Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3841 postów 1811 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Wtorek, 8 listopada 2016

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (997) W atmosferze chaosu i nieufności zaczęły się wybory prezydenckie w USA. Świat czeka na wynik… Zapraszam na kolejny serwis aktualnych informacji i komentarzy ze świata.

 

* Dziś w USA odbywają się wybory prezydenckie.  Bodaj najlepiej  skomentował je amerykański dysydent David Duke: „It isn’t known yet who is going to win, but it is known already who is going to lose: We, the People” (Jeszcze nie wiadomo, kto je wygra, ale już wiadomo, kto je przegra:  my, naród”)

 

* Prof. Andrew W. Appel z uniwersytetu Princeton, czołowy amerykański ekspert od komputerowego oprogramowania wyborczego ostrzegł, że elektroniczny system wyborczy z zastosowaniem ekranów dotykowych, który nie zostawia żadnego papierowego śladu głosowania (przyjęty w 35 stanach USA) umożliwia bardzo łatwą kradzież i fałszowanie wyników wyborów, zwłaszcza jeśli dodatkowo dopuszcza się głosowanie rozciągnięte w czasie, tak jak to ma miejsce w USA. Appel zademonstrował przed komisją Kongresu, że wie o czym mówi: potrzebował tylko śrubokręta i siedmiu minut, aby dowolnie zmienić wynik na wytypowanej elektronicznej maszynie do głosowania.

 

* Kandydat na prezydenta USA z ramienia Partii Republikańskiej Donald Trump uruchomił gorącą linię dla telefonów o naruszeniach w wyborach prezydenckich. „Jeśli zetkniecie się z problemami przy głosowaniu lub jeśli będziecie świadkami naruszeń na terytorium lokali wyborczych, dzwońcie na naszą gorącą linię pomocy wyborcom" — można przeczytać w ogłoszeniu sztabu Trumpa skierowanym do jego zwolenników. Wcześniej Trump wielokrotnie wspominał o tym, że uważa aktualnie obowiązujący w kraju system wyborczy za „niesprawiedliwy" i ostrzegał, że wybory wyznaczone na 8 listopada mogą zostać sfałszowane. Nie obiecywał także, że uzna wyniki głosowania, ale przyznał, że będzie na to gotowy, jeśli te wyniki będą oznaczały jego wygraną. Rywalką Trumpa jest kandydatka Demokratów Hillary Clinton. Według ostatnich sondaży wyprzedza go o 3,2 punkta procentowego.

* Sztab Donalda Trumpa złożył pozew sądowy w związku z otwarciem lokali wyborczych w jednym z okręgów w kluczowym dla kandydata Republikanów stanie Nevada dwie godziny wcześniej, niż było zaplanowane. Informuje o tym CNN. Według danych agencji Reuter w pozwie mowa jest o tym, że pracownicy komitetu wyborczego w okręgu Clark „z pełną świadomością koordynowali działania z aktywistami Partii Demokratycznej", by doprowadzić do skażenia wyników głosowania. Stan z liczbą ludności nieco poniżej 3 milionów położony jest na zachodzie USA i posiada 6 głosów wyborczych (do zwycięstwa potrzebne jest 270 głosów).    

 

* Twierdzenie Rosji, że władze USA ograniczyły dostęp rosyjskim obserwatorom do lokali wyborczych są nieuzasadnione – powiedziała RIA Novosti rzeczniczka ambasady USA w Moskwie Maria Olsen. Przedstawicielka ambasady twierdzi, że rosyjscy obserwatorzy, w tym pracownicy placówek dyplomatycznych Rosji w USA, zostali zaproszeni do lokali wyborczych w ramach misji OBWE. Rosja zdecydowała, że nie będzie uczestniczyć w misji – powiedziała Olsen. Potwierdziła, że ambasada otrzymała 26 października notę od rosyjskiego MSZ. Wcześniej wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow w rozmowie z RIA Novosti powiedział, że Moskwa uważa za niedopuszczalne ograniczenie dostępu rosyjskim dyplomatom do lokali wyborczych w USA, „wnioski zostały wyciągnięte” i przekazane w formie noty stronie amerykańskiej. Dyplomata wymienił kilka incydentów, do których doszło w USA i które świadczą o tym, że „funkcjonariusze pewnych struktur siłowych amerykańskiej administracji na wszelkie sposoby próbują nie dopuścić, by rosyjscy przedstawiciele ocenili przebieg nadchodzących wyborów”. Riabkow powiedział też, że Moskwa udzieli lustrzanej odpowiedzi i że obecność amerykańskich dyplomatów w lokalach wyborczych w Rosji będzie niemile widziana, jeśli nie będą należeć do wcześniej zaakceptowanych międzynarodowych misji obserwacyjnych.

 

* Dyrektor FBI James Comey po raz drugi w ciągu niecałych dwóch tygodni wstrząsnął kampanią wyborczą w USA, oświadczając, że nie widzi podstaw do postawienia zarzutów faworytce wyścigu kandydatce Demokratów Hillary Clinton. Zgodnie z oczekiwaniami sztab Clinton uznał to za zwycięstwo, a sztab Trumpa, powstrzymując się od otwartych ataków na szefa FBI, wyraził swoje niezadowolenie. Druga „bomba” FBI Comey dziesięć dni przed wyborami oświadczył, że jego agencja weszła w posiadanie części korespondencji Clinton, której wcześniej nie badała. W lipcu FBI doszło do wniosku, że wysyłanie e-maili przez Clinton za pośrednictwem niezabezpieczonego prywatnego serwera, gdy była ona sekretarzem stanu, było „bardzo lekkomyślne”. Jednak nie postawiono jej zarzutów.  Kolejną porcję e-maili znaleziono na komputerze Anthony’ego Weinera, męża najbliższej współpracownicy Clinton Humy Abedin. Według szefa FBI jego agenci wykazali się niezwykłą pracowitością, by przeczytać te e-maile w jak najkrótszym czasie. Korespondencję znaleziono podczas śledztwa dotyczącego skandalu wokół zdjęć w negliżu Weinera, które wysłał on niepełnoletniej dziewczynie. Opierając się na analizie (e-maili), nie zmieniliśmy naszej opinii na temat (byłej) sekretarz stanu Hillary Clinton, którą przedstawiliśmy w lipcu – czytamy w liście Comey’a do Kongresu. W taki sposób sprawę przeciwko Clinton znowu zamknięto. Ujawnienie przez FBI informacji o nowych e-mailach doprowadziło do gwałtownego spadku popularności Clinton i zwiększaniu szans Donalda Trumpa. Wiodący Demokraci oskarżyli ją o to, że ułatwia zadanie Republikanom. Liderka mniejszości demokratycznej w Izbie Reprezentantów amerykańskiego Kongresu Nancy Pelosi uważa, że ostatnia decyzja FBI w sprawie wykorzystywania przez Clinton prywatnej skrzynki w celach służbowych powinna położyć kres „tym cyrkowym powtórkom Republikanów”. Kandydat na wiceprezydenta Partii Demokratycznej Tim Kaine oświadczył, że sztab Clinton był pewien, że jest ona niewinna. Sama Hillary Clinton nie zamierza komentować decyzji FBI, by nie pociągać jej do odpowiedzialności na podstawie rezultatów dodatkowego śledztwa. Przemawiając w Ohio w ramach kampanii wyborczej, nie wspomniała nawet o decyzji agencji. Republikanie są niezadowoleni z decyzji Comey’a, choć powstrzymali się od bezpośrednich ataków na szefa FBI. Pomimo ostatniego oświadczenia biura, że śledztwa w sprawie Clinton nie będzie, była sekretarz stanu „naraziła na ryzyko nasze tajemnice państwowe”, powiedział przewodniczący Izby Reprezentantów Republikanin Paul Ryan. Z kolei szef Komitetu Narodowego Partii Republikanów Rins Pribas twierdzi, że Clinton „złamała prawo”, wykorzystując prywatnego maila w celach służbowych, będąc sekretarzem stanu USA. Trump na spotkaniu z wyborcami w stanie Michigan wyraził przekonanie, że szeregowi pracownicy FBI nie pozwolą, by nie poniosła kary za haniebne przestępstwo, w tym usunięcie 33 tys. e-maili po otrzymaniu wezwania do złożenia zeznań w Kongresie USA.  Nazwał on Clinton „najbardziej skorumpowaną osobą z tych, które kiedykolwiek próbowały objąć urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych”. W piątek brytyjska gazeta „The Guardian”, powołując się na źródło w FBI, napisała, że w samym biurze istnieje głęboka niechęć do Clinton. Rozmówca gazety powiedział, że kandydatka Demokratów „dla wielu pracowników jest uosobieniem Antychrysta”. Wyjaśnił, że do przecieków szkodzących Clinton dochodzi, bo pracownicy agencji popierają Trumpa. Rankingi Clinton gwałtownie szły w dół zaraz po pierwszym wystąpieniu Comey’a. Teoretycznie uniewinnienie Clinton może jej pomóc, ale jest na to zbyt mało czasu . W każdym razie zdecydowana większość sondaży już nie pokaże reakcji społeczeństwa na oświadczenie Comey’a, bo wymagają one co najmniej 2-3 dni na opracowanie rezultatów. Samemu Comey’owi najwyraźniej nie grozi dymisja po dojściu do władzy któregokolwiek z kandydatów. Prezydent może zwolnić dyrektora FBI, zanim upłynie jego kadencja, ale jest to związane z utratą kapitału politycznego. Jeśli więc Clinton dojdzie do władzy, będzie musiała współpracować z Comey’em, pomimo głębokiej antypatii i otwartej krytyki kandydatki pod adresem dyrektora. Trump też nie zdoła pozbyć się Comey’a, nawet jeśli jest on posądzony o sprzyjanie Republikaninowi w wyborach. Z niedzielnych sondaży wynika, że Clinton nadal prowadzi. Według RealClearPolitics, średnio o 2,2 punta procentowego. Bukmacherzy uważają Clinton za faworytkę. Podobnego zdania są socjolodzy. Portal Upshot gazety „The New York Times” uważa, że szansa wynosi 84%, a PredictWise – 89%. Według modelu statystycznego „The Huffington Post” Clinton wygra na 98%. Z kolei Princeton Election Consortium twierdzi, że ma ona 100% szansę. Wyjątkiem w ogólnych prognozach pozostaje FiveThirtyEight, który przepowiedział rezultat wyborów w latach 2008 i 2012. Według portalu prawdopodobieństwo, że zwycięży Clinton wynosi 65%, więc Trump ma realne szanse.

