Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4042 posty 1888 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Z korporacyjnej łączki

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

PRZYRODA I ŚRODOWISKO (12) Inicjatywa ochrony bioróżnorodności i restytucji łąk w miastach nie znajduje społecznego zrozumienia…

 

 Zdarzyło mi się – raczej przypadkowo - być niedawno na konferencji poświęconej tworzeniu i restytucji łąk w mieście. Chodziło o łąki, a nie o trawniki, a więc o siedliska trwałe, gdzie rosną zioła i byliny wieloletnie a nie tylko trawy, raczej gatunki rodzime a nie inwazyjne i gdzie w sposób naturalny bytują także owady i inne zwierzęta.  W ramach ochrony i promowania bioróżnorodności, na świecie istnieje obecnie i rozwija się wiele projektów tworzenia łąk kwietnych i ziołowych w miastach, także w minizakątkach i na dachach budynków. Patronują temu rozmaite organizacje ekologiczne przy współpracy uczelni, różnych społecznych NGO itp.

Do akcji tej włączyli się także biurokraci z UE, którzy postanowili przyznawać punkty scoringowe dla firm (w celu certyfikacji ich siedzib jako „przyjaznych dla środowiska”), o ile pozwolą sobie założyć i utrzymywać taką łączkę w pobliżu albo na dachu budynku. Założenie takiej łąki prawie nic nie kosztuje. Nie tylko nie trzeba, ale nawet nie wolno jej nawozić ani podlewać ponieważ chodzi o to, aby gleba nie była przekarmiona azotem ani fosforem, bo dopiero wtedy mają na niej szanse odporne gatunki rodzimych chwastów i bylin. Trzeba ją tylko kosić (dwa razy do roku, czyli rzadziej niż trawnik) i skoszoną masę zieloną usuwać, najlepiej na kompost. Poza tym – wystarczy nie przeszkadzać.  

Areał ma tu niewielkie znaczenie, ważne jest, aby łączka trwała i obrastała gatunkami tworząc środowisko także dla trzmieli (mam fijoła na ich punkcie), pszczół, motyli, pająków, dżdżownic itp. Jakiś idiota zza biurka w Brukseli nie wytrzymał jednak i znormalizował kryteria certyfikacji: punkty przysługują dopiero wtedy, gdy na łączce można się doliczyć (i opisać fachowo z pełną dokumentacją) przynajmniej stu gatunków roślin i zwierząt z rodzimej flory i fauny. To oczywiście kładzie projekt, bo opis w maju będzie inny niż w sierpniu, a ten z sierpnia inny niż w listopadzie. Poza tym do rozpoznawania takich gatunków i ich opisów firma musiałaby zatrudnić wykształconego przyrodnika na pełnym etacie. Kto na takiej łączce wysieje mieszankę 100 gatunków roślin, w sposób naturalny może oczekiwać, że w pierwszym roku wzejdzie mu najwyżej 30-40. Większość nasion dzikich roślin potrafi czekać latami w glebie zanim zakiełkuje, niektóre muszą porządnie przemarznąć, albo przeżyć kataklizmy: powódź, pożar itp. Zwyczajny mak może wykiełkować dopiero po 60-80 latach!

Akcja, która powinna - jak by się wydawało -  budzić odruchową i powszechną aprobatę, rozbija się jednak nie tylko o biurokratyczną głupotę, ale i o mentalność korporacyjną. Ludzie tego pokroju tolerują przyrodę tylko wtedy, gdy mają nad nią kontrolę. Owszem, chętnie widzieliby łąkę przed biurowcem, a na niej kwitnące mlecze, albo jeszcze lepiej czerwone maki, ale kiedy te po dwóch tygodniach przekwitną,  ich entuzjazm wygasa i łąki pełnej chwastów, zwłaszcza gdy przyschną – już mieć nie chcą. Każda firma pragnie mieć w pobliżu tylko rośliny ładne, dekoracyjne i takie, którymi można się popisać. Łąka, na której przeciętny człowiek nie jest w stanie rozpoznać ani nazwać nawet pięciu gatunków ziół, nie ma w oczach mieszczuchów żadnej wartości, bo nie przydaje splendoru. Rezultat: wszyscy najchętniej widzą obok swych siedzib, a nawet na działkach tylko zieloną  pustynię, tzn. krótko strzyżone trawniki i elegancko przycinane iglaki. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że jest to „przyroda” sztuczna, skrajnie uboga w gatunki. Nawet muchy nie chcą tam przylatywać. 

