Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3832 posty 1807 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Który najtrudniejszy? (cz.I)

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

PASJE LINGWISTÓW (54): Zapraszam na pierwszą z dwóch części eseju porównującego języki świata pod względem ich trudności, zwłaszcza fonetyki, gramatyki i słowotwórstwa. Druga część za tydzień.

 

Z pytaniem o to, który język jest najtrudniejszy, a który najłatwiejszy musi spotkać się każdy lingwista, zwłaszcza jeśli zna ich kilka.  Zwykle jest zresztą tak, że świadomość osoby, która to pytanie zadaje, nawet jeśli ma ona wyższe wykształcenie formalne, porusza się właśnie wśród kilku najbardziej popularnych języków europejskich i pytanie zazwyczaj tylko tej kategorii dotyczy. Będąc samemu lingwistą, dla którego prawdziwa przygoda z językami zaczęła się dopiero na Bliskim i Dalekim Wschodzie, ze zdumieniem obserwowałem tam Europejczyków, nie tylko Polaków, którzy mieszkając wraz z rodzinami na kontraktach w tzw. Trzecim Świecie, posyłali dzieci tylko do szkół z językiem angielskim lub francuskim i przez całe lata nie podjęli nawet najmniejszej próby wejścia w miejscowy język, nawet tak wielki, ważny i ciekawy jak arabski albo chiński, choć właśnie wtedy byłoby to najprostsze.  Nasze zainteresowanie językami ma zwykle bardzo utylitarny, a często i snobistyczny charakter, nad którym ciąży trwałe i zabarwione rasizmem przekonanie o niezrównanej wyższości cywilizacji i kultury Zachodu nad Wschodem. 

Jak zwykle ludzi nie zawodzi jednak instynkt. Skupienie naszej uwagi na językach europejskich, zwłaszcza zapisywanych alfabetem łacińskim, wynika zapewne z tego, że są to języki dla nas najłatwiejsze. Także w potocznych rankingach najłatwiejszych języków świata  wymienia się języki europejskie - zwykle najpierw angielski i hiszpański, czasem także włoski, pewnie dlatego, że prawie wszyscy jakoś je znają lub rozumieją.  Za nieco trudniejsze – chyba głównie ze względu na gramatykę - uchodzą francuski, niemiecki i portugalski, a za dużo trudniejsze zgodnie uważa się np. rosyjski albo grecki, gdzie dochodzi także inny alfabet, no i węgierski,  który w ogóle wypada poza rodzinę języków indoeuropejskich co sprawia, że jego podstawowe słownictwo brzmi dla nas zupełnie obco. Tej ostatniej opinii osobiście nie podzielam, miałem bowiem kiedyś – we wczesnych latach studenckich - narzeczoną, którą nazywałem Śliwką (bo była Węgierką) i dla niej z zapałem uczyłem się wtedy tego ciekawego, czystego fonetycznie, logicznego języka, gdzie nie ma wyjątków gramatycznych i gdzie można znaleźć mnóstwo słowiańskich zapożyczeń. Dziś to już prawie tylko tkliwe wspomnienie (oraz zamiłowanie do powideł śliwkowych, naleśników i gulaszu), bo okazji do kontaktu z tym językiem jest bardzo mało. Moje lingwistyczne zamiłowania dawno pomknęły w inną stronę, ale swego czasu węgierski był dla nich ważną inspiracją. 

