Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3826 postów 1806 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Zanussi z Sachalinu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Słynny polski reżyser Krzysztof Zanussi udzielił obszernego wywiadu dla rosyjskiego dziennika „Rossijskaja Gazieta” niemal na „krańcu świata” - w Jużnosachalińsku.

 

Krzysztof Zanussi jest światowej sławy reżyserem. Fizykiem i filozofem z wykształcenia. Mówi w 8 językach. Człowiek o europejskich wpływach i myśleniu z niezwykłym uporem przyjeżdża do Rosji mimo sankcji, odwołania obchodów Roku Polski w Rosji i Rosji w Polsce. Sam. Zresztą, takie jednostki, jak Krzysztof Zanussi, Krzysztof Penderecki, niedawno zmarły Andrzej Wajda podtrzymują kruchy most humanitarny w nienajlepszych czasach. Nie tylko Moskwę i Petersburg, Wołogdę i Wyborg, Bajkał i Sachalin „zawojował” Zanussi. Na „krańcu świata”, w Jużnosachalińsku, gdzie przewodniczył jury festiwalu filmowego, rozmawiamy z japońskiej restauracji…

 

Kiedyś zażartował Pan, że jak na polskiego patriotę dość dobrze zna Pan język rosyjski. Czy trudno dziś w Polsce mieć dobry stosunek do Rosji?

Na poziomie inteligencji nie widzę żadnych trudności. Ale w administracji i wśród populistów zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że służy się Putinowi. Reagują na to zwykli ludzie, prasa brukowa. Jest mi nieprzyjemnie i wstyd z tego powodu, ale co zrobić, zdarza się.

 

Jest Pan jednym z nielicznych obcokrajowców, którzy, przyjeżdżając do Rosji, nie pouczają nas, jak należy żyć właściwie.

Często powtarzam, że mam pozytywny stosunek do Rosji dzięki Japonii.

 

…?

Jestem z pochodzenia Włochem. Chciałem podszkolić swój włoski, ale, niestety, jakiś urzędnik stwierdził, że nie powinienem jechać do kraju przodków. Wysłano mnie do Japonii na trzy miesiące. Stamtąd na pewno nie pochodzą moi przodkowie. Zdałem tam sobie sprawę z różnorodności świata i tego, że nie można go przebudować. A my z natury chcemy wszystko zmieniać, radzimy innym: nie róbcie tego czy tamtego, powiemy, jak należy. Po Japonii zrozumiałem, że tak nie można. Jest to niepotrzebne. Roztrząsanie szczególnej duchowości, to to samo, co powiedzieć o sobie, że jesteśmy lepsi od innych.

 

Z nazwiskiem Zanussi, które jest znane na całym świecie jako marka, inne mogłyby wiązać się losy…

Od wielu lat wyjaśniam młodym ludziom, jak mnie uratowało czytanie Balzaka. Swego czasu trafiłem do grona moich włoskich krewnych, którzy byli bajecznie bogaci. Przyjechał do nich człowiek z komunistycznej Polski z pięcioma dolarami w kieszeni. Dzięki Balzakowi przewidziałem dalszy scenariusz i z powodzeniem nie zgodziłem się na propozycję opłacenia moich studiów oraz znalezienia przyzwoitej pracy ubogiemu krewnemu. Z czasem okazało się, że miałem więcej możliwości w biednej, prowincjonalnej i komunistycznej Polsce. Proszę sobie wyobrazić, że obecnie miałbym ogromny majątek i zajmował się produkcją lodówek. Obawiam się, że od dawna byłbym na emeryturze i, jak większość emerytów, byłbym smutnym starcem.

 

Nie każdy rosyjski reżyser tyle podróżował po Rosji, co Pan…

Reaguję na wszystkie zaproszenia z Syberii, bo tutaj jest świeże myślenie. Moi Buriaci, gdy przygotowywali spektakl, mieszkali u mnie pod Warszawą.

 

Powiedział Pan „moi Buriaci”…

Są wspaniali. Aktorzy z Ułan Ude, gdzie wystawiałem spektakl.

 

Rosja wschodnio-syberyjska różni się od moskiewskiej i petersburskiej?

