Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3904 posty 1831 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Wtorek, 1.03.2016

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (927) Zapraszam na kolejne wydanie serwisu informacji i komentarzy ze świata.

 

* NATO odnotowuje rzeczywiste zawieszenie ognia w Syrii, jednak jest zaniepokojone poszczególnymi raportami na temat łamania rozejmu, powiedział w poniedziałek sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, który przebywa z roboczą wizytą w Kuwejcie. Według Stoltenberga „porozumienie o zawieszeniu broni w Syrii jest najlepszą podstawą do politycznego rozstrzygnięcia konfliktu w tym kraju”.  „Teraz najważniejsze jest to, że daliśmy możliwość wejścia w życie porozumienia w sprawie zawieszenia broni w Syrii i odczuli pewien postęp „na ziemi”, że walki zostały wstrzymane. Jednocześnie widzieliśmy kilka raportów dotyczących pewnych naruszeń, które zostały zarejestrowane. Oczywiście to nas martwi. Najważniejsze, że wszystkie strony respektują umowę i że widzimy realne zaprzestanie działań bojowych”, — powiedział sekretarz generalny NATO. Zawieszenie broni w Syrii weszło w życie 27 lutego o północy czasu w Damaszku.

 

* Do silnej eksplozji doszło w tymczasowej stolicy Jemenu, Adenie – poinformowała w poniedziałek AFP. Według agencji, zamachu dokonał terrorysta-samobójca w okręgu Sheikh Othman. Samochód pułapka wyleciał w powietrze w pobliżu punktu kontrolnego sił bezpieczeństwa. Pojawiły się informacje o rannych i ofiarach śmiertelnych. Na razie ich liczba nie jest znana. Sytuacja w Adenie jest od dawna bardzo niestabilna, miasto opanowała saudyjska koalicja najeźdźców, ale na ulicach panują zbrojne bandy różnych orientacji.

 

* Francuski minister spraw zagranicznych Jean-Marc Ayrault (b. premier)  oświadczył o potrzebie zwołania grupy roboczej ds. Syrii w celu omówienia naruszenia rozejmu w kraju, donosi agencja RIA Novosti powołując się na France-Presse. Ayrault powiedział, że otrzymał informację o atakach w Syrii na rejony znajdujące się pod kontrolą „umiarkowanych” powstańców.  „Napływają do nas dowody o atakach, w tym o nalotach lotniczych, w rejonach kontrolowanych przez umiarkowaną opozycję. Wszystko to oczywiście musi być sprawdzone. W związku z tym Francja zwróciła się z prośbą, aby grupa robocza ds. monitorowania wdrażania zaprzestania działań wojennych została powołana niezwłocznie”, — powiedział dziennikarzom Ayrault na sesji Rady Praw Człowieka ONZ w Genewie.

 

* Rosyjskie technologie wojskowe i szkolenie syryjskich żołnierzy pomagają armii Baszara al-Assada w skutecznej walce z dżihadystami. Jak pisze „The Independent”, dzięki rosyjskiej pomocy straty syryjskich wojsk rządowych znacznie się zmniejszyły. Najnowsza rosyjska broń i sprzęt wojskowy dały syryjskiej armii rządowej przewagę  w walce z Państwem Islamskim i zmieniły bieg wydarzeń – pisze The Independent. W ciągu pięciu lat syryjska armia straciła ponad 60 tysięcy żołnierzy, ale dzięki rosyjskim technologiom wojskowym te straty znacznie ograniczono. W Syrii bardzo dobre wrażenie zrobiły zmodernizowane czołgi T-90, które Rosja wprowadziła pod koniec ubiegłego roku. System obrony aktywnej, w który wyposażono rosyjski pojazd bojowy, pozwala na zmianę trajektorii lotu pocisku przeciwnika, gdy znajduje się on zaledwie kilka metrów do niego. Nie mniej ważne od czołgów dla syryjskiej armii są rosyjskie elektroniczne środki wywiadu i drony, przy pomocy których mogła ona przedostać się za linię obrony dżihadystów w obszarach górskich na północnym zachodzie kraju. Rosyjscy eksperci szkolą syryjskich żołnierzy w zakresie użytkowania nowej techniki i prowadzenia działań zbrojnych w warunkach miejskich i w terenach górskich. Jak pisze „The Independent”, początkowo syryjscy wojskowi chcieli odbić z rąk islamistów miasto Palmyra, jednak rosyjscy specjaliści przekonali ich, że należy rozpocząć ofensywę na północy kraju, by odciąć dżihadystów od szlaków zaopatrzenia z prowincji Aleppo i z Turcji. Pomimo przechwałek i pogróżek Arabii Saudyjskiej, która poinformowała o utworzeniu koalicji przeciwko terroryzmowi, jej siły są zupełnie nieprzygotowane. Syryjska armia i jej sojusznicy (Iran i Hezbollah) uzyskali bardzo dobre wyniki w trudnych warunkach bojowych, kiedy rozpoczęli ofensywę przeciwko bojownikom w Aleppo. Ponadto na tle sukcesów syryjskiej armii coraz częściej przechodzą na jej stronę członkowie tzw. Wolnej Armii Syryjskiej, która walczy z Baszarem al-Assadem.