Jako Słowianin nie mogę też podzielić opinii o szczególnej trudności rosyjskiego, bo zawsze czułem jego swojskość, choć jako lingwista muszę przyznać, że języki słowiańskie to bodaj najtrudniejsza grupa wewnątrz rodziny indoeuropejskiej. Chyba najłatwiejszym z nich jest serbochorwacki, a najtrudniejszym – no, jednak rosyjski. W Europie do bardzo trudnych języków zaliczyłbym też celtyckie – żadnego z nich nie znam, ale już fonetyka to horror, nie mówiąc o zawiłej i pełnej wyjątków gramatyce i archaicznym, ale trudnym do rozpoznania słownictwie. Do najłatwiejszych natomiast zaliczyłbym języki skandynawskie, no może z wyjątkiem bardzo hermetycznego i archaicznego islandzkiego. Stykałem się bliżej tylko ze szwedzkim, który uważam za łatwiejszy nawet od niemieckiego  i prawie tak prosty jak angielski, nie mówiąc już o tym, że brzmi nieporównanie ładniej, choć pod tym względem nic się nie może równać w Europie ze ślicznym językiem fińskim, który do grupy skandynawskiej nie należy, bo nie jest germański. W ogóle jest jakoś tak, że na dalekiej  Północy jest dużo pięknych fonetycznie, melodyjnie i ciepło brzmiących języków, niestety przeważnie ginących. Przykładem może być miękki język Eskimosów, język Indian Lakota (pamiętacie film „Tańczący z wilkami?”), uroczy język lapoński (np. w piosenkach Mari Boine lub w joikowaniu), a także język Czukczów – uznawany przez wielu lingwistów za najładniejszy fonetycznie język świata. Ten aspekt – fonetycznego piękna – ma niewielkie znaczenie przy ocenie i klasyfikacji języków, ale na mnie zawsze robił wrażenie i sądzę, że warto o nim także wspominać. Niestety, moje zainteresowania i umiejętności lingwistyczne są skierowane bardziej na południe, ale i tam, i to nawet jeszcze w Europie, można się delektować gładką elegancją francuskiego, melodyjnym pięknem włoszczyzny lub czystą wyrazistością greki. 

Od wielu lat z  niechęcią obserwuję - powszechną na całym świecie, bardzo głęboką także u nas - mentalną i kulturalną inwazję języka angielskiego, którego osobiście nie lubię (chyba przede wszystkim ze względów geopolitycznych). Wynikły z tego anglocentryzm dominuje także w powszechnych wyobrażeniach o trudnym lub łatwym języku i od tego trzeba zacząć. Tym bardziej, że i sami Anglosasi lubią taplać się we własnym sosie.  Szczególny gatunek książek o języku wychwala jego rzekome trudności i osobliwe smaczki znanej dwuznaczności tego języka. W książce pt. „Crazy English” (Zwariowany angielski)  amerykański lingwista Richard Lederer pyta: “How is it that your nose can run and your feet can smell?”, co można w pierwszej chwili odczytać „Jak to jest, że możesz biegać nosem a wąchać stopami?”, ale po chwili zastanowienia łatwo się zorientować, że chodzi mu o wyrażenia „running nose” (cieknący tj. zakatarzony nos) i „smelling feet” (śmierdzące stopy). Angielski czasownik „smell” działa w obu kierunkach, tj. oznacza zarówno „węszyć, wąchać’, jak i „wydzielać zapach”.  Czasowniki takie występują  w wielu językach, także w polskim. (Jak choćby ‘wynajmować’, albo  ‘pożyczać’: „Władziu, pożycz stówę” „A od kogo?”). Inny autor, Bill Bryson w książce pt. “Mother Tongue: English and How It Got That Way” też przesadnie ostrzega cudzoziemców przed pułapkami w języku angielskim: “Imagine being a foreigner and having to learn that in English one tells a lie but the truth”.W tym zdaniu chodzi o stosowanie ‘a’ i ‘the’. Mówi się  „a lie” (kłamstwo) ale „the truth” (prawda), dlatego, że istnieje wiele kłamstw, ale prawda jest jakoby jedna i nieco bardziej zdecydowana.

Takie książki są zazwyczaj nieszkodliwe, choć naciągają lub wykrzywiają fakty. Prawdopodobnie jest czymś naturalnym, aby myśleć, że własny język jest skomplikowany i tajemniczy. Prawie zawsze tak się traktuje własną specjalność: nauczyciel matematyki sądzi że jego przedmiot jest najważniejszy w szkole, a nauczyciel wf – że wf. Ale w rzeczywistości angielski jest dość prosty: czasowniki prawie się nie odmieniają (proszę to porównać z polskim albo francuskim), liczbę mnogą tworzy się bardzo łatwo – w większości przypadków wystarczy dodać -s (nie to, co w arabskim, gdzie prawie każdy rzeczownik to w liczbie mnogiej odrębne słowo do zapamiętania) i prawie nie ma rodzaju gramatycznego, który trzeba zapamiętać (w polskim zależy potem od tego i dobierany przymiotnik,  i zaimki, a nawet forma czasownika!)

