Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4000 postów 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Pekin wobec Trumpa

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dla pełnego obrazu nowej sytuacji geopolitycznej, która powstaje po wyborze Trumpa na prezydenta USA, warto przeanalizować stosunek Chin do jego zwycięstwa i co z niego wynika.

 

Na obecnym etapie sytuacji geopolitycznej, tj. w drodze do świata wielobiegunowego, w kategorii państw możemy mówić o trzech suwerennych graczach kluczowych, którymi są USA, Rosja i Chiny. Wzajemne stosunki w tym trójkącie wyznaczają dziś i zapewne będą wyznaczać w najbliższej przyszłości stan napięć i równowagi w światowej geopolityce. O ile jednak w Moskwie zwycięstwo Trumpa zostało powitane z nieukrywaną radością i nadzieją na lepsze ułożenie sobie wzajemnych stosunków, to w Pekinie ten entuzjazm był o wiele mniejszy.

Zaczęło się już w czasie kampanii wyborczej. Przedstawiciele chińskiego kierownictwa z reguły unikali komentarzy na temat kandydatury Donalda Trumpa i wypowiadali się jedynie w kluczowych kwestiach. W kwietniu 2016 roku ówczesny minister finansów Lou Jiwei skrytykował zapowiedź nałożenia na chiński import ceł w wysokości 45%, a także retorsji za manipulacje kursem chińskiej waluty. Chiński minister te zapowiedzi Trumpa określił jako „nieracjonalne”. Podkreślił, że ich wdrożenie miałoby doprowadzić do utraty przez USA „światowego przywództwa”, a także przynieść obopólne straty gospodarcze. Z krytyką ze strony Chin spotkała się również zapowiedź Trumpa dotycząca odstąpienia od wypracowanej w Paryżu umowy dotyczącej przeciwdziałaniu globalnemu ociepleniu – wspólne stanowisko Chin i USA wskazywane jest jako jeden z największych sukcesów dwustronnych relacji z ostatnich lat.

Prawdopodobnie Pekin nie brał na serio możliwości wygrania wyborów przez Trumpa. Kiedy jednak ten nieoczekiwanie zwyciężył, prezydent Chin Xi Jinping składając mu  gratulacje wyraził nadzieję na rozwój i stabilizację stosunków dwustronnych, przy unikaniu konfrontacji, wzajemnym szacunku i w oparciu o zasadę obopólnych korzyści. Relacje Chin z USA, łączące największe państwo rozwijające się z największym państwem rozwiniętym, przedstawione zostały jako kluczowe dla rozwoju i stabilności gospodarki światowej.

W trakcie kampanii, pomimo silnej antychińskiej retoryki Trumpa na polu dwustronnych relacji gospodarczych Chin i USA, stosunkowo mało uwagi poświęcał on kwestiom istotnym z punktu widzenia globalnych interesów Chin. Chińska prasa rządowa dostrzegła w tej nowej sytuacji szansę na korektę polityki amerykańskiej w kluczowych punktach spornych: amerykańskiego strategicznego zwrotu na Pacyfik, zaangażowania wojskowego na Morzu Południowochińskim oraz wdrażania globalnych wielostronnych porozumień handlowych.

W kierownictwie chińskim  zapanowało też oczekiwanie, że skupienie się Trumpa na problemach wewnętrznych USA zmniejszy amerykańską presję strategiczną na Chiny. Wybór Trumpa wskazywany jest przy tym jako wariant korzystniejszy od wyboru Hillary Clinton, uznawanej za autorkę nakierowanej na powstrzymywanie Chin amerykańskiej polityki w Azji. Oficjalny przekaz chiński daleki jest jednak od hurraoptymizmu, podkreślana jest duża niepewność co do przyszłości relacji z USA i co do kierunku amerykańskiej polityki zagranicznej w ogóle.

