Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3705 postów 1762 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Demokracja do wymiany

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Krzysztof Wysocki na blogu BIZNES BEZ STRESU zamieścił ciekawą krytykę demokracji

 

 „Najlepszym argumentem przeciwko demokracji jest pięciominutowa rozmowa z przeciętnym wyborcą” – taką ocenę przypisuje się Winstonowi Churchillowi. Niezależnie od tego, czy wypowiedź ta rzeczywiście padła z ust słynnego brytyjskiego polityka, warto zastanowić się nad jej istotą oraz nad tym, czy demokracja, zamiast być szczytowym osiągnięciem zachodniej cywilizacji, nie jest przypadkiem jej gwoździem do trumny.

Według współczesnych poglądów demokracja opiera się na wolności przekonań jednostki i jej prawie do ich swobodnego wyrażania. Jednak w świetle prowadzonej ostatnio walki z mową nienawiści założenie to przestaje być już takie oczywiste. Czy słusznie?

 

Wolność słowa

W demokracji źródłem władzy jest wola większości obywateli. Może ona zostać określona tylko wtedy, gdy każdy ma możliwość artykułowania swojego stanowiska. Fundamentem demokracji jest zatem absolutna swoboda wypowiedzi.

Okazuje się jednak, że fundament ten stoi na ruchomych piaskach. Wolność słowa oznacza przecież zarówno wolność prawdy, jak i wolność kłamstwa. Wolność mądrości i głupoty. Wolność pochlebstwa i zniewagi. Prawo do wyrażania zarówno miłości, jak i nienawiści.

Nie można bowiem z góry założyć, że to, co ktoś chce głosić, jest kłamstwem lub głupotą. Albo że ma na celu obrażenie adwersarza. Może tak jest, a może nie, jednak prewencyjna cenzura wypacza sens demokracji, w której każdy pogląd ma prawo być wyrażony i zyskać poparcie lub potępienie „ludu”. Wolność nie może zależeć od intencji mówcy. Nawet jeśli jest on wrogiem, trollem czy tylko pożytecznym idiotą, jego słowa mają prawo ujrzeć światło dzienne.

 

Głupi kaowiec

W kultowym, wykpiwającym „demokrację socjalistyczną” filmie „Rejs”, pojawienie się w damskiej toalecie napisu „Głupi kaowiec” zagroziło hierarchii władzy panującej na statku wycieczkowym. To, co wówczas bawiło, przestaje być śmieszne w przypadku demokracji liberalnej.

Teoretycznie każdy powinien mieć prawo powiedzieć „Głupi X”. Czy tak jest w rzeczywistości? Pod pozorem ochrony demokracji gwałci się ją, wprowadzając ograniczenia wolności słowa. W zależności od tego, o czyich możliwościach intelektualnych wydajemy niepochlebną opinię, możemy być ukarani za znieważenie osoby pełniącej funkcję publiczną, za dyskryminację czy też za naruszenie czyichś uczuć religijnych.

To istotny problem, ponieważ system prawny pozwala dowolnie ograniczać swobodę wyrażania przekonań na podstawie dość ulotnych kryteriów emocjonalnych. Głupota danej osoby zostaje otoczona immunitetem jej uczuć i wrażliwości na krytykę, przez co demokracja zostaje pozbawiona sprzężenia zwrotnego regulującego jej działanie.

Z drugiej strony, domagając się bezwarunkowej wolności słowa, zakładamy, że zbiorowa mądrość społeczeństwa jest w stanie odróżnić to, co służy dobru wspólnemu, od tego, co mu szkodzi. I dokonać racjonalnego wyboru. Czy założenie to jest słuszne? Doświadczenie uczy, że niestety nie. Wyborcy łatwo dają się zwieść tanim obietnicom i kłamstwom, nie bacząc na długoterminowe konsekwencje swoich decyzji.

Dla przykładu: nikt chyba nie ma wątpliwości, jak znaczne poparcie grających w lotto zdobyłby polityk, który obiecałby, że gdy przejmie kontrolę nad Totalizatorem Sportowym, wygrane staną się wyższe i częstsze. Z matematycznego punktu widzenia jest to oczywiście niemożliwe, ale kto by się tam przejmował matematyką. Brzęcząca atrakcyjność obietnicy liczy się bardziej od przyszłej niemożliwości jej spełnienia.