Anglosasi mogą docenić niezwykłą prostotę i łatwość swego języka, gdy zaczną się uczyć innych języków, co czasem im się zdarza. Już w hiszpańskim, który też przecież należy do najłatwiejszych języków świata i jest szczególnie wdzięczny w uczeniu się (polecam wszystkim początkującym lingwistom!), czasownik ma sześć form czasu teraźniejszego i po sześć w siedmiu innych formach koniugacji - w sumie 48 postaci! Niemiecki, który jest odrobinę trudniejszy, ma tak jak polski trzy rodzaje gramatyczne, które też są przypadkowe i kompletnie nielogiczne. Mark Twain, który próbował uczyć się niemieckiego i jest znany z zabawnych wybrzydzań na jego temat,  zastanawiał się, dlaczego w niemieckim „a young lady has no sex, but a turnip has” (młoda dama nie ma płci, ale rzepa ma). Rzeczywiście ‘das Mädchen’ jest u Niemców rodzaju nijakiego – identycznie zresztą jak ‘dziewczę’ w języku polskim -  natomiast ‘die Steckrübe’ jest rodzaju żeńskiego – znów identycznie jak nasza rzepa. W niezwykle logicznym i konsekwentnym języku tureckim rodzaj gramatyczny nie istnieje, bo „ne olursa olsun cinsiyet olmamalıdır hiçbir seks” (to, co nie ma płci nie może mieć i rodzaju). Podobnie jest w bezrodzajowym języku ormiańskim (z grupy indoeuropejskiej). 

Angielska pisownia jest z pewnością dosyć trudna z uwagi na jej konserwatyzm, ale już francuski nie daje jej szans samemu proponując 13 sposobów zapisania dźwięku "O": o, ot, ots, os, ocs, au, aux, aud, auds, eau, eaux, ho oraz ö.. Ale przecież pisownia to pikuś - jest ona tylko uzupełnieniem prawdziwej złożoności języka. Powtórzę z całym przekonaniem: angielski jest dość  łatwym językiem, tyle że o bełkotliwej wymowie i absurdalnie przestarzałej pisowni.

Na forach anglosaskich można się spotkać z opinią, że najtrudniejszym językiem na świecie jest łacina. Wynika to głównie z faktu, że wiele osób zetknęło się z nią w szkole, a ogromna większość ludzi nie ma innej perspektywy w ocenianiu świata niż tylko własne doświadczenie. W łacinie wszystkie rzeczowniki mają końcówkę przypadku, który mówi jaką funkcję wyraz ten pełni w zdaniu: podmiot, dopełnienie bliższe, dalsze… itd.  Istnieje sześć przypadków dla odmiany rzeczownika (deklinacji), oraz pięć różnych wzorów odmiany czasownika (koniugacji). Ten system, który ma zresztą  liczne wyjątki, jest od wieków szkolną torturą dla większości uczniów i studentów. Zapewnia on jednak łacinie (tu uwaga: polskiemu też, bo jest on co do gramatyki bardzo do łaciny podobny) ogromną giętkość wyrażania się poprzez swobodę szyku wyrazów w zdaniu a także niezrównaną majestatyczność języka, podziwianą przez wielu uczonych minionych dni, którzy zarazem podziwiali w ten sposób i samych siebie za to, że go opanowali. Łacina (i greka, która jest pod tym względem bardzo do niej podobna) były przez wiele stuleci i nawet do niedawna jedną z podstawowych cech wykształconego człowieka.

