Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4001 postów 1864 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Poniedziałek, 5 grudnia 2016

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (1005) Czarny dzień dla Rosjan w Syrii, nadal walki w Aleppo, klęska referendum we Włoszech, dymisje premierów Włoch i Francji, nowy prezydent Austrii… Zapraszam na codzienny serwis,

* Dziś między 12:21 a 12:30, terroryści z tzw. umiarkowanej opozycji syryjskiej ostrzelali z artylerii rosyjski szpital wojskowy w Aleppo. Oficjalny przedstawiciel rosyjskiego Ministerstwa Obrony generał major Igor Konaszenkow potwierdził, że w wyniku bezpośredniego uderzenia pocisku w izbę przyjęć szpitala zginęła rosyjska pielęgniarka wojskowa, a dwoje innych pracowników medycznych zostało ciężko rannych. Krótko potem jedna z tych osób także zmarła. Ranni są także wśród lokalnych mieszkańców Aleppo, którzy przyszli na wizytę do rosyjskich lekarzy i po leki. Redaktor naczelna RT poinformowała również, że w ostrzale rosyjskiego szpitala w Aleppo ucierpiał dziennikarz RT Arabic, który  został ranny w ostrzale rosyjskiego szpitala wojskowego w Aleppo. Generał dodał, że skoro obecnie wszyscy terroryści z an-Nusry są, jak twierdzą "zachodni koledzy" zablokowani przez syryjską armię w południowej części wschodniego Aleppo, to nie są oni w stanie zadawać tak poważnych i dokładnych uderzeń. Nie mamy wątpliwości, że ostrzał został przeprowadzony przez terrorystów z innych formacji tzw. „umiarkowanej opozycji", którą ktoś uzbraja, szkoli, naprowadza i wspomaga  — podkreślił Konaszenkow.  

 

* Ponadto co najmniej dwie osoby cywilne zginęły, a cztery zostały ranne w ostrzale rakietowym dzielnic mieszkaniowych Aleppo. Atak przeprowadzili dziś rebelianci z radykalnych ugrupowań tzw. umiarkowanych terrorystów,  finansowanych i popieranych przez Zachód i monarchie arabskie – poinformowała syryjska telewizji państwowa.  Z informacji telewizji wynika, że pociski rakietowe spadły na dzielnice Meridian i az-Zahra w zachodniej części miasta. Wśród ofiar śmiertelnych jest dziecko.

 

* Kolejna strata rosyjskiego lotnictwa w Syrii. Dziś po  wykonaniu zadania bojowego w Syrii rosyjski Su-33 w trakcie lądowania stoczył się z pokładu lotniskowca Admirał Kuzniecow - poinformowało Ministerstwo Obrony Rosji. Do incydentu doszło z powodu zerwania się liny aerofiniszera. Pilot zdążył się katapultować. Ratownicy przewieźli go na pokład lotniskowca. Jak poinformował resort, jego życiu i zdrowiu nic nie zagraża. Ministerstwo zapewniło, że rosyjskie zgrupowanie okrętów w akwenie Morza Śródziemnego realizuje swoją misję zgodnie z planem, a samoloty pokładowe nadal startują, wypełniając powierzone im zadania. W połowie listopada podczas lądowania na pokładzie Admirała Kuzniecowa doszło do awarii myśliwca MiG-29, który wykonywał lot szkoleniowy. Z powodu problemów technicznych samolot rozbił się w odległości kilku kilometrów od okrętu. Pilota, który zdołał się katapultować, odnaleźli ratownicy.    

 

* Syryjskie wojska rządowe kontrolują 30 dzielnic we wschodniej części Aleppo, czyli ponad 52% powierzchni miasta – poinformowało rosyjskie Ministerstwo Obrony. „W sumie pod kontrolą syryjskiego rządu znajduje się już 30 dzielnic we wschodniej części Aleppo, czyli ponad 52% powierzchni miasta, które wcześniej były w rękach rebeliantów” – czytamy w komunikacie. Armia syryjska zajęła też dzielnicę al-Meisar i kontynuuje natarcie w kierunku Cytadeli.

 

* Sekretarz stanu USA John Kerry zaproponował konkretne drogi i terminy opuszczenia przez rebeliantów syryjskiego Aleppo. Obecnie  w Genewie rosyjscy i amerykańscy eksperci, zajmujący się kwestiami wschodniego Aleppo, rozpoczęli prace nad propozycjami Stanów Zjednoczonych – powiedział szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Według jego słów celem tych prac jest „wycofanie się wszystkich rebeliantów ze wschodniej części miasta, o co Rosja apeluje od dawna”. Wcześniej Ławrow poinformował o przełomowych propozycjach Kerry’ego w sprawie Aleppo. Szef MSZ Rosji wyjaśnił, że do 2 grudnia rosyjsko-amerykańskie rozmowy ws. Syrii blokowało „dążenie strony amerykańskiej do przeforsowania do tych porozumień takich punktów, które wyprowadziłyby dziwnie chronioną Dżabhat an-Nusrę spod rozstrzygającego ciosu”. 

 

* Liczne bandy zbrojne, które utrzymywały wschodnie kwartały syryjskiego Aleppo, prowadzą z przedstawicielami rządowej armii tajne negocjacje dotyczące warunków kapitulacji, donosi bliska rządowi syryjska  gazeta „Al-Watan”, powołując się na własne źródła.  Publikacja zaznacza, że po serii pewnych zwycięstw wojskowych we wschodniej części miasta, w obozie radykalnych ugrupowań pojawił się chaos i rozłam. Jak twierdzą źródła wbrew wcześniejszym oświadczeniom bojowników o odmowie dobrowolnego opuszczenia kontrolowanych  przez nich obszarów metropolii, wielu z nich jest skłonnych zaakceptować  ultimatum władz.  „Na tle dużych strat terroryści oskarżają siebie nawzajem, a  niektórzy z nich prowadzą tajne negocjacje z syryjską armią na temat możliwości zalegalizowania swojego statusu i opuszczenia wschodnich kwartałów Aleppo i przejścia w kontrolowane przez wojska rejony w zachodniej części miasta” — pisze „Al-Watan”. Wcześniej terroryści we wschodnim Aleppo odmówili rzucenia broni i pokojowego opuszczenia miasta. Według przedstawiciela stowarzyszenia „Fastakim”  Zakarii  Malahifdżiego, który przebywa w Turcji, radykaliści nie widzą problemu w korytarzach humanitarnych dla ludności cywilnej, ale sami nie zamierzają dobrowolnie porzucić swoich stanowisk i opuścić miasta. „Al-Watan” pisze, że w rękach nielegalnych formacji jest już tylko niecałe 35% całkowitej powierzchni, która została zajęta przez nich w 2012 roku podczas wtargnięcia do wschodniej część miasta. Teraz wojskowi przy wsparciu pomocniczych oddziałów powstańczych przesuwają się z walkami do linii kontaktu bojowego w pobliżu  Cytadeli — średniowiecznej twierdzy, która znajduje się na dominującym nad miastem wzgórzu. Zdobycie wzgórza i Cytadeli przez armię rządową będzie oznaczać przełomowy, ostatni etap operacji w Aleppo.

