Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Czwartek, 4 sierpnia 2016

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (955) Zapraszam na kolejny serwis aktualnych informacji i komentarzy ze świata: walki w Aleppo, histeria antyrosyjska w Kijowie, rywalizacja wojskowa mocarstw etc.

 

* W kurdyjskim kwartale Szejk Maksud na północy miasta Aleppo toczy się zaciekła walka - poinformował rzecznik rosyjskiego Centrum ds. Pojednania Stron Konfliktu w Syrii. Według niego, bojownicy wykorzystują sprzęt opancerzony. Ogień w kierunku kwartału prowadzą członkowie ugrupowań Dżabhat an-Nusra i Ahrar asz-Szam, poza tym ostrzeliwują pozycje syryjskiej armii w rejonie Handratu.  Rzecznik centrum ds. pojednania dodał, że w nocy terroryści prowadzili intensywny ogień artyleryjski z rejonu galerii handlowej Castello i miejscowości Muhaim-Handrat do zamieszkałych dzielnic w północnym Aleppo. Wczoraj ostrzały doprowadziły do znacznych zniszczeń w Szejk Maksud, zginęły i zostały ranne dziesiątki cywilów. Z powodu ataków terrorystów oddziały kurdyjskich powstańców musiały opuścić swoje pozycje. Cywile również masowo opuszczają kwartał i uciekają na północ Syrii, do kurdyjskiego kantonu Afrin — podaje biuro prasowe Związku Patriotycznego Kurdystanu. Według jego danych, do Afrinu przybyło już ponad 3 tys. osób.

 

* Jak donosi kanał telewizyjny Rossija 24, MSZ Federacji Rosyjskiej wzywa zachodnie media do zebrania się w garść i poinformowania opinii publicznej o ataku chemicznym w Aleppo, w wyniku którego zginęli lub zostali ranni cywile. Wcześniej do wiadomości publicznej dotarła wiadomość o ataku chemicznym na dzielnicę mieszkaniową we wschodniej części Aleppo. 7 osób zginęło, a ponad 20 Syryjczyków umieszczono w szpitalach. „Tym razem nie ma żadnych hipotez i wymysłów. Sprawcą tego zdarzenia nie jest Daesz" — poinformował szef rosyjskiego Centrum do spraw Pojednania Walczących Stron w Syrii Siergiej Czwarkow: „2 sierpnia 2016 roku o godzinie 19:05 ze wschodniej części miasta Aleppo, z dzielnicy Sukkari, kontrolowanej przez bojowników z ugrupowania Harakat Nour al-Din al-Zenki, które Stany Zjednoczone uważają za tak zwaną opozycję umiarkowaną, dokonano ataku na dzielnicę mieszkalną poprzez użycie substancji trujących".  W Waszyngtonie wszystko, co chociażby pośrednio może dawać do zrozumienia, że Stany Zjednoczone znów udzieliły poparcia „nie tym ludziom" w Syrii, jest  albo lekceważone, albo nął poddawane w wątpliwość. „Nie widzieliśmy tych doniesień. Razem z naszymi partnerami na miejscu badamy te informacje w sposób jak najbardziej staranny. Jeśli okaże się to prawdą, to jest to nadzwyczaj poważna sprawa" — rznie głupa John Kirby, rzecznik Departamentu Stanu USA. Jednocześnie zachodnie agencje informacyjne, jak gdyby na czyjś rozkaz, chętnie opowiadają historie o zagładzie cywili wskutek rzekomych ataków armii syryjskiej. A prowadzoną w Aleppo operację humanitarną z udziałem rosyjskich wojskowych wypaczają do tego stopnia, że kwestionują samo istnienie korytarzy humanitarnych, poprzez które mieszkańcy mogą opuszczać oblężone miasto, mówiąc, że nie ma żadnych dostaw ładunków humanitarnych. Ponadto w Waszyngtonie rzekomo nikt nie słyszał nic o tych przedstawicielach umiarkowanej opozycji, którzy naprawdę pragną pokoju w Syrii i wyrażają gotowość do złożenia broni. Żadne z amerykańskich czy europejskich mediów nie piszą przy tym o mieście Membidż, które f jest zablokowane przez innych przedstawicieli tzw. umiarkowanej opozycji — Syryjskie Siły Demokratyczne, które prowadzą działania zbrojne w dzielnicach mieszkaniowych miasta, a z powietrza te same dzielnice atakuje koalicja amerykańska. Jedynej próbie wyprowadzenia cywili z miasta Membidż 19 lipca towarzyszył amerykański atak lotniczy na kolumny uchodźców. W ciągu dwóch ostatnich tygodni lotnictwo międzynarodowej koalicji ponad 90 razy atakowało miasto. Efektem są setki zabitych i tysiące rannych — o czym w prasie zachodniej oczywiście nie ma żadnych wzmianek.

 

* Ukraińskie władze odmówiły powołania nowego ambasadora Rosji. W rosyjskim parlamencie taką decyzję tłumaczą dążeniem do dogodzenia radykałom i chęcią obniżenia rangi przedstawicielstwa dyplomatycznego Rosji do charges d'affaires. Kijów oświadczył, że kwestia nowego rosyjskiego ambasadora została usunięta z agendy.  Wczoraj wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy ds. eurointegracji Jelena Zerkal oznajmiła, że Kijów nie rozpatruje kwestii powołania ambasadora Rosji na Ukrainie. Według niej, Kijów „rozwiązał tę kwestię jeszcze w 2014 roku, odwołując ambasadora". Obecnie interesy Ukrainy reprezentuje w Moskwie charges d'affaires. Wcześniej rosyjski rząd ubiegał się o wstępną zgodę Kijowa na kandydaturę Michaiła Babicza. Miał on zastąpić na stanowisku ambasadora zdymisjonowanego Michaiła Zurabowa. Jak podkreślił rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow, Moskwa nadal proponuje powołanie nowego ambasadora bez względu na reakcję Kijowa.  Jest to nasze podejście do naszych stosunków dwustronnych. Jednocześnie, jeśli strona ukraińska podejmuje decyzję w sprawie obniżenia szczebla naszych stosunków dyplomatycznych i uważa to za celowe, jest to wybór strony ukraińskiej — oznajmił. Pieskow podkreślił, że kwestie powołania szefów misji dyplomatycznych a także dotyczące szczebla stosunków dyplomatycznych, „w pierwszym przypadku są rozwiązywane na zasadzie dwustronnego konsensusu, a w drugim — w ciszy". Leonid Kałasznikow uważa, że stanowisko Kijowa nie jest związane z konkretną kandydaturą zaproponowaną przez Moskwę. Według słów deputowanego, ukraińskie władze „w ogóle nie chcą żadnego ambasadora".  „W ten sposób dogadzają niektórym radykałom, którzy domagają się całkowitego zerwania stosunków dyplomatycznych z Rosją. W związku z tym, ponieważ uważają, że znajdują się w stanie wojny, postanowili skorzystać z sytuacji z odwołaniem poprzedniego ambasadora, aby nie powoływać nowego" — podkreślił  Kałasznikow. Deputowany przypomniał, że powołanie ambasadora jest prerogatywą kraju, który go przyjmuje. Pierwszy wiceszef Komisji Spraw Zagranicznych Rady Federacji Władimir Dżabarow z kolei oznajmił, że Kijów zamierza obniżyć szczebel rosyjskiego przedstawicielstwa na Ukrainie do tymczasowego chargé d'affaires.  Dla nas nie będzie to dużą stratą — podkreślił senator, dodając, że skandal dyplomatyczny stanowi kontynuację „nieprzyjaznej polityki Petra Poroszenki". Jednocześnie Dżabarow jest przekonany, że decyzja Kijowa może doprowadzić do negatywnych skutków dla samej Ukrainy: „Tu jest już niedaleko do wprowadzenia wiz". Senator nie wykluczył, że na decyzję Kijowa wpłynęli „amerykańscy kuratorzy". — Chodzi nie o osobowość, nie o kandydaturę nowego ambasadora Rosji na Ukrainie, tylko w ogólnym zarysie jest to negatywna polityka Kijowa wobec Rosji — uważa polityk. 

