Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4000 postów 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Tylko mandaryński

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

PASJE LINGWISTÓW (58) Na świecie rośnie popularność języka chińskiego w wersji mandaryńskiej, ale w samych Chinach jest on nadal kontestowany.

 

Słynne hasło Deng Xiaopinga „Niech zakwitnie sto kwiatów” 让百花绽  [ràng bǎihuā  zhànfàng], od którego zaczęła się rewolucja wielkiego rozwoju Chin, stosuje się do swobód gospodarczych, ale na pewno nie do języka. W tym zakresie w Chinach obowiązuje daleko posunięty rygoryzm na rzecz promocji oficjalnego jednego języka w wersji zwanej mandaryńską.

Jakiś rok temu niepozorna reklama szamponu do włosów, a jeszcze bardziej telewizyjna parodia tej reklamy wywołała prawdziwą burzę lingwistyczną w Chinach. Występujący w niej aktor Jackie Chan, aktor i gwiazda sportów walki wymyślił nowe słowo duang  dla opisu „włosów sprężystych”. Burza dotyczyła kilku aspektów. Po pierwsze: który z czterech tonów języka mandaryńskiego należy w nim zastosować? Po drugie: czy w ogóle można je włączyć do słownika, skoro Chan pochodzi z Hongkongu, gdzie mówi się językiem kantońskim, mającym sześć tonów i w Pekinie niezrozumiałym? A po trzecie: jakim znakiem to słowo zapisać? To ostatnie rozwiązanie ułatwił internet, gdzie w wyniku oddolnej inicjatywy wykuto kombinację z dwóch znaków aktorskiego pseudonimu Chana czyli  [chéng  long] („zostać smokiem”), z których złożono jeden. Tak często powstają nowe znaki (jakby starych było za mało!). Ale tu pojawił się kolejny problem: w chińskim świecie istnieją dwa systemy znaków. W roku 1950 w ChRL przyjęto [jiǎnhuà], czyli tzw. system „uproszczony” (udowadniając w ten sposób, że wszystko jest względne). Jednakże na Tajwanie i w Hongkongu pozostał tradycyjny system  [fùzá], czyli znaków „skomplikowanych”. Natychmiast zatem i dla słowa duang utworzono „tradycyjną” wersję znaku. Wprawdzie słowa i znaku dotąd nie było, ale tradycja – nowa i świecka oczywiście – dla jego zapisu już jest.

Ten groteskowy epizod ilustruje wielki problem językowy, z jakim zmagają się Chiny od ponad stu lat. Kiedy w roku 1912 w Chinach proklamowano republikę, państwo nie miało wspólnego języka mówionego, a tylko klasyczne wspólne pismo i język pisany (powszechnie zrozumiały pojęciowo, ale rozmaicie wymawiany). Urzędnicy cesarscy (mandaryni) komunikowali się – miedzy sobą i z ludem - w języku, którym mówił dwór i elity w Pekinie, ale reszta ogromnego kraju była dramatycznie poszatkowana na setki dialektów lokalnych. Jeszcze dziś eksperci rozróżniają w chińskim 6-8 języków, które są dla siebie nawzajem niezrozumiałe, oraz mnóstwo dialektów lokalnych, i to tylko takich, którymi mówi sama ludność Han, czyli etniczni Chińczycy stanowiący 91% ludności kraju. Do tego trzeba jeszcze dodać języki 55 kwalifikowanych mniejszości niechińskich i języki  przynajmniej kilkunastu innych grup, których za takie nie uznano.

Brak wspólnego języka był zawsze w oczach przywódców zagrożeniem dla nadrzędnego celu, jakim było budowanie jednolitego nowego narodu chińskiego. Jeszcze i dziś nie wolno mówić o „językach chińskich” w liczbie mnogiej, co najwyżej trzeba używać określenia dialekty, aby nie podważać obowiązującej doktryny o jednym wielkim narodzie chińskim, politycznie potrzebnej także do rozwiązania kwestii Hongkongu i Tajwanu oraz utrzymaniu granic państwa.

Pierwszy komitet dla stworzenia jednolitego języka chińskiego powołano w roku 1913. Po wielu zebraniach wybrano potoczny język Pekinu jako podstawę. Kiedy w roku 1949 władzę w Chinach objęli komuniści Mao Tse-tunga, chociaż w ogromnej większości sami pochodzili z odległych prowincji podtrzymali ten wybór i tę formę języka nadając jej nazwę 普通 [pǔtōnghuà], czyli „wspólny język”. Także wrogowie maoistów z pokonanego Kuomintangu zachowali ten język, mimo że na Tajwanie, gdzie się schronili, miejscowy język wyspiarski bardzo się różni od pekińskiego. Nawet odległy Singapur, pierwotnie zasiedlony prawie wyłącznie przez Chińczyków z Południa, a więc mówiących raczej kantońskim niż pekińskim, też przyjął putonghua jako jeden ze swych języków ojczystych (obok malajskiego i hindi). Urzędowo używa się tam angielskiego, tak jak w Hongkongu. 

