Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3904 posty 1831 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Chmury nad Mozambikiem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CZARNA AFRYKA: Powraca wojna domowa oraz narasta kryzys polityczny i finansowy w byłych koloniach portugalskich w Afryce.

 


 "A kogo obchodzi tuńczyk?" - spytał pewien szef funduszu inwestycyjnego jakiś rok temu, tłumacząc swoją decyzję zakupu obligacji emitowanych przez rząd Mozambiku na wsparcie przedsiębiorstwa, które planowało wykorzystać te pieniądze by kupić nową flotę kutrów rybackich do połowu coraz bardziej zagrożonego tuńczyka. Inwestor ten, podobnie jak wielu innych, po prostu polegał tępo na gwarancjach rządowych, na których oparto transakcję: nawet bowiem gdyby nie złowiono ani jednego tuńczyka, za zwrot kredytu ręczył rząd budżetem państwa.

Zapewnienie to było jednak tak dziurawe jak stara sieć rybacka. Wprawdzie rząd Mozambiku rzeczywiście wziął na siebie cześć długu, ale jego własne finanse są strasznie napięte, choćby dlatego, że zapożyczył się już na wiele więcej niż to, do czego się wcześniej przyznał. Wobec lawiny pietrzacych się kłopotów Maputo wydaje się być dziś na krawędzi niewypłacalności.

Przede wszystkim, co jest ze wszystkiego najgorsze, do kraju powróciła stara  wojna domowa, która toczyła się w Mozambiku w latach 1977-1992. Każdego dnia w centralnej części kraju płoną samochody i giną ludzie. RENAMO, były ruch partyzancki, który stał się partią opozycyjną, powrócił na wojenną ścieżkę. Autostrady, w tym także te, które biegną przez Mozambik łącząc z morzem sąsiednie kraje, takie jak Malawi, nie są dziś bezpieczne i nie można na nich poruszać się bez eskorty wojskowej. Po każdym ataku RENAMO, a nawet i bez niego, siły rządowe oddają  przemoc z nawiązką, zwykle zresztą także kosztem ludności cywilnej w najbliższej okolicy.  Połowa kraju jest znów zaminowana, na wszystkich drogach czają się zasadzki.

Biedę potęguje susza: w południowej części kraju jakieś 1.5 miliona ludzi fizycznie  głoduje po tym jak deszcze zawiodły już drugi rok z rzędu. A na dodatek niskie ceny ropy naftowej i  gazu spowolniły rozwój złóż na północy, w których wielu pokładało nadzieję, że zapewnią ogromny strumień gotówki na spłatę długów tego kraju. Zamiast tego, wśród inwestorów panuje popłoch. Obligacje rządowe są wyceniane na około 70% wartości nominalnej. W ubiegłym  tygodniu agencja ratingowa Moody znów obniżyła status finansowy Mozambiku, plasując go bardzo blisko bankructwa.

Sednem kryzysu zadłużenia Mozambiku jest jednak seria trzech wielkich kredytów  walutowych, które sumują się do około 15% PKB. Pierwszym był właśnie ten na zakup floty rybackiej w wysokości 850 milionów USD. Jednak wydaje się, że kupiono jakieś absurdalnie drogie i luksusowe łodzie, a ponadto duża część kretydu poszła przy tej okazji dla wojska na szybki statek patrolowy. Statki rybackie, które sprowadzono spędzają obecnie całe dnie zacumowane na przystaniach, chociaż od czasu do czasu widać jak któryś z nich obija się wewnątrz portu. Prawdopodobnie dopiero szkolą załogi. Na początku tego roku Empresa Moçambicana de Atum (EMATUM), państwowa spółka połowów tuńczyka, oświadczyła, że nie zdoła spłacić swego długu. Sklecono z grubsza plan ratunkowy, na podstawie którego inwestorzy wymienili zakupione obligacje EMATUM na inne, tym razem emitowane przez rząd.

Wydawało się, że to powinno załatwić sprawę. Ale przy okazji tej zamiany wyszło na jaw, że Mozambik potajemnie pożyczył kolejne $ 1,4 mld euro, czyli około 10% swego PKB, co na dziś czyni go najbardziej zadłużonym krajem w Afryce subsaharyjskiej. Rewelacja ta dosłownie zaszokowała Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz zachodnich darczyńców, powodując zamrożenie wypłat pomocy zagranicznej dla rządu, którego budżet opiera się przecież na pomocy międzynarodowej. Doprowadziło to także do kompromitacji Credit Suisse i VTB, dwóch banków, które po cichu pomogły zorganizować sprzedaż  trefnych obligacji Mozambiku. Niektórzy z inwestorów, którzy je kupili, skarżą się teraz, że banki powinny były dać im więcej informacji na temat tego kraju i jego sytuacji finansowej.

W Maputo jednak żadnego wstydu ani poczucia winy nie widać. Wierzyciele i  darczyńcy nalegają na przeprowadzenie niezależnego audytu innych tajnych i podejrzanych pożyczek, ale zwody, wymówki i gra na zwłokę ze strony prezydenta Mozambiku Filipa Nyusi, skłaniają  do spekulacji, że poza sceną przez cały czas buduje się jakąś przykrywkę i chce się ukryć coś jeszcze, o czym dotąd nie wiadomo. Zabawa w ciuciubabkę trwa.

Mozambik nie jest zresztą  w takiej finansowej matni sam. Kryzys gospodarczy mocno dotknął także jego siostrę - Angolę, inną byłą kolonię portugalską, która przede wszystkim  cierpi na załamanie cen ropy naftowej, jej głównego towaru eksportowego. Obligacje rządowe spadły gwałtownie w tym miesiącu po tym, jak José Eduardo dos Santos, jej prezydent sprawujący władzę bez przerwy od 1979 roku, powiedział, że kraj z wielkim trudem zbiera wystarczające dochody, aby obsługiwać swoje ogromne długi. Były już rozmowy o ich wykupie ratunkowym, tzw. bail-out przez MFW, ale Luanda odstąpiła od tego pomysłu po zapoznaniu się z warunkami stawianymi przez Fundusz w sprawie walki z korupcją. Chmury wciąż gęstnieją, chociaż deszcz nadal nie pada.  


 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031