Na Syberii ludzie myślą o wiele bardziej niezależnie. Jak w Nowej Zelandii. Anglika nie przestraszy takie zesłanie. Są takie miejsca na krańcu świata…

 

Złożył Panu życzenia z okazji urodzin patriarcha Cyryl…

Tak, to prawda. Dostałem ikonę z okazji urodzin i bardzo jestem z niej dumny. Święty Augustyn. Patriarcha wymyślił taki znaczący prezent dla mnie. Jest mi z tego powodu bardzo miło.

 

Między katolikami i prawosławnymi istnieje duży dystans?

Często te same słowa mają u nas różne znaczenia. Niedawno w moim domu gościła grupa rosyjskich studentów. Nie mogłem znaleźć kluczyków do samochodu. Na fortepianie leżał kot, kiedy się podniósł, kluczyki się znalazły. W tej samej chwili Rosjanie zaczęli krzyczeć: to ci dopiero mistyka! Mistyka dla człowieka z Zachodu to bezpośrednie obcowanie z Bogiem. A nie jakaś zagadka z kotem. Jest to największe osiągnięcie ducha. Jeśli widzę to słowo u Bierdiajewa i Sołowiowa, u nich mistyka oznacza to samo, co w angielskim, francuskim. W latach 20. bolszewicy po prostu zdegradowali je do poziomu mowy potocznej.

 

Jak długo będzie trwać konfrontacja między Rosją a Europą?

Myślę, że nie potrwa to długo. Ponieważ wszyscy płyniemy w tej samej łódce. Cała nasza cywilizacja opiera się na tych samych zasadach chrześcijańskich. Konflikt między Rosją a Zachodem wydaje mi się błędem. Razem powinniśmy bronić się przede wszystkim przed agresywnymi islamistami.

 

Czy mógłby Pan opowiedzieć coś o swoim domu pod Warszawą. Czy to prawda, że może Pan gościć nawet do stu osób?

Nie. Wytrzymuję około 30. Wykładam na różnych uczelniach, na różnych wydziałach. Sprawia mi to ogromną radość, że mogę sobie pozwolić na gości z różnych krajów.

 

Do Pana drzwi, jak do bramy klasztornej, może zastukać każdy?

Nie, należy mnie wcześniej uprzedzić. Powiem wówczas, kiedy mam wolne miejsce, kiedy będę. Dla wszystkich gości mam bezpłatne łóżko i śniadanie. Bardzo młodym ludziom proponuję program, który nazwałem „Walizką”. Proszę sobie wyobrazić, że ktoś jest moją walizką, którą wszędzie ze sobą zabieram: do dentysty, banku. Proszę się nie obawiać, nie będę mówił o pieniądzach… Niech patrzy, chłonie, obserwuje. Dla młodych wszystko jest odkryciem. Wszystko ich uczy, wszystko przynosi im korzyści.

 

Nie jest Pan zmęczony takimi tłumami?

Nie. Mam sporą działkę i moje ukochane psy, które rozwiązują wiele problemów. Mam ich dziesięć. Jeden z nich gra w pewnym serialu i zarabia na jedzenie dla reszty.

 

Kogo nie wpuści Pan do swego domu?

Nie myślałam o tym. Wydaje mi się, że nie mam osobistych wrogów. Zresztą, opowiem czyjąś historię. Wcześniej często jeździłem do Gruzji, gdzie wykładałem. Miałem dobre relacje z rektorem gruzińskiej akademii dyplomatycznej. Pewnego dnia podczas obiadu opowiedział mi, jak jechał samochodem i zobaczył na drodze zakrwawionego mężczyznę. Podniósł go i chciał zawieść do szpitala. Po drodze ten ocknął się, skierował w stronę rektora pistolet i zdecydowanie nie pozwolił zawieść się do szpitala. Gruzin od razu zrozumiał i zabrał go do swojego domu. Po jakimś czasie ten człowiek zniknął. Wrócił po miesiącu i mówi: „Uratowałeś mi życie, na pewno masz wrogów, powiedz kim oni są, a ja ich zniszczę”. Rektor odpowiedział, że nie ma wrogów. Ale tamten stwierdził, by dobrze się nad tym zastanowił. Myślał tydzień i przypomniał sobie kilka osób, które przyczyniły mu ból i zachowały się wobec niego niesprawiedliwie. Zrozumiałe jest przesłanie tej historii. Jeśli będę tydzień lub dwa na ten temat myślał, to też znajdę wrogów. Teraz jestem ostro krytykowany. Wcześniej profesjonalni krytycy mnie wspierali. Teraz nadszedł czas młodych, którzy bardzo chcą być popularni. Dlatego czasami gryzą niemiłosiernie i Andrzeja Wajdę, i mnie. Też ich atakuję. Mówię, że wychwalają wszystko, co destrukcyjne, że podoba im się, gdy życie jest czarne i destrukcyjne. Ale uczono mnie głęboko skrywać moją  wrażliwość i w żadnym wypadku jej nie wystawiać na widok publiczny.