 

* Deputowany Wierchownej Rady Ukrainy Ołeh Musij zarejestrował projekt uznania za ludobójstwo działań państwa polskiego wobec Ukraińców w latach 1919-1951. Musij napisał o tym na swoim Facebooku. „Prawda musi być wyczerpująca. Prawda nie może być jednostronna. Lekcji z historii powinni nauczyć się na pamięć wszyscy. Jest to szczepienie na powtórzenie" — skomentował Musij swoją propozycję. Odpowiedni projekt postanowienia pojawił się na stronie internetowej ukraińskiego parlamentu, jednak jego tekstu do tej pory nie ma. Ponadto na stronie Rady podkreślono, że dokument już wpłynął do parlamentu i został „przekazany władzom do rozpatrzenia". Sejm RP na posiedzeniu w piątek przyjął uchwałę o ustanowieniu 11 lipca Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa, dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na mieszkańcach II Rzeczy Pospolitej w latach 1943-1945. MSZ Ukrainy oświadczyło, że spodziewa się po Radzie reakcji na decyzję Sejmu Polski w sprawie Rzezi Wołyńskiej. 

 

* Rosja i Chiny szybko zwiększają swoje zapasy złota. Zasilenie złotem rezerw państwowych chroni Moskwę i Pekin przed dominacją amerykańskiego dolara. Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), w okresie od stycznia do kwietnia 2016 roku Chiny zakupywały co miesiąc około 11 ton złota. W maju ilość sztabek złota nie uległa zmianie — donosi wydanie internetowe MarketWatch. W porównaniu z Pekinem Moskwa zakupywała złoto jeszcze aktywniej - w okresie od stycznia do czerwca, aż po 14 ton miesięcznie. Rosja i ChRL powiększają swoje zapasy złota z wielu przyczyn — pisze MarketWatch. Jednym z głównych powodów jest chęć zmniejszenia zależności od dolara. W przypadku Rosji strategia jest przede wszystkim podyktowana sankcjami nałożonymi na Moskwę z inicjatywy USA. Ponadto uzupełnienie rezerw złotem może być uwarunkowane niezadowoleniem z niskiego bądź ujemnego przychodu z rezerw w walucie europejskiej. Chiny natomiast złotem umacniają juan włączony już do grona globalnych walut rezerwowych — dodaje portal. Największym posiadaczem złota pozostają Stany Zjednoczone, których zapasy wynoszą 8134 tony. Za USA plasują się Niemcy (3380 ton), dalej MFW (2814 ton), Włochy (2452 tony) i Francja (2436 ton). Chiny i Rosja plasują się odpowiednio na szóstej i siódmej pozycji. Przy takim tempie zakupów złota Moskwie i Pekinowi potrzeba będzie jeszcze około sześciu lat, żeby zrównać się z Rzymem i Paryżem. Jak czytamy w opublikowanym w 2016 roku raporcie organizacji Official Monetary and Financial Institutions Forum, którego autorzy regularnie dokonują przeglądu światowych rezerw złota, „rośnie atrakcyjność złota jako alternatywy wobec walut rezerwowych, bowiem euro, japoński jen i frank szwajcarski osłabiły się w stosunku do dolara w 2015 roku, podczas gdy kraje rozwijające się są także zainteresowane dywersyfikacją rezerw i zmniejszeniem zależności od aktywów amerykańskich ".

 

* Działania Chin na Morzu Południowochińskim wywołują zaniepokojenie zarówno w państwach regionu, jak i w Europie i USA. Publicyści National Interest i Investor's Business Daily próbują wyjaśnić, co amerykańscy dyplomaci i wojskowi mogą przeciwstawić rosnącej potędze Chin. Na wiosnę Trybunał Międzynarodowy w Hadze rozpatrzy wnosek Filipin o spornych wyspach na Morzu Południowochińskim. Najprawdopodobniej decyzja zostanie podjęta na korzyść Manili. Ale decyzja Trybunału nie wpłynie na zmianę strategii, którą Xi Jinpong uważa za słuszną, pisze National Interest. Chiny mogą stworzyć nową strefę rozpoznawczą dla obrony przeciwrakietowej, taką samą, jaka jest już na Morzu Wschodniochińskim, uważa pracownik Ośrodka Międzynarodowych Badań Strategicznych  John Hemmings.  W takim wypadku dla USA i ich sojusznika - Japonii niezwykle ważnym będzie podjęcie wspólnych kroków. Pierwszym strategicznym krokiem powinno być ignorowanie przez amerykańską flotę i siły powietrzne stworzonej strefy. To będzie przykładem dla Japonii. Możliwe, że amerykańsko-japoński sojusz przyciągnie Australię i Filipiny. Zbyt długo wszyscy bali się odizolowania Chin w wyniku działań czterostronnych, uważa John Hemmings. Jednak  te działania tylko zwiększą napięcie, a  amerykańsko-japoński sojusz nie może de facto zrobić nic, aby przeszkodzić Chinom w dalszej realizacji swojej strategii, poza wywołaniem wojny.  Jeszcze mniej optymistycznie są nastawieni eksperci z Investor's Business Daily. Pisząc o aktywności Chin na Morzu Południowochińskim pismo zauważa, że stała się ona możliwa dzięki budowie kilku sztucznych wysp. Na wyspach Chiny umieściły radary, a wody w ich pobliżu patrolują okręty wojenne. Chiny zbudowały także „środki dla umieszczenia na nich ważnych sił wojennych, w tym nowoczesnych myśliwców”.  Dyrektor Wywiadu Narodowego Stanów Zjednoczonych James Clapper uważa, że do 2017 roku Chiny mogą umieścić w regionie silne środki defensywne i ofensywne. Oczywistym celem tej strategii jest realizacja „chińskiego marzenia” o odrodzeniu wielkiego narodu chińskiego. I trudno będzie temu przeszkodzić. 

 

* Polska ma nadzieję, że papież Franciszek poruszy kwestię śledztwa w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem w rozmowach ze światowymi politykami - oznajmił szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski. Wcześniej minister poinformował, że szef MON Antoni Macierewicz podczas rozmowy z papieżem Franciszkiem, który pod koniec lipca przebywał z wizytą w Krakowie w ramach Światowych Dni Młodzieży, poruszył kwestię katastrofy smoleńskiej. Waszczykowski podkreślił, że politycy rządzącej w Polsce partii Prawo i Sprawiedliwość od chwili katastrofy samolotu prezydenckiego zobowiązali się, że poruszą temat tych wydarzeń na szczeblu międzynarodowym. „Uważamy, że do katastrofy doszło nie tak, jak opisują to oficjalne raporty, zarówno polskie, jak i rosyjskie" — oznajmił minister na antenie polskiej telewizji. Według niego Macierewicz chciał pokazać papieżowi, że Polska będzie „domagać się prawdy, żeby o tym pamiętał, wiedział". „A jeśli może, to żeby wsparł nas w jakichś rozmowach i przypominał o tym innym politykom światowym, z którymi będzie się spotykał" — dodał szef polskiego MSZ.  Samolot Tu-154 prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 roku rozbił się pod Smoleńskiem. Na pokładzie znajdowało się 96 osób — 88 pasażerów i 8 członków załogi, którzy lecieli na uroczystości związane z 70. rocznicą zbrodni katyńskiej. Nikt z nich nie przeżył. Międzypaństwowy Komitet Lotniczy w 2011 roku opublikował ostateczny raport dotyczący rezultatów śledztwa technicznego, zgodnie z którym za bezpośrednią przyczynę katastrofy uznano decyzję załogi, aby nie lądować na zapasowym lotnisku, a za przyczynę systemową — braki w zabezpieczeniu lotu i przygotowaniu załogi. Jak podkreśliła wcześniej prokuratura Polski, bezpośrednią przyczyną katastrofy samolotu Kaczyńskiego były błędy w działaniach załogi samolotu.

 

* Syryjskiej armii udało się wziąć do niewoli jednego z głównych katów z „Państwa Islamskiego” o pseudonimie Buldożer. Informacja o tym pojawiła się w kilku zachodnich mediach, które powołują się na opublikowane w sieci nagranie z pojmania terrorysty, — donosi rosyjski portal RT. Ekstremista, którego prawdziwe nazwisko nie jest znane, otrzymał przydomek Buldożer ze względu na swoje imponujące rozmiary fizyczne. Na filmie widać, jak leży związany z tyłu ciężarówki otoczony przez żołnierzy armii syryjskiej. Większość egzekucji terrorysta przeprowadził w irackim Mosulu, jednak był on znany także w Syrii i Jemenie. W chwili obecnej nie można sprecyzować, gdzie zostało wykonane nagranie i gdzie pojmany bojownik się znajduje.

