Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4000 postów 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Który najtrudniejszy? (cz.II)

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

PASJE LINGWISTÓW (55): Ponieważ właśnie dowiedziałem się, że w przyszłym tygodniu wyjeżdżam w dłuższą podróż służbową, zapraszam już dziś na dokończenie porównawczego eseju o językach świata.

Studia nad fonetyką, często bardzo ważne dla ustalenia pokrewieństwa i historii języka, są dość żmudne i dla laików mało ciekawe. O wiele ciekawsze są rozważania nt. gramatyki. Pod tym względem, niektóre języki europejskie są znacznie trudniejsze niż, powiedzmy, łacina lub greka. Łacińskie sześć przypadków deklinacyjnych to błahostka w porównaniu z 14 w języku estońskim, lub 27 w wegierskim (sic!), które są formowane końcówkami i obejmują takie niezwykłe przypadki jak inessivus (w czymś), elativus (z wnętrza czegoś), adessivus (przy czymś, na czymś), abessivus (bez czegoś), allativus (ku czemuś, w stronę czegoś), comitativus (z czymś), essivus (jako coś, będąc w roli/funkcji czegoś), itp., a na dodatek cały system jest najeżony mnóstwem nieprawidłowości i wyjątków. Kuzyni estońskiego i węgierskiego należący do tej samej ugrofińskiej grupy językowej (czasem zwaną uralską) mają podobne cechy.

 Języki słowiańskie wymagają, gdy mówi się o przeszłości, aby stwierdzić, czy dana akcja została zakończona, czy nie. Językoznawcy nazywają to "aspektem", i wystepuje on także np. w angielskim, gdzie się rozróżnia między "I go" i "I am going". Z tym jednak, że angielski czasownik „go” w tłumaczeniu na słowiański wymaga różnych czasowników, w zależności od tego czy mamy „iść (pieszo)”, „jechać (samochodem)”, „lecieć (samolotem)” czy „płynąć (statkiem)”. Anglosasi mogą z tego wyciągnąć wniosek, że dla Polaków albo Rosjan, sposób podróży ma większe znaczenie niż cel.

Poza Europą rzeczy stają się coraz bardziej skomplikowane. Weźmy rodzaj. Żart Twaina o niemieckiej płci i rodzaju pokazuje, że w większości języków rodzaj ma niewiele wspólnego z płcią fizyczną. Rodzaj gramatyczny oznacza właściwie tylko grupę rzeczowników skupionych w jednej kategorii dla celów gramatycznej manipulacji. Bodaj częściej niż „rodzaj” w językoznawstwie mamy do czynienia z pogrupowaniem w tzw. klasy rzeczowników albo z „klasami nominalnymi”, z których każda jest grupą pojęciową wynikającą np.  z kształtu, rozmiaru, płci, tego czy rzeczownik jest ożywiony, czy nie, itp. Klasy nominalne zamiast rodzajów występują w językach prawie całej Afryki, w językach kaukaskich, berberyjskich, australijskich, indiańskich obu Ameryk itp. Najlepiej rozwinięty system klas nominalnych występuje w językach bantu, gdzie ma tez duże znaczenie w precyzyjnym powiązaniu wyrazów w zdaniu. Np. w języku duala z Kamerunu istnieje siedem klas: pierwsza obejmuje osoby (ludzi), druga – istoty żywe nie będące osobami, trzecia – narzędzia, towary i rzeczy, piąta – drobiazgi i części, itd.  W innych językach mamy często o wiele więcej klas, nierzadko około 20, a w języku peruwiańskich Indian Bora nawet 350. Kryteria klasyfikacji są często bardzo pogmatwane i trudne do uchwycenia. Australijski lingwista George Lakoff, badacz języków aborygeńskich, opisał klasę rzeczowników w języku Dyirbal (w północno-wschodniej części kontynentu), do której zalicza się  „kobiety, ogień i rzeczy niebezpieczne”. Jeśli kogoś to rozbawi, to niech sobie przypomni, że także w języku angielskim do „klasy rodzaju żeńskiego” zalicza się kobiety, kraje, jednostki pływające i …własny samochód. Widać to po zaimkach, którymi się je zastępuje.  