 

* NATO planuje postawienie „setek tysięcy wojskowych" w stan gotowości w związku z nasilającym się napięciem w relacjach z Rosją. Pisał o tym „Times", powołując się na słowa sekretarza generalnego Sojuszu Północnoatlantyckiego Jensa Stoltenberga. Według Stoltenberga Sojusz przez wiele lat obserwował umacnianie się potencjału militarnego Rosji, a także aktywne szerzenie propagandy wśród swych sojuszników. Właśnie z tego powodu, jak wskazał, NATO „musi odpowiedzieć Moskwie jak największym wzmocnieniem bezpieczeństwa zbiorowego od czasu zakończenia zimnej wojny". Moskiewski komentator do spraw wojskowości Wiktor Baraniec uważa, że oskarżenia ze strony sekretarza generalnego NATO pod adresem Rosji należy potraktować jako rutynowe oświadczenia: „Jeśli przeanalizujemy oświadczenia składane przez Stoltenberga od chwili jego nominacji na to stanowisko, to staje się sprawą oczywistą, że ten człowiek śpiewa demagogiczne pieśni zgodne ze swoją posadą. Bo jeśli nie będzie tego robić, to długo nie utrzyma się na stołku. Stoltenberg złożył kolejne «dwa tysiące dwieście dwudzieste piąte» oświadczenie w sprawie rzekomego «rosyjskiego zagrożenia». Jednakże od dawna jest to czymś rutynowym i nie ma w tym niczego nowego" — powiedział Wiktor Baraniec w wywiadzie dla radia Sputnik. Stwierdził on, że działania Rosji nie mają na celu żadnej dominacji, lecz zawsze związane są z dążeniem do zapewnienia własnego bezpieczeństwa. „Potencjał bojowy NATO w Europie w ciągu ostatnich dwóch czy trzech lat zwiększył się dwukrotnie. Czy Rosja ma być potulnym świadkiem tego? Oczywiście, że nie. Bierzemy to pod uwagę i podejmujemy pewne kroki, które w przypadku realnego zagrożenia militarnego mogłyby sprzyjać jego odpieraniu. Prawdą jest, że przezbrajamy armię — wojska otrzymują dostawy najnowszego sprzętu. Prawdą jest, że armia prowadzi intensywnie szkolenie bojowe. A czym innym mogłaby się zajmować? Musi być gotowa do odpierania agresji w każdej chwili. Ponadto nie zwalnia przecież tempa wojna informacyjna. Wypada zapytać Stoltenberga — czy NATO nie prowadzi żadnej propagandy w Ukrainie, Mołdawii, Gruzji, Finlandii? Te kraje już siedzą w poczekalni NATO. Sojusz werbuje nowych sojuszników, zdajemy sobie z tego sprawę i nie możemy tkwić biernie w oczekiwaniu, aż NATO napuści na Rosję całą Europę. Podejmujemy pewne działania, aby zmniejszyć tę presję i przyciszyć europejską agresję napędzaną przez Stany Zjednoczone" — podkreślił ekspert. Jego zdaniem postawienie natowskiego wojska w stan gotowości bojowej jest kolejną demonstracją siły Sojuszu Północnoatlantyckiego. Tym niemniej szefostwo NATO zdaje sobie sprawę z ewentualnych konsekwencji takiego zachowania — uważa Wiktor Baraniec. „W NATO wiedzą, że jeśli żołnierz natowski przekroczy granicę Federacji Rosyjskiej chociażby o metr, rozpocznie się wojna, która całą planetę pokryje martwym popiołem" — podsumował Baraniec.

 

* Moskwa może wznowić współpracę z Waszyngtonem do takiego poziomu, na jaki USA są gotowe wynieść stosunki między obu krajami – powiedział rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow. O tyle, o ile nasi partnerzy w Waszyngtonie będą gotowi zająć się reanimacją naszych stosunków i wyniesieniem relacji na poziom wzajemnie korzystnego dialogu, w trakcie którego uwzględnia się obustronne interesy – powiedział przedstawiciel Kremla, odpowiadając na pytanie o możliwym nowym resecie po wyborach w USA. Władimir Putin wielokrotnie mówił, że Rosja jest zainteresowana współpracą ze Stanami Zjednoczonymi.  Będziemy gotowi pójść naprzód o tyle w rozwoju i odbudowie tych stosunków, o ile będą na to gotowi nasi amerykańscy partnerzy – podkreślił rzecznik rosyjskiego prezydenta. Odpowiadając na pytanie, kto powinien zrobić pierwszy krok w odbudowie relacji, Pieskow podkreślił, że w tym przypadku „ważna jest wola polityczna”.

 

* Rosja i USA są przeciwko jakimkolwiek zmianom w procedurze stosowania prawa weta, które umożliwia stałym członkom Rady Bezpieczeństwa ONZ blokowanie decyzji podejmowanych w tej instytucji.  Moskwa i Waszyngton rozminęły się w tej kwestii z Londynem i Paryżem. Na ostatnim posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ przedstawiciele Francji i Wielkiej Brytanii opowiedzieli się za ograniczeniem prawa weta. „Uważamy za niedopuszczalne wszelkie idee, które prowadzą do ograniczenia prerogatyw obecnych stałych członków Rady Bezpieczeństwa, w tym prawa weta" — oświadczył na spotkaniu poświęconym reformie Rady Bezpieczeństwa zastępca stałego przedstawiciela Rosji przy ONZ Władimir Safronkow. Polityk podkreślił, że prawo weta jest ważnym elementem zmuszającym członków Rady Bezpieczeństwa ONZ do poszukiwania kompromisów, i podważanie tego prawa jest „niewłaściwe z historycznego i politycznego punktów widzenia". Jak powiedziała Michele Sison, zastępca stałego przedstawiciela USA przy ONZ, Waszyngton konsekwentnie występuje przeciwko wszelkim zmianom w procedurze prawa weta. Stały przedstawiciel ChRL przy ONZ Liu Jiey także wystąpił przeciwko „niedojrzałym propozycjom" reformy Rady Bezpieczeństwa ONZ. Wszyscy stali członkowie RB, w której skład wchodzi 15 krajów, opowiedzieli się przy tym za jej rozszerzeniem. Jak powiedział Władimir Safronkow, Rosja uznaje za konieczność włączenie do Rady Bezpieczeństwa krajów rozwijających się Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. W jego ocenie, w skład RB ONZ powinno wchodzić maksymalnie „nieco ponad 20 członków". Kolejna runda rozmów międzyrządowych o reformie Rady Bezpieczeństwa ONZ zaczęła się od posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Jego przewodniczący Peter Thompson oświadczył, że kwestia reformy tej instytucji będzie w nadchodzącym roku stale powracać do porządku obrad.