 

* Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zaapelowała do zachodnich mediów, by nie pomijały milczeniem przestępstw popełnianych przez tzw. umiarkowaną opozycję w Syrii. Wcześniej pojawiły się informacje o przeprowadzeniu ataku chemicznego w dzielnicy mieszkalnej, we wschodniej części Aleppo. Rejon został ostrzelany z rejonu Sukkari, znajdującego się pod kontrolą bojowników z ugrupowania Harakat Nour al-Din al-Zenki. W rezultacie ataku z użyciem substancji trujących zginęło siedem osób. 20 innych Syryjczyków trafiło do szpitali. Na swoim profilu na Facebooku Maria Zacharowa napisała, że bojownicy Harakat Nour al-Din al-Zenki już niejednokrotnie byli oskarżani o zabójstwa dzieci i kobiet w Aleppo. Tym nie mniej ugrupowanie uznawane jest za „umiarkowane" i korzysta ze wsparcia Stanów Zjednoczonych. Rzecznik rosyjskiego MSZ przypomniała też, że oddziały Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) zablokowali de facto Manbidż w prowincji Aleppo i prowadzą aktywne działania zbrojne w dzielnicach mieszkalnych, w rezultacie których ginie wielu cywilów. Zdaniem Zacharowej, „amerykańskie lotnictwo i siły koalicji, wspierające SDF, atakują nie konkretne obiekty ISIS, lecz dzielnice miasta". Według danych MSZ, od początku operacji w Manbidżu, tj. od 19 lipca, samoloty amerykańskich sił powietrznych i siły koalicji przeprowadziły ponad 90 nalotów na dzielnice mieszkalne, w których, według najskromniejszych ocen, zginęły setki cywilów, a tysiące osób zostało rannych. „Jeśli nasi zachodni partnerzy, w pierwszej kolejności Waszyngton, znów zrobią wszystko, żeby tych faktów nie zauważać, to wszelkie ich rozmowy o „zaprzestaniu rozlewu krwi" będą po prostu absurdalne. Mam ogromną nadzieję, że media zachodnie (w swym ogóle, a nie tylko Matthew Lee) znajdą w sobie dość sił, by napisać o przestępstwach, które ciążą na „umiarkowanych" i o źródłach ich finansowania. Tak. Do Was się zwracam: do The New York Times, Le Figaro, Bild, a także do wszystkich tych, którzy regularnie powołują się na „londyńskie obserwatorium praw człowieka w Syrii". Kieruję te słowa w szczególności do Bilda. Jak na razie gazeta ogłosiła tylko bojkot wiadomości o osiągnięciach rosyjskiej reprezentacji w Rio. Jest płomyczek nadziei, że w tabloidzie znajdzie się trochę miejsca dla dwóch akapitów o bestialstwach „umiarkowanej opozycji" w Syrii. Kilka akapitów prawdy jeszcze nikomu nie zaszkodziło" — zauważyła Zacharowa.

 

* Jedna osoba zginęła, a pięć zostało rannych w ataku nożownika przy Russell Square w centrum Londynu. 19-letni napastnik został aresztowany. Policja poinformowała, że najprawdopodobniej mężczyzna ma problemy psychiczne, ale nie wyklucza też motywu terrorystycznego.Do ataku nożownika na przechodniów w centrum Londynu doszło wśrodę ok. godz. 22:30 (23.33 czasu polskiego). Napastnik został schwytany kilka minut po ataku. Jeden z policjantów obezwładnił go za pomocą paralizatora. Mężczyzna zdążył jednak ranić sześć osób. Jedna z ofiar – 60-letnia kobieta – zmarła.Policja poinformowała,że nożownikiem okazał się 19-latek. Nie podała jednakżadnych dodatkowych informacji.  - Wstępne przesłanki sugerują, że zdrowie psychiczne było znaczącym czynnikiem w tej sprawie i to jest jedna z głównych linii śledztwa — oświadczył przedstawiciel londyńskiej policji. Motyw napastnika nie jest znany. Policja nie wyklucza ataku o podłożu terrorystycznym. Śledztwo prowadzi wydział zabójstw we współpracy z wydziałem antyterrorystycznym. Na ulice Londynu w czwartek wyszło więcej patroli policyjnych.

 

* Embargo żywnościowe, którym Rosja objęła kraje Zachodu, pozwoliło na reorganizację rosyjskiego przemysłu rolnego. Jednak bez współpracy państwa i biznesu rosyjski rynek nie będzie ani wydajny ani konkurencyjny.Taką opinię wyraził w rozmowie z Ria Novosti dyrektor zarządzający firmy The Boston Consulting Group (BCG) Iwan Kotow. Szóstego sierpnia miną dwa lata od czasu, gdy Rosja objęła embargiem żywnościowym towary z krajów, które wprowadziły wobec niej sankcje.„Po wprowadzeniu embarga żywnościowego, na rosyjskim rynku zmniejszył się udział produktów pochodzących z importu. Dotyczy to w szczególności tych segmentów rynku, które dotknęło embargo żywnościowe. Cześć towarów sprowadzanych wcześniej z krajów objętych dzisiaj embargiem udało się zastąpić produktami importowanymi z Nowej Zelandii, Brazylii, czy też Argentyny" — powiedział Kotow w rozmowie z Ria Novosti. Mówiąc o polityce zastępowania importu, ekspert zauważył, że produkcja krajowa wzrosła dzięki pełnemu wykorzystaniu możliwości produkcyjnych, a także realizacji projektów, które ujrzały światło dzienne przed nałożeniem embarga żywnościowego.„Dwa lata to zbyt krótki okres czasu dla realizacji dużych projektów inwestycyjnych i dla wydatnego zwiększenia produkcji. Ponadto, krótkoterminowy charakter embarga nie pozwala przedsiębiorstwom na długoterminowe planowanie i inwestycje. Istnieje bowiem ryzyko powrotu zagranicznych producentów, a więc konkurencji" — rozważa Kotow. „Embargo żywnościowe dało Rosji możliwość reorganizacji przemysłu rolnego. Poza pszenicą i słonecznikiem, rozwija się na przykład produkcja nabiałowa, mięsna, uprawa warzyw i owoców. Jednak bez współpracy państwa i biznesu nie uda się racjonalnie wykorzystać czasu dla rozbudowy wydajnych i konkurencyjnych segmentów" — powiedział Kotow. Ekspert podkreślił konieczność realizacji kapitalnych inwestycji, a także kształcenia specjalistów i kapitału ludzkiego jako takiego, rozwoju infrastruktury i krajowych marek. Nie mniej ważne jest uświadamianie konsumentów o istnieniu lokalnych artykułów żywnościowych.

 

* Deputowany Zgromadzenia Narodowego Francji z ramienia prawicowej partii „Republikanie” Thierry Mariani zamierza zwrócić się do sądu z wnioskiem przeciwko deputowanemu socjaliście Alexisowi Bachelay, który na swojej stronie na Twitterze nazwał grupę francuskich parlamentarzystów pojechawszych do Krymu „putinowskimi pachołkami”. Thierry Mariani dał agencji Sputnik komentarz na temat zaistniałej sytuacji. „Stwierdziłem to (fakt pomówienia) przez komisarzy, a potem zwróciłem się do sądu. Problem mikroblogu Twitter polega na tym, że stał się platformą dla nieuargumentowanych i bezpodstawnych oskarżeń, co więcej, wypowiedzi na niskim poziomie, ponieważ większość wypowiada się tam nie pod swoim własnym imieniem. Jesteśmy już zmęczeni bezpodstawnymi oskarżeniami ze strony Bachelay, który jest deputowanym i powinien uświadamiać sobie swoją odpowiedzialność. Jego wypowiedzi są nie do przyjęcia” – skomentował Mariani. Bez względu na to, że to już nie pierwsza krytyka stanowiska Mariani, zaistaniała sytuacja różni się od poprzednich. „On (Alexis Bachelay) jest nieco szczególny: znajduje się na lewym skrzydle lewicy. Mam nadzieję, że sąd szybciej wyda wyrok, niz dozna on klęski w wyborach. Jest on częścią tego, co ja nazywam zaangażowanym aktorem w spektaklu: bardzo szybko opuści parlament. Dzięki temu zachowaniu przynajmniej nie zostanie szybko zapomniany” – dodał Mariani. Według słów Marianiego, zjednoczenie polityczne wspiera działania parlamentarzystów, którzy odwiedzili Krym. „Nikt nas nie potępił. Nie ma najmniejszego osądu ze strony prawicy. Możecie się sami przekonać. Nawet Alain Juppé nie zareagował w żaden sposób” – podsumował Mariani.