Wśród klas nominalnych szczególnie często można spotkać dwie kategorie, dla nas chaotyczne, ale w świetle pojęć ludów natury niemal odruchowo rozróżnialne i łączone razem. Pierwszą z nich stanowią narzędzia i broń, mężczyźni i samce zwierząt, oraz obiekty męskie i przypominające męski penis, rzeczy cienkie, długie i spiczaste, twarde, ostre i kanciaste. Do drugiej zalicza się kobiety i samice zwierząt, wszelkie naczynia, kosze i płachty, oraz wszelkie obiekty okrągłe, kojarzone z ciężarnym brzuchem lub piersią pełną mleka, kuliste, pękate, gładkie, miękkie i smaczne, jak np. jaja, owoce, bulwy i ziarna. Trudno nie dostrzec w tym podziale odpowiednika rodzajów gramatycznych, których podstawa są naturalne skojarzenia z płcią.Klasy zamiast rodzajów są ważną próbą językowej klasyfikacji otaczającego świata i prawdopodobnie były cechą bardziej archaiczną, której ślady można znaleźć w bardzo wielu językach także współcześnie. Pewną analogię do takich klas można znaleźć np. w polskim podziale na rodzaj męskoosobowy i niemęskoosobowy albo w podziale rzeczowników na policzalne i niepoliczalne (na sztuki). [w jezyku polskim rozróżniamy je np. mówiąc "liczba" (o policzalnych), albo "ilość" (o niepoliczalnych; w języku angielskim mówimy 'many, few' (o policzalnych) lub 'much, little' (o niepoliczalnych)]. O tym jak klasy nominalne funkcjonują w gramatyce, zwłaszcza w językach bantu, gdzie służą do sprawnego i logicznego wiązania zdań, zamierzam przygotować w przyszłości odrębny materiał.

Języki aglutynacyjne, które upakowują wiele cząstek znaczeniowych (lingwiści nazywają je morfemami) w pojedyncze słowa, są źródłem fascynacji głównie dla tych, którzy nimi nie mówią. Niezły przedsmak aglutynacji daje nam pobliski język niemiecki i jego długaśne, karykaturalnie pozlepiane słowa, ale język niemiecki nie jest jeszcze językiem aglutynacyjnym. Terminem tym określa się dopiero takie języki, w których całe słowotwórstwo przypomina zabawę w klocki, morfemy są niezmienne i tylko dodawane, a słowa nie uginają się i potrafią wyrażać pojęcia równie skomplikowane jak sama ich budowa. Są to zwłaszcza  języki tureckie (ałtajskie), ugrofińskie (uralskie), oraz języki Indian Północy (algonkińskie) lub Eskimosów. Niektóre języki indoeuropejskie mają także skłonność do tworzenia kuriozalnych zbitek  terminologicznych np. rosyjski w nazwach przedsiębiorstw (Chcecie przykład? Proszę bardzo, firma budowlana, na 55 liter:НИИОМТПЛАБОПАРМБЕТЖЕЛБЕТРАБСБОРМОНИМОНКОНОТДТЕХСТРОМОНТ), a nawet angielski, gdzie np. słowo „antidisestablishmentarianism” ma siedem morfemów („anty”, „dis”, „establish”, „-ment”, „-ari”, „- an” oraz „-ism”). W języku angielskim jest to dziwoląg, ale w językach prawdziwie aglutynacyjnych jest to powszechne. Turcy lubią się nawet zabawiać tworzeniem  takich niesamowitych, sztucznych zbitek jak np. wyraz Çekoslovakyalilastiramadiklarimizdanmissiniz? („Czy jesteś jednym z tych ludzi, których nie mogliśmy przekonać do Czechosłowacji?"). Ilker Aytürk, turecki językoznawca, podaje  prawdziwy przykład z życia: "Evlerindemisçesine rahattilar". Zakładając, że właśnie mieliśmy gości, którzy wyszli narobiwszy sporo bałaganu, te dwa słowa wypowiedziane na ich temat znaczą „Czuli się tak beztrosko, jakby byli we własnym domu”. Widać z tych przykładów, że w językach prawdziwie aglutynujących słowa potrafią zastępować całe zdania.