 

* W piątek, 2 grudnia, Rosja i Turcja osiągnęły kompromis w sprawie rozwiązania problemu dżihadystów w Aleppo. Ustalono, że terroryści z frakcji Jabath Fateh Al-Sham (dawna al-Nusra) mają 24 godziny na wyjście z pozostałych pod ich kontrolą dzielnic wschodniego Aleppo; do tego celu zapewniono im korytarz ewakuacyjny. W tekście ultimatum zostało też powiedziane wprost, że po upływie wyznaczonego czasu dla terrorystów „nie będzie litości”. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że po raz pierwszy Turcja odstąpiła od wspierania „rebeliantów” walczących przeciwko syryjskiemu wojsku. Rosja zaś ogłosiła, że jest gotowa rozmawiać z USA na temat całkowitego wyrugowania sił dżihadystycznych z Aleppo.Mniej więcej w tym samym czasie trwały działania ofensywne we wschodniej części kontrolowanego przez terrorystów obszaru: oddziałom syryjskim i ich sojusznikom udało się odbić kolejne kwartały miasta, tym razem zlokalizowane na obrzeżach nieczynnego obecnie lotniska (Aleppo International Airport). Następnego dnia w kwestii ultimatum zabrał głos Staffan de Mistura, specjalny wysłannik ONZ ds. Syrii: „Zwracam się do Jabhat an-Nusry: odejdźcie, nie zostawajcie w Aleppo” – apelował, przemawiając w Rzymie na Forum MED, poświęconemu sytuacji w rejonie Morza Śródziemnego. Jak podkreślił, w Aleppo „naliczono 900 osób z Jabhat an-Nusry. Każdy wie, kim oni są. Powinni mieć odwagę, by opuścić miasto”. Warto podkreślić, że włoski dyplomata zwrócił się z podobnym apelem na początku października br., wówczas jednak spadła nań krytyka ze strony establishmentu (w czym uczestniczyli także członkowie think-tanku Atlantic Council; sieć ich wpływów i intryg sięga także do Polski). Mistura podał również, że w dzielnicach obleganych przez wojska rządowe znajduje się około 100 tys. cywilów. Jest to znacząca różnica w stosunku do liczby 200 tys. cywilów, podanej wczoraj przez tzw. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka (złożonego z jednego Syryjczyka mieszkającego w Coventry, kolaborującego z rządem brytyjskim); oraz w stosunku do powtarzanych przez media zachodzie i saudyjskie jeszcze kilka tygodni temu liczb 250 tys. lub niekiedy nawet 275 tys. Niejasne jest również, ilu terrorystów z pozostałych frakcji islamistycznych pozostaje jeszcze przy życiu i przebywa we wschodnich dzielnicach Aleppo. Na odpowiedź dżihadystów nie trzeba było czekać długo: wczoraj, 3 grudnia, głos zabrał jeden z oficerów politycznych frakcji Fastaqim (operującej pod sztandarem tzw. Wolnej Armii Syryjskiej i popieranej wcześniej przez Turcję). Stwierdził on, że dowódcy ugrupowań zbrojnych we wschodnim Aleppo nie zamierzają się poddawać. Dziś, po upływie 24 godzin ultimatum, oddziały rządowe i ich sprzymierzeńcy kontynuują natarcie od wschodu. Pomimo tego, nie doszło do wyciszenia napięć między różnymi frakcjami islamistycznymi w Aleppo: dosłownie kilka godzin temu oddziały islamistów z Dżajsz al-Islam oraz Fajlaq asz-Szam zostały zaatakowane przez terrorystów dawnej al-Nusry i Brygady Abu Amara, tracąc na ich rzecz znaczne ilości amunicji, sprzętu i żywności. Nie jest to pierwsza sytuacja tego typu; jak zauważył jeden z częściej cytowanych obserwatorów, analogiczny przypadek miał miejsce na początku listopada br. 

 

* W kontekście rozmów między Rosją i USA, głosowanie nad rezolucją RB ONZ w sprawie Aleppo jest kontrproduktywne. Przewidziana przez dokument dziesięciodniowa przerwa odniesie tylko ten skutek, że da bojownikom możliwość przegrupowania i zasilenia swoich sił - oświadczył szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow. „Teraz przejdźmy do projektu (rezolucji — red.). W obecnych warunkach poddawanie tego projektu pod głosowanie byłoby kontrproduktywne, bowiem stoi ono w sprzeczności z tymi ujęciami, które są obecnie uzgadniane między Waszyngtonem i Moskwą w ramach Międzynarodowej Grupy Wsparcia Syrii" — oświadczył Ławrow. Jak powiedział, w projekcie rezolucji mowa „bynajmniej nie o wyjściu bojowników (z Aleppo- red.), lecz o niezwłocznym przerwaniu ognia, przy czym bez wysunięcia wobec bojowników jakichkolwiek żądań, wezwanie do niezwłocznego przerwania ognia, gdy tymczasem bojownikom we wschodnim Aleppo daje się dziesięć dni — to dość dużo na określenie się, czy są gotowi stanąć po stronie rozejmu, czy też nie". „Mając na uwadze doświadczenie poprzednich przerw w działaniach zbrojnych, nie mamy jakichkolwiek wątpliwości, że tego rodzaju dziesięciodniowy odpoczynek, którym tak szczodrze chcieliby obdarzyć bojowników zwolennicy projektu rezolucji, zostałby wykorzystany do przegrupowania i zasilenia sił i środków ekstremistów, a tym samym utrudniłby odbicie z ich rąk Wschodniego Aleppo" — powiedział szef MSZ Rosji. Ławrow zauważył, że przy obecnym rozwoju wydarzeń wspomniany projekt rezolucji jest prowokacyjnym krokiem, który podkopuje wysiłki rosyjsko-amerykańskie ".

 

* W Libii stacjonująca na wschodzie kraju armia dowodzona przez marszałka Chalifa Haftara zamierza oczyścić od terrorystów całe terytorium kraju, w tym także obszary w zachodniej jego części - powiedział w wywiadzie dla Ria Novosti rzecznik libijskiego wojska pułkownik Ahmed al-Mismari. „Libijska armia postawiła sobie za cel oczyszczenie od terrorystów wszystkich rejonów Libii, w tym zachodnią część kraju" — powiedział  al-Mismari . Zwrócił  on uwagę na sukcesy odnoszone przez armię libijską we wschodniej Libii w walce z terrorystami „Państwa Islamskiego", bojownikami „Braci Muzułmanów" i innych ugrupowań. „Teraz trwa oblężenie Darny (miasta w północno-wschodniej części Libii zajętego przez terrorystów PI już w 2014 roku), gdzie okopały się ugrupowania terrorystyczne " — dodał al-Mismari. Rzecznik libijskiej armii wyjaśnił, że w warunkach embarga na dostawy broni, libijska armia uzbraja się de facto bronią, która trafia w ich ręce jako zdobycz wojenna. Al-Mismari wezwał wspólnotę międzynarodową do zniesienia embarga zbrojeniowego wobec libijskiej armii i wparcia wysiłków podejmowanych przez prawowite libijskie władze, w osobie wybranych w wyborach parlamentarzystów, mających na celu na uregulowanie kryzysu i wykorzenienie terroryzmu, a także ochronę integralności terytorialnej kraju. Al-Mismari zauważył, że operacje zagranicznych sił wojskowych w Libii naruszają suwerenność kraju. „Amerykańskie siły ostrzeliwujące Syrtę wywołują masową ucieczkę Libijczyków. Ich (Stanów Zjednoczonych ) działania doprowadzają miasto do ruiny" — wyjaśnił pułkownik. Al-Mismari obarczył też tzw. rząd jedności narodowej z siedzibą w Trypolisie „odpowiedzialnością za wydarzenia w Syrcie i innych miastach w zachodniej części Libii w rezultacie działań wojskowych prowadzonych przez zagraniczne siły wojskowe".

 

* Formacje zbrojne libijskiego rządu jedności narodowej przekazały informację o odbiciu Syrty z rąk bojowników „Państwa Islamskiego" - przekazuje agencja France Presse, powołując się na rzecznika prasowego libijskich sił zbrojnych. Syrta leżąca na wybrzeżu Morza Śródziemnego, miasto rodzinne byłego libijskiego lidera Muammara Kaddafiego, została zagarnięta przez terrorystów w 2014 roku. Antyterrorystyczna operacja trwała od maja tego roku. „Nasze siły objęły Syrtę pełną kontrolą" — oświadczył w rozmowie z agencją rzecznik prasowy sił rządowych Reda Issa.  