 

*  „Długi stanowią kluczowy aspekt w globalnym modelu gospodarczym" - uważa cieszący się dużym autorytetem niemiecki ekonomista Ernst Wolff. W wywiadzie dla Sputnika zasugerował on, że należy uciekać od tego modelu, dysponując ewentualnie oszczędnościami w srebrze i złocie.Obecnie pieniędzy i długów jest więcej niż realnych ofert towarów i usług. Praktycznie wszystkie kraje świata są zadłużone, i to bardzo.  Jak ukształtował się ten system i jak on działa?Wynika to z tego, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat całokształt systemu wymknął się spod wszelkiej kontroli. Przyczyną tego stała się deregulacja sektora finansowego, a zaczęło się to w 1971 roku, gdy zniesiono uzależnienie dolara od standardu złota. Doprowadziło to to nadzwyczajnego wręcz wyolbrzymienia sektora finansowego. W tej chwili wielokrotnie przewyższa on wielkości realnej gospodarki. Stracił wszelkie powiązania z nią i praktycznie jest niczym innym jak tylko kasynem gry. Można postawić stawkę i w krótkim czasie wygrać bardzo dużo pieniędzy. W ten sposób spekulacja nabiera tempa, coraz bardziej rozdmuchując bańki mydlane na rynku finansowym — te bańki mydlane to nieruchomości, akcje i obligacje.Jeśli prywatny kredytobiorca ma złą historię kredytową, to nie otrzyma następnego kredytu. Dlaczego w przypadku wielkich graczy sytuacja wygląda całkiem inaczej?Otóż podstawowy problem polega na tym, że ten system w swym całokształcie jest praktycznie martwy. W 2008 roku w zasadzie runął i jest sztucznie podtrzymywany w drodze regularnych zastrzyków finansowych. Jeśli te zastrzyki ustaną, to niezwłocznie zacznie on padać. Obecnie banki centralne na całym świecie drukują pieniądze. W ciągu ostatnich siedmiu czy ośmiu lat do 0% w skali rocznej, a niekiedy też poniżej zera, obniżono podstawowe stopy procentowe. Głównym zadaniem banków jest finansowanie gospodarki, udzielanie kredytów. Jednakże nikt nie zarobi teraz na udzielaniu kredytów. Dlatego banki oraz — co jest w dużej mierze niebezpieczne — fundusze emerytalne — muszą uczestniczyć w spekulacjach. Jest to bardzo niebezpieczne w tej chwili. Cały system finansowy wymknął się spod kontroli, a możliwości banków centralnych są bliskie wyczerpania. Banki mają więc dwie drogi — emitowanie pieniędzy lub obniżanie podstawowej stopy procentowej. Jednakże w tej chwili nie ma jak już jej obniżać, a pieniędzy wydrukowano już pod dostatkiem. Te środki wycofały się na rynki nieruchomości, akcji i obligacji, gdzie spowodowały powstanie baniek mydlanych.Co Pan mógłby doradzić zwykłym obywatelom? Co mają robić ze swymi oszczędnościami?Niewiele można tu poradzić. Trzeba mówić ludziom o tym, że zbliża się olbrzymi krach finansowy. Jeśli przypomnimy sobie, co się stało w Grecji czy na Cyprze, to zobaczymy, że w czasie kryzysu banki zamykano, klienci nie mieli możliwości podejmowania swych pieniędzy. Dlatego każdy powinien trzymać w domu pewne ilości gotówki. Ponadto, warto trzymać oszczędności w złocie czy srebrze. Nie należy pokładać nadziei w tym, że pieniądze stabilnie zachowają swoją wartość. Ponadto, nikomu nie radziłbym w tej chwili zaciągania kredytów. Jeśli euro runie, jeśli runą wszystkie waluty świata, to banki będą nalegać na spłacanie kredytów w dotychczasowej walucie. Jeśli dojdzie do dewaluacji euro, powiedzmy, o 30%, to wszyscy, którzy zaciągnęli kredyty przed dewaluacją, będą musieli spłacać o 30% — uważa Ernst Wolff. 

 

* Nie można bezkarnie organizować szczytu w Warszawie, pod nosem największego na świecie mocarstwa jądrowego. Rzecz jasna, nie należy też lękliwie nadskakiwać Moskwie, ale co powiedzieliby Amerykanie, gdyby Rosja przeprowadziła takie spotkanie w Meksyku? – zastanawia się Roland Hureaux na łamach francuskiego „Atlantico” Na początku lipca odbył się szczyt NATO w Polsce. Ponadto sojusz wysłał tysiące żołnierzy w pobliże rosyjskich granic. Kilku wschodnich członków bloku na własne ryzyko próbowało wskrzesić klimat zimnej wojny. Warszawski szczyt NATO jeszcze nie oznacza wojny, ale jest prowokacją godzącą w Rosję. Zresztą, konieczność takiego rozwiązania budzi wątpliwości, a ryzyko jest zrozumiałe: nie można bezkarnie organizować takiego spotkania na szczycie pod nosem największego na świecie mocarstwa jądrowego. Rzecz jasna, nie trzeba też lękliwie nadskakiwać Moskwie, ale co powiedzieliby Amerykanie, gdyby Rosja przeprowadziła takie spotkanie w Meksyku?W deklaracji końcowej szczytu potępia się (budziłoby to śmiech, gdyby nie dotyczyło tak poważnych kwestii) „agresywne działania Rosji, w tym prowokacyjną aktywność wojskową na peryferiach terytorium NATO”. Ale gdzie znajdują się te peryferie NATO? Na Karaibach? Nie, w „regionach bałtyckim i czarnomorskim”. Oświadczenie jest tym bardziej niepokojące, że w czerwcu w Polsce i krajach bałtyckich, czyli tuż przy rosyjskich granicach, odbyły się ćwiczenia „Anakonda” z udziałem co najmniej 24 krajów. Pomimo pojednawczych słów Hollande’a (prezydent podkreślił, że nie uważa Rosji „ani za wroga, ani za zagrożenie”) w Warszawie i apelu ministra spraw zagranicznych Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera do NATO o powściągliwość oba kraje podpisały deklarację końcową i uczestniczyły w manewrach. Francja wysłała tam jedynie 150 żołnierzy. To bardzo mało w kategoriach wojskowych, ale nadal służy jako symbol solidarności politycznej z wątpliwym (co najmniej) przedsięwzięciem. 31 000 ludzi. Wystarczy do prowokacji, ale w porównaniu z Rosją, która może błyskawicznie rozwinąć 30-krotnie większe siły po drugiej stronie granicy, wywołuje śmiech. W takim razie jaki mają w tym interes?Jeśli wierzyć licznym specjalistom, dziś Rosja ma wyraźną przewagę nad Stanami Zjednoczonymi w klasycznych konfliktach zbrojnych. Do tego należy dodać jej potwierdzone możliwości w zakresie zakłócania i niedawne prace nad pociskiem balistycznym rozwijającym prędkość, która pozwala na ominięcie wszelkich środków zaradczych (a zatem sprawia, że tarcza antybalistyczna staje się bezużyteczna). Za Stalina Związek Radziecki stworzył broń jądrową cztery lata po Ameryce. W tym okresie USA zachowywały się niezwykle agresywnie i, w szczególności, zorganizowały blokadę Berlina, by wszyscy zapomnieli o swojej słabszej pozycji strategicznej. Niewykluczone, że obecne manewry NATO kierują się właśnie taką logiką. Jednak wątpliwe, czy Putin da się na to nabrać! Innym wyjaśnieniem może być dążenie do uspokojenia Polski i krajów bałtyckich, które nadal tracą głowę na myśl o rosyjskim zagrożeniu. Z uwagi na historię pewne obawy z ich strony można zrozumieć. Ale czy dziś są one uzasadnione? Szczyt NATO potępia przyłączenie Krymu i rosyjską pomoc powstańcom z Donbasu. Amerykańscy neokonserwatyści na czele z Hillary Clinton widzą w tym procesie podbój, porównywalny do tego, co działo się za rządów Hitlera.Nie zapominajmy, że kroki, o które oskarża się Putina, były jedynie odpowiedzią na to, co Valéry Giscard d’Estaing nazwał zorganizowanym przez CIA zamachem stanu (wydarzenia na Majdanie w lutym 2013 roku) w celu obalenia legalnych władz w Kijowie i zamienienia ich wrogim wobec Rosji rządem.W efekcie Moskwa mogła stracić bazy marynarki wojennej w Sewastopolu (w wyniku radzieckich przetasowań przekazane Ukrainie), co byłoby dla niej nie do zaakceptowania z geograficznego punktu widzenia. Dotychczas Putin grał według zasad obrony, nawet w Syrii, jedynym punkcie oporu Rosji na Bliskim Wschodzie, który USA jawnie starały się osłabić, wspierając radyklanych islamskich rebeliantów przeciwko władzy al-Asada. Co więcej, Putin nawet w najmniejszym stopniu nie wykazał się wrogością w stosunku do Polski czy krajów bałtyckich, czego o nich powiedzieć nie można. Wyobraźmy siebie, że te kraje faktycznie są zagrożone. Czy nie jest oczywistym, że wszystkie gesty NATO dają jedynie iluzoryczne poczucie obrony? W latach 60. ubiegłego wieku w Europie Zachodniej pojawiły się uzasadnione wątpliwości co do potencjału amerykańskiej obrony w odniesieniu do wciąż niebezpiecznego Związku Radzieckiego. Doktryna odmierzonej odpowiedzi zamieniła w Waszyngtonie strategię zmasowanego ataku. W rozumieniu generała de Gaulle’a oznaczało to, że USA nie są gotowe do zaryzykowania bezpośrednim konfliktem jądrowym z ZSRR w obronie Europy Zachodniej. Z tego wyciągnął on wnioski, iż Francja musi mieć własną broń jądrową.Dlatego czy można wierzyć, że jeśli w przeszłości USA nie były gotowe na to dla dobra Francji i Wielkiej Brytanii, to dziś zrobią to dla Polski i Litwy?Zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, jak bardzo prezydent Roosevelt starał się w 1938 roku popchnąć Francuzów i Brytyjczyków do podpisania układu monachijskiego ws. podziału Czechosłowacji. Innymi słowy, te kraje nie chcą igrać z ogniem. To, że rozniecają wokół Rosji takie namiętności, oznacza, iż spoczywa na nich nie mniejsza odpowiedzialność niż na USA z ich iluzorycznymi obietnicami obrony.Polska jest na swój sposób ujmującym krajem, ale chronicznie nieodpowiedzialnym, o czym świadczą dwie wojny. Autorytet Jana Pawła II na jakiś czas uspokoił jej liderów. Ale nie ma go już wśród nas, jak i gwarancji, że jego następca zdoła na nią wpłynąć.  Wykonując wiele niezgrabnych kroków w 1939 roku, Polacy i mieszkańcy krajów bałtyckich w rezultacie nie osiągnęli swoich celów. Wówczas Francja i Wielka Brytania (a nie USA) zaryzykowały własną przyszłością, przychodząc im z pomocą. Zresztą, na nic się to zdało. Dlatego teraz będzie dla nich lepiej, jeśli podobny scenariusz się nie powtórzy.