Język mandaryński (putonghua) obecnie rzuca wyzwanie angielskiemu jako największy język świata.  Mimo jego ogromnej popularności i powszechnego używania nadal czuje się jego sztuczność. Słownictwo, gramatyka, a nawet akcenty i tonalność zostały w nim uproszczone, oczyszczone z wyjątków i uregulowane przez komitet. Jest on wpisany do konstytucji a jego użycie w całych Chinach jest wspierane administracyjnym wmuszaniem. W ustawie z 2000 roku, podpisanej przez prezydenta Jiang Zemina (który sam mocno zaciągał akcentem z prowincji Jiangsu, nad Wielkim Kanałem)  putonghua został powiązany z suwerennością i rozwojem socjalistycznego państwa. Od połowy lat 1990-ych wprowadzono obowiązkowe egzaminy z tego języka dla wszystkich nauczycieli, dziennikarzy radiowych, aktorów i prezenterów TV. Tym ostatnim potrąca się z pensji za każdą pomyłkę w tonie lub akcencie. Mimo, że Mao Zedong pochodził z prowincji Hunan, a  Deng Xiaoping z Syczuanu, i obaj mieli bardzo silny akcent lokalny, bo w obu tych prowincjach mówi się dialektami, aktorzy dostali stanowczy nakaz, aby odgrywając role tych dwu najbardziej dziś czczonych postaci w historii Chin, albo cytując ich teksty, posługiwali się nienagannym putonghua. Dopiero ostatnio reguły te poluzowano, ale tylko troszkę.     

Tam, gdzie pozwala się na używanie dialektów lokalnych, jak np. w tradycyjnej chińskiej operze, aktorzy skwapliwie z tego korzystają. Próbowano również przemycać je w niektórych lokalnych programach dla dzieci, ale władze wykazały tu daleko posuniętą czujność i postawiły temu tamę, aczkolwiek w wielu prowincjach jest to nadal zabawa w kotka i myszkę.   

Podczas gdy jedne z lokalnych dialektów i języków, jak np. hakka, ulegają nawale jezyka mandaryńskiego i zanikają, to są i takie, które mają dość siły i prestiżu, aby się przed jego naporem obronić. W roku 2010 w prowincji Guandong, gdzie 60 milionów ludzi mówi po kantońsku, tysiące z nich wyszły na ulice w proteście przeciw planom obcięcia godzin nadawania w tym języku. W Szanghaju popularni aktorzy kabaretowi skutecznie bronią miejscowego dialektu w upowszechnianych zwrotach i tekstach. Również eksplozja mediów społecznych w Chinach sprzyja ćwiczeniu zanikających dialektów i języków mniejszości. Np. hip-hop nagrano w językach chongqing i changsha, a grupa fanów skrzyknęła się w internecie i nagrała w 25 dialektach piosenkę „Let it go” z disneyowskiego przeboju „Frozen”.  

Niektórzy urzędnicy uznając, że zanikanie dialektów to dla kultury proces podobnie negatywny, jak zanikanie bioróżnorodności w przyrodzie, podnoszą ostatnio alarmy w ich obronie. Nawet wysoki urzędnik chińskiego ministerstwa edukacji pozwolił sobie latem tego roku na publiczne wyrażenie opinii, że nauka mandaryńskiego nie musi odbywać się kosztem dialektów i że uczenie się wielu języków sprzyja rozwojowi dziecka.

Jeśli o sam mandaryński chodzi, to jego pierwotna sztuczna konstrukcja jakby nabrała już naturalnego wigoru i stała się powszednim, normalnie używanym językiem. Mimo to, jeszcze w 2014 roku to samo ministerstwo edukacji skarżyło się, że ok. 30% populacji, czyli grubo licząc jakieś 400 milionów obywateli Chin jeszcze nim nie mówi, a tylko 10% ogółu posługuje się nim poprawnie.