 

* Dżabhat an-Nusra chce sprowokować Rosję do naruszenia rozejmu. O tym jednemu z autorów gazety Die Welt powiedział bojownik grupy, z którym spotkali się w tureckiej kawiarni. 37-letni terrorysta z „najbardziej niebezpiecznego skrzydła „Al-Kaidy” w Syrii i Iraku” przedstawia się jako Abu Mussab al-Siri. Według niego ustalony 27 lutego dzięki wysiłkom Rosji i Stanów Zjednoczonych rozejm w Syrii jest „głupi”. Die Welt  przypomina, że Dżabhat an-Nusra i Państwo Islamskie nie są objęte porozumieniem o zawieszeniu broni: rosyjskie i amerykańskie samoloty nadal je będą atakować. Ale bomby „mało niepokoją” Abu Mussaba, zauważa autor. Bojownik jest przekonany, że jego grupa składająca się z 10 tysięcy osób posiada realną władzę w Syrii i chce ona położyć kres zawieszeniu broni. Dżabhat an-Nusra na pewno chciałaby, aby zawieszenie broni przestało obowiązywać. I w tym celu już ma strategię: prowokować Rosjan”, — napisała Die Welt. Na północy Syrii, według wiadomości gazety, ekstremiści walczą z rządowymi wojskami w sojuszu z „formacjami umiarkowanych rebeliantów”. W ciągu ostatnich kilku dni dżihadyści rzekomo wyprowadzili stamtąd swoje wojska, ale część bojowników jest wciąż na linii frontu. Poprzez ukierunkowany planowany atak Dżabhat an-Nusra planuje sprowokować Siły Powietrzno-Kosmiczne Rosji do kontruderzenia. Wtedy na linii ognia chcąc nie chcąc znajdą się także bardziej „umiarkowane” formacje walczące po tej samej stronie z ekstremistami. Jak tylko one znajdą się pod uderzeniem, będzie po rozejmie. Abu Mussab uważa, że wojna domowa w Syrii może skończyć się tylko wtedy, kiedy Baszar al-Assad zostanie obalony. „Trzeba dalej walczyć z reżimem, cała reszta to iluzja”, — powiedział on dziennikarzowi Die Welt.  Wielu ekspertów uważa ugrupowanie Dżabhat an-Nusra za większe zagrożenie dla pokoju w Syrii niż Daesz.

