Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4000 postów 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Środa, 6.04.2016

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (939) Dzisiejszy serwis aktualnych informacji i komentarzy ze świata: Syria, Turcja, Karabach, uchodźcy, Ukraina…

 

* Prezydent USA Barack Obama uważa, że inwestycje środków w rozwój militarny w Europie są niezbędne do efektywnego przeciwdziałania Rosji. „Inwestujemy w nasze zdolności wojskowe niezbędne do powstrzymywania agresji i obrony bezpieczeństwa naszego i naszych sojuszników, a to obejmuje rozszerzenie naszych planów w Europie, aby wspierać naszych sojuszników z NATO w świetle agresywnych działań ze strony Rosji”, — powiedział Obama w Białym Domu na spotkaniu z sekretarzem obrony Ashtonem Carterem. Wcześniej wysoką ocenę zdolności bojowej rosyjskiej armii dał również głównodowodzący siłami NATO w Europie amerykański generał Philip Breedlove, który przygotowuje się w najbliższym czasie do dymisji. Według niego w ostatnich latach Władimirowi Putinowi udało się stworzyć dobre wojska lądowe i osiągnąć potężny potencjał rakietowy. Zmiana dowództwa sił sojuszu w Europie odbywa się na tle znacznego wzmocnienia NATO na Wschodzie. Szczególnie silnie obecność sojuszu wzrosła w krajach bałtyckich.

 

* Pilot zestrzelonego wczoraj syryjskiego samolotu obserwacyjnego katapultował się i spadł na spadochronie na wyżynie Talat al-Iss w pobliżu Aleppo, gdzie dostał się w ręce tzw. „umiarkowanych terrorystów” z Dżabhat an-Nusra, tj. syryjskiej filii al-Qaidy, którą NATO i armia turecka wyposażają w systemy amerykańskich rakiet przeciwlotniczych. Pilotowi, który jest alawitą, grozi śmierć. Polskojęzyczne media głównego nurtu  donoszą o tym w tonie triumfalizmu, ponieważ terrorystyczna organizacja Dżabhat an-Nusra jest uważana przez USA (a więc i NATO) za sprzymierzeńca w wojnie przeciw prezydentowi Assadowi a lotnictwo syryjskie ma sprzęt rosyjski.

 

* W prowincji Latakia został zlikwidowany Khaled Abu Sakkar, jeden z przywódców popieranych przez Zachód „umiarkowanych terrorystów” z tak zwanej Wolnej Armii Syrii - podaje telewizja Rossiya 24. Jest to ten terrorysta, który w maju 2013 roku przed kamerą wyciął i zjadł kawałek serca zabitego syryjskiego żołnierza. To barbarzyńskie i okrutne nagranie, które  zaszokowało nie tylko zwolenników, ale również przeciwników al-Assada, w ciągu kilku godzin obleciało wówczas cały świat. Obrońcy prawa nazwali działania „umiarkowanych terrorystów” zbrodnią wojenną, przywódcy tejże „umiarkowanej sopozycji”  obiecali wtedy, że ukarzą swego dowódcę-kanibala, jednakże pomimo obietnic nic nie zrobili, a nawet go awansowali. Obecnie Abu Sakkar został zlikwidowany w wyniku nalotu syryjskich sił powietrznych. Oficjalny Damaszek jedynie powtórzył, że siły rządowe prowadzą walkę z terrorystami i przestępcami, a szokujące wideo jest tylko kolejnym potwierdzeniem, że jest to walka pomiędzy cywilizacją a zdziczeniem. 

 

* W toku rozmów pokojowych w Genewie przed dwoma tygodniami Baszar Dżafari, ambasador Syrii przy ONZ, kategorycznie odmówił rozpoczęcia bezpośrednich negocjacji z Mohammedem Alloushem, wysuniętym na przewodniczącego delegacji "syryjskiej opozycji". Nie podejmiemy z nim bezpośrednich rozmów, dopóki ten terrorysta nie przeprosi i nie zgoli swojej brody. – oświadczył Dżafari po arabsku. Alloush jest działaczem Armii Islamu – zbrojnego ugrupowania sponsorowanego przez Arabię Saudyjską i Turcję, zaliczanego przez Zachód do tzw. "umiarkowanej opozycji" w Syrii.

 

* Syryjskie wojska prześladują bandy ugrupowania terrorystycznego Państwo Islamskie na północny wschód od Palmyry; syryjskie siły powietrzne przeprowadziły naloty na skupiska bojowników w pobliżu miejscowości Ark, Khunayfis, al-Buseiri oraz es-Suwwana.  30 km od Palmyry zostało zniszczonych ponad 20 wojskowych środków transportu terrorystów, które przemieszczały się po pustyni. „Przeciwnikowi zadano znaczne straty" — cytuje komunikat źródła wojskowego agencja SANA. Syryjscy piloci kontrolują z powietrza przemieszczanie się band PI na wschód od oazy el-Karjatein (85 km od Homs), która została wyzwolona przez wojska w niedzielę. SANA donosi o nalotach na sektor Dżub-el-Dżarrah na Pustyni Syryjskiej, gdzie znaleziono cztery obozy bojowników. Dzisiaj rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa oświadczyła, że najnowsze zwycięstwa syryjskiej armii tworzą warunki do ofensywy na „stolicę" ugrupowania terrorystycznego Państwo Islamskie — miasto ar-Rakka.

 

* Lider Republiki Czeczeńskiej Ramzan Kadyrow opowiedział dziennikarzom, że zamierza udać się do Syrii, aby spotkać się z prezydentem Baszarem al-Assadem. „Prezydent al-Assad dwa razy zapraszał mnie w gości.  Po prostu nie było czasu, żeby pojechać. Koniecznie chcę do niego pojechać.” – powiedział Kadyrow w wywiadzie dla RIA Novosti. Według słów szefa republiki, był on już w Damaszku w przeszłości, jeszcze przed rozpoczęciem konfliktu zbrojnego w Syrii. Kadyrow opowiedział także, że do niego, do Czczenii, przyjeżdżali przedstawiciele syryjskiej opozycji. „W gości przyjeżdżali, poradzić się. Wymiana doświadczeń: wy przez to przeszliście, jak nam żyć, co mamy robić” – wyjaśnił mówiąc o celu ich wizyty. Zdaniem Kadyrowa, sami opozycjoniści o niczym nie decydują, za nimi stoi „góra” i ta „góra” decyduje o wszystkim. „Oni sami nie wiedzą, czego chcą. Oni w ogóle to nic nie chcą. Im trzeba powiedzieć z Zachodu: drodzy przyjaciele, wasza misja się zakończyła. Absolutnie łatwa do pokierowania opozycja” – powiedział Kadyrow. Jeśli teraz ci opozycjoniści się nie zatrzymają, to syryjskiego państwa nie będzie, uważa Kadyrow. „Oni stracą wszystko, przede wszystkim stracą państwo” – podkreślił. Zdaniem Kadyrowa, Syria może zachować państwowość, jeśli prawidłowo wykorzysta pomoc, którą w tej chwili okazuje jej Rosja. Konflikt zbrojny zaczął się w Syrii w 2011 roku. Ofiarami tego konfliktu padło, według szacunków ONZ, ponad 220 tysięcy osób. Wojskom rządowym opór stawiają nie tylko formacje opozycyjne, ale i terrorystyczne: Państwo Islamskie i Dżebchat an-Nusra. Terrorystom udało się zająć znaczne terytoria, nie tylko w Syrii, ale i w Iraku. 

 

* Trzeciego kwietnia br. w godzinach popołudniowych zbombardowano zebranie islamistów w wiosce Kafr Dżales (prowincja Idlib). Wśród około 25 terrorystów (głównie Uzbeków z organizacji Dżund al-Aksa) śmierć poniósł także odrażający swymi poglądami i aparycją rzecznik syryjskiej Al-Kaidy (Dżabhat al-Nusra) Abu Firas al-Suri - oraz jego syn, Azzam al-Azdi. O zdarzeniu jako pierwszy informował portal Al-Masdar News. Następnego dnia rzecznik Pentagonu ogłosił, że był to sukces lotnictwa amerykańskiego, tę wersję powieliła rzec jasna prasa zachodnia. Jednak liczne środowiska syryjskie (zarówno pro- jak i antyrządowe) poddały to w wątpliwość, gdyż przytłaczająca większość uderzeń z powietrza w prowincji Idlib jest dokonywana przez pilotów rosyjskich i syryjskich. Amerykańscy oficjele, którzy zgodzili się rozmawiać z pracownikami agencji Reuters pod warunkiem zachowania anonimowości, odmówili udzielenia szczegółów nt. uderzenia, włącznie z tym, czy zostało ono wykonane za pomocą samolotu załogowego czy też przy pomocy drona. O sprawie informował także syryjski korespondent Leith Abou Fadel, załączając wspólne zdjęcie obu najważniejszych zabitych - ojca i syna.

