Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4042 posty 1888 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Sobota, 30.04.2016

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (945) Zapraszam na dzisiejszy serwis aktualnych informacji i komentarzy ze świata: Bliski Wschód, Europa, Ukraina, Rosja, gospodarka, NATO, militaria…

 

* W nocy z piątku na sobotę zaczęło obowiązywać zawieszenie broni, uzgodnione przez Rosję i Stany Zjednoczone, w syryjskich prowincjach Aleppo i Latakia. Moskwa i Waszyngton mają nadzieję, że strony konfliktu poważnie je potraktują, rezygnując z działań zbrojnych. Tymczasem jednak Wolna Armia Syrii oświadczyła, że nie przyłączy się do rozejmu, dopóki w Aleppo trwa wymiana ognia. Z kolei przedstawiciel amerykańskiego Departamentu Stanu powiedział w piątek wieczorem, że Moskwa i Waszyngton pracują nad tym, by włączyć Aleppo w proces pokojowy. Wyraził również nadzieję, że zawieszenie broni nie będzie ograniczone czasowo. Ambasador Syrii w Moskwie Rijad Haddad podkreślił, że obecnie trwają prace nad wprowadzeniem dużego rozejmu w Damaszku. Dyplomata wyraził nadzieję, że „wkrótce dotrą do nas dobre wiadomości, bo zrobiliśmy wiele, by osiągnąć nasz sukces”. Doradca ministra ds. pojednania narodowego Syrii Ahmad Muhammad w rozmowie z RIA Novosti powiedział, że porozumienie o zawieszeniu broni w Damaszku i Latakii powinno pozytywnie wpłynąć na trwający w jego kraju proces pojednania.

 

* Samoloty tureckich sił powietrznych przeprowadziły naloty na pozycje Partii Pracujących Kurdystanu - poinformowała w sobotę agencja Reutera, powołując się na źródło w tureckich strukturach siłowych. Według agencji, 20 samolotów wojskowych, które wystartowały z bazy lotniczej w Diyarbakır, zaatakowały cele w prowincji Şırnak oraz w regionach Hakurk, Awasin i Kandil. Turcy zbombardowali również pozycje Kurdów na północy Iraku. Tureckie lotnictwo wielokrotnie atakowało kurdyjskich powstańców na północy Iraku po tym, jak w lipcu ubiegłego roku na południowym wschodzie Turcji doszło do odnowienia konfliktu zbrojnego z Partią Pracujących Kurdystanu. W grudniu 2015 roku iracko-tureckie stosunki oziębiły się po tym, jak tureccy żołnierze  zostali wysłani do prowincji Niniwa w Iraku pod pretekstem szkolenia znajdujących się tam żołnierzy, walczących z Państwem Islamskim. Irackie resorty polityki zagranicznej i obrony nazwały obecność tureckich wojsk w kraju „wrogimi działaniami”, które nie zostały uzgodnione z władzami kraju.

 

* W ataku terrorystycznym w miejscowości Nahrawan pod Bagdadem zginęło dziś co najmniej 14 osób – poinformowała AFP. W Iraku utrzymuje się napięta sytuacja w związku z działaniami terrorystów z Daeszu. Do zamachów, w których giną cywile, w Bagdadzie i jego okolicach dochodzi praktycznie każdego dnia. W sobotę w jednej z dzielnic mieszkaniowych w  Nahrawan wyleciał w powietrze wypełniony materiałami wybuchowymi samochód zaparkowany przy drodze, po której szyiccy pielgrzymi udają się do grobu imam Musa al-Kazim.  Wcześniej iracka telewizja Alsumaria podała, że w ataku zginęło 6 osób, a około 40 zostało rannych. Na razie żadne ugrupowanie nie przyznało się do przeprowadzenia zamachu.

 

* Syryjska Armia Arabska przechwyciła transport izraelskiej broni przeznaczony dla oddziałów zbrojnych tzw. "Państwa Islamskiego". Do zatrzymania doszło na przedmieściach As-Suwajdy, miasta w południowo-zachodniej części Syrii. Samochód jadący z miasta Dara przewoził wyprodukowane w Izraelu miny z napisami w języku hebrajskim. Oprócz nich w aucie znajdowały się moździerze, pociski do granatników oraz granaty ręczne. Armia poinformowała, że terrorysta przewożący broń został zlikwidowany. O sprawie piszą media zarówno syryjskie, jak i izraelskie.

 

* Irackie siły bezpieczeństwa użyły gazu łzawiącego, by uniemożliwić szyickim demonstrantom przedostanie się do ufortyfikowanej Zielonej Strefy, w której mieści się m.in. ambasada Stanów Zjednoczonych - pisze Reuters, powołując się na świadków. Setki zwolenników szyickiego duchownego Muqtady as-Sadra przebiło się przez bramy do tak zwanej Zielonej Strefy w Bagdadzie, w której mieszczą się parlament, budynki rządowe i ambasady. Oddziały sił specjalnych próbowały uniemożliwić tłumowi przekroczenie mostu w pobliżu amerykańskiej placówki dyplomatycznej. Funkcjonariusze oddali strzały ostrzegawcze w powietrze. Pracowników ambasady ewakuowano wcześniej. Zamieszki wybuchły na wieść o tym, że w parlamencie znowu nie udało się dojść do porozumienia w sprawie rekonstrukcji rządu. Mułła Sadr domaga się od irackiego premiera Haidera al-Abadiego, by ten zatwierdził nowy skład rządu technokratów. Kryzys polityczny w Iraku zaostrzył się na tle powszechnego niezadowolenia z powodu panoszącej się korupcji i wezwań do dymisji rządu.

 

* Bagdadzkie biuro telewizji al-Dżazira zostało zamknięte. Zadecydowała o tym Iracka Komisja ds. Komunikacji i Mediów, która nałożyła również zakaz pracy na terytorium Iraku na wszystkich dziennikarzy tej stacji telewizyjnej. Jako powód decyzji wskazano naruszenie przez al-Dżazirę irackich regulacji prawnych odnoszących się do funkcjonowania mediów. Telewizja wydała oświadczenie stwierdzające, że jest "zszokowana" i "oburzona" decyzją Komisji, ponieważ w swojej pracy podtrzymuje "najwyższe, światowe standardy profesjonalizmu". Wyraziła też nadzieję na jak najszybsze ponowne uruchomienie swojego biura w Bagdadzie. Nadająca z Kataru telewizja al-Dżazira od początku tendencyjnie relacjonuje konflikt w Syrii. Zgodnie z linią polityczną przyjętą przez władze swojego kraju stara się ukazywać w negatywnym świetle syryjskie władze, a w pozytywnym – tzw. "syryjską opozycję" (popieraną przez Katar, również pieniędzmi i dostawami broni). Dopuszcza się przy tym licznych przekłamań i fałszerstw, dlatego stała się obiektem wielu ataków Syryjskiej Armii Elektronicznej.

 

* Moskwa nie będzie już odnosić się do NATO i UE tak jak wcześniej, ponieważ Zachód się skompromitował - oznajmiła rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa. „Żadnej możliwości aby prowadzić sprawy tak, jak wcześniej po prostu nie ma" — powiedziała na spotkaniu z dziennikarzami w Moskwie — podaje agencja RIA Novosti. Zacharowa powiedziała, że w ostatnich latach „przekonaliśmy się, że na naszych zachodnich partnerach nie można polegać", a niekiedy są niesamodzielni w podejmowaniu decyzji. „Po prostu nie można mieć z nimi do czynienia tak jak było wcześniej. Zdyskredytowali się. Chodzi nie o to, że karzą nas za to, że coś zrobiliśmy źle. To chodzi o nas samych — ponieważ wreszcie uświadomiliśmy sobie, że z ludźmi, którzy nas oszukują i zdradzają po prostu nie można mieć do czynienia i postępować tak jak wcześniej" — powiedziała Zacharowa, odpowiadając na zadane w tej sprawie pytanie. 