 

* Rosja jest otwarta na poprawę stosunków z Zachodem, szuka dróg do tego, ale nie jest gotowa na robienie czegoś wewnątrz kraju, aby przypodobać się komuś z zewnątrz - oznajmił rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow. „Prezydent (Władimir) Putin właściwie w dość długim okresie rządzenia państwem wielokrotnie pokazywał, że Rosja jest otwarta na poprawę stosunków z Zachodem, Rosja szuka dobrych i konstruktywnych stosunków z Zachodem, w których bierze się pod uwagę wzajemne niepokoje i interesy" — oznajmił Pieskow, komentując publikację "Financial Times" o tym, że po wyborach parlamentarnych w Rosji może dojść do zmian w rządzie, w tym do zastąpienia premiera w celu poprawy stosunków z Zachodem. Podkreślił on, że Rosja ceni sobie stosunki z Europą i państwa unijne do tej pory są głównym partnerem handlowo-gospodarczym pomimo dramatycznego zmniejszenia wymiany handlowej. „Jednocześnie Putin wielokrotnie pokazywał, że mając w charakterze konstanty takie konstruktywne podejście, Rosja nie zamierza robić w kraju coś, aby dogodzić komuś z zewnątrz. Dlatego takie ujęcie sprawy jest dalekie od rzeczywistości" — powiedział Pieskow. 

 

* Magazyn "National Interest" przygotował listę pięciu krajów, których siły powietrzne będą najpotężniejsze do 2030 roku. Według magazynu do 2030 roku najpotężniejszymi siłami powietrznymi będą dysponowały Stany Zjednoczone. Do tego czasu Amerykanie będą posiadali 187 wielozadaniowych myśliwców piątej generacji F-22 „Raptor”, a także 178 „złotych orłów” — niszczycieli czwartej generacji przystosowanych do każdych warunków pogodowych F-15C, które będą miały znacząco zmodyfikowany system radarowy oraz system czujników podczerwieni, uważa NI. Ponadto Stany Zjednoczone do dyspozycji będą miały prawie 1800 niszczycieli-bombowców piątej generacji F-35, które zastąpią lekkie myśliwce F-16C i szturmowce A-10 „Thunderbolt”. Według publikacji USA będą dysponowały również wojskowymi samolotami-cysternami Boeing KC-46 i bombowcami B-21. Jeśli Rosja do 2030 roku będzie w stanie przezwyciężyć obecny kryzys gospodarczy, jej wojskowa flota powietrza będzie drugą najsilniejszą po USA, ale w najgorszym scenariuszu wejdzie do pierwszej dziesiątki, uważa "National Interest". Dwa najważniejsze opracowania w Rosji to myśliwiec piątej generacji PAK-FA (T-50) i strategiczny bombowiec rakietowy nowej generacji PAK-DA. Rosja nie może wiecznie polegać na niszczycielach MiG-29, a także Su-27/30/34, a T-50, zgodnie z oczekiwaniami, stanie się nowym konkurentem dla amerykańskiego F-22. PAK-DA powinien zastąpić naddźwiękowy rakietowy bombowiec strategiczny Tu-160 i bombowiec rakietowy Tu-22M. Siły powietrzne Chin, jak pisze "National Interest", zbliżą się do momentu swojej potęgi. Całkowita liczba samolotów spada, ale ich jakość rośnie. Na zbrojeniu Chin do 2030 roku będą Su-30, Shenyang J-11, J-15 i J-10. Jednakże Chiny będą musiały postarać się dogonić inne kraje w opracowaniu niszczyciela piątej generacji, w szczególności J-20 i J-31. Ponadto do dyspozycji chińskiego lotnictwa jest Y-20 — własny ciężki samolot wojskowo-transportowy. Chiny zwiększają również flotę samolotów cystern, a także rozwijają produkcję samolotów bezzałogowych i innych samolotów do misji rozpoznawczych. Kolejnym potężnym wojskowo-lotniczym mocarstwem do 2030 roku stanie się Izrael. Teraz jego flota obejmuje 58 myśliwców F-15A i F-15C, 25 myśliwców F-15I i 312 maszyn F-16. Jak sądzi NI, izraelskie siły powietrzne już za kilka lat będą najpotężniejsze na Bliskim Wschodzie. Jednak do tego czasu będą one bardzo potrzebowały modernizacji, ponieważ wiele samolotów będzie miało już ponad 40 lat. Jednak F-15C na razie nie mają odpowiedniego zmiennika, ponieważ produkcja F-22 w Stanach Zjednoczonych zakończyła się w 2011 roku. Izrael będzie zmuszony maksymalnie długo wykorzystywać F-15C lub przesunąć ich funkcje na nowe amerykańskie F-35. Królewskie Siły Lotnicze Wielkiej Brytanii do 2030 roku prawdopodobnie osiągną stan swojej świetności, pisze magazyn. Do dyspozycji Londynu będzie około 160 potężnych wielozadaniowych myśliwców „Eurofighter Typhoon” wyposażonych w kierowane bomby lotnicze z laserowym naprowadzaniem serii Paveway. Ponadto do 2030 roku Siły Powietrzne Wielkiej Brytanii otrzymają bojowy dron, a 138 amerykańskich F-35B zastąpi bojowe odrzutowe samoloty Panavia Tornado, czytamy w artykule.

 

* Niełatwa sytuacja na arenie międzynarodowej nie przeszkadza Rosji w prowadzeniu nadzwyczaj spokojnej i efektywnej gry obronnej na froncie ekonomicznym, pisze „Financial Times”. Państwo musi przeżyć niemało problemów w związku ze spadkiem cen ropy naftowej, zachodni eksperci masowo przepowiadali przeciągającą się depresję, a niektórzy mówili nawet o bankructwie. Jednak na Kremlu nie dopuszczono do takiego rozwoju wydarzeń, wybierając bardzo rozsądną taktykę i rezygnując z poparcia kursu rubla, zauważa autor artykułu w „Financial Times”. Dzięki niskiej wartości rubla rosyjski rząd mógł załatać budżet, ponieważ w ekwiwalencie rublowym wpływy ze sprzedaży ropy naftowej pozostały na tym samym poziomie. Opracowanie budżetu dokonane zostało z uwzględnieniem ceny za ropę naftową w wysokości 50 dolarów za baryłkę, co mniej więcej odpowiada obecnej sytuacji. W rezultacie Rosja znalazła się w o wiele lepszym położeniu niż inni wiodący producenci ropy naftowej, podkreśla gazeta. Bez względu na trudności ekonomiczne Rosja wypłaciła w latach 2014 i 2015 ponad 200 miliardów długu zagranicznego. Poziom bezrobocia prawie się nie zmienił, a poza tym Moskwie udało się osiągnąć znaczne zmniejszenie inflacji rocznej i rozmiaru odpływu kapitału za granicę, głosi artykuł. W ostatnich latach Rosja bardzo efektywnie wspiera stabilność gospodarczą. A w razie osłabienia sankcji antyrosyjskich i przeprowadzenia reform gospodarczych Moskwa mogłaby bez trudu wejść na drogę wzrostu ekonomicznego, zauważa autor. „W tej chwili Putin zasługuje na wysoką ocenę swojej dobrej gry obronnej” – podsumowuje gazeta. 