 

*  Moskwa dopuszcza, że porażki mogą popchnąć bojowników ugrupowania PI do kolejnych ataków chemicznych w Syrii i Iraku, sytuacja jest nieprzewidywalna - oznajmił w wywiadzie dla RIA Novosti dyrektor departamentu do nieproliferacji i kontroli zbrojeń MSZ Rosji Michaił Uljanow.  „Oczywiście, porażki mogą popchnąć ISIS do desperackich działań, w tym do zmasowanego użycia broni chemicznej w celu przywrócenia równowagi na polu walki. Nikt nie może jednak twierdzić, że tak właśnie będzie. Sytuacja jest nieprzewidywalna" — oznajmił Uljanow, odpowiadając na pytanie, na ile obecnie wzrosło zagrożenie kolejnymi atakami chemicznymi po wycofaniu się PI.

 

* W przemówieniu wygłoszonym 28 marca 2016 roku w Szkole Wojennej, prezydent Recep Tayyip Erdogan podsumował „wojnę przeciwko terrorowi”, którą, jak utrzymuje jego rząd, podjęto po zamachu w tureckim mieście Suruc, dokonanym 20 lipca 2015 roku. Chociaż ofiarami owego zamachu w Suruc, do którego przyznało się IPIS (ISIS), padli aktywiści Partii Pracujących Kurdystanu (PPK) i kurdyjscy alewici [różnoetniczni alewici (!) stanowią do 30 % ludności Turcji – przyp. tłum.] popierający prezydenta Syrii Baszara Asada, to jednak Erdogan wykorzystał to zdarzenie jako pretekst do wznowienia wojny przeciwko… Kurdom. W ciągu dziewięciu miesięcy tureckie siły bezpieczeństwa (armia i policja) zabiły ponad 5 tys. Kurdów, zarówno członków PPK, jak i niezrzeszonych, podczas gdy Turcy stracili 355 żołnierzy i funkcjonariuszy. Jeżeli ofiarami tureckich represji byli rzeczywiście bojownicy PPK, to organizacja ta została poważnie osłabiona. Wszystko jednak wskazuje na to, że duża część Kurdów, którzy zostali zabici przez tureckie siły bezpieczeństwa, to w rzeczywistości zwykli obywatele. Oznacza to, że represje spowodują tylko wzmocnienie oporu i zachęcenie większej liczby Kurdów do wstąpienia w szeregi PPK. A tym, którzy oskarżają prezydenta Turcji o to, że w imię walki z terroryzmem gwałcona jest wolność obywateli, Erdogan odpowiedział, że jego kraj zachowuje co najmniej równowagę pomiędzy bezpieczeństwem i wolnością. Wojna domowa – dodał Erdogan – toczy się w rzeczywistości na niewielkim obszarze i – jego zdaniem – bez szkody dla większości obywateli. Następnie Erdogan ostro skrytykował tych zachodnich dyplomatów, którzy byli obecni na rozprawie Cana Dundara redaktora naczelnego opozycyjnej gazety „Cumhuriyet” („Republika”), oskarżonego o to, że opublikował zdjęcia i materiały wideo demaskujące dostarczanie przez turecką МІТ [Narodową Organizację Wywiadowczą, tur. Milli Istihbarat Teskilati] broni dla dżihadystów działających w Syrii. Prezydent Turcji oskarżył tychże dyplomatów o wspieranie „szpiega” powiązanego z terrorystami. W tym samym przemówieniu prezydent Erdogan oświadczył, że Turcja nie może nie dostrzegać tego, co dzieje się na Bałkanach, na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej i na Kaukazie, gdzie żyje ludność związana z Turcją, bądź z turecką kulturą. Przypomniał on również, że Azja Środkowa jest „ojczyzną” Turków. Erdogan zakończył swoje przemówienie zapewnieniem, że Turcja nie wspiera dżihadystów, i że deportowała ponad 3,5 tys. cudzoziemców powiązanych z dżihadem, a ponad tysiąc aresztowała.

 

* Prezydent Turcji oświadczył, że Rosja była też stroną konfliktu w Gruzji, na Ukrainie, a teraz jest stroną konfliktu w Syrii. Jednocześnie otwarcie oświadczył, że w konflikcie o Górski Karabach Ankara wspiera Azerbejdżan. Prezydent Turcji Reccep Tayyip Erdogan oskarżył Rosję, że jest stroną konfliktu w Górskim Karabachu. Wcześniej szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow oświadczył, że Rosja nie obwinia Turcji o podsycanie napięcia w regionie Górskiego Karabachu.  „Rosja mówi, że Turcja jest stroną karabaskiego konfliktu. A w rzeczywistości, stroną konflitu jest Rosja" — oświadczył Erdogan, przemawiając przed przedstawicielami samorządów wiejskich w Ankarze. Twierdził przy tym, że Rosja „była stroną konfliktu w Gruzji, na Ukrainie". „A teraz jest jeszcze stroną konfliktu w Syrii" — dodał turecki lider. Co się tyczy konfliktu w Górskim Karabachu, to — jak uważa prezydent Turcji — Armenia powinna postąpić tak samo jak Azerbejdżan, tj. ogłosić zawieszenie broni. „Jeśli jednak do tego nie dojdzie, wina będzie spoczywać na Armenii" — dodał turecki lider. Wcześniej Erdogan oświadczył, że od samego początku karabaskiego konfliktu Turcja była „razem z Azerbejdżanem". Konflikt o Górski Karabach uległ zaostrzeniu 2 kwietnia. Według danych ONZ, w rejonie konfliktu zginęły 33 osoby, ponad 200 zostało rannych. Armenia i Azerbejdżan obarczają się wzajemnie winą za wznowienie konfliktu. We wtorek strony oświadczyły, że wstrzymały działania wojskowe. Rozmowy w sprawie pokojowego uregulowania karabaskiego konfliktu ciągną się od 1992 roku w ramach Mińskiej Grupy OBWE, której przewodniczą Stany Zjednoczone, Rosja i Francja.

 

* Mieszkance prowincji Zonguldak w północnej Turcji grożą cztery lata więzienia za obrazę prezydenta kraju Recepa Tayyipa Erdogana. Dziewczyna podczas sprzeczki słownej w sieci społecznościowej wyraziła obraźliwe uwagi pod adresem Erdogana, o czym jej rozmówca poinformował prokuraturę. Według oskarżenia prokuratury 22-letnia dziewczyna podczas sprzeczki słownej na Facebooku wyraziła obraźliwe uwagi w lutym 2014 roku pod adresem Erdogana, który w tym czasie był premierem Turcji, informuje RIA Novosti. 

 

* Prezydent Rosji Władimir Putin skontaktował się telefonicznie z przywódcami Armenii i Azerbejdżanu Sierżem Sarkisianem i Ilhamem Alijewem oraz omówił z nimi sytuację w Górskim Karabachu - poinformował Kreml. „Został szczegółowo omówiony rozwój sytuacji w strefie konfliktu wokół Górskiego Karabachu. Wyrażając niepokój w związku z zakrojonymi na dużą skalę starciami zbrojnymi, które doprowadziły do licznych ofiar, Putin wezwał obie strony do całkowitego zawieszenia działań zbrojnych i przestrzegania rozejmu" — cytuje RIA Novosti komunikat biura prasowego Kremla.  „Podkreślono, że Rosja podejmuje i będzie podejmowała pośrednicze kroki, mające na celu unormowanie sytuacji. Podkreślono także duże znaczenie wznowienia przy wsparciu mińskiej grupy OBWE procesu negocjacyjnego między Erewaniem i Baku w celu dalszego poszukiwania dróg uregulowania pokojowego konfliktu wokół Górskiego Karabachu" — czytamy w komunikacie. Przywódcy trzech państw umówili się, że będą kontynuować kontakty w różnych formatach. 