 

* Grupa lotniskowców rosyjskiej floty wojennej na czele z lotniskowcem Admirał Kuzniecow i krążownikiem rakietowym Piotrem Wielki przygotowuje się do przeprowadzenia w ciągu najbliższej doby ataku na pozycje bojowników w prowincji Aleppo – podaje rosyjski resort obrony. Atak z wykorzystaniem rakiet manewrujących Kalibr i lotnictwa pokładowego zostanie przeprowadzony na odległych przedmieściach Aleppo, z pominięciem dzielnic mieszkalnych – zapewniło ministerstwo obrony Rosji. Głównym zadaniem grupy lotniskowców, okrętów rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, strategicznego lotnictwa dalekiego zasięgu, a także samolotów z bazy Hmeimim jest uderzenie na odległych przedmieściach Aleppo w bandyckie formacje, które usiłują przedrzeć się do miasta — pisze Gazeta.ru, powołując się na źródło w ministerstwie obrony Rosji. W ataku po obiektach terrorystów mogą być użyte rakiety Kalibr-PŁ wystrzeliwane z łodzi podwodnych. Jeśli we wcześniejszych atakach z akwenu Morza Kaspijskiego zniszczone cele liczone były dziesiątkami, to tym razem w ciągu dosłownie dwóch-trzech dni na odległych przedmieściach miasta zostaną zniszczone setki obiektów terrorystów szykujących się do ofensywy — oświadczył rozmówca Gazety.ru. W celu uniknięcia ofiar wśród cywilów, wykorzystywanych przez terrorystów w charakterze żywej tarczy, rosyjskie siły nie będą przeprowadzać ataków rakietowych w samym mieście. Jak powiedział rozmówca, bojownicy skorzystali z kolejnej przerwy humanitarnej i przegrupowali swoje oddziały w celu podjęcia nowej próby przedostania się do wschodniej części Aleppo.

 

* Lider organizacji terrorystycznej Państwo Islamskie Abu Bakr al-Baghdadi uciekł z irackiego Mosulu. Od kilku tygodni iracka armia przy wsparciu sił koalicji przeprowadza operację wyzwolenia miasta. Wcześniej armia iracka poinformowała, że od początku trwania operacji w Mosulu zlikwidowano ponad 2 tysiące bojowników ISIS. — Źródła wywiadowcze potwierdziły informacje o ucieczce terrorysty Abu Bakr al-Baghdadi z Mosulu wraz ze 150 rodzinami, aby schować się za ich plecami w przypadku nalotów – podała służba prasowa irackich sił zbrojnych. Operacja odbicia Mosulu w rąk bojowników Państwa Islamskiego, którzy zajęli miasto w 2014 roku, rozpoczęła się 17 października. Uczestniczą w niej iraccy żołnierze, lokalni powstańcy, kurdyjskie ugrupowania zbrojne oraz siły koalicji międzynarodowej pod wodzą Stanów Zjednoczonych.

 

* Ministerstwo Obrony Rosji zdementowało doniesienia o nalotach rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych na miejscowości pod Damaszkiem, które pojawiły się w mediach. Turecka agencja Anadolu poinformowała wcześniej, że rosyjskie samoloty zrzuciły bomby na przedmieścia Damaszku — Wschodnią Ghutę i Dumę.  — Samoloty Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji 7 listopada we wskazanym obszarze nie latały i nie przeprowadzały nalotów. Informacje podane przez media są kolejnym kłamstwem – czytamy w komunikacie rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Zachód wielokrotnie oskarżał władze Syrii oraz Rosji o bombardowanie obiektów cywilnych i tzw. umiarkowanej opozycji. Nie przedstawiono jednak dowodów. Moskwa twierdzi, że są to gołosłowne oświadczenia, dodając, że Rosja atakuje jedynie obiekty terrorystów po dokładnym sprawdzeniu celów i na podstawie wiarygodnych danych wywiadowczych. Oskarżenia pod adresem rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych nigdy nie znalazły potwierdzania.

 

* Odmowa uczestnictwa terrorystów w realizacji warunków zawieszenia broni w Aleppo musi pociągnąć za sobą wypracowanie nowych metod rozwiązania problemów humanitarnych ludności cywilnej - powiedział w rozmowie z Ria Novosti jeden z przewodniczących Rosyjsko-Syryjskiej Wspólnoty, działacz społeczny Waddah al-Dżundi. W ramach ogłoszonej niedawno w Aleppo przerwy humanitarnej bojownicy otrzymali możliwość przerwania działań zbrojnych, złożenia broni i wyjścia z miasta specjalnie przeznaczonymi do tego korytarzami. Terroryści uprzedzili jednak, że nie wypełnią warunków przerwy humanitarnej i ostrzelali punkt kontrolny sił rządowych na zachodnim odcinku autostrady Castello. Ofiarami ostrzału padli zarówno rosyjscy jak i syryjscy żołnierze, a także dziennikarz lokalnego kanału telewizyjnego. Jak przekazały później media, ataku dokonali bojownicy Dżaisz al-Fatah (Armii Podboju), koalicji islamskich ugrupowań. Atak, potwierdzony później przez ministerstwo obrony Rosji, został przeprowadzony z wykorzystaniem moździerzy „Piekielny ogień". Zdaniem al-Dżundiego, konieczność wprowadzania przerw humanitarnych nie podlega dyskusji. Tym nie mniej, doświadczenie pokazuje, że terroryści za każdym razem wykorzystują reżim zawieszenia broni, „wyciągając z niego dla siebie korzyść". „Przerwa humanitarna służy im do przegrupowania i zasilenia swoich oddziałów. Podobne oświadczenia nie niosą dla nich żadnego pokojowego przesłania (…), w rezultacie czego sami mieszkańcy zaczynają lękać się tych rozejmów, bo wiedzą, że jak tylko zostanie zawieszenie broni zostanie wprowadzone, czeka ich ostrzał" — powiedział rozmówca. Przerwy humanitarne są pojmowane niejednoznacznie — konstatuje al-Dżundi. „W związku z tym trzeba wypracować nowe podejście. Można na przykład powołać grupę roboczą, która pomoże rozwiązać ten problem. Nie możemy liczyć na „dobre zamiary" bojowników — powiedział ekspert. W ostatnich miesiącach sytuacja w syryjskim Aleppo uległa dramatycznemu pogorszeniu. W mieście i okolicach trwają zacięte walki. Rosyjski resort obrony wstrzymał loty nad Aleppo. Od dwóch tygodni Siły Powietrzno-Kosmiczne Rosji nie atakują z powietrza rejonu Aleppo.

 

* Syryjska armia, przy wsparciu sił koalicji, znacznie rozszerzyła strefę kontroli na północny wschód od Aleppo, tworząc przyczółek, który umożliwi jej ofensywę na miasto Al-Bab - podała w poniedziałek libańska telewizja al-Majadin. Po serii zaciętych walk z bojownikami armia zdołała umocnić swoje pozycje niedaleko ośrodka przemysłowego Szejk-Hadżar — podaje libańska telewizja i dodaje, że syryjscy żołnierze wzięli pod kontrolę kilka okolicznych wsi, budynek szkoły piechoty, a także fabrykę cementu. Jak wyjaśnił w rozmowie z dziennikarzem przedstawiciel syryjskich wojsk, właśnie ten rejon stanie się przyczółkiem, który umożliwi dalszą ofensywę na miasto Al-Bab (prowincja Aleppo) znajdujące się pod kontrolą bojowników Daesz. W odległości 13 km od Al-Bab stacjonują też uwojskowione formacje wspierane przez Ankarę. Jak zauważył wczoraj prezydent Turcji Recep Erdogan, ich celem jest wejście do miasta i odepchnięcie bojowników Daesz jeszcze dalej w głąb kraju, w kierunku południowym. We wrześniu szef tureckiego MSZ Mevlut Cavusoglu oświadczył, że Ankara zamierza oczyścić Manbidż i El-Bab na północy Syrii, innymi słowy, wedrzeć się na terytorium Syrii na około 50 km od Dżarabulusu i Ar-Rai, i stworzyć tam strefę buforową. Przedstawiciele syryjskiego Kurdystanu mówili, że Turcja ma w planach zdobycie El-Bab, co otworzy drogę na Aleppo, główny, zdaniem Kurdów, cel Turcji. Przez Al-Bab prowadzą dwie drogi na Aleppo: jedna z Ar-Rai, a druga z Dżarabulusu przez Manbidż, którymi dociera zaopatrzenie dla terrorystów.