Takie rozdęte systemy przypadków, rodzajów i aglutynacji morfemów to jednak tylko powiekszenie zjawisk, które są znane z języków europejskich. Prawdziwie trudnym staje się dopiero język, który wymaga od mówiących np. po indoeuropejsku, aby uwzględniali aspekty, które w swej mentalności całkowicie ignorują. Weźmy zaimek „my”. W języku Kwaio którym mówi się na Wyspach Salomona, „my” występuje w dwóch postaciach: (1) ja i ty; (2) ja i ktoś inny (ale nie ty). A ponadto Kwaio ma nie tylko liczbę pojedynczą i mnogą, ale także liczbę podwójną i  tzw. liczbę paucal, stosowaną do kilkorga obiektów (mniej niż 10). Jeśli po polsku mówimy tylko „my”, to w Kwaio musimy rozróżnić: my dwaj/dwoje, my w kilku/kilkoro oraz my-wielu. I każdy z tych trzech zaimków ma dwie formy – włączną (my, wraz z tobą) i wyłączną (my, ale bez ciebie). Nietrudno wyobrazić sobie sytuacje społeczne, w których  prowadzi to do niezręczności i kłopotów. Trudno jednak wyobrazić sobie, że plemię Kwaio z takim językiem można by zmusić do politycznej poprawności, do której nas się zmusza w językach zwariowanej Europy. Spotkałem się z twierdzeniem, że w naszym polskim języku również mamy trzy znaczenia zaimka ‘my’: (1) zwykłą tj. my=ja+ty; (2) majestatyczną tj. my=ja, najczęściej używaną przez polityków; (3) małżeńską tj. my=ty np. w zdaniu „Musimy wynieść śmieci”.

Berik, język z Nowej Gwinei, wymaga również by słowa zawierały informacje, których normalnie Europejczyk w ogóle nie uwzględnia. Czasowniki mają końcówki, często obowiązkowe, które mówią o jakiej porze dnia coś się wydarzyło. Np. słowo ‘telbener’ oznacza „[on] pije wieczorem”. Tam, gdzie czasownikom towarzyszy dopełnienie bliższe (kogo?co?) lub dalsze (komu?czemu?)  końcówka musi wskazać także ich rozmiar: słowo „kitobana” oznacza „[on] daje komuś trzy duże obiekty za dnia”. Niektóre końcówki wskazują nawet, gdzie akcja czasownika ma miejsce w stosunku do mówiącego: „guerantena” znaczy „umieścił duży obiekt w niskim miejscu w pobliżu”. Podobną cechę ma język czindali z grupy Bantu. Nie można w nim powiedzieć po prostu, że coś się stało; końcówka czasownika pokazuje, czy to się stało przed chwilą, wcześniej dzisiaj, wczoraj czy przedwczoraj. W taki sam sposób funkcjonuje czas przyszły.

W językoznawstwie toczy się od dawna ostry spór pomiędzy takimi uczonymi, jak żydowski lingwista z USA Noam Chomsky, który uważa, że wszystkie języki funkcjonują w mózgu mniej więcej w ten sam sposób, a tymi, którzy tak nie sądzą. Ten ostatni pogląd sformułował Benjamin Lee Whorf, niezwykle ciekawy amerykański lingwista z początku XX wieku, który twierdził, że różne języki w odmienny sposób ograniczają lub warunkują nawyki umysłowe i decydują o jakości myślenia.

Twierdzenie Whorfa (i jego żydowskiego profesora Sapira) było przez wiele lat mocno krytykowane, ale ostatnio wraca do łask. Lera Boroditsky (też Żydówka) z Uniwersytetu Stanforda, podaje przykład Kuuk Thayorre, aborygenów z północnej Australii, którzy nie mają słowa dla określeń "lewy" lub "prawy", stosując zamiast nich kierunki absolutne, takie jak "północ" albo  "południowy wschód" (Mówią zatem np. „Chodzi ci mrówka po południowo-zachodniej nodze”). Pani Boroditsky twierdzi, że każde dziecko z tego plemienia wie w każdym momencie, gdzie jest południowy-wschód, podczas gdy sala pełna  profesorów Stanforda, gdyby ich poprosić, aby szybko wskazali ten kierunek, najwyżej mogliby zgadywać. Typowe pozdrowienie Kuuk Thayoorre to zapytanie „Gdzie idziesz?”, a odpowiedzią jest coś takiego jak „ze strony NNE, jestem w połowie drogi do celu”. Nie wiedząc, gdzie jest jaki kierunek - zauważa pani Boroditsky, człowiek z Zachodu nie umiałby nawet powiedzieć w tym języku „cześć”. Uniwersaliści odparowują, że tacy neo-Whorfianie jak ona wynajdują tylko trywialne i powierzchniowe cechy języków, ale ich głównie twierdzenie, że język może naprawdę ograniczać myślenie nie jest wcale udowodnione.