Znany jest również efekt silnego i jednoczącego działania przekazu negatywnego. Dużo łatwiej zdobyć poparcie dla hasła „Precz z głupim kaowcem!” niż dla sloganu „Z kaowcem ku dobrobytowi!”

 

Profesor i pijacy

Wojciech Cejrowski powiedział kiedyś: „Nie podoba mi się system, w którym dwaj pijacy spod budy z piwem mają w demokratycznym głosowaniu dwa razy więcej do powiedzenia niż profesor.”

W wielu sprawach można się nie zgadzać z „naczelnym kowbojem RP”, jednak w tym przypadku wskazuje on na najpoważniejszy problem demokracji: równość głosów. Tak, to stwierdzenie jest bardzo niepoprawne politycznie, ale czy w imię poprawności politycznej należy odrzucać oczywistą prawdę, że społeczeństwo nie składa się z identycznych klonów wzorcowego obywatela? Różnimy się między sobą genami, wiedzą i doświadczeniem, a to w konsekwencji powoduje istotne różnice w naszych zdolnościach postrzegania i analizowania rzeczywistości oraz podejmowania racjonalnych decyzji dotyczących naszej przyszłości.

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi na zlecenie OECD w latach 2011-2012 („OECD Skills Outlook 2013: First Results from the Survey of Adult Skills”, OECD Publishing, 2013) zdolnością do zaawansowanego rozumienia słowa pisanego (tabela A2.1, poziom 4 i 5) dysponuje w Polsce 9,7% dorosłych obywateli (w całym OECD 11,8%, w Finlandii 22,2%, w USA 11,5%, ale we Włoszech tylko 3,4%). Zdolność do zaawansowanego rozumienia danych liczbowych (tabela A2.5, poziom 4 i 5) posiada w Polsce 8,4% dorosłych obywateli (w całym OECD 12,5%, w Finlandii 19,4%, w USA 8,5%, we Włoszech 4,5%).

Wynika z tego, że tylko niewielka część społeczeństwa jest w stanie podjąć trud zrozumienia złożonych modeli ekonomicznych i ich związku z dobrobytem obywateli oraz ogólną kondycją państwa. Ale przy urnie wyborczej wszyscy mają jednakowy wpływ na wybór swoich przedstawicieli. Co więcej, każdy ma prawo takim przedstawicielem zostać, epatując swoją powierzchownością i elokwencją w celu zamaskowania niewiedzy i braku kompetencji.

Oprócz tego różnimy się także w dziedzinie krytycznego myślenia i podatności na perswazję. Większość obywateli nie ma ani czasu, ani ochoty sprawdzać, czy autorytatywnie wypowiadane kwestie mają jakikolwiek sens. Często wystarczy, iż stanowią potwierdzenie ogólnej linii partii i służą pognębieniu przeciwnika.

Wszelkie argumenty merytoryczne przestają mieć znaczenie – zastępuje je „logika Kalego”, w ramach której „ciemny lud kupuje” dowolną prawdę lub kłamstwo stawiające oponenta w złym świetle i dowolną prawdę lub kłamstwo potwierdzające własne przekonania. A wszystko to, co się z tymi komunikatami nie zgadza, jest rutynowo oznaczane etykietą „ataku politycznego”. W ten sposób pole do dalszej dyskusji zostaje skutecznie zaorane.

 

Demokracja medialna

W XXI wieku wszystkie wyżej opisane czynniki i zjawiska uległy niesłychanemu wzmocnieniu ze względu na powstanie globalnych konglomeratów medialnych. Ich przetrwanie w konsumpcyjnym modelu gospodarczym zależy bezpośrednio od wielkości audytorium, do którego są w stanie dotrzeć z reklamami. W związku z tym ogólny poziom przekazu informacyjnego jest dostosowywany do możliwości percepcyjnych tak zwanej szerokiej publiczności. Dostosowywany czyli – nie bójmy się tego określenia – obniżany!

Głębsza refleksja umiera, kiedy jej miejsce zajmuje rolnik szukający żony albo kucharz przypalający jajecznicę w piekielnej kuchni. Igrzyska zastępują namysł i skupienie. Alternatywa „być albo nie być” zamienia się w brutalne „bić albo nie bić”. A w przerwach między jedną medialną awanturą a drugą modelka o nienagannej urodzie prezentuje wzorzec szczęścia w postaci najnowszego kremu przeciwzmarszczkowego.