 

*  Konflikt między Armenią i Azerbejdżanem z powodu Karabachu rozpoczął się w lutym 1988 roku. Wówczas Nagorno-Karabachski Obwód Autonomiczny ogłosił wystąpienie ze składu Azerbejdżanu, a następnie — stworzenie Republiki Górskiego Karabachu. Azerbejdżan domaga się zachowania integralności terytorialnej, a Armenia broni interesów nieuznanej republiki. W nocy z 1 na 2 kwietnia sytuacja w Górskim Karabachu zaostrzyła się: strony przeprowadziły ataki z użyciem lotnictwa i artylerii. Ministerstwo Obrony Armenii oświadczyło, że Azerbejdżan nadal ostrzeliwuje pokojowe miejscowości, używając przeciwko Republice Górskiego Karabachu systemy artylerii rakietowej Smiercz oraz drony. Jednocześnie do Baku napływają informacje, że wojskowi z Armenii w nocy ostrzeliwali miejscowości na linii styku w Karabachu i 120-krotnie ostrzelali z granatników pozycje Azerbejdżanu — podaje RIA Novosti. Przez ostatnie 24 godziny, według danych Ministerstwa Obrony Azerbejdżanu, zginęło 70 wojskowych ze strony ormiańskiej, zostało zniszczonych do 20 jednostek sprzętu. W odpowiedzi Ministerstwo Obrony nieuznanej Republiki Górskiego Karabachu oskarżyło Azerbejdżan o kłamstwo. Rzecznik prasowy resortu Senor Asratian, którego cytuje Interfaks, podkreślił, że republika nie ukrywa danych o swoich stratach i że liczba 70 nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Także zdementował on doniesienia o zniszczeniu bazy wojskowej. Jednocześnie Baku i Erywań dają do zrozumienia, że jeszcze nie została przekroczona granica, po której ten poważny konflikt zbrojny może zamienić się w wojnę. Istnieje nadzieja, że przy wsparciu wspólnoty międzynarodowej strony zawieszą broń. Stała Rada OBWE 5 kwietnia zwołała w Wiedniu specjalne posiedzenie z udziałem członków mińskiej grupy ds. uregulowania konfliktu w Górskim Karabachu — poinformowała agencję RIA Novosti organizacja. W jej siedzibie podkreślono, że chodzi o znalezienie środków do jak najszybszego zmniejszenia napięć i skierowanie sytuacji na tory polityczne.  Współprzewodniczącymi mińskiej grupy OBWE jest Rosja, Francja i USA. Wcześniej szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow i sekretarz stanu USA John Kerry wezwali do zawieszenia działań zbrojnych. „Potępili próby poszczególnych „zagranicznych graczy" pogłębienia konfrontacji wokół Karabachu". Wicedyrektor Instytutu Etnologii i Antropologii Rosyjskiej Akademii Nauk, politolog Władimir Zorin uważa, że Ławrow i Kerry mieli na myśli Turcję.„Eksperci, którzy obserwowali kontakty Turcji na Kaukazie, słuchali oświadczeń jej przywódców dochodzą do tego samego wniosku. Turcja jest praktycznie jedynym państwem, które wyraziło swoje poparcie dla jednej ze stron konfliktu" — podkreślił politolog. Jednocześnie Władimir Zorin podkreślił, że jest to konflikt, należący do„zamrożonych" lub przełożonych. Obecny wybuch ma nie jedną, tylko kilka powodów. „Jest to pogorszenie sytuacji gospodarczej, trudności polityczne w tych państwach oraz niestabilna sytuacja międzynarodowa. W świetle takiej sytuacji zawsze przejawia się tendencja do zaostrzenia lokalnych i dawnych konfliktów. W pewnej mierze jest to próba sił stron po długim okresie pokoju. Uważam, że obecnie istnieje możliwość ustabilizowania sytuacji w regionie przy wsparciu mińskiej grupy OBWE. Nie sądzę, że obecna sytuacja doprowadzi do zakrojonych na dużą skalę działań zbrojnych. Ponieważ nie został jeszcze wyczerpany potencjał mińskiej grupy, możliwości ustabilizowania sytuacji wciąż istnieją" — podsumował Władimir Zorin.

 

* Ambasador Azerbejdżanu na Litwie porównał obecną sytuację z  ormiańską enklawą Republiki Karabachu (zdaniem Azerów – bezprawnie okupowanej części ich kraju) do... zajęcia Wilna przez Polskę, w wyniku tzw. buntu Żeligowskiego w 1920 r. Jego skandaliczna wypowiedź ukazała się dzisiaj w gazecie „Lietuvos žinios” i jest dostępna po litewsku w internecie.

 

* Na tle słabnących wpływów USA Arabia Saudyjska buduje pragmatyczne stosunki z Rosją, pisze Financial Times. Po tym, jak w 2015 roku w Arabii Saudyjskiej na tronie zasiadł król Salman, w rzeczywistości ster rządu objął jego syn, minister obrony Muhammad ibn Salman. Przy nim Rijad zaczął prowadzić bardziej upartą politykę na świecie i w regionie: Arabia Saudyjska rozpoczęła wojnę przeciwko Huthis w Jemenie, wzmocniła wsparcie dla bojowników w Syrii, a także zerwała stosunki dyplomatyczne z Iranem. Jednocześnie rzuca się w oczy zbliżenie kraju z Rosją — chociaż Rosja jest sojusznikiem tych, wobec których Arabia Saudyjska odnosi się z wrogością. Takie sojusze sytuacyjne nie są nowością na Bliskim Wschodzie, gdzie „woli władzy często towarzyszy pragmatyzm i przeklęci wrogowie nieoczekiwanie stają się sojusznikami”,  zaznacza FT. Książę Muhammad ibn Salman aktywnie rozwija stosunki z Rosją — „funkcjonalne i zwarte”, według saudyjskich urzędników. Przedmiotem dyskusji dla obu stron stała się sytuacja w Syrii, możliwy zakup rosyjskiej broni i inwestycje w Rosji, a także stabilizacja cen ropy. Kamieniem niezgody w tym przypadku pozostaje los syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada, którego dymisji żądał Rijad. Jednak według urzędnika z otoczenia księcia podczas październikowej wizyty w Soczi Muhammad ibn Salman wyjaśnił stanowisko wobec al-Asada. „Al-Asad dla nas nie ma znaczenia, jesteśmy zaniepokojeni Iranem”, — cytuje FT. Strona rosyjska po tych pertraktacjach zaznaczyła, że „teraz znacznie lepiej rozumie, jak poruszać się w kierunku politycznego uregulowania”. Ocieplenie w stosunkach między Arabią Saudyjską a Rosją mówi o tym, że wpływy USA w regionie słabną, czytamy w artykule. Po tym, jak Stany Zjednoczone zaczęły naprawiać stosunki z Iranem i odmówiły bezpośredniej interwencji w konflikcie syryjskim, „Saudyjczycy najwyraźniej zdecydowali się na współpracę z Moskwą z nadzieją, że ona będzie w stanie wpłynąć na Teheran”, zauważa gazeta.

 

