Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3841 postów 1811 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Dwa wstrząsy NATO

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jeszcze nie przebrzmiały buńczuczne echa szczytu NATO w Warszawie, a już wali się południowa flanka paktu w Turcji i wszystkich poraził swą zapowiedzią Donald Trump, który prawdopodobnie wygra wybory prezydenckie w USA.

 

To była tylko pojedyncza i zdawkowa uwaga w wywiadzie dla New York Timesa, ale bardzo mocno wstrząsnęła najsilniejszym paktem wojskowym, jaki kiedykolwiek widział świat. W dniu 20 lipca Donald Trump ogłosił, że gdyby kraje bałtyckie zostały zaatakowane przez Rosję, kiedy on będzie prezydentem, to przyjdzie im z pomocą tylko wtedy, gdy będzie wiedział, że przedtem wypełniły one swoje "obowiązki". Jest to oświadczenie sprzeczne z fundamentalnym dla traktatu założycielskiego NATO słynnym Artykułem 5, który brzmi bezwarunkowo i stanowi, że atak na jednego członka jest atakiem na wszystkich. Jak widać głupi ten, kto w to wierzy. Jak  na razie, mimo rejwachu w mediach sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, zareagował bardzo ogólnie: "nie chcąc ingerować w kampanię wyborczą w USA", powiedział tylko, że  „solidarność sojuszników jest kluczową wartością dla NATO”.

Zagrożenie krajów bałtyckich przez Rosję jest raczej hipotetyczne i najbardziej zależy od tego, na ile w tych byłych republikach ZSRR panuje i nasila się przemożna chęć odegrania się na Moskwie np. poprzez prześladowanie licznej tam rosyjskiej mniejszości językowej (10-50% zależnie od kraju). Pod panowaniem Putina Rosja szybko i sprawnie modernizuje swoje siły zbrojne, budując m.in. elastyczną logistycznie siłę uderzeniową, która może być w krótkim czasie rozmieszczona w tzw. „bliskiej zagranicy" (tereny b. ZSRR). Rosyjskie gry wojenne regularnie symulują takie  kontrataki, prawie zawsze w odpowiedzi na zaczepne posunięcia ze strony NATO i prowokacje harcowników w krajach z Rosją graniczących, jak dotąd pewnych tego, że Wielki Brat je obroni, gdyby zanadto drażniony niedźwiedź jednak machnął kiedyś łapą. W czasie ćwiczeń Zapad 2009 Rosjanie przeprowadzili nawet próby użycia taktycznej broni jądrowej dla powstrzymania masowego ataku konwencjonalnego ze strony sił lądowych NATO.

Oczywiście, nigdzie nie ma mowy o tym by Rosja chciała podbić Pribałtykę, jak zbiorowo określa się w Rosji te trzy kraje. Ale Rosja może - jak twierdzą politrucy NATO – uciec się do taktyki wojny hybrydowej, o co oskarża się ją na Ukrainie, czyli np. dezinformacji, rycia politycznego, cyberataków i użycia desantu sił specjalnych jako zielonych ludzików lub  po cywilnemu, już choćby tylko po to, aby osłabić morale wewnątrz paktu i wykazać, że Zachód, jak to ma przecież w zwyczaju, znów nie zechce bronić swoich sojuszników  tam, gdzie nie będzie miał bezpośredniego interesu. Jeśli, na przykład, Rosja wyśle takie  siły do​​rosyjskojęzycznej strefy w Estonii, NATO będzie miało do czynienia z iście egzystencjalnym dylematem: podjąć walkę ryzykując konflikt nuklearny czy raczej  skapitulować i zniszczyć własną wiarygodność.

