Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Sobota, 8 października 2016

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (971) Zapraszam na kolejny serwis aktualnych informacji i komentarzy ze świata: wojna w Syrii, wybory w Ameryce, napięcie na świecie…

 

* Amerykańscy generałowie uważają, że konflikt zbrojny z Chinami lub Rosją bez użycia broni jądrowej jest „faktycznie gwarantowany”. Dodają, że będzie „szybki i zabójczy”, a także największy w ciągu ostatnich 60 lat – pisze „The Independent”.  Konflikt zbrojny z Rosją lub Chinami będzie „bardzo śmiercionośny i szybki”, a skala większa niż w jakimkolwiek innym konflikcie w ciągu ostatnich 60 lat. Do takich wniosków doszli amerykańscy generałowie, informuje „The Independent”. Generał major William Hix twierdzi, że sztuczna inteligencja i zautomatyzowane systemy uzbrojenia przyśpieszą przyszłe konflikty zbrojne. – Szybkość, z którą maszyny mogą podejmować decyzje w odległej przyszłości, rzuci wyzwanie naszym możliwościom sterowania nimi, co będzie wymagać rozwoju nowych relacji między człowiekiem  a maszyną – podkreślił generał Hix. Według niego, osiągnięcia technologiczne Rosji i Chin zmusiły Biały Dom do szykowania się do „działań zbrojnych na taką skalę, z którą siły lądowe Stanów Zjednoczonych nie miały do czynienia od czasów wojny koreańskiej”. Z kolei zastępca przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów generał Joseph Anderson jest przekonany, że kraje, „zachowujące się agresywnie w zmilitaryzowanej rywalizacji”, stwarzają dla USA zagrożenie egzystencjalne. O którym kraju można tak powiedzieć?  Rosji? – pytał Anderson. Natomiast szef sztabu wojsk lądowych USA generał Mark Milley twierdzi, że podobna wojna „jest w zasadzie gwarantowana”. Jak dodał, przeciwnicy Stanów Zjednoczonych mogą położyć kres amerykańskiej przewadze w powietrzu oraz uniemożliwić dotarcie siłom morskim na pole walki. Dlatego siły lądowe muszą tworzyć warunki dla marynarki i lotnictwa. Ponadto muszą być przygotowane do prowadzenia działań zbrojnych w przestrzeni cybernetycznej oraz bez użycia łączności satelitarnej i systemów nawigacji, do których tak przywykły.

 

* Stany Zjednoczone przeprowadziły próby zmodernizowanych bomb atomowych B61-7 i B61-11. Taką informację przekazała Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Jądrowego USA (NNSA). Dwa pociski bez głowicy jądrowej, opracowane na bazie bomby B-61, zostały zrzucone na poligonie doświadczalnym Tonopah, w stanie Nevada, z niewidzialnych bombowców B-2A. „Analizy czujników i dane czarnych skrzynek pokazują, że obie próby jądrowe zaliczają się do udanych" — czytamy w komunikacie. NNSA przekazała, że głównym celem przeprowadzanych prób jądrowych jest sprawdzenie niezawodności i dokładności zmodernizowanych bomb. „B61 jest jednym z najważniejszych elementów jądrowej triady USA i środków powstrzymywania" — oświadczył wiceszef NNSA gen. Michael Lutton. Jak powiedział, próby jądrowe dowiodły wysokiego bezpieczeństwa układu sterowania pociskiem. Poprzednie próby zmodernizowanej bomby atomowej odbyły się w listopadzie 2015 roku. Wówczas to pocisk został zrzucony z myśliwca F-15E „w warunkach zbliżonych do rzeczywistych". Próba zakończyła się powodzeniem. Pierwszy test zmodernizowanej wersji bomby B61-12 miał miejsce 1 lipca. Bomba B61-12 jest najnowocześniejszą modyfikacją amerykańskiego pocisku jądrowego opracowanego w latach 60. Ostatnia wersja otrzyma system kierowania i stery ogonowe, co umożliwi ewentualną korektę kursu pocisku.    

 

 * NATO nie przestaje zwiększać potencjału rakietowego w Europie. Moskwa jest zaniepokojona rozmieszczaniem natowskiej infrastruktury w pobliżu rosyjskich granic - oświadczył wiceszef rosyjskiego MSZ Siergiej Riabkow. „Kraje NATO nie przestają powiększać w ramach tzw. «etapowego adaptacyjnego podejścia» potencjału przeciwrakietowego w Europie. Niejednokrotnie wyrażaliśmy zaniepokojenie w związku z rozmieszczaniem elementów infrastruktury strategicznej w bezpośrednim sąsiedztwie naszych granic, co zagraża interesom Rosji w sferze bezpieczeństwa" — powiedział Riabkow na posiedzeniu Rosyjskiej Rady Społecznej ds. Współpracy Międzynarodowej i Dyplomacji Publicznej w Izbie Społecznej. Dyplomata dodał, że plany Waszyngtonu rozmieszczenia w Europie nowych atomowych bomb lotniczych o zmniejszonej mocy, lecz zwiększonej dokładności trafienia, budzą poważne zaniepokojenie. Jak powiedział Riabkow, „może to świadczyć o zamiarze wykorzystania ich przeciwko celom wojennym, w tym na obszarach o dużej gęstości zaludnienia w ramach konkretnych scenariuszy wojskowych". Zdaniem Riabkowa utworzenie globalnego amerykańskiego systemu obrony antybalistycznej, w tym także jego segmentu europejskiego, jest czynnikiem destabilizującym, „bowiem na określonym etapie tarcza antyrakietowa w Europie może zacząć negatywnie wpływać na skuteczność naszych (tj. rosyjskich) środków powstrzymywania strategicznego". „Jak dotąd próg ten nie został osiągnięty, ale potencjał tarczy antyrakietowej USA i NATO będzie się zwiększał" — przekonuje wiceszef rosyjskiego MSZ i dodaje: „W tym zakresie uważamy za symptomatyczną jawną niechęć Waszyngtonu i Brukseli do tego, by wnieść poprawki do swoich planów przeciwrakietowych pomimo osiągniętych porozumień w zakresie uregulowania sytuacji wokół irańskiego programu nuklearnego". Riabkow zauważył, że Moskwa „nie przestanie bacznie śledzić rozwoju sytuacji i unaoczniać Europie nieuniknionych, niepożądanych następstw realizacji amerykańskiego projektu".

 

* Stany Zjednoczone zamierzają podzielić terytorium Syrii na kilka niezależnych tworów państwowych według kryterium konfesyjnego – powiedział syryjski minister informacji Mohammed Ramiz Turdżuman. Według jego słów, zgodnie z amerykańską strategią na Bliskim Wschodzie wspierania Izraela, „terytorium Syrii powinno zostać podzielone według kryterium konfesyjnego na kilka tworów państwowych”. — Waszyngton chce, aby Syria była słabym państwem. To jest celem jej podziału. Został on zadeklarowany przede wszystkim po ogłoszeniu państwa kurdyjskiego na północy, by Syria przynajmniej przekształciła się w federację lub konfederację – powiedział minister w wywiadzie dla RIA Novosti.

 

* Członek kierownictwa syryjskiego Frontu na rzecz Zmiany i Wyzwolenia, przedstawiciel syryjskiej grupy opozycyjnej „Moskwa-Kair” Qadri Jamil wezwał specjalnego wysłannika ONZ do Syrii Staffana de Misturę do wyprowadzenia z Aleppo nie tylko członków „Dżabhat an-Nusry”, ale również całej opozycji zbrojnej. „Nasza partia «Narodowa Wola», nasz Front, my wypracowaliśmy stanowisko w poparciu de Mistury. Jednocześnie powiedzieliśmy, że problem wschodniego Aleppo nie zostanie rozwiązany tylko poprzez wyprowadzenie oddziałów zbrojnych «Dżabhat an-Nusry» z miasta. Sojusznicy «Nusry» niczym się od niej nie różnią i rozmawiałem z przedstawicielami wielu oddziałów opozycji, oni sami mówią, że oddziały, które przyłączyły się do «Nusry» nie różnią się wiele od niej. Inicjatywa, z którą wystąpił wczoraj de Mistura, jest poprawna. I wzywamy de Misturę, aby z Aleppo zostały wycofane wszystkie grupy opozycji zbrojnej”, — powiedział Jamil na konferencji prasowej w MIA „Rossiya segodnya”. Wcześniej w czwartek de Mistura wyraził gotowość osobistego towarzyszenia bojownikom grupy terrorystycznej „Dżabhat an-Nusra”, jeśli oni zechcą z bronią opuścić wschodnie Aleppo i udać się do Idlibu. Według niego w tej części miasta jest juz tylko około 900 bojowników „an-Nusry”. De Mistura poinformował również, że jeśli działania bojowe we wschodnim Aleppo będą trwały z taką samą intensywnością, to ta część miasta może zostać całkowicie zniszczona do końca roku. Mistura zwrócił się do Moskwy i Damaszku z pytaniem, „czy zniszczenie miasta warte jest likwidacji tysiąca bojowników”, a także czy są oni gotowi do „pełnego zaprzestania bombardowań, jeśli bojownicy «Dżabhat an-Nusry» złożą broń” i wezwał do jak najszybszej odpowiedzi. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow tego samego dnia oświadczył, że propozycje de Mistury odnośnie sytuacji w Aleppo zasługują jak najbardziej starannego rozważenia.