W przypadku korporacji, co entuzjaści łąk podkreślali na konferencji, sprzeciw jest wśród pracowników powszechny. Panie boją się zwłaszcza os (często mylonych z pszczołami), bąków (jak się często określa trzmiele) i ...ciem, że mogłyby wlatywać przez okna, a także budzących powszechną niechęć pająków, które jakoby z łąk mogłyby włazić im na biurka. Argumentem jest i to, że jakieś osty i rzepy oraz niektóre rośliny łąkowe mogłyby zadzierać rajstopy, oraz że pyłki mogą powodować alergię, a dziś przecież wszyscy są uczuleni. Mało kto uświadamia sobie, że łąka to przede wszystkim gatunki roślin dwuliściennych, czyli o pyłkach ciężkich, i na łące dlatego jest tyle owadów, bo to one je zapylają, a nie wiatr. Na wiatr pyłki rozsiewają głównie drzewa oraz rośliny jednoliścienne, lekkopyłkowe, czyli w praktyce trawy.   

Zastrzeżenia do zakładania i utrzymywania łąk w miastach mają jednak nie tylko „młodzi, wykształceni, z wielkich miast”, ale często jeszcze bardziej starsi z małych miasteczek. Tam, gdzie eksperymentalnie założono naturalne łączki w miejscach publicznych w małych miejscowościach, administracja bardzo często odbiera skargi i wnioski mieszkańców, że trzeba zrobić z nimi porządek, bo tam rosną chwasty, co w podtekście często zawiera przekaz, że ich miejscowość wygląda przez to „zbyt wsiowo” i że to im przynosi wstyd. Wynika z tego, że jak na razie nadal się oddalamy mentalnie od prawdziwej ochrony przyrody.

Z dzieciństwa pamiętam cudowną polską wieś, gdzie najchętniej spędzałem wakacje. Były tam łąki nad Bzurą, pachnące kwiatami i brzęczące owadami. Na tych łąkach, które aż się całe ruszały od życia, pasły się krowy i konie, ale było tam wszystko: żaby i myszy, jaszczurki i krety, ślimaki i pająki, ważki i motyle, chrząszcze i pasikoniki, krocionogi i pluskwiaki… I ptaki, setki ptaków, nawet dudki, żołny, kraski, derkacze – wszystkie łase owadziego łupu. A w kwietnym ogródku za sztachetkami u cioci Heli, którą z racji pogodnego usposobienia i wokalnych talentów nazywaliśmy w rodzinie Ciocią Piosenką, zawsze rosły malwy i szałwie, „smolinosy” i „lwie paszcze”, a w ziemnych jamkach pod nimi zawsze gnieździły się moje ukochane trzmiele – owadzie niedźwiadki w tygrysich futerkach…

I to było tylko pół wieku temu. Godzinę drogi od Warszawy.

 

W otwartym cyklu PRZYRODA I ŚRODOWISKO na moim blogu ukazały się dotychczas:

01.Poranek w raju/film/

02.Miłość w przyrodzie (21.05.2015) /film/

03.Biebrzański Park Narodowy (25.05.2015) /film/

04.W krainie Czarnej Hańczy/film/

05.Z kamerą nad Bugiem (24.08.2015) /film/

06.Głębokość połowów (14.09.2015) /tekst/

07.Dziobem i pazurem (28.09.2015) /film/

08.Powrót bobra (19.10.2015)

09.Przyroda Kaukazu (16.11.2015)

10.Dzika przyroda Tatr (28.12.2015)

11.Rafy koralowe (4.01.2016)

12.Z korporacyjnej łączki (18.04.2016)

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031