 

* Szef libijskiej Rady Prezydenckiej przy Rządzie Jedności Narodowej Ali Katrani opowiedział agencji Sputnik o początku okresu przejściowego w kraju, w wyniku którego Libia odzyska swoją integralność. W wywiadzie dla agencji Sputnik Ali Katrani powiedział, że 90% Libijczyków popiera Libijską Armię Narodową, jej legitymizacja uznawana jest za granicą, w tym tkwi tajemnica sukcesów w wojnie przeciwko Daesz i innym organizacjom terrorystycznym. Katrani dodał, że działające w kraju instytucje władzy, oprócz Izby Reprezentantów, przerywają swoją pracę. Ogłoszono stan  wyjątkowy, ster władzy przechodzi w ręce armii, w każdym regionie mianowano gubernatora wojskowego, wprowadzany jest sąd wojenno-polowy. Po ustabilizowaniu się sytuacji w państwie w kraju rozpocznie pracę komitet ds. opracowania konstytucji, odbędą się wybory parlamentarne i prezydenckie. A teraz, zdaniem Katraniego, Libijczycy potrzebują „silnej ręki w celu przywrócenia kontroli w kraju”. Rozmówca agencji Sputnik wykluczył możliwość przejęcia władzy przez wojskowych. Według niego czasy przewrotów na całym świecie dobiegły końca. — Jeśli Libijczycy będą chcieli feldmarszałka Chalifa Haftara i on będzie chciał objąć władzę, to weźmie on udział w wyborach prezydenckich — powiedział Ali Katrani.

* 20 października 2011 roku z rąk libijskich powstańców, wspieranych przez wojska NATO, zginął schwycony przez nich pułk. Muammar Kaddafi. Wojna cywilna w Libii przerodziła się w międzyplemienne rozprawy, które trwają już szósty rok z rzędu. Miejsce kryzysu zajął wszechogarniający chaos stwarzający zagrożenie dla całego regionu.  Powstańcy dosłownie rozszarpali Kaddadiego. Kadry okrutnej rozprawy, sfilmowane przez jednego z jej uczestników na telefon komórkowy, obiegły cały świat. Śmierć Kaddafiego nie była egzekucją z wyroku sądu, lecz była zabójstwem, przestępstwem kryminalnym, które raczej nie doczeka się śledztwa i ustalenia prawdy — uważa Oleg Pieresypkin, dyplomata, który w drugiej połowie lat 80. piastował urząd nadzwyczajnego i pełnomocnego ambasadora ZSRR w Libii. „Żadni powstańcy nie wyzwalali ani Trypolisu ani Syrty. To byli opłaceni przez Zachód najemnicy. Muammar Kaddadi został schwycony w wyniku operacji specjalnej NATO, po czym przekazywany był z rąk do rąk przez bandy rywalizujące o prawo do jego zabójstwa" — mówi przewodniczący Rosyjskiego Komitetu Solidarności z Narodami Libii i Syrii Siergiej Baburin. Przyczyny, dla których Zachód, a przede wszystkim USA, dążyły do obalenia Kaddafiego, są przede wszystkim natury gospodarczej — uważa Oleg Pieresypkin. „Według różnych źródeł, około 180 mld dolarów należących do Kaddafiego było zainwestowanych w papiery wartościowe w Europie Zachodniej i w USA. Wszystkie te pieniądze zostały naturalnie skonfiskowane, tak jak liczne nieruchomości" — mówi dyplomata. „Ważną rolę w odsunięciu Kaddafiego od władzy odegrał strach przed niezrozumiałą przez Zachód alternatywą socjalną, którą pułkownik przedłożył światu pod postacią stworzonego przezeń pojęcia „dżamahirijja". Proponowany przez Kaddafiego ustrój nie wpisywał się w zachodni model demokracji, dlatego że sięgał korzeniami wielowiekowych tradycji ludów arabskich, choć uwzględniał też współczesne realia. Zachodnim strategom wydawało się, że dużo łatwiej zmusić Libię do wprowadzenia zunifikowanego modelu państwowego" — przekonuje Siergiej Baburin. Do tej pory znaczna część społeczeństwa ma nadzieję na budowę nowej Libii i integrację kraju ze światowym systemem gospodarczym i politycznym, na co Libijczycy nie mogli liczyć za rządów Kaddafiego, kiedy to Libia pozostawała w izolacji. Takie nastroje panują w szczególności wśród młodych Libijczyków, którzy stanowią około 60% społeczeństwa. „Wiosna arabska" w Libii pozostawiła po sobie ciężką traumę, która stała się udziałem wszystkich Libijczyków. Kraj utracił jedność, porządek, stabilność. Uwolniona od dyktatury Kaddafiego, Libia cofnęła się pod każdym względem. Państwowe instytuty zostały zrujnowane. Gospodarka kraju ulega załamaniu: wydobycie ropy, głównego bogactwa kraju, spadło czterokrotnie. Do kraju przedostały się oddziały radykalnych islamistów z PI i dziś amerykańskie lotnictwo znów bombarduje libijskie terytorium. Kraj stał się ogniskiem niestabilności dla całego Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki. Wszystkie starania ONZ o utrzymanie jedności Libii spełzły na niczym. W kraju działają dwa bloki wojskowo-polityczne, dwa, a de facto trzy rządy. Libia nie funkcjonuje już jako jeden kraj i bardzo potrzebuje twardej ręki, niewykluczone że rządów wojskowych, żeby ocalić go od ostatecznego rozpadu. Rozpadu, do którego przywiodły, powtórzmy raz jeszcze, kraje Zachodu. Przypomnijmy na koniec reakcję Hillary Clinton, pełniącej wówczas obowiązki amerykańskiej sekretarz stanu, na wiadomość o śmierci libijskiego pułkownika Muammara Kaddafiego: „Przyszliśmy, zobaczyliśmy, on nie żyje". I choć ówczesna sekretarz stanu przekonywała później na antenie Fox News, że Waszyngton nie wiedział, co się wydarzyło, to reakcja Clinton mówi sama za siebie.

 

* Premier Włoch Matteo Renzi, którego rząd przegrał w niedzielę referendum konstytucyjne, ogłosił, że podaje się do dymisji. Według sondażu exit poll przeciwko zmianom głosowało około 60% wyborców. Już po przeliczeniu 95% kart do głosowania, władze uznały swoją porażkę. Włoscy wyborcy odpowiedzieli tylko na jedno pytanie: o wprowadzenie zmian do konstytucji. Projekt reformy z inicjatywy Renziego zakładał przede wszystkim ograniczenie roli i kompetencji Senatu. Izba wyższa przekształciłaby się faktycznie w radę regionów, w której zasiadałoby 95 ich przedstawicieli, w tym 21 burmistrzów miast oraz pięciu senatorów mianowanych przez prezydenta na 7 lat.  Obecnie w Senacie zasiada 315 osób. Renzi chciał też ograniczyć kompetencje tego organu, sprowadzając je do kwestii związanychtylko  z wprowadzaniem reform i zmian konstytucyjnych. Reforma konstytucyjna zakładała też podział kompetencji między ośrodkiem władzy a regionalnymi aparatami. Matteo Renzi wiązał z tym referendum duże nadzieje. Przed głosowaniem wielokrotnie mówił, że jeśli Włosi zagłosują na „nie", poda się do dymisji. Kiedy okazało się, że Włosi nie zgodzili się na proponowane przez rząd zmiany, Renzi poinformował o swojej dymisji. Jego zdaniem głosowanie było „wielkim świętem demokracji”. Premier stwierdził też, że jest szczęśliwy i dumny z Włoch. „Nie udało się nam. Otrzymaliśmy miliony głosów, które robią wrażenie, ale były niewystarczające. Biorę na siebie pełną odpowiedzialność za porażkę — powiedział. — Kończy się doświadczenie mojego rządu” – dodał. Matteo Renzi objął urząd premiera Włoch w lutym 2014 roku. Wcześniej był burmistrzem Florencji. Opozycja apeluje o natychmiastowe rozpisanie przedterminowych wyborów.  Lider Ligi Północnej Matteo Salvini podkreślił, że jest to „wielki dzień demokracji” i poinformował o gotowości stanie się poważną alternatywą dla ustępującego rządu. Z kolei włoski komik, założyciel i lider Ruchu Pięciu Gwiazd Beppe Grillo uważa, że głównym zwycięzcą w tej sytuacji są Włosi. Najszybsza, realna i konkretna decyzja pójścia do urn, to głosowanie zgodne z prawem, które już obowiązuje – napisał w swoim blogu. Od jutra rozpoczynamy prace nad „rządem 5 gwiazd” i zamierzamy zaangażować w nie wolnych ludzi, którzy chcą w tym uczestniczyć. Więcej jeden człowiek nie trzyma steru władzy, obywatele sami powinni kierować instytucjami władzy – oświadczył  Grillo. Wiceprzewodniczący Izby Deputowanych Luigi Di Maio powiedział, że „dziś przegrała kasta rządząca, jej duma”. 