 

* Samozwańcze władze syryjskiego Aleppo nie reprezentują interesów mieszkańców wschodniej części miasta i sprzyjają terrorystom – powiedziała rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa. Przedstawicielka rosyjskiego resortu przypomniała, że, według napływających informacji, w Aleppo funkcjonują dwa „organy władzy”. Jeden z nich, Rada Prowincjonalna, działa w tureckim Gaziantepie. Z kolei drugi organ – tzw. Rada Miejska – ma siedzibą w miejscowości Atarib, położonej w odległości 20 km na południowy zachód od Aleppo. Kolejną siłą, która próbuje zaistnieć w syryjskim mieście, jest tzw. rząd tymczasowy, który ma ścisłe powiązania z Syryjską Koalicją Narodową na rzecz Opozycji i Sił Rewolucyjnych. Wszystkie te samozwańcze „władze” są dalekie od reprezentowania mieszkańców wschodnich dzielnic Aleppo, będącymi w gruncie rzeczy zakładnikami bojowników. Jeszcze gorsze jest to, że, wykonując polecenia swoich sponsorów, ci działacze obłudnie występują w imieniu cywilów, na wszelkie sposoby sprzyjając terrorystom i najbardziej radykalnym nielegalnym formacjom zbrojnym, oraz dążą do dalszego rozlewu krwi i przysparzania ludziom cierpienia – czytamy na stronie MSZ Rosji. Rzeczniczka resortu wyjaśniła, że obie „rady” były rzekomo wybrane w 2013 roku. Początkowo, według pozyskanych danych, finansował je Katar. Aktualnie głównymi sponsorami są Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Zjednoczone Emiraty Arabskie i kraje skandynawskie. Obstrukcjonistyczne stanowisko „rad” doprowadziło do odwołania oenzetowskiej operacji humanitarnej, mającej dostarczyć pomoc do wschodniego Aleppo drogą Castello pod koniec sierpnia 2016 roku. Na sumieniu „rad” pozostaje też przeszkodzenie w niedawnej ewakuacji medycznej we wschodnim Aleppo. Chciałabym przypomnieć, że opozycyjni „lekarze” próbowali wymienić ewakuację pacjentów na dostawy leków dla bojowników – podkreśliła Zacharowa. Według jej słów nielegalne formacje zbrojne zleciły „radom”, by kartą przetargową we wschodnim Aleppo stał się system podtrzymywania życia, m.in. zaopatrzenie w wodę i energię elektryczną, edukacja szkolna i funkcjonowanie piekarni.

 

* Mieszkańcy Aleppo powracają do wyzwolonych dzielnic, rosyjskie Centrum Pojednania Stron Konfliktu przywozi produkty spożywcze i sprawdza, czego jeszcze potrzebują ludzie. Kiedy do jednej z najbogatszych niegdyś dzielnic miasta — Bani-Zeid — wkroczyli bojownicy, prawie 70 tys. mieszkańców musiało ratować się ucieczką. Teraz powróciło tam już ponad 100 rodzin. Fatima ze swoim mężem Muhammadem przez kilka lat mieszkali w obozach dla uchodźców, teraz przebywają w Aleppo. „Oni ukradli nam wszystko: telewizor, meble i dywany. Wszystko straciliśmy — zostały puste ściany. Życie trzeba będzie zacząć od nowa" — z nadzieją w głosie żali się Fatima. Jej synowie służą w syryjskiej armii. „Jesteśmy wdzięczni Rosjanom za pomoc, za wsparcie" — mówi Muhammad. Ludzie, którzy wrócili, nie mogą skarżyć sie na deficyt produktów: kilkoma drogami na południu, kontrolowanymi przez syryjską armię rządową, dostarczana jest do miasta rosyjska pomoc humanitarna. Reklamówka z chlebem kosztuje 50 funtów syryjskich (ok. 5 rubli), ale dzieciom są one rozdawane bezpłatnie. „Centrum Pojednania Stron Konfliktu na terenie Syryjskiej Republiki Arabskiej monitoruje, czego potrzebują tutaj ludzie. Wkrótce nadejdzie zima, więc przywozimy ciepłe rzeczy" — mówi przedstawiciel Centrum Danił Ryczkow. Przed wojną w dzielnicy Bani-Zeid mieściły się dziesiątki fabryk włókienniczych, gdzie produkowano znane na całym świecie tkaniny, ubrania i obuwie. W ciągu trzech lat terroryści wywieźli prawie wszystkie maszyny tkackie, przekształcili warsztaty w fabryki amunicji. Obecnie terroryści wciąż ostrzeliwują dzielnicę. „To pocisk domowej roboty, wykonano go ze zwykłej rury. Spójrzcie na jego rozmiar i wyobraźcie sobie, jaką może mieć siłę rażenia. Właśnie takie pociski bojownicy faszerują ładunkiem wybuchowym i ostrzeliwują ludność cywilną w naszym mieście" — mówi żołnierz syryjskiej armii Ahmad. W magazynach fabryk pozostały balony gazowe, które terroryści przerabiali na niekierowane pociski rakietowe. Mogły one pokonać odległość do 3 kilometrów, a ich siła rażenia jest porównywalna do pocisku artyleryjskiego. Wszystkie potrzebne składniki mieszali w zwykłej pralce, a jako elementy rażące wykorzystywali metalowe odłamki. Balony wypełniali metalowymi kulkami z łożysk — opowiada Ahmad. „Są bardzo ciężkie. W momencie wybuchu rozlatują się w promieniu kilkuset metrów. Przed nimi nie da się ukryć nawet w domu" — mówi. Strona rosyjska w ciągu ostatnich miesięcy dostarczyła do syryjskiego miasta Aleppo ponad sto ton pomocy humanitarnej — oświadczył wcześniej oficjalny przedstawiciel Ministerstwa Obrony Rosji Igor Konaszenkow. 4 listopada w Aleppo trwała kolejna dziesięciogodzinna przerwa humanitarna. Jak poinformował wcześniej Konaszenkow, lotnictwo Rosji i Syrii, pomimo ostrzałów bojowników, na kilka dni wstrzymało bombardowanie tego miasta.

 

* Utworzony pod egidą ONZ w marcu tego roku w Trypolisie  libijski rząd pojednania narodowego premiera Fayeza al-Sarraja nie może reprezentować interesów narodu libijskiego, bo nie został wybrany – powiedział w wywiadzie dla RIA Novosti rzecznik armii Libii dowodzonej przez marszałka Chalifa Haftara, płk Ahmed al-Mismari. Pomimo tego, że nie jestem upoważniony do wypowiadania się na tematy polityczne, zabiorę głos w imieniu większość Libijczyków odrzucających rząd al-Sarraja, który doszedł do władzy wbrew ich woli i działa poza prawem. Legalnie wybrany przez Libijczyków parlament przedstawił swoje stanowisko w sprawie tego rządu: nie reprezentuje on Libijczyków – powiedział pułkownik. Al-Mismari skrytykował też stanowisko specjalnego wysłannika ONZ do Libii Martina Koblera, który popiera rząd w Trypolisie, stwierdzając, że jest on osobiście odpowiedzialny za rozwój sytuacji w Libii oraz pogłębianie się różnic między skonfliktowanymi stronami. Od obalenia i zamordowania byłego przywódcy Libii pułkownika Muammara Kaddafiego w 2011 roku Libia jest pogrążona w chaosie politycznym, z którego korzystają różne organizacje terrorystyczne. Siły zbrojne Chalifa Haftara podporządkowują się wybranemu w wyborach powszechnych parlamentowi, który obraduje w Tobruku na wschodzie kraju. Nie chce on uznać utworzonego w marcu tego roku pod egidą ONZ i Europy rządu pojednania narodowego premiera Fayeza al-Sarraja.

 

* Stacjonująca na wschodzie kraju libijska armia dowodzona przez marszałka Chalifa Haftara zamierza oczyścić od terrorystów libijskie terytorium, w tym także obszary w zachodniej części kraju - powiedział w wywiadzie dla Ria Novosti rzecznik libijskiego wojska pułkownik Ahmed al-Mismari. „Libijska armia postawiła sobie za cel oczyszczenie od terrorystów wszystkich rejonów Libii, w tym zachodnią część kraju" — powiedział rzecznik libijskiego wojska. Al-Mismari zwrócił uwagę na sukcesy odnoszone przez armię libijską we wschodniej Libii w walce z terrorystami „Państwa Islamskiego", bojownikami „Braci Muzułmanów" i innych ugrupowań. „Teraz trwa oblężenie Darny (miasta w północno-wschodniej części Libii zajętego przez terrorystów z Daesz już w 2014 roku), gdzie okopały się terrorystyczne ugrupowania" — dodał al-Mismari. Rzecznik libijskiej armii wyjaśnił, że w warunkach embarga na dostawy broni libijska armia uzbraja się de facto bronią, która trafia w ich ręce jako zdobycz wojenna. Al-Mismari wezwał wspólnotę międzynarodową do zniesienia embarga zbrojeniowego wobec libijskiej armii i wparcia wysiłków podejmowanych przez prawowite libijskie władze, w osobie wybranych w wyborach parlamentarzystów, mających na celu na uregulowanie kryzysu i wykorzenienie terroryzmu, a także ochronę integralności terytorialnej kraju. Al-Mismari zauważył, że operacje zagranicznych sił wojskowych w Libii naruszają suwerenność kraju. „Amerykańskie siły ostrzeliwujące Syrtę wywołują masową ucieczkę Libijczyków. Ich działania doprowadzają miasto do ruiny" — wyjaśnił pułkownik. Al-Mismari obarczył też rząd jedności narodowej z siedzibą w Trypolisie „odpowiedzialnością za wydarzenia w Syrcie i innych miastach w zachodniej części Libii w rezultacie działań wojskowych prowadzonych przez zagraniczne siły wojskowe".