 

* Wznowienie prac Rady NATO-Rosja nastąpiło z inicjatywy państw zachodnich, a nie Rosji. Zachód zrozumiał, że zaprzestanie dialogu z Rosją było nierozsądnym posunięciem, i dziś stara się naprawić sytuację. Można to uznać za dyplomatyczne zwycięstwo Moskwy. Ale to także triumf realistycznego podejścia do stosunków pomiędzy Rosją i Zachodem. Dwa lata to długo jak na brak dialogu pomiędzy Zachodem i Rosją —  donosi  The Independent. Tym nie mniej właśnie tyle czasu upłynęło od momentu zawieszenia w czerwcu 2014 roku prac Rady NATO-Rosja. I dopiero dziś pojawiły się pierwsze jaskółki „resetu" w stosunkach pomiędzy obydwiema stronami. Brytyjska gazeta ma na myśli trwające dziś w Brukseli posiedzenie przedstawicieli państw-członków NATO i stałego przedstawiciela Rosji przy Pakcie Północnoatlantyckim Aleksandra Gruszko. Przedmiotem rozmów jest sytuacja w tych regionach, w których współpraca Rosji z Zachodem jest potrzebna jak nigdy wcześniej: w Syrii, na Ukrainie, Bliskim Wschodzie i niewykluczone, że także w Iranie. Ogólnie to dobra wiadomość. Ale trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z poważnymi ustępstwami, i że ustępuje bynajmniej nie Rosja. To kraje zachodnie wystąpiły o wznowienie dialogu. „NATO zrozumiało, że lepszy jakikolwiek dialog niż żaden" — pisze The Independent. Autor artykułu zauważa, że w swoim oświadczeniu o wznowieniu dialogu Sojusz wykazuje dużo ostrożności i stara się wszelkimi sposobami umniejszyć znaczenie tego wydarzenia. Tym nie mniej inicjatywa wyszła od Zachodu. To Zachód popsuł relacje z Rosją i to Zachód stara się je teraz naprawić. Oczywiście bez zgody Rosji było by to niemożliwe, ale jej przedstawiciele niejednokrotnie mówili, że nie mają nic przeciwko wznowieniu dialogu. „W tym kontekście posiedzenie Rady NATO-Rosja jest poważnym dyplomatycznym zwycięstwem Rosji" — pisze gazeta. Zwraca przy tym uwagę, że nie tylko Rosja odniosła triumf. Co ważniejsze, triumf odniosło realistyczne podejście do relacji pomiędzy Rosją i Zachodem. The Independent pisze, że przez ostatnie lata relacje te były budowane przez „idealistów i ideologów", a Ukraina postrzegana była jako pole ideologicznej bitwy, z której zwycięsko miał wyjść Zachód ze swoimi europejskimi wartościami.  Jednak nadchodzące posiedzenie Rady NATO-Rosja mówi o tym, że Zachód przyznał dwie rzeczy. Po pierwsze, że Ukraina wciąż pozostaje spornym terytorium, a po drugie, że zerwanie wypracowanych z takim trudem kanałów dialogu było nierozumnym posunięciem. Rada została utworzona w 2002 roku jako forum dla omawiania kwestii, które mogły i mogą być przyczyną napięć w stosunkach między Rosją i Zachodem.  Dwukrotnie dochodziło do zawieszenia prac Rady: w 2008 roku, w wyniku wydarzeń w Gruzji i w 2014 roku, w kontekście wojny na Ukrainie. I właśnie wtedy Rada była potrzebna jak nigdy wcześniej. Przez ostatnie dwa lata wielu ekspertów, w tym były sekretarz generalny NATO George Robertson uprzedzało, że zerwanie kanałów dialogu mogło uczynić sytuację w Europie bardziej niestabilną, niż w okresie zimnej wojny, i że wszelki dialog jest lepszy niż jego brak. Tym nie mniej taki punkt widzenia nie ugruntował się w środowiskach rządowych krajów zachodnich. Dla nich najważniejsze było stworzenie pozorów, że dają odpór rosyjskiej „agresji". Jednocześnie, nikt nie zawracał sobie głowy pytaniem, czym wywołana była ta „agresja" — pisze brytyjska gazeta. Jednak nadchodzące posiedzenie Rady NATO-Rosja świadczy o tym, że realiści otrzymali prawo głosu w formowaniu polityki zachodniej względem Rosji. Ponadto, zainicjowanie wznowienia prac Rady może być także przyznaniem się Zachodu do tego, że nieco przegięli na Ukrainie, i że teraz NATO próbuje wyplątać się jakoś z powstałej sytuacji. „Szkoda, że Zachód  zdecydował się na wznowienie dialogu po upływie dwóch lat i dopiero po zawieszeniu prac forum, które stworzone było właśnie po to, żeby uniknąć tego typu zagrożenia po zakończeniu zimnej wojny. Teraz strony mogą w końcu odetchnąć z ulgą i zacząć wszystko od nowa" — pisze The Independent.

 

* Blok wojskowo-polityczny NATO próbuje narzucić Rosji kurs na konfrontację - oświadczył stały przedstawiciel Rosji przy NATO Aleksander Gruszko. „Wzajemne stosunki Rosji i NATO są obecnie w złym stanie. Nie mamy pozytywnego planu działań, nie ma projektów, które pozwoliłyby nam na powrót do lepszych relacji w sferach, w których mamy wspólne interesy. NATO postanowiło ochłodzić nasze stosunki partnerskie. Próbuje narzucić Rosji kurs na konfrontację" — cytuje Gruszkę gazeta Welt. Gruszko podkreślił, że na dzień dzisiejszy mamy do czynienia z niepokojącą sytuacją, „która może doprowadzić do obniżenia poziomu bezpieczeństwa w wielu rejonach, w których przez ponad rok panowały spokój i bezpieczeństwo". NATO powinno określić swój stosunek do Rosji. Nie widzę możliwości jakościowej poprawy naszych stosunków, jeśli NATO będzie dalej zastraszać i realizować obrane przez siebie planowanie wojskowe" — cytuje gazeta Aleksandra Gruszkę. Stali przedstawiciele Rosji i państw członkowskich Sojuszu Północnoatlantyckiego w środę z inicjatywy NATO spotkają się w Brukseli na pierwszym od dwóch lat posiedzeniu, na którym zostanie omówiona sytuacja na Ukrainie, kwestie bezpieczeństwa i zmniejszenia ryzyka wystąpienia incydentów wojskowych, a także sytuacja w Afganistanie.

 

* Była sekretarz stanu USA, Żydówka Madeleine Albright w wywiadzie dla Diе Presse oświadczyła, że Rosja ciągle prowokuje inne państwa, a później czuje się obrażona. „Mam dosyć ciągłych poszukiwań usprawiedliwień dla działań Moskwy" - powiedziała.  Zdaniem Albright, Rosja rozpoczęła operację w Syrii tylko po to, aby odwrócić uwagę wspólnoty światowej od Ukrainy i wzmocnić swoje wpływy na Bliskim Wschodzie. Putin ma złe karty, ale dość dobrze je wykorzystuje — uważa była sekretarz stanu USA. Jednocześnie swoimi działaniami prezydent Rosji próbuje zdyskredytować i doprowadzić do rozłamu UE a także wykluczyć NATO ze strefy swoich wpływów — podkreśla Madeleine Albright. Jak twierdzi Albright, Putin wspiera nacjonalizm w państwie, aby ukryć fakt, że Rosja w rzeczywistości jest„Bangladeszem z arsenałem jądrowym". 

 

* Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz ostro skrytykował politykę tureckich władz – pisze „Die Welt”. „Turcja obrała nie najlepszą drogę rozwoju demokracji politycznej” –  powiedziałSchulz dziennikarzom w Hamburgu. Polityk zaznaczył, że za prezydentury Erdogana w Turcji nasiliły się prześladowania dziennikarzy, opozycjonistów i działaczy kultury, a konflikt z Kurdami wybuchł z nową siłą. „W tym konflikcie Turcja nie wygra przy pomocy środków militarnych. Powinien być on rozwiązany w drodze pokojowej” – dodał przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Jednocześnie Schulz podkreślił, że Unia Europejska powinna współpracować z Turcją w walce z kryzysem migracyjnym. W marcu UE podpisała z tureckimi władzami porozumienie, które ma rozwiązać kryzys migracyjny w Europie. Przewiduje ono m.in., że od 20 marca wszyscy migranci, którzy nielegalnie przedostaną się na greckie wyspy, będą odsyłani do Turcji. Jednocześnie Wspólnota już legalnie przyjmuje za każdego odesłanego uchodźcę innego skierowanego z terytorium Turcji.

 

* Prokuratura Stambułu domaga się skazania poddanego Wielkiej Brytanii, wykładowcy informatyki na stambulskim Uniwersytecie Bilgi, Chrisa Stephensona na pięć lat więzienia z powodu „propagandy terrorystycznej”, poinformowała w piątek gazeta Hurriyet. Stephenson został zatrzymany w połowie marca po tym, jak przyszedł na komendę policji w Stambule, aby poprzeć swoich trzech tureckich kolegów, których zatrzymano wcześniej za to, że podpisali petycję do władz z wezwaniem do zakończenia operacji przeciwko zakazanej w Turcji Robotniczej Partii Kurdystanu na południowym-wschodzie państwa. U Brytyjczyka znaleziono 10 ulotek z zaproszeniem na imprezę z okazji szeroko obchodzonego przez Kurdów święta Nawruz, gdzie jakoby propagandowano działalność Robotniczej Partii Kurdystanu. Później Stephenson został uwolniony, jednak otwarto przeciwko niemu sprawę karną. Jak głosi oskarżenie prokuratury, Stephenson rozpowszechniał ulotki w celu okazania wsparcia organizacji terrorystycznej „drogą legitymizacji nielegalnych rodzajów działalności, w tym i wznoszenia barykad”. Ponadto, zgodnie z treścią oskarżenia, w ulotkach zawarto hasło Robotniczej Partii Kurdystanu o „wolnym Nawruz z samorządem”. Data procesu sądowego nie została jeszcze wyznaczona. 