Na tym jałowym gruncie pleni się demokracja trywialna, bazująca na pierwotnych instynktach, które wciąż drzemią w człowieku. Strach, kłamstwo i seks decydują dziś o tym, kto zostanie prezydentem, premierem czy parlamentarzystą. Rzeczywiste lub sfingowane skandale seksualne kończą kariery polityków. Obietnice bez pokrycia oślepiają wyborców swym blaskiem, choć wiadomo, że są tylko elementem gry. A strach? Strach jest najlepszym spoiwem każdego ugrupowania. Strach przed obcymi: członkami innej partii, innego narodu, innej rasy albo ludźmi wyznającymi inną religię lub światopogląd.

Pozytywne programy przestały już wygrywać wybory, ponieważ ich spójna konstrukcja jest zbyt skomplikowana i wymaga wysiłku umysłowego zarówno w procesie ich tworzenia, jak i odbioru. Nie są tym, czego pożądają media. Media łakną tragedii, którą można sfilmować i ciepłej krwi wypływającej z poranionych ciał, a nie spokoju i ciepłej wody w kranie.

 

Koniec

Źródłem najpoważniejszego problemu demokracji medialnej jest to, że – tak jak w każdym środowisku – w gronie ludzi o najwyższym współczynniku inteligencji znajdują się zarówno jednostki szlachetne, którym drogie jest wspólne dobro, jak i jednostki cyniczne, samolubne i szalone, które dbają jedynie o swoje wpływy i bogactwo lub pielęgnują własne obsesje. Wykorzystując istniejące, bardzo sprawne kanały docierania do milionów odbiorców, zniekształcają zbiorowe postrzeganie rzeczywistości. Kłamią, oszukują i straszą nas sztucznymi wrogami, których sami stworzyli na potrzeby walki politycznej.

Kreowanie alternatywnych światów i narracji powoli zastępuje naturalny rozwój wypadków. Wyborcy przestają decydować zgodnie z własną oceną faktów. Głosują na podstawie podsuniętych im opowieści o Kopciuszku i Złej Macosze. Bo do tego sprowadzono ich wybór. Przyszły kształt Polski jest tylko tłem konkursu piękności, w którym startują „zdradziecki Donald Tusk” i „mściwy Jarosław Kaczyński”. Strategiczna, światowa rola Stanów Zjednoczonych stanowi jedynie dekorację pojedynku pomiędzy „kłamiącą w żywe oczy Hillary Clinton” a „molestującym wszystko, co się rusza, Donaldem Trumpem”.

Dno, do którego dotarła zachodnia cywilizacja, jest tak grząskie, że nawet nie ma się jak od niego odbić. Pozostaje nam jedynie stanąć na wzgórzu i patrzeć na tę piękną katastrofę. Dostąpiliśmy zaszczytu obejrzenia jedynego w swoim rodzaju spektaklu – wielkiego finału, którego klamrą spinającą jest SŁOWO. Ono zapoczątkowało nasz świat i – zmanipulowane – doprowadza go do końca.

A może jednak nie? Może uda nam się uwolnić słowa z więzów zakłamania i przywrócić im ich pierwotne znaczenia? Jest taka nadzieja, jeśli tylko się postaramy i zaczniemy od tego, co sami mówimy i piszemy. Bo – jak powiedział Mahatma Gandhi – to my sami powinniśmy być zmianą, którą pragniemy ujrzeć w świecie.

(tekst napisany w dniach 20-23 października 2016 roku, na ponad dwa tygodnie przed zwycięstwem Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych)

KOMENTARZE

  • Zakres demokracji
    Ale problemem nie jest demokracja, ale zakres spraw jakimi zajmuje się demokratycznie wybrana władza. To jest bez sensu. Nie ma sensu w tym, by głosować raz na 4 lata na kogoś, kto centralnie, w całym kraju zorganizuje służbę zdrowia, edukację, ubezpieczenia społeczne, czy dostarczanie listów. Zdecydowana większość usług, jakie świadczy demokratyczne państwo, nie musi być monopolem, może to świadczyć wiele niezależnych, konkurujących, prywatnych firm.