 

* Polityka Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie jest jak domek z kart, który rozpadnie się, jeśli Waszyngton nic nie zrobi – pisze „The National Interest”. Według pisma Waszyngton w polityce bliskowschodniej odszedł od podstawowych zasad realizmu i „opiera się na kłamstwie”, które skrywa wiele niebezpieczeństw. — Jaskrawym przykładem takich zagrożeń i ich negatywnych konsekwencji jest polityka zagraniczna USA na Bliskim Wschodzie. Przyczyniła się ona do pojawienia się w regionie struktury, w ramach której Stany Zjednoczone w dalszym ciągu działają jako ingerująca siła zewnętrzna. Jednak nie przyczynia się ona do stabilizacji tego regionu – ocenia „The National Interest”. Dzięki wysiłkom Waszyngtonu w regionie doszło do destabilizacji władzy, w wyniku czego jego państwa, oprócz Tunezji i Omanu, zostały wciągnięte w jakiś międzypaństwowy konflikt zbrojny. Pismo krytykuje USA za politykę wobec wielu państw regionu, głównie za przyjazne relacje z Arabią Saudyjską. Autor cytuje słowa amerykańskiego dyplomaty Johna Mearsheimera, który zwraca uwagę na to, że liberalni demokraci usprawiedliwiają swoje powiązania z autokratami „wartościami demokratycznymi”. Stworzyli nawet w tym celu termin „liberalne kłamstwo”. Właśnie do takiego „liberalnego kłamstwa” ucieka się Waszyngton, podtrzymując kontakty z Arabią Saudyjską — krajem, który ma zgubny wpływ na wiele kwestii i jest przyczyną konfliktów między szyickimi a sunnickimi państwami regionu. Ponadto w artykule wspomniano o polityce Stanów Zjednoczonych wobec Libii i Syrii. Zwłaszcza w Libii USA pod egidą NATO obaliły Muammara Kaddafiego, „bo mogły”. W wyniku przekształciły ten kraj  w regionalne centrum terroryzmu. Co więcej, Waszyngton nie miał żadnego planu odnośnie powojennej stabilizacji sytuacji w kraju. Barack Obama później powiedział, że był to jego największy błąd, a sytuację w Libii opisał jako chaos. Odnośnie niespójnej polityki Obamy  w Syrii, nie udało mu się ani doprowadzić do zmian na korzyść umiarkowanych powstańców, ani do wprowadzenie stref humanitarnych, które pomogłyby w zatrzymaniu Syryjczyków w ich własnym kraju. — Syryjski konflikt zmieni krajobraz polityczny świata arabskiego o całe pokolenie. Chodzi nie tylko o to, że ugrupowania islamistów będą dominującym zjawiskiem w polityce panarabskiej w możliwej do przewidzenia przyszłości, ale i o to, że zagraniczni bojownicy z tych ugrupowań mogą wrócić do swoich krajów – pisze „The National Interest”.

 

* Unia Europejska wprowadzi zmiany na liście sankcji indywidualnych związanych z Ukrainą. Unia Europejska we wtorek bez wcześniejszej debaty wniesie poprawki do listy sankcji związanych z sytuacją na Ukrainie. Sankcjami jest obecnie objętych 146 obywateli i 37 podmiotów prawnych z Rosji i Ukrainy. Informuje o tym terminarz obrad opublikowany na stronie internetowej Rady UE. Według terminarza Rada do spraw Gospodarczych i Finansowych (Ecofin) podejmie decyzję ws. wniesienia poprawek do obecnego postanowienia oraz regulaminu Rady UE o środkach ograniczających „w związku z działaniami podważającymi lub zagrażającymi jedności terytorialnej, suwerenności oraz niezależności Ukrainy". Na razie nie wiadomo, jak będą wyglądać te zmiany.  Decyzje UE o sankcjach, w tym również o okresie ich trwania oraz o poprawkach na liście sankcji, mogą byc podjęte bez debaty, na dowolnym ministerialnym posiedzeniu Unii Europejskiej. UE we wrześniu przedłużyła do 15 marca 2017 roku sankcje obejmujące „czarną listę" osób fizycznych i organizacji z Rosji oraz Ukrainy. Są na niej, między innymi, rosyjscy urzędnicy państwowi i osoby powszechnie znane, jak również przedstawiciele władz proklamowanych w trybie jednostronnym Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych oraz przedstawiciele sił powstańczych. Indywidualne sankcje UE weszły w życie w marcu 2014 roku. Unia Europejska uzasadniła ich wprowadzenie „działaniami skierowanymi przeciwko jedności terytorialnej, suwerenności i niezależności Ukrainy". Oprócz indywidualnych środków UE wprowadziła sektorowe ograniczenia wobec Rosji (sankcje gospodarcze), które będą obowiązywać do 31 stycznia 2017 roku, a także sankcje wobec Krymu, które mają obowiązywać do 23 czerwca 2017 roku.

 

* Gubernator obwodu odeskiego, były prezydent Gruzji Michaił Saakaszwili oświadczył, że podjął decyzję i podaje się do dymisji, bo władze nie chcą walczyć z korupcją. W tej sytuacji zdecydowałem podać się do dymisji i rozpocząć nowy etap walki – powiedział Saakaszwili na konferencji prasowej w Odessie. Według jego słów, pomimo zmiany władzy w Ukrainie, w kraju kwitnie korupcja i „jak okradali, tak okradają”. Dodał, że „ostatnią kroplą” była dla niego publikacja elektronicznych deklaracji o dochodach urzędników.  Michaił Saakaszwili oskarżył prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę o patronowanie przestępczym „Klanom” w regionie. Poroszenko czy Janukowycz (były prezydent Ukrainy)? Jaka różnica, który z nich teraz okrada (naród)? Prezydent Poroszenko mówił, że przeszkadzał mu Jaceniuk (były premier). Stworzyliśmy ruch „Na rzecz oczyszczenia” i pomogliśmy mu pozbyć się Jaceniuka. W tej sytuacji, gdy w obwodzie odeskim prezydent osobiście wspiera dwa klany: klan przestępczy z morderców z lat 90. Truchanowa (burmistrz Odessy) i klan korupcyjny… Nie zamierzam milczeć i mam tego faktycznie dość – powiedział Saakaszwili. Dodał, że rozwój obwodu odeskiego jest możliwy tylko po tym, jak „Kijów będzie wolny od łapówkarzy”, którzy – według niego – patronują bandytom w kraju, głównie w Odessie.

 

* Były prezydent Gruzji Michaił Saakaszwili postanowił podać się do dymisji bo „zawalił wszystkie zadania, jakie mu powierzono w ramach pełnienia funkcji gubernatora obwodu odesskiego" - uważa ukraiński politolog Konstantin Bondarienko. Saakaszwili poinformował, że zamierza podać się do dymisji, bo ukraińskie władze nie chcą walczyć z korupcją. Urzędnik oskarżył też prezydenta Ukrainy o protegowanie przestępczych „klanów" w obwodzie odesskim. „Tak naprawdę on od dawna zamierzał podać się do dymisji, a dziś, kiedy dobiega końca działalność polityczna jego protektora i patrona Joe Bidena, Saakaszwili napisał oświadczenie o dymisji i po tym jak zawalił wszystkie zadania, jakie mu powierzono w ramach pełnienia funkcji gubernatora w Odessie, postanowił oddać się działalności politycznej. Teraz będzie opowiadał, jak to chciał uczynić z Ukrainy wielką Gruzję, ale nie pozwolili mu na to Ukraińcy" — powiedział Bondarienko w rozmowie z Ria Novosti. Politolog uważa, że przedwcześnie mówić o przyszłości Saakaszwilego, a jest to związane z tym, że na Ukrainie wielu polityków cieszy się chwilową popularnością wynikającą z konkretnych sytuacji, i preferencje elektoratu często ulegają zmianie. „Mając na uwadze fakt, że Saakaszwili akcentuje uwagę głównie na walce z korupcją, a dla Ukraińców walka z korupcją nie zajmuje ważnego miejsca w ich systemie wartości, polityk jest skazany na klęskę, jeśli uczyni z tej walki swojego jedynego konika" — zauważył Bondarienko. Jednocześnie politolog zauważył też, że Saakaszwili ma jednak określoną liczbę zwolenników. Saakaszwili objął stanowisko gubernatora obwodu odesskiego 30 maja 2015 roku. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko mówił wówczas, że pokłada ogromne nadzieje w Saakaszwilim, w tym także w zakresie walki z korupcją w regionie.