 

* Włoskie media dyskutują dziś z ożywieniem na temat dymisji premiera Mattea Renziego i dywagują nad tym, kto z polityków może zająć fotel premiera. Jak pisze La Repubblica, aby uniknąć kolejnego głosowania szef państwa postara się wybrać najlepszego kandydata na urząd premiera, który stanie na czele rządu tymczasowego, zapewni stabilność w kraju i podejmie próbę zreformowania ustawodawstwa wyborczego. Gazeta wymienia możliwych pretendentów na dane stanowisko. Wśród nich znaleźli się minister gospodarki i finansów Pier Carlo Padoan, przewodniczący Senatu Pietro Grasso i minister infrastruktury i transportu Graziano Delìo. Gazeta wymienia też byłych premierów Romana Prodiego i Giuliana Amatę, a także byłego szefa MSZ Emmę Bonino. „Wszystko stanie się jasne po zakończeniu konsultacji w prezydenckim Pałacu Kwirynalskim" — pisze gazeta, dodając, że żaden nowy gabinet ministrów nie będzie mógł zmienić kursu Renziego i kierowanej przezeń Partii Demokratycznej, która do tej pory ma względną większość we włoskim parlamencie. Corriere della Sera rozpatruje natomiast pięć możliwych scenariuszy rozwoju wydarzeń po dymisji Renziego. Pierwszy przewiduje rozwiązanie parlamentu i wybory, do których od razu zaczęli nawoływać zwolennicy „Ruchu Pięciu Gwiazd". Ale takiego rozwiązania — według gazety — nie poprze partia mająca większość parlamentarną. Zgodnie z drugim scenariuszem, Renzi ponownie zostaje mianowany na premiera. Trzeci możliwy rozwój wydarzeń to powołanie rządu czysto technicznego, Zgodnie z kolejnymi dwoma scenariuszami, na premiera zostaje mianowany bądź przewodniczący Senatu Pietro Grasso, co pozwoliłoby na przyjęcie nowego ustawodawstwa wyborczego i przeprowadzenie wyborów w 2017 roku, bądź też minister finansów Pier Carlo Padoan, który uważany jest za polityka z otoczenia Renziego, a także za osobistość, która może uspokoić rynki, pomóc w rozwiązaniu problemów gospodarczych i stanąć na czele rządu do końca jego legislatury, tj. do 2018 roku. Prezydent Włoch Sergio Mattarella powinien szybko wyznaczyć następcę Renziego, żeby oszczędzić Włochom „wściekłość rynków" — pisze gazeta. Ale na początek Mattarella będzie musiał uzyskać od ustępującego premiera informację następującą: czy jego decyzja jest nieodwołalna, czy może będzie gotów znów stanąć na czele nowego gabinetu ministrów. Jeśli Renzi odrzuci taki scenariusz, prezydent będzie musiał wybrać nowego premiera z najbliższego otoczenia Mattea Renziego. W takim przypadku głównymi pretendentami na ten urząd będą Padoan i Grasso. I takiego zdania jest również gazeta La Stampa.   

 

* Premier Francji ogłosił, że podaje się do dymisji i będzie się ubiegał o urząd prezydenta w 2017 roku.  Premier Francji Manuel Valls oświdaczył, że rezygnuje ze stanowiska premiera i wystartuje w najbliższych wyborach prezydenckich, które odbędą się w przyszłym roku.  Tydzień temu w wywiadzie dla Journal du Dimanche Valls nie wykluczał, że być może wystartuje w prawyborach w Partii Socjalistycznej. Urzędujący prezydent Francois Hollande ogłosił z kolei, że nie zamierza ubiegać się o reelekcję.  Francuskie media informowały wcześniej, że Valls ogłosi swój udział w prawyborach najpóźniej 6 grudnia, co będzie jednoznaczne z ustąpieniem ze stanowiska premiera.

 

* W niedzielę w Austrii odbyła się druga tura wyborów prezydenckich. Według najnowszych danych kandydat niezależny, były lider Zielonych, Alexander Van der Bellen, 72-letni profesor z rosyjskimi korzeniami, zdobył  60,4% głosów, zaś kandydat prawicowo-populistycznej Austriackiej Partii Wolności (FPÖ) Norbert Hofer - 39,6%. Hofer w oświadczeniu opublikowanym na Facebooku już wczoraj uznał swoją porażkę, podziękował swoim zwolennikom i pogratulował rywalowi zwycięstwa.  Pojawiły się informacje o SMS-ach, w których proszono, by do lokali wyborczych w niedzielę przychodziły wyłącznie osoby chcące oddać swój głos na Hofera. Wyborcy głosujący na Van der Bellena mieli stawić się w poniedziałek.  W pierwszej turze wyborów 24 kwietnia największe poparcie uzyskał Norbert Hofer (35,05%), a na Alexandra Van der Bellena głosowało 21,34% wyborców. 22 maja odbyła się druga tura, w której Van der Bellen pokonał Hofera minimalną różnicą głosów. Jednak zanim doszło do zaprzysiężenia nowego prezydenta, wyniki głosowania unieważnił Trybunał Konstytucyjny, nakazując 1 lipca powtórzenie drugiej tury we wszystkich okręgach wyborczych z powodu naruszenia przepisów zabezpieczających przed manipulacjami wyborczymi, a także przedwczesnego podania częściowych wyników głosowania. Wniosek o unieważnienie drugiej tury do trybunału złożyła FPÖ. Przegrywając wybory po raz drugi, Hofer wróci do swoich obowiązków współprzewodniczącego austriackiego parlamentu.

 