 

* Mer Rygi Nil Uszakow odmówił płacenia nałożonej na niego kary w wysokości 140 euro za użycie języka rosyjskiego na profilu Dumy Ryskiej na portalu społecznościowym.  Jak informuje rosyjska telewizja RT,  mer miasta wyraził gotowość złożenia wniosku sądowego o wycofanie kary. „Otrzymałem decyzję Ośrodka Języka Państwowego o karze za użycie przez Dumę Ryską w wiadomości na Facebooku języka rosyjskiego. Kara była największego rozmiaru – 140 euro. Jednocześnie od chwili podjęcia decyzji o karze w ciągu trzech roboczych dni liczba naśladowców  na rosyjskiej stronie wzrosła o 1,5 raza. Kary nikt nie zamierza płacić, trzeba będzie się procesować” – napisał Uszakow na swoim profilu w Facebooku. Wcześniej informowano, że Ośrodek Języka Państwowego Łotwy podjął decyzję o ukaraniu mera Rygi Nila Uszakowa za użycie języka rosyjskiego we wpisach Dumy Ryskiej na portalach społecznościowych Facebook, Twitter i Instagram. On sam oświadczył, że Duma Ryska będzie kontynuować komunikowanie się z mieszkańcami w trzech językach, w tym również po rosyjsku. 

 

* Organizacja The Satanic Temple, której symbolem jest wizerunek szatana, oburzyła amerykańskie społeczeństwo oświadczeniem, że jest gotowa na otwarcie klubów w szkołach podstawowych na całym terytorium USA.  Jak podaje rosyjska RT, obecnie kluby satanistyczne już funkcjonują przy niektórych placówkach edukacyjnych, lecz w perspektywie planuje się ich otwarcie wszędzie, gdzie istnieją konserwatywne kluby ewangelickie. Jak poinformował rzecznik The Satanic Temple Lucien Greaves, ich organizacja powinna stworzyć alternatywę dla ewangelistów, ponieważ ci, zdaniem satanistów, inicjują prześladowanie dzieci, które nie wyznają religii, mówiąc że „są grzesznikami i pójdą do piekła". The Satanic Temple pozycjonuje się jako organizacja broniąca humanitaryzmu i sprawiedliwości społecznej. Jak podkreślił jej przewodniczący, dzieci uczęszczające do klubu szatana nie muszą wyznawać żadnej religii. W klubach dzieci mają być uczone przedmiotów ścisłych, sztuki, a także satanizmu — pisze portal Mashable.

 

* W nocy z 3 na 4 sierpnia w Londynie 19-letni mężczyzna zaatakował z nożem osoby w centrum miasta. Zginęła kobieta, kilka osób zostało rannych. Podejrzany został zatrzymany. Zdaniem ekspertów chodzi o nową rzeczywistość, w której znalazła się Europa.Teraz każda pojedyncza osoba, cierpiąca na zaburzenia psychiczne i podatna na wpływy radykalnych idei, może dołączyć do zakazanej organizacji PI, nie opuszczając nawet rodzinnego miasta.  „PI założyło swojego rodzaju fundament ideologiczny dla ekstremistów na całym świecie, którzy teraz stali się częścią czegoś większego. Dlatego ludzie z zaburzeniami psychicznymi mogą inspirować się radykalnymi ideami, nie wstępując bezpośrednio do żadnego ze znanych ugrupowań" — uważa ekspert ds. prawniczych Jennifer Brydon. Według niej, Państwo Islamskie rozprzestrzeniło myśl, że może do niego dołączyć każdy radykał: nie ma znaczenia, gdzie się znajduje, najważniejsze, aby ogłosił swoje przywiązanie do idei islamistycznych. „Chcą po prostu siać chaos" — dodała ekspert. „Wszystko, co próbowaliśmy zrobić przed tym, to położyć kres terroryzmowi tam, gdzie się pojawił. Powinniśmy patrzeć na problem z innej strony, zrozumieć, co chcą osiągnąć, aby zapobiec zamachom, zanim się wydarzyły" — uważa Jennifer Brydon. Według niej, terroryści już nie przejmują się podejmowanymi środkami bezpieczeństwa: „Chcą powiedzieć, że nóż to wszystko, czego potrzebują". Z panią Brydon zgadza się także Brian Levin z kalifornijskiego centrum badania ekstremizmu. „Jeśli był to zamach, oznacza to, że teraz zamachy w Europie mogą zorganizować nie tylko obywatele państw członkowskich UE, którzy przeszli szkolenia PI na Bliskim Wschodzie. Teraz terroryści mogą motywować Europejczyków z zaburzeniami psychicznymi do ataków w rodzinnych miastach" — powiedział. Poza tym Levin podkreślił, że pojedyncze osoby trudno jest wykryć, a każdy popełniony zamach może zainspirować innych radykałów do podobnych przestępstw. W niektórych przypadkach policja na początku zaprzeczała związkowi przestępców z terrorystami, rozpatrując w pierwszej kolejności wersję zaburzenia psychicznego u podejrzanych. Jednak później u niektórych napastników znaleziono symbolikę PI a nawet nagrania wideo przedstawiające składanie przysięgi wierności terrorystom.

 

* Były pracownik amerykańskich służb specjalnych Edward Snowden podczas telekonferencji w ramach sympozjum ws. nadzoru we współczesnym społeczeństwie w Tokio poinformował, że każdy mieszkaniec Japonii jest potencjalnym obiektem śledzenia ze strony USA - podaje Japan Times. Wiedzą wszystko o waszym wyznaniu religijnym, o tym kogo kochacie i o kogo dbacie. Moja praca polegała na stworzeniu obrazu życia każdego człowieka — oznajmił Snowden. Mieszkał on w amerykańskiej bazie wojskowej Yokota w Tokio w latach 2009-2011, będąc formalnie pracownikiem korporacji komputerowej Dell i wykonując pracę dla Agencji Bezpieczeństwa Narodowego USA. Według słów demaskatora amerykańskiego wywiadu, NSA legalnie zbiera informacje z telefonów i komputerów każdego użytkownika. Niewystarczające zaangażowanie obywateli w kwestie poufności i słaba kontrola obywatelska nad rządem są poważnym problemem — podsumował Snowden. 

 

* Włochy powinny wyjść ze strefy euro, jeśli chcą uratować swój przemysł – takiego zdania jest wiceprzewodniczący Izby Deputowanych Luigi Di Maio. O losie euro powinni zadecydować Włosi. Dokładnie rok temu M5S (Ruch Pięciu Gwiazd) zebrał 200 tysięcy podpisów pod petycją z żądaniem, by parlament wyznaczył referendum konstytucyjne w sprawie wyjścia kraju ze strefy euro. Dotychczas M5S nie osiągnął swego celu. Jeden z autorów tej inicjatywy, Carlo Sibilia, wyjaśnił Sputnikowi Italia jaką cenę płacą Włochy za członkostwo w strefie euro. — Od momentu wejścia do strefy euro Włochy przechodzą jeden z najtrudniejszych okresów w historii pod względem gospodarczym. Ponad 30% włoskich przedsiębiorców, którzy właściwie trzymali na nogach cały kraj, zawiesiło działalność – powiedział Sibilia. Według jego słów, waluta jest zbyt silna, co zmusza włoskich konsumentów do zaopatrywania się zagranicą w towary, których więcej nie produkuje się we Włoszech, bo poza granicami kraju są one tańsze. Jeśli twój kraj ma silniejszą walutę, niż jego gospodarka, to po kilku latach patrzysz wstecz i widzisz, że straciłeś swój przemysł i nie da się go ożywić. I odpowiedzialny jest za to  system gospodarczy Włoch, czyli euro. To zmusza nas do zastanowienia się wraz z obywatelami Włochy, czy powinniśmy wyjść ze strefy euro —  wyjaśnił Carlo Sibilia. Zastanawiamy się nad powrotem do własnej waluty – powiedział polityk. – Chcemy zwrócić narodowi włoskiemu suwerenność monetarną. To podstawowa kwestia, bo jeśli polityką gospodarczą kraju zajmuje się faktycznie prywatna agencja kredytowa, ryzyko jest nieuniknione. Świadczą o tym skandale z udziałem oszukanych deponentów, kiedy 4 banki musiały pomagać państwu, a 130 rodzin straciło wszystkie oszczędności. Zdaniem polityka, idea dwuprędkościowego euro jest jednym z prawdopodobnych rozwiązań.— Chodzi o to, by mieć waluty dla podobnego typu gospodarek wewnątrz strefy euro. Gospodarki Hiszpanii i krajów Europy Południowej są bardzo podobne. I prawdopodobnie jedynym krajem w Unii Europejskiej, którego gospodarka bardzo różni się od gospodarek innych państw, są Niemcy. Obecnie propozycja dotycząca euro dwóch prędkości, moim zdaniem, jest nie za bardzo realistyczna, ale nadal rozważamy ten pomysł – powiedział  Sibilia.W ostatnich wyborach samorządowych Ruch Pięciu Gwiazd otrzymał poważne poparcie ze strony wyborców – 19 z 20 szefów miast, gdzie odbyły się wybory, pochodzi z M5S. Dlatego – jak powiedział Sibilia — inicjatywę ruchu będzie trzeba rozważyć. — Konstytucja Włoch nie przewiduje przeprowadzania referendum w kwestii kompetencji struktur międzypaństwowych, tj. Unii Europejskiej. Dlatego proponujemy zorganizowanie referendum konsultatywnego, w którym zapytamy obywateli o ich zdanie. To zasada każdej demokracji. Będziemy robić wszystko, co w naszej mocy w tej kwestii – zapewnił Carlo Sibilia.