 

* Około 50 ukraińskich górników z kopalni Nowowołyńsk ogłosiło głodówkę bo już trzeci miesiąc z rzędu nie otrzymują wynagrodzenia - poinformował szef Niezależnego Związku Zawodowego Górników Ukrainy Mychajło Wołynec. „Około 50 górników z pierwszej zmiany z kopalni Nowowołyńsk ogłosili głodówkę z racji wstrzymania wypłaty wynagrodzenia za ostatnie trzy miesiące pracy. Górnicy z kolejnych zmian obiecali, że do nich dołączą" — napisał Wołynec na swoim profilu na Facebooku. Poza wypłatą zaległego wynagrodzenia górnicy domagają się dalszego finansowania budowy nowej kopalni i niezwłocznego przyjazdu do Nowowołyńska ministra energetyki Ukrainy Igora Nasalika. Górnicy już organizowali protesty w Kijowie, domagając się wypłaty zaległego wynagrodzenia i protestując przeciwko planom zamknięcia całego szeregu kopalń. Górnicy blokowali też autostradę. Władze Ukrainy obiecały uiścić dług. Ministerstwo energetyki informowało, że ukraiński rząd planuje rozpocząć kolejny rok bez długów wobec górników.

 

* Ukraińska deputowana Nadieżda Sawczenko opublikowała w sieciach społecznościowych apel do Rosjan. Jak podaje agencja „Segodnia", polityk wezwała rosyjski naród do powstania z kolan i zyskania wolności, bez Władimira Putina.  „Kiedy mieliśmy u siebie Majdan, Ukraińcy nie raz krzyczeli «Rosjo, powstań!» Ale czy Rosji jest w ogóle dane powstać z kolan? Zastraszonej, zahukanej, znękanej Rosji, we wszystkie wieki stawianej na kolana przez swoich tyranów? Czy jest jej dane stanąć w obronie nie innych, lecz własnych bohaterów? Rosjo, spójrz tylko, co robi z Rosjanami twoja własna władza. Rosjo, czyżbyś się bała? Bój się. Jutro to samo uczyni z tobą twój wróg zewnętrzny, a twój wróg wewnętrzny to Kreml" — napisała Sawczenko. Ukraińska polityk zwróciła się też do samego narodu rosyjskiego, nad którym, jej zdaniem, szydzą sobie jej własne władze. „Nad każdym z was, Rosjanie, za wasz niewolniczy strach szydzi sobie wasza władza, karząc wam umierać w więzieniach za to, że nie podzielacie jej zdania, albo ginąć na wojnie, na Ukrainie. Tak czy inaczej wasza władza zabije was, dlatego że w imperium człowiek żyje dla państwa, a w demokracji, państwo żyje dla człowieka" — zauważyła Sawczenko. Sawczenko podkreśliła też, że chce wolnej Rosji i bez Putina. „Szkoda mi Ciebie, Rosjo…Chcę, żebyś żyła i była wolna! Rosjo, powstań, Rosjo bez Putina, żyj!" — podsumowała swój apel do Rosjan Nadieżda Sawczenko, która najwyraźniej chcę być nie tylko „nadzieję" Ukraińców, ale też nadzieją narodu rosyjskiego.

 

* Wyjazd do Europy w ostatnim czasie stał się dla Ukraińców problemem. Coraz więcej obywateli Ukrainy, którzy próbują odbyć podróż do krajów europejskich, na lotniskach odprawiają z kwitkiem. „Coraz częstsze są przypadki, kiedy przedstawiciele linii lotniczych odmawiają odprawy pasażerom przy wejściu do samolotu na lotnisku Kijów-Boryspol (dochodzi również do wyprowadzania z pokładu). Wiem o pięciu takich przypadkach w ciągu ostatnich dwóch dni" — poinformował portal Ridus ukraiński fotograf Wiktor Maruszczenko.  Pasażerowie dostają odmowę np. z powodu „rzekomej niezgodności kraju, który wydał wizę, z krajem, do którego osoba się wybiera". Przyczyną może być również brak biletu powrotnego. Przypomnijmy, że ukraińskie władze postawiły sobie za cel numer jeden przystąpienie do NATO i UE. Krok pierwszy — wprowadzenie ruchu bezwizowego z UE. Wcześniej prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oświadczył, że do 24 listopada 2016 roku Ukraina przełączy się na system bezwizowy z Unią Europejską. „Jestem przekonany, że dokumenty dotyczące wprowadzenia ruchu bezwizowego dla Ukrainy zostaną podpisane i ratyfikowane przez Parlament Europejski, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Mogę nawet powiedzieć, do jakiego dnia to nastąpi — do 24 listopada" — cytuje Poroszenkę ukraińska gazeta „Siegodnia". W sprawie NATO ukraiński prezydent również wypowiada się dosyć optymistycznie. „Osiągnęliśmy bezprecedensowy poziom współpracy z państwami członkowskimi sojuszu, który będziemy podwyższać, rozszerzać, pogłębiać — aż do pełnego spełnienia kryteriów członkostwa. Naszym strategicznym celem w dalszym ciągu pozostaje wstąpienie do NATO. Chciałbym podkreślić: ten szlak pozostaje dla nas niezmienny, jak Gwiazda Polarna na nocnym niebie".  Warto zauważyć, że według wyników ostatnich sondaży w przypadku referendum zdecydowana większość Ukraińców zagłosowałaby za wstąpieniem do Sojuszu Północnoatlantyckiego: 78% opowiada się za, 17% przeciw — przy frekwencji 58%. Jak przypomina ukraiński dziennik, obecne stosunki Ukrainy i NATO można określić jako „słabe partnerstwo", a dotyczący ich dokument podpisano dawno — w 1997 roku. Od tej pory bardzo wiele się zmieniło, nawet w biernym środowisku światowej polityki. I właśnie te zmiany „tworzą zupełnie nową atmosferę dla wzajemnych stosunków Ukrainy i Sojuszu". Nawiasem mówiąc, w UE i NATO nikt na Ukrainę nie czeka. Kwestia członkostwa w NATO nie będzie rozpatrywana w ciągu najbliższych 10 lat. Dokładnie tak samo, jak i w Unii Europejskiej — czytamy na portalu Pravda.ru. 16 kwietnia 2016 roku w Holandii odbyło się referendum ws. wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej. Za opowiedziało się zaledwie 36% holenderskich wyborców, natomiast 64% zagłosowało przeciw. Tymczasem według niektórych danych frekwencja wyniosła zaledwie 29%. Mówiąc oględnie, oznacza to, że przeciętni Europejczycy woleliby w ogóle nie słyszeć o Ukrainie. W kwietniu tego roku brytyjscy posłowie oświadczyli również, że Ukraina nie ma co liczyć na przyjęcie do UE w najbliższym czasie — mimo wszystkich zapewnień Kijowa o „zbliżającym się wejściu do Unii". „Ukrainie nikt nie proponował członkostwa w Unii Europejskiej w najbliższych latach, to długofalowe wyzwanie i Kijów powinien budować bliskie stosunki z Rosją niezależnie od tego, jak będą rozwijać się negocjacje z Brukselą" — wypowiedział się parlamentarzysta John Whittingdale. Ponadto wielu Ukraińców zdążyło się już rozczarować „europejskim snem". Grupa socjologiczna „Rating" przeprowadziła na zlecenie Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego sondaż wśród ludności nt. wstąpienia do NATO i UE. Badanie trwało od 28 września do 7 października 2016 roku. Okazało się, że ok. 51% respondentów opowiada się za wstąpieniem do UE, 19% wolałoby natomiast przystąpić do Euroazjatyckiej Unii Celnej. Oczywiście wyniki sondażu są bezpośrednio związane z regionem, w którym był przeprowadzany. Dlatego 79% ankietowanych na zachodzie kraju marzy o UE, a 40% mieszkańców wschodniej Ukrainy wybrałoby Euroazjatycką Unię Celną.