 

* Ukrainie starczy sił „do końca roku. Potem może powstać kilka pseudopaństw" na terytorium kraju - uważa Dmitrij Jarosz. Korespondent Sputnika Władimir Filipow zastanawia się, co też były lider "prawego sektora" miał na myśli.Dmitrij Jarosz już dawno nie występował z żadnymi oświadczeniami. Okazuje się, że szykował nowy informacyjny wybuch. „Ukraina planuje zająć Donieck i Ługańsk w ciągu dwóch lat" — wypalił jak z procy były lider zakazanego w Rosji „prawego sektora" w wywiadzie dla jednego z ukraińskich portali. A może nastąpi to szybciej… Tylko gwiazdy muszą sprzyjać, bo przecież zajęcie Donbasu to „złożona kwestia" — powiedział Jarosz. Złożona, gdyż, zdaniem Jarosza, składa się na nią utworzenie podziemia, miejska guerilla w Donbasie, islamski i chiński faktor oraz wielomilionowa ukraińska diaspora. Co ma na myśli Jarosz, mówiąc o chińskim faktorze, nie do końca wiadomo. A mówiąc o islamskim czynniku? Jarosz ma pewnie na myśli to, że bojowników Daesh jest na Ukrainie dość mało. I w planach znajduje się pewnie niesienie pomocy bojownikom, a nie tylko dopingowanie ich wyczynom, jak w przypadku zabójstwa rosyjskiego pilota. Z „wielomilionową ukraińską diasporą" już bardziej wiadomo o co chodzi. Jarosz ma na myśli tych, którzy mieszkają w Kanadzie, albo tych, którzy uciekli od ukraińskiej armii do Rosji. A może tych, którzy stoją na poboczach europejskich ulic i wystawieni są na upokorzenia? Co się tyczy „miejskiej guerilli" (warto zauważyć starania Jarosza, by użyć ładnego słowa. No cóż, przecież zakończył wydział filologiczny), to oczywiście mocne posunięcie. Tylko co ci guerillowcy zamierzają niszczyć w Donbasie? Wszystkie obiekty zostały już zniszczone podczas operacji karnej ukraińskich sił zbrojnych: wysadzono tory kolejowe, zniszczono lotnisko. To wszystko ich robota" — zauważa Władimir Filipow. Do tego ukraińscy wojskowi nie przestają zajmować tzw. „szarej strefy", tj. linii frontu oddzielającej pozycje Sił Zbrojnych Ukrainy i sił ogłoszonych w trybie jednostronnym republik Donbasu. „Oczywiście to też wpływa na nastroje naszych żołnierzy. Bo kiedy ty napierasz na przeciwnika, nastroje wśród żołnierzy się podnoszą. Inaczej, kiedy siedzisz w okopach". Jarosz zapomniał tylko dodać, że misja OBWE milczy. Milczy, znaczy daje przyzwolenie. Tylko żeby starczyło kijowskiemu reżimowi czasu i sił. Jarosz mówi: sił starczy do końca 2016 roku, potem nastąpi rozpad. I tutaj przeczy samemu sobie, mówiąc, że zajmie Donbas w przeciągu dwóch lat, tj. do 2018 roku. Kto wobec tego będzie odbijać Donbas, jeśli kijowskiego reżimu nie wystarczy?— zadaje sobie retoryczne pytanie Władimir Filipow.

 

* Rzecznik prasowy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy poinformował o zatrzymaniu w Kijowie pięciu mężczyzn zwerbowanych przez "Państwo Islamskie". Wszyscy okazali się obywatelami innych państw postsowieckich. W Kijowie oczekiwali na dostarczenie z zagranicy dokumentów tożsamości wystawionych na fałszywe nazwiska. Przy ich pomocy mieli udać się do Syrii, a tam dotrzeć do strefy działań zbrojnych. SBU we współpracy ze służbami migracyjnymi namierzyła mieszkanie wynajmowane przez nich w ukraińskiej stolicy.Według informacji udzielonych przez SBU mężczyźni nie zostali aresztowani ani nawet nie wszczęto w ich sprawie śledztwa. Zdecydowano jedynie o odesłaniu ich z powrotem do ich krajów.

 

* 28 kwietnia na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ asystent sekretarza generalnego ONZ ds. politycznych Taye-Brook Zerihoun obwieścił, że od chwili rozpoczęcia konfliktu zbrojnego w Donbasie zginęły 9333 osoby, a obrażenia odniosło 21.396 osób. Podczas dyskusji o wojnie między Kijowem a Donbasem spierali się ze sobą przedstawiciele Ukrainy i USA oraz Rosji.  Rosja zorganizowała i rozmieściła w Donbasie 34-tysięczną armię składającą się z regularnych wojsk rosyjskich, a także zagranicznych i lokalnych bojowników. Rosyjscy generałowie i oficerowie bezpośrednio dowodzą tą nielegalną armią, której uzbrojenie jest imponujące. – mówił ukraiński wiceminister spraw zagranicznych Wadim Prystajko. Stwierdził też, że siły te są lepiej uzbrojone od armii większości członków NATO.  To, co dzisiaj się dzieje, jest rezultatem naruszenia przez Rosję suwerenności Ukrainy i integralności terytorialnej. Rozpoczęło się to od okupacji Krymu ponad dwa lata temu i rozszerzyło się wraz ze znacznym wsparciem wojskowym w terenie i dostawami broni dla uzbrojonych separatystów na wschodzie Ukrainy. – sekundowała reprezentantowi ONZ Samantha Power, ambasador Stanów Zjednoczonych przy ONZ. Rosyjski ambasador przy ONZ Witalij Czurkin ocenił, że rola posiedzenia Rady Bezpieczeństwa sprowadza się do gry na czas, gdy ukraińskie wojsko okupuje miasta w pasie neutralnym, określonym w porozumieniu z Mińska. Słowa ministra Prystajki nazwał "bardzo rozczarowującymi" i "pełnymi retoryki".

 

* Zdaniem ambasadora USA na Ukrainie Geoffrey’a R. Pyatta, Donbas ma już za sobą najtrudniejszą fazę konfliktu. Amerykański dyplomata wystąpił z takim oświadczeniem na spotkaniu ze studentami na Uniwersytecie Państwowym w Mariupolu, jak poinformowało Hromadske Radio. „Zdajemy sobie sprawę przez jakie próby musiała przejść Ukraina w ciągu tych dwóch lat rosyjskiej agresji” – powiedział Pyatt. – Z drugiej strony, wydaje się nam, że już przeszliście przez najtrudniejszą fazę tego konfliktu. Teraz rozpoczniecie budowę tej prawdziwej europejskiej demokracji, która jest celem Ukrainy od 25 lat – dodał.  Mówiąc o powrocie Donbasu do Ukrainy, amerykański dyplomata zaznaczył, że wybory samorządowe są ważnym elementem tego procesu, ale tylko wówczas, gdy strony konfliktu wdrożą wszystkie punkty porozumień mińskich i Ukraina przywróci pełną kontrolę nad wschodnią granicą. Pyatt niedawno przebywał z wizytą w Mariupolu w obwodzie donieckim, który kontrolują

 

* Członkowie Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych, demokrata Eliot Engel oraz republikanin Adam Kinzinger, przedstawili na rozpatrzenie Kongresu Akt o Stabilności i Demokracji dla Ukrainy. Zgodnie z propozycją deputowanych, sankcje mogą zostać zdjęte z Moskwy, jeśli prezydent Stanów Zjednoczonych przedstawi Kongresowi potwierdzenie „wznowienia suwerenności Ukrainy nad Krymem” oraz, jeśli „status półwyspu będzie zezwolony w ramach istniejących procedur prawa międzynarodowego oraz będzie uznany przez demokratycznie wybrany rząd ukraiński”.  Ponadto, proponuje się odrzucać wszelkie (de iure i de facto) formy uznania samego Krymu, przestrzeni powietrznej nad półwyspem oraz jego wód terytorialnych za części Rosji.   Ustawodawcy nakazują także Zarządowi Prasy Rządowej nie publikować map ani żadnych innych dokumentów, na których Krym zostałby oznaczony jako część Rosji.  „My wciąż widzimy, że brak szacunku ze strony Władimira Putina dla ładu światowego nie zna granic, a w szczególności w przypadku Ukrainy. Dla Stanów Zjednoczonych nadszedł czas podnieść się i przypomnieć, że nie będziemy tolerować rosyjskiej agresji” – powiedział Adam Kinzinger. 

 

* Wiceprezydent USA Joe Biden dał kolejne gwarancje pomocy finansowej Kijowowi, tym razem mowa o miliardzie dolarów, powiedział rzecznik ukraińskiego prezydenta Światosław Cegolko.  „Poroszenko i Biden zgodzili się podpisać porozumienie odnośnie trzeciej transzy gwarancji kredytowych w wysokości miliarda dolarów”, — napisał Cegolko na swoim mikroblogu na Twitterze. Wcześniej wiceprezydent USA Joseph Biden podczas spotkania z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką w Waszyngtonie wskazał warunek udzielenia nowych gwarancji kredytowych — utworzeniem nowego rządu Ukrainy, który będzie gotowy do współpracy z MFW. Później ten sam pomysł przekazał Poroszence również amerykański prezydent Barack Obama. Ukraiński rząd powstał wczoraj. W miejsce zdymisjonowanego Arsenija Jaceniuka na czele gabinetu ministrów będzie stał były przewodniczący parlamentu Wołodymyr Hrojsman. Dyskusji na temat poszczególnych ministerialnych kandydatur nie było, posłowie głosowali „pakietem”. Kluczowe stanowiska — szefów Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Ministerstwa Obrony — zachowali ludzi z listy Jaceniuka.