 

* Rosyjska operacja w Syrii stała się niespodzianką dla zachodnich polityków i zmusiła ich do zmiany podejścia do konfliktu syryjskiego, pisze agencja Reutera. W lipcu 2015 roku Zachód był przekonany, że dni prezydenta Baszara al-Asada są policzone: jego armia ponosiła ciężkie straty i wycofywała się. Jednak już w tym czasie, według informacji agencji Reutera, trwało tajne przygotowanie do rozmieszczenia w Syrii rosyjskich i irańskich sił wojskowych.  W sierpniu media informowały, że rosyjskie okręty z ładunkami wojskowymi przepływają przez Bosfor. „Ale bez względu na to otwarte umacnianie sił, Zachód albo zlekceważył ryzyko, albo nie umiał go rozpoznać” – głosi materiał Reutera. W USA zamiary Moskwy stały się jasne dopiero w połowie września, powiedziało agencji Reutera źródło w Białym Domu. „Ostatnią częścią łamigłówki”, według niego, było wysłanie z Rosji do Syrii samolotu, który mógł być wykorzystany wyłącznie przez rosyjskich żołnierzy. W Waszyngtonie zaczęto mówić o ewentualnej rosyjskiej operacji w Syrii dwa tygodnie przed jej rozpoczęciem, powiedział agencji urzędnik, który w tamtym czasie zajmował stanowisko w rządzie Stanów Zjednoczonych. Jednak z powodu braku danych wywiadowczych te ostrzeżenia nie były brane pod uwagę, powiedział informator. „Woleli mówić: nie wiemy, poczekajmy” – dodał rozmówca agencji Reutera. 29 września szef MSZ Francji na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ oskarżył Rosję o to, że nie prowadzi ona walki przeciwko Państwu Islamskiemu. Następnego dnia Moskwa ogłosiła początek operacji w Syrii. I wreszcie, dopiero w grudniu USA zrozumiały, że Moskwie udało się umocnić pozycje syryjskiego rządu, informuje Reuters.  Rosyjska ingerencja doprowadziła do zmiany w amerykańskiej dyplomacji: Waszyngton dopuścił udział Iranu w negocjacjach na temat Syrii i przestał nalegać na niezwłoczną dymisję al-Assada. „Trzeba było wyzbyć się dumy i przyznać, że ten proces do niczego nie doprowadzi bez udziału Rosji i Iranu” – skomentował amerykański urzędnik. 

 

* Sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych Ashton Carter potwierdził, że operacje przeciwko Państwu Islamskiemu będą nasilone ze względu na rozejm w Syrii.  Szef Pentagonu dodał, że oprócz operacji w tych krajach USA będą zwalczać propagandę terrorystów w internecie, aby ograniczyć napływ w ich szeregi nowych zwolenników. Z rozejmu wykluczono dżihadystów z Państwa Islamskiego i Dżabhat al-Nusra oraz inne organizacje terrorystyczne.

 

* Pomówienia i rozmowy o „planie B” w kwestii Syrii to nieuczciwa i nierzetelna gra, której celem jest zerwanie procesu pokojowego, powiedział rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow. „Tego typu pomówienia i rozmowy o istnieniu „planu B” to w rzeczywistości nieuczciwa, niesprawiedliwa gra”, — zaznaczył Riabkow na konferencji prasowej w MIA „Rossiya segodnya”. „My zaprzeczamy samemu sformułowaniu kwestii planu „B”. Ci, którzy zajmują się tego rodzaju pomówieniami realizują jasny dla nas cel — zerwanie procesu politycznego”, — podkreślił wiceminister spraw zagranicznych. Syryjski rząd potwierdził swoją gotowość do zaprzestania działań wojennych zgodnie z porozumieniem zawartym między Federacją Rosyjską i Stanami Zjednoczonymi. Niektóre siły opozycyjne zareagowały na możliwość pojednania ze sceptycyzmem, ale ogólnie idea przerwania działań bojowych została zatwierdzona przez przeciwników syryjskich władz. Tych, którzy nie przyłączą się do zawieszenia broni, Rosja i USA mogą zacząć bombardować — takiego rozwoju wydarzeń nie wyklucza rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Michaił Bogdanow. Waszyngton z kolei poinformował o niejakim „planie B” — planie zapasowym na przypadek, jeśli porozumienie w sprawie zawieszenia broni nie zadziała w Syrii.