 

* Po sześciu latach negocjacji podpisano Kompleksową Umowę Gospodarczo-Handlową między Kanadą a UE. Nie zdołała temu przeszkodzić ani „zbuntowana” belgijska Walonia, ani masowe protesty we Francji, Niemczech, Hiszpanii, Austrii, Polsce i Czechach. Negocjacje w sprawie CETA, jak i niezawarty dotychczas sojusz handlowy z USA (TTIP), odbywały się za zamkniętymi drzwiami. Dlaczego? — Proces negocjacji pokazuje, że w zamkniętej kuchni brukselscy urzędnicy wypiekają poważne niespodzianki, nieoczekiwane i niepożądane przez mieszkańców UE – powiedział w rozmowie ze Sputnikiem Jiří Maštálka, europoseł z ramienia Komunistycznej Partii Czech i Moraw (KSČM). — Przypomnę, że to samo działo się w przypadku tzw. konstytucji UE. Kiedy Francuzi i Holendrzy na referendum odrzucili jej projekt, pojawił się traktat lizboński. Gdy zablokowali go Irlandczycy, to przeprowadzono powtórne referendum, obiecując specjalne prawa dla kraju. I sprzedawali wskazane rozwiązanie. Obecnie mamy podobną sytuację. Nie udało się z umową o wolnym handlu między UE a USA, to macie umowę z Kanadą. Musi ją jeszcze zatwierdzić Parlament Europejski. Ale w zasadzie nie dano nam możliwości regularnego śledzenia przebiegu negocjacji, zapoznania się ze stanowiskiem Komisji Europejskiej. Posłowie byli dopuszczani do procesu negocjacyjnego sporadycznie i w wyniku prawdziwej walki. Nie tylko posłów nie było, ale i przedstawicieli związków zawodowych, rzeczników konsumentów, mediów. Ale uczestniczyły w nim wiodące korporacje międzynarodowe. Taka polityka gabinetowa stała się stylem Brukseli. Generuje różne przypuszczenia: co faktycznie uzgodniono, nie oszukano nas mamiąc obietnicami o nowych miejscach pracy, zniesieniem ceł, wiz z Kanadą i innymi słodkimi zapewnieniami? Nie znamy szczegółów, tego co zapisano na tych 1600 stronach. Choćby to, jak udało się „pogonić” Walończyków? Line De Witte  z belgijskiej Partii Pracy poinformowała, że do umowy zostanie dołączony jakiś „dodatek”, gwarantujący ochronę belgijskich rolników przed kanadyjskimi konkurentami. A co z czeskimi rolnikami i firmami krajowymi? Czy nie pojawią się u nas amerykańskie, chińskie ogromne korporacje, które działają w Kanadzie? Jakie będzie to miało konsekwencje dla firm krajowych? Pytania, pytania, a odpowiedzi nie ma – powiedział Maštálka. I dodał: „Może nie powinniśmy się obawiać. UE jest jednym z liderów światowej gospodarki, a Kanada zajmuje dopiero 14. miejsce. Konkurencja też jest dobra, ceny spadają, konsument na tym wygrywa”. — Ale wielu ekspertów ma wątpliwości. Mówią, że możemy stać się  wysypiskiem tanich, słabej jakości towarów i produktów. Europa i Kanada różni się od USA nie tylko geograficznie, ale i ustawodawczo. Funkcjonują tam inne standardy, mniej rygorystyczne niż w UE. Na przykład, Czechy zdecydowanie sprzeciwiają się żywności modyfikowanej genetycznie, a Kanada jest trzecim producentem na świecie GMO. Czy nasz konsument na tym zyska? A producenci? Nie czeka nas zamiast obiecanego miliona nowych miejsc pracy, poważna ich redukcja z powodu bankructwa firm, które nie wytrzymały konkurencji? Można tylko zgadywać. Decydują za nas w tajemnicy, za zamkniętymi drzwiami. Jest to zły znak. Europa w sferze ochrony praw pracowników, praw konsumentów może cofnąć się do Średniowiecza – twierdzi europoseł. Jego zdaniem czeski parlament prawdopodobnie ratyfikuje umowę handlową z Kanadą. Zdecydowanie sprzeciwia się jej wyłącznie Partia Komunistyczna i Partia Piratów. Ale polityk nie uważa, by umowa handlowa między UE i USA została równie łatwo przeforsowana. Europa, w tym Czechy, jest do niej negatywnie ustosunkowana.

 

* Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych chcą otrzymać co najmniej 400 międzykontynentalnych rakiet balistycznych nowego pokolenia. Zdaniem wojskowych, amerykańskie siły powietrzne potrzebują broni, która na długi okres czasu, do 2070 roku i wzwyż, zapewni USA ochronę przed możliwymi atakami nuklearnymi - pisze dziennikarz The National Interest. Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych rozważają teraz oferty trzech koncernów — Northrop, Boeing i Lockheed. Potencjalni producenci mają dziś za zadanie modernizację arsenału broni jądrowej znajdującej się bezpośrednio na amerykańskim terytorium i opracowanie czegoś, co zastąpi przestarzałe rakiety Minuteman (LGM-30 Minuteman III) — pisze gazeta. Według generała lejtnanta Jacka Weinsteina, zastępcy szefa sztabu amerykańskich sił strategicznego powstrzymywania, centralnym elementem planów w zakresie modernizacji znajduje się koncepcja powstrzymywania jądrowego. „Naprawdę niebezpiecznie robi się wówczas, gdy jeden kraj uważa, że może uzyskać przewagę nad drugim drogą rozbudowy potencjału nuklearnego. Siły powstrzymywania muszą być dostatecznie mocne, żeby ryzyko kontruderzenia zmusiło przeciwnika do odstąpienia od ataku nuklearnego" — uważa Weinstein. Broń masowego rażenia nie może być jednak gwarantem utrzymania pokoju na świecie. Na odwrót — jej obecność zwiększa ryzyko przemocy na skalę świata — uważa korespondent gazet The New York Times Chris Osborne. Jakkolwiek by było, amerykańscy stratedzy są przekonani, że bez modernizacji arsenału broni jądrowej amerykański system obronny jest nieszczelny, co stanowi źródło słabości Stanów Zjednoczonych. Według Weinsteina, arsenały strategicznych przeciwników Waszyngtonu, tj. Rosji i Chin, wyprzedziły pod względem rozwoju amerykańskie rakiety Minuteman. „Rakiety na paliwo stałe przeżywają się. Trzeba udoskonalać systemy celownicze, żeby broń odpowiadała współczesnym warunkom bojowym. Rozwój współczesnych technologii następuje szybciej, niż ich poprzedników. Chcemy także wykorzystać osiągnięcia niewojskowych sektorów gospodarki, w których dokonał się ogromny postęp" — uważa generał lejtnant amerykańskich sił zbrojnych. Jak czytamy w raporcie Kongresowej Służby Badawczej, na realizację, do 2044 roku, koncepcji strategicznego powstrzymywania z pomocą rakiet lądowych amerykańskie władze przeznaczą 62 mld dolarów — 14 mld dolarów na modernizację wyrzutni i systemów strategicznych i około 58,5 mld dolarów na produkcję głowic bojowych.

 

* Ceremonia podpisania umowy między państwami skandynawskimi ws. ułatwienia dostępu wojskowych do terytoriów tych państw w czasie pokoju odbędzie się 9 listopada w Kopenhadze. Dowiadujemy się o tym z komunikatu prasowego Ministerstwa Obrony Danii. Udział w uroczystości wezmą szefowie ministerstw obrony państw Europy Północnej. Zawarcie umowy odbędzie się w ramach regionalnej współpracy wojskowej NORDEFCO (Dania, Islandia, Szwecja, Norwegia i Finlandia). Oprócz podpisania umowy ministrowie obrony będą również omawiać kwestie dotyczące bezpieczeństwa w regionie Morza Bałtyckiego. Dojdzie również do wymiany informacji radiolokacyjnych między państwami. Od razu po zakończeniu spotkania NORDEFCO w Kopenhadze zaplanowane jest również spotkanie skandynawskich ministrów z kolegami z trzech państw bałtyckich, Wielkiej Brytanii i Polski. NORDEFCO (Nordic Defence Cooperation) to współpraca wojskowa państw północnoeuropejskich, zakładająca, między innymi, przeprowadzenie wspólnych szkoleń i ćwiczeń wojskowych oraz udział w operacjach międzynarodowych. Ta współpraca regionalna jest kontynuowana od 2009 roku, w tym roku przewodniczy jej Dania.

* Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej w ciągu najbliższych 10 lat osiągną taki poziom przygotowania kadr i rozwoju uzbrojenia, że będą mogły odeprzeć każde zagrożenie – zapewnił w trakcie okrągłego stołu szef Akademii Problemów Geopolitycznych, doktor hab. wojskowości Konstantin Siwkow. Spotkanie odbyło się w poniedziałek w MAI „Rossija Siegodnia”. Jeśli zostanie zachowana ta tendencja, co teraz, to za około 10 lat nasze siły zbrojne mogą osiągnąć poziom pozwalający im na zapewnienie Rosji pokoju i ładu w skali globalnej – powiedział Siwkow. Wcześniej wielokrotnie powtarzał, że obecnie armia rosyjska może z powodzeniem zaangażować się jednocześnie tylko w dwa lokalne konflikty zbrojne, porównywalne do wojny w Czeczenii w latach  1990-2000. Jego zdaniem siły zbrojne będą w stanie osiągnąć taki sukces dzięki tworzeniu i przyjęciu na uzbrojenie nowych rodzajów broni, które nie mają odpowiedników na świecie. Przykładem mogą być pociski ponaddźwiękowe Cyrkon i przystosowany do ich przenoszenia krążownik rakietowy projektu 1144, który – jak powiedział – sam będzie w stanie przeciwstawić się trzem grupom uderzeniowym przeciwnika. Siwków mówił też o przewadze lotnictwa rosyjskiego – jego niskich kosztach w porównaniu do samolotów produkowanych w Europie i USA. — Samoloty Su-34 i Su-35 trzymają poziom. Pod względem wielu parametrów przewyższają główne siły lotnictwa. Przy czym bardzo ważne jest kryterium kosztów. Dziś jeden zestrzelony samolot F-16 jest poważnym ciosem dla gospodarki Stanów Zjednoczonych – powiedział rosyjski ekspert.  