 

* Syryjska opozycja zaminowała wszystkie drogi wyjścia z Aleppo; wobec osób, które sprzeciwiły się temu, zaczęto stosować represje – powiedział wiceminister obrony Rosji Anatolij Antonow. Oddziały armii syryjskiej 15 i 16 września zaczęły się wycofywać z  drogi Castello. Jednak USA nie umiały zorganizować wycofania się oddziałów uzbrojonej opozycji z drogi Castello i odziały wojsk rządowych wróciły na opuszczone pozycje – powiedział Antonow.  Według jego słów, z tego powodu nie zapewniono bezpieczeństwa konwojom humanitarnym ONZ i pomoc nie dotarła do mieszkańców Aleppo. Antonow powiedział też, że w tych warunkach rosyjskie Centrum Pojednania Stron Konfliktu zorganizowało dostawy żywności i leków dla mieszkańców miasta. Ponadto otwarto siedem punktów, z których mogli skorzystać cywile, chcący opuścić miasto, oraz korytarz dla bojowników z bronią. Jednak tzw. opozycja zaminowała wszystkie wyjścia z Aleppo, a wobec mieszkańców, którzy próbowali opuścić miasto, zaczęto stosować represje. Ponadto dowódcy polowi oddziałów opozycji nie zgodzili się na wpuszczenie do miasta konwoju humanitarnego ONZ, który kierował się do wschodnich dzielnic Aleppo – podkreślił wiceminister. Rosja wywiązała się ze wszystkich swoich zobowiązań w Syrii, ale nie udało się rozpocząć wspólnej z USA walki w terroryzmem – powiedział Antonow. W piątek odbyła się sesja Rada Bezpieczeństwa ONZ w sprawie sytuacji wokół Aleppo. Przeprowadzono ją na wniosek Rosji i, częściowo, specjalnego wysłannika ONZ do Syrii Staffana de Mistury. Terroryści nadal ostrzeliwują dzielnice mieszkaniowe Aleppo, przetrzymując cywilów w charakterze zakładników i przeszkadzając w dostawach pomocy humanitarnej. Według WHO, w ostatnich tygodniach w mieście zginęło ponad 300 osób, a co najmniej tysiąc zostało rannych.

 

* Przygotowany przez Francję projekt rezolucji w sprawie Syrii zawiera szereg niedopuszczalnych punktów – powiedział wiceminister spraw zagranicznych Rosji Giennadij Gatiłow.  Francuzi mają swój projekt rezolucji, który zawiera szereg niemożliwych do zaakceptowania przez nas punktów, niepotrzebnie upolitycznia całą sferę humanitarną i ma na celu jedynie wywarcie dodatkowej presji na syryjski rząd i Rosję – ocenił wiceminister. Według jego słów, strona rosyjska zaproponowała wiele poprawek do dokumentu i jest gotowa pracować nad nim, by go zrównoważyć. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow wyraził nadzieję, że Paryż uwzględni zaproponowane przez Rosję zmiany. W przeciwnym razie Rada Bezpieczeństwa ONZ nie będzie mogła wnieść swojego wkładu w rozwiązanie syryjskiego kryzysu na tym etapie – dodał minister. Wcześniej ambasador Francji przy ONZ Francois Delattre poinformował, że dokument już analizują eksperci z 15 krajów należących do Rady Bezpieczeństwa. Z kolei szef francuskiej dyplomacji Jean-Marc Ayrault stwierdził, że te państwa, które zagłosują przeciwko rezolucji będą miały swój udział w zbrodniach wojennych w Syrii.

 

* Minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier w rozmowie telefonicznej z rosyjskim ministrem Siergiejem Ławrowem wezwał Federację Rosyjską do wpłynięcia na władze Syrii w celu udzielenia pomocy humanitarnej mieszkańcom wschodniego Aleppo, powiedział w piątek rzecznik MSZ Niemiec. „Minister Steinmeier podkreślił konieczność jak najszybszego przeprowadzenia dostaw pomocy humanitarnej dla setek tysięcy osób, zablokowanych we wschodnim Aleppo, w którym nie ma dostępu do wody pitnej i kończą się zapasy. Rosja została wezwana do zademonstrowania swojego znaczenia i wywarcia wpływu na władze syryjskie” – powiedział rzecznik MSZ Niemiec.  Jak wcześniej informowano w MSZ Federacji Rosyjskiej, Ławrow i Steinmeier podczas rozmowy telefonicznej w piątek omówili syryjskie uregulowanie, wyraziwszy gotowość do rozpatrzenia propozycji wysłannika specjalnego ONZ ds. Syrii Staffana de Mistury w zakresie złagodzenia sytuacji w Aleppo.  W czwartek de Mistura powiedział o swojej gotowości do osobistego towarzyszenia bojownikom terrorystycznego ugrupowania „Dżebchat an-Nusra”, jeśli zechcą z bronią w ręku opuścić wschodnie Aleppo i udać się do Idlib. Według jego słów, w tej części miasta pozostaje około 900 bojowników an-Nusry. 

 

* Działania rosyjskich i syryjskich wojsk trzeba rozpatrywać w kategorii zbrodni wojennych - oświadczył sekretarz stanu USA John Kerry. „Rosja i syryjski reżim muszą nie tylko wytłumaczyć światu, dlaczego nie przestają bombardować szpitali i zakładów lekarskich, kobiet i dzieci" — powiedział Kerry dziennikarzom przed spotkaniem z francuskim ministrem spraw zagranicznych Jeanem-Markiem Ayrault. John Kerry oskarżył syryjskie władze o atak na „kolejny szpital wojskowy", w którego wyniku zginęło 20 osób, a 100 zostało rannych. „Te działania, kwalifikujące się jako zbrodnia wojenna, wymagają wszczęcia śledztwa, a ci, którzy ich się dopuścili muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności" — dodał Kerry. 4 października rzecznik Białego Domu John Ernest dał do zrozumienia, że Stany Zjednoczone nie wykluczają wprowadzenia nowych sankcji przeciwko Rosji, żeby takim sposobem wpłynąć na politykę Moskwy i Damaszku. Natomiast dzień wcześniej USA oznajmiły, że wstrzymują rozmowy z Rosją, które miały na celu zaprowadzenie w Syrii rozejmu. Jak wyraził się rzecznik Departamentu Stanu John Kirby, „cierpliwość USA się skończyła". Waszyngton utrzymuje przy tym kontakty wojskowe z Moskwą, żeby uniknąć incydentów w syryjskim niebie.  © AP PHOTO/ Al-Asad: umiarkowana opozycja w Syrii to mit 22 września syryjska armia rozpoczęła ofensywę na Aleppo. Ofensywa była poprzedzona tygodniowym rozejmem wynegocjowanym przez Rosję i USA. Jednak 19 września powstańcy, a potem syryjscy wojskowi ogłosili wznowienie działań bojowych. Aleppo to największe miasto w Syrii. Od sierpnia 2012 roku zachodnia część miasta znajduje się pod kontrolą syryjskiego wojska, a wschodnia, pod kontrolą islamskich ugrupowań. W mieście trwają walki, których ofiarami padają syryjscy cywile.     

 

* Oświadczenia sekretarza stanu USA Johna Kerry'ego o konieczności przeprowadzenia śledztwa w sprawie „zbrodni wojennych Rosji" w Syrii zaostrza sytuację, żonglowanie takimi terminami jest niebezpieczne, dlatego że o zbrodniach wojennych wypadałoby powiedzieć odnośnie Amerykanów - oświadczyła rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.  Sekretarz stanu USA John Kerry oskarżył Rosję i syryjskie władze o popełnianie „zbrodni wojennych" w Syrii w toku działań bojowych i wezwał do wszczęcia stosownego śledztwa. „Oświadczenie Kerry'ego to propaganda. Za tą terminologią idą poważne skutki prawne i myślę, że Kerry używał tych terminów w celu zaostrzenia sytuacji. Jeśli mowa o zbrodniach wojennych, to amerykańskie władze powinny zacząć od Iraku. A potem przejść do Libii, konieczne do Jemenu — i zorientować się, co tam się działo" — powiedziała dyplomatka w wywiadzie dla kanału telewizyjnego „Dożd". Jej zdaniem, takimi słowami żonglować bardzo niebezpiecznie, dlatego, że za plecami amerykańskich władz rzeczywiście stoją zbrodnie wojenne. Zacharowa dodała, że „strona amerykańska po prostu nie była w stanie wypełnić porozumień w sprawie zawieszenia broni" w Syrii. „Sami nam powiedzieli, że nie mają takiej mocy, by wywrzeć na opozycji presję".    