 

* Wielka Brytania potajemnie wysłała do Libii doradców wojskowych, by stworzyli armię do walki z komórkami organizacji terrorystycznej Państwo Islamskie – pisze „The Telegraph”. Brytyjskie jednostki specjalne mają w libijskim mieście Misrata współpracować z Amerykanami, by razem z nimi powstrzymać ekspansję dżihadystów z Państwa Islamskiego. Pomimo tego, że dyplomaci z Waszyngtonu, Londynu i europejskich stolic próbują osiągnąć powstanie rządu jedności w Libii, amerykańscy wojskowi przeprowadzają „szkolenia taktyczne” lokalnych rebeliantów – twierdzi The Telegraph, który powołuje się na różne źródła, m.in. doradców amerykańskich kongresmenów. Ponadto zachodni urzędnicy informują o „niewielkiej liczbie” brytyjskich wojskowych, którzy uczestniczą w misji w Libii. Potwierdzają to również lokalne źródła. Po obaleniu reżimu Muammara Kadafiego i zamordowaniu go w październiku 2011 roku w Libii doszło do dwuwładzy. Głównym ośrodkiem władzy jest jednoizbowy parlament — Izba Reprezentantów z siedzibą w Tobruku. Natomiast w Trypolisie sprawuje władzę islamistyczny Powszechny Kongres Narodowy. Ponadto wiele obszarów nie uznaje tych ośrodków władzy. W kraju tym są również  obecni dżihadyści z Państwa Islamskiego.

 

* Zmasowane ataki rosyjskiego lotnictwa i działania amerykańskiej koalicji w Syrii przybliżają czas, kiedy Państwo Islamskie wyzionie ducha, uważa irlandzki ekspert ds. Bliskiego Wschodu Patrick Cockburn. Państwo Islamskie zapewne zostanie w końcu zniszczone, ponieważ nacisk ze strony rozdrobnionych, ale licznych wrogów, będzie mocny zarówno w Iraku, jak i Syrii, i w reszcie islamskiego świata – pisze dziennikarz. Cockburn zwraca uwagę na fakt, ze ludzie którzy zostali wyzwoleni w Mosulu, mateczniku ISIS w Iraku, mówili, że to ugrupowanie terrorystyczne „ugina się pod wojskowym i gospodarczym naciskiem”. ISIS ponosi coraz większe straty, a w chwili obecnej jest odizolowane od świata zewnętrznego z powodu utraty więzi z Turcją, podkreśla politolog. Cockburn zauważa, że administracyjna i gospodarcza infrastruktura terrorystów „wali się z powodu stałych bombardowań i blokad”. „Są oznaki wzrostu przestępczości i korupcji, a to może być głównym dowodem na to, że ISIS potrzebuje pieniędzy”  - podsumowuje. Z jego punktu widzenia, po zwycięstwie nad Państwem Islamskim, centralne rządy w Bagdadzie i Damaszku znów będą silne. 

 