Czy jednak łacina i greka są rzeczywiście aż tak trudne? Oba te języki, dziś już martwe (bo współczesny grecki to właściwie inny język niż greka klasyczna, tak jak włoski to przecież inny język niż łacina)  należą do indoeuropejskiej rodziny językowej, tak samo jak polski, angielski, francuski, niemiecki lub rosyjski, a to oznacza że dla nas  są to języki dziecinnie proste w porównaniu z wieloma, które do tej rodziny nie należą.  To, czy język jest „trudny” czy „łatwy” jest zawsze względne i zależy od tego, z jakiego punktu wyjścia się go ocenia. Większość takich ocen i rankingów w internecie jest rażąco dyletancka, arbitralna i zwykle głupia. Ogólnie biorąc, dla nas – Indoeuropejczyków, języki stają się tym trudniejsze do nauczenia (się i kogoś), im dalej odchodzi się genetycznie od języków naszej rodziny.

Jeszcze zanim zaczniemy się uczyć jakiegoś języka, często uderza nas jego fonetyczna odrębność. Uwularne ‘r’ charakterystyczne dla francuskiego (i niemieckiego), szczelinowe ‘ch’ (bliskie polskiemu ‘ś’) w niemieckim (i celtyckich) albo rosyjskie (i nasze kresowe) ‘ł’  to najprostsze przykłady takiej odrębności. Ale systemy dźwiękowe języków są często o wiele bardziej skomplikowane. Samogłoski, na przykład, wykraczają daleko poza a, e, i, o, u (czasem także y). Ot, choćby w języku angielskim proszę wymówić na głos trzy proste wyrazy – father, fate, fat -  aby się  przekonać, że jeden grafem ‘a’ wyraża w rzeczywistości trzy różne fonemy. Samogłoski języków europejskich różnią się zresztą dużo bardziej: proszę pomyśleć o umlaucie w języku niemieckim albo o nosówkach we francuskim, portugalskim, polskim i litewskim.

Istnieje jednak wiele dużo bardziej egzotycznych samogłosek, jak na przykład takie, które przenoszą różne tony: dynamiczne (wznoszące, opadające), statyczne (niskie, wysokie), itp. Dla niewprawnego i niemuzykalnego ucha są one trudne do rozróżnienia. Język mandaryński (putonghua), największy i najważniejszy w chińskiej rodzinie językowej, ma takie właśnie cztery tony, więc to, co np. brzmi jak ‘ma’ po polsku, ma w chińskim cztery różne dźwięki i znaczenia. A mandaryński jest stosunkowo prosty w porównaniu z innymi dialektami języka chińskiego. Dialekt kantoński (z Hongkongu) ma sześć tonów, a chińskie dialekty Min - siedem lub osiem. Co więcej, dany ton może również wpływać na wymowę sąsiednich tonów, czym rządzi szereg dość skomplikowanych zasad.

Spółgłoski są jeszcze bardziej złożone. Niektóre (p, t, k, m, n) są obecne w większości języków, ale mogą też pojawiać się ich różnorakie odmiany, np. wydechowe, wdechowe, wybuchowe, gardłowe, podniebienne i inne. Języki o trudnych do wymówienia głoskach grupują się często w odrębnych rodzinach. Języki z Dalekiego Wschodu i Indochin – chińskie, tybetańskie, birmański, tajski, lao (rodzina sino-tybetańska) oraz np. wietnamski lub khmerski (rodzina austroazjatycka) mają tendencję do samogłosek tonalnych, a języki z północnego Kaukazu znane są jako światowe ekstremum niezwykle złożonych i skrajnie trudnych systemów i zbitek spółgłoskowych: język abchaski, zależnie od dialektu ma 58-67 spółgłosek i tylko 2 (czasem 6) samogłoski. Wymarły niedawno język ubychski miał aż 78 rozróżnialnych znaczeniowo spółgłosek! Dla porównania w polskim mamy 8 samogłosek i 35 spółgłosek, co i tak, jak na język słowiański, jest całkiem dużo. Na drugim biegunie fonetycznej złożoności są języki austronezyjskie, takie jak malajski, filipino albo dialekty polinezyjskie, gdzie system dźwięków jest bodaj najprostszy ze wszystkich znanych rodzin językowych. Hobbystom-samoukom polecam je w pierwszej kolejności: są bardzo łatwe w uczeniu się, ich niezwykle prosta fonetyka oznacza, że nie potrzeba nauczyciela, mają całkiem prostą, logiczną  gramatykę, wszystkie używają alfabetu łacińskiego, a poza tym są dostępne podręczniki i programy komputerowe przez internet. Najważniejszy w tej rodzinie język indonezyjski (bahasa indonesia), który powstał sztucznie w 1928 roku i którym mówi na co dzień  już 200 milionów ludzi, daje się opanować w niecały rok ucząc się go samemu po prostu w domu.