 

* 5 października doradca rosyjskiego prezydenta Władysław Surkow i asystentka sekretarza stanu USA ds. europejskich i euroazjatyckich Victoria Nuland spotkali się w Moskwie. Jak poinformowało RIA Novosti źródło na Kremlu, uzgodniono nasilenie presji na Kijów w celu przyśpieszenia realizacji porozumień mińskich i bezpośredniego dialogu z Donbasem – pisze Zachar Winogradow w artykule dla RIA Novosti. Choć rezultaty tego spotkania raczej można uznać za standardowe, to dopatrzymy się też pewnego pozytywnego akcentu. Stało się oczywiste, że zmienił się stosunek ustępującej administracji Baracka Obamy do obecnych ukraińskich władz. Godne uwagi jest to, iż Nuland przyjechała do Moskwy, by porozmawiać o Ukrainie, Donbasie i porozumieniach mińskich niemal dokładnie miesiąc do wyborów prezydenckich. Najprawdopodobniej jest to ostatnia jej wizyta w Rosji w tym charakterze. Nowy prezydent zasiądzie w Gabinecie Owalnym Białego Domu dopiero w lutym przyszłego roku, ale Obama już podsumowuje 8 lat swoich rządów. Teraz staje się widoczne, że polityka ukraińska USA doprowadziła do ostrego pogorszenia stosunków z Rosją. Że życie w takim świecie staje się coraz bardziej niebezpieczne, a ognisk konfliktów zbrojnych jest znacznie więcej. Dlatego wizyta Nuland w rosyjskiej stolicy ma mimo wszystko w dużej mierze standardowy charakter. Zmienić coś w sytuacji na terytorium Ukrainy, jak i na świecie, w ciągu tych kilku tygodni rządów Obamy USA nie są w stanie. Przyjazd asystentki sekretarza stanu kontynuuje, w ogólnym zarysie, nową dla USA linię polityczną w odniesieniu do Ukrainy i jej władz. Zdaniem politologa Aleksieja Czesnakowa, który zna przebieg spotkania Surkowa i Nuland, asystentka sekretarza stanu zgodziła się z tym, że „Ukraina przedstawiła propozycje dotyczące realizacji punktów politycznych uregulowania, które nie są zgodne z porozumieniami mińskimi”. Wcześniej jednym głosem Stany Zjednoczone i ukraiński prezydent o wszystko oskarżali Rosję. Aktualnie, opuszczając arenę polityczną, administracja prezydenta Obamy radykalnie zmieniła swoje stanowisko. Teraz odpowiedzialność za przestoje w realizacji umów z Mińska zrzuciła na Poroszenkę. Jest to ważny aspekt zmian zachodzących w polityce ukraińskiej USA. Właśnie wizyta Nuland w Moskwie dała świadectwo tego nowego kursu. W każdym razie teraz nowy amerykański prezydent będzie mógł wybrać strategię. Na równi z bezwarunkowym poparciem dla ekipy Poroszenki, które prezentowały Stany Zjednoczone przez dwa i pół roku, jest możliwa też opcja krytycznego nastawienia. Właśnie ona była widoczna w ostatnich tygodniach – na wrześniowej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ i podczas wizyty Nuland w rosyjskiej stolicy. Źródło jednej z ukraińskich gazet w administracji prezydenta Ukrainy powiedziało, że w trakcie ostatniego spotkania Petra Poroszenki z wiceprezydentem USA Joe Bidenem, szef państwa ukraińskiego „musiał tłumaczyć się Joe Bidenowi, dlatego jego kraj nie może realizować porozumień mińskich w trybie jednostronnym – bez udziału Rosji, i nie może wyjść poza ramy” obecnej polityki. Według słów wysokiej rangi urzędnika w administracji prezydenta Ukrainy, Poroszenko zasłaniał się względami wewnętrznymi i ewentualną niestabilnością w kraju. Rząd obawia się niekontrolowanych żywiołowych buntów uzbrojonych radykałów, dlatego będzie kontynuować, na przekór wszystkiemu, wojnę na wschodzie Ukrainy, pisze Zachar Winogradow. Z tego powodu, przynajmniej jeśli chodzi o wdrażanie porozumień mińskich, wizyta Nuland w Moskwie szczególnego sensu i konsekwencji dla Ukrainy nie przyniesie.

 

* Amerykański wywiad potwierdził informację estońskich mediów o tym, że Rosja wysłała rakiety balistyczne Iskander-M do obwodu kaliningradzkiego. Zdaniem przedstawiciela wywiadu, cytowanego przez agencję Reutera, dyslokacja systemów w Kaliningradzie „może się okazać nieszkodliwa”. — Podobny system rakiet balistycznych krótkiego zasięgu został przemieszczony do Kaliningradu w 2014 roku w związku z ćwiczeniami wojskowymi. Może to być również gest o charakterze politycznym — rodzaj demonstracji siły mającej podkreślić, że Rosji nie podoba się polityka NATO – powiedział pracownik wywiadu. Władze Estonii obawiają się rozlokowanych w pobliżu Kaliningradu oraz granicy z Estonią i Łotwą nowych pocisków balistycznych Iskander-M. W raporcie „Estonia w międzynarodowym środowisku bezpieczeństwa w 2016 roku”, który opublikował w marcu estoński departament informacji, podkreślono, że „jest mało prawdopodobne użycie taktycznej broni jądrowej przeciwko zlokalizowanym w Estonii obiektom lub stacjonującym w tym kraju oddziałom NATO”. Ambasador Rosji przy Sojuszu Atlantyckim Aleksander Gruszko, komentując pod koniec czerwca możliwość dyslokacji Iskanderów w obwodzie kaliningradzkim, podkreślił, że nic nie ogranicza rozmieszczenia systemów, jednak należy przeanalizować sytuację.

 

* W Jemenie, gdzie najemnicy wojskowi z niesławnej firmy Academi (d. Blackwater) wyginęli prawie doszczętnie w walkach z koalicją Houthich i armią ibadytów wierną prezydentowi Salehowi w północnej części kraju, obecnie wejdą do walk nowe oddziały najemne z firmy DynCorp. Na podstawie zawartego kontraktu Zjednoczone Emiraty Arabskie zapłacą tej prywatnej armii 3 miliardy $ za walki lądowe, dla których w bogatych krajach arabskich nie można znaleźć chętnych. Firma DynCorp jest własnością funduszu inwestycyjnego Cerberus, którym kieruje Izraelczyk Steve Feinberg oraz były wiceprezydent USA Dan Quayle.   

 

* Co najmniej 82 osoby zginęły, a 534 zostało rannych w ataku z powietrza sił napastniczej koalicji pod wodzą Arabii Saudyjskiej w stolicy Jemenu, Sanie – poinformowała w sobotę agencja Associated Press, powołując się na źródła medyczne i w organach bezpieczeństwa. Bomby i rakiety spadły na budynek, gdzie odbywały się uroczystości żałobne w związku ze śmiercią ojca szefa MSW w rządzie powstańców. Wojna domowa w Jemenie trwa od 2011 roku. Jedynie południową część kraju wraz z Adenem kontroluje rząd, uznawany przez społeczność międzynarodową i Rijad. Jednak jego władza jest w znacznej mierze iluzoryczna, co wykorzystują Państwo Islamskie i Al-Kaida. Sunnicka koalicja arabska zwalcza od marca 2015 roku wspieranych przez Iran szyickich powstańców, którzy dążą do obalenia prezydenta Abd ar-Raba Mansura Al-Hadiego. Houthi kontrolują Sanę oraz rozległe terytoria na północy i zachodzie kraju. Saudyjczycy chcą, by całkowitą kontrolę nad krajem przejął sunnicki prezydent Hadi.

 

* Wykorzystując wojnę rozpętaną przez tzw. Wspólne Siły Arabskie (al-Kułłatu al-Arabijatu al-Musztaraka) w kontekście interwencji Arabii Saudyjskiej w Jemenie przeciwko zwolennikom byłego prezydenta Saleha i koalicji Houthich,  al-Kaida na Półwyspie Arabskim (AQAP) odtworzyła stary Sułtanat Qu’aiti. Państewko to, które zniknęło w 1966 roku, obejmowało obszary wokół portów Mukalla i Shihr. Obecny Islamski Emirat Mukalla posiada środki w wysokości co najmniej 1.400 mln $ z podatków i pobiera minimum 2 miliony dolarów dziennie. Według agencji Reutera, al-Kaida ma teraz pod bronią co najmniej tysiąc mężczyzn w Mukalla. W związku z tym w tej chwili al-Kaida kontroluje 600 km linii brzegowej na wyjściu z Zatoki Adeńskiej, przez którą przechodzi jedna trzecia ropy zużywanej na świecie. Podobnie też, to al-Kaida a nie wojska ONZ kontroluje obecnie linię demarkacyjną pomiędzy siłami Syrii i Izraela.

