Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4001 postów 1864 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Osaczanie sułtana

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Kontrowersyjny* żydowski dysydent Israel Shamir tak opisuje aktualną sytuację Erdogana i Turcji.

 

Turcja jest wciąż niespokojna. Prezydent Erdogan umacnia swoją władzę, próbując pozbyć się uciążliwych frędzli Parlamentu. Zamierza sformatować swój kraj w republikę prezydencką, przyjmując uprawnienia amerykańskiego prezydenta. Chce być kalifem, w Stambule żartem mówią o nim Sułtan Erdogan. Nieudany lipcowy zamach stanu został wykorzystany jako pretekst do wielkiej czystki w strukturach władzy. Jej końcowy wynik może być nawet lepszy dla Erdogana niż wielu obserwatorów mogłoby się spodziewać.

Kto bowiem sądzi, że nieudany zamach stanu należy już do historii, ten jest w błędzie. Jego cień kładzie się mocno na codziennych wydarzeniach w kraju. W parlamencie pokazuje się gościom odłamki bomby zrzuconej tam przez puczystów, oraz wystawę fotograficzną z poprzednich, udanych przewrotów wojskowych z okropnym zdjęciem prezydenta Menderesa na szubienicy. Tureckie zamachy nie były bowiem wegetariańskie. Armia przeprowadzała je zawsze krwawo, twardo, a władzę potem trzymała dla siebie i dla swoich sojuszników (mocodawców?) z NATO.

Zamach lipcowy spowodował śmierć 240 osób, połowa z nich zginęła na moście nad Bosforem w konfrontacji z armią. To nie jest dużo w porównaniu np. z udanym zamachem stanu w Egipcie, gdzie ofiary były liczone w tysiącach; i gdzie armia obaliła prawomocnie wybranego umiarkowanego islamistę, prezydenta Mursiego.

Po przewrocie Erdogan rozpoczął czystkę wśród gülenistów, tj. zwolenników Fethullaha Gülena, ojca umiarkowanego tureckiego islamu politycznego i twórcy ogromnej sieci szkół obejmującej 160 krajów. Miały być jakoby inicjatorami zamachu. Nie jest wprawdzie  wcale jasne, czy Gülen i jego zwolennicy stali za próbą zamachu stanu, ale są oni bez watpienia zdecydowanymi wrogamie Erdogana, zwłaszcza teraz.

Tym razem czystka nie jest krwawa, ale bolesna: gülenistów się  nie zabija, ale tracą swoje miejsca pracy i często lądują w więzieniu. Jakieś siedemdziesiąt czy osiemdziesiąt tysięcy ludzi wyrzucono z pracy, 35.000 trafiło do więzień. Są to sędziowie, oficerowie, urzędnicy i wielu nauczycieli. 500 osoby zostały usunięte z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, część z nich odmówiła powrotu do kraju, kiedy ich odwołano z placówek. Stan wyjątkowy został wprowadzony tuż po zamachu i kilka dni temu został przedłużony na kolejne trzy miesiące.

Taka pośpieszna sprawiedliwość jest z reguły ślepa: pewien  sędzia zmarł trzy miesiące przed zamachem, ale i tak został rozliczony za udział w jego próbie. Niektóre firmy należące do gülenistów oraz ich majątek skonfiskowano, ale ich obowiązki i zobowiązania pozostały po stronie wydziedziczonych właścicieli. W ogóle trudno jest się bronić przed takimi oskarżeniami jak gülenizm. Kiedy zarzut taki pada – jest już wyrokiem. Turcy mają zresztą specjalne powiedzenie odnoszące się do  takiej „ślepej sprawiedliwości":o yakalamak olduğunu kör bir adam kimseyi vida olacak (ślepiec wykręca ręce każdemu, kogo może złapać).