Mając to wszystko na względzie, zadajmy sobie wreszcie tytułowe pytanie tego eseju: który język jest najtrudniejszy? W sumie postawiłbym chyba na Tuyuca, język Indian ze wschodniej Amazonii. Posiada on system fonetyczny złożony z prostych spółgłosek i kilku samogłosek nosowych, więc nie jest tak trudny do wymawiania jak ubychski lub !Xoo. Podobnie jak turecki, jest silnie aglutynacyjny, tak że np. jedno słowo, hóabãsiriga  znaczy „nie wiem jak to napisać”. Podobnie jak Kwaio ma dwa wyrazy dla zaimka „my”:  otwarty i wyłączny. Liczbę klas rzeczowników (quasi-rodzaje gramatyczne) w rodzinie języków Tuyuca (w tym kilku blisko spokrewnionych) szacuje się na od 50 do 140. Niektóre z nich są dziwaczne i rzadkie, takie jak np. „kora, która​​ nie przylega ściśle do drzewa”, i klasa ta może być przedłużona na rzeczy takie jak workowate spodnie, łuszcząca się farba lub lakier, albo mokra sklejka, która zaczęła się rozklejać.

Najbardziej fascynująca jest jednak funkcja, która wywoła dreszcz u śledczych i dziennikarzy. Tuyuca wymaga, aby czasowniki zawierały w końcówkach podanie źródła skąd mówiący coś wie. Zdanie Diga ape-wi oznacza, że​​"chłopiec grał w piłkę (wiem, bo widziałem go)", natomiast diga ape-hiyi  oznacza "chłopiec grał w piłkę  (zakładam)". Oczywiście, nasz język tez może dostarczyć takich informacji, zwłaszcza na żądanie prokuratora, ale w języku Tuyuca jest to obowiązkowa końcówka czasownika. Języki tego typu mają z natury moc dowodową: zmuszają mówiącego, aby się wczesniej zastanowił, w jaki sposób dowiedział się tego, o czym mówi.

Język jest nie tyle instrumentem komunikacji i rozmowy, ile przede wszystkim instrumentem myślenia. Człowiek nie może myśleć inaczej niż w języku i poprzez język. Lingwiści zadają więc pytanie, jak dokładnie język działa w mózgu, a przykłady takie, jak Tuyuca są dla nich cennym surowcem do badań. Zapewne mogłoby być go więcej, bo dotychczas tylko kilkaset największych spośród około 6000 języków na świecie zostało dokładnie opisane i rozpoznane. Jednakże dalsze nowe odkrycia mogą okazać się trudne, bo wieloma z nich posługuje się zaledwie kilkaset lub kilkudziesięciu  ostatnich żyjących użytkowników. Językiem Tuyuca mówi mniej niż 1000 osób. Ostatni Ubych zmarł w 1992 roku. Ocenia się, że połowa z istniejących dziś jeszcze języków wymrze do końca tego wieku. Językoznawcy ścigają się więc z czasem, aby dowiedzieć się z nich i o nich czego tylko się da, zanim nieubłagany walec modernizacji i globalizacji zmiażdży i wyciszy na zawsze najdziwniejsze, czyli najciekawsze z pierwotnych języków. (BJ)

 

 

 

PASJE LINGWISTÓW to otwarty cykl na moim blogu, w którym zamieszczam materiały dotyczące mojej najstarszej, życiowej i zawodowej pasji: poszczególnym językom, nazewnictwu, lingwistyce porównawczej, etymologiom, itp. Dotychczas w tym cyklu na moim blogu ukazały się:

 

01.Słowianin, czyli niewolnik (17.07.2011)