* Zdaniem Franza Fischlera, szefa think tanku Forum Europa w Alpbachu „wynik wyborów jest dowodem przewagi rozsądku nad emocjami”.W rozmowie ze Sputnikiem powiedział, czego można spodziewać się po prezydencie elekcie. — Mam nadzieję, że będzie bardzo aktywnym prezydentem. Austria potrzebuje aktywnego prezydenta, biorąc pod uwagę sytuację w Europie i we własnym kraju – ocenił. Fischler dodał, że podczas kampanii wyborczej Van der Bellen mówił m.in. o otwartych granicach i o przyjmowaniu uchodźców. – Ale mówił nie o tym, że otworzy granice i każdy będzie mógł wjechać do kraju. Tłumaczył, że ten proces powinien być w określony sposób uregulowany. Van der Bellen wskazywał też na to, że w gruncie rzeczy liczy na ogólnoeuropejskie rozwiązanie tego problemu i że Austria nie będzie zmuszona przez długi czas polegać na własnych siłach. Ten punkt widzenia nie różni się od stanowiska innych krajów europejskich. Jego rywal argumentował na rzecz zamknięcia granic. Jako przeciwwagę on ostrzegał, że nie jest to takie proste, bo mamy zobowiązania wobec innych krajów UE – powiedział polityk. Norberta Hofera uważa się za przyjaciela Rosji i wielu liczyło na nawiązanie kontaktów. Czego w tej kwestii można oczekiwać po Van der Bellenie? Sądzę, że pan Van der Bellen też zdaje sobie sprawę z tego, że znaczenie Moskwy w przyszłości będzie wzrastać, a nie słabnąć. Uważam też za zupełnie możliwe, że nie trzyma się tego punktu widzenia, który czasami wyrażają Amerykanie w stosunku do Rosji, nazywając ją „regionalnym mocarstwem”. Ta ocena jest nie tyko niezgodna z rzeczywistością, ale nawet niebezpieczna. Nie sądzę, by nasz przyszły prezydent będzie tak nierozsądnie zmierzał w tym kierunku. UE odegrała w wyścigu wyborczym istotną rolę. Nie uważam, by prezydent mógł w pojedynkę zmienić UE: nie jest nawet w stanie radykalnie zmienić stosunku Austriaków do Unii Europejskiej. Pierwszoplanową rolę powinien odgrywać rząd, ale w tym względzie kraj napotkał na poważne trudności. Nie tylko w Austrii, ale w większości krajów UE obserwujemy pewne tendencje, że szefowie rządów w Brukseli mówią zupełnie coś innego niż potem u siebie interpretują podjęte tam decyzje. Jeśli coś im się nie podoba, to udają, że w ogóle nie byli przy tym obecni. Wszystkich tych okoliczności prezydent nie jest w stanie radykalnie zmienić. Wyniki wyborów w Austrii dla Sputnika skomentował też szef Centrum Analiz Społeczno-Politycznych Aspekt, członek Izby Społecznej Rosji Gieorgij Fedorow. Jego zdaniem Van der Bellen spróbuje zwiększyć znaczenie Austrii w UE. Znając jego styl i partię, którą reprezentuje, można powiedzieć, że nie potrzebuje jakiś nadzwyczajnych kompetencji. Ale ogólnie wewnątrz UE będzie próbował podnieść głos, gdy będzie to konieczne, by zwiększyć znaczenie Austrii w „europejskim domu”. Jednak to, co się obecnie wydarzyło, nie neguje tego, co się dzieje w Europie i Austrii – zachodzą eurosceptyczne procesy i będą się umacniać. Odnośnie stosunków z Rosją, to nie należy spodziewać się kardynalnych zmian. Austria pozostanie w nurcie, m.in. polityki USA, bo rzeczywiście wywierają one bardzo poważny wpływ na europejską biurokrację. Nie tylko w Austrii, ale i w Niemczech i innych krajach – podkreślił Gieorgij Fedorow.

 

* Europejski Urząd Statystyczny przedstawił dane dotyczące ubóstwa dzieci w UE. Zgodnie z danymi Eurostatu odsetek dzieci zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym w Unii w 2015 roku wynosił 26,9% (czyli 25,26 mln) i w porównaniu do 2010 roku spadł o 0,6 pkt proc. Najniższe skala biedy dzieci była w Szwecji – 14%, Finlandii – 14,9% i Danii – 15,7%, a największa w Rumunii – 46,8%, Bułgarii – 43,7% oraz Grecji – 37,8%. W Polsce dzieci zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym było 26,6%.  W porównaniu z 2010 rokiem w 15 krajach spadł odsetek dzieci zagrożonych ubóstwem i wykluczeniem społecznym, a w 13 wzrósł. Największy spadek nastąpił na Łotwie – o 10,9 pkt proc., Bułgarii – 6,1 pkt proc, i w Polsce – o 4,2 pkt proc. Największy wzrost odnotowano w Grecji – o 9,1 pkt proc., na Cyprze – o 7,1 pkt proc. i we Włoszech – o 4,0 pkt proc. Eurostat zbadał też poziom ubóstwa w zależności od wykształcenia rodziców. Okazuje się, że istnieje silna korelacja między tymi dwoma parametrami. W 2015 roku odsetek dzieci zagrożonych ubóstwem i wykluczeniem społecznym, mających rodziców z wykształceniem podstawowym wyniósł aż 65,5%, średnim – 30,3%, a wyższym – zaledwie 10,6%. Najwyższa różnica między odsetkiem dzieci zagrożonych biedą i zagrożeniem społecznym, którzy mają rodziców z podstawowym i wyższym wykształceniem była na Słowacji – aż 83,4 pkt proc., w Bułgarii – 79,4 pkt proc. i w Czechach – 78,6 pkt proc. Najmniejsze różnice odnotowano w Danii – 34,7 pkt proc., Estonii – 35,7 pkt proc., Portugalii – 38,4 pkt proc.

 

* Europejski Urząd Statystyczny przedstawił dane na temat średniej liczby przepracowanych lat w krajach Unii Europejskiej. W 2015 roku średni czas pracy w UE wynosił 35,4 lat i był o 1,9 lat dłuższy niż w 2005 roku. Najdłużej pracowali Szwedzi – 41,2 lat, Holendrzy – 39,9, Brytyjczycy – 38,6 i Niemcy – 38,0. Najkrótszy czas pracy mieli Włosi – 30,7, Bułgarzy – 32,1, Grecy – 32,3 oraz Belgowie, Chorwaci, Węgrzy i Polacy – po 32,6. Pomiędzy 2005 i 2015 rokiem wzrost długości przepracowanych lat nastąpił we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Największy wzrost odnotowano na Malcie – 5,1 lat, na Węgrzech – 4,2 oraz w Luksemburgu – 3,1. Najmniej wydłużyły się lata pracy w Danii – 0,2, w Portugalii – 0,3 i w Irlandii – 0,4. Eurostat wskazuje, że czas pracy kobiet wydłużył się średnio o 2,6 lat (z 30,2 do 32,8 lat), a mężczyzn tylko o 1,2 (z 36,7 do 37,9). Czas pracy kobiet w ciągu życia wzrósł we wszystkich krajach Unii. Najbardziej na Malcie – o 8,6 lat, w Hiszpanii – 5,1 oraz w Luksemburgu o 4,7. Znacznie mniej wydłużył się okres pracy mężczyzn, a na Cyprze, w Grecji, w Irlandii, w Hiszpanii i w Portugalii doszło do nieznacznego spadku długości pracy mężczyzn.  W ubiegłym roku najdłużej pracowali mężczyźni w Holandii – 42,5, w Szwecji – 42,2 lat i w Wielkiej Brytanii – 41,2, a najkrócej w Bułgarii – 33,4 oraz na Litwie i w Chorwacji – po 34,5. Najdłużej pracowały kobiety w Szwecji – 40,1, w Danii – 37,5 i w Finlandii – 37,2, a najkrócej we Włoszech – 25,7, na Malcie – 26,7 i w Grecji – 28,9. W Polsce mężczyźni pracowali 35,2 lat, a kobiety 29,9.  Największe różnice między czasem pracy mężczyzn i kobiet w ciągu życia w ubiegłym roku były na Malcie – 13,2 lat, we Włoszech – 9,7 i w Irlandii – 8,0. Jedynym krajem, w którym kobiety pracowały dłużej (o 0,6) niż mężczyźni jest Łotwa. Nieznacznie dłużej mężczyźni pracowali na Łotwie – o 0,4, w Finlandii – o 0,9 i w Estonii o 1,2. W Polsce różnica między płciami w ubiegłym roku wynosiła 5,3 lat i w latach 2010-2015 wzrosła o 0,4. Eurostat wskazał też, że bardzo długo pracują mieszkańcy krajów spoza Unii: Norwegowie – 39,8, Szwajcarzy – 42,5, a Islandczycy – aż 46,6 lat.

 

* Deputowana Bundestagu z partii „Lewica” Sahra Wagenknecht w rozmowie z RT nazwała absurdem decyzję Parlamentu Europejskiego, w której zrównuje rosyjskie media z organizacjami terrorystycznymi.  „Myślę, że to absurd. Nie powinniśmy mówić o pseudozagrożeniach — musimy walczyć z islamskimi grupami terrorystycznymi, bo ucierpieliśmy z powodu ataków terrorystycznych w Europie. Więc to właśnie na tym powinniśmy się skoncentrować” — powiedziała Wagenknecht na antenie programu SophieCo. Zaznaczyła również, że nie sądzi, że RT może podzielić Europę. „Gdybym uważała, że RT może podzielić Europę, to prawdopodobnie nie zgodziłabym się na wywiad z waszą stacją” — powiedziała deputowana. 23 listopada Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie zwalczania „wrogiej propagandy”, która zdaniem eurodeputowanych płynie z rosyjskich mediów, w tym RT i Sputnika.