Rząd twierdzi, że güleniści utworzyli konspiracyjną organizację o nazwie Feto i opisuje ją jako „organizację terrorystyczną”, porównując do Daesz (ISIS), do kartelu z Medellín i (tu niespodzianka!) do …jezuitów.  Jednak trudno jest zrozumieć, w jaki sposób güleniści mieliby być terrorystami. Najgorsze i najbardziej wiarygodne są oskarżenia o nieuczciwe uzyskiwanie świadectw egzaminacyjnych w służbie cywilnej, a tym samym zapewnianie dobrych stanowisk dla swoich zwolenników. To z pewnością nie jest niewinna zabawa, ale trudno to nazwać aktami terroru.

Jak można teraz zdemaskować gülenistę? Nie jest to łatwe zadanie, ale istnieje podobno kilka przesłanek dla wykrycia krypto-gülenisty. Podejrzani są np. użytkownicy systemu ByLock messenger. Ten amatorski system był popularny wśród zwolenników Gülena i niektórych osób zamieszanych w zamach stanu. Sto pięćdziesiąt tysięcy użytkowników ByLock jest teraz przesłuchiwanych i prześwietlanych przez turecką bezpiekę. System ten został zhakowany przez służby bezpieczeństwa państwa jakiś czas temu, bo miał za słabe zabezpieczenia. Plotery przełączono więc do profesjonalnego WhatsApp Messenger. Odtąd system dawał dobre zabezpieczenie, ale wystarczyło wejść do smartphona z jednego plotera, aby uzyskać dostęp do reszty.

Innym sposobem wykrycia krypto-gülenisty jest znaleźć banknot jednodolarowy, jaki wyznawca Gülena otrzymał od swego guru. Podobno prawdziwy gülenista zaszywa swój banknot w bieliźnie, w pobliżu skóry.  Pomysł ten zapoczątkował słynny założyciel chasydzkiej sekty Chabad Lubawiczan Menachem Mendel Schneersohn. On też rozdawał dolary na rozmnożenie (te jednodolarówki z symbolami masonerii), a nawet błogosławił wódkę do spożycia dla swoich chasydów. Twierdził, że rozmawiał bezpośrednio z Bogiem, tak samo jak Gülen. Chasydzi próbowali również uzyskać wpływy, i to z dużym sukcesem - ale nigdy nie byli nazwani przez to terrorystami

Gülen był i pozostaje bardzo silną postacią w świecie turkojęzycznym, zwłaszcza w byłym ZSRR i Chinach, od Tatarstanu i Jakucji po Sinkiang Ujgurski (Xinjiang). Młodzież z Kazachstanu i Uzbekistanu również uczyła się w jego szkołach. Ruch Gülena został uznany za wiodący, umiarkowanie prozachodni nurt politycznego islamu. Praktycznie wszyscy współcześni islamiści Turcji przeszli przez jego szkoły. Gülen był też najważniejszym sojusznikiem Erdogana w jego walce z radykalnie świecką orientacją  kemalistów, którzy rządzili Turcją do 2002 roku.

Mówi się, że kemaliści byli pro-amerykańscy, ale jednak nie chcieli oni dopuścić do prywatyzacji tureckiego majątku narodowego. Erdogan i Gülen byli od początku równie pro-amerykańscy, ale oni przyjęli ideę masowej prywatyzacji i sprzedaży aktywów Turcji amerykańskim i innym firmom zachodnim. Znaczna część tureckiego bogactwa jest obecnie w obcych rękach, co zasadniczo hamuje zwrot Erdogana w stronę Rosji.

Kiedy jeszcze Erdogan i Gülen byli przyjaciółmi i partnerami, Gülen pomógł Erdoganowi wyciąć i ograniczyć wpływy świeckich i wszechmocnych generałów armii. Jego zwolennicy, dobrze umocowani w prawniczej branży i w rządzie, zorganizowali tzw. aferę Ergenikon. Stwierdzili, że odkryli ogromny ultra-nacjonalistyczny spisek terrorystyczny o nazwie Ergenikon i na tej podstawie wysłali do więzienia 43 generałów oraz wielu polityków. Erdogan był zdumiony tym wyczynem Gülena, zdumiony i przestraszony widząc, jak ten stary człowiek z Pensylwanii potrafił sterować systemem prawnym całej republiki, począwszy od policji poprzez adwokatów, aż po sądy.