Bodaj najbardziej egzotycznymi dźwiękami w językoznawsztwie są mlaski i cmoknięcia, czyli  spółgłoski, do których artykulacji przez aparat mowy nie wolno używać krtani ani strumienia powietrza z płuc. Najbardziej znane jezyki mlaskowe występują w południowej Afryce. Język !Xhosa z rodziny bantu, powszechnie używany w Afryce Południowej, ma sześć dźwięków tego rodzaju, najprawdopodobniej zapożyczonych od sąsiednich plemion Buszmenów i Hotentotów. Już pierwszy dźwięk nazwy tego języka jest podobny do cmoknięcia, którym u nas pogania się konia.

Pod względem skomplikowania fonetycznego wyróżnia się tu język  !Xoo, używany tylko przez kilka tysięcy mówiących, głównie w Botswanie. Występuje w nim wiele zupełnie nietypowych i niespotykanych gdzie indziej dźwięków. Jego samogłoski dzielą się na zwykłe, gardłowe, ostre i przydechowe, a każde z nich mają po cztery tony. Ma też pięć mlasków podstawowych i 17 pomocniczych lub towarzyszących. Czołowy na Zachodzie ekspert w tym języku Tony Traill, dorobił się nowotworu krtani próbując naśladować jego dźwięki. Dalsze badania wykazały jednak, że podobny, na szczęście nieszkodliwy, guz nagłośni mają także wszyscy dorośli członkowie plemienia !Xoo. U dzieci jeszcze nie zdołał się rozwinąć. W wielu językach umiejętność wydawania poszczególnych dźwięków, zwłaszcza krtaniowych, musi być nabyta jeszcze w dzieciństwie; potem staje się to niemożliwe. U nas w Polsce też mieliśmy światowej sławy specjalistę od języków mlaskowych, pioniera badań nad językami z grupy khoisan, prof. Romana Stopę z Uniwersytetu Jagiellońskiego, którego miałem kiedyś przyjemność i zaszczyt poznać osobiście. Sądząc z jego żelaznego zdrowia (żył 100 lat, zmarł w 1995 roku w Krakowie) nie nabawił się jednak żadnego nowotworu.  (cdn.)

 

 

PASJE LINGWISTÓW to otwarty cykl na moim blogu, w którym zamieszczam materiały dotyczące mojej najstarszej, życiowej i zawodowej pasji: poszczególnym językom, nazewnictwu, lingwistyce porównawczej, etymologiom, itp. Dotychczas w tym cyklu na moim blogu ukazały się:

 

01.Słowianin, czyli niewolnik (17.07.2011)

02.Marek Dupnica i reszta (20.07.2011)

03.To tamten cham (13.08.2011)

04.Wymieranie języków (5.09.2011)

05.Mlaskanie w cmoku (2.10.2011)

06.Nowa liczba bestii cz.I (5.12.2011)

07.Boso, ale w liczydłach cz.II (6.12.2011)

08.Dwudziestu rudych twardzieli cz.III  (7.12.2011)

09.Baskijski ślad Atlantydy cz.IV (8.12.2011)

10.Poligloci wystąp (3.01.2012)

11.Easy or Crazy? (7.04.2012)

12.Nazwisko jak penis (30.05.2012)

13.Małpi znak (6.09.2012)

14.Na ratunek językom (24.10.2012)

15.Angielski po wikingach? (22.12.2012)

16.Conclave dla lingwisty (31.03.2013)