 

* Zachodnie sankcje wobec Rosji pokazują ich bezradność wpływania na Kijów, powiedział minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow podczas wykładu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Mongolii. „Nie prosimy i nie będziemy poprosić zachodnich partnerów, aby znieśli te sankcje, nigdy nie inicjowaliśmy tej dyskusji, — powiedział Ławrow. — Oni sami, zarówno na spotkaniach z nami, jak i w swoich publicznych wypowiedziach, zaczynają denerwować się tym tematem, zaczynają mówić „jeśli chodzi o sankcje wobec Rosji, to jak tylko Rosja wypełni porozumienia z Mińska, sankcje zostaną zniesione”.  „Jest to ich życzenie, a zarazem bezradność. Zachodni partnerzy doskonale zdają sobie sprawę, że porozumienia z Mińska w ogóle nie zawierają wzmianki o Rosji, ale w prawie każdym paragrafie przedstawiono zadania stojące przed ukraińskim przywództwem i terminy, w których zadania te powinny zostać wykonane. Wszystko to zostało zakłócone”, — zaznaczył Ławrow. „Teraz zachodni partnerzy rozumieją, że nie są w stanie odpowiednio wychować swoich podopiecznych w Kijowie, aby spełniali swoje obietnice, — zwrócił uwagę szef rosyjskiego MSZ. — Próbują przerzucić na nas ostrzał”. W rezultacie, zaznaczył, wysyłany jest sygnał do Kijowa: „dalej sabotujcie realizację swoich zobowiązań, a ukarani zostaniecie nie wy, lecz Rosja”.

 

* Do Odessy ściągnięto jednostki wojskowe, które uczestniczą w operacji w Donbasie – poinformował w sobotę szef aparatu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Aleksander Tkaczuk. Dodał, że powołano sztab operacyjny, który współpracuje z innymi organami ścigania, a także wdrożono plan kontrwywiadowczy.  „Biorąc pod uwagę ewentualne przygotowania prorosyjskich sił do zamieszek w Odessie podczas świąt majowych, szef SBU podjął decyzję o skierowaniu ze strefy operacji antyterrorystycznej dodatkowych oddziałów wojskowych do Odessy” – powiedział Tkaczuk. Ponadto szef aparatu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy poinformował o skonfiskowaniu podczas przeszukiwań przeprowadzonych wśród aktywistów Kulikowego Pola w Odessie m.in. plakatów z antyukraińskimi hasłami. Miały być one wykorzystane  w trakcie świąt majowych. Wcześniej SBU podała, że jej funkcjonariusze znaleźli na obrzeżach Odessy skład z dużą ilością amunicji, w tym granatniki, granaty i prawie 1,5 tys. naboi. Tkaczyk powiedział, że magazyn należał do aktywistów Antymajdanu, którzy chcieli użyć zgromadzanych w nim materiałów na Kulikowym Polu. 2 maja na Kulikowym Polu odbędą się uroczystości związana z  drugą rocznicą tragicznych wydarzeń w Odessie.

 

* Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zakazała polskiemu dziennikarzowi Tomaszowi Maciejczukowi wjazdu do kraju na 5 lat. Tomasz Maciejczuk poinformował o tym na swoim  Facebooku, publikując zdjęcie swojego paszportu z odpowiednią pieczątką. „Mój zakaz wjazdu na Ukrainę na okres 5 lat wystawiony przez ukraińskie służby. Przyczyna? Zagrożenie dla bezpieczeństwa Ukrainy. Jedyna „broń", którą posiadam to kamera… i tego boją się ukraińscy politycy i „smutni panowie" — napisał Maciejczuk na portalu społecznościowym. Dziennikarz twierdzi, że około dwa tygodnie temu w Amsterdamie zadał pytanie ministrowi spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkinowi o nazistowskie formacje w kraju. W odpowiedzi oskarżono go o „rosyjską propagandę” i obiecano zakaz wjazdu na Ukrainę. W sobotę na Ukrainę nie wpuszczono również niemieckiej dziennikarki  Saadii Isakov. Jej adwokat uważa, że kijowskie władze mogą w najbliższych dniach nie wpuścić do kraju wielu zagranicznych dziennikarzy, którzy jadą do Odessy na rocznicę tragedii na Kulikowym Polu.

 

* Rusofobiczna mniejszość w NATO chce zjednoczyć sojusz na antyrosyjskim fundamencie, powiedział szef MSZ Federacji Rosyjskiej Siergiej Ławrow w wywiadzie dla szwedzkiej gazety „Dagens Nyheter”.  „Odnośnie tego, że nie będą rozmieszczone znaczące siły bojowe na terytorium nowych członków (NATO) na stałe: zaczęliśmy również zwracać uwagę naszych natowskich kolegów na to, że stale tworzą jakieś bazy, w tym bazy antyrakietowe w Polsce, Czechach, a planowana jest też baza w Rumunii. Zapytaliśmy, jak się to ma do ich zobowiązania o nierozmieszczaniu znaczących sił bojowych. Odpowiedzieli, że to nie są znaczące siły, i że nie będą tam na stałe, bo będzie rotacja” – powiedział Ławrow. Ponieważ Rosja jest innego zdania, dodał minister, to Moskwa zaproponowała podpisanie porozumienia z NATO, w którym zostałby wyszczególniony rozmiar znacznych sił bojowych wspomnianych w danym porozumieniu.  „Kategorycznie odmówili nawet rozmów na ten temat. Co, oczywiście, naprowadza na proste i smutne myśli: NATO, na długo przed wydarzeniami na Ukrainie, chciało pozostawić sobie wolną rękę, aby przysunąć sie do samych granic Rosji. Ani jeden rozsądny polityk czy wojskowy nie może liczyć na to, że będziemy temu przyklaskiwać. Odpowiadamy zupełnie prawidłowo i proporcjonalnie. To konieczność z punktu widzenia zagwarantowania naszej gotowości na każdy rozwój sytuacji, biorąc pod uwagę, że teraz rusofobiczna mniejszość w NATO, po tym jak sojusz próbował i nie zdołał znaleźć sensu swojego istnienia w kampanii afgańskiej, chce zjednoczyć go na antyrosyjskim fundamencie, przedstawiając Rosję jako zagrożenie dla wszystkich” – dodał Ławrow.

 

* Kraje NATO przygotowują się do wysłania czterech batalionów (około 4 tys. żołnierzy) do regionu bałtyckiego w ramach zwiększenia obecności sojuszu na wschodzie Europy – poinformowała gazeta „The Wall Street Journal”, powołując się na źródła wojskowe w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jak pisze amerykańska gazeta, USA mogą wysłać do krajów bałtyckich dwa bataliony, a kolejne dwa — Wielka Brytania i Niemcy. Zastępca amerykańskiego sekretarza obrony Robert Work w wywiadzie dla „The Wall Street Journal” potwierdził ogólną liczebność kontyngentu, który kraje zachodnie zamierzają wysłać do regionu Morza Bałtyckiego. Według jego słów, wzmocnienie obecności wojskowej NATO jest związane ze zwiększoną aktywnością Rosji w tej części Europy. W lutym 2016 roku Jens Stoltenberg oświadczył, że ministrowie obrony 28 krajów członkowskich NATO na spotkaniu w Brukseli zatwierdzili wniosek o wzmocnienie obecności wojskowej sojuszu na wschodzie Europy, we wschodniej części Morza Śródziemnego i  Morza Czarnego. Stoltenberg zaznaczył, że będzie się to odbywać na zasadzie rotacji i z wykorzystaniem infrastruktury logistycznej. Dodał, że konkretne decyzje zostaną podjęte podczas szczytu sojuszu w Warszawie w lipcu 2016 roku. Wcześniej gazeta „Daily Telegraph” poinformowała, że bataliony (od 500 do 1000 żołnierzy) z USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec mogą być wysłane do Estonii, na Łotwę, Litwę, do Polski, Rumunii i Bułgarii.

 

* Pentagon ogłosił, że nie potraktuje ubiegłorocznego zbombardowania szpitala w afgańskim mieście Kunduz przez amerykańskie lotnictwo wojskowe jako zbrodni wojennej. – Dochodzenie wykazało, że niektórzy członkowie personelu nie respektowali zasad i prawa konfliktów zbrojnych. Niemniej śledztwo nie doprowadziło do wniosku, że te błędy stanowią zbrodnię wojenną. (...). Termin "zbrodnia wojenna" jest co do zasady zarezerwowany dla czynów umyślnych, gdy celowo bierze się jako cel ataku: cywilów, miejsca albo podmioty chronione. (...). Powtarzam: dochodzenie wykazało, że ten incydent wynika z kombinacji ludzkich błędów, błędów procedury, usterek technicznych i że żaden członek personelu nie miał świadomości, że atakuje szpital. – powiedział dziennikarzom szef Centralnego Dowództwa sił zbrojnych USA (CENTCOM), generał Joseph Votel. Dodał, iż szpital znajdował się na liście obiektów, które nie mogły być atakowane, ale żołnierze, którzy atak przeprowadzili, nie mieli do tej listy dostępu. Właściwym celem ataku przeprowadzonego przez samolot AC-130 miał być ośrodek dowodzenia talibów znajdujący się ok. 400 metrów dalej. Opierając się tylko na fizycznym opisie budynków, załoga przeprowadziła atak, mimo że nie widziała tam żadnych oznak działalności nieprzyjaciela. Żadnemu żołnierzowi nie postawiono zarzutów karnych w związku z udziałem w operacji. Szesnastu wojskowym wymierzono jedynie kary dyscyplinarne. Naloty na szpital w Kunduzie miały miejsce 3 października między godziną drugą a trzecią nad ranem, w piętnastominutowych odstępach. W czasie ataków w szpitalu przebywało ponad stu pacjentów. Zginęły czterdzieści dwie osoby. Jeszcze w trakcie nalotu lekarze dzwonili do amerykańskiego dowództwa z informacją, że są atakowani z powietrza. Organizacja "Lekarze bez Granic", która prowadziła szpital, domaga się międzynarodowego śledztwa w sprawie tego wydarzenia. Po ataku zakończyła swoją działalność w Kunduzie.

