać go jak okrutnie morduje jeńców. Poszukiwany przez ONZ (UNMIK), Interpol i Departament Stanu USA, jest teraz na celowniku Europolu. Według syryjskich i włoskich służb specjalnych, planował różne ataki w Albanii, Kosowie i Macedonii. Muhaxheri dowodził albańskimi oddziałami Daeszu, które w pewnym momencie ogłosiły o jego śmierci w walce. W roli dowódcy zastąpił  go wtedy Ridvan Haqifi, ale w maju 2015 roku Muhaxheri pojawił się znowu, żywy i cały.  Daesz jest organizacją terrorystyczną, stworzoną pierwotnie przez służby specjalne USA do walki z irackim ruchu oporu. W 2014 roku przeszedł pod dowództwo saudyjskiego księcia Abdul Rahmana al-Faisala z misją przecięcia nowego Jedwabnego Szlaku w Iraku i Syrii oraz utworzenia Sunnistanu w Lewancie.

 

Azja

* „Widzę, że w USA istnieją pewne problemy, dlatego się tam udam, aby spotkać się z nowym prezydentem” – powiedział niedawno Dalajlama. W odpowiedzi na to oświadczenie Pekin ostrzegł Waszyngton przed jakimikolwiek działaniami skierowanymi na naruszenie suwerenności Chin i zasady jednych Chin w stosunkach chińsko-amerykańskich. Dalajlama to częsty gość w Białym Domu. Jego ostatnia wizyta w czerwcu zeszłego roku wywołała zdecydowany protest w Pekinie. Donald Trump nie może nie wiedzieć, że ewentualny osobisty kontakt z Dalajlamą (i to po tym, jak niedawno tylko przycichło po jego rozmowie z prezydentem Tajwanu) może spowodować jeszcze mocniejszą i świadomą obrazę dla Chin. Jednak rozwój stosunków USA-Chiny najwyraźniej w niemałym stopniu będą zależeć od zdolności Donalda Trumpa do nowego podejścia do problemu Tybetu. A konkretnie do amerykańskiego wsparcia zarówno samego Dalajlamy, jak i szeregu zagranicznych pozarządowych organizacji stawiających sobie za cel oddzielenie Tybetu od Chin. Kwestia tybetańska zawsze była kością niezgody i czynnikiem destabilizacyjnym w chińsko-amerykańskich stosunkach, o czym świadczą liczne dokumenty departamentu stanu USA i amerykańskiego wywiadu, odtajnione pod koniec lat 90-ych XX wieku. Materiały CIA pokazują, że finansowanie Dalajlamy z budżetu Stanów Zjednoczonych przechodziło po tych samych resortach, co i przeprowadzenie wojskowych operacji z udziałem tybetańskich powstańców w Tybecie do jego wyzwolenia przez armię chińską w 1951 roku. Na przestrzeni większej części lat 60-ych CIA przekazywało tybetańskim separatystom od 1,7 miliona dolarów amerykańskich rocznie w celu przeprowadzenia operacji przeciwko Chinom, włącznie z coroczną zapłatą dla samego Dalajlamy w wysokości 180 tysięcy dolarów. A 180 tysięcy dolarów w latach 60-ych znaczyło niemal tyle samo, co 1,5 miliona dolarów dziś, a 180 tysięcy dolarów w latach 70-ych to prawie 800 tysięcy dolarów obecnie. Z inicjatywy Kongresu Stanów Zjednoczonych uruchomiono nadawanie w języku