* Sojusz z Rijadem jest atrakcyjny tylko dla masochistów. Trudno uznać za przypadek, że 16 z 19 terrorystów, którzy zaatakowali Stany Zjednoczone we wrześniu 2001 roku, pochodziło z Arabii Saudyjskiej – uważa Ted Carpenter, komentator „The National Interest”.  „Rijad i Ankara są zainteresowane wysłaniem wojsk lądowych do Syrii. Pojawienie się tureckiego i saudyjskiego kontyngentów skomplikuje i tak trudną sytuację na polu walki. Amerykańscy liderzy wykazują się wyjątkową krótkowzrocznością, jeśli nie widzą problemu, wynikającego z tej decyzji” – pisze   Carpenter. W 2011 roku Waszyngton nie zapobiegł interwencji Arabii Saudyjskiej w Bahrajnie, gdzie Saudyjczycy chcieli pozostawić u władzy rodzinę królewską, i zamknęli oczy na rażące naruszenia, tj.  ingerencję jednego państwa w sprawy wewnętrzne innego kraju. Ponadto nikt nie pytał większości miejscowej ludności – szyitów, pozbawionych w Bahrajnie praw politycznych – czy potrzebują interwencji Rijadu. W Jemenie Waszyngton posunął się jeszcze dalej: Amerykanie przekazali Saudyjczykom dane wywiadowcze i wspierali logistycznie jej armię. Tego typu działania, zdaniem autora, wciągają Stany Zjednoczone w skomplikowaną strukturalnie wojnę domową i prawdopodobnie stawiają Waszyngton nie po tej stronie barykady.„Sojusz z Rijadem jest atrakcyjny tylko dla masochistów” – ocenia  Ted Carpenter.Rijad z trudem można zaklasyfikować do „przyjaciół” Waszyngtonu. Arabia Saudyjska ma ugruntowaną reputację kraju, w którym łamane są podstawowe prawa człowieka. Dżihadyści z Państwa Islamskiego (organizacja zakazana w Rosji – przyp. red.) barbarzyńsko odcinają głowy swoim ofiarom. Waszyngton jednoznacznie potępia akcji PI, ale równocześnie kardynalnie nie zmienia stosunku do Saudyjczyków, którzy wykorzystują m.in. takie praktyki, jak masowe egzekucje. Jedynie w 2015 roku w Arabii Saudyjskiej wykonano wyrok śmierci na 150 osobach. Na początku tego roku władze poinformowały, że stracono szyickiego duchownego szejka Nimra al-Nimra oraz 46 innych osób, uznanych przez Rijad za terrorystów. Pytanie o charakter amerykańsko-saudyjskich stosunków nie ogranicza się jedynie do rozbieżności w wyborze priorytetów w polityce wewnętrznej. Carpenter twierdzi, że Rijad ma na swoim koncie decyzje, które szkodzą bezpieczeństwu narodowemu Ameryki. W konflikcie afgańskim Rijad prowadził podwójną grę. Z jednej strony Saudyjczycy, jak i USA, popierali mudżahedinów w walc z armią radziecką i rządami Karmala oraz Nadżibullaha, a z drugiej – ściśle współpracowali z pakistańskimi służbami specjalnymi, pomagając w wysyłaniu pieniędzy i pomocy wojskowej najbardziej radyklanym ugrupowaniom islamistycznym. Wielu z tych bojowników stanowiło później kadry dla równych organizacji terrorystycznych na całym świecie.„Fakt, że 16 z 19 terrorystów, którzy uczestniczyli w wydarzeniach z 11 września 2001 roku pochodziło z Arabii Saudyjskiej, nie jest przypadkiem, biorąc pod uwagę wszechogarniające programy rozpowszechniania radykalizmu za pieniądze Rijadu” – pisze Ted Carpenter.

 

* Ubiegły rok był rekordowy pod względem liczby egzekucji. Wzrostowi tego wskaźnika w znacznym stopniu sprzyjał Iran, Pakistan i Arabia Saudyjska. Na te państwa przypada 89% przypadków wymierzenia najwyższego wymiaru kary - głosi raport organizacji. Międzynarodowa organizacja obrony praw człowieka Amnesty International stwierdza, że rok 2015 stał się rekordowy pod względem wyroków śmierci wydanych przez ostatnie 25 lat.  Według ocen organizacji, w 2015 roku egzekucji zostało poddanych ponad 1,6 tys. osób — o 573, czyli o ponad 50% więcej niż w ubiegłym roku. Do tej statystyki nie włączono Chin, gdzie liczba wyroków śmierci stanowi tajemnicę państwową. Według słów sekretarza generalnego Amnesty International Salila Shetty'ego, uzyskane przez organizację dane „wzbudzają głęboki niepokój".  „Na szczęście państwa, w których odbywają się egzekucje, należą do… odizolowanej mniejszości. Większość państw zrezygnowała z egzekucji i w 2015 roku jeszcze cztery państwa całkowicie skreśliły tę barbarzyńską karę ze swojego prawa" — podkreślił on przed opublikowaniem raportu. Z egzekucji zrezygnowały Fidżi, Madagaskar, Republika Konga i Surinam. W rezultacie obecnie z najwyższego wymiaru kary zrezygnowały 102 państwa. W Pakistanie w 2015 roku egzekucja została wykonana na rekordowej dla tego państwa liczbie ludzi — 320 osobach, w Iranie — 977 osobach, przy czym czterech z nich w chwili popełnienia przestępstwa nie skończyło 18 lat. W Arabii Saudyjskiej zostało wykonanych 158 wyroków śmierci — o 76% więcej niż w 2014 roku, niektórzy zostali straceni publicznie. Wzrosła liczba egzekucji w Egipcie i Somali. W sześciu państwach, w których w 2014 roku nie odbyło się żadnej egzekucji, w 2015 roku zostały wykonane wyroki śmierci. Władze Czadu przeprowadziły egzekucję po raz pierwszy od ponad dziesięciu lat. „Oto pięć państw, które przeprowadziły najwięcej egzekucji w 2015 roku — są to Chiny, Iran, Pakistan, Arabia Saudyjska i USA, w tej właśnie kolejności" — podkreślono w raporcie. „USA przeprowadziły 28 egzekucji, najwięcej od 1991 roku. Liczba wydanych wyroków śmierci (52) jest najmniejsza od 1977 roku. Stan Pensylwania wprowadził moratorium na wykonywanie karę śmierci i teraz łącznie 18 stanów USA całkowicie zrezygnowało z najwyższego wymiaru kary" — poinformowano w dokumencie. Jedynym państwem w Europie, w którym nadal obowiązuje kara śmierci, jest Białoruś, gdzie w 2015 roku, według danych Amnesty International, zostały wydane dwa wyroki śmierci. „Kazachstan, Rosja i Tadżykistan nadal przestrzegają oficjalne moratorium na wykonywanie kary śmierci" — czytamy w raporcie.  Największy niepokój obrońców praw człowieka wywołuje Bliski Wschód i Afryka Północna. Wszystkie państwa regionu, poza Omanem i Izraelem, w 2015 roku wykonały wyroki śmierci. Łącznie zostało tam straconych 1196 osób. 

 

* Skandal, związany z publikacją „panamskich archiwów" żydowskiej kancelarii prawnej Mossack Fonseca zorganizowało amerykańskie Centrum badania korupcji i zorganizowanej przestępczości (OCCRP) na pieniądze amerykańskiego rządu i fundacji miliardera George'a Sorosa - oświadczyła międzynarodowa organizacja WikiLeaks, słynąca z głośnych demaskacji. „Atak na Putina zorganizowała OCCRP. Jest on wymierzony w Rosję, Putina i państwa przestrzeni postradzieckiej. Jest sponsorowany przez USAID (Agencja Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego) i Sorosa" — czytamy w komunikacie Wikileaks, umieszczonym na Twitterze. Skandal wybuchł po opublikowaniu w czołowych mediach wyników śledztwa Międzynarodowego Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych (International Consortium of Investigative Journalists, ICIJ), otrzymującego wsparcie finansowe od Funduszu Narodów Zjednoczonych na rzecz Demokracji, Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID, АМР) i Instytut Społeczeństwa Otwartego George'a Sorosa. AMP jest centralnym organem USA ds. pomocy zagranicznym instytutom państwowym i niepaństwowym. 

 

