Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4042 posty 1888 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Ruanda w Burundi?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W Burundi coraz wyraźniej słychać złowrogie echa masakry w Ruandzie w 1994 roku. Czy na „zielonych wzgórzach Afryki” znów dojdzie do ludobójstwa?

 

Kiedy w Burundi polityk z plemienia Hutu mówi, że już czas „à pulvériser et à exterminer les cafards  (aby spryskać i wytępić karaluchy), czyli jego przeciwników politycznych qui sont bon seulement pour mourir” (którzy nadają się tylko do tego aby zdechnąć) i wzywa swoich zwolenników pour commencer à travailler” (żeby zabrali się do roboty), na całym świecie powinny zapalić się czerwone światełka. Dokładnie tymi samymi słowami wzywano do masakry Tutsich w sąsiedniej Ruandzie w roku 1994. A kiedy tym politykiem nie jest jakiś nieznany poseł z tamtejszego Biłgoraja tylko marszałek senatu Burundi, powinny także rozbrzmieć ostrzegawcze dzwonki.

Historia nie zawsze powtarza się w Afryce, ale często brzydko się tam rymuje. Ruanda i Burundi, dwa małe bliźniacze państewka położone na żyznych, zielonych wzgórzach w sercu Czarnego Lądu, mają podobną większość Hutu (85%) i mniejszość Tutsi (10-12%). W latach 1959, 1963, 1972, 1988, 1993 i 1994  miały tam już miejsce masakry i pogromy etniczne na dużą skalę. Nie były to jednak tylko spontaniczne wybuchy zadawnionej wrogości plemienia ciemiężonych kiedyś rolników Hutu do panującej ongiś rasy wyniosłych, szczupłych i wysokich pasterzy Tutsi, jak się czasami uważa. Kiedy oba królestwa Tutsich upadły i zastąpiły je republiki, w których władze wybiera się większością głosów, dominujący teraz Hutu wypracowali sobie program pozbycia się rywali. Ludobójstwo w Ruandzie, gdzie w roku 1994 w ciągu 100 dni wyrżnięto maczetami około pół miliona Tutsich – nierzadko rozpoznając ich tylko po wzroście, bo wszyscy mówią tym samym językiem banjaruanda – było przedtem starannie przygotowane przez hutyjskich oficerów armii i przez polityków. Utworzono i wyszkolono liczne bojówki młodzieżowe tzw. Interahamwe, zakupiono setki tysięcy maczet i długo nadawano przez radio podjudzające programy nienawiści. Świat zauważył to kiedy już było za późno. Masakra ustała dopiero wtedy, kiedy z sąsiedniej Ugandy z północy weszła armia Tutsich dowodzona przez Paula Kagame, obecnego prezydenta Ruandy.

W sąsiednim Burundi na południu było wtedy spokojnie. Dziś jednak słychać tam niemal wierne echa Ruandy z 1994 roku. Odkąd prezydent Burundi Pierre Nkurunziza, oczywiście Hutu, rok temu ogłosił, że (niezgodnie z konstytucją) będzie ubiegał się o trzecią kadencję na swym urzędzie, w kraju wrze. Stolica kraju, Budżumbura, jedno z najładniejszych miast Afryki, tonące w kwiatach wille i bungalowy rozrzucone na stokach szmaragdowych wzgórz nad wielkim, granatowym jeziorem Tanganika, jest po zmroku zaciemnioną pustynią, gdzie każdej nocy słychać strzały z broni maszynowej. Tysiące oponentów, przeważnie Tutsich, zaginęło bez wieści. Tortury są synonimem przesłuchania. Ćwierć miliona ludzi już uciekło za granicę, do obozów uchodźczych. Jeszcze więcej przemieściło się wewnątrz kraju do rodzin i krewnych gromedząc się we wioskach sposobnych do zbrojnego oporu i samoobrony.

Tutsi  boją się kolejnej masakry. Od wielu miesięcy są usuwani z urzędów i stanowisk publicznych, a zwłaszcza z armii i policji. W radiu słyszą wezwania do pogromów. Ale podobnie jak w Ruandzie w roku 1994, także obecny rząd burundyjski czuje się coraz bardziej oblężony. Kilku ministrów już zginęło w zamachach. Opozycja, która w większości przeszła do podziemia i coraz częściej działa z obozów uchodźczych, spoza granicy kraju dokonuje wypadów i ataków na teren Burundi. Dla Tutsich jest to często jedyny sposób i nadzieja na powstrzymanie dalszych  prześladowań, ale dla rządu jest to zagrożenie i wyzwanie.  