 

* W nocy z 30. września na 1. października doszło do ataku sił jemeńskich powstańców Houthi na okręt marynarki wojennej Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Chodzi o amerykański katamaran HSV-2 Swift, tzw. łamacz fal, który w latach 2003 – 2013 służył w US Navy. Później przekazano go sojusznikom z półwyspu arabskiego. Okręt ten brał udział w blokadzie Jemenu prowadzonej na akwenie czerwonomorskim. Trafiony niezidentyfikowaną rakietą przeciwokrętową (prawdopodobnie produkcji radzieckiej/rosyjskiej) doznał bardzo poważnych uszkodzeń, trwale wyłączających go ze służby, lub też został zupełnie zatopiony. Zamieszczony w internecie materiał wideo nie pozwala na jednoznaczną ocenę końcowego rezultatu uderzenia Houthi. Organy ZEA dotychczas nie skomentowały tej sprawy.

 

* Kurdowie nie opuszczą obszaru w Syrii na zachód od Eufratu pomimo żądań Turcji, powiedział w środę RIA Novosti przedstawiciel syryjskiej Partii Unii Demokratycznej w Moskwie Abd Salam Ali. Turcja, która rozpoczęła operację przeciwko Daesz w obszarze północnego syryjskiego miasta Dżarabulus, zażądała od sił samoobrony syryjskich Kurdów opuszczenia zachodniego brzegu rzeki Eufrat. „To są tereny kurdyjskie, wyzwolone przez Kurdów w krwawych walkach z terrorystami. Dlaczego mielibyśmy odejść stąd na żądanie Turcji? Turcja nielegalnie najechała na północ Syrii, a teraz dyktuje swoje warunki” — powiedział RIA Novosti Abd Salam Ali.  Nie wykluczył on, że może dojść do starć tureckiej armii i Kurdów.

 

* Rząd iracki zażądał zwrotu terytoriów okupowanych od roku 2014 przez kurdyjski rząd regionalny. W roku 2014 Stany Zjednoczone, Izrael, Jordania i Turcja podjęły próby podziału Irak koordynowane w porozumieniu z Arabią Saudyjską i Katarem. Pierwotny plan przewidywał okupację prowincji al-Anbar przez Daesz, a naftowych pól Kirkuku przez kurdyjski rząd regionalny. Wojska irackie wycofały się bez walki z Daeszem lub Kurdami, pozostawiając za sobą, zgodnie z ustaleniami, nową broń, która właśnie została dostarczona dżihadystom przez Waszyngton.  W tym czasie, Waszyngton zorganizował nagonkę na irackiego  premiera Nouri al-Malikiego, który sprzeciwiał się demontażowi swojego kraju. Została rozpętana międzynarodowa kampania prasowa, twierdząca że dawał on pierwszeństwo szyitom nad sunnitami, choć właśnie został ponownie wybrany przez obie społeczności wielką przewaga głosów. Jednakże, biorąc pod uwagę powolny, ale nieubłagany postęp syryjskiej armii i Rosji po drugiej stronie granicy, a także porozumienie osiągnięte przez Moskwę i Waszyngton, wydaje się, że pomysł stworzenia Kurdystan z części Iraku i Syrii został przełożony. Pola naftowe Kirkuku nie są historycznie kurdyjskie podobnie jak nie jest Rożawa na północy Syrii. Iracki budżet państwa planuje przeniesienie opłat  licencyjnych z pól naftowych do skarbu państwa w Bagdadzie. Ale kurdyjski rząd regionalny zajął je dla własnego zysku, i eksportuje wydobywaną ropę własnym rurociągiem wraz z ropą kradziony przez Daesz poprzez Turcję. Nowy premier Iraku, Haider al-Abadi, jest więźniem tej sytuacji. Udało mu się wyłączyć ze swego gabinetu część polityków opłacanych przez Waszyngton i utworzyć nowy rząd w dniu 15 sierpnia 2016. Tak więc nadal stosuje politykę swego poprzednika. W Erbilu, siedzibie  kurdyjskiego rządu regionalnego w Iraku, panuje obawa o to co przyniesie pokój. Prezydent Masud Barzani, którego mandat wygasł w czerwcu 2013 roku, skorzystał z kryzysu aby odroczyć wybory na czas nieokreślony, a trzyma się przy władzy poprzez eliminowanie swoich przeciwników. Oddanie zajętych  terytoriów oznaczałoby redukcję  powierzchni jego władzy o 40%. W szczególności, oddanie pól naftowych Kirkuku drastycznie zmniejszy jego kolosalne dochody i uniemożliwi mu prowadzenia handlu, który został zorganizowany przy pomocy Daeszu i Turcji.

 

* Rosyjski śmigłowiec Mi-8, który miał dostarczyć pomoc humanitarną do syryjskiej prowincji Hama, został ostrzelany przez bojowników z Państwa Islamskiego z przenośnego przeciwlotniczego zestawu rakietowego – poinformowało Centrum Pojednania Stron Konfliktu w Syrii.  8 października około godz. 11:00 w prowincji Hama rosyjski śmigłowiec transportowy Mi-8, który przewoził pomoc humanitarną w asyście oficerów z Centrum Pojednania Stron Konfliktu, został ostrzelany przez bojowników ISIS z przenośnego przeciwlotniczego zestawu rakietowego – czytamy w komunikacie. Dzięki szybkiej reakcji pilotów pocisk nie trafił w śmigłowiec. 

 

*Podczas gdy wciąż nie milkną echa niedawnej deklaracji prezydenta Filipin Rodrigo Duterte na temat przewartościowania dotychczasowych stosunków Manili z Waszyngtonem, filipiński minister obrony narodowej Delfin Lorenzana oświadczył, że Filipiny są w stanie obronić się bez pomocy Amerykanów, dzięki czemu mogą sobie pozwolić na zerwanie więzów podległości wobec hegemona zza oceanu. Zdaniem Lorenzany wartość amerykańskiej pomocy militarnej nie jest duża, wobec czego wojskowi mogą poprosić filipiński kongres o uzupełnienie z lokalnych środków deficytu szacowanego na 50-100 milionów dolarów. Minister zaznaczył jednak, że nie ma planów zakończenia programu Enhanced Defense Cooperation Agreement, na mocy którego zacieśniono współpracę sił zbrojnych obu krajów. Niemniej jednak prezydent Duterte oznajmił w ubiegłym tygodniu, że ostatnie manewry morskie z US Navy odbyły się po raz ostatni, gdyż wywołują one napięcia w relacjach z Chinami. W obliczu narastającej krytyki ze strony Zachodu przywódcy wyspiarskiego kraju na poważnie rozważają uniezależnienie się od wsparcia ze strony zamożnych krajów, szukając jednocześnie porozumienia z Chinami i Rosją. Jak wcześniej oświadczył prezydent Duterte, „nie spodziewam się zrozumienia ze strony organizacji praw człowieka, Baracka Obamy czy Unii Europejskiej. Jeśli uważają, że nadszedł czas na wycofanie pomocy, proszę bardzo, niech to uczynią. Nie będziemy żebrać o waszą pomoc„.Filipiński sekretarz ds. zagranicznych Perfecto Yasay dodał, że USA nigdy nie szanowały suwerenności Filipin. „Amerykanie skuli nas niewidzialnymi kajdanami, za sprawą których żyjemy w podległości niczym małe, brązowe ludziki, niezdolne do wybicia sie na prawdziwą niepodległość” – dodał dyplomata. Filipiny są kluczowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w zachodniej części Pacyfiku. Ich strategiczna lokalizacja pozwala Amerykanom kontrolować ekspansję Chin. W czasie drugiej wojny światowej to właśnie wyspy filipińskie stanowiły najważniejszy przystanek na drodze do podboju Japonii. Geopolityczny zwrot Manili stawia pod znakiem zapytania skuteczność poczynań gabinetu Baracka Obamy, który podczas swojej prezydentury przeniósł priorytety swej polityki zagranicznej właśnie w kierunku Azji Południowo-Wschodniej.