* Po opublikowaniu dokumentów Mossack Fonseca, które świadczą rzekomo o związku światowych przywódców z nielegalnymi schematami offshore zachodnie media uchwyciły się tej historii, aby zdyskredytować Władimira Putina - pisze RT.  Tymczasem nazwisko w udostępnionych dokumentach nie zostało nawet wspomniane. Użytkownicy portali społecznościowych wyrazili oburzenie, że media nie poświęciły należytej uwagi, na przykład, brytyjskiemu premierowi Davidowi Cameronowi, którego ojciec został bezpośrednio wmieszany w skandal. Natomiast WikiLeaks bezpośrednio oskarżyła tak zwanych niezależnych dziennikarzy o atak informacyjny na prezydenta Rosji — podaje RT. Niedawno dziennikarze opublikowali około 11 mln dokumentów, które ujawniły rzekomo związki ponad 140 polityków z 50 państw z operacjami legalizacji środków w Panamie. Jeśli wiarygodność panamskiego dossier zostanie potwierdzona, ten wyciek będzie jednym z największych w historii. Czy jednak zachodnie media są gotowe do analizy wszystkich przedstawionych w dokumentach faktów?  Nagłówek BBC głosi, między innymi, że Putin osobiście i jego otoczenie są związani z praniem brudnych pieniędzy. Time napisała, że wyciek wskazuje także na „związek putinowskiego otoczenia z kontami offshore, zawierającymi 2 mld dolarów". Podobne artykuły ukazały się w Daily Mail i DW. Jednak użytkownikom portali społecznościowych wydała się dziwna taka uwaga zachodnich mediów do Władimira Putina.  „Ciekawie, że korporacja BBC napisała cały artykuł o Putinie i rosyjskim śladzie i ani słowa nie wspomniała o ojcu Davida Camerona" — podkreślił Scott Johnstonn dzień po opublikowaniu dokumentu.  „Nawet Cameron jest w to wmieszany, lecz mają na pierwszym planie Putina. Mam tego dość" — napisał inny użytkownik. „Ojciec Davida Camerona jest bezpośrednio wmieszany w skandal, lecz oczywiście, nasze „wolne" media zwróciły uwagę tylko na ludzi z otoczenia Putina" — wypowiedział się z kolei Luke Maddison.  „BBC nie powiedziało nic o Davidzie Cameronie??? Czy może jest to sprzeczne z interesami państwowymi? Brytyjska telewizja pierze mozgi" — napisał użytkownik Lloyd_O_M.  WikiLeaks oskarżyła nawet tak zwanych niezależnych dziennikarzy o to, że to śledztwo stanowiło atak właśnie na Władimira Putina. WikiLeaks podkreśliła także, że organizacja OCCRP, która przeprowadziła śledztwo, jest oficjalnie finansowana przez amerykańskie struktury państwowe. A co jest najciekawsze? Nazwisko Putina nie zostało nawet wspomniane w zaprezentowanych dokumentach… — pisze RT.


 * Czechy, idąc za przykładem Węgier, Polski i Słowacji, powinny zrezygnować ze stosowania się do unijnych kwot uchodźczych - uważa prezydent państwa Miloš Zeman, o czym poinformowała agencja informacyjna ČTK. „Doświadczenie, związane z rozmieszczeniem chrześcijańskich uchodźców w Republice Czeskiej, dało nam lekcję. Trzeba wstrzymać projekt kwot jako taki" — przedstawił stanowisko Zemana jego rzecznik Jiří Ovčáček. Oświadczenie Jiří Ovčáčeka było reakcją na przyjazd do Niemiec 25 uchodźców z Iraku, których Czechy rozmieściły w Igławie. Niemiecka policja zaczęła domagać się od czeskiej policji wysłania uchodźców z powrotem, a następnie cofnęła żądanie i przystąpiła do przygotowania dokumentów o przyznanie azylu. „Uważam, że to wyraźnie świadczy o absurdalności kwot zatwierdzonych w Brukseli" — powiedział Ovčáček. Według słów rzecznika, Miloš Zeman popiera stanowisko ministra spraw wewnętrznych Czech Milana Chovanca, który zawiesił działalność fundacji charytatywnej Generace 21, zajmującej się przesiedleniem irackich chrześcijan do Czech.   


 * W Holandii rozpoczęło się głosowanie w referendum, w którym mieszkańcy kraju wyrażą swój stosunek odnośnie stowarzyszenia między UE a Ukrainą. Holendrzy będą musieli dać pozytywną lub negatywną odpowiedź na pytanie, czy aprobują ratyfikację dokumentu. Jak donosi korespondent RIA Novosti z punktu w miejskiej bibliotece w Amsterdamie, głosowanie odbywa się dość aktywnie: w ciągu godziny od otwarcia około sto osób przyszło oddać swój głos.Plebiscyt zostanie uznany za ważne przy frekwencji wynoszącej co najmniej 30%. Ostateczne wyniki głosowania zostaną ogłoszone 12 kwietnia. Nawet jeśli większość Holendrów opowie się na „nie” stowarzyszeniu z Ukrainą, porozumienie w sprawie utworzenia strefy wolnego handlu będzie nadal prowadzone. Do wypowiedzenia umowy uprawniona jest jedynie Rada Europejska, co w świetle geopolitycznych interesów UE jest niezmiernie mało prawdopodobne. Jednakże w przypadku, gdy 30% obywateli Holandii wypowie się przeciwko stowarzyszeniu, parlament królestwa będzie zobowiązany do przeprowadzenia ponownego rozpatrzenia i głosowania w sprawie porozumienia. Przed głosowaniem Kijów rozpoczął kampanię informacyjną na szeroką skalę w Holandii, podczas której starał się przekazać mieszkańcom kraju korzyści pozytywnej decyzji o stowarzyszeniu.  


 * Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko nie sprzedał swojej firmy Roshen ze względu na fakt, że nie może znaleźć kupca. Oświadczył o tym podczas wystąpienia w czasie wizyty w Japonii.  „Ponieważ moja firma i mój kraj jest w stanie wojny. I nie znalazł się kupiec. W końcu część moich aktywów została zajęta i znajduje się na terytorium Rosji, po prostu jest niemożliwe, aby znaleźć kupca”, — cytuje UNN Poroszenkę. Według ukraińskiego prezydenta jego firma jest jedną z najbardziej przejrzystych na Ukrainie. Niemiecka gazeta Süddeutsche Zeitung opublikowała  wcześniej rzekome dokumenty żydowsko-panamskiej kancelarii prawnej Mossack Fonseca, które, jak przekonuje gazeta, świadczą o powiązaniu wielu światowych przywódców i ich otoczenia z systemem spółek offshorowych, ukrywaniem nielegalnych dochodów i uchylaniem się od płacenia podatków. W materiałach opublikowanych przez Süddeutsche Zeitung wspomniano w szczególności o Petro Poroszence w związku z ukraińską firmą Roshen (należącą do prezydenta Ukrainy), która prawdopodobnie ukrywała się w offshorach przed podatkami.  


 * Ukrainka Nadieżda Sawczenko, skazana na 22 lat więzienia za zabójstwo dziennikarzy WGTRK, rozpoczęła suchą głodówkę - napisał na Twitterze jej żydowski adwokat Mark Fejgin. Wcześniej Fejgin poinformował, że jego klientka wznowi akcję protestacyjną 6 kwietnia. Inny adwokat Nikołaj Połozow wyjaśnił, że ostateczną decyzję Ukrainka podejmie po rozmowie z siostrą Werą.  Wyrok na Sawczenko wszedł w życie wczoraj. Żadna ze stron procesu nie odwołała się od wyroku. 22 marca pilotka została skazana na 22 lat więzienia. Jak ustalił sąd, ukraińska oficer Sawczenko 17 czerwca 2014 roku znajdowała się na miejscu dyslokacji batalionu Ajdar w okolicach miejscowości Metallist w rejonie słowianoserbskim obwodu ługańskiego. Prowadziła tam obserwację ukrytą i naprowadzała ogień artyleryjski na punkt kontroli ługańskich powstańców wraz ze znajdującymi się tam cywilami, w tym trzema Rosjanami, korespondentami WGTRK. Dwóch z nich, Igor Kornieluk i Anton Wołoszyn, zginęło w wyniku ostrzału.  


 * Na Ukrainie zarząd Rady Miejskiej Kijowa do Spraw Kultury, Turystyki i Polityki Informacyjnej poparł inicjatywę zmiany nazwy Mostu Moskiewskiego i Placu Moskiewskiego, informuje służba prasowa Rady Miejskiej.  „Odpowiedni projekt decyzji proponuje zmianę nazwy: Mostu Moskiewskiego na Most im. Georgija Fuksa (ukraińskiego inżyniera) , a  Placu Moskiewskiego na Plac Demijiwśki (od stacji metra)”, — czytamy w oświadczeniu. Parlamentarzyści zaproponowali również, aby zmienić nazwę ulicy, która nosi nazwę kongijskiego działacza Patrice’a Lumumby na ulicę papieża Jana Pawła II, a Aleję Zjednoczenia — na Aleję Soborności. Następnym etapem będzie publiczna dyskusja nad zaproponowanymi zmianami nazw na stronie Rady Miasta. Zmiana nazw miejscowości i ulic na Ukrainie odbywa się w ramach „ustawy o dekomunizacji”, która zabrania propagandy symboli sowieckich. Władze Kijowa już przemianowały kilka obiektów, nierzadko na nazwy banderowskie. Np. ulica Panfiłowców, przy której znajduje się wydział konsularny ambasady rosyjskiej, stała się ulicą Ochotniczych Batalionów. Pamiątkowy kompleks „Narodowe Muzeum Historii Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” został przemianowany na „Muzeum Historii Ukrainy w czasie II wojny światowej. Pamiątkowy kompleks”. Oprócz Mostu Moskiewskiego i Placu Moskiewskiego władze Kijowa planują zmianę nazw 16 ulic. Tak więc ulicę Onufrija Trutenki w rejonie hołosijiwskim proponują nazwać na cześć pierwszego rektora Uniwersytetu w Kijowie Michaiła Maksimowicza, a ulicę Frunzego w rejonie desniańskim mogą przemianować na ulicę Rodziny Chanienko — słynnych ukraińskich kolekcjonerów malarstwa, która przekazała swoją kolekcję obrazów miastu. Ulica Iwana Dubowego może uzyskać imię uczestnika operacji wojskowej w Donbasie Georgija Toropowskiego, a ulica Łunaczarskiego — metropolity Andrieja Szeptyckiego.  


 * Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk poinformował o konieczności wprowadzenia zakazu kupna produktów petrochemicznych w Rosji i zlecił Ministerstwu Gospodarki przygotowanie dokumentów do piątku. „Wprowadziliśmy szereg sankcji wobec Rosji, lecz jeden z kluczowych elementów — kupno produktów petrochemicznych — czemuś nie trafił na czarną listę. Dlatego proszę Ministerstwo Gospodarki o wypracowanie mechanizmu zakazu kupna produktów petrochemicznych od państwa-agresora, którym jest Rosja" — oznajmił Jaceniuk, dodając, że rząd rozpatrzy dokument na nadzwyczajnym posiedzeniu. Pierwsze sankcje wobec rosyjskich spółek ukraińskie władze wprowadziły jeszcze w sierpniu w 2014 roku. Od tamtego czasu lista była ciągle rozszerzana, znalazło się na niej wiele branż gospodarki i handlu między państwami.   


 * Kwestia majątku rosyjskiego prezydenta Władimira Putina nadal pobudza wyobraźnię zachodnich mediów. Mamy do czynienia z uporczywą próbą wplątania Putina w cokolwiek. W ostatnim „sensacyjnym dossier panamskim" zachodnie media skupiły uwagę tylko na epizodach, związanych z Rosją. Tymczasem na liście znajduje się także Poroszenko, Cameron i  król saudyjski… Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, przecież trzeba wymyślić głośne nagłówki na temat otoczenia Putina — na kontach firm offshore znaleziono aż 2 mld dolarów! Wygląda na to, że liczenie pieniędzy Putina stało się po prostu modne — w ten sposób można zdobyć przychylność elit politycznych a zarazem zwiększyć popularność periodyku.  Na początku ubiegłego roku światowymi mediami wstrząsnęła kolejna sensacja — majątek Putina wynosi 200 mld dolarów! W wywiadzie dla amerykańskiej telewizji CNN poinformował o tym szef fundacji inwestycyjnej  Hermitage Capital Bill Browder. Wiadomość błyskawicznie rozniosła się pod nagłówkami, nawiązującymi do „miliardów Putina" jako faktu dokonanego. Chociaż sam autor sensacji, która przypominała fałszywkę, wypowiadał się o wiele ostrożniej.  „Uważam, że (majątek Putina) wynosi 200 mld dolarów. Po 14 latach u steru władzy i (biorąc pod uwagę) sumy, które zarobiło państwo oraz środki, które nie zostały wydane na szkoły, drogi, szpitale i tak dalej — te wszystkie pieniądze mają właścicieli i są przechowywane na kontach w szwajcarskich bankach, w formie akcji w funduszach hedgingowych zarządzanych przez Putina i jego kolegów" — zacytowało czasopismo Forbes słowa Browdera. Ostrożność w wypowiedziach jest zrozumiała — przecież prawnik Browder z funduszu inwestycyjnego o wątpliwej renomie (który ukradł Rosji 512 mld rubli niezapłaconych podatków) dobrze wie, że za bezwarunkowe kłamstwo można stanąć przed sądem. W wersji Browdera, rosyjskiemu prezydentowi można jedynie pogratulować — błyskawicznego zwiększenia majątku do bajecznej kwoty i honorowego tytułu najbogatszego człowieka na świecie. Wychodząc z tej wersji, udało mu się nawet nie podwoić, lecz „pięciokrotnie zwiększyć" swój kapitał w ciągu kilku miesięcy 2014 roku. Przecież wpływowa londyńska The Times, rzekomo abstrakcyjnie rozważając o tym, jakie straty może ponieść rosyjski przywódca, podała o wiele skromniejszą liczbę — 40 mld dolarów. Fantazje zachodnich mediów odnośnie „putinowskiego majątku" zaskakują. Byłoby dobrze, gdyby się z góry umawiały między sobą, aby nie było takich wpadek! W 2012 roku szwedzka Svenska Dagbladet pisała: „Majątek Władimira Putina wynosi co najmniej 300 mld dolarów". Jednocześnie zresztą rozsądnie dodała, że „tak powiadają" i że „dokładna kwota nie jest znana". W styczniu 2015 roku Polska Times obniżyła prognozę: „Zdaniem opozycjonistów i niezależnych rosyjskich analityków majątek prezydenta wynosi 70 mld dolarów". Jeszcze nie wysechł atrament świeżej polskiej gazety, a Amerykanie już ujawnili całemu światu, że rosyjski przywódca znów „wzbogacił się", mając tym razem 200 mld. Najprawdopodobniej Putin incognito co weekend jeździ do Monte Carlo i przegrywa dosłownie wszystko. A następnie chyba wygrywa z powrotem — dziesiątki i setki miliardów, które przegrał wcześniej. Mówiąc poważnie, wszystkie te fałszywki serwowane jako „oceny ekspertów", nie są brane na poważnie nie tylko w Rosji, ale również przez poważne struktury na Zachodzie. Mimo chęci bolesnego ukłucia nikt nie chce wyjść na głupiego.  Gdyby dysponowali faktami, można nie wątpić, że od razu doszłoby do odpowiednich wycieków. Tym bardziej, że istniejąca wcześniej„tajemnica bankowa" na Zachodzie już prawie nie obowiązuje. „Transparentne" są nawet lokaty w słynącej z tego wcześniej Szwajcarii. Gdzie wówczas Putin przechowuje swoje miliardy? Być może w rosyjskim Sberbanku? Wtedy wszystkie zasoby złota i dewiz Rosji byłyby o wiele większe niż oficjalne. Waszyngton natomiast będzie nadal główkował, dlaczego Rosja nie ulega sankcjom. Przecież nawet 200 mld dolarów — to dość duża suma, równa na przykład budżetowi Danii. Zgodnie z opublikowanymi na stronie Kremla danymi, w 2014 roku dochody prezydenta Rosji Władimira Putina wyniosły 7 mln 654 tys. 42 rubla, co dwukrotnie przewyższyło wskaźnik z 2013 roku — 3 mln 672 rub. Jak i wcześniej, przywódca państwa posiada mieszkanie o powierzchni 77 m2 i działkę o powierzchni 1500 m2. Ponadto Putin korzysta z mieszkania o powierzchni 153,7 km2, miejsca w garażu o powstańcy. 18 m2 i trzech samochodów: GAZ M-21. GAZ M-21R, WAZ Niwa oraz przyczepy samochodowej Skif. Deklaracje o dochodach w 2015 roku mają zostać opublikowane w kwietniu 2016 roku.  


 * Wiceminister spraw zagranicznych Rosji Władimir Titow oświadczył ambasadorowi Polski w Moskwie Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz o konieczności zaprzestania aktów wandalizmu wobec pomników żołnierzy Armii Czerwonej. „Ambasadorowi zwrócono uwagę na postępującą stagnację relacji polsko-rosyjskich, i to pomimo tego, że Warszawa wyraziła intencję odbudowy zablokowanych przez polską stronę mechanizmów dwustronnej współpracy" — czytamy w komunikacie na stronie rosyjskiego MSZ.  „Strona rosyjska podkreśliła też konieczność depolityzowanego rozwiązania trudnych kwestii dotyczących historii dwóch państw i zakończenia aktów wandalizmu wobec pomników żołnierzy Armii Czerwonej, poległych w czasie wyzwalania Polski z rąk nazistów, zgodnie ze zobowiązaniami polskiej strony wynikającymi z dwustronnych porozumień" — czytamy w komunikacie. Wcześniej we wtorek szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow oświadczył, że Poska wysunęła się na czoło w europejskim „wyścigu" bezczeszczenia pomników żołnierzy radzieckich. 31 marca pojawiła się informacja o tym, że Instytut Pamięci Narodowej przygotował projekt zniesienia ponad 500 pomników żołnierzy radzieckich. Rosyjski resort spraw zagranicznych przyrównał polski projekt do działań ugrupowania terrorystycznego Daesh w syryjskiej Palmirze.  