17.Nazwy w kosmosie (9.07.2013)

18.Kariera castellano (17.07.2013)

19.Działa nawalony (30.07.2013)

20.Vere resurrexit (9.09.2013)

21.Statystyka słownika (11.09.2013)

22.Arabski dialektycznie (1.10.2013)

23.Wredna wymowa WWW(3.10.2013)

24.Gęsi na Neonie(12.10.2013)

25.A może nowosłowiański? (23.10.2013)

26.Polska jak Szampania (1.11.2013)

27.Znać czy wiedzieć? (7.11.2013)

28.Znikający punkt styku (15.11.2013)

29.Kein Denglisch, bitte (23.11.2013)

30.O prostocie niemczyzny (19.12.2013)

31.Zrozumieć Brazylijczyka (21.12.2013)

32.Między fałszem a absurdem (29.12.2013)

33.Tykanie w językach (12.02.2014)

34.Fałszywi rosyjscy przyjaciele (19.02.2014)

35.Być albo nie być (31.03.2014)

36.Złowrogi cień Teutonów /1/ (23.03.2015)

37.Komu German bratem /2/ (24.03.2015)

38.Allemani, wszystkie chłopy /3/ (25.03.2015)

39.Niemców różnie wołają /4/ (26.03.2015)

40.O języku rumuńskim (1.04.2015)

41.Dzieci dwujęzyczne (6.05.2015)

42.Najdłuższe nazwy geo (10.06.2015)

43.Tak pisać nakazano (22.07.2015)

44.Sezon ogórkowy (29.07.2015)

45.Langue arabesque (19.08.2015)

46.Ja się deklinuję (26.08.2015)

47.Mapa językowa Europy (9.09.2015)

48.Protojęzyk zwierząt i dzieci (4.11.2015)

49.Język wedle klimatu? (2.12.2015)

50.Wszystkie imiona Brazylii (16.12.2015)

51.Wymowa łacińska (6.01.2016)

52.Oko trę (27.07.2016)

53.Książki po arabsku (10.08.2016)

54.Który najtrudniejszy? /cz.I/  (17.08.2016)

 

 

KOMENTARZE

  • Autor
    Zawrót głowy od czytania, 5*
    pozdrawiam
    PS
    ciekawie jest znaleźć się w obcym kraju, lub słuchać w kawiarni rozmowy cudzoziemców, i w pierwszej chwili słyszeć tylko jeden równomierny potok dźwięków, potem usłyszeć pojedyncze słowo, potem zrozumieć jego znaczenie i nawet się nim zachwycić, żeby kiedyś później skonstatować, że słowy było "przekręcone (coś jak nasza kordła)
    [rzecz się miała w mieście Suceava, a w wersji przekręconej słowo brzmiało "curcubeu"]
  • @roux 19:26:34
    Ejże! Curcubeu to przecież po rumuńsku 'tęcza'. Widocznie siedział Pan w kafejce w Suczawie, na Bukowinie, gdy padał deszcz, a potem nad górami pojawiła się tęcza i stąd żywa reakcja sąsiadów... Niczego nie przekręcili.
    Pozdrawiam przyjaźnie. BJ
  • @Bogusław Jeznach 19:52:43
    Przepraszam; oni powiedzieli "cucurbeu"
  • @Bogusław Jeznach
    Raczej łatwo nie jest . Ave Amigo . صديق بالمراسلة
  • @Repsol 21:33:41
    وأين هي المشكلة؟
  • @roux 19:57:46
    Aaa, to co innego. Moje wnuczki też chcą aby je nakryć 'kordełką' i znają wierszy 'stoi na stacji mokolotywa..." We wszystkich językach kazdemu język potrafi się zaplątać. Pozdrawiam przyjaźnie. BJ
  • @Bogusław Jeznach 22:34:11
    https://www.youtube.com/watch?v=Hl3LyKmIUqM