Jest oczywiste, że Erdogan miał odtąd dobry powód, aby się bać Gülena. W 2013 roku Gülen zażądał, aby Erdogan oddał mu do dyspozycji sto mandatów w parlamencie, a kiedy ten odmówił, stary selekcjoner uruchomił swoją prawną machinę tym razem przeciw byłemu kumplowi. W grudniu 2013 zwolennicy Gülena w policji i w Biurze Prokuratora Generalnego oskarżyli wielu ministrów rządu Erdogana o korupcję. Wśród oskarżonych był także syn Erdogana Bilal i kilku osobistych przyjaciół Erdogana. Zaczęła się wojna.

Zamiast próbować odeprzeć zarzuty i wyjaśnić poszczególne przypadki w sądach, Erdogan od razu określił te oskarżenia jako „próbę zamachu stanu". Wyszedł do ludzi, zaczął jeździć po kraju, odwoływał się do mas i …masy go poparły. Wkrótce potem zmusił policję i sądy aby zamknęły dochodzenia i rozpoczął „degülenizację” Turcji.

Dla ludzi wychowanych w kulturze zachodniej i przekonaniu o nadrzędności prawa, wygląda to jak parodia normalnego porządku rzeczy. Jednakże władza sądownicza nie jest przecież nic lepsza od władzy ustawodawczej lub wykonawczej, a nawet jest mniej demokratyczna, bo pochodzi z nominacji i jest mniej zależna od obywateli, a bardziej od realnej władzy pieniądza. W USA nie ma gülenistów, ale sędziowie w Sądzie Najwyższym mogą pomijać wolę ogółu, tak jak obserwowaliśmy, gdy forsowali małżeństwa osób tej samej płci lub prawo korporacji do kupowania kandydatów. To oni są Głębokim Państwem, a więc wyrwanie im władzy to nie jest wcale zły pomysł.

Owszem, chcemy sprawiedliwości, ale chcemy także demokracji. Kiedyś sędziowie w USA też byli wybierani przez ludzi, ale obecnie na Zachodzie już tak nie jest. W Turcji, Gülen był zbyt skuteczny i zbyt gorliwy w promowaniu swoich ludzi na stanowiska prawne i administracyjne, więc stracił poparcie ludu. Turcy byli raczej gotowi przebaczyć Erdoganowi nawet niektóre bardzo realne grzeszki korupcyjne, bo czuli że dbał o ludzi, a Gülen i jego zwolennicy nie. Dla systemu prawnego, korupcja jest przestępstwem, a skorumpowany polityk musi iść do więzienia. Jeśli polityk nie jest skorumpowany, to może on zostać skazany choćby za niemoralną propozycję wobec kobiety. W ten sposób system prawny może utrącić każdego polityka i opanować system polityczny. Erdoganowi udało się zapanować nad systemem prawnym.

Po zwycięstwie w grudniu 2013, Erdogan oskarżył Gülena i jego zwolenników o to, że wyssali z palca aferę Ergenekon i aresztowali wielu niewinnych ludzi. Generałowie i politycy odzyskali wolność. Wielu kemalistów przekonało się wtedy do Erdogana.

Czy spisek Ergenekon w ogóle istniał? Ferhat Boratav, dyrektor CNN Turk, potężnej sieci telewizyjnej, która odegrała kluczową rolę w neutralizacji zamachu lipcowego powiedział w wywiadzie to, w co wierzy większość Turków: „Orada bir arsa, bir küçük çekirdek bir çekirdek olduğunu ve bunun asla bir canavar üflendi” (Był zalążek spisku, maleńki rdzeń, który rozdmuchano do rozmiarów potwora, którego​​nigdy nie było). Innymi słowy, spisek był, ale bardziej był to spisek sędziów i służb bezpieczeństwa, który jest zresztą najczęstszym rodzajem spisku.

