Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Trzymam kciuki za Putina

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Jarosław Augustyniak polski publicysta z Warszawy, słusznie stawia nam Rosję i Putina za przykład.

 

Rosja i jej polityka budzi w Polsce skrajne emocje. Po chwilowym renesansie zapadnictwa, czyli rosyjskiego okcydentalizmu w epoce Jelcyna i Gajdara, który prawie skończył się rozpadem Rosji i utratą jej suwerenności, trwa odwrót od tej szkodliwej dla Rosji polityki ideologii.

Nie jest to może odwrót na z góry upatrzone pozycje, ale konsekwentna próba budowy własnej drogi rozwoju nie opartej na liberalnej demokracji i zasadach tzw. wolnego rynku.

Siłą rzeczy próba ta musi iść w kierunku odbudowy, w takiej czy innej formie Związku Radzieckiego, co dla jednych jest zarzutem, a dla innych nadzieją. Od czasu wojny w Gruzji jesteśmy tego naocznymi świadkami. Rosję w niedługim czasie czeka konfrontacja sił konserwatywno-socjalnych skupionych wokół prezydenta Putina z siłami liberalnymi rosyjskich oligarchów. Ja trzymam kciuki za Putina.

Od początku lat 90 — tych, wraz z upadkiem ZSRR, przyjęta z otwartymi ramionami przez Zachód Rosja (przyjęta, bo słaba i pogrążona w kryzysie gospodarczym, społecznym i politycznym) została poddana swego rodzaju asymilacji z zachodnim kapitalizmem. Przebieg tego procesu był dosyć podobny, ale na większą skalę, do tego, co miało miejsce w Polsce. Proces oligarchizacji w Polsce zatrzymał się w czasach rządów AWS. To wtedy zapadły decyzje — sprzedajemy Zachodowi wszystko, jak leci! W Rosji oligarchizacja gospodarki i polityki nie zatrzymała się i do czasu postępowała.

Przyjmując zasady tzw. wolnego rynku, tzw. wolnej konkurencji i tzw. demokracji Rosja, tak jak i każdy inny kraj Europy Wschodniej musiała z bogatym Zachodem zacząć przegrywać. Opamiętanie nastąpiło dopiero w czasach prezydentury Putina i to raczej w późniejszym jej okresie. Wydaje się, że i Putin, podobnie jak okcydentaliści, którzy szykowali się do tego, by spełniać rolę komparadorskiej rosyjskiej elity, długo wierzyli w dobrą wolę Zachodu. Że w światowym klubie państw bogatych jest i dla niej miejsce. Dopiero Putin zrozumiał w momencie konfliktu w Gruzji, gdy ta wykorzystując obecność amerykańskich wojsk na terenie tego państwa i wspólnych ćwiczeń postanowiła zlikwidować autonomię Abchazji i Osetii Południowej, że dalsza polityka ustępstw wobec Zachodu skończy się rozpadem Rosyjskiej Federacji. Ten konflikt trwa do dziś: ostateczna próba sił, między tymi, którzy za cenę komparadorskich rządów godzili się na uczynienie z Rosji kolonii, a skupionymi wokół Putina, którzy zrozumieli miejsce Rosji w świecie i możliwości jej rozwoju. Bo tak jak dla nas w ramach tej asymilacji przewidziano rolę rynku zbytu dla zachodniej produkcji i rezerwuaru taniej siły roboczej, o tyle Rosję Zachód widział dla siebie też jako rynek zbytu i zaplecze surowcowe.

W tamtym czasie w amerykańskiej prasie i ustach ich polityków zaczęły się pojawiać coraz dalej idące żądania. Mówiono, że to nie może być tak, że jedna Rosja posiada tyle światowych bogactw. Że ta Rosja powinna się nimi podzielić (czytaj: oddać swoje bogactwa zachodnim korporacjom). I w momencie, gdy szakale zachodnich korporacji szykowały się już do podzielenia skóry na rosyjskim niedźwiedziu, Putin powiedział — niet!

Współczesna Rosja bardzo się zmieniła w stosunku do czasów Jelcyna. Putin, krok za krokiem, mając za sobą poparcie zdecydowanej większości rosyjskiego społeczeństwa, przywraca temu państwu jego mocarstwową rolę, a zwykłym Rosjanom dumę ze swego państwa. Dziś Państwo Rosyjskie sprawuje bezpośrednią kontrolę nad co najmniej 55% rosyjskiej gospodarki.

Prywatny biznes czy infiltracja przez zachodni kapitał rosyjskiego rynku ograniczone są wieloma warunkami, które te muszą spełniać, by móc uprawiać swój biznes. Chodzi oczywiście o dobro państwa i społeczeństwa rosyjskiego. I tak, w Rosji, w przeciwieństwie do Polski nie ma wieloletnich zwolnień od podatków. Wręcz odwrotnie, w Rosji stawia się twarde warunki inwestycji w rosyjską gospodarkę dla tych, którzy chcą tam zarabiać pieniądze. Warto tu w przeciwieństwie do polskiej NATO-lewicy mówiąc o rosyjskiej polityce kłaść nacisk na słowo mocarstwowa, które przez tę „lewicę" jest celowo mylone ze słowem imperialny czy imperialistyczny. To zupełnie dwie różne rzeczy. Rosja jest mocarstwem, ale nie jest imperialistyczna.