 

* Jakkolwiek amerykańscy dyplomaci nie próbowaliby ignorować roli Rosji w uregulowaniu sytuacji w Syrii, na daną chwilę to właśnie Moskwa, a nie Waszyngton jest decydującą siłą w rozwiązaniu tego konfliktu, pisze publicysta War On The Rocks Sam Heller.  „Rosyjski udział pomógł stabilizować reżim i był czynnikiem powstrzymującym USA przez działaniami jednostronnymi, na które nalegali przedstawiciele Departamentu Stanu. Rosja wykorzystała swoją przewagę wojskową, aby zobowiązać wszystkich uczestników, włącznie z USA, aby usiedli do stołu rozmów” – pisze Heller w artykule. Autor materiału podkreśla, że Moskwa nie dąży do rozwiązania konfliktu wojskowego, dlatego Waszyngton powinien zrezygnować z aktywnych działań na froncie, „jeśli nie chce ryzykować wstąpienia w ryzykowną i nieprzewidywalną konfrontację z Rosją”.  Jednocześnie Heller pisze, że operacja wojskowa w Syrii miała pewne sukcesy, do których zalicza wyzwolenie Palmiry z rąk bojowników zakazanej w Rosji organizacji terrorystycznej Państwo Islamskie. Wraz z tym Rosji udało się przestrzec USA przed działaniami jednostronnymi w regionie, między innymi poprzez rozmieszczanie nowoczesnych systemów obrony przeciwlotniczej S-400. Z punktu widzenia autora artykułu, to wydarzenie zmusiło Waszyngton do rozpoczęcia rozmów o sposobach uniknięcia konfliktu pomiędzy obydwoma państwami w przestrzeni powietrzej nad Syrią. W rezultacie, wszystkie te konsekwentne działania strony rosyjskiej zmusiły amerykańskich urzędników do myślenia w następujący sposób: „Wszelkie jednostronne działania mogą sprowokować otwarty konflikt z Moskwą, a w Syrii USA nie ma na tyle ważnych interesów, żeby usprawiedliwić takie ryzyko” – pisze Heller dodając, że w analogiczny sposób można mówić o Rosji, która nie chce wchodzić w otwarty konflikt z USA. Ponadto, Moskwa swoimi krokami w Syrii, zdołała przełamać „dyplomatyczną izolację” po kryzysie ukraińskim, a także wprowadzić Waszyngton do współpracy wojskowo-politycznej, podsumowuje autor. 

 

* Premier  Bułgarii Bojko Borisow odrzucił propozycję Rumunii stworzenia stałej bazy morskiej NATO na Morzu Czarnym w celu „ograniczenia wpływów Rosji” w regionie, przekazuje agencja prasowa Bloomberg. Borysow uważa tę inicjatywę za ruch w kierunku przekształcenia „Morza Czarnego w terytorium wojny”. „Wysłanie okrętów wojskowych w składzie floty przeciwko rosyjskim okrętom wykracza poza ramy tego, na co mogę sobie pozwolić, — powiedział Borisow w Sofii.  Wpuszczanie niszczycieli i lotniskowców w pobliżu Burgas i Warny w sezonie turystycznym jest nie do zaakceptowania”.  Bułgaria zwróci się z prośbą do NATO, aby wysłać ku jej brzegom okręty do ochrony wybrzeża tylko w przypadku, jeśli „ogromna fala uchodźców przetnie Morze Czarne, jeśli droga poprzez Morze Egejskie i Morze Śródziemne zostanie zamknięta”, powiedział Borisow.

 

* Pod koniec lipca na witrynie WikiLeaks opublikowano wykradzione przez hakerów nagrania audio z serwerów Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej USA. Julian Assange oświadczył potem, że w dyspozycji WikiLeaks znalazła się także wykradziona z tychże serwerów seria dokumentów związanych z kampanią prezydencką Hillary Clinton. Stany Zjednoczone od razu znalazły „rosyjski ślad". Dziennikarz RT Afshin Rattansi przeprowadził wywiad z Julianem Assange’m i wyjaśnił, dlaczego wszyscy założyli, że włamania dokonali rosyjscy hakerzy. „W ostatnich latach niejednokrotnie dochodziło do włamań na serwery Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej. Nasze źródła porównały system bezpieczeństwa tych serwerów do sera szwajcarskiego. Dyrektor Wywiadu Narodowego USA jeszcze parę miesięcy temu mówił, że komitety zarówno Partii Republikańskiej jak i Demokratycznej były celem ataków ze strony rozmaitych podmiotów" — powiedział Assange. Australijski aktywista wyjaśnił też, skąd wzięły się słuchy o „rosyjskim śladzie" we włamaniu na serwer. Dokumenty rozpowszechniły się także za sprawą innych organizacji, nie tylko WikiLeaks. Metadane całego szeregu plików przekonwertowanych z formatu doc. do pdf. wskazują na to, że konwersja została przeprowadzona na komputerze z rosyjskim jako językiem systemu. „Może to świadczyć o tym, że w incydent faktycznie był zamieszany Rosjanin, ale też o tym, że ktoś zainscenizował wszystko tak, żeby wyglądało na to, że we włamaniu maczali palce Rosjanie" — podkreślił założyciel WikiLeaks.

 

* We Francji zostanie przyjęty statut imama, przypuszcza się, że ten środek będzie sprzyjał zmniejszeniu radykalizacji muzułmanów. Minister spraw wewnętrznych Francji Bernard Cazeneuve przeprowadził spotkanie z przedstawicielami Francuskiej Rady Kultu Muzułmańskiego (Conseil français du culte musulman — CFCM), poświęcone omówieniu środków walki z radykalizacją i dżichadystyczną propagandą w świetle zamknięcia meczetów i wydalenia ekstremistycznych kaznodziejów. We Francji zostało zamkniętych „około 20" radykalnych meczetów i miejsc zgromadzenia. Poza tym przyjęto około 80 postanowień o wydaleniu imamów-salafistów. Bernard Cazeneuve na pierwszy plan wysunął te właśnie środki, ponieważ według niego tylko tak można pokazać, że dla tych, którzy wzywają do nienawiści lub prowokują ją, we Francji nie ma miejsca. Obecnie w kraju z 2500 meczetów i miejsc zgromadzeń 120 jest ocenianych jako problematyczne. Sputnik zwrócił się o komentarz w sprawie wyników spotkania z ministrem spraw wewnętrznych do przewodniczącego Anouara Kbibecha. Jak powiedział Anouar Kbibech, problem radykalizacji w państwie pochodzi bardziej z internetu niż od imamów. „Wychodzimy z tego, że religijna radykalizacja niekoniecznie dzieje się w meczetach i przez imamów, a raczej w serwisach społecznościowych, gdzie rozprzestrzenia się wypaczona wizja muzułmańskiej religii oraz błędne interpretacje wierszy Koranu lub hadysów o Proroku" — wyjaśnił przewodniczący CFCM. Według słów Kbibesza, podczas dyskusji zostały poruszone także inne tematy, takie jak szkolenie imamów i finansowanie kultu we Francji. Na podstawie wyników tej narady przedstawiciele muzułmańskiego kultu i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ustaliły środki, które zostaną przedstawione jesienią. Także omówiono sporządzenie „statutu imama" — środka, nad którym przewodniczący CFCM zastanawiał się już po zamachach w Paryżu w listopadzie 2015 roku, o czym powiedział w wywiadzie dla Sputnika. Przewodniczący CFCM poinformował także, jakich zobowiązań podejmą się imamowie we Francji. „Statut obecnie jest opracowywany, a więc nie możemy z góry sądzić o kryteriach, które zostaną ustalone. Myślę jednak, że imamom zostanie zaproponowane wzięcie na siebie odpowiedzialności moralnej" — wyjaśnił Kbibech. Imamowie nie będą zobowiązani do podpisania statutu, jednak ten dokument powinien zaspokoić władze religijne i państwo w kwestii imamów, którzy jednak zdecydują się na to — wyjaśnił w wywiadzie dla Sputnika przewodniczący CFCM. „Będzie to dodatkowy plus w CV imama — to, że otrzymał dobrą opinię CFCM. Meczet, który chce go zatrudnić, również będzie spokojny, ponieważ będzie gwarancja, że profil imama został uważnie zbadany. A także władze — prefektura lub Ministerstwo Spraw Wewnętrznych — ponieważ temu imamowi CFCM rzeczywiście udzieliło pozwolenia" — powiedział Kbibech.  