Co do obecnych czystek domniemanych gülenistów, to jedna liczba mówi wiele o jego stopniu. Tylko w samej Ankarze policja otrzymała czterdzieści tysięcy donosów na domniemanych gülenistów! Żony donosiły na niewiernych mężów, właściciele kamienic na lokatorów, którzy im zalegali z czynszem, zawistni koledzy na lepszych od siebie  w drodze do kariery… Stało się to łatwym i uniwersalnym oskarżeniem, tym bardziej że dotyczy głównie osób lepiej wykształconych i o silniejszej pozycji społecznej. Naturalnie policja nie aresztowała wszystkich, ale wiele osób zostało wezwanych w ramach śledztwa. Przypomina to kampanię McCarthy'ego w USA lub kampanię przeciwko trockistom w ZSRR w 1930 roku.

Siłą rzeczy czystki są zresztą  niespójne, bo inne być nie mogą. Znajomy turecki muzyk powiedział w rozmowie: „onlar Gülen'in tüm takipçileri temizlemek için olsaydı, hiçbir parti ve hiçbir Parlamento hizip olurdu. Bütün parti patronları ve Gülen'in şebekesi üzerinden geçirilen tüm bakanlar. Onlar sadece küçük insanlar tasfiye, büyük olanları tasfiye kaçış” (Gdyby chcieli oczyścić wszystkich zwolenników Gülena, nie mieliby żadnej partii ani frakcji parlamentu. Wszyscy szefowie partii i wszyscy ministrowie przeszli  przez sieć Gülena. Wyłapią tylko małych, duzi unikną czystki).

Jednak nie ulega wątpliwości, że Erdogan traktuje te czystki bardzo poważnie, tak jak poważnie robił czystki w sprawie spisku Ergenekon pięć lat temu. On nie chce mieć Gülena stojącego mu za plecami ze sztyletem gotowym do wbicia. Woli całkowicie zniszczyć tę sieć, jakkolwiek by nie była obszerna. Erdogan uważa zresztą, że zamach lipcowy był już drugim, podczas gdy poprzednio ze strony Gülena była także próba wykorzystania policji i sądu w grudniu 2013 roku wobec niego i jego rodziny.

Relacje Turcji z Rosją oraz stosunki Turcji z USA są bezpośrednio związane z historią tych dwóch zamachów. Przyjaźń Erdogana z Putinem doznała niespodziewanie silnego ciosu w listopadzie 2015 roku, kiedy rosyjski SU-24 został zestrzelony przez tureckie samoloty nad Syrią. Stosunki zostały wtedy zerwane, rosyjscy turyści przestali przyjeżdżać, tureckie warzywa straciły rynek rosyjski, a wspólnie planowane projekty naftowe i gazowe zostały odłożone na półkę.

W czerwcu 2016 roku nastąpił skręt w drugą stronę. Erdogan wysłał przeprosiny, Turcja zapłaciła odszkodowanie, a stosunki ociepliły się na krótko przed lipcowym zamachem. Prawdopodobnie to właśnie ten krok Erdogana w rzeczywistości wywołał zamach stanu. Po przewrocie była już tylko  tüm yol güller  (droga usłana różami), choć do dziś nie wiadomo jaką rolę w ostrzeżeniu i ochronie Erdogana odegrał wtedy wywiad rosyjski. W sierpniu Erdogan odwiedził Rosję i spotkał się z Putinem. Była to jego pierwsza podróż zagraniczna po próbie przewrotu. A teraz, w październiku Putin przybył do Stambułu i dał wyraźny sygnał, że ich wzajemne relacje są tak samo serdeczne, jak zawsze. Nawet projekt gazociągu został podpisany, zdejmując jedyną dźwignię, jaką Kijów miał jeszcze na Moskwę.

I tu przydali się güleniści, a jakże!  Ich intrydze przypisano strącenie Su-24, mimo że wcześniej premier Ahmet Davutoglu, potwierdził publicznie, że to on wydał rozkaz jego zestrzelenia. Z drugiej jednak strony, Davutoglu był zawsze blisko Gülena, a nawet odwiedził go w roku 2013, ale wtedy Gülen był jeszcze w Turcji persona grata. Obecnie pojawiła się informacja, jakoby Davutoglu miał nawet objąć władzę w przypadku pomyślnego wyniku przewrotu.