Co gorsza, dominacja mandaryńskiego bywa nadal podważana, jak np. w Hongkongu, gdzie opór polityczny wobec Pekinu tli się jeszcze dość żywo, a putonghua ciągle budzi niechęć. Wydaje się jednak, że rolę jego rywala pełni tam nie chiński język kantoński z okolicznej prowincji, tylko „kongish” – miejscowa odmiana języka angielskiego, którą przyjmują także inni Chińczycy, którzy się angielskiego uczą. Może to oznaczać, że poszukiwanie narodowej jedności w Chinach ma jeszcze przed sobą długą drogę do pokonania.  (BJ)

 

 

PASJE LINGWISTÓW to otwarty cykl na moim blogu, w którym zamieszczam materiały dotyczące mojej najstarszej, życiowej i zawodowej pasji: poszczególnym językom, nazewnictwu, lingwistyce porównawczej, etymologiom, itp. Dotychczas w tym cyklu na moim blogu ukazały się:

 

01.Słowianin, czyli niewolnik (17.07.2011)

02.Marek Dupnica i reszta (20.07.2011)

03.To tamten cham (13.08.2011)

04.Wymieranie języków (5.09.2011)

05.Mlaskanie w cmoku (2.10.2011)

06.Nowa liczba bestii cz.I (5.12.2011)

07.Boso, ale w liczydłach cz.II (6.12.2011)

08.Dwudziestu rudych twardzieli cz.III  (7.12.2011)

09.Baskijski ślad Atlantydy cz.IV (8.12.2011)

10.Poligloci wystąp (3.01.2012)

11.Easy or Crazy? (7.04.2012)

12.Nazwisko jak penis (30.05.2012)

13.Małpi znak (6.09.2012)

14.Na ratunek językom (24.10.2012)

15.Angielski po wikingach? (22.12.2012)

16.Conclave dla lingwisty (31.03.2013)

17.Nazwy w kosmosie (9.07.2013)

18.Kariera castellano (17.07.2013)

19.Działa nawalony (30.07.2013)

20.Vere resurrexit (9.09.2013)

21.Statystyka słownika (11.09.2013)

22.Arabski dialektycznie (1.10.2013)

23.Wredna wymowa WWW(3.10.2013)

24.Gęsi na Neonie(12.10.2013)

25.A może nowosłowiański? (23.10.2013)

26.Polska jak Szampania (1.11.2013)

27.Znać czy wiedzieć? (7.11.2013)

28.Znikający punkt styku (15.11.2013)

29.Kein Denglisch, bitte (23.11.2013)

30.O prostocie niemczyzny (19.12.2013)

31.Zrozumieć Brazylijczyka (21.12.2013)

32.Między fałszem a absurdem (29.12.2013)

33.Tykanie w językach (12.02.2014)

34.Fałszywi rosyjscy przyjaciele (19.02.2014)

35.Być albo nie być (31.03.2014)

36.Złowrogi cień Teutonów /1/ (23.03.2015)

37.Komu German bratem /2/ (24.03.2015)

38.Allemani, wszystkie chłopy /3/ (25.03.2015)

39.Niemców różnie wołają /4/ (26.03.2015)

40.O języku rumuńskim (1.04.2015)

41.Dzieci dwujęzyczne (6.05.2015)

42.Najdłuższe nazwy geo (10.06.2015)

43.Tak pisać nakazano (22.07.2015)

44.Sezon ogórkowy (29.07.2015)

45.Langue arabesque (19.08.2015)

46.Ja się deklinuję (26.08.2015)

47.Mapa językowa Europy (9.09.2015)

48.Protojęzyk zwierząt i dzieci (4.11.2015)

49.Język wedle klimatu? (2.12.2015)

50.Wszystkie imiona Brazylii (16.12.2015)

51.Wymowa łacińska (6.01.2016)

52.Oko trę (27.07.2016)

53.Książki po arabsku (10.08.2016)

54.Który najtrudniejszy? /cz.I/  (17.08.2016)

55.Który najtrudniejszy? /cz.II/ (19.08.2016)

56.Anglicy odchodzą, angielski zostaje (14.09.2016)

57.Imię indyka (17.09.2016)

58.Tylko mandaryński (14.12.2016)

 

 

KOMENTARZE

  • Niesłychanie trudna kwestia
    A jak wygląda sprawa używania alfabetu łacińskiego przez Chińczyków?
  • @Casey 00:36:23
    Istnieje oficjalna transkrypcja pinjin, mocno niedoskonała, ale odejście od pisma hieroglificznego byłoby niesłychanym zubożeniem chińskiej kultury i tożsamości. Kiedyś o tym napiszę, ale doprawdy pismo nie jest dla Chińczyków problemem językowo najważniejszym.
    Pozdrawiam przyjaźnie. BJ

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930