tybetańskim w rozgłośni „Głos Ameryki". Potem została stworzona rozgłośnia „Radio Wolna Azja", nadająca w języku tybetańskim. W corocznych raportach Departamentu Stanu UA ds. praw człowieka w Chinach Tybet został wniesiony w oddzielny rozdział. To odzwierciedla zamiar Waszyngtonu, aby uważnie śledzić sytuację praw człowieka w Tybecie, za każdym razem dając sygnał do aktywizacji  tybetańskich separatystów na terytorium Indii. Te raporty o prawach człowieka to przyczyna corocznego wybuchu napięcia w amerykańsko-chińskich stosunkach. Ich publikacja ma miejsce na przełomie lutego i marca. Chińskie władze stale podkreślają, że raporty z roku na rok pisane są tak samo i nie uwzględniają postępu w tej sferze, osiągniętego dzięki udanej polityce społeczno-ekonomicznej władz centralnych Chin w Tybecie. Publikacja kolejnego raportu oczekiwana jest już po inauguracji Donalda Trumpa 20 stycznia. I jeśli do tego czasu nie nastąpi żadne nadzwyczajne wydarzenie w rodzaju spotkania Trumpa z Dalajlamą, to treść tego właśnie raportu departamentu stanu USA może stać się pierwszym testem na zdolność administracji Trumpa do nowego podejścia do kwestii Tybetu. Ciężki polityczny „bagaż" poprzednich administracji Stanów Zjednoczonych, jak i niektóre cechy szczególne Trumpa jako polityka, nie dają powodów ekspertowi z Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Nankin Zhu Fengowi mieć nadzieję na gruntowne zresetowanie chińsko-rosyjskich stosunków w kwestii Tybetu: „Uważam, że po inauguracji Donalda Trumpa, jego administracja bedzie musiała zrewidować politykę wsparcia dla Dalajlamu i tybetańskich separatystów. Jedna z przyczyn leży w tradycjach przedstawicieli administracji Stanów Zjednoczonych i kierownictwa państwa, aby robić wyraźny akcent na wsparcie „demokracji" i „wolności religijnych". W rzeczywistości to nie jest związane z kwestią tybetańską i jest potężną ingerencją w sprawy wewnętrzne Chin. Ponadto, Donald Trump jeszcze nie rozpoczął oficjalnie swojej prezydentury, a już bezgranicznie pokazuje swój indywidualizm i polityczny koloryt, co raczej nie wpłynie dobrze na rozwój chińsko-amerykańskich stosunków". Najwyraźniej obserwatorzy będą uważnie porównywać również sumy pomocy, które USA będzie wydzielać tzw. „tybetańskiemu rządowi na wygnaniu". Amerykański pisarz i politolog Wiliam Engdahl w jednej ze swoich publikacji określa rozmiar tego honorarium za działalność przeciwko Pekinowi: 2 miliony dolarów rocznie. Ten sam ekspert twierdzi, że CIA kontynuuje opracowywanie i finansowanie strategii wykorzystywania Dalajlamy przeciwko Chinom. Zakłada ona zarówno sponsorowanie jego osoby, jak i działalności „Domu Tybetańskiego" w jego imieniu na terytoriach różnych państw, a także wsparcie dla jego działalności kaznodziejskiej.
 