Istotne z punktu widzenia Chin były wypowiedzi Donalda Trumpa dotyczące zmiany polityki bezpieczeństwa USA w rejonie Azji i Pacyfiku. Zapowiedział on zmianę relacji z „gapowiczami” w azjatyckiej architekturze bezpieczeństwa, przede wszystkim Koreą i Japonią: państwa te mają przejąć większą odpowiedzialność za własną obronność – obecnie stacjonuje tam ok. 80 tys. żołnierzy amerykańskich. Realizacja tej zapowiedzi może dać większe pole manewru Chinom, jednak oznaczać może również niekorzystne dla Pekinu przyspieszenie militaryzacji Japonii. Krytyka Trumpa wobec strategicznego zwrotu w stronę Azji przedstawiana jest często – również w prasie chińskiej – jako potencjalna szansa dla Chin. Jego polityka wobec Azji pozostaje jednak niewiadomą, a pierwsze wypowiedzi doradców nowego prezydenta (m.in. Petera Navarro) mogą wskazywać na możliwość niekorzystnych dla Chin zmian w polityce USA – krytykują bowiem azjatycki zwrot Obamy jako nadmiernie deklaratywny, za którym nie poszło realne zwiększenie obecności USA w Azji, w tym również obecności militarnej.

Mniej poważnie traktuje się zapowiedzi o charakterze ekonomicznym. Groźby wprowadzenia zaporowych ceł na chińskie produkty, a także ukrócenia chińskich manipulacji kursem walutowym przedstawiane są w chińskiej prasie jako puste obietnice wyborcze Trumpa, o małym prawdopodobieństwie realizacji. Ich wprowadzeniu mają przeszkodzić spodziewane obustronne straty wynikające z wojny handlowej, a także istotne ograniczenie prerogatyw prezydenta USA w tej dziedzinie. Ewentualne tarcia ekonomiczne wskazywane są jednak jako główne pole konfliktu z USA w najbliższym czasie. Jednocześnie korzystne z punktu widzenia Pekinu jest krytyczne podejście Trumpa do międzynarodowych umów handlowych, jak TPP czy TTIP, które postrzegane są jako narzędzie izolowania Chin na polu gospodarczym, a także rozpoczęcie procesu budowy nowej globalnej architektury handlu bez ich udziału.

Konsekwentnie tez w chińskich mediach kontynuowana jest narracja budowana podczas kampanii wyborczej, przedstawiająca drogę do zwycięstwa Donalda Trumpa jako dowód na chorobę amerykańskiej demokracji i słabość tamtejszego systemu politycznego. Wskazuje się na brak zabezpieczeń przed wzrostem populizmu, zawodność systemu partyjnego i brak konsensusu w kwestiach kluczowych dla państwa, a także stronniczość i selektywność mediów amerykańskich. Przedstawianie USA w tym świetle ma służyć obniżaniu ich legitymizacji jako wzorca demokracji, a także kluczowego gracza na arenie międzynarodowej.

W tej sytuacji jak kubeł zimnej wody podziałała jednak na Pekin nieoczekiwana rozmowa telefoniczna Trumpa z prezydent Tajwanu, panią Tsai Ing-wen, w której znów – jak to chyba ma w zwyczaju – obiecał on Tajwanowi daleko idące poparcie, a w tym i odejście od polityki uznawania tylko jednych Chin jaka obowiązuje od stycznia 1979 roku. Obietnica ta wzbudziła wściekłość w Pekinie, gdzie została uznana za prowokację. W artykule wstępnym  Global Times in China pojawiła się niezwykle ostra reakcja zazwyczaj bardzo powściągliwych kół chińskich:  „Polityka Jednych Chin nie jest na sprzedaż. Trump uważa, że wszystko może być przedmiotem targu i dopóki ma mocne przebicie, może wszystko sprzedać lub kupić. Czy gdyby  wprowadzić cenę na konstytucję Stanów Zjednoczonych, to czy Amerykanie byliby gotowi ją  sprzedać i wdrożyć system polityczny Arabii Saudyjskiej albo Singapuru? Trump musi nauczyć się podchodzić do spraw zagranicznych z większym umiarem, zwłaszcza w obszarze stosunków chińsko-amerykańskich. Trzeba podjąć twardą walkę z Trumpem aby mu uświadomić, że Chiny i inne mocarstwa nie dadzą się łatwo wykorzystywać. Skoro Trump zrezygnował z polityki jednych Chin, publicznie poparł niezależność Tajwanu i ostentacyjnie sprzedał broń do Tajwanu, Chiny nie będą miały żadnych podstaw aby współpracować z Waszyngtonem w dziedzinie spraw międzynarodowych ani powstrzymywać sił wrogich wobec USA. W odpowiedzi na prowokację Trumpa, Pekin może zaoferować wsparcie, nawet pomoc wojskową wrogom Stanów Zjednoczonych". Inne chińskie wypowiedzi też utrzymano niemal w podobnym tonie.