 * 5 kwietnia prezydent Władimir Putin podpisał umowę międzynarodową o uregulowaniu wzajemnych roszczeń i zobowiązań finansowych z Uzbekistanem. Wcześniej została ona ratyfikowana przez rosyjski parlament. Umowa sankcjonuje umorzenie przez stronę rosyjską długu Uzbekistanu w wysokości 865 milionów dolarów. Jego część stanowiły jeszcze nie spłacone rozliczenia między republikami Związku Sowieckiego, część natomiast pochodziła z lat 1991-1993.  


 * Moskwa złożyła w RB ONZ projekt oświadczenia dla mediów zawierającego apel o zapewnienie maksymalnie reprezentatywnego charakteru międzysyryjskiego dialogu podczas przyszłej rundy rozmów w Genewie, jednak został on zablokowany przez zachodnich członków Rady - poinformował stały przedstawiciel Rosji przy ONZ Witalij Czurkin. Dyplomata wyraził niepokój w związku z tym, że syryjscy Kurdowie nie zostali zaproszeni na rozmowy w Genewie. Jego zdaniem, jest to sprzeczne ze wszystkimi rezolucjami Rady Bezpieczeństwa ONZ. „Zaskoczyło nas to, że ten projekt został zablokowany przez niektóre państwa zachodnie. Swój destrukcyjny wkład wniosła także ukraińska delegacja" — czytamy w komentarzu rosyjskiego stałego przedstawiciela. Czurkin wyraził zdumienie w związku z tym stanowiskiem. „Jak często lubią powtarzać nasi zachodni partnerzy, rezolucje Rady Bezpieczeństwa powinny być realizowane w całości. Są to złote słowa, do których trzeba się stosować w każdych okolicznościach" — podkreślił rosyjski stały przedstawiciel. Dyplomata podkreślił, że wszechstronna reprezentacja syryjskiego społeczeństwa podczas rozmów jest szczególnie ważna, ponieważ podczas przyszłych konsultacji „zgodnie z oczekiwaniami zostaną omówione kwestie, dotyczące państwowego systemu politycznego w Syrii".  


 * Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa wyraziła ubolewanie w związku z tym, że w ONZ został zablokowany rosyjski projekt oświadczenia dla prasy w sprawie Syrii.  „Pomimo naszej gotowości do poszukiwania kompromisu zachodni członkowie Rady Bezpieczeństwa (Francja, Wielka Brytania i USA) oraz Ukraina, która dołączyła do nich, w gruncie rzeczy zablokowały projekt, proponując poprawki, rozmywające treść oświadczenia i niesłusznie z punktu widzenia faktów interpretujące rundę rozmów jako inkluzywną" — oświadczyła rzeczniczka MSZ Rosji na briefingu. 31 marca Rosja rozprzestrzeniła w Radzie Bezpieczeństwa ONZ projekt oświadczenia dla prasy, kładący nacisk na zapewnienie inkluzywności syryjskiego procesu negocjacyjnego. Główne zadanie dokumentu polegało na konieczności wysłania zaproszenia do udziału w rozmowach wszystkim opozycjonistom, w tym przedstawicielom Kurdów jako jednej z najważniejszych części syryjskiego społeczeństwa.    


 * Paryż zamierza sprzyjać przygotowaniu decyzji w sprawie zniesienia sankcji z Rosji - oświadczył przewodniczący Senatu Republiki Francuskiej Gérard Larcher. „Pod koniec czerwca — na początku lipca odbędzie się szczyt UE, w tej kwestii trwa praca w Komisji Europejskiej, która w odpowiednim momencie złoży niezbędne propozycje. Jednak podjęcie kroku, na który liczymy, znacznie ułatwi wykonanie mińskich porozumień" — cytuje agencja RIA Novosti francuskiego polityka. Według niego „nie ma pewności co do tego, że sankcje mają być przedłużane i przedłużane, trzeba szukać innych rozwiązań". „W każdym razie chcielibyśmy ułatwić proces przygotowania do zniesienia sankcji z Rosji" — wyjaśnił Larcher.  


 * Podczas gdy generał Joseph Votel przygotowuje się na przejęcie dowództwa CentComu z celem wypędzenia dżihadystów IS z syryjskiego miasta Rakka, amerykańska prasa ponownie szerzy atmosferę strachu. W sierpniu 2015 roku, jak generał John Allen (liberalny jastrząb, podobnie jak David Petraeus, Hillary Clinton und Jeffrey Feltman) był odpowiedzialny za międzynarodową koalicję anty-Daesh, New York Times zdemaskował, że raporty CentCom-Intelligence były zmanipulowane w taki sposób, aby upozorować, że ta koalicja faktycznie walczy przeciwko Daesz. Wielu polityków i dziennikarzy na Bliskim Wschodzie informowało, że międzynarodowa koalicja anty-Daesh nie zwalcza tej organizacji, tylko wspomaga ją z powietrza oraz bronią. We wrześniu 2015 roku, z okazji szczytu Intelligenz & National Security, urzędnicy służb wywiadowczych na stanowiskach kierowniczych – między innymi dyrektorzy DIA, CIA i NGA – oskarżyli generała Johna Allena o sfałszowanie raportów CentComu w celu ukrycia ruchów na korzyść Daesh . The Daily Beast ujawniło, że 50 analityków CentComu stało się ofiarami cenzury i złożyło skargę u inspektora generalnego Pentagonu. Przewodniczący komisji ds. nadzoru i rządowych reform w Izbie Reprezentantów, Jason Chaffetz, wszczął wtedy dochodzenie parlamentarne, które było prowadzone równolegle do wewnętrznego dochodzenia Pentagonu. Obecny kierownik CentComu, generał Lloyd Austin, próbował zminimalizować efekty afery, a generał John Allen zaproponował, że poda się do dymisji . Według The Daily Beast parlamentarzyści stwierdzili, że generałowie Steven Grove i Gregory Ryckman wywierali na swoich pracowników presję, ale największe problemy parlamentarzyści mieli z oszacowaniem szkód. W rzeczywistości, podczas każdego przesłuchania przez prowadzących dochodzenie, w pomieszczeniu jest obecny pracownik CentComu . Raport z głównego dochodzenia zostanie najprawdopodobniej zakończony jeszcze w tym miesiącu, ale z pewnością nie zostanie całkowicie opublikowany. Dopiero od momentu powołania Bretta McGurka w lutym 2016 roku na „króla walki z Daeshem” amerykańskie oddziały naprawdę zwalczają tę organizację.  


 * Dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, szef amerykańskiego Dowództwa Operacji Cybernetycznych admirał Michael Rogers podczas posiedzenia w Kongresie przyznał, że dwa państwa posiadają podobny do USA potencjał wojskowy w cyberprzestrzeni - są to Rosja i Chiny. Rogers po raz pierwszy przyznał: podczas gdy potencjał wojskowy USA w ogóle jest większy od rosyjskiego i chińskiego, w cyberprzestrzeni takiej różnicy nie ma. „W odróżnieniu od konwencjonalnych sił zbrojnych, gdzie USA dominują nad innymi państwami, w cyberbezpieczeństwie mamy rywali, posiadających taki sam potencjał wojskowy co my" — cytuje jego słowa gazeta Kommersant. Admirał szczególnie wyróżnił Rosję, nazywając ją „głównym zagrożeniem dla USA ich ich „głównym rywalem" wśród państw, rozwijających ofensywny potencjał cybernetyczny. Według niego Rosja może za pomocą broni cybernetycznej zadać poważne szkody infrastrukturze krytycznej USA (zaliczają się do niej elektrownie atomowe i sieci elektryczne, systemy zarządzania transportem, zaopatrzenia w wodę itp). Na drugim miejscu wśród rywali USA w przestrzeni cybernetycznej admirał Michael Rogers umieścił Chiny.  