* Cele polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie od samego początku zostały nieprawidłowo sformułowane. Błędy doprowadziły do porażki kampanii wojskowych w Iraku i do rozrastania się Państwa Islamskiego w Syrii. Działania USA na Bliskim Wschodzie były prawdopodobnie największym błędem geopolitycznym Waszyngtonu od czasu wojny w Wietnamie. Amerykańskie operacje w Iraku doprowadziły do katastroficznych skutków w postaci wzrostu międzynarodowego terroryzmu, którego źródłem są ugrupowania w Syrii. Pozwala to na stwierdzenie, że polityka Stanów Zjednoczonych w regionie bliskowschodnim  poniosła klęskę – pisze „The National Interest”. Dwadzieścia pięć lat temu 24 lutego 1991 roku doszło do pierwszej amerykańskiej inwazji  na Irak. Administracja prezydenta George’a H.W. Busha posiadała mandat ONZ i zgodę Kongresu na wyzwolenie Kuwejtu – przypomina amerykańskie pismo, dodając, że amerykańscy żołnierze nie byli przygotowani  na opór ze strony Irakijczyków. Autor artykułu twierdzi, że wtedy „zostawienie u władzy Saddama Husajna było właściwą decyzją”. Jednak sytuacja gwałtownie zaostrzyła się po 11 września 2001 roku. Po pewnym czasie podjęto decyzję o operacji w Iraku. Organizacje terrorystyczne już od dawna działały w cieniu Bliskiego Wschodu. Ale dopiero po drugiej inwazji na Irak mogły werbować tysiące zagranicznych bojowników w samym sercu regionu, kontrolować obszerne terytorium i zajmować się niszczeniem na tak wielką skalę – pisze The National Interest.Amerykańska inwazja na Irak była największym błędem w polityce zagranicznej USA od czasu wojny w Wietnamie. Do 2009 roku zginęło około 4 tysięcy amerykańskich żołnierzy i tylko według oficjalnych danych wydano trzy miliardy dolarów. Amerykańska okupacja była bardzo niepopularna wśród Irakijczyków. Parlamentarzyści nigdy nie zamierzali udzielać immunitetu prawnego, który był niezbędny do zabezpieczenia długoterminowej obecności amerykańskich wojsk na dużą skalę – tłumaczy pismo. Doprowadziło to do częściowego rozpadu Iraku oraz do rozrastania się Państwa Islamskiego, którego bojownicy wykorzystali konflikt zbrojny w Syrii. Zdaniem amerykańskiego pisma, Stany Zjednoczone powinny wyciągnąć trzy podstawowe wnioski z operacji wojskowych na Bliskim Wschodzie, które miały miejsce w ciągu ostatnich 25 lat. Po pierwsze, USA powinny zrezygnować z ideologii podejścia. Po drugie, sukces polityczny jest bardzo trudno osiągnąć, jeśli cele polityczne są źle sformułowane. Po trzecie – prawdopodobnie najważniejsze – społeczność międzynarodowa rozpaczliwie potrzebuje mechanizmów rozwiązania głębokich wad instytucjonalnych świata arabskiego w szerszym kontekście. W ciągu 25 lat Stany Zjednoczone nie stały się kompetentne w kwestii rozwiązania problemów Bliskiego Wschodu – reasumuje The National Interest.

 

* W krótkim czasie Turcja zniszczyła swój wizerunek „wzorcowego kraju” wśród państw arabskich. Sąsiedzi w regionie nie będą pomagać Ankarze, jeśli zdecyduje się ona na interwencję w Syrii, co dla tureckich władz jest bardzo niepokojącym sygnałem. To, co się dzieje w Turcji w polityce zagranicznej i krajowej można  porównać do tornado, które jest bardzo blisko – uważa były turecki dyplomata, m.in. były ambasador Turcji w Stanach Zjednoczonych Faruk Logoglu. Myślę, że Turcja jest wciągana w wojnę przez pewne siły w kraju, a nie przez kogoś z zewnątrz. Należy to bardzo dobrze rozumieć – powiedział były dyplomata. Jednocześnie, jego zdaniem, Ankara nie ma podstaw prawnych, by rozpoczynać wojnę z Syrią, bo z syryjskiego terytorium nie ma bezpośredniego zagrożenia dla Turcji. Wcześniej turecki premier Ahmet Davutoglu oświadczył, że Liga Państw Arabskich, do której należy 22 państwa, nie poprze działań Ankary na Bliskim Wschodzie. Faruk Logoglu uważa, że powinien to być dla Ankary „ważny i niepokojący sygnał”. Były dyplomata wskazuje również na to,  że regionalni gracze mają kilka powodów, by krytykować Turcję, głównie za wysłanie wojsk do Iraku pod koniec ubiegłego roku. Przede wszystkim ma tu istotne znaczenie czynnik historyczny – od czasu Imperium Osmańskiego między Ankarą a resztą świata arabskiego trwa rywalizacja o przywództwo. Ponadto całkiem niedawno państwa regionu uważały Turcję za wzorcowy kraj, z którego należy brać przykład w stosunkach z Zachodem i w polityce wewnętrznej. Teraz to się zmieniło. To, co się dzieje w Turcji można porównać do efektu tornado, które szaleje w całym kraju. Jego epicentrum jest bardzo blisko – ocenił Faruk Logoglu.