 

* Przed tzw. "Międzynarodowym Trybunałem Karnym dla byłej Jugosławii" w Hadze kolejni biegli wykazują niewiarygodność materiałów przedstawionych jako dowody domniemanych zbrodni popełnionych przez generała Ratka Mladicia, byłego dowódcę serbskich oddziałów w Bośni. Prokuratorzy dętego "Trybunału" oskarżają go o przeprowadzanie masowych egzekucji, dokonanie domniemanej "masakry w Srebrenicy" oraz zbombardowanie Sarajewa ogniem moździerzowym. Zeznająca 26 kwietnia ekspertka Swietłana Radovanovic potwierdziła, iż wyniki sekcji zwłok ekshumowanych ze zbiorowych grobów w kopalni Tomašića świadczy o śmierci części pochowanych tam osób w walce, a nie wskutek egzekucji. Tydzień wcześniej patolog Zoran Stanković wykazał niewiarygodność raportu z autopsji ciał ekshumowanych z masowego grobu w okolicach Prijedor. Z kolei Per Oien, szef obserwatorów wojskowych ONZ, który badał skutki ataku na rynek w Sarajewie w 1995 r., zaświadczył przed "Trybunałem", że komisja nie ustaliła pochodzenia pocisków moździerzowych. Serge Brammertz, prokurator "Trybunału" w Hadze, w raporcie dla Rady Bezpieczeństwa ONZ zapowiedział, że proces generała Mladicia zakończy się w pierwszej połowie 2016 r.

 

* Kongresowi antyimigranckiej partii Alternatywa dla Niemiec w Stuttgarcie towarzyszą gwałtowne protesty. Doszło do starć z policją. Zatrzymano 400 osób. Demonstranci w sobotę rano zablokowali dojazd do hali, w której odbywa się zjazd Alternatywy dla Niemiec. Uczestnicy protestu palili opony i tworzyli ludzkie łańcuchy. Następnie doszło do starć z policją, które trwały około czterech godzin. W stronę funkcjonariuszy poleciały petardy. Aresztowano 400 osób. — Policja zatrzymała około 400 stosujących przemoc protestujących, którzy rzucali kamieniami w funkcjonariuszy i atakowali ich fajerwerkami — powiedział rzecznik policji Lambert Maute. Do rozpędzenia demonstracji policja użyła armatek wodnych i gazu łzawiącego. Jak poinformował Maute, nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń. Dodał, że odnotowano jedynie przypadki podrażnienia oczu przez gaz pieprzowy. Z powodu zamieszek partyjny zjazd rozpoczął się z opóźnieniem. Mimo interwencji policji, niektórzy protestujący zaatakowali uczestników kongresu.  Protesty przeciwko antyimigranckiej partii Alternatywa dla Niemiec pokazują rosnące napięcie społeczne w Niemczech, dokąd w ubiegłym roku potarło około miliona imigrantów. Jak poinformowały niemieckie media, protestujący skandowali m.in. „uchodźcy zostają, naziści won”. Jeden z liderów ugrupowania mówił niedawno, że nie należy przyjmować niewykształconych imigrantów, bo nie dostosują się oni do współczesnego społeczeństwa i nie dostaną pracy w Niemczech. 6 krajów Unii Europejskiej, w tym Niemcy, opowiada się w związku z trwającym kryzysem migracyjnym za przedłużeniem kontroli o kolejne sześć miesięcy na granicach państwowych.

 

* W Hiszpanii przez cztery kolejne miesiące po wyborach parlamentarnych nie udało się sformować rządu. Zgodnie z konstytucją król Filip VI rozwiązał więc dopiero co wybrany parlament. Nowe, przedterminowe wybory odbędą się za dwa miesiące. Establishmentowe ośrodki polityczne z niepokojem komentują ciągły wzrost poparcia dla radykalnego ruchu Podemos. Z sondażu przeprowadzonego przez portal Publico wynika, że gdyby wybory odbyły się dzisiaj, Podemos zwiększyliby swoją liczbę deputowanych w Kortezach z obecnych 71 do 90 (na 350 miejsc). Uczyniłoby ich to drugim największym klubem parlamentarnym po rządzącej do niedawna "centroprawicowej" Partii Ludowej. Reprezentacja establishmentowej partii socjalistycznej (PSOE) zmniejszyłaby się natomiast z obecnych 90 do 72 parlamentarzystów.

 

* Ricardo Sáenz de Ynestrillas, hiszpański prawnik i znany działacz postfalangistowskiej prawicy nacjonalistycznej, poparł radykalną partię Podemos. W sierpniu 2015 r. Sáenz de Ynestrillas napisał: Od wielu miesięcy popieram Podemos za jej roszczeniowy język, który jest bliski nam, spadkobiercom Falangi Autentycznej i pierwotnej. Który naprawdę zapowiada Rewolucję narodową i syndykalną. Nie są dokładnie tym, czego bym chciał (...), ale są mi najbliżsi. Jeszcze wcześniej stwierdził: Jeśli rewolucja musi zostać dokonana przez Podemos, niech będzie.

 

* Francuskie Zgromadzenie Narodowe zagłosowało za zniesieniem sankcji, które nałożono na Rosję w związku z kryzysem na Ukrainie i reunifikacją Krymu z Federacją Rosyjską. Uchwałę poparło 55% deputowanych. Wzywa ona rząd Francji do nieprzedłużania sankcji. Nie jest ona wiążąca dla francuskiej dyplomacji, ale uwydatnia stosunek francuskiego społeczeństwa wobec przeciągającego się kryzysu na wschodzie Europy. Thierry Mariani, członek centroprawicowej partii Republikanie, która zianicjowała debatę nad projektem powiedział, że dokument "wzywa francuski rząd do nieprzedłużania restrykcyjnych środków i ekonomicznych sankcji nałożonych na Rosję przez Unię Europejską". Według parlamentarzysty przynoszą one jedynie szkodę Francji, a szczególnie branży rolniczej. Przypomnijmy, że w początku tego roku Emmanuel Macron, francuski minister gospodarki i przemysłu poinformował o planach francuskiego rządu przeprowadzenia do lata bieżącego roku projektu zniesienia unijnych sankcji. W grudniu 2015 roku Unia Europejska przedłużyła sankcję na kolejne sześć miesięcy.

 

* Francuzi wyszli na ulice by zaprotestować przeciwko planowanym reformom mającym na celu liberalizację prawa pracy. Mają one polegać m.in. na odejściu od 35-godzinnego tygodnia pracy, a także na "uelastycznieniu" form zatrudnienia. Według policji w Paryżu protestowało 50 tys. osób, w całym kraju zaś 170 tys. Zdaniem przedstawicieli związków zawodowych na ulice wyszło ponad pół miliona Francuzów. Do gwałtownych starć doszło w w Rennes w północno-wschodniej Francji, gdzie policja użyła przeciwko protestującym gazu łzawiącego i plastikowych kul. Związki zawodowe obawiają się, że psucie prawa pracy doprowadzi do "gwałtownego wzrostu liczebności prekariatu". Według sondaży 78 proc. Francuzów krytykuje planowaną reformę. Uważają oni bowiem, że jej wprowadzenie może stworzyć "wysokie ryzyko eksplozji społecznej".