 

* Na  konferencji poświęconej polityce obronnej w Simi Valley w Kalifornii amerykański sekretarz obrony Ashton Carter zapowiedział, że Amerykanie będą musieli „dopilnować, by pokonane Państwo Islamskie pozostało rzeczywiście pokonane”. Siły koalicji nie powinny wycofać się z Iraku po wyzwoleniu z rąk islamistów miasta Mosul, ich bastionu na północy Iraku. (…). Będziemy musieli przeciwdziałać bojownikom usiłującym uciec i podejmowanym przez Państwo Islamskie próbom przeniesienia się w inne miejsce i odrodzenia się. (…). W tym celu nie tylko USA, ale cała nasza koalicja musi wytrwać i kontynuować swe zaangażowanie wojskowe. – wywodził cynicznie Carter. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie jednak już nowy prezydent Donald Trump i jego administracja.Amerykański sekretarz obrony przyznał jednak tym samym, że Waszyngton nie zamierza dopuścić do zakończenia konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie. Siły zbrojne „koalicji” złożonej z państw inspirujących i zbrojących dżihadystów nie zostaną wycofane nawet po zniknięciu pretekstu dla ich działań w postaci „Państwa Islamskiego”. Potwierdza to tylko, że Daesz od początku było jedynie pretekstem do interwencji Amerykanów i ich satelitów, a nie jej rzeczywistym powodem. Pod flagą „walki z terroryzmem” amerykańscy interwenci, dla niepoznaki rozpuszczeni w „koalicji”, będą prawdopodobnie próbowali zwalczać w Iraku wpływy Iranu oraz w dalszym ciągu koordynowali działania destabilizujące w Syrii. 

 

* Nowo wybrany prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zaatakował Chiny, krytykując je za dewaluację waluty, wysokie opodatkowanie amerykańskich towarów importowanych do Chin, a także za budowę kompleksu wojskowego na Morzu Południowochińskim.  „A czy Chiny pytały nas o to, czy dobra jest dla nas dewaluacja ich waluty (co utrudniło konkurencyjność naszych firm), wysokie opodatkowanie naszych towarów eksportowanych do ich kraju (USA nie opodatkowują importowanych z Chin towarów), czy też budowa dużego kompleksu wojskowego na Morzu Południowochińskim? Wydaje mi się, że nie" - napisał Trump na swoim blogu na Twitterze. Wcześniej Trump rozmawiał telefonicznie z szefem administracji Tajwanu Tsai Ing-wen. Była to najprawdopodobniej pierwsza od 1979 roku - kiedy to zostały przerwane kontakty dyplomatyczne między administracją Tajwanu i Waszyngtonem - rozmowa telefoniczna pomiędzy USA i Republiką Chińską. Pekin zareagował na ten telefon dyplomatycznym protestem. W swoich obietnicach przedwyborczych Trump wypowiadał się ostro pod adresem Chin, obiecując m.in. wprowadzenie cła na chińskie towary nawet w wysokości nawet 45% za manipulacje walutowe. W reakcji na takie oświadczenia chińska gazeta The Global Times przypomniała amerykańskiemu kandydatowi, że w przypadku podjęcia kroków odwetowych Pekin „może zamienić zamówienia na pasażerskie Boeingi zamówieniami na Airbusy. Sprzedaż amerykańskich samochodów i iPhone'ów w Chinach ulegnie załamaniu, a liczbę chińskich studentów zdobywających w USA wykształcenie Pekin może ograniczyć". Jednocześnie chińscy eksperci przekonują, że Trump „nie będzie aż tak naiwny", żeby przekuwać w czyn swoje przedwyborcze obietnice. Ponadto, jednym z najbardziej drażliwych problemów w relacjach pomiędzy Waszyngtonem i Pekinem stały się spory terytorialne w akwenie Morza Południowochińskiego. USA mówią, że trzymają się neutralnego stanowiska, gdy tymczasem przeczą temu ich działania oceniane przez Chiny jako prowokacja. Chiny i cały szereg krajów regionu, Japonia, Wietnam i Filipiny, są podzielone w kwestii granic morskich i stref odpowiedzialności na Morzach Południowochińskim i Wschodniochińskim. ChRL uważa, że Manila i Hanoi świadomie wykorzystują wsparcie Waszyngtonu do eskalacji napięcia w regionie.

 

* Pentagon planuje zrewidować amerykańską strategię walki z ugrupowaniem terrorystycznym „Państwo Islamskie" pod kątem nowo wybranego prezydenta Donalda Trumpa. Z takim oświadczeniem wystąpił przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów gen. Joseph F. Dunford na Forum Bezpieczeństwa Narodowego im Reagana.  „Planujemy zrewidować ją (strategię walki z PI) — bezwzględnie. Nowo wybrany prezydent powiedział, że chcą ją zrewidować" — powiedział Dunford. Jego słowa cytuje gazeta Politico. Dunford zauważył też, że spotkał się z przedstawicielami tymczasowej administracji Trumpa i że będą prowadzić dialog przez najbliższe kilka tygodni. „Są pewne rzeczy, które przedstawimy do rozpatrzenia nowej administracji, dlatego że istnieje system polityczny, w ramach którego dziś realizowana jest określona strategia wojenna" — dodał Dunford. Dunford nie zdradził jednak szczegółów, mówiąc, że omówi je najpierw z ludźmi Trumpa, do którego będzie już należała ostateczna decyzja.

 

* Były pracownik amerykańskich służb specjalnych Edward Snowden powiedział w wywiadzie dla portalu Yahoo News, że przestępcy w Ameryce, którzy mają nieograniczone środki lub powiązania w rządzie, dostają mniej surowe kary w porównaniu do prostych obywateli USA. „W Stanach Zjednoczonych mamy dwustopniowy system sprawiedliwości, gdzie ludzie, którzy albo mają powiązania z rządem, albo dysponują nieprawdopodobnymi środkami, dostają bardzo łagodne kary” — powiedział Snowden. Jako przykład podał sytuację z byłym dyrektorem CIA Davidem Petraeusem, obecnie jednym z kandydatów na stanowisko Sekretarza Stanu USA. Według Snowdena Petraeus ujawnił o wiele bardziej poważną tajną informację niż on sam. Przy czym jeśli Snowden robił to przed dziennikarzami dla dobra społeczeństwa, Petraeus dzielił się z kochanką i biografem informacją o tajnych programach wojskowych USA oraz szczegółami prywatnych rozmów z prezydentem z powodów osobistych. Jednak, jak powiedział Snowden, Petraeus „nie spędził ani jednego dnia w więzieniu”. Byłemu dyrektorowi CIA przedstawiono jedynie zarzuty o wykroczenie mniejszej wagi, za które w 2015 roku został skazany na dwa lata w zawieszeniu i grzywnę.

 

* Wczoraj w trakcie operacji antyterrorystycznej w Dagestanie na południu Rosji zastrzelono pięciu wahabitów, w tym wysokiego rangą przywódcę Państwa Islamskiego, Rustama Aselderowa – poinformowała Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB). Terroryści, którzy ukrywali się w jednym z domów w stolicy Dagestanu, Machaczkale, podczas negocjacji z siłami bezpieczeństwa otworzyli ogień. W odpowiedzi przeprowadzono szturm na budynek.Jak przekazała FSB, podczas szturmu zginęli wszyscy terroryści. Nie było natomiast ofiar wśród cywilów ani w siłach FSB. W miejscu gdzie przebywali zwolennicy PI znaleziono broń automatyczną, dużą ilość amunicji oraz materiały wybuchowe.  Jak pisze agencja dpa, Aselderow przysiągł wierność Państwu Islamskiemu w 2014 roku. W 2010 roku wraz z dwiema innymi osobami planował przeprowadzenie zamachu na Placu Czerwonym w Moskwie, a trzy lata później uczestniczył w ataku w Wołgogradzie.