Dlaczego jednak Turcja zwróciła się teraz tak zdecydowanie ku Rosji, a tak ostro oddaliła się od USA, swego dawnego starszego partnera? Tureccy obserwatorzy przypisują ten ruch dobrze rozwiniętemu instynktowi samozachowawczemu Erdogana. Wydaje się bowiem, że amerykańska administracja już jakiś czas temu zdecydowała się porzucić niesfornego Erdogana, a następnie w jego miejsce zainstalować Ahmeta Davutoglu, człowieka Gülena. Czołowy amerykański ekspert neokonserwatywny (czytaj: żydowski) ds. Turcji, Michael Rubin, już od dłuższego czasu domaga się głowy Erdogana. W marcu 2016 roku wezwał do puczu, w sierpniu 2016 roku powiedział, że Erdogan sam sobie sfingował ten zamach, a teraz w październiku zapowiedział, albo raczej wezwał do kolejnego zamachu.

Nowy pucz oczekiwany jest w pobliżu daty 10 listopada i ma się zacząć od zabicia Erdogana, co zostało otwarcie powiedziane. Erdogan uważa, że w sytuacji tak niepewnych relacji z Ameryką, tylko partnerstwo z Rosją i przyjaźń z potężnym Putinem dać mu może szansę politycznego przetrwania.

Amerykanie są poirytowani postawą Erdogana wobec syryjskich Kurdów. Turecki prezydent troszczy się o zachowanie integralności Turcji, jako dziedziczki po rozległym imperium osmańskim, podczas gdy Amerykanie, którym przeszkadza to, że partner znad Bosforu jest tak silny i ma tyle do powiedzenia, woleliby rozebrać Turcję do końca, i w jej miejsce stworzyć m.in. Wielki Kurdystan złożony z kurdyjskich dzielnic Turcji, Iraku, Syrii, a może i Iranu. Amerykanie chcieliby zatem, aby syryjscy Kurdowie zjednoczyli swoje enklawy w Rożawie, ale Erdogan się na to nie zgadza i faktycznie to on zatrzymał i obezwładnił kurdyjską ofensywę.

Teraz także walka o Mosul jest nowym punktem sporu. Turcja, jak twierdzi Erdogan, ma pewne prawa do Mosulu. Turcy twierdzą, że to miasto i jego prowincja zostały nielegalnie zajęte przez Brytyjczyków. Mustafa Kemal Atatürk tymczasowo zgodził się na oddanie Mosulu Irakowi dopiero w roku 1926, czyli dobrze po traktacie w Lozannie (1923). A teraz Erdogan sprzeciwia się temu, aby Mosul po odebraniu Daeszowi miał zostać oddany Kurdom, bo to by bardzo wzmocniło ideę Kurdystanu. Również mieszkańcy Mosulu są bardzo niezadowoleni z perspektywy przejścia albo pod władzę Kurdów albo pod w większości szyicki rząd w Bagdadzie.

W walce o Mosul i Aleppo, oraz w walkach między kurdyjskimi enklawami w Syrii, Erdogan idzie wbrew woli USA. Jego problem polega jednak głównie na tym, że w Turcji nie ma wielu ważnych postaci, które byłyby gotowe postawić się Ameryce. Zarówno kemaliści – główna opozycja – jak i güleniści wolą posłusznie przyjmować linię bardziej lub mniej narzucaną przez Waszyngton.

Jeśli Erdogan przegra swą walkę o władzę, Turcja może stoczyć się w wojnę domową: między Turkami i Kurdami, pomiędzy różnymi muzułmańskimi ruchami i sektami, a kemalistami i sekularystami. Wielu Turków sądzi, że to był zresztą prawdziwy cel zamachu z lipca. Poparcie dla Erdogana wynika w dużej mierze z tego, że mimo wielu wad i grzechów, zapewnia on Turcji nadal względną polityczną stabilność i spójność, tak jak będąc premierem zapewniał jej gospodarczy boom.