 

* Kongres USA pracuje nad projektem ustawy, która ma pozwolić Amerykanom podać do sądu rząd Arabii Saudyjskiej, jeśli znajdą się dowody na to, że któryś z przedstawicieli królestwa ma związek z zamachami 11 września.  Wcześniej pojawiły się informacje, że prezydent USA Barack Obama może w najbliższym czasie opublikować ostatni odtajniony rozdział raportu o przebiegu śledztwa w sprawie ataków. Autorzy projektu ustawy uważają, że nowe informacje rzucą światło na rolę Rijadu w przygotowaniu ataków na World Trade Center. Ocalały z zamachów Amerykanin Ricky Desantis uważa, że każdy Amerykanin i cały świat ma prawo dowiedzieć się, jak było naprawdę.Ricky Desantis, który przeżył zamachy 11 września opowiedział w wywiadzie dla RT o szczegółach tragedii„Przeżyłem zamachy z 11 września i pomagałem w pracy służb odpowiedzialnych za nadzwyczajne sytuacje. Moje doświadczenie odmienne jest od tego, co widziała większość Amerykanów. Znajdowałem się na ulicy od południowej strony bliźniaczych wież, gdy usłyszałem hałas jeszcze jednego samolotu. Podniosłem głowę i zobaczyłem, jak wbija się w budynek nad moją głową. Trudno było w to uwierzyć. Zatrzęsła się pode mną ziemia i zbiła mnie z nóg porażająca siła" — dzieli się swoimi wspomnieniami Ricky Desantis.Ocalały Amerykanin opowiedział też, jak wynosił ludzi od razu po zamachach „Nigdy nie zapomnę wyrazu ich twarzy, na zawsze wryli mi się w świadomość i pamięć. Pamiętam kobietę, którą podniosłem z ziemi i przeniosłem na drugą stronę ulicy. Ludzie wyskakiwali z okien, odpadały całe fragmenty wież. Tego dnia straciłem wielu bliskich mi ludzi" — dodał Desantis. „Każdy strażak, policjant, wszyscy ocalali i ci, którzy przyszli na pomoc, każdy Amerykanin i cały świat mają prawo wiedzieć, jak było naprawdę. Obecny prezydent złożył amerykańskiemu narodowi obietnicę opublikowania pełnej informacji i przeprowadzenia niezależnej ekspertyzy naukowo-technicznej" — powiedział Ricky w rozmowie z RT. „Byłem na miejscu zamachów 12 września o 7:30 i uczestniczyłem w operacji poszukiwawczo-ratunkowej. Szukaliśmy ocalałych z zamachów pod ruinami wież. To, co zobaczyłem odcisnęło się głębokim piętnem na całym moim życiu. To oburzające, że do czegoś takiego dochodzi w Stanach Zjednoczonych… Zresztą, w każdym innym kraju wywołałoby to skandal. Ludzie domagaliby się od szefa państwa opublikowania pełnej informacji. Amerykański naród musi poznać prawdę" — powiedział świadek ataków.

 

* W środę podczas konferencji w Waszyngtonie Donald Trump, kandydat na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, ogłosił swój plan zmian w polityce zagranicznej, który przeraził amerykańskie elity i republikański establishment. Jego głównym hasłem jest Najpierw Ameryka!(America First!). Biznesmen, uderzając w ton izolacjonistyczny, skrytykował politykę Baracka Obamy i Hillary Clinton (która pełniła funkcję sekretarza stanu w pierwszej administracji obecnego prezydenta) i zapowiedział zmniejszenie zaangażowania USA w sprawy NATO, a zwłaszcza redukcję wydatków na amerykańskie misje wojskowe w krajach Sojuszu Północnoatlantyckiego, bądź przerzucenie je na kraje, w których miałyby stacjonować amerykańskie wojska lub sprzęt. "Wydaliśmy miliardy dolarów na samoloty, pociski balistyczne, statki i inny sprzęt, wzmacniając naszą armię, dzięki czemu zapewniliśmy obronę państwom Europy i Azji. Kraje, których bronimy, muszą ponieść koszty tej obrony; jeśli jednak tak by się nie stało, USA muszą być gotowe, by pozwolić tym krajom, by broniły się same; nie mamy innego wyboru." – powiedział Trump. Szczególne obawy establishmentu wywołały słowa kandydata na prezydenta dotyczące relacji z Rosją: "Uważam, że poprawa stosunków z Rosją - z pozycji siły - jest możliwa. Zdrowy rozsądek podpowiada mi, że błędne koło wrogości musi się skończyć". Dodać należy, że hasło America First! to główny slogan istniejącego przed drugą wojną światową wielkiego ruchu społecznego o tej samej nazwie, który opowiadał się za polityką izolacjonizmu i niemieszania się USA w sprawy europejskie. Jego głównymi aktywistami byli gubernator Luizjany i senator Huey Long (który odznaczył się wielkimi zasługami dla rozwoju swojego stanu i walką z niesprawiedliwością społeczną; miał być głównym rywalem Franklina Roosevelta w wyborach prezydenckich, lecz został zastrzelony w tajemniczych okolicznościach), ks. Charles Coughlin, legendarny "Radiowy Ksiądz" zwalczający komunizm, kapitalizm i wpływy żydowskie oraz oskarżany niekiedy o tendencje profaszystowskie pilot Charles Lindbergh.

 

* U wybrzeży Libii zatonęła w piątek łódź pełna uchodźców - poinformowała w sobotę Międzynarodowa Organizacja do spraw Migracji, które powołuje się na świadków. Według Międzynarodowej Organizacji do spraw Migracji, uratowano tylko 26 rozbitków. Zgodnie z dowodami zebranymi przez organizację od świadków już na Lampedusie, brakuje 84 osób które utonęły – powiedział przedstawiciel organizacji Flavio Di Giacomo a poinformowała AFP.

 

* 27 kwietnia północnokoreańska państwowa agencja informacyjna KCNA podała, iż 6 maja w Pjongjangu rozpocznie się zjazd rządzącej Partii Pracy Korei. O zwołaniu zjazdu informowano już pod koniec ubiegłego roku, ale dokładna data jego rozpoczęcia została ujawniona dopiero teraz. Będzie to siódmy zjazd Partii w historii Korei Północnej i pierwszy od trzydziestu sześciu lat. Tajemnicą w dalszym ciągu pozostaje tematyka obrad zjazdu. Spekulujący o niej polscy dziennikarze przypominają, że podczas poprzedniego zjazdu w 1980 r. Kim Dzong Il został oficjalnie namaszczony na następcę Kim Ir Sena u władzy.

 

* Rosja wysunęła się na pierwsze miejsce jako światowy eksporter pszenicy wychodząc przed USA i Kanadę. Rosyjski minister rolnictwa Aleksander Tkaczew podał w czwartek, że zakontraktowany eksport ziarna pszenicy ze zbiorów 2015 roku wyniesie 25 milionów ton. Pszenica pochodzi głównie z pasa tzw. calin, tj, gleb lessowych wzdłuż północnej granicy Kazachstanu, a także z Powołża, cieszy się opinią dobrej jakości i służy głównie do wyrobu mąki. W ciągu ostatnich 15-20 lat pszeniczny pas od Czelabińska przez Omsk do Barnaułu stał się spichlerzem głównie dla krajów Dalekiego i Bliskiego Wschodu. W ubiegłym roku w Rosji zebrano ogółem rekordowe 104,8 milionów ton ziarna, w tym także kukurydzy (13,2 mln ton), ryżu (1,1 mln ton), soi (2,7 mln ton) i gryki (900 000 ton). Od czasu wprowadzenia zachodnich sankcji Rosja stale i znacząco zwiększa własną produkcję żywności we wszystkich działach, w tym także mięsa, ryb, jaj, mleka, warzyw i owoców. Kreml przywiązuje do tej kwestii priorytetowe znaczenie.  

 

* Rosja przygotowuje się do wypuszczenia własnego kontraktu terminowego na główny produkt eksportowy - ropę naftowa Urals - w celu zwiększenia przychodów i rezygnacji z obliczania cen ropy w dolarach, informuje Bloomberg. Platforma future jest tworzona w Petersburskiej Międzynarodowej Giełdzie Towarowo-Surowcowej (SPIMEX), która teraz jest w trakcie rozmów z zagranicznymi firmami handlowymi. „Celem jest stworzenie systemu, w którym ropa jest wyceniana i sprzedawana uczciwie i otwarcie” — powiedział agencji przewodniczący SPIMEX Aleksiej Rybnikow.  Wypuszczenie własnego rynku futures pozwoli Rosji ulepszyć mechanizm ustalania cen Urals, a krajowym firmom uzyskać dodatkową pomoc, zaznaczył. Obecnie niskiej jakości Urals sprzedawana jest z dyskontem do międzynarodowego standardu — północnomorskiej mieszanki Brent. W pierwszych dwóch miesiącach 2016 roku średnia cena rosyjskiej ropy marki Urals wynosiła 29,69 dolara za baryłkę. Jest to 1,7 razy mniej niż w tym samym okresie 2015 roku. Wtedy Urals kosztowała 51,81 dolara.

 

* Analitycy dużych banków uważają, że w najbliższych tygodniach ceny ropy naftowej spadną do 30 dolarów za baryłkę.Ropa naftowa podrożała o 70% w stosunku do styczniowego minimum, dlatego wielu ekspertów (np. analitycy BP i Międzynarodowej Agencji Energetycznej) doszło do wniosku, że branża zaczyna się odradzać po ciężkiej recesji, pisze Bloomberg. Jednak istniej inny punkt widzenia. Commerzbank, BNP Paribas i UBS Group porównują  obecny wzrost z wydarzeniami, które miały miejsce na rynku w ubiegłym roku.  Wiosną 2015 roku notowania ropy marki Brent przekroczyły 60 dolarów za baryłkę, ale w maju ceny spadły z powodu nadmiernego nasycenia rynku. Analitycy BNP Paribas i UBS sugerują, że ropa znowu wpadnie w tę pułapkę. Istnieją główne podobieństwa do sytuacji z 2015 roku. Rynek już jest przegrzany, a korekta opóźnia się – powiedział szef departamentu badań rynku surowców Commerzbank Eugen Weinberg. Jak pisze Bloomberg, na wzrost cen wpłynął brak stabilności w Nigerii, Iraku i Kuwejcie, gdzie strajkowali pracownicy branży naftowej. Pojawiły się też przerwy w dostawach z Kolumbii i Libii. Obecnie Libia wydobywa 330 tysięcy baryłek dziennie, podczas gdy w 2011 roku produkowała 1,6 miliona baryłek. W Kolumbii wydobycie w marcu spadło o 8% w stosunku do grudnia. W Nigerii poziom wydobycia spadł do minimum sprzed siedmiu lat (1,7 miliona baryłek dziennie). Ponadto na wydobycie wpływają działania bojowników w tych krajach.  Lewicowym partyzantom w Kolumbii, powstańcom w Libii i bojownikom w Nigerii udało się to, czego nie mogli osiągnąć najwięksi na świecie producenci ropy naftowej – pisała wcześniej agencja, wskazując na rozmowy, które odbyły się 17 kwietnia w Dosze z udziałem państw OPEC i Rosji w sprawie zamrożenia wydobycia czarnego złota.