Ameryka

* Prezydent elekt USA Donald Trump zapewnił na Twitterze, że północnokoreańskie pociski balistyczne nigdy nie dolecą do Stanów Zjednoczonych.  Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un w przemówieniu noworocznym oświadczył, że przygotowania do wystrzelenia międzykontynentalnego pocisku balistycznego ICMB „weszły w ostatnie stadium". Kim zagroził też dalszą rozbudową potencjału militarnego, jeśli Stany Zjednoczone nie zaprzestaną dorocznych wspólnych manewrów wojskowych z Koreą Południową. — Korea Północna właśnie oświadczyła, że jest na ostatnim etapie opracowywania broni nuklearnej zdolnej do osiągnięcia części terytorium USA. To się nigdy nie zdarzy! — napisał Trump na Twitterze.Oskarżył też Chiny o niewystarczające zaangażowanie się w rozwiązanie kwestii północnokoreańskiej:Chiny zabierają olbrzymie ilości pieniędzy i bogactw z USA poprzez totalnie jednostronny handel, ale nie chcą pomóc w kwestii Korei Północnej. Miłe!”.

 

* Awaria systemu kontroli celnej i służb imigracyjnych doprowadziła w poniedziałek do olbrzymich kolejek na amerykańskich lotniskach – poinformowała gazeta „USA Today”.  Według agencji U.S Customs and Border Protection (CBP) awaria spowodowana była przez komputery i trwała około czterech godziny. Doprowadziło to do olbrzymich kolejek na amerykańskich lotniskach, którym próbowano zapobiec przy użyciu „alternatywnych procedur" odpraw pasażerów lotów międzynarodowych.Jak poinformowała CBP,obecnie nic nie wskazuje na to, aby zakłócenia były spowodowane celowo.  Sytuacja wróciła już do normy.

* Członkowie Partii Demokratycznej USA są zadowoleni z możliwości zreformowania partii na tle porażki Hillary Clinton w wyborach prezydenckich, pisze The Financial Times.  Prawie 25 lat temu Clintonowie po raz pierwszy weszli do Białego Domu i zajęli „stanowiska dowodzenia” w Partii Demokratycznej, jednak teraz ich władza dobiegła końca. Porażka Hillary dała im „promyk nadziei” na odbudowanie partii, która w końcu będzie mogła zwrócić się do szerszych warstw społeczeństwa Stanów Zjednoczonych i która już nie będzie włączać najbliższy krąg Clintonów. Według byłego pracownika administracji Billa Clintona teraz partia jest gotowa „zacząć wszystko od zera”, czytamy w artykule. Natychmiast po wiadomości o przegranej większość Demokratów powstrzymała się od wyrzutów pod adresem Clinton, ale niektórzy politycy wypowiadali się, że należało przeprowadzić ostrzejszą kampanię przedwyborczą — wtedy Demokraci mogliby wybrać kandydata, który lepiej wpisałby się w „populistyczne tendencje”, zaznacza FT. Zachowanie Clinton podczas przedwyborczego wyścigu przypominało polityka, który przez wiele lat żył w kloszu — ona przemieszczała się prywatnymi samolotami i limuzynami i stale była otoczona asystentami. Zdaniem członka Kongresu z Michigan Debbie Dingell wielu Demokratów popierało Bernie’go Sandersa. Jednocześnie Clinton i jej sztab nawet nie próbowali nawiązać kontaktu ze swoimi wyborcami w Michigan — jednego z kluczowych stanów — wcześniej, choć było jasne, że nie ma ona wystarczającego poparcia ze strony klasy robotniczej, pisze gazeta. „Jej wyborcy nie zagłosowali. A dlaczego? Ponieważ nie zostali zmotywowani i zachęceni. Ludzie byli najbardziej zaniepokojeni kliką Clinton. Oni już snuli plany, że pojadą jako ambasadorowie do Paryża, czy też zajmą miejsca w administracji” — cytuje FT byłego pracownika sztabu Clinton. Niektórzy oskarżyli o porażkę Clinton szefa FBI Jamesa Comey'a, który na krótko przed wyborami wszczął nowe śledztwo przeciwko niej. Jednak ludzie, którzy tak myślą, po prostu sami siebie oszukują. „Nie chodzi o Comey'a. To był gniew na rząd i tę jego część, która ona reprezentowała, a także pragnienie wyrażenia tego gniewu tak agresywnie, na ile to możliwe” — uważa współzałożyciel demokratycznego centrum badawczego Third Way Matt Bennett. Według niego teraz Demokraci są w „najgorszej formie” i przypominają „kupę palących się odłamków”. Partia rozpoczęła już poszukiwania zmiennika dla Clinton. Były szef Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej Howard Dean oświadczył, że chce powrócić na dawne stanowisko. Bernie Sanders zaproponował kandydaturę Keitha Ellisona. Teraz nadzieje pokładane są na Sandersie, senator z Massachusetts Elizabeth Warren, senatorze z New Jersey Corym Brookerze i sekretarzu ds. polityki mieszkaniowej Julianie Castro, donosi Financial Times.