Tych co różnicy nie rozumieją odsyłam do szkoły. Rosję, jej obszar, ludność, potencjał gospodarczy i kultura, a także różne uwarunkowania geopolityczne w sposób naturalny predystynują do roli mocarstwa. Nie każde państwo imperialistyczne jest mocarstwem (patrz choćby Izrael) i nie każde państwo będące mocarstwem jest państwem imperialistycznym.

Rosja w sposób obiektywny, skoro chce stawiać na swój rozwój i dostatek własnego społeczeństwa, nie może już iść tą drogą, którą kroczyła w czasach Wielkiej Smuty epoki Jelcyna. Nadal tylko silne państwo jest w stanie oprzeć się konkurencji z bogatymi tego świata, w której każdy słaby przegra, gdy brak zasad, a silniejszy bierze wszystko. Ten klub bogatych ma już zamkniętą liczbę członków. Oni nie mają zamiaru się z nikim dzielić, bo nierówny podział bogactw na świecie i drenaż innych państw przez ich kapitał, jest warunkiem ich dobrobytu.

Póki co, nikt jeszcze nie wymyślił skuteczniejszej zapory dla imperializmu niż państwo narodowe. Rosja to rozumie. To właśnie ta erozja państw narodowych w ramach Unii Europejskiej sprawiła, że kraje biedniejsze, jak choćby Polska, zostały już praktycznie ze wszystkiego wywłaszczone, stając się marionetkami w rękach zachodnich banków i korporacji, które dyktują nam warunki naszego rozwoju. Rosja nie ma innego wyboru we współczenym świecie zdominowanym przez zachodnie korporacje, niż własny rodzaj etatystycznej gospodarki i państwa. Innego wyboru nie mamy też my w Polsce. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas.

Wydaje się, że nowa polska władza zaczyna to trochę rozumieć. Niestety, polityka zagraniczna, jaką prowadzi, kompletnie temu przeczy. Nie można bowiem stawiać na odbudowę suwerenności własnego kraju opierając się na serwilistycznej polityce wobec Zachodu, który jest przyczyną jej utraty. To tak, jakby pożar gasić benzyną.

Nasze położenie geograficzne, często uważane za nasze przekleństwo, przy rozumnej i pełnej dobrej woli polityce, może i powinno być naszym atutem. Oprócz odbudowy narodowej polskiej gospodarki, która władza zapowiada, potrzeba nam zupełnie innej samodzielnej, zgodnej z nasza racją stanu polityki zagranicznej. Takiej polityki, która zacznie w końcu reprezentować nasz, a nie zachodni interes. Temu nie służy sprzyjanie zachodnim korporacjom, czy instalacja w naszym kraju amerykańskich wojsk okupacyjnych, których sama obecność tę nasza suwerenność jeszcze bardziej umniejszy. Nie ma bardziej skutecznego narzędzia polityki, która może zapewnić nam pokój i dobrobyt, niż dobra współpraca na każdym polu ze wszystkimi naszymi sąsiadami.

Można Rosję lubić lub nie, ale warto brać z niej przykład i przestać się kłaniać Zachodowi. Czas zacząć stawiać mu warunki. Do tego potrzebna jest dywersyfikacja dróg naszego rozwoju, która jest zawsze korzystna i nie uzależniająca od nikogo nadmiernie. Każdy, kto chce naszym kosztem robić na nas interesy, musi za to zapłacić. Stawianie takich warunków Zachodowi bez otwarcia się na wschód i samodzielnej polityki w tym względzie, nie jest jednak możliwe.



KOMENTARZE

  • Należy brać przykład
    z anglosasów. Co innego myślą, co innego mówią. Stwarzają pozory, że robią to co mówią. Po cichu robią to co myślą.
  • @Casey 16:34:13
    Strzał w 10-kę! Taką taktykę i strategię stosują od wieków, o czym niejednokrotnie przekonaliśmy się na własnej skórze.
  • Firma buduje bunkry dla bogaczy.Napewno sie w nich uratuja.
    http://terravivos.com/secure/vivoseuropaone.htm
  • @staszek kieliszek 21:01:13
    Czy się uratują, to nie jest takie pewne, ale na pewno mają dzięki temu lepsze samopoczucie i kupioną za dużą kasę nadzieję. A gdyby nawet uratowali to swoje nędzne ziemskie życie dzięki tym bunkrom, to do jakiego świata trafią po globalnym kataklizmie? Po co im świat, gdzie nie będzie już kogo łupić?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930