Na pewno nie jest to dla Turcji łatwy czas. Turecka lira silnie poleciała w dół. Zmienił się porządek zdarzeń. Kiedyś  plac Taksim demonstrował przeciw Erdoganowi, teraz demonstruje przeciwko przytłaczającej obecności syryjskich i irackich uchodźców. Nie tylko europejska prawica, ale również Turcy uważają, że uchodźców jest w ich kraju zbyt wielu. Dlatego tak chętnie pogonili ich przez Bałkany do Niemiec. Obecnie boją się, że walka o Mosul wypędzi dalsze dwa miliony mieszkańców tego miasta do Turcji.

Także demonstranci są inni. Teraz to są zwykli ludzie, którzy demonstrują przeciw  napływowi Syryjczyków, podczas gdy przedtem przeciw Erdoganowi demonstrowali raczej Turcy wykształceni i zeuropeizowani. Ci drudzy są dziś bardzo  niezadowoleni i w domach dyskutują o tym czy w Turcji Erdogana w ogóle będą mieli przyszłość. Klasa polityczna też jest niezadowolona. Nie podoba się jej perspektywa autorytarnych rządów sułtana Erdogana. Güleniści są spacyfikowani ale przecież skrajnie niezadowoleni. Generałowie wciąż szukają ponownej oceny ich miejsca po tylu czystkach. A i dawny spór pomiędzy świeckim i religijnym społeczeństwem bynajmniej na osłabł.

Podczas gdy USA mają określoną ideę, w którą stronę Turcja powinna pójść, jej konkurent, Rosja, po prostu nie zajmuje się turecką polityką wewnętrzną, podobnie jak nie wtrąca się w politykę wewnętrzną innych krajów. Amerykanie za prezydentury Obamy, a prawdopodobnie jeszcze bardziej za rządów Clinton lubią i mogą chcieć się wtrącać: narzucać swoje reguły począwszy od kostiumów kąpielowych po legalizację małżeństw jednopłciowych. Rosjanie się w to nie mieszają. Jest to ich tradycja od czasów niepamiętnych. Nie ingerowali w życie prywatne Uzbeków, Tadżyków, Czeczenów, Finów i Polaków. Dlatego wewnątrz Rosji można znaleźć obszary rządzone według prawa muzułmańskiego, według tradycji buddyjskiej, a nawet zwyczaje szamanistów.

Dla Rosjan Erdogan jest cennym partnerem, i pozwolą oni każdemu podjąć własną decyzję, czy chcą być republiką parlamentarną czy prezydencką, i czy dziewczęta powinny nosić chustki czy nie. Rosjanie nie będą Turków uczyć, co mają robić w życiu prywatnym. W porównaniu z  bardzo inwazyjnym i zarozumiałym Zachodem jest to duża zaleta posiadania Rosjan za sojuszników.

Przekonamy się wkrótce, czy Erdoganowi wystarczy mieć takich sojuszników, aby przetrwać. Wiele zależy obecnie od wyniku wyborów w USA: Erdogan był wściekły, gdy Hilaria Clinton mówiła o narodowych ambicjach Kurdów. No, ale przecież na wynik wyborów w Ameryce z zapartym tchem czeka dziś także cały świat.

/kompilacja i opracowanie: BJ/

 

 

* Israel Shamir jest podobno rosyjskim żydem urodzonym w Nowosybirsku w 1948 roku. W 1969 roku wyemigrował do Izraela i podobno był spadochroniarzem w wojnie Jom Kippur 1973 roku. Wkrótce potem został zajadłym krytykiem polityki Izraela i żydostwa, a w 2004 roku przeszedł na prawosławie i należy do parafii cerkwi greckiej w Jerozolimie. Ma opinię antysemity. Inne źródła (a czasami także on sam) podają, że jest żydem szwedzkim i w Szwecji ma rodzinę (trzech synów).Znany żydowski dysydent prof. Norman Finkelstein twierdzi, że “Shamir wymyślił całą swoją biografię.Nic z tego co mówi o sobie nie jest prawdą". Shamir jest jednak dobrze poinformowany, pisze w czterech językach, mówi w siedmiu, ma rozległe kontakty wśród Palestyńczyków i pisze ciekawe analizy nt. Bliskiego Wschodu i z wnętrza świata żydowskiego. Większość powyzszego opracowania opublikował w sobotę po powrocie ze Stambułu. /BJ/

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930