* Co najmniej 60 osób zginęło w trakcie buntu w więzieniu Anisio Jobim w Manaus, stolicy stanu Amazonas na północy Brazylii – podała telewizja Globo. Wcześniej władze informowały o 50 ofiarach śmiertelnych. Zamieszki wybuchły z powodu awantury między dwoma największymi gangami Brazylii, które rywalizują ze sobą o kontrolę nad kilkoma więzieniami. Szef sił bezpieczeństwa w stanie Amazonas Sergio Fontes powiedział, że bunt prawdopodobnie został zorganizowany przez  miejscowy gang Rodzina Północy (Familia do Norte) przeciw Pierwszemu Komandu Stołecznemu (Primeiro Comando da Capital, PCC albo 15.3.3.) z Sao Paulo. Ta druga to najwieksza brazylijska organizacja przestępcza, która liczy około 13 tys. członków i działa niemal na całym terytorium Brazylii (22 z 27 stanów) oraz w Paragwaju i Boliwii. Policja znalazła dziurę w murze, przez którą na teren więzienia trafiała broń. Bunt zakończył się w poniedziałek rano. Uwolniono 12 strażników przetrzymywanych przez więźniów. Z zakładu karnego Anisio Jobim uciekła też część więźniów. Jak poinformowały lokalne władze, podczas zamieszek niektórym więźniom odcięto głowy lub poćwiartowano ich ciała. — Nigdy w życiu nie widziałem czegoś podobnego. Tyle ciał, tyle krwi – napisał w serwisie społecznościowym sędzia Luis Carlos Valois, który negocjował ze skazańcami zakończenie zamieszek. To najkrwawsze zamieszki w brazylijskim zakładzie karnym od 1992 roku, gdy policjanci w więzieniu Carandiru zabili 111 skazańców. Brazylia ma jeden z najwyższych na świecie wskaźników ciężkich przestępstw i ponad pół miliona osadzonych w bardzo zatłoczonych więzieniach.

 

* Błędy Stanów Zjednoczonych podczas operacji w Iraku, która miała na celu obalenie Saddama Husajna, były jednym z powodów narodzin Państwa Islamskiego.  Przyznał to prezydent USA Barack Obama, występując na Florydzie z przemówieniem na temat sposobów walki z terroryzmem. Było to jego ostatnie przemówienie na temat kwestii bezpieczeństwa narodowego. Jednocześnie, dodał amerykański przywódca, Pentagon opracowuje nowy program walki z PI dla administracji Donalda Trumpa. „My nie chcieliśmy powtarzać pewnych błędów z wtargnięcia 2003 roku, które początkowo przyczyniły się do rozwoju organizacji, która stała się znana jako Państwo Islamskie” — powiedział prezydent USA podczas przemówienia w bazie Sił Powietrznych USA MacDill w stanie Floryda. Według Baracka Obamy na początku jego prezydentury w Iraku skoncentrowano prawie 150 tysięcy żołnierzy, podczas gdy terroryści, w szczególności „Al-Kaidy”, aktywizowali się w Afganistanie i Pakistanie, gdzie przegrupowywali siły i planowali ataki na Stany Zjednoczone. Obama zauważył również, że nie było sensu utrzymywać obecność wojskową w Iraku po 2011 roku — to  w żaden sposób nie pomogłoby w walce z PI. „W praktyce nie było to żadną z opcji działań” — powiedział szef Białego Domu. Obiecał on, że Państwo Islamskie zostanie rozgromione, nie podał jednak konkretnego terminu i metod, do których Waszyngton planuje się uciec. Według Obamy Pentagon przedstawi nowy program walki z PI dla administracji Donalda Trumpa, któremu obecna głowa państwa przekaże pełnomocnictwo 20 stycznia 2017 roku. „Nie stanowią zagrożenia dla USA” Ogłaszając zwycięstwo nad PI w dającej się przewidzieć przyszłości, Obama powiedział o daremności amerykańskich operacji antyterrorystycznych w Afganistanie. „Wojna jest częścią życia w Afganistanie od ponad 30 lat. I USA nie mogą wyeliminować «Talibana» czy położyć kresu przemocy w tym kraju” — powiedział amerykański przywódca. Obama poinformował, że obecnie w Afganistanie przebywa niecałe 10 tysięcy amerykańskich żołnierzy i oficerów i podkreślił: choć „brutalny ekstremizm” jest obecny w wielu częściach świata, w tym na Bliskim Wschodzie, Amerykanie w swoim kraju nie mają się czego obawiać. „Dzisiaj terroryści mogą zabijać niewinnych ludzi, ale nie stanowią oni zagrożenia dla istnienia naszego kraju. Nie powinniśmy przeceniać ich mocy: w ten sposób pomagamy im, dajemy możliwość przyciągania do swoich szeregów większej liczby ludzi” — stwierdził prezydent Stanów Zjednoczonych. Przypomnijmy, inwazja sił koalicyjnych pod przewodnictwem USA w Iraku miała miejsce w marcu 2003 roku. Mandat ONZ na działania wojenne nie został wydany. Formalnym pretekstem do wprowadzenia wojsk był związek reżimu Saddama „Drodzy obywatele! Na mój rozkaz siły koalicyjne rozpoczęły uderzenia na obiekty o znaczeniu wojskowym w celu osłabienia zdolności Saddama Husajna do prowadzenia wojny. Jest to dopiero początek szerokiej i potężnej kampanii” — zwrócił się wtedy do narodu prezydent George W. Bush. Jednak później śladów broni masowego rażenia w Iraku i tak nigdy nie znaleziono. Według różnych szacunków od 2003 do 2011 roku ofiarami konfliktu w regionie padło od 700 tysięcy do 1,5 miliona Irakijczyków. USA straciły w Iraku ponad 4 tysiące żołnierzy, około 30 tysięcy zostało rannych. Podczas operacji zginęło również ponad stu brytyjskich żołnierzy. W październiku 2015 roku były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair w rozmowie z CNN przyznał, że błędy Londynu w Iraku przyczyniły się do powstania Państwa Islamskiego.