 

* Doskonalenie wyposażenia technicznego i modernizacja rosyjskich sił zbrojnych w regionie północnym wzbudzają niepokój NATO, a także urzędników z Norwegii i USA - pisze "Wall Street Journal", powołując się na dowódcę sił zbrojnych Norwegii admirała Haakona Bruuna-Hanssena. Według słów admirała, cytowanych przez gazetę, rosyjski i zachodni potencjały wojskowe „zaczęły się zrównywać, tak jak to było w czasach zimnej wojny". Jednocześnie podkreślił on, że obecnie „chodzi o nowe typy platform, czujników, systemów broni o wiele bardziej elastyczne i skuteczne niż istniejące w czasie zimnej wojny. Zdaniem admirała Norwegia powinna uważniej obserwować nowe „ciche" rosyjskie łodzie podwodne, a także samoloty i okręty.  Urzędnicy NATO poinformowali także periodyk, że już zaktywizowali ćwiczenia marynarek wojennych w ramach działań na rzecz „powstrzymywania rosyjskiej agresji". Latem na Morzu Norweskim odbyły się manewry z udziałem okrętów podwodnych, w których uczestniczyło osiem państw członkowskich sojuszu. Jak podkreślił przedstawiciel organizacji, w celu złagodzenia napięć trzeba podejmować również kroki dyplomatyczne, ponieważ w tym regionie znajduje się pięciu członków NATO". Jak czytamy w opublikowanym w lipcu raporcie Centrum na rzecz Strategicznych i Międzynarodowych Studiów (CSIS), sojusznicy NATO „nie są w stanie szybko przeciwdziałać wyzwaniom podwodnym ze strony Rosji w większej części północnego Atlantyku i Bałtyku". W raporcie zaleca się wprowadzenie doskonalszych okrętów podwodnych i zmodernizowanych technologii obserwacji przestrzeni morskiej.  Stosunki NATO i Moskwy zaostrzyły się w marcu 2014 roku w związku z przyłączeniem Krymu. Wówczas została zawieszona praca Rady Rosja-NATO, której posiedzenie odbyło się dopiero w kwietniu 2016 roku. Rzecznik prasowy rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow oznajmił wcześniej, że Moskwa dla nikogo nie stwarza zagrożenia, jednak nie będzie przymykać oczu na potencjalne niebezpieczeństwa dla jej interesów.

 

 * Ministerstwo Obrony Rosji zastanawia się nad przywróceniem baz wojskowych na Kubie i w Wietnamie. Z takim oświadczeniem wystąpił na forum Dumy Państwowej wiceszef resortu Nikołaj Pankow.  Dyplomata nie zechciał jednak ujawniać szczegółów. Rosyjskie władze uważają, że w związku ze zmianami, jakie dokonują się na świecie, państwa muszą podejmować adekwatne działania „Sytuacja międzynarodowa nie jest czymś statycznym, lecz czymś dynamicznym. Sami Państwo widzą, że ostatnie dwa lata wniosły znaczne korekty do spraw międzynarodowych i do systemu bezpieczeństwa międzynarodowego" — zauważył rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow. Jednocześnie rzecznik prezydenta nie udzielił odpowiedzi na pytania dotyczące baz wojskowych za granicą, odsyłając pytających do Ministerstwa Obrony. Członek Dumy Państwowej, wiceszef frakcji „Sprawiedliwa Rosja" Oleg Niłow poparł stanowisko resortu obrony. „Jeśli nie chcą rozmawiać z nami językiem dyplomacji, my będziemy walczyć z zagrożeniem pokoju. Odnosi się to przede wszystkim do tej neofaszystowskiej organizacji o imieniu „Państwo Islamskie", ale też do wszystkich tych, którzy dbają o ich interesy" — oświadczył deputowany. Radzieckie, a po upadku ZSRR, rosyjskie bazy wojskowe działały na Kubie i w Wietnamie do 2002 roku. Mowa w szczególności o bazie wojskowej w wietnamskiej zatoce Kamran i o ośrodku wywiadu elektronicznego w Lourdes na Kubie.    

 

* Wielu członków Sojuszu Północnoatlantyckiego wyraża obawy, że Rosja wzmacnia swoją obecność na Morzu Czarnym, pisze "Financial Times". Komitet wojskowy Sojuszu jest zaniepokojony faktem rzekomego tworzenia przez Rosję zmilitaryzowanych obszarów wychodzących poza jej granice państwowe, i że Moskwa może tym samym pozbawić Sojusz możliwości operacyjnego manewru przy granicy z NATO. Sojusz uważa, że kamieniem węgielnym rosyjskiej strategii jest pozycjonowanie okrętów na Morzu Czarnym i rozmieszczanie na nich skrzydlatych rakiet „Kaliber. Zdaniem FT utworzona w Rumunii naziemna baza systemu obrony przeciwrakietowej, która stanie się kolejnym elementem tarczy antyrakietowej NATO, jest reakcją Sojuszu na działania Rosji. Tymczasem rosyjski ekspert wojskowy, pułkownik Wiktor Litowkin uważa, że NATO szuka po prostu usprawiedliwienia dla faktu budowy tarczy antyrakietowej w Europie.  „Nie ulega wątpliwości, że system obrony przeciwrakietowej skierowany jest przeciwko Rosji. Przeciwko komu jeszcze może on być wymierzony? Korea Północna jest zbyt daleko od Europy i USA. Koreańskie rakiety osiągają co najwyżej odległość 100 km, i, mało tego, wpadają do morza. Iran też nie dysponuje takimi rakietami. Dlatego wszelkie próby wyjaśniania, że system obrony przeciwrakietowej jest uwarunkowany czynnikami geofizycznymi, są demagogią, próbą ukrycia prawdziwego celu budowy tego systemu. A usprawiedliwiając tarczę antyrakietową obecnością Rosji na Morzu Czarnym, Sojusz demonstruje po prostu swoje niezadowolenie. Ale NATO nic już na to nie poradzi. Na Morzu Czarnym Rosja była i będzie. Mogą ugotować się ze złości" — powiedział Litowkin. Zauważył też, że rozmieszczając okręty na Morzu Czarnym, Rosja niczego nie narusza. „Rozmieszczamy sprzęt wojskowy na swoim terytorium i nikt nie może nam robić z tego powodu wymówek. USA i NATO regularnie wpływają na wody Morza Czarnego. Weźmy na przykład „Donalda Cooka", który stacjonował na wodach Morza Czarnego, a dziś stacjonuje na Bałtyku. Amerykanie mają setkę takich okrętów. A my mamy bezczynnie się temu przyglądać i podziwiać ich potęgę? Rosja także ma się czym obronić".

 

* Szwedzkie władze zamierzają przywrócić zasadniczą służbę wojskową aby „przeciwstawić się Rosji”. Pomogą im w tym kobiety, pisze „The Washington Post”.  Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że wezwania do wojska odeszły w zapomnienie w Europie i Ameryce Północnej. Aktualnie nie tyle odradza się ta praktyka, co jest aktywnie wykorzystywana – twierdzi amerykańska gazeta. Zdaniem ekspertów, na których powołuje się „The Washington Post”, Szwecja zdecydowała się na ten krok ze „strachu przed Rosją”. — Obawy z powodu tego, że Moskwa będzie potrzebować tylko kilku godzin na rozpoczęcia inwazji, często są obecne w parlamentach i mediach w Szwecji,  Finlandii i Norwegii – pisze WP. Gazeta powołuje się na wyniki badań, z których wynika, że 70% Szwedów popiera powrót do zasadniczej służby wojskowej. W innych krajach Europy można zaobserwować podobne tendencje. Zdaniem eksperta ds. Rosji i Eurazji z brytyjskiego ośrodka badawczego Chatham House Keir Giles, Szwecja „z opóźnieniem” reaguje na ogólną sytuację w sferze bezpieczeństwa w Europie. — Szwedzki rząd zmienił o 180 stopni kurs po 20 latach osłabiania swoich sił zbrojnych – wyjaśnia Giles. Szansa na to, że Rosja zaatakuje Szwecję jest bardzo mała, ale właśnie „poczucie zagrożenia” z jej strony jest głównym powodem przywrócenia służby zasadniczej. Szwedzka mobilizacja ma przypominać model obowiązujący w Norwegii: zarówno poborowi, jak i żołnierze zawodowi będą służyć dobrowolnie. „The Washington Post” podkreśla, że płeć w kwestii odbywania służby wojskowej w Szwecji już niedługo nie będzie mieć znaczenia. Właśnie w tym kraju otwarto przedszkola neutralne genderowo, a w języku szwedzkim pojawił się neutralny zaimek osobowy i dzierżawczy.

* Amerykański Departament Skarbu w piątek złagodził sankcje wobec Iranu, upraszczając zagranicznym przedsiębiorstwom prowadzenie działalności gospodarczej – poinformowała agencja Associated Press. Resort opublikował dokument, w którym zezwolono na pewne wcześniej zabronione operacje w dolarach. Amerykańskie władze zgodziły się na współpracę między Iranem a offshorowymi instytucjami bankowymi pod warunkiem, że nie dotyczy ona Departamentu Skarbu. Ponadto zniesiono zakaz operacji z irańskimi firmami zarządzanymi przez osoby, które wciągnięto na amerykańską czarną listę. Pomimo podpisania porozumienia nuklearnego, władze Stanów Zjednoczonych nie zniosły nałożonych na Iran restrykcji. Teheran wielokrotnie podkreślał, że USA nie wywiązują się ze swoich zobowiązań w ramach programu jądrowego. Porozumienie ws. irańskiego programu jądrowego podpisano 14 lipca 2015 roku w Wiedniu. 16 stycznia 2016 roku zdjęto większość nałożonych na Iran sankcji po przedstawieniu przez szefa MAEA raportu, w którym organizacja potwierdziła gotowość kraju do wdrożenia programu ograniczającego irański potencjał jądrowy. Tego samego dnia UE i USA ogłosiły zniesienie nałożonych na Iran sankcji gospodarczych i finansowych. Obecnie Rosja i Iran omawiają możliwości rozszerzenie współpracy w wielu sferach, w tym energetycznej.