    Dwóch meneli przegłosuje profesora i wybiorą głupiego ministra edukacji, który centralnie spartaczy szkolnictwo w całym kraju. To nie jest wina tego, że meneli jest więcej, ale tego idiotycznego pomysłu by urządzać szkolnictwo centralnie i monopolistycznie. Niech ci menele posyłają swoje dzieci do menelskich sieci szkół, a profesor wyśle do szkoły elitarnej - i nie muszą w ogóle głosować.

    W istocie mamy problem z socjalizmem, a nie demokracją. Szkoły, szpitale, ubezpieczenia społeczne etc... tkwią nadal w PRL-u. Demokracja nic sytuacji nie poprawia, ani nie psuje, bo każdy monopol zawsze będzie prowadzić do wypaczeń i degeneracji - niezależnie od tego czy przywódca będzie samozwańczy czy wybrany demokratycznie.
  • @
    http://zdzich.neon24.pl/post/104650,demokracja
  • Zajrzałem do tych danych OECD
    rzeczywiście jesteśmy poniżej średniej, przodują Skandynawowie, niestety nie zauważyłem danych ze Szwajcarii.
    Natomiast w grupie ludzi młodych jesteśmy już na poziomie średnim i doścignęliśmy Czechów.
    https://www.oecd.org/skills/piaac/Skills%20volume%201%20(eng)--full%20v12--eBook%20(04%2011%202013).pdf
  • Demokracja to system podejmowania decyzji a to nie wszystko.
    Kluczem jest system wartości który obowiązuje.
    Znane systemy się nie sprawdziły za wyjątkiem jednego...któremu globalni bandyci ie pozwala się sprawdzić bo jest mordowany gdzie tylko zaczyna odnosić znaczące sukcesy.
    Zgadnijcie jaki to system ?
    Bill Gates wie..Ja wiem to od bardzo dawna...sam budowałem taki system... ale solidaruchy czyli zdrajcy i pożyteczni idioci go rozwalili razem z globalnym bandytami.
    Już wiecie ?
    Bill Gates wie.. posłuchajcie go...
    https://pp.vk.me/c638824/v638824333/177eb/s9vUZk-Dj0o.jpg

    On ma rację...
    To system w który tnie po skrajnościach ale jednocześnie pozostawia pole do popisu dla aktywnych, mądrych zaradnych , pracowitych, zdolnych, genialnych.. i zwykłych przeciętnych.. ułomnych, chorych , niesprawnych... leniwych...a nawet zdegenerowanych.

    Nie znam innej opcji...
    Ten system to jedynie kierunek .. jego skrajna forma to komunizm, nie do przyjęcia..gasi wszelka aktywność..niezależność, wolność..jej druga skrajna opcja .. to ...nie istnieje bo wpada w kapitalizm czy neoliberalizm a te zabijają szanse rozwojowe słabszych i zawsze prowadzą do kumulacji bogactwa w najsilniejszych rękach... a bogaci likwiduję ten system..

    PRL był na dobrej drodze...Jugosławia była na dobrej drodze, i Libia i Irak i Syria... wszystkich spotkał wspólny los...choć Polskę Jaruzelski uratował od scenariusza Syryjskiego (gdyby się dłużej stawiał to by nie uratował tysięcy a może i milionów istnień zwykłych Polaków).
    I za to go solidaruchy tak nienawidzą..
    Rola solidaruchów w Polsce była i jest taka sama jak rola obalaczy władzy w wymienionych państwach. Podobną rolę na Ukrainie pełnią Banderowcy..na bliskim wschodzie islamiści..różnej maści a wszyscy oni działają pod dyktando tych samych globalnych bandytów.
    .
  • menele
    „Nie podoba mi się system, w którym dwaj pijacy spod budy z piwem mają w demokratycznym głosowaniu dwa razy więcej do powiedzenia niż profesor.”...
    Aż tak dobrego zdania o profesorach nie mam by mieli więcej do powiedzenia od .....
    Wszak mieliśmy profesorów Buzka, Balcerowicza, Bartoszewskiego…. czy Rzepliński też ma profesora?
  • badania
    Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi na zlecenie OECD w latach 2011-2012 (.....) zdolnością do zaawansowanego rozumienia słowa pisanego....