 

* Jak podaje gazeta Australian, WADA rozdmuchała oskarżenia o doping w nadziei na to, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) zakaże wszystkim rosyjskim sportowcom udziału w Igrzyskach Olimpijskich 2016. W Rio de Janeiro wybrzmiał hymn państwowy Rosji. W wiosce olimpijskiej podniesiono rosyjską flagę. Setki ludzi przyszło na uroczystą ceremonię, która z wolna zaczęła nabierać cech brazylijskiego karnawału. Latynoamerykańskie rytmy rozpalają rosyjską reprezentacją — siatkarki wykazują się w tańcu nie mniejszą biegłością niż na placach sportowych. Nawet artyści nie spodziewali się takiego zaangażowania. Sportowcy przeważnie biernie obserwują, a tu — taki pokaz! Dlatego okrzyki „Powodzenia!" w języku portugalskim płynnie przechodzą w słowa dopingu dla rosyjskiej reprezentacji. „Panuje pozytywna atmosfera, która jednoczy wszystkich sportowców. Śpiewali hymn — aż ciarki po plecach przeszły. Pomagamy sobie nawzajem w walce o nasz kraj!" — mówi tenisistka Swietłana Kuzniecowa. Trudno sobie wyobrazić jak ogromnych trzeba wysiłków, by trzymać się w formie. Przecież niektórzy sportowcy do samego końca nie wiedzieli, czy zostaną dopuszczeni do udziału w olimpiadzie w rezultacie skandalu dopingowego. 18 lipca niezależna komisja WADA opublikowała raport zawierający wyniki śledztwa w sprawie machinacji dopingowych na Olimpiadzie 2014 w Soczi. W raporcie mowa m.in. o tym, że komisja pod kierownictwem Richarda McLarena udowodniła wsparcie rosyjskiego ministerstwa sportu i Ośrodka Przygotowań Sportowych dla „programu dopingowego" w rosyjskim sporcie. Powołując się na tenże raport, WADA zaleciła międzynarodowym komitetom olimpijskiemu i paraolimpijskiemu, a także federacjom sportowym odsunięcie rosyjskiej reprezentacji od Igrzysk w Rio. A tymczasem media wykazały Światowej Agencji Antydopingowej bezpodstawność oskarżeń pod adresem rosyjskich sportowców. Jak podaje gazeta Australian, powołująca się na wysokiego rangą urzędnika sportowego, który wolał zachować anonimowość, WADA rozdmuchała oskarżenia o doping w nadziei na to, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) zakaże wszystkim rosyjskim sportowcom udziału w Igrzyskach Olimpijskich 2016. Wbrew oczekiwaniom co poniektórych działaczy sportowych, MKOl postanowił nie odsuwać od udziału w igrzyskach całej rosyjskiej reprezentacji. Zakazem objęto tylko co poniektórych sportowców. Wtedy też okazało się, że WADA ma „nie dość dowodów, by wydawać takie zalecenie". „Niektórzy rosyjscy sportowcy, których pozytywne wyniki zostały wykorzystane dla usprawiedliwienia decyzji komisji WADA, nie zostali w rzeczywistości przyłapani na dopingu" — podaje Australian, powołując się na swoje źródło. Autor artykułu utrzymuje, że komisja Światowej Agencji Antydopingowej opierała się na „zniszczonej, utajonej bądź też zmienionej informacji" o wynikach próbek antydopingowych pobranych od prawie 170 rosyjskich atletów. Gazeta wyjaśniła, że w rezultacie wyników analiz antydopingowych sportowcy zostali rozbici na cztery grupy, i oskarżenia pod adresem jednej z grup „były zupełnie niepoważne". W celu zilustrowania bezpodstawności decyzji agencji światowej gazeta przywołuje oskarżenia pod adresem pływaków Władimira Morozowa i Nikity Łobincewa, których nazwiska figurują w raporcie WADA. „Ci sportowcy zostali przyłapani nie na dopingu, lecz na jakimś nieznaczącym naruszeniu" — pisze Australian. Gazeta przypomniała, że Morozow i Łobincew już od dziesięciu lat trenują w USA i wcześniej bez problemów przechodzili kontrolę antydopingową. Tak na marginesie, na ostatnim posiedzeniu komisji, jej przewodniczący Thomas Bach sam skrytykował Światową Agencję Antydopingową. Jego zdaniem, jeśli Rosja faktycznie dopuściła się takich naruszeń, to agencja powinna była wcześniej przeprowadzić śledztwo w tej sprawie. Głosując za bądź przeciwko stanowiskowi MKOl, tylko jedna osoba z 85-osobowej grupy nie zgodziła się z Bachem. Przeciwko wystąpił tylko jeden Brytyjczyk —Adam Pengilly — pisze Guardian.

 

* Przed rozpoczęciem Olimpiady w Rio świat sportu zetknął się ze skandalicznym wykluczeniem z zawodów wielu rosyjskich atletów, nie związanych z oskarżeniami o używanie dopingu. Przyciągnięcie uwagi do tej niesprawiedliwości i wyrażenie solidarności z rosyjskimi sportowcami to cel Biegu Solidarności, który odbywa się 4 sierpnia w wiosce olimpijskiej w Rzymie. W biegu uczestniczą zwolennicy najróżniejszych poglądów politycznych. Przyjdą na wydarzenie bez plakatów partyjnych, żeby po prostu wyrazić solidarność. O biegu redakcji Sputnik-Włochy opowiedział jeden z organizatorów akcji — prezes kulturalnego Stowarzyszenia Lazio-Russia Mauro Antonini. Od wielu lat poświęcam się temu, aby tradycyjna przyjaźń Włoch i Rosji umacniała się, zwłaszcza teraz, kiedy przedłużono te haniebne sankcje — mówi organizator akcji i prezes kulturalnego stowarzyszenia Lazio-Russia Mauro Antonini. Natomiast drugi cios, który zadano Rosji, to wykluczenie jej atletów z udziału w Olimpiadzie, które nie może i nie powinno pozostać bez konsekwencji oraz o którym nie można milczeć. Nasz dzisiejszy bieg to pierwsza reakcja na to. Ponieważ solidarność w polityce i gospodarce Włoch i Rosji to jedyna gwarancja naszej przyszłości. Dlatego obecne wydarzenie jest nie tylko symbolicznym gestem, jest to wyzwanie, które oznacza — „nie da się nas powstrzymać". Prezes stowarzyszenia Caravella z Sardynii Salvatore Deidda twierdzi, że w interesie sportu „nie leży Olimpiada bez rosyjskich sportowców". Jeśli ktoś z nich jest wmieszany w aferę dopingową, to musi zostać ukarany, ale dlaczego ucierpieli czyści rosyjscy atleci? I jak można karać cały naród? Przypomnijcie historię Bena Johnsona lub Armstronga w kolarstwie. A także inne przypadku w sporcie światowym, lecz nikomu nie przyszło do głowy za jednego karać wszystkich. Rosję na Olimpiadzie powinni reprezentować wszyscy najsilniejsi atleci. Aby ci, którzy odniosą zwycięstwo, nie myśleli, że zwyciężyli tylko dlatego, że w zawodach nie uczestniczyli najsilniejsi. Brak takich atletów najwyższego poziomu jak Isinbajewa będzie jedynie przegraną ducha sportu i karą dla sportu światowego. 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930