 * Podczas rozmów dyrektora departamentu Ministerstwa ds. Rozwoju Dalekiego Wschodu Rustama Makarowa z dyrektorem departamentu rozwoju przemysłu północno-wschodnich prowincji Chin Zhou Jianpingiem urzędnicy rozważali możliwość przeniesienia na Wschód Rosji niektórych obiektów chińskiego przemysłu. „Jesteśmy gotowi przyjąć chińskie fabryki i tworzyć wspólne przedsiębiorstwa zorientowane na eksport na terytorium Dalekiego Wschodu”, — cytuje RIA Novosti słowa Makarowa. Chińskie przedsiębiorstwa, zaznaczył Makarow, mogą uzyskać znaczne ulgi i preferencje. Jednak warunkiem koniecznym do ich przeniesienia na terytorium Rosji powinno być ścisłe przestrzeganie wszystkich przepisów dotyczących ochrony środowiska, podkreślił przedstawiciel Rosji w negocjacjach. Z kolei Zhou Jianping potwierdził zainteresowanie strony chińskiej tego typu projektami zauważając, że w partnerstwo mogą zaangażować się zarówno prywatne, jak i państwowe przedsiębiorstwa Chin, — donosi RT.com. Przedstawiciele Rosji i Chin zgodzili się co do rozwoju wspólnych projektów w zakresie infrastruktury i korytarzy transportowych, które powinny ułatwiać współpracę między przygranicznymi regionami obu krajów. W celu realizacji porozumień zostanie stworzony mechanizm regularnych konsultacji i wymiany informacji między resortami Rosji i Chin.  


 * Przewoźnik Air France poszedł na rękę stewardesom, które nie chcą stosować się do irańskiego dress code'u i osłaniać się chustą w czasie ich pobytu w Iranie. Stewardesa będzie mogła w danym przypadku odbyć lot do innego kraju. W przeddzień ponownego uruchomienia połączenia Paryż-Teheran, dyrekcja Air France opublikowała notatkę służbową nakazującą stewardesom „nosić w czasie lotu spodnie i luźną bluzę, a przy wyjściu odziewać na głowę chustę". Żądania te spotkały się z protestem stewardes pracujących w Air France, którego kierownictwo przystało na propozycję dobrowolnego respektowania dress code'u wysuniętą przez związki zawodowe. „Kiedy stewardesa bądź pilot pracujący w Air France zostaną wyznaczeni na lot do Teheranu, będą mieli możliwość złożenia odmowy i zmiany rejsu. Wszyscy pracownicy powinni zawczasu poinformować o odmowie noszenia chusty" — powiedział rzecznik Air France, cytowany przez Reutersa. Francuska minister praw kobiet Laurence Rossignol z aprobatą przyjęła daną decyzję. O tym, jak odnoszą się do tej historii w Iranie opowiedział stały ekspert perskiego wydania Sputnika Emad Abshenass.  „Zgodnie z obowiązującym w Islamskiej Republice Iranu ustawodawstwem, wszystkie kobiety, w tym cudzoziemki, przebywające na terytorium kraju muszą przestrzegać islamskich reguł dotyczących ubioru w miejscach publicznych. Konieczne jest osłanianie głowy, ubrania muszą być z długim rękawem i nie mogą być obcisłe. Mowa o wymogach islamskiego dress code'u. Wszystkie bez wyjątku zagraniczne przedsiębiorstwa, w tym linie lotnicze, mają świadomość panujących tu norm. Obowiązują one wszystkich bez wyjątku. Dlatego w pełni zrozumiałe, dlaczego przewoźnik stawia takie żądania wobec swojego personelu, w danym przypadku wobec stewardes. Nawet wysocy rangą zagraniczni urzędnicy objęci są takimi wymogami. Tym bardziej, że jeśli wziąć aspekt bytowy, wobec cudzoziemek (kobiet, po których od razu widać, że są cudzoziemkami) w Iranie nie wysuwane są bardzo surowe reguły ubioru. Wymagane jest od nich minimum: osłanianie głowy chustą, zakładanie obszernych ubrań, twarz można zostawić odsłoniętą. Natomiast wobec stewardes, które nie chcą opuszczać samolotu, reguły te zostaną tym bardziej uproszczone. Jeśli natomiast damy życzą sobie opuścić samolot i przebywać na terytorium Iranu, to stosowanie się do islamskiego dress code'u jest dla nich, co zrozumiałe, rzeczą obowiązkową. Respektowanie tego minimum nie jest, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka, aż tak problematyczne dla cudzoziemek przebywających w Iranie". Na zakończenie przypomnijmy, że Air France zapowiedział w grudniu wznowienie od 17 kwietnia połączenia Teheran-Paryż, które zostało zawieszone w związku z międzynarodowymi sankcjami przeciwko Iranowi. Przewoźnik ifnormuje, że będą miały miejsce 3 loty tygodniowo.  


 * Jedna ze szkół w kantonie Bazylea-Miasto musiała zrobić wyjątek z powszechnych zasad specjalnie dla muzułmańskich uczniów, którzy odmówili uściśnięcia dłoni nauczycielom zgodnie z lokalną tradycją - podaje Rosyjska Służba BBC. W szwajcarskich szkołach jest przyjęte ściskanie dłoni między uczniami i nauczycielami przed i po zajęciach. Jednak dwóch uczniów w wieku 14 i 15 lat oznajmiło, że nie może stosować się do tej tradycji z powodu norm islamu — nastolatkowie twierdzą, że ich religia nie dopuszcza kontaktów fizycznych z osobami płci przeciwnej. W rezultacie administracja szkoły musiała zrobić wyjątek z reguły i pozwolić dwom uczniom na przestrzeganie ich tradycji. W celu zapobiegnięcia dyskryminacji płciowej pozwolono im nie uściskać dłoni nauczycielom płci męskiej. Decyzja wywołała falę krytyki ze strony urzędników — szefowa Departamentu Sprawiedliwości i Policji Szwajcarii Simonetta Sommaruga podkreśliła, że tradycja uściskania dłoni w szkołach stanowi „nieodłączną część szwajcarskiej kultury", a rada miejska Therwil oświadczyła, że nie popiera podobnych wyjątków z reguł, chociaż pozostawiają tę decyzję pracownikom szkoły. Wreszcie członek Zgromadzenia Federalnego Ministrów Edukacji kantonów Szwajcarii Christoph Eimann upatrzył w zdarzeniu „dyskryminację kobiet, pracujących w sferze publicznej". Federacja Organizacji Islamskich Szwajcarii, komentując skandal przypomniała, że uściski dłoni między mężczyznami i kobietami są dopuszczalne w islamie a nawet są powszechnie przyjęte w niektórych państwach muzułmańskich. Jednocześnie przedstawiciele Rady Centralnej Szwajcarii wyrazili zdumienie w związku z głośnymi echami wokół tej historii. „Można pomyśleć, że chodzi o istnienie kluczowych wartości Szwajcarii, podczas gdy jest to tylko dwóch uczniów, którzy chcą witać swoje nauczycielki nie uściskiem dłoni, tylko inaczej" — powiedzieli.   


 * Lider Czeczenii Ramzan Kadyrow opowiedział, jak proponowano mu łapówkę w postaci walizki z dolarami za stanowisko jednego z merów. W wywiadzie dla RIA Novosti Kadyrow wspomniał o zdarzeniu, które miało miejsce, gdy prezydentem Czeczenii był jeszcze jego ojciec Achmat Kadyrow. „Przyszli ludzie i mówią — pewien człowiek chce zostać burmistrzem miasta. I pokazują mi — bagażnik się otwiera, a tam walizka. Pierwszy raz w życiu widziałem tyle dolarów. Powiedziałem mu po ludzku: u nas nie sprzedaje się, nie kupuje się, przykro mi, trafiłeś pod zły adres”, — powiedział Kadyrow. Na pytanie, czy teraz proponowane są łapówki, Kadyrow odpowiedział, że „nikt nie oferuje”. Ramzan Kadyrow stoi na czele Czeczenii od 2007 roku. Jego kadencja upływa 5 kwietnia. 25 marca prezydent Rosji Władimir Putin mianował go na pełniącego obowiązki głowy republiki.  

KOMENTARZE

  • Happening Zmiany
    Partia Zmiana odwiedziła miasteczko "obrońców demokracji". Mieli ze sobą nową walutę Zjednoczonej Europy czyli Petru-Dolary

    https://youtu.be/DEQgFOinFe0

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930