    Co jak co, ale ja bym się nie podejmował ,,zaawansowanego rozumienia" czegokolwiek, a już na pewno nie tych zleconych OECD badań nad ,,zaawansowanym rozumieniem " opublikowanych przez w/w pierdoł
  • @Oświat 19:17:45
    Każdy z nich ma swoje potrzeby i trzeba to uszanować.
    Z drugiej strony głupcami łatwo manipulować (media propaganda).
    Wykształceni nie zawsze są uczciwi, lojalni.. a często po trupach i zdradzie do bogactwa prą brutalnie...
    Prostacy też prą w taki sposób do bogactwa (substytut szczęścia) ale prostacy nie są tak skuteczni jak ci wykształceni...(intelekt, spryt, przebiegłość, umiejętność argumentowania, manipulowania... układy w wyższych sferach..spiskowanie...)

    Chyba jednak jeden człowiek jeden głos..
    Tylko media muszą być PUBLICZNE.. pluralistyczne..a nie zagraniczne, mafijne...partyjne..religijne...
  • @Oscar 19:24:27
    Coraz bardziej podoba mi się Pański światopogląd. Pozdrawiam bardzo przyjaźnie i z dużym uznaniem BJ
  • @Oscar 19:24:27
    ....ale prostacy nie są tak skuteczni jak ci wykształceni.....

    ohoho, znam ludzi po zawodówkach, a jak sobie radzili w biznesie i w życiu. Ci wykształceni byli profesorami, dyrektorami, a prostaki robili jako prywaciarze, badylarze, zarabiali duże pieniądze, jeździli mercedesami, budowali sobie domki jednorodzinne cztero piętrowe, spędzali wakacje za granicą.
    Zmienił się ustrój, zmieniły obyczaje, złodziejstwo i polityka dawały większe możliwości.
    A Wałęsa, prostaczek, jak sobie radził?
  • Warto by
    poruszyć problem obecności psychopatów w społeczeństwie, biurokracji, polityce i szczytach władzy. Ciekawe by było jak się zmienia ich procent w rużnych grupach społecznych.
  • Co to są uczucia ??? Czy uczucia są prawem ???
    Co to są uczucia ???
    Czym są uczucia ?
    Czy ktoś je spójnie opisał i do końca zdefiniował ?
    Skoro coś jest niedefiniowalne i nie do ustalenia, to jak to może być prawem zakutym w paragrafy ???

    Co to są uczucia religijne ??? Czy ktoś wie ?

    Ja jestem katolikiem i moja religia pochodzi od Boga i została objawiona oraz jest racjonalna i nie jest uczuciowa. Katolicyzm jest religią miłosci lecz miłość Agape nie jest żadnym uczuciem. W katolicyzmie Bóg jest miłością a więc miłość jest osobą.

    MY KATOLICY MAMY RACJONALNĄ RELIGIĘ, KTÓRA POSIADA HISTORIĘ, TRADYCJĘ APOSTOLSKĄ, OBJAWIENIA, MISTYKĘ, TEOLOGIĘ, FILOZOFIĘ CHRZEŚCIAŃSKĄ, NAUKI BIBLIJNE, LICZNE CUDA A NIE JAKIEŚ TAM "UCZUCIA" !!!! My katolicy kierujemy się zasadami a nie uczuciami. Mamy prawo i etykę od Pana Boga. Liczne kulty religijne dotyczące zawsze świętych osób; więc Boga, Matkę Bożą, Aniołów Bożych i Świętych Pańskich.

    Zatem zobaczcie Państwo; co za debile prawo w Polsce tworzą !!!!?
    A inni debile jeszcze takie prawo stosują !!!!

    Dla przykładu art. 196 KK.

    Art. 196. Obraza uczuć religijnych
    Dz.U.2016.0.1137 t.j. - Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny
    Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych,
    podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

    Z TREŚCI TEGO ARTYKUŁU NALEŻY DOMNIEMYWAĆ, ŻE RELIGIA KATOLICKA TO UCZUCIA DO PRZEDMIOTÓW W MIEJSCACH KULTU!!!

    Otóż my kierujemy się Wiarą i Rozumem - FIDES ET RATIO.