 

* Nowa publikacja WikiLeaks ujawnia polityczne kłamstwa Clinton i uderzy w jej kampanię wyborczą jak trzęsienie ziemi o sile dziewięciu stopni, powiedział amerykański prokurator David Wall dla kanału Fox News. Strona WikiLeaks opublikowała część poufnych listów Johna Podesty, przewodniczącego kampanii wyborczej kandydatki Hillary Clinton, w których znalazły się również cytaty z płatnych, prywatnych wystąpień Clinton w latach 2013-2014. Wall, który jest zwolennikiem Donalda Trumpa, oświadczył, że jednym z najbardziej krytycznych momentów w publikacji są fragmenty przemówień Clinton przed przedstawicielami banków, gdzie dosłownie powiedziała, że ma dwie polityki: publiczną politykę, o której mówi z ludźmi, i prywatną, która jest „zupełnie inna”.  „To uderzy w kampanię Clinton jak trzęsienie ziemi o sile dziewięciu stopni. To pokazuje ją jako kłamcę. Jej słowa oznaczają: w okresie kampanii wyborczej ja zrobię wszystko, aby zostać wybraną i powiem wszystko, co chcą usłyszeć, ale prawdę będę trzymać w tajemnicy. To bardzo krytyczne, to pokazuje ją jako typowego brudnego polityka, który gotów jest na wszystko, aby zostać wybranym” – powiedział Wall zauważając, że wszystkie publikacje należy dokładnie przeanalizować. 

 

* W nagranej bez wiedzy Trump rozmowie sprzed 11 lat w wulgarnych słowach opowiada on, jak starał się nakłonić do seksu świeżo poznaną kobietę. W piątek gazeta „The Washington Post” ujawniła taśmę, na której zarejestrowano prywatną rozmowę kandydata Republikanów na prezydenta USA Donalda Trumpa z Billym Bushem, gospodarzem telewizyjnego programu „Access Hollywood". - Wiesz, piękne kobiety mnie pociągają. Po prostu zaczynam je całować — są jak magnes. Całuję od razu, nawet nie czekam. A kiedy jesteś gwiazdą, pozwalają ci na wszystko — mówił Trump na nagraniu. Dodał,że bardzo się rozczarował, gdy okazała się, że ma ona „wielkie, sztuczne cycki”. Taśma wywołała burzę w Stanach Zjednoczonych. Pojawiły się nawet głosy, że miliarder wycofa się z wyścigu wybiorczego, a jego miejsce zajmie obecny kandydat na wiceprezydenta Mike Pence.Po ujawnieniu nagrania czołowi Republikanie zaczęli wycofywać swoje poparcie dla Trumpa. Szef Krajowego Komitetu Partii Republikańskiej Reince Priebus oświadczył, że jego zachowanie było niedopuszczalne. Z kolei republikański kongresmen z Utah Jason Chaffetz oraz przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan odcięli się od niego.W nocy z piątku na sobotę sztab Trump opublikował oświadczenie, w którym miliarder przeprasza za seksistowską wypowiedź z 2005 roku.  Nigdy nie mówiłem, że jestem człowiekiem bez zarzutu i nie udawałem, że jestem kimś innym, niż jestem. Powiedziałem i zrobiłem rzeczy, których żałuję. Słowa opublikowane dzisiaj, nagrane na wideo 11 lat temu to jeden z tego przykładów. Ci, co mnie znają, wiedzą, że słowa te nie odzwierciedlają tego, jaki jestem. Powiedziałem to, zrobiłem błąd i przepraszam za to — powiedział Trump.  Podróżowałem po kraju, mówiąc o zmianach dla Ameryki. Podróże te zmieniły także mnie. Spędziłem czas z matkami, które straciły swoje dzieci na wojnie, z robotnikami zwolnionymi z pracy z powodu przenoszenia fabryk do innych krajów, z ludźmi ze wszystkich warstw społecznych, którzy chcą po prostu lepszej przyszłości. Odczułem pokorę widząc wiarę, jaką we mnie pokładają. Obiecuję, że będę lepszym człowiekiem jutro. I nigdy was nie porzucę – zapewnił. Jego zdaniem, ujawnienie taśmy „to jest nic innego jak coś, co odwraca uwagę od ważnych problemów, które stoją dziś przed nami”. Rozmowa została nagrana, gdy Trump był już żonaty z Melanią. 

 

* Deutsche Bank ugrzązł w problemach: teraz na całym świecie składane są przeciwko niemu powództwa sądowe. Największe z nich złożono w Stanach Zjednoczonych, przy czym nie można wykluczyć, że Niemcy będą musiały interweniować w tę sytuację na szczeblu państwowym. Czy można powiedzieć, że nadchodzi prawdziwa wojna handlowa między USA i UE, czy też jest to nic więcej niż ukryta walka o TTIP? Ekspert finansowy Ernst Wolff ostrzega przed konsekwencjami dla globalnego systemu finansowego. Panie Wolff, UE stara się odzyskać miliardy dolarów podatków od firmy Apple i być może od Amazona i McDonalds. Stany Zjednoczone z kolei złożyły pozwy z żądaniem zapłaty miliardowych kar od Volkswagena i Deutsche Banku. Czy te historie mają ze sobą coś wspólnego? — Prawdopodobnie tak. Moim zdaniem jest to walka dwóch konkurentów — trwa ostra wymiana ciosów. Wszystko to, moim zdaniem, zostało wywołane przez politykę globalnej destabilizacji, którą prowadzą Stany Zjednoczone. One mają własne ogromne problemy — dług publiczny wynosi prawie 20 bilionów dolarów, 60 milionów ich obywateli korzysta z kartek na żywność, infrastruktura się rozpada, a ludność coraz bardziej nienawidzi własnego establishmentu politycznego. Jednocześnie na arenie polityki zagranicznej USA tracą status światowego mocarstwa. Aby w jakiś sposób przeciwdziałać temu, oni chcą jak najsilniej zaszkodzić swoim partnerom na światowych rynkach. I w tym momencie pod uderzenie trafiła UE. - Ale przecież UE jak dotąd była głównym partnerem USA — teraz nawet prowadzone są negocjacje na temat wspólnej przestrzeni gospodarczej i inwestycyjnej. Czy nie ma w tym sprzeczności? Co do TTIP nie chciałbym używać słowa „negocjacje”. Oni starają się zrobić z tego wszystkiego tajemnicę, jest obecna presja i wpływy polityczne. Z demokracją to wszystko nie ma absolutnie nic wspólnego. TTIP jest korzystne dla amerykańskiego przemysłu, a przede wszystkim sektora finansowego. I Amerykanie „przepchną” ten projekt, ponieważ mają duże wpływy. Mają dolara, który pozostaje walutą rezerwową numer jeden na świecie. Jeśli niemieccy politycy wypowiadają się krytycznie o TTIP, to tylko w kontekście kampanii wyborczej — w walce o głosy wyborców. Jednak w końcu oni poddadzą się i porozumienie o TTIP zostanie podpisane. - Ale to przecież Stany Zjednoczone w rzeczywistości wymyśliły ten szalony system finansowy i są jego największą częścią. Czy one same nie ryzykują wywierając nacisk na takiego światowego giganta, jak Deutsche Bank? — Oczywiście, one igrają z ogniem. Deutsche Bank jest jednym z głównych graczy globalnego „finansowego kasyna”. Jeśli on runie, to padnie także cały światowy system finansowy. Jest to kolejny dowód na to, w jak rozpaczliwej sytuacji znalazły się USA. Trzeba jednak zastanowić się, dlaczego Amerykanie wzięli na cel Deutsche Bank i dlaczego oni robią to właśnie teraz. Moim zdaniem ich rozrachunki są następujące: oni chcą zmusić niemiecki rząd do interwencji i przynajmniej częściowo, a może też zupełnie, znacjonalizować Deutsche Bank. Wtedy oni zdestabilizowaliby wewnątrzpolityczną sytuację w Niemczech, ponieważ ludność kraju byłaby kategorycznie przeciwna temu. Ponadto Niemcy znalazłyby się w izolacji w ramach UE, ponieważ one same są zdecydowanie przeciwne podobnemu ratowaniu włoskich banków. Możemy więc mówić o bezpośrednim uderzeniu w UE i jej najsilniejszy kraj — Niemcy. Jednak w efekcie końcowym Stany Zjednoczone tym samym silnie zaszkodziłyby same sobie, ponieważ jeśli runie Deutsche Bank, to powstanie „efekt domina”: za nim pójdą Credit Suisse, JP Morgan i cały światowy system finansowy.