Masowe pogromy Tutsich znów wiszą na włosku. Konflikty takie wybuchają szybko, są gwałtowne i łatwo wylewają się poza granice kraju. W 1994 konflikt w Ruandzie szybko przeniósł się do Konga powodując tam wielką wojnę, która przyniosła jeszcze więcej ofiar i spowodowała historyczny marsz Tutsich (Banjamulenge, czyli "zajeziornych") na Kinszasę, gdzie doszło do obalenia rządu i objęcia władzy przez klan Kabili. 

Starając się przeciwdziałać wybuchowi nowej rzezi w Burundi UE obcięła pomoc finansową dla Nkurunzizy. To jednak pogarsza ogólną sytuację w kraju i potęguje determinację ekipy prezydenta. Rząd przekierował na armię wszystkie fundusze przeznaczone na oświatę i ochronę zdrowia. Unia Afrykańska rozważa wysłanie 5000 żołnierzy, na co nie zgadza się rząd Burundi. ONZ  rozważa wysłanie części z 19.000 korpusu Błękitnych Hełmów stacjonujących w pobliskim Kongu jeszcze od czasu poprzedniej rzezi. Przygotowania idą niespiesznie i bez większej determinacji. Wydaje się, że świat ma dziś inne priorytety i Afryka Środkowa zeszła z centrum uwagi. Nkurunziza chyba też o tym wie i może chcieć zdążyć w Burundi ze swoim ostatecznym rozwiązaniem. Tutsi to przecież tylko 10% ludności.

KOMENTARZE

  • *5, jak zwykle ;)
    I jak tu NIE być RASISTĄ?
    sorry, "kolorowi" =
    - bieda,
    - terror,
    - wojny etniczne/religijne...
    - korupcja,
    - narkotyki,

    no sorry.
  • @laurentp 10:16:21
    || I jak tu NIE być RASISTĄ? ||

    Pytanie raczej powinno brzmieć: Jak tu być chrześcijaninem? człowiekiem?

    I dlaczego zawiodły kościoły???


    "Makuramanzi, trzynastoletnia dziewczynka, która przetrwała masakrę w kościele w Nyamata – małej miejscowości w prowincji Bugasera na południe od Kigali:

    Spróbowałam się podnieść, ale na próżno. Byłam bardzo słaba od moich obrażeń i było tak wiele ciał wszędzie, że z trudem mógłby się ktoś poruszyć. Kilkoro dzieci stało, być może dlatego, że nie były świadome niebezpieczeństwa. Zawołałam jedno z nich by mi pomogło. To była około dziewięcioletnia dziewczynka. Odpowiedziała, że nie może mi pomóc, bo ucięli jej ręce. Sprężyłam się i udało mi się usiąść. Lecz to czego nie mogłam to stanąć na nogach. Próbowałam i próbowałam, ale po prostu nie dałam rady. W końcu zobaczyłam młodą kobietę, którą znałam, moją sąsiadkę. Zawołałam do niej. Najpierw nie odpowiedziała. Nalegałam i w końcu zareagowała. Gdy się przyjrzałam bliżej, zobaczyłam, że jej ramiona też są obcięte.

    Teraz nie wiedziałam czy to co czuję i widzę to prawda czy nocny koszmar. Zapytałam ją czy to się dzieje naprawdę czy mi się śni. Potwierdziła, że to rzeczywistość. Próbowała dać mi kogoś innego do pomocy, ale nikogo nie mogła znaleźć. Ostatecznie przemogłam się by wstać i wydostać z kościoła. Jak byłam na zewnątrz, poczułam się tak przerażona, że zawróciłam do środka pomimo tych martwych ciał. Spędziłam w nim noc z tymi wszystkimi zwłokami wokół mnie."

    http://via.vitae.neon24.pl.neon24.pl/post/125873,azyl
  • @laurentp 10:16:21
    A mnie to przypomina raczej rzezie na Wołyniu. Ukraińcy niby nie czarni, a zachowywali się podobnie...
    Byłbym więc ostrożny z tym rasizmem, choć przyznaję, że w Afryce życie jest tanie. Pozdrawiam BJ

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031