    "Wiara i rozum to dwa skrzydła, na których wznosi się duch ludzki ku kontemplacji Prawdy" (św. Jan Paweł II encyklika Fides et ratio )

    Prawdą jest Bóg. (Chrystus powiedział Ja Jestem całą Prawdą)

    Chrystus Pan powiedział: JA JESTEM DROGĄ, PRAWDĄ I ŻYCIEM !!!! Nigdy więc nie powiedział, iż jest "przedmiotem" ale podkreślał swoją osobową godność i także ujawniał w licznych teofaniach, że Bóg Ojciec jest osobą oraz Duch Św. również jest osobą. Cały Bóg w Trójcy Św. jest Osobą.

    Jakim więc prawem jakieś cymbały w Sejmie tworzą przepisy o uczuciach i przedmiotach religijnych? Być może w Polsce są jacyś rozdygotani totemiści, którzy czczą przedmioty, lecz zapewne jest to jakiś margines dla chorej duchowo ciemnoty egzystującej w społeczeństwie.

    Takie "prawa" obowiązujące w Polsce od 1997 roku po prostu ośmieszają Parlament, jako najwyższe ciało legislacyjne oraz tym samym - przez użyte sformułowania - znieważają Polaków-katolików!!!!


    WYNOCHA Z SEJMU I SENATU ORAZ Z RZĄDÓW, SĄDÓW, PROKURATUR I Z POLICJI - nieuki, cybały, wyształciuchy, durnie !!!!

    Poszli won sracze myć i kury szczać prowadzić !!! ;)

    KODEKSY KARNE II RP TRAKTOWAŁY O ZNIEWADZE OSOBY BOGA, gdyż Polacy wtedy nie byli cymbałami odróżniali homeostazę od przedmiotów!!!!

    Osobną kwestią jest miejsce kultu a więc "świątynia Boga", albowiem według Nowego Testamentu świątynią Boga jest każdy ochrzczony katolik.

    Reasumując;
    Prawo w Polsce tworzą nieuki, które nie mają pojęcia o religii wyznawanej przez znaczną większość tubylców - z katolickiego Narodu Polskiego.

    Dlatego nie ma żadnego prawa ale jest zbór jakiś idotyzmów zakutych w paragrafy !!!!
  • @Oświat 19:17:45
    Ja bym dyskutował czy bardziej pożyteczny jest menel spod budki z piwem czy taki Balcerowicz, Buzek itd.
    Moim zdaniem ten menel zasila budżet państwa a ci profesorowie wręcz przeciwnie.
  • Autor, te dno jest wyjątkowo niebezpieczne.
    Niema demokracji, bo niema prawdziwej równowagi, kropka.

    "Może uda nam się uwolnić słowa z więzów zakłamania i przywrócić im ich pierwotne znaczenia? Jest taka nadzieja, jeśli tylko się postaramy i zaczniemy od tego, co sami mówimy i piszemy."

    Technika ma programy komputerowe 0/1. Liczby binarne pomogą demokracji.

    Trójka jest liczbą nieparzystą, dlatego konstytucja promująca równowagę w stylu tej liczby, nie spełnia warunków systemu równowagi liczby 4, parzystej demokracji. Dalej się oszukiwać trójką, nie wypada:)
    http://m.neon24.pl/bf08fed5da97ca5cd17c8bb2981a034a,11,1.jpg
    Klub Polskiej Demokracji Kwantowej.
  • @Oscar 19:02:29
    Bill Gates uczyl się podstaw ekonomii socjalistycznej i materializmu dialektycznego w amerykańskim uniwersytecie. W kazdym z nich w USA Dziekanami i profesorami są najczesciej Komunisci, którzy uciekli z Sowieckiego Sojuza. (Najnowszym z nich jest tow. Sikorski na Harvardzie.)
    Czesto profesorami są również byli hiepiesi (jak Bernie Sanders, Jane Fonda, John Lennon, Bob Dylan, Gore, Bill i Hillary Clinton, itp. wychowani i oplacani przez V-tą Kolumne, która infiltrowala USA od czasow Rewolucji Pazdziernikowej.
    Wyniki socjalizmu/ komunizmu znamy: dotychczas ponad 250 milionow oponentow sadystycznie zamordowanych (w skali globalnej), oraz upadek ekonomiczno-gospodarczy ZSRR oraz krajow Bloku Wschodniego.
    Trzyba być wyjatkowym ignorantem, psychopatą, lub wręcz idiotą, aby ten system popierać lub promować.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930