 

* Partyzanci z irackiej prowincji Anbar odkryli dwa magazyny z bronią chemiczną w przemysłowej dzielnicy na zachodzie miasta Ramadi, które wcześniej było kontrolowane przez Daesz.Na nagraniu widać, jak jeden z oficerów partyzantki wskazuje na kanistry z niebezpieczną substancją i opowiada o ich zawartości oraz sposobie ich użycia przez bojowników w atakach terrorystycznych. Na nagraniu widać wiele kanistrów, w kórych znajduje się żrąca substancja i metal (według klasyfikacji ONZ: «Corrosive» UN 1305), które przy kontakcie ze skórą wywołują oparzenia, a rozpylone atakują drogi oddechowe i układ trawienny. Ta broń chemiczna jest wykorzystywana przez Daesh. Ładują ją oni do swoich min i rakiet, którymi ostrzeliwują ludność cywilną i siły bezpieczeństwa. Nawet jeśli nie wchodzi się z nimi w kontakt, to samo rozpylenie ich wywołuje śmierć przed uduszenie” – wyjaśnia oficer na nagraniu.  „Pułk powstańczy prowincji Anbar odkrył cały magazyn terrorystów Daesz z bronią chemiczną. W tych workach również znajduje się ta substancja, ale nie mogę ich otworzyć i pokazać, ponieważ nie mam maski i rękawic. Zdejmę pokrywę z kanistrów… ale ostrożnie, ta substancja ma silny zapach. Oto co wykorzystuje Daesz do ataku na cywilów i siły bezpieczeństwa” – dodaje oficer. Na nagraniu można zobaczyć, że kilka kanistrów w momencie przybycia powstańców do magazynu było już otwartych i wykorzystanych. Pozostałe kanistry, w liczbie 40 sztuk, były zapieczętowane.  Źródło w strukturze bezpieczeństwa Iraku podało, że 16 dywizja wojsk Iraku już wywiozła w bezpieczne miejsce broń chemiczną z jednego z odkrytych magazynów. Informator dodał, że żołnierze musieli rozminować podjazd do magazynu, ponieważ Daesz go zaminował. Rejon wokół magazynu był ewakuowany i otoczony, wejście surowo wzbronione, wewnątrz magazynu unosi się ostry zapach groźnej substancji. 11 lutego 2016 roku na przedmieściach irackiego Sindżaru terroryści z Daeszu wykorzystali tę substancję przeciwko oddziałom kurdyjskich peszmergów i powstańców jazydzkich, w wyniku czego 23 osoby doznały uduszenia i poparzeń skóry.

 

* Pogorszyły się stosunki między Iranem a Palestyną. 27 lutego Husajn Szejk al-Islam, doradca irańskiego parlamentu ds. międzynarodowych, w rozmowie z dziennikarzem portalu al-Resalah oznajmił, iż Iran będzie przekazywać pomoc finansową do Palestyny z pominięciem palestyńskich władz. Jak powiedział ekspert, doświadczenie dowiodło, że Autonomia nie jest godna zaufania, więc Teheran będzie przesyłać pieniądze na własną rękę. (...). Niestety dotacje, które zostały przekazane Autonomii, nie dotarły do właściwych osób.  W odpowiedzi Nabil Abu Rudejna, rzecznik prasowy prezydenta Mahmuda Abbasa, oświadczył, że Iran powinien przesyłać pieniądze raczej oficjalnymi kanałami do [rządowej] Fundacji Męczenników i Więźniów, niż polegać na nieformalnych i okrężnych drogach, a jego stanowisko jest nie do zaakceptowania oraz nie pomoże Palestyńczykom w walce z izraelską okupacją ani w ochronie świętych miejsc. Irańskie władze obiecały przekazać po 7.000 dolarów każdej palestyńskiej rodzinie, której członek zginął w trwającej "młodzieżowej intifadzie" oraz dodatkowo po 30.000 dolarów każdej rodzinie, której dom został zburzony przez siły izraelskie z powodu podejrzenia o udział jednego z członków rodziny w ataku na Żydów. Zaistniała sytuacja jest symptomem znacznego pogorszenia stosunków palestyńsko-irańskich, które wcześniej, od sierpnia 2015 r., ulegały zacieśnieniu – pojawiały się nawet zapowiedzi powołania ambasadora Iranu przy władzach Palestyny.