Gospodarka

* Wyspecjalizowane agencje Turcji i Rosji analizują nowe sposoby płatności w handlu zasobami energetycznymi w walutach narodowych – poinformował turecki minister energetyki i zasobów naturalnych Berat Albayrak. Po wizycie w Rosji 6-7 grudnia premier Turcji Binali Yıldırım powiedział w wywiadzie dla agencji RIA Novosti, że banki centralne obu krajów rozpoczęły prace nad kwestiami technicznymi związanymi z przejściem na waluty krajowe w handlu wzajemnym. — Turcja wchodzi w nową erę polityki energetycznej i będzie rozliczać się z krajami posiadającymi  duże ilości zasobów energetycznych w walucie krajowej – powiedział Albayrak w parlamencie, cytowany przez gazetę „Sabah”. Dodał, że pierwszy krok należy wykonać w stosunkach handlowych z Rosją, nad czym pracują już odpowiednie resorty. Minister zaprzeczył, by budowa gazociągu Turecki Strumień jeszcze bardziej uzależniła Turcję od rosyjskiego gazu. Jego zdaniem jego kraj stanie się ważnym ośrodkiem regionalnym, poprzez który gaz będzie płynął do krajów trzecich.

 

* Z nowym rokiem na moskiewskiej giełdzie rośnie kurs rubla wobec dolara i euro. Za jednego dolara na moskiewskiej giełdzie we wtorek rano płacono 61,04 rubla (wzrost o 23 kopiejki). Kurs euro osiągnął poziom 63,96 rubla, czyli więcej o 57 kopiejek.  Kurs rubla w 2016 roku odnotował wzrost w stosunku do dolara o 20,1%, a wobec euro – o 24,7%. 20 stycznia ubiegłego roku za 1 USD płacono 82 RUB, a kurs euro przybliżył się do 90 RUB.

 

* Eksperci z białoruskiego koncernu Biełorusnieft odkryli w grudniu nowe złoże ropy naftowej na Białorusi – poinformowała służba prasowa koncernu. Jego zasoby szacuje się na 1,695 mln ton ropy naftowej. Jak poinformował Biełorusnieft, dokładniejszą ocenę będzie można przeprowadzić po wykonaniu pierwszych odwiertów w 2017 roku. Złoże zakwalifikowano do trudnodostępnych zasobów geologicznych. Ropa naftowa zalega na dużych głębokościach o niskiej przepustowości. Jednak eksperci dają zielone światło dla jej wydobycia z powodu niezwykle wysokiego ciśnienia złożowego.