Uznając to za hipotetyczne niebezpieczeństwo, NATO potroiło liczebność swoich sił szybkiego reagowania do 40000 zołnierzy, ustanowiło specjalną ich szpicę do rozmieszczenia w ciągu kilku godzin, a na szczycie w Warszawie na początku lipca, zgodziło się rozmieścić wielonarodowe bataliony w czterech „państwach frontowych”, w tym w Polsce. Administracja Obamy zwiększyła czterokrotnie wydatki na obecność wojskową USA w Europie Wschodniej w przyszłym roku. Ale wartość całego tego  odstraszania – o ile rzeczywiście jest to tylko odstraszanie, a nie świadome prowokowanie wojny - zależy od tego czy świat uwierzy, że Ameryka troszczy się o Europę, oraz że NATO może szybko podejmować odpowiednie decyzje. No i tę właśnie wiarę  skutecznie teraz podważył Trump swoją wypowiedzią.

Pod względem spełniania warunków członkostwa w pakcie trzem krajom bałtyckim niewiele można zarzucić. Litwa i Łotwa są na dobrej drodze, aby osiągnąć wymóg Sojuszu wydatkowania minimum 2% swoich PKB na obronę. Estonia spełniała ten wymóg zawsze. Mimo to Newt Gingrich, typowany na sekretarza stanu w ewentualnej administracji Trumpa, odrzuca ją i lekceważy, nazywając „przedmieściem Petersburga”. Rozgoryczony tym Toomas Hendrik Ilves, prezydent Estonii, zwrócił uwagę, że jak dotąd żaden Amerykanin nie  zginął jeszcze w historii za Estonię, ale Estończyków już wielu zginęło dla Ameryki: estońscy żołnierze walczyli z entuzjazmem w Afganistanie i Iraku, gdzie ponieśli dotąd największe straty, licząc na głowę, spośród wszystkich członków NATO. Argument jakiego użył pan Ilves świadczy, że głupota nie oszczędza nawet prezydentów, a Estonia ma jeszcze wiele do nadrobienia w zakresie doświadczeń historycznych, tym razem w relacjach z Zachodem. 

Sugestia Trumpa zadaje jednak poważny cios dla morale członków, a zwłaszcza lokajów i ratlerków NATO.  Sensem każdego odstraszania jest bowiem to, że jeśli jest wiarygodne, to nie trzeba go używać. Jeśli Trump wygra, na co się poważnie zanosi, naiwni sojusznicy Ameryki, dostaną najpewniej tylko taką ochronę, na jaką zasługują. Bo jak mówi stare powiedzenie: Umiesz liczyć? Licz na siebie. I prowadź taką politykę, aby mieć przyjaciół blisko, a wrogów daleko – a nigdy odwrotnie. 

 

KOMENTARZE

  • Chciałoby się zaryczeć, kto do qnvy nędzy rozwalił naszą armię,
    zaraz poszukam kto rządził wojskim od 89 roku, co prawda to był wcale nie mały trybik w tej rozwałce ale zawsze to minister, oto oni :
    D
    Stanisław Dobrzański
    K
    Bogdan Klich
    Piotr Kołodziejczyk
    Bronisław Komorowski
    M
    Antoni Macierewicz
    Jerzy Milewski
    O
    Zbigniew Okoński
    Janusz Onyszkiewicz
    P
    Jan Parys
    S
    Tomasz Siemoniak
    Radosław Sikorski
    Florian Siwicki
    Aleksander Szczygło
    Romuald Szeremietiew
    Jerzy Szmajdziński

    ich szefów nie muszę przypominać !
  • @provincjał 20:43:00
    Romuald Szeremietiew
    W rządzie Jana Olszewskiego został mianowany (w 1992) wiceministrem obrony, od maja do czerwca ( 19 dni) tego samego roku tymczasowo kierował resortem po urlopowaniu Jana Parysa.
  • @Husky 21:09:51
    Tego gościa należy sobie odpuścić .Miał zdrowie to podskakiwał ,ale szybko przestał po wysłuchaniu ultimatum , od rządowych szpitali .Kto potrafi , niech poszuka w Internecie .Pozdrawiam. :)
  • @Repsol 21:24:05
    Nie jestem jego fanem.Nawet nie czytam zbyt wiele o nim.
    Ja tylko napisałem że właściwie to on nigdy (tak naprawdę) nie by szefem MON.
    Ave
    Pozdrawiam
  • @Repsol 21:24:05
    Ten Romuald Szeremietiew, nie jest takim za jakiego chciałby się uważać.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930