 

* Stanowisko krajów zachodnich wobec Krymu w ostatnim czasie zmieniło się w pozytywną stronę – powiedział wicepremier półwyspu Gieorgij Muradow. Pod względem politycznym sytuacja wokół Krymu i w ogóle w stosunku do Federacji Rosyjskiej zaczęła się zmieniać w ostatnim czasie w pozytywną stronę. W krajach zachodnich do władzy przychodzą politycy, którzy rozsądnie oceniają sytuację na Krymie i dążą do poprawy stosunków z Rosją – podkreślił w rozmowie z RIA Novosti Muradow. Jego zdaniem  przykładem tego są wybory w USA i w wielu krajach UE. — Nie potrzebujemy uznania Krymu. Krym jest częścią Federacji Rosyjskiej. Chodzi o to, by znieść wszelkie sankcyjne blokady. Aby uznano w praktyce Krym za podmiot FR, aby inwestorzy mogli spokojnie przyjechać, przylecieć samolotem, w tym zagraniczne firmy, przypływać statki. Teraz jest to blokowane – wyjaśnił. Muradow jest przekonany, że społeczność międzynarodowa  wkrótce uzna półwysep za integralną część Rosji.

 

* Podczas wizyty prezydenta Poroszenki w Warszawie doszło do nieformalnego spotkania przywódcy obozu rządowego Jarosława Kaczyńskiego z ukraińskim prezydentem.Spotkanie, które w założeniu miało trwać zaledwie 40 minut, zakończyło się dopiero po dwóch godzinach. Rozmowy dotyczyły stosunków polsko-ukraińskich, również w kontekście historycznym. Prezes Kaczyński uznał istnienie niepodległej Ukrainy za polską rację stanu, jednak podkreślił, że warunkiem rzeczywistego zbliżenia Ukrainy z Polską i Europą jest stanowcze odcięcie się od zbrodni UPA. Jest to pierwsze sformułowane wprost i na takim szczeblu otwarte żądanie od strony ukraińskiej, by ograniczyła kult antypolskich zbrodniarzy w ramach swojej narodowej polityki historycznej.

 

* Mieszkańcy Gliwic zorganizowali pikietę przeciwko usunięciu radzieckiego czołgu T-34, postawionego na jednej z ulic, który Ministerstwo Obrony zamierzało przenieść do muzeum, poinformowało polskie Centrum Kultury w Kaliningradzie. „Dwa miesiące trwała walka o czołg T-34, który od czasu zakończenia II wojny światowej stoi na ulicy w polskim mieście Gliwice. Walka o czołg zjednoczyła deputowanych lewicy i prawicy, urzędników i działaczy społecznych. Organizacja społeczna zorganizowała pod czołgiem pikietę. Ministerstwo Obrony chciało usunąć czołg jako pomnik komunizmu, ale ustąpiło” — czytamy w wiadomości. Poinformowano, że jednostka wojskowa w Gliwicach otrzymała rozkaz przeniesienia czołgu T-34 do Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy. W październiku dowiedziały się o tym lokalne media, po czym organizacja „Centrum Badań Miasta Gliwic” zwróciła się o wyjaśnienie do Ministerstwa Obrony Polski. W odpowiedzi resort obronny napisał, że pojazd bojowy „propaguje komunizm”. Aktywiści organizacji poinformowali administrację Gliwic. Na sesji Rady Miasta 17 listopada 22 deputowanych opowiedziało się za pozostawieniem czołgu w mieście, a przeciwko był tylko jeden radny, a jeden wstrzymał się od głosu. Działacze społeczni motywują ich punkt widzenia tym, że prawo zakazujące propagandy komunizmu nie odnosi się do tego T-34, ponieważ on należał do polskiej armii, mimo że został wyprodukowany w ZSRR. „Urzędnicy byli również bardzo zaskoczeni udziałem mieszkańców miasta. W ciągu trzech dni na specjalnie otwarty adres poczty elektronicznej wpłynęło 150 e-maili, 99% autorów chciało zachować czołg. Spontaniczny Komitet Obrony Czołgu, który powstał w Internecie, zebrał 2,7 tysiąca podpisów. Ludzie masowo zaczęli odwiedzać pomnik czołgu T-34” — czytamy w wiadomości centrum. MON zrezygnował z przeniesienia pomnika, uznając, że czołg będzie tworzyć pozytywny wizerunek Polskich Sił Zbrojnych. Władze Gliwic będą teraz musiały odrestaurować maszynę bojową.

 

* Spadek kursu euro odnotowano po ogłoszeniu wstępnych wyników referendum konstytucyjnego we Włoszech.  Kurs euro w poniedziałek, 5 grudnia, na początku handlu sesji azjatyckiej spadł do poziomu z marca ubiegłego roku – 1,0505 dol. (1,0665 dol. na dzień zamknięcia poprzedniej sesji), informuje MarketWatch. — Biorąc pod uwagę obecne tendencje polityczne w strefie euro, sądzę, że politykom, będącym zwolennikami integracji, w zasadzie nie uda się stworzyć do końca architektury Eurolandu. Rośnie ryzyko, że strefa euro rozpadnie się – powiedział główny strateg rynku walutowego firmy BMO Financial Group Stephen Gallo, cytowany przez rosyjski portal Lenta.ru. Kurs euro spada od początku listopada i obecnie znajduje się na poziomie z początku lat 2000. Eksperci nie wykluczają, że już niedługo zrówna się on z kursem dolara. Będzie to pierwszy taki przypadek od 2002 roku, czyli od wprowadzenia do obiegu wspólnej europejskiej waluty.

 

* Myśliwce pokładowe Su-33 ze składu krążownika lotniskowego „Admirał Kuzniecow” zlikwidowały co najmniej 30 bojowników ugrupowania Dżabhat an-Nusra w syryjskiej prowincji Idlib, oświadczył rzecznik Ministerstwa Obrony Rosji, generał Igor Konaszenkow.  Jak poinformował Konaszenkow w ubiegłym tygodniu przeprowadzono „zmasowany atak”, w wyniku którego terroryści dotkliwie ucierpieli, zgładzono dużą formację bojowników ugrupowania Dżabhat an-Nusra. Rzecznik Ministerstwa Obrony zaznaczył, że kilka kanałów wywiadowczych potwierdziło śmierć co najmniej 30 terrorystów, w tym także dowódców polowych Mohammeda Helala, Abu Jabera Harmuzha i Abula Baha Al-Asfari, planującego natarcie na Aleppo. Al-Asfari był odpowiedzialny za zjednoczenie resztek rezerw bandyckich formacji Dżabhat an-Nusra w Aleppo i Hamie. Wcześniej minister obrony Siergiej Szojgu oświadczył, że Rosja rozpoczęła dużą operację zmasowanego ataku na pozycje Państwa Islamskiego i Dżabhat an-Nusra w prowincjach Idlib i Homs. „Admirał Floty Związku Radzieckiego Kuzniecow” to ciężki krążownik lotniskowy projektu 11435, jedyny takiej klasy w składzie Rosyjskiej Marynarki Wojennej. Obecnie okręt znajduje się na Morzu Śródziemnym.

* Kazachski astronauta, pilot Toktar Äubäkyrow wyjaśnił w rozmowie ze Sputnik Kazachstan, dlaczego podczas lądowania Su-33 na pokładzie lotniskowca Admirał Kuzniecow zerwała się lina aerofiniszera. Jego zdaniem jest to „ten przypadek, kiedy pęka lina w najbardziej nieodpowiednim momencie” – myśliwiec prawie jest zatrzymany, ale nadal mamy do czynienia z inercją. Waga samolotu i siła inercji są bardzo duże, co prowadzi do zerwania liny.  Wylądowanie myśliwcem na pokładzie lotniskowca, jest „ogromną sztuką”. Pilot, który ląduje maszyną na rozkołysanym pokładzie, robi to bardzo subtelnie, wykonując minimalne ruchy, aby nie wyjść poza wyznaczone wskaźniki. Äubäkyrow w 1989 roku jako pierwszy wystartował i wylądował na pokładzie lotniskowca Admirał Kuzniecow samolotem MiG-29K. W poniedziałek rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że po wykonaniu zadania bojowego w Syrii rosyjski Su-33 w trakcie lądowania stoczył się z pokładu lotniskowca Admirał Kuzniecow. Do incydentu doszło z powodu zerwania się liny aerofiniszera. Pilot zdążył się katapultować. Ratownicy przewieźli go na pokład lotniskowca. Jak poinformował resort obrony, jego życiu i zdrowiu nic nie zagraża.