Co jednak ciekawsze, flirt z Trumpem nie budzi entuzjazmu także na Tajwanie, gdzie w większości mediów i w kierownictwie Kuomintangu pojawiły się obawy o wzrost wyścigu zbrojeń i eskalację regionalnego napięcia i gdzie panuje duża nieufność wobec USA, które – jak się uważa – instrumentalnie traktują Tajwan przeciw Pekinowi. Nie wygląda to zatem na zręczny początek dalekowschodniej polityki Donalda Trumpa. Taki obrót spraw może jednak ucieszyć rosyjskie kierownictwo na Kremlu, bo z jednej strony zapewnia mu poparcie Pekinu w nadal przecież niełatwych stosunkach z Waszyngtonem, a z drugiej może sprawić, że i Trump będzie w Moskwie szukał sojusznika  i przeciwwagi dla rosnącej konkurencji ze strony Chin. Co sprawia, że ten geopolityczny trójkąt staje się coraz ciekawszym i ważniejszym polem do obserwacji.  (BJ)

 

KOMENTARZE

  • Trzeba poczekać
    Nikt nie powinien panikować. Narazie oddzielmy plewy wyborcze od realnego ziarna, Pożyjom, uwidim.
  • Potega Chin zostala zbudowana przez USA.Zaczelo sie to od tego jak
    stary Bush byl ambasadorem w Chinach.Wtedy ubito uklady gospodarcze.Wywiezc przemysl z USA do Chin, obnizyc oplaty pocztowe towarow z Chin do USA(10 razy nizsze od jazdy w strone przeciwna).Obnizyc cla do zera.Wszyscy sie cieszyli.Towar w USA ponizej ceny materialu.Komplet srubokretow za kilka $, za darmo w zasadzie.Niestety noc poslubna nie moze wiecznie trwac.Ja mam caly garaz pelen tej chinszczyzny rozpadajacej sie przy uzyciu.Pukniesz mlotkiem i raczka sie lamie.Buty na 3 miesiace.Portki na kilka miesiecy.W miedzyczasie 96 milionow ludzi w USA w wieku produkcyjnym, jest bez pracy, na bloczkach zywnosciowych, na opiece spolecznej bo pracy nie ma.Musialo sie to skonczyc.Wygral Trump, gloszacy:"Ameryka bedzie wielka znowu."Nie ma innego wyjscia.Clintonowej program byl taki: Skrobanki, malzenstwa 1 plciowe, zapomogi, a ekonomia jaka jest tzn. zadna.Narod amerykanski sie wypowiedzial.Wybral Trumpa i jego program, program, o ktorym ludzie marzyli od lat.Lewica oczywiscie skuczy bo ryj odcinaja jej od zloba.Teraz sie okazuje jak cienka jest ta ideologia lewicy, ze to sa starcy fizycznie i umyslowo. Codzien wymyslaja jakies mendialne akcje trwajace dzien czy 2 aby jakos wladze odzyskac.Zenujace.Teraz mamy spokoj z bolszewizmem na kilka lat.Dzieki Bogu bo chyba Bog maczal w tym palce.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930