 

* Pięcioosobowa delegacja Demokratycznego Frontu Wyzwolenia Palestyny złożyła wizytę w Moskwie w celu przeprowadzenia rozmów z rosyjskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Przewodniczył jej osobiście przywódca i założyciel DFWP, Najif al-Hawatma. Delegaci odbyli dwie rundy rozmów: pierwszą z wiceministrem spraw zagranicznych Michaiłem Bogdanowem, drugą z czternastoma rosyjskimi dyplomatami wyspecjalizowanymi w problemach świata arabskiego oraz członkami instytucji badawczych zajmującymi się tą samą tematyką. Działacze DFWP przedstawili stronie rosyjskiej swoje spojrzenie na takie kwestie, jak obecna sytuacja w Palestynie, trwająca "młodzieżowa intifada", praktyczna bezowocność ponad dwudziestoletnich negocjacji z Izraelem, brak jedności w palestyńskim ruchu narodowym, działalność ugrupowań terrorystycznych w krajach arabskich. Zaprezentowali również propozycję rozwiązania "kwestii palestyńskiej", obejmującą m.in. przyjęcie Państwa Palestyna w poczet pełnoprawnych członków Organizacji Narodów Zjednoczonych, włączenie w proces pokojowy w Ziemi Świętej wszystkich stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ (w miejsce dotychczasowego unilateralizmu Ameryki), przejęcie przez agendy ONZ zadania ochrony palestyńskich terytoriów przed agresją i nielegalną kolonizacją ze strony Izraela. Najif al-Hawatma jest (obok Ahmada Dżibrila) jednym z najstarszych żyjących przywódców palestyńskiej rewolucji narodowej, czynnych nieprzerwanie od chwili rozpoczęcia przez nią działań zbrojnych w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Stoi na czele DFWP od powstania tej organizacji (pierwotnie pod nazwą Ludowo-Demokratyczny Front Wyzwolenia Palestyny) w 1969 r. Wcześniej był jednym z liderów Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny

 

* Rzecznik Ministerstwa Obrony Rosji Igor Konaszenkow skomentował niedawną wypowiedź naczelnego dowódcy NATO w Europie gen. Philip Breedlove o „gotowości Stanów Zjednoczonych do walki i pokonania Rosji w Europie”.  „W ciągu ostatnich dwóch lat trudno znaleźć jeszcze kogoś, kogo można porównać pod względem nagromadzonej rusofobicznej histerii do obecnego dowódcy amerykańskich wojsk w Europie generała Philipa Breedlove’a” – ocenił Konaszenkow. Jego zdaniem w Rosji już od dawna rozpatruje się działalność Breedlove’a w kategoriach lekarz-pacjent. Konaszenkow stwierdził, że ostatnia wypowiedź amerykańskiego generała w Kongresie o „gotowości Stanów Zjednoczonych do walki i pokonania Rosji w Europie” dziwi wielu nawet w samej Europie. Rzecznik rosyjskiego Ministerstwa Obrony podkreślił, że mało kto zwrócił uwagę na to, że przewodniczący Komisji Sił Zbrojnych Senatu, zanim dopuścił generała do głosu, zaznaczył, że zgodnie z grafikiem będzie on już niedługo zastąpiony na tym stanowisku. Konaszenkow uważa, że był to wyraz zaniepokojenie zachowaniem Breedlove’a w amerykańskim Kongresie. „Dlatego wszystko, co po tym wyroku streścił społeczności międzynarodowej i kongresmenom generał Philip Breedlove jest niczym więcej, jak „śpiewem łabędzim” i spóźnionym pożegnaniem z wielką sceną polityczną” – podsumował Konaszenkow.