 

Militaria

* Sekretarz Sił Powietrznych USA Deborah Lee James nazwała Rosję zagrożeniem numerem jeden dla Stanów Zjednoczonych. „Przed nami jest wiele zagrożeń, którymi się zajmujemy, ale Rosja ze względu na aspekt atomowy może być realnym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych” — powiedziała James agencji Reuters na dorocznym Forum Obrony Narodowej im. Reagana w Kalifornii. Jednocześnie zastępca sekretarza obrony USA Frank Kendall zaznaczył, że jeżeli wcześniej polityka Waszyngtonu była skierowana na przeciwdziałanie zagrożeniom w regionie Azji i Pacyfiku oraz na Bliskim Wschodzie, to teraz jest bardziej skupiona na Rosji. „Ze względu na ich zachowanie… musieliśmy dokonać przeglądu równowagi możliwości, które będą nam potrzebne” — powiedział Kendall. Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA Joseph Dunford uważa, że celem Moskwy jest konfrontacja z NATO i podważenie jego reputacji, a także ograniczenie zdolności amerykańskiej armii urzeczywistniania swojej obecności wojskowej na całym świecie. „Oni często działają tam, gdzie ich nie widzieliśmy od dziesięcioleci” — cytuje Dunforda Reuters. Amerykańscy politycy zaznaczają również, że rozwój Rosji w dziedzinie bezpieczeństwa cybernetycznego, kosmosu, potencjału nuklearnego i obrony przeciwrakietowej będzie wymagał wprowadzenia zmian do projektu budżetu obronnego na 2018 rok po inauguracji prezydenta elekta Donalda Trumpa 20 stycznia. Kreml wcześniej oświadczył, że Rosja nie jest dla nikogo zagrożeniem, ale nie pozostawi bez uwagi działań potencjalnie niebezpiecznych dla jej interesów. Minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow jednocześnie podkreślił, że Moskwa nie będzie angażować się w narzucaną jej konfrontację z USA, NATO i UE, a także we wszelkich okolicznościach będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwo zarówno samego kraju, jak i swoich obywateli.

Varia

* Międzynarodowy Komitet Olimpijski wykroczy poza sprawozdanie szefa niezależnej komisji Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) Richarda McLarena i ponownie przeanalizuje wszystkie próbki testów dopingowych wszystkich rosyjskich sportowców, którzy występowali na Igrzyskach Olimpijskich w 2014 i 2012 roku, poinformował prezydent MKOl Thomas Bach. Wcześniej w grudniu została opublikowana druga część raportu komisji WADA pod przewodnictwem McLarena, w której czytamy, że ponad tysiąc rosyjskich sportowców brało udział w manipulowaniu próbek antydopingowych lub czerpało korzyści z tego na różnych turniejach, w tym na Igrzyskach Olimpijskich. „Jest to bezpośrednia kontynuacja raportu McLarena. MKOl wykroczy poza ramy ustaleń raportu McClarena poprzez ponowne przeanalizowanie wszystkich próbek rosyjskich sportowców biorących udział w igrzyskach olimpijskich w Soczi (IO-2014), a także wszystkich, którzy wzięli udział w Igrzyskach Olimpijskich w Londynie (IO-2012)” — zacytowano słowa Bacha w komunikacie MKOl.

 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Bravo Amigo .https://www.youtube.com/watch?v=8B6jOUzBKYc
  • Jedna z pierwszych manifestacji ukraińskich neofaszystów w Kijowie w dniu 30 września 1990 r.
    https://youtu.be/rVeHFt45ggs
  • W Phenianie, w nowej dzielnicy mieszkalnej Mirae-Kawahak
    https://youtu.be/O5G1jHAcqjY
  • Szopka
    Kto chciałby zobaczyć szopkę w super jakości podaję link:
    https://vod.tvp.pl/28434108/szopka-w-muzeum
  • Pochówek prochów Bandery
    Czy na uroczystości ponownego pochówku prochów S. Bandery wybierze się prezydent Duda z prezesem Kaczyńskim?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930