    https://www.youtube.com/watch?v=SGtmZIKtg9o
    Drugi filmik prezentuje 18 akcentow jezyka francuskiego w zaleznosci od regionow...Poludniowcy ( cale poludnie Francji) mowia "spiewnie", , paryzanie graserruja zas ludzie polnocy mowia "twardym" jezykiem. oprocz tego latwo "poznac" arabow, bowiem mowia "gardlowo" i slychac "h", ktorego Francuzi nie wymawiaja ...Osobiscie "rozpoznaje" gardlowa mowe arabow, w radio, kiedy chca, zeby ich nazywac Pierrami, Paulami czy innymi imionami...Osobiscie nie moge sie pozbyc akcentu "slowianskiego", co mi nie przeszkadza zyc i mowic ...
    Pozdrawiam
    https://www.youtube.com/watch?v=Egrfsn2CU8E
    https://www.youtube.com/watch?v=DGq_EHIF5Qo
  • @babaraba 00:25:22
    https://www.youtube.com/watch?v=jZQCsgcbuBo
    https://www.youtube.com/watch?v=7AQYa_Lcc3k
    tu zas muzyka z akcentem " afrykanskim" - tak zmieniaja sie nie tylko obyczaje, lecz takze "jezyki" ...
    Niby jest melodyjnie, przyjemnie, lecz tak jak i z olbrzymimi zarobkamùi czarnoskorych pilkarzy "francuskich " cos tu jest " nie tak" !!! Kto jest rasista we Francji ???
  • @Bogusław Jeznach 22:34:11
    Ponoć właśnie (jak Pan napisał) chiński.
    Opinia gdzieś w necie wyczytana "pani profesor psychiatrii (cośtam)-Kobayashi". Z IPiN w Wwie.
    Że chciała iść na japonistykę, bo to trudne. Ale ktoś jej doradził, że "sinologia jest sporo trudniejsza". I poszła.

    Ale jak (sądząc po nazwisku) widać męża upolowała w Japonii :)
  • @babaraba 00:25:22
    Może "Francuzi nie wymawiają h", ale południowcy (byłem tam rok jako dziecko, chodziłem do szkoły),
    w pewnym sensie wymawiają "e" na końcu... i je słyszą, mimo, że w/g reguł języka, jego tam... nie ma :) [fonetycznie]

    Było pięknie, miło, czysto i nie było kolorowych ;p
    (choć nauczyciel fizyki w szkole był Arabem).
  • @Bogusław Jeznach 22:31:23
    Dla mnie jest. Pozdrawiam.
  • @
    A powymądrzam się trochę, czemu nie:
    Najtrudniejszy język to taki którego my nie znamy :)
    Pozdrawiam.
  • Według generała Konstantego Pietrowa /na 4:39 filmu poniżej/ pierwszym ludziom na początku był dany język.
    P.A. Łukasiewicz -współczesny Gogolowi , uczył się z nim w jednym liceum- znał 40 języków świata. Łukasiewicz znając 40 języków dokonał pracy porównawczej – opracowanie to nazywa się „Czaramutri”. On w wyniku tych badań doszedł do wniosku, że pra-językiem dla wszystkich języków świata był jeden pra-język.

    Wzmianka o tym zachowała się w biblii, kiedy jak wiecie narody się rozpadły na wiele języków. A dalej gdy postępowało rozprzestrzenienie się ludzkości po planecie Ziemia , to rządzący –specjalnie aby narody nie zbliżyły się do siebie wzajem –celowo skażali te języki. Wszystko po to , by ludzie nie mogli łączyć wzajemnie i aby ci , którzy rządzą mogli utrzymać władzę nad tymi ludźmi.

    https://www.youtube.com/watch?v=R5Ft9QT4oy8
  • Autor
    Prawdopodobnie najtrudniejszy dla nas bedzie jezyk najbardziej odlegly w czasie i izolowany czyli tu okreslany jako mlaskany-gdzies z okolic Afryki poludniowej czyli czasowo odlegly o ok. 200 tys. lat.
    Trudne beda jezyki azji wschodniej i indian amerykanskich ale izolowane -odlegle jezykowo o ok. 60-80 tys. lat.
    Pozostale a szczegolnie indo-europejskie to prostota znam ich kilka.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930