 

* Okręty NATO eskortujące w rejonie Wielkiej Brytanii grupę lotniskowców marynarki wojennej Rosji na czele z ciężkim krążownikiem lotniczym „Admirałem Kuzniecowem" nie naruszały międzynarodowego prawa morskiego - powiedział głównodowodzący marynarki wojennej Federacji Rosyjskiej admirał Władimir Koroliow. „Oczywiście, nie mogło to nie zwrócić uwagi, zwłaszcza krajów NATO. Jak tylko wpłynęliśmy na wody Wielkiej Brytanii zaczęło nas eskortować osiem okrętów wojennych. Nie doszło jednak do żadnych naruszeń międzynarodowego prawa morskiego. Eskortowanie okrętów wypływających na wody terytorialne jakiegoś państwa to zwyczajna praktyka" — powiedział Koroliow na antenie kanału telewizyjnego „Rossija-24". Koroliow dodał, że wszystkie trasy rosyjskich okrętów planowane są w taki sposób, żeby od nikogo nie zależeć, w związku z czym niemożność zawinięcia do portów Malty i Ceuty w żaden sposób nie wpłynęła na realizację postawionych zadań. Jak powiedział głównodowodzący, rosyjska marynarka wojenna dysponuje obecnie trzema tankowcami na Morzu Śródziemnym. „Cechą szczególną danej misji jest to, że po raz pierwszy od momentu zbudowania ciężkiego krążownika lotniczego wykorzystaliśmy nasze lotnictwo morskie w warunkach bojowych do przeprowadzenia nalotów na strategiczne pozycje PI… Na danym etapie, wszystkie zadania powierzone grupie okrętów i lotniskowców zostały realizowane" — podkreślił rosyjski admirał. Grupa okrętów Floty Północnej wyruszyła w rejs na Morze Śródziemne 15 października. W jej składzie znalazły się lotniskowiec „Admirał Kuzniecow", ciężki krążownik rakietowy o napędzie atomowym „Piotr Wielki", okręty do zwalczania łodzi podwodnych „Siewieromorsk" i „Wiceadmirał Kułakow", a także okręty zaopatrzeniowe.

 

* Absolwent Uniwersytetu Oksfordzkiego złożył pozew przeciwko uczelni, domagając się od niej odszkodowania w wysokości jednego miliona funtów szterlingów. Roszczenie powoda zasadza się na „złym i nudnym nauczaniu", które uniemożliwiło mu odniesienie sukcesu zawodowego - podaje The Guardian. 38-letni Faiz Siddiqui studiował historię współczesną w Brasenose College w Oksfordzie. Jak powiedział, miał wszelkie dane ku temu, by zostać odnoszącym sukcesy międzynarodowym adwokatem specjalizującym się w prawie handlowym, ale nie został, a to z powodu niskiej oceny, jaką otrzymał szesnaście lat temu na egzaminach końcowych. Siddiqui oświadczył także, że otrzymał niską ocenę z historii Indii, bo pedagodzy „niedbale" odnosili się do zająć. Uniwersytet Oksfordzki uważa pozew za nieuzasadniony, bowiem upłynęło zbyt wiele lat od momentu ukończenia nauki. Gazeta zauważa, że jeśli absolwent wygra sprawę, to może ona wywołać lawinę analogicznych pozwów ze strony innych absolwentów. Uniwersytet Oksfordzki jest jedną z najstarszych uczelni świata. Nie jest znana dokładna data założenia uniwersytetu, ale z dokumentów wynika, że nauczano w nim już w XI wieku. Uniwersytet wchodzi też do czołówki najbardziej prestiżowych uczelni.

 

* W Niemczech aresztowano 17-letniego uchodźcę z Afganistanu, którego policja podejrzewa o zgwałcenie i zamordowanie córki wysoko postawionego urzędnika Komisji Europejskiej – pisze „The Daily Telegraph”.  W październiku ciało córki urzędnika unijnego Clemensa Ladenburgera znaleziono we Fryburgu. 19-latka została zgwałcona i zamordowana zaraz po tym, jak wyszła z imprezy studenckiej. Ciało wrzucono do rzeki. Maria studiowała medycynę, a w wolnym czasie pracowała jako wolontariuszka w obozie dla uchodźców. Jak pisze gazeta, policjanci znaleźli kosmyk ciemnych włosów, przefarbowany na blond. Analiza DNA i sprawdzenie bazy danych nie przyniosły rezultatów. Śledczy przeanalizowali zapisy z kamer monitoringu w jednym z tramwajów. Na nagraniu zauważyli uchodźcę z częściowo przefarbowanymi włosami. Policja zatrzymała podejrzanego. Okazał się nim 17-letni Afgańczyk. Obecnie śledczy wyjaśniają, czy nastolatek znał swoją ofiarę i czy wcześniej zaplanował gwałt i morderstwo. Podejrzany stanie przed sądem w przyszłym roku.

* W wieku 69 lat zmarł rosyjski filozof, geopolityk, ideolog „marksistowskiego islamu”, antysystemowiec i krytyk współczesnego świata, Gejdar Dżahidowicz Dżemal. Myśl urodzonego w 1947 roku Dżemala charakteryzuje się przenikliwością i kontrowersyjnością, co widać w jednym z jego ostatnich tekstów przetłumaczonych na język polski – „Mechanizm systemu – 2015”. „Zmarł Gejdar Dżemal. Wielki myśliciel, całe swoje życie poświęcił śmiertelnej walce z Absolutem. Śmierć uważał za sojusznika w tej walce.” – Aleksandr Dugin

 

* 86-letni Joseph Hirt, Żyd pochodzący z Polski, a osiadły w stanie Pensylwania, przyznał, że kolportowane przez niego latami „wspomnienia o holokauście” są kłamstwem.Hirt utrzymywał, że podczas II wojny światowej został zesłany przez Niemców do obozu w Oświęcimiu, gdzie na własne oczy widział Josefa Mengelego i skąd następnie uciekł przez ogrodzenie pod napięciem. W rzeczywistości nigdy tam nie był. Podejrzenia wobec Hirta zaczęły narastać po tym, jak nowojorski historyk Andrew Reid wskazał na liczne niezgodności z faktami w jego opowieściach. Hirt twierdził m.in., że widział na własne oczy, jak w 1936 r. podczas olimpiady w Berlinie Hitler odmówił podania ręki czarnemu amerykańskiemu lekkoatlecie Jessemu Owensowi, który zdobył wówczas cztery złote medale i ustanowił rekord świata w skoku w dal. Z legendą tą publicznie polemizował sam Owens, mówiąc: Hitler mnie nie znieważył; to Franklin Delano Roosevelt mnie znieważył. Prezydent nie wysłał mi nawet telegramu. W końcu Hirt w liście otwartym opublikowanym w prasie przyznał się do konfabulacji i przeprosił za nie. Dodał jednak, że kłamał w dobrej intencji – aby „utrzymać żywymi wspomnienia” o holokauście. Jest to kolejna osoba występująca przez lata jako „świadek holokaustu”, która została przyłapana na kłamstwie. Poprzednie to m.in. Elie Wiesel, Joe Corry, Herman Rosenblat, Binjamin Wilkomirski czy Misha Defonseca.

 

KOMENTARZE

  • Ne da sie na kompie pisac.Cenzura.Piszesz 100 slow a wychodzi 2.
    Lubie moje kroliki, nie pyskuja a smakuja.Jak pisze o ta uto niema kloptowcZyms powaznym to litery polyka.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930