* Klimatolodzy doszli do wniosku, że bardzo ciepłe zimy i niezwykle gorące lato będą czymś normalnym do 2025 roku, jeśli nie ograniczy się emisji gazów cieplarnianych, lub do 2040 roku – jeśli zostaną zrealizowane wszystkie zobowiązania klimatyczne – pisze „Bulletin of the American Meteorological Society”. Taki scenariusz oznacza, że rekordowo gorące lato w 2013 roku w Australii, kiedy termometry pokazywały +50 st. Celsjusza, a pożary trawiły busz w górach w październiku i konsekwencje dla zdrowia ludzkiego były niezwykle negatywne, będzie prototypem typowego australijskiego lata do 2035 roku – powiedziała Sophie Lewis z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego w Canberze. Lewis i jej współpracownicy doszli do wniosku, że nowy ład klimatyczny, przypominający pod względem właściwości aktualny rekordowo ciepły rok, jest w zasadzie nieunikniony, nawet jeśli  ludzkość definitywnie przestanie emitować gazy cieplarniane i zrealizuje wszystkie zobowiązania klimatyczne. Ich spełnienie, zdaniem naukowców, odroczy katastrofę o 10-15 lat. Autorów artykułu interesowały nie same zmiany klimatyczne i jak szybko one zachodzą, a to, kiedy ich konsekwencje staną się zauważalne i kiedy obecne klimatyczne i pogodowe anomalia staną się „normą”. Przedstawili dość prostą definicję tej „normy” — jeśli niezwykle gorące lub mroźne pory roku będą się zdążały w ponad 50% przypadków  w ciągu 20 lat w skali lokalnej lub globalnej. Kierując się tą zasadą, naukowcy przeanalizowali, jak będzie zmieniać się pogoda w Australii i na świecie w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat, biorąc za podstawę ubiegłe lato jako „globalny” punkt odniesienia, i niezwykle gorące lato z 2013 roku – dla Australii. Uwzględniając „czyste” czynniki klimatyczne oraz szereg zdarzeń losowych, np. wybuchy wulkanów, naukowcy udowodnili, że lato 2015 roku będzie normą dla niemal wszystkich wariantów rozwoju wydarzeń do 2040 roku. Stanie się to w zależności od aktywności człowieka w walce z gazami cieplarnianymi albo na początku 2020 roku, jeśli nic się w tym kierunku nie zrobi, albo w latach 30. XXI wieku, jeśli paryskie porozumienie klimatyczne zostanie wcielone w życie. Takie scenariusze rozwoju wydarzeń nie od razu będą dotyczyć całej kuli ziemskiej. Niektóre regiony, np. Australia czy Arktyka,  zostaną dotknięte w pierwszej kolejności. Z kolei inne regiony Ziemi staną się wyjątkowo gorące przez cały roku dopiero pod koniec stulecia. W sumie problem ten będzie dotyczył ponad 98% obszarów lądowych naszej planety do 2100 roku, jeśli nie zostanie wprowadzona kontrola emisji gazów cieplarnianych oraz około 72% — przy maksymalnym ograniczeniu ich emisji. — Wyobraźcie sobie, jeśli „złe” lato 2013 roku będzie uważane za „średnie”. Konsekwencje tego ocieplenia i jeszcze bardziej gorącego lata w 2035 roku będą katastroficzne, czymś, czego ludzkość jeszcze nie doświadczyła – podsumowała Lewis.

 

* Lech Wałęsa  wypowiedział się dla niemieckiej prasy, nie oszczędzając PiS ani Jarosława Kaczyńskiego. Domagał się też od UE reakcji na łamanie demokracji w Polsce. „Ludzie Kaczyńskiego sięgając po populizm i demagogię wprowadzili wiele zła i  będą to kontynuować, aż nie zostaną zatrzymani. Polska znajduje się w ślepej uliczce i potrzebuje pomocy" — powiedział Lech Wałęsa dla „Suddeutsche Zeitung" w obszernym wywiadzie, który rozzłościł PiS. Były prezydent zażądał również od władz Unii Europejskiej podjęcia kroków wobec Polski, łącznie z tymi najbardziej drastycznymi, jak wykluczenie jej ze wspólnoty. Zdążył odpowiedzieć mu już szef Komisji Europejskiej. Bezradnie rozłożył ręce: nie ma szans na żadne realne sankcje. Prócz tego Lech Wałęsa stwierdził, że nie bez powodu w latach 90. „pozbył się" braci Kaczyńskich ze swojego otoczenia: „Uważałem ich za niebezpiecznych i doszedłem do wniosku, że trzeba ich pozbawić tych stanowisk, na których mogą podejmować ważne polityczne decyzje. Są oni niepewni, zakompleksieni i dlatego patrzą wstecz, a nie do przodu". Te wypowiedzi rozsierdziły polityków PiS, którzy zgodnie wyrazili oburzenie: — Apel byłego prezydenta Lecha Wałęsy w wymiarze moralnym (jest) fatalny — opluwanie własnego kraju jest rzeczą haniebną. A w wymiarze skutków formalno-prawno-politycznych żadnego skutku nie przyniesie — skomentował eurodeputowany Ryszard Czarnecki. — Jako laureat Pokojowej Nagrody Nobla powinien się pięć razy zastanowić, zanim wypuści taki apel. I powinien umieć godnie ze sceny politycznej zejść. To, co zrobił, jest po prostu nieprzyzwoite — dodała Beata Mazurek, rzeczniczka PiS. Zupełnie inaczej wypowiedź Wałęsy ocenia opozycja: — To jest bardzo wyraźne wołanie człowieka, dla którego Polska, wolna Polska, demokratyczna jest najwyższym dobrem. I tak to zostanie odebrane — skomentowała Róża Thun, eurodeputowana Platformy Obywatelskiej. Wywiad Wałęsy raczej nie jest w stanie popsuć wizerunku Polski bardziej niż upomnienia Komisji Weneckiej, ONZ, awantura z Francuzami czy brak poparcia dla kandydatury Donalda Tuska na druga kadencję w Radzie Europejskiej.

 

* Kolejne badanie szczątków Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii poległych w katastrofie pod Smoleńskiem potrwa co najmniej cztery dni. Ekshumacja odbędzie się 14 listopada, a powtórny pogrzeb zaplanowano na 18 listopada - podaje polska agencja prasowa. 13 września prokuratura oświadczyła, że podjęła decyzję o ekshumacji ciał ofiar katastrofy, które do tej pory nie były ekshumowane. Wówczas też przekazała, że ekshumacji zostaną poddane w pierwszej kolejności szczątki Kaczyńskich, pochowane na Zamku Wawelskim w Krakowie. Ekshumacja zwłok zostanie przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nowe badanie zwłok zostanie przeprowadzone z wykorzystaniem nowoczesnego sprzętu. Szczegółowe badanie ma obejmować między innymi badanie DNA, a także pobranie próbek tkanek. W procedurze ekshumacji wezmą udział duchowni, przedstawiciele prokuratury, a także bliscy krewni Kaczyńskich. Na okres przeprowadzenia procedury zostanie zamknięte terytorium zamku. Powtórny pogrzeb będzie nosić nieoficjalny charakter i odbędzie się w obecności krewnych poległych. Wcześniej kanał telewizyjny TVN24 przekazał, że ekshumacja szczątków ofiar katastrofy smoleńskiej ma na celu ustalenie, czy na pokładzie samolotu nie doszło do wybuchu.

 

* Nieznany sprawca wydłubał oczy migrantowi z Afryki w Brukseli – poinformowała internetowa wersja gazety „Derniere heure”. Jak pisze gazeta, powołując się na organy ścigania, tak brutalne przestępstwo w historii współczesnej kryminalistyki popełniono w belgijskiej stolicy po raz pierwszy. Do incydentu doszło w nocy z soboty na niedzielę w gminie Ixelles. Ofiarę udało się uratować dzięki szybkiej reakcji przechodnia, który wezwał karetkę pogotowia. Na miejscu policja znalazła obie gałki oczne.  Poszkodowany już złożył pierwsze zeznania, ale nie pozwoliły one na ustalenie, kto mógł popełnić przestępstwo. Jedna z wersji policji głosi, że były to porachunki na tle wrogości międzyplemiennej.

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930