02.Marek Dupnica i reszta (20.07.2011)

03.To tamten cham (13.08.2011)

04.Wymieranie języków (5.09.2011)

05.Mlaskanie w cmoku (2.10.2011)

06.Nowa liczba bestii cz.I (5.12.2011)

07.Boso, ale w liczydłach cz.II (6.12.2011)

08.Dwudziestu rudych twardzieli cz.III  (7.12.2011)

09.Baskijski ślad Atlantydy cz.IV (8.12.2011)

10.Poligloci wystąp (3.01.2012)

11.Easy or Crazy? (7.04.2012)

12.Nazwisko jak penis (30.05.2012)

13.Małpi znak (6.09.2012)

14.Na ratunek językom (24.10.2012)

15.Angielski po wikingach? (22.12.2012)

16.Conclave dla lingwisty (31.03.2013)

17.Nazwy w kosmosie (9.07.2013)

18.Kariera castellano (17.07.2013)

19.Działa nawalony (30.07.2013)

20.Vere resurrexit (9.09.2013)

21.Statystyka słownika (11.09.2013)

22.Arabski dialektycznie (1.10.2013)

23.Wredna wymowa WWW(3.10.2013)

24.Gęsi na Neonie(12.10.2013)

25.A może nowosłowiański? (23.10.2013)

26.Polska jak Szampania (1.11.2013)

27.Znać czy wiedzieć? (7.11.2013)

28.Znikający punkt styku (15.11.2013)

29.Kein Denglisch, bitte (23.11.2013)

30.O prostocie niemczyzny (19.12.2013)

31.Zrozumieć Brazylijczyka (21.12.2013)

32.Między fałszem a absurdem (29.12.2013)

33.Tykanie w językach (12.02.2014)

34.Fałszywi rosyjscy przyjaciele (19.02.2014)

35.Być albo nie być (31.03.2014)

36.Złowrogi cień Teutonów /1/ (23.03.2015)

37.Komu German bratem /2/ (24.03.2015)

38.Allemani, wszystkie chłopy /3/ (25.03.2015)

39.Niemców różnie wołają /4/ (26.03.2015)

40.O języku rumuńskim (1.04.2015)

41.Dzieci dwujęzyczne (6.05.2015)

42.Najdłuższe nazwy geo (10.06.2015)

43.Tak pisać nakazano (22.07.2015)

44.Sezon ogórkowy (29.07.2015)

45.Langue arabesque (19.08.2015)

46.Ja się deklinuję (26.08.2015)

47.Mapa językowa Europy (9.09.2015)

48.Protojęzyk zwierząt i dzieci (4.11.2015)

49.Język wedle klimatu? (2.12.2015)

50.Wszystkie imiona Brazylii (16.12.2015)

51.Wymowa łacińska (6.01.2016)

52.Oko trę (27.07.2016)

53.Książki po arabsku (10.08.2016)

54.Który najtrudniejszy? /cz.I/  (17.08.2016)

55. Który najtrudniejszy? /cz.II/ (19.08.2016)

 

 

KOMENTARZE

  • Panie Bogusławie.
    Te szczegóły w wielu językach, różne przymlaski i kląski mają psychologiczne znaczenie: podchodzisz do typa z typowym europejskim wzorcem w banii i mu komunikujesz: let's drink , a on cmoka i prycha, że i owszem, ale z napojów wyskokowych pije kombu-cha. I typas ma europola podwujnie w garści: trzeba było przejść na migi to raz, po drugie: połowa wieczoru spędzona w toalecie, bo kombu-cha to fermentujący "żywy" napój z bakterii i porostów i trzeba organizm stopniowo przyzwyczajać. A on ostrzegał: ćwierkając po swojemu i migając dodatkowo.
    помаленьку- zabrakło tylko jednego braterskiego słówka.
    Dziekuję Panu ogromnie za ten dwuczęściowy art: "który najtrudniejszy?"
    Doskonała trampolina do własnych poszukiwań i przemyśleń.
  • Obecnie jest na ziemi 7000 jezykow a ile juz zaniklo.
    Kazdy jest systemem dosc skomplikowanym ale logicznym.To nie moglo samo sie tak poukladac.Czy nie jest to nastepny dowod na istnienie Boga?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930