 

* Ostatnio z powodu amerykańskiej polityki sankcyjnej coraz większe kłopoty mają nie podmioty sankcji, a europejscy partnerzy USA – piszą David Francis i Lara Jakes w artykule na łamach „Foreign Policy”. Administracja prezydenta Obamy przez długi czas stawiała na sankcje finansowe jako narzędzie powstrzymywania Iranu, Korei Północnej, Rosji oraz innych potencjalnych przeciwników. Jednak ubiegły rok świadczy o tym, że taka polityka może okazać się nieskuteczna, a nawet szkodliwa. Amerykański sekretarz skarbu Jack Lew w marcu ostrzegł Kongres, że transakcje finansowe mogą być realizowane z pominięciem Stanów Zjednoczonych, jeśli sankcje „sprawią, że warunki prowadzenia biznesu staną się  zbyt skomplikowane i nieprzewidywalne”.   Musimy uświadomić sobie, że nadużywanie sankcji może podważyć naszą pozycję lidera w gospodarce globalnej i skuteczność samych sankcji – powiedział Lew. Najnowsze badania amerykańskiego Instytutu Katona i Centrum Nowego Amerykańskiego Bezpieczeństwa (CNAS) budzą wątpliwości co do realnej efektywności sankcji i uwidaczniają ich negatywny wpływ. Emma Ashford z Instytutu Katona uznała sankcje wobec Rosji za „całkowitą porażkę”, dodając, że w wyniku szkodzą one gospodarczym i geopolitycznym interesom Stanów Zjednoczonych. Powstałe po wprowadzeniu ograniczeń napięcia podzieliły sojuszników USA w Europie, którzy już wcześniej borykali się z trudnościami finansowymi. W czwartek francuskie Zgromadzenie Narodowe zagłosowało za zniesieniem sankcji. W lutym reprezentantka Włoch w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy Deborah Bergamini oświadczyła, że po nałożeniu ograniczeń przez USA i UE w 2014 roku Włochy straciły co najmniej 1,25 mld euro przychodów z eksportu. – Sankcje były sukcesem? Nie. To prawdziwa porażka – oświadczyła włoska polityk w trakcie forum na temat stosunków Rosji z Zachodem. Jej zdaniem Europa płaci za nie zbyt wysoką cenę i nadszedł czas, by to przyznać. Jak pisze Foreign Policy, ruch na rzecz zniesienia sankcji przybiera na sile też w Niemczech. W marcu niemiecki minister gospodarki Sigmar Gabriel apelował do Unii Europejskiej, by stworzono warunki do zniesienia sankcji przed nadejściem lata. Według szacunków Komisji Europejskiej z powodu antyrosyjskich ograniczeń PKB UE w 2015 roku było o 0,3% niższe, niż mogłoby być. Austriacki Instytut Badań Gospodarczych sugeruje, że jeśli sankcje zostaną przedłużone na kolejne kilka lat, to UE straci ponad 92 mld euro i około 2,2 mln miejsc pracy. Ponadto CNAS doszło do wniosku, że ograniczenia „nie wywierają istotnego wpływu na PKB krajów, na które zostały nałożone”. Jak piszą autorzy artykułu, w wieloletniej polityce sankcyjnej Stanów Zjednoczonych tylko jeden przypadek można uznać za sukces. Jest nim Iran. Zachód nakładał lub zaostrzał sankcje wobec Iranu od 10 lat, by zmusić ten kraj to rezygnacji z rozwijania programu nuklearnego. W 2012 roku zaostrzono ograniczenia. W wyniku wartość irańskiej waluty spadła, a eksport ropy naftowej w 2013 roku zmniejszył się dwukrotnie w porównaniu z 2011. W styczniu 2016 roku poinformowano, że USA i Unia Europejska zniosły sankcje gospodarcze i finansowe nałożone na Teheran w związku z wywiązaniem się przez niego ze wszystkich zobowiązań, które wynikały z porozumienia atomowego. Jednak sankcje wobec innych państw nie były tak skuteczne, jak oczekiwała administracja amerykańskiego prezydenta. Embargo handlowe wobec Korei Północnej, wprowadzone, by ukarać Pjongjang za rozwój programu nuklearnego, nie przeszkodziło temu krajowi w przeprowadzaniu czterech testów z bronią jądrową. A sankcje wobec Somalii, które miały przeszkodzić w finansowaniu radykalnej islamistycznej organizacji militarnej Asz-Szabab, stworzyły ogromne trudności dla zwykłych obywateli.

 

* Lider Nocnych Wilków Aleksander Załdostanow określił jako bezsensowne podejmowane przez polskie władze próby przeszkodzenia w rajdzie Moskwa – Berlin szlakiem Armii Czerwonej. Motocykliści chcą jedynie oddać hołd poległym żołnierzom, którzy uwolnili Europę od faszyzmu. Dziś rosyjscy motocykliści dotarli do Mińska. – W ubiegłym roku obiecałem, że 9 maja sztandar zwycięstwa zostanie dowieziony do Berlina. Tak się stało. To samo będzie i w tym roku – powiedział Załdostanow dziennikarzom. Białoruska straż graniczna zapowiedziała, że nie będzie robić uczestnikom rajdu problemów z przekroczeniem granicy. Tymczasem polskie władze zapowiedziały, że nie przepuszczą Nocnych Wilków przez granicę. Oficjalnie MSZ RP tłumaczy, że kieruje się  względami bezpieczeństwa. Z kolei rosyjski resort polityki zagranicznej oceniło decyzję Warszawy jako cyniczny i niegodziwy gest mający na celu pogorszenie dwustronnych stosunków.


 * Gubernator Kaliningradu Nikołaj Cukanow i ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew oddali cześć żołnierzom radzieckim pochowanym na cmentarzu wojennym w Braniewie w województwie warmińsko-mazurskim. W uroczystości uczestniczyło też 200 motocyklistów z Kaliningradu, w tym członkowie klubu Nocne Wilki. Na cmentarzu wojennym w Braniewie spoczywa ponad 31 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, którzy polegli na początku 1945 r. w walkach nad Zalewem Wiślanym i w innych częściach dawnych Prus Wschodnich. Znajduje się tutaj 250 zbiorowych i 20 indywidualnych mogił. Większość – bezimiennych. Ustalono tożsamość jedynie około 4 tysięcy żołnierzy. Jest to największa wojenne nekropolia żołnierzy radzieckich w Europie.  Jak poinformowały polskie media, ambasador Rosji skomentował decyzję polskich władz o nie wpuszczeniu do kraju grupy rosyjskich motocyklistów z klubu Nocne Wilki.  To jest błędna decyzja, bo nie było żadnych zamiarów prowokacji czy złamania porządku społecznego. Polski MSZ wyjaśnił zakaz wyjazdu zagrożeniem społecznym, ale nie było takiego zagrożenia, tym bardziej że ten rajd miał odbyć się we współpracy z kolegami polskimi, motocyklistami z Rajdu Katyńskiego. Jakby decyzja była inna, to by był cień zgody i połączenia, a teraz jest jeszcze jeden ton dla napięcia i skandalu – powiedział Andriejew. Ambasador mówił również o usuwaniu w Polsce pomników żołnierzy radzieckich: „Takich uroczystości jak ta w Braniewie, choć mniejszych, jest w Polsce więcej. Ja się spotykam z polskimi partnerami i wiem, że te miejsca są dla nich ważne”.  Trzeba zrozumieć, że dla nas to jest sprawa nie mniej wrażliwa niż Katyń dla Polaków. Widzimy, jakie uczucia budzi wśród Polaków los przodków, którzy zginęli w dramatycznych warunkach. Tym trudniej zrozumieć, dlaczego Polacy nie potrafią dostrzec, jak temat pomników radzieckich jest dla nas ważny i wrażliwy — podkreślał Andriejew w wywiadzie udzielonym polskiemu portalowi Onet.  


  * Organizatorzy "Eurowizji" zaktualizowali listę flag, których nie wolno pokazywać podczas tego konkursu. Lista ma służyć uniknięciu niepożądanych demonstracji politycznych. Obecnie figurują na niej m.in. flagi Palestyny, Kraju Basków, Górskiego Karabachu i Donieckiej Republiki Ludowej. Zostały one tym samym zrównane z tzw. "Państwem Islamskim", którego flaga również figuruje na liście. Ponadto są na niej flagi Kosowa i Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Przybywa zatem jeszcze jeden powód aby tę rynsztokową imprezę bojkotować, a szanujące się kraje nie powinny w żaden sposób angażować się w jej organizację.  