 

Jak Pan leczy swoją duszę?

Cisza leczy. Cisza, którą można znaleźć tylko w klasztorze, na oceanie i w lesie. Zdarza się, że czasami mogę na kilka dni zamknąć się w klasztorze. Wiem, że mogę tam spędzić jakiś czas, milcząc. W trudnych chwilach refleksja jest ważna a nawet konieczna. W Polsce jest kilka znanych klasztorów, do których przyjeżdża inteligencja. Co prawda, istnieje ryzyko, że spotka się któregoś z kolegów. Wówczas oboje będziemy myśleć.

 

Uważa się Pan za szczęśliwego człowieka?

Kiedyś w Ameryce uczestniczyłem w spotkaniu z Andriejem Tarkowskim, którego młody człowiek zapytał, co ma robić, by być szczęśliwym. A Tarkowski odpowiedział: a po co chcesz być szczęśliwy? Mówili absolutnie różnymi językami. Od tego czasu boję się odpowiadać na to pytanie. Czy szczęście to wygodny pokój w hotelu i na stole pyszna kawa? A może najważniejsze jest zrozumienie tego, po co się urodziłeś? Jeśli zrozumiesz, będziesz szczęśliwy. Kiedy rozmawiam z młodymi ludźmi i chcę ich nieco ożywić, a może i sprowokować, to mówię: nic nie daje takiego szczęścia jak narkotyki. Zamiast czterdziestu lat będziecie żyć dziesięć, ale w prawdziwej euforii. I dla społeczeństwa jest to korzystne, bo nie będzie trzeba płacić wam emerytury. Milkną i zaczynają się zastanawiać. Zauważyłem, że działo to jak kubeł zimnej wody.

 

Kiedy Pan ostatni raz płakał?

Mój Boże! Zdarza się. Pamiętam, że w Kijowie był program w telewizji, w którym opowiadano o strasznych zbrodniach na Wołyniu. Nagle wstała jakaś staruszka i powiedziała, że tam zamordowano jej rodziców, ale chce przebaczyć. Po tych słowach miałem łzy w oczach. Filmowano to z bliska. Sądzę, że  generalnie utrzymać się na powierzchni życia, nie utonąć, to już duże osiągnięcie. Zawsze powtarzam młodzieży: siedzicie przede mną i wydajecie się silni, niezawodni. A za około trzydzieści lat wśród was będzie wielu nieciekawych, złych, przepełnionych nienawiścią, odczuwających całkowite rozczarowanie życiem. Życie jest bardzo łatwo przegrać. Trzeba zrozumieć, inaczej znajdziesz się w pułapce.

 

Dlatego często porządni, pełni skrupułów ludzie wpadają w pułapkę?

Nie wiem, trzeba zapytać o to Boga, a nie mnie. Życie często nie jest sprawiedliwe. W Ameryce, kiedy w niedzielę włączam telewizor i widzę przeróżnych ewangelistów, którzy mówią, że zawsze dobro będzie nagrodzone, ta herezja mnie bardzo drażni. Obiecywać ludziom, że wszyscy otrzymają nagrodę za dobre uczynki? To niedorzeczne! Choć być może z punktu widzenia pedagogiki i psychologii, to pomaga. Z powodu takich obietnic człowiek słabnie. Powinien wiedzieć wcześniej, że nagrody nie będzie. Za uczciwe życie będzie tylko duchowa nagroda, ręce nie będą drżeć, nie będzie bezsennych nocy, jeśli człowiek postępuje zgodnie z sumieniem.

 

Wstydził się Pan za coś w życiu?

Oczywiście. Wyrzuty sumienia są gorsze niż strach. W życiu popełnia się też błędy. Mój strategiczny błąd polega na tym, że późno się ożeniłem, kiedy byłem już po czterdziestce. Wówczas były trudne czasy i wszystko odkładałem na później. Dlatego nie mam dzieci. Dlatego w moim domu jest tak dużo młodzieży w całego świata.

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930