 

* Ukraina w najbliższych dniach przekaże do arbitrażu sprawę dotyczącą suwerennych praw na wodach wokół Krymu, poinformował w poniedziałek na naradzie szefów zagranicznych instytucji zagranicznych Ukrainy minister spraw zagranicznych kraju Pawło Klimkin. Wcześniej na swoim Twitterze Klimkin poinformował, że delegacja Ukrainy zakończyła przedprocesowe konsultacje z Federacją Rosyjską w związku z suwerennymi prawami na wodach wokół Krymu i przygotowuje się do przekazania sprawy do arbitrażu na podstawie UNCLOS — konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morskim. „W najbliższych dniach przekażemy do dalszego rozpatrzenia naszą sprawę sądową w sprawie naruszeń Rosji i jej zobowiązań wynikających z konwencji o prawie morskim”, — powiedział Klimkin. Rosyjski MSZ już 18 sierpnia oświadczył, że​​Rosja jest otwarta na dyskusje z Ukrainą na temat konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morskim. Jednocześnie według rosyjskiego resortu dyplomatycznego 11 sierpnia w Mińsku na spotkaniu ze stroną ukraińską, które miało być poświęcone kwestiom interpretacji i zastosowania konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morskim z 1982 roku, merytoryczna rozmowa nie wyszła, „usłyszeliśmy od ukraińskich przedstawicieli długą listę pretensji i wyraziliśmy gotowość rozpatrzenia ich, a także zagadnień dotyczące zastosowania do nich konwencji”. Moskwa zaznacza, że wszystkie pytania zadawano stronie rosyjskiej nie w celu znalezienia rozwiązania problemów, jeśli w ogóle takie są, leczy tylko w celu uzyskania formalnego powodu do oświadczeń o zakończeniu konsultacji przedprocesowych z Rosją odnośnie suwerennych praw na wodach wokół Krymu.

 

* W odpowiedzi na roszczenia Ukrainy do wód omywających półwysep krymski, władze republiki mogą wnieść pozew wzajemny - za szkodę wyrządzoną republice w rezultacie dwudziestoletniej grabieży ze strony władz ukraińskich. Taką informację przekazał premier rządu krymskiego Rusłan Balbek. Wcześniej szef ukraińskiego resortu spraw zagranicznych oświadczył, że państwo przekaże w najbliższym czasie sprawę suwerennych praw do wód wokół Krymu do sądu arbitrażowego. Jak powiedział, Kijów zakończył konsultacje z Moskwą i przekaże sprawę do sądu na podstawie UNCLOS — Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza.  „Krym ma prawo do wniesienia powództwa wzajemnego i domagania się od Ukrainy wypłaty odszkodowań za grabież, jakiej dokonywano na półwyspie przez ostatnie dwudziestolecie, kiedy to pod „szefostwem" władz w Kijowie szastano krymską ziemią, nieruchomością, zabierano bez reszty wszystkie podatki, nie inwestując przy tym ani grosza w rozwój infrastruktury i gospodarki" — powiedział Balbek w rozmowie z Ria Novosti. Krymski premier podkreślił, że roszczenia Kijowa nie mają żadnych konsekwencji prawnych i noszą charakter populistyczny. „W pełni możliwe, że znajdzie się sąd, który wyda decyzję zobowiązującą Federację Rosyjską do podporządkowania się ukraińskim roszczeniom. Tylko że te żądania będą realizowane w rozgorączkowanej wyobraźni sędziego i gorączkowych majaczeniach ukraińskich polityków" — zauważył rozmówca agencji. Krym powrócił na łono Rosji w rezultacie plebiscyty przeprowadzonego po przewrocie państwowym na Ukrainie. Za wejście w skład Federacji Rosyjskiej zagłosowało ponad 95% mieszkańców półwyspu.

 

* Tylko 38,1% Ukraińców uważa, że Ukraina jest niezależnym państwem - świadczy wspólny sondaż fundacji Inicjatywy Demokratyczne im. Ilka Kuczeriwa i Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii, podane dzisiaj do wiadomości publicznej. Sondaż, poświęcony podsumowaniu wyników 25-letniej niezależności Ukrainy odbył się w dniach 4-19 sierpnia w całym kraju oprócz nieobjętych kontrolą Kijowa rejonów Donbasu. Błąd statystyczny wynosi 2,3%. Na pytanie, „Czy uważasz, że Ukraina rzeczywiście jest niepodległym państwem", 48,7% respondentów udzieliło przeczącej odpowiedzi, 38,1% — twierdzącej, a 13,3% nie wie. Jednocześnie 86,9% ankietowanych zagłosowałoby za aktem niepodległości Ukrainy, gdyby referendum odbyło się teraz i jedynie 13,1% zagłosowałoby przeciwko. Ponadto uczestnicy sondażu zostali zapytani, czego ich zdaniem było więcej w okresie niepodległości Ukrainy — pozytywnego czy negatywnego. 41,5% respondentów uważa, że w tym okresie było więcej negatywnego, 40,8% — tyle pozytywnego, co negatywnego, 11,6% — więcej pozytywnego, a 6% nie ma zdania na ten temat.

* Przeciwko dziennikarzom na Ukrainie rozpętano prawdziwą „krwawą wojnę", a nieadekwatna reakcja na to ze strony ukraińskich władz świadczy o niechęci i niezdolności do przeciwstawiania się groźbom pod adresem mediów. Poza tym są podstawy, by przypuszczać, że ukraiński rząd nie jest ostatnim uczestnikiem tego prześladowania — pisze amerykański periodyk Foreign Policy. W artykule podkreślono, że ostatnim wstrząsającym wydarzeniem było zabójstwo w lipcu dziennikarza Pawła Szeremeta. „Mając na uwadze smutny rekord Ukrainy w skuteczności śledztw w sprawie przemocy wobec dziennikarzy, ukraiński prezydent Petro Poroszenko szybko oświadczył, że w dochodzenie zaangażują się amerykańscy śledczy z FBI. Jednak po ponad miesiącu śledztwo albo utkwiło w miejscu, albo nigdy nie było dla władz priorytetem — do tej pory nikogo nie aresztowano, nie poinformowano też, że w tej sprawie pojawili się podejrzani" — pisze Ian Bateson, autor materiału.  Nie jest to jedyne przestępstwo popełnione w stosunku do dziennikarzy. Tylko w 2016 roku popełniono 110 przestępstw dotyczących pracowników mediów — podkreśla "Foreign Policy", powołując się na dane Instytutu Masowej Informacji, działającej w Kijowie organizacji pozarządowej.  „Jest to nakręcanie spirali przemocy, a brak reakcji ze strony rządu przypomina zastraszanie i cenzurę, z którymi media zetknęły się w Ukrainie za rządów poprzednich przywódców politycznych" — twierdzi Bateson. Przypomina on o zabójstwie w 2000 roku założyciela gazety "Ukraińska Prawda" Georgija Gongadze, który został najpierw porwany, a później ścięty. „Co roku 16 września, w rocznicę śmierci Gongadze, odbywa się wiec przeciwko przemocy wobec dziennikarzy. W tym roku listę uzupełni Szeremet" — pisze autor. W 2016 roku doszło do jeszcze jednego naruszenia wolności słowa na Ukrainie, kiedy strona Mirotworiec, podejrzana o bezpośrednie związki z rządem, opublikowała dane osobowe dziennikarzy naświetlających wydarzenia w Donbasie Jednocześnie największe obawy Batesona wzbudza fakt, że dane osobowe pracowników mediów w serwisach społecznościowych rozprzestrzenił doradca ministra spraw wewnętrznych Anton Gieraszczenko. Natomiast sam minister spraw wewnętrznych Ukrainy Arsen Awakow oświadczył, że „strona Mirotworec" jest dla niego sojusznikiem i ma większe znaczenie niż skargi „liberalnych separatystów".  Reakcję Poroszenki trudno jest również nazwać adekwatną — pisze "Foreign Policy". Dopiero po kilku tygodniach międzynarodowej presji potępił wreszcie działania Mirotworca, chociaż w tym samym oświadczeniu strzelił sobie w kolano — wezwał dziennikarzy, aby nie pisali negatywnych materiałów na temat Ukrainy.  Nie są to jedyne świadectwa „prześladowań". Latem doszło do innych ataków, które zostały pominięte na tle zabójstwa Pawła Szeremeta. Pracownica ukraińskiej redakcji "Forbes" Maria Ridwan została zaatakowana przez nożownika, brutalnie pobito Siergieja Gołowniowa. Redakcję „Hromadske TV" zaatakowały „trolle", które próbowały podważyć renomę niezależnej telewizji. Koniec końców to wszystko doprowadziło do podpalenia budynku telewizji Inter — pisze Bateson. „Po zabójstwie Szeremeta stało się jasnym, że ukraiński rząd nie może i nie będzie bronił dziennikarzy. Pomimo nieadekwatnej reakcji ze strony władz pojawia się coraz więcej dowodów na to, że ukraiński rząd próbuje zastraszyć media. Jeśli klimat medialny będzie nadal się pogarszał, uniemożliwi to Ukrainie stanie się nowoczesnym i otwartym państwem" — podsumowuje "Foreign Policy".