  * Sąd w Oslo po rozpatrzeniu skargi osądzonego za podwójny atak terrorystyczny Andersa Breivika, który narzeka na niehumanitarne warunki w więzieniu, podjął pozytywną decyzję w sprawie jednego punktu wniosku - czytamy w opublikowanej dzisiaj decyzji sądu. Sąd uznał za uzasadnioną skargę na naruszenie art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, dotyczącego poniżającego godność traktowania. Jednocześnie sąd nie znalazł naruszeń ze strony państwa art. 8 Konwencji dotyczącego zakazu korespondencji, odwiedzeń i kontroli rozmów telefonicznych. Poza tym sąd nakazał wypłacenie powodowi 331 tys. kron norweskich (40 tys. dolarów USA) tytułem zwrotu kosztów sądowych. Sąd odbył się w połowie marca na sali sportowej więzienia w mieście Skien, gdzie Breivik od 2013 roku odbywa karę. Głównym punktem w skardze osądzonego była nieuzasadniona izolacja i brak kontaktów społecznych. Anders Bering Breivik (1979) został uznany winnym zabójstwa 22 lipca 2011 roku 8 osób w centrum Oslo i 69 osób w letnim obozie młodzieżowym Norweskiej Partii Pracy w okolicach Oslo na wyspie Utoya. W sierpniu 2012 roku sąd w Oslo skazał Breivika na 21 lat więzienia.   


 * Oficjalne konto koalicji "syryjskiej opozycji" na Twitterze było prowadzone przez zajmującą się public relations firmę z Waszyngtonu, wynajętą w tym celu przez Arabię Saudyjską. Informację taką podano 20 kwietnia w "Washington Post". Ta sama firma – Qorvis – była odpowiedzialna także za obsługę konta YouTube ambasady Arabii Saudyjskiej w USA. Warto zaznaczyć, że to jedynie wierzchołek góry lodowej: wspomniany artykuł opisuje problem istnienia w Stanach całej siatki firm zajmujących się lobbingiem i PR-em, które pracują dla Saudyjczyków. Opisana sytuacja nasuwa skojarzenie z tym, co podczas obrad w Genewie powiedział nieco wcześniej dr Baszar Dżafari, syryjski ambasador przy ONZ, dziennikarzowi, który nie wiedział, jak zbiorczo określić Saudyjczyków i popieraną przez nich "syryjską opozycję" (finansowaną przez obce państwa, w tym Arabię Saudyjską): Byłoby łatwiej nazwać ich grupą saudyjską.Syryjski dyplomata jest znany z polemicznej sprawności; pomimo traumatycznych doświadczeń pięciu lat wojny odpiera ataki przeciwników Syrii inteligentnie, ze swadą i humorem. Z tego powodu stał się jednym z bohaterów syryjskich (lub ogólniej, bliskowschodnich) mediów społecznościowych obok postaci takich jak gen. Issam Zahredinne, gen. Suheil al-Hassan ("Tygrys") czy sam prezydent Baszar al-Assad.  


 * Polscy archeolodzy Robert Żukowski (PAN) i Bartosz Makowski (Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW) przebywali w Palmyrze od 7 do 17 kwietnia, wykonując prace obejmujące dokumentację fotograficzną zniszczeń oraz poszukiwania, zabezpieczenie i identyfikację uszkodzonych artefaktów i ich fragmentów. Polscy specjaliści przyjechali tam na zaproszenie Departamentu Starożytności Syrii, zaledwie w kilka dni po odbiciu miasta z rąk tzw. Państwa Islamskiego (IS / ISIS / Daesz) - jako pierwsi archeolodzy z zagranicy. Z około dwustu rzeźb i płaskorzeźb, jakie znajdowały się w zniszczonym muzeum w Palmyrze, Polakom udało się znaleźć większość fragmentów około 130 zabytków. Dokonano także oględzin lwa ze świątyni Allat, trzymetrowej wysokości rzeźby odkrytej w 1977 roku przez polskich archeologów, która od kilkudziesięciu lat stała przed wejściem do muzeum w Palmyrze. W ocenie obu Polaków stanowiący symbol miasta artefakt da się odrestaurować i ustawić tam na nowo, jednak pewne ślady uszkodzeń pozostaną widoczne. Należy nadmienić, że obaj specjaliści pracowali przy konserwacji lwa w 2005 roku. Według słów Żukowskiego Syryjczycy byli bardzo wdzięczni za pomoc: "Ze strony Syryjczyków odbieraliśmy wyrazy szczerej sympatii i wręcz niezwykłego zadowolenia, że ktoś się zainteresował tym, że nie zostali z tym sami. Nas, Polaków szczególnie w tej chwili za to cenią". Mamun Abdulkarim, dyrektor generalny Departamentu Antyków i Muzeów Syrii, określił ich obu mianem bohaterów. Prace konserwatorskie i wykopaliskowe na terenie Palmiry ze strony polskiej od 1959 roku prowadzili naukowcy z Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW (CAŚ UW), trwały one aż do wybuchu wojny domowej w Syrii w 2011 r. Rozpoczął je nieżyjący już prof. Kazimierz Michałowski, nazywany często ojcem polskiej archeologii śródziemnomorskiej. W 1966 roku zastąpiła go prof. Anna Sadurska, ją zaś w 1973 roku prof. Michał Gawlikowski.  


 * 21 kwietnia upublicznione zostało nagranie rozmowy, w której Paweł Kukiz niecenzuralnie wypowiadał się o Ruchu Narodowym. W związku z tym 23 kwietnia Rada Polityczna tej partii pod przewodnictwem Roberta Winnickiego przegłosowała uchwałę, w której wezwała pięciu posłów będących członkami RN do wystąpienia z klubu parlamentarnego Kukiz 15 i utworzenia odrębnego koła poselskiego. W odpowiedzi jeszcze tego samego dnia czterej z pięciu posłów RN – Adam Andruszkiewicz, Sylwester Chruszcz, Bartosz Jóźwiak i Tomasz Rzymkowski – wydali wspólne oświadczenie, w którym odmówili zastosowania się do uchwały Rady Politycznej. Napisali w nim m.in.: W przeciwieństwie do Roberta Winnickiego uważamy, że cele zmierzające do wzmocnienia państwa i Narodu Polskiego, w tym pozostające w zgodzie z narodowo-katolickimi dogmatami politycznymi dużo łatwiej realizować w szerszym środowisku antysystemowym Kukiz'15, niż w ramach znanych nam z historii kanapowych ugrupowań. (...). Formalne uzasadnienie decyzji podjętej bez naszej obecności przez władze partii z Robertem Winnickim na czele, uważamy za nieprawdziwe i zmanipulowane. Nieprawdą jest bowiem jakoby władze klubu Kukiz'15 rekomendowały poparcie dla utrzymania tzw. "kompromisu aborcyjnego". Każdy z posłów klubu Kukiz'15 ma w tym zakresie zagwarantowaną pełną wolność sumienia. W oświadczeniu znalazł się też zarzut, iż z formalnego punktu widzenia obrady rady politycznej odbywały się bez wymaganego kworum. Jedynym posłem RN, który zadeklarował gotowość wykonania uchwały, pozostał w związku z tym sam Robert Winnicki. Polemizując z oświadczeniem pozostałych posłów, napisał: Kworum statutowe zostało zachowane, a posłowie nie uczestniczyli w posiedzeniu przez własny kaprys, byli wielokrotnie zawiadamiani i zapraszani na to posiedzenie. Oskarżył ich też, że od miesięcy nie pojawiają się na spotkaniach organów RN.  


  * Reżyser Jeremy Podeswa, który nakręci dwa odcinki szóstego sezonu „Gry o tron”, powiedział, że twórcy projektu zrewidują podejście do przedstawienia scen przemocy seksualnej. Poinformował on o tym na prezentacji Fox Studios w Sydney, informuje ABC News. Reżyser zaznaczył, że w serialu prawdopodobnie będzie mniej okrucieństw, lub zostaną one złagodzone, — informuje lenta.ru  Zdaniem reżysera decyzja ta zapadła po skardze jednego z fanów „Gry o tron”, którą kierownictwo HBO otrzymało w 2014 roku — on powiedział, że scena gwałtu Sansy Stark przez bękarta Ramsay’a Boltona w ich noc poślubną była zbyt okrutna (w piątym sezonie — przypomina lenta.ru). „To była trudna scena, wiedzieliśmy, że rzucamy widzom wyzwanie”, — skomentował Podeswa, który również nakręcił kontrowersyjny epizod. Jednak według reżysera scenarzyści nie zamierzają dostosowywać się do gustów publiczności. „Oni nie chcą być zależnymi od krytyki, ale przyjmują ją i rozważają. Serial przedstawia okrutny świat, gdzie mają miejsce straszne rzeczy. Czasami nie da się inaczej”, — powiedział. Szósty sezon „Gry o tron” rozpocznie się w kwietniu 2016 roku na kanale HBO. „Gra o tron” to dramatyczny serial telewizyjny z gatunku fantasy na podstawie serii powieści George’a R.R. Martina. Akcja rozgrywa się w fikcyjnym świecie, który przypomina średniowieczną Europę. Seria opowiada o walce politycznej klanów i obfituje w sceny przemocy i erotyki. Premiera pierwszego sezonu w Stanach Zjednoczonych odbyła się w kwietniu 2010 roku na kanale HBO, — pisze lenta.ru

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031