 

* Bezpartyjny deputowany do Rady Najwyższej, sotnik Euromajdanu Wołodymyr Parasiuk oświadczył, że pracujący w Rosji Ukraińcy mogą nie wracać do kraju. Tak nie powinno być. Niezależnie od tego, ile by tam nie zarabiali, ile by pieniędzy nie przywieźli do Ukrainy, nie zaakceptujemy ich  z jednego prostego powodu: straciliśmy już dziesiątki ludzi w trakcie walki z tym wrogiem – powiedział  Parasiuk w wywiadzie dla telewizji 112 Ukraina. Jego zdaniem, Ukraińcy, którzy jadą do Rosji mieszkać i pracować to zdrajcy, którzy nie powinni wracać do kraju. — Patrzę realnie na rzeczy i chcę powiedzieć, że zawsze pytamy ich o zdanie, bo „pracują tam w Rosji”. Czy ktoś nie pozwala im tam  jechać? Jedźcie, może zabierzcie ze sobą rzeczy. I więcej nie wracajcie – powiedział polityk. Parasiuk dodał, że deputowani, którzy nie zgadzają się na wprowadzenie wiz z Rosją, są „destabilizującymi sytuację agentami Putina”.

* Polityka migracyjna kanclerz Niemiec Angeli Merkel doprowadziła do tego, że miliony Niemców straciły zaufanie do niej - pisze "The Huffington Post". Zdaniem autora artykułu niemieckie władze okłamują obywateli i nie ujawniają całej prawdy o sytuacji z imigrantami. Oskarża on kanclerz i rząd między innymi o to, że za ich milczącą zgodą lotnisko Kolonia-Bonn było rzekomo wykorzystywane jako węzeł transportowy dla uchodźców przybywających z Turcji. "Huffington Post" pisze, że w ten sposób kilka tysięcy osób może przedostać się do Niemiec, omijając kontrole.  Jak pisze portal Jungefreiheit, władze zdementowały tę informację. Tym niemniej zdaniem "The Huffington Post" większość Niemców w ostatnich miesiącach czuje się oszukana i dopuszcza, że politycy „są zdolni do każdej podłości". „Merkel w każdym razie jest dla nich tylko wcieleniem niepowodzeń i nieodpowiedzialności" — podkreślono w artykule. Kanclerz już wielokrotnie omijała prawo w kwestii przyznania azylu, dlatego nie wiadomo, co jej „przeszkadza w odrzuceniu wszystkich zakazów" również tym razem, jeśli jej reputacja i tak jest zrujnowana — podsumowuje autor materiału.

 

* Niemiecki rząd będzie zachęcać obywateli do robienia zapasów żywności i wody, które pozwolą przetrwać im co najmniej 10 dni w przypadku poważnego kryzysu lub wojny – pisze gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, powołując się na nową koncepcję obrony cywilnej, którą rząd rozpatrzy w środę.Dokument sporządziło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Ponadto przewidziano stworzenie systemu alarmowego, przygotowanie służby zdrowia na wypadek kryzysu oraz ograniczenia w ruchu publicznym na wypadek konieczności przemieszczania większych ilości wojsk. FAZ  podkreśla, że takich apeli władze nie kierowały do mieszkańców Niemiec od ponad 20 lat, czyli od zakończenia zimnej wojny. W 69-stronnicowym dokumencie podkreślono, że atak na terytorium kraju, który wymagałby użycia sił konwencjonalnych, jest mało prawdopodobny. Jednak Niemcy powinni być przygotowani na rozwój wypadków, które mogą zagrozić istnieniu kraju. 

 

* W obwodzie kaliningradzkim otwarto pierwsze w Rosji Forum Ekonomiczne Przemysłu Bursztynowego. Obwód kaliningradzki ma największe złoża bursztynu na świecie i zdrowy rozsądek podpowiada, że powinniśmy dążyć do tego, aby stać się światowym centrum przetwarzania „słonecznego kamienia”, — powiedział główny mistrz kaliningradzkiego Cechu Rzemieślników Bursztynu Jurij Wielikotskij. Wyraził on nadzieję, że forum będzie „pierwszym krokiem w tym kierunku”, donosi rosyjska gazeta „Izwiestija”. Celem forum branży bursztynowej Federacji Rosyjskiej jest stać się jedną z największych platform dyskusyjnych gałęzi poświęconych najnowszym trendom w dziedzinie wyławiania i obróbki bursztynu, nowym wektorom jego zastosowania i rynkom zbytu, a także przekształcenie przemysłu bursztynowego w rosyjską markę narodową. Gośćmi forum są przedstawiciele firm i instytucji rządowych na szczeblu federalnym i regionalnym z Rosji, Polski, Litwy, Łotwy, Islandii i innych krajów.

 

* Przez ostatnie 15 lat dziesiątki ekspertów i autorytetów naukowych  opłaconych przez władze i fundacje z USA poświadczały i dowodziły, że zawalenie się bliźniaczych wież oraz sąsiedniego budynku nr 7 WTC w Nowym Jorku  były następstwem uderzenia dwóch samolotów pasażerskich w jedną z tych wież w dniu 11 września 2001 roku. Nie zgadza się z tym prestiżowe Europejskie Towarzystwo Fizyczne (EPS). W wydawanym przez siebie magazynie European Physics News w ostatnim numerze opublikowano obszerne opracowanie sygnowane przez czterech znanych fizyków  (Steven Jones, Robert Korol, Anthony Szamboti i Ted Walter), którzy wykazali, że było to kontrolowane wyburzenie.

 

* Odłamek, znaleziony na wyspie Mauritius w południowo-zachodniej części Oceanu Indyjskiego, należy do malezyjskiego Boeinga, który zaginął w 2014 roku, donosi agencja Reuters. Minister transportu Malezji Liow Tiong Lai powiedział, że tożsamość fragmentu z tylną krawędzią skrzydła zaginionego samolotu została ustalona przez ekspertów Australijskiego Biura Bezpieczeństwa Transportu (ATSB). Według agencji wcześniej zidentyfikowano dwa odłamki malezyjskiego samolotu: jeden z nich został znaleziony na francuskiej wyspie Reunion, a inny na wyspie Pemba u wybrzeży Tanzanii w Afryce Wschodniej. W nocy z 7 na 8 marca 2014 roku samolot Boeing 777-200 linii lotniczych Malaysia Airlines, który wykonywał lot MH370 z Kuala Lumpur do Pekinu z 227 pasażerami i 12 członkami załogi, w tym także turystami z Rosji, zniknął z ekranów radarów. Przypuszcza się, że samolot rozbił się w południowej części Oceanu Indyjskiego.

KOMENTARZE

  • Trump kobiet swoja wypowiedzia nie obrazil tylko stwierdzil fakt.
    W naturze samica dopuszcza do siebie najlepszego samca a nie patalacha.Dlatego tez do slawnych mezszczyzn kobiety lgna jak mucha do miodu, mezatki tez.W moim kosciele byla taka sytucja.Pewna pani, mezatka, miala cichego, spokojnego meza, kierowce ciezarowki.Przyszedl nowy, przystojny proboszcz i ta kobiecina sie w nim zakochala na zaboj.Smieszne to bylo jak w czasie nabozenstw posylala mu usmiechy i calusy.
  • Obama zrobil czystke w wojsku USA.Wywalil z wojska 260 generalow,
    admiralow, wysokich ranga oficerow.Skad my to znamy?

    http://www.thecommonsenseshow.com/2016/02/06/obama-prepares-for-civil-war-as-he-continues-destroying-the-militarys-leadership/
  • ludzie!!!
    za kogo ci amerykańcy uważają ludzi?

    "Konflikt zbrojny z Rosją lub Chinami będzie „bardzo śmiercionośny i szybki”, a skala większa niż w jakimkolwiek innym konflikcie w ciągu ostatnich 60 lat. Do takich wniosków doszli amerykańscy generałowie,"

    no ludzie! przecież to od tych "generałów" zależy, jaki ten konflikt będzie i czy będzie w ogóle.

    Jeżeli oni taki konflikt zaplanowali, to skąd nagle wzięło się "Do takich wniosków doszli amerykańscy generałowie". Co to są za wnioski, jeżeli rozmiar konfliktu jest ich własną decyzją?????

    Przecież te "wnioski" to mogą tylko wyciągnąć na podstawie tego, co sami postanowili. Jeżeli zmienią decyzję, to i wnioski się zmienią, prawda?

    Wstrętne i podstępne demony mieszają ludziom w głowach i sugerują, że ów konflikt to coś nieuniknionego.

    Nieprawda!

    Jeżeli ameryka nie zrobi wojny, to wojny nie będzie - ani z Rosją ani z kimkolwiek. Żadnej wojny.
  • Atak na Trumpa
    z tak absurdalnego powodu i ocięcie się od niego takich typków jak Mc Cain daje nadzieje, że on serio jest niezależny.
  • @alcest 10:20:00
    Szybka wojna z Rosja i Chinami?A moze tak wojne w Afganistanie najpierw skonczyc?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031