 

* Amerykański generał nie zgadza się z wypowiedziami Donalda Trumpa na temat metod walki z terroryzmem. Były szef National Security Agency (NSA) gen. Michael Hayden obawia się, że Donald Trump, jeśli zostanie wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych, zacznie wydawać bezprawne rozkazy w sferze walki z terroryzmem, którym amerykańska armia nie będzie w stanie się podporządkować. Nie powinniście wykonywać bezprawnych rozkazów. Byłoby to naruszenie międzynarodowych reguł konfliktów zbrojnych. Byłbym bardzo zaniepokojony tym, jeśli prezydent Trump rządziłby w taki sposób, jak mówi kandydat Trump podczas kampanii wyborczej – powiedział Hayden HBO. Generał przypomniał, że miliarder proponuje, by torturowano terrorystów, m.in. poprzez symulowanie tonięcia i mordowanie członków ich rodzin. Gdyby zlecił coś takiego administracji, armia Stanów Zjednoczonych odmówiłaby wykonania rozkazu – podkreślił były szef NSA. Temat stosowania tortur stał się aktualny po tym, jak opinia publiczna dowiedziała się o metodach CIA podczas przesłuchań więźniów podejrzewanych o działalność terrorystyczną. Na początku grudnia 2014 roku Komisja do spraw Wywiadu Senatu Stanów Zjednoczonych opublikowała ponad 500 stron raportu o nadużyciach CIA za prezydenta George’a W. Busha, w tym na temat tortur i dezinformowania władz i społeczeństwa. Program CIA komitet uznał za nieskuteczny i brutalny. 

 

* Były szef CIA i NSA Michael Hayden przyznał, że zrobiłby wszystko i „wylazłby ze skóry”, by otrzymać dostęp do e-maila szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa. Hayden tak skomentował dla CNN niedawno opublikowaną korespondencję  byłej sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych Hillary Clinton, która wysyłała wiadomości z prywatnej skrzynki. Gdybym pracował jeszcze w NSA i powiedziano by mi, że Siergiej Ławrow lub ktoś taki ma niechronioną skrzynkę, wylazłbym ze skóry, by otrzymać do niej dostęp – powiedział były szef NSA i CIA. Hayden podkreślił, że nie chodzi tu o to, czy kiedykolwiek podejmowano jakiekolwiek działania wobec szefa rosyjskiej dyplomacji. – Będąc na stanowisku sekretarza stanu USA Hillary Clinton była logicznym celem dla obcych wywiadów – wyjaśnił.

 

* Państwa bałtyckie liczą na zwiększenie liczebności wojsk NATO na ich terytorium, powiedział szef MSZ Łotwy Edgars Rinkēvičs, z którym wywiad opublikowała w sobotę gazeta Washington Post. Jak powiedział Rinkēvičs, przed szczytem NATO w lipcu w Warszawie państwa bałtyckie chciałyby otrzymać „mocne oświadczenie” Paktu Północnoatlantyckiego o tym, że silny powstrzymujący kontyngent wojskowy „będzie znajdować się tutaj tak długo, jak długo mamy takiego sąsiada”, mając  na myśli Rosję.  Jak odnotowuje gazeta, minister „jest przekonany, że kontyngent żołnierzy NATO, znajdujący się w regionie na zasadzie rotacyjnej, powinien zostać zwiększony, tak samo, jak i arsenał ciężkiego uzbrojenia, włącznie z czołgami”. Według słów ministra, Łotwa „rzeczywiście potrzebuje” zapewnienia ochrony przeciwpowietrznej „dla samoobrony”. 

 

* Większość Brytyjczyków jest za wyjściem ich kraju z Unii Europejskiej - wynika z sondażu internetowego ORB International. 52% ankietowanych opowiedziało sięza wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, a 48% było za pozostaniem ich kraju w UE. Tymczasem jeszcze miesiąc temu większość Brytyjczyków deklarowało, że zagłosowałoby w referendum za pozostaniem Wielkiej Brytanii we Wspólnocie. Najbardziej aktywnie w badaniu, które przeprowadzono 24 i 25 lutego, uczestniczyły osoby starsze i mężczyźni. Respondenci po 65 roku życia dwa razy częściej opowiadali się za wystąpieniem ich kraju z UE. Z wypowiedzią premiera Davida Camerona, że w unii „Brytania będzie bezpieczniejsza, silniejsza i lepsza”, zgadza się 44% badanych, wobec 39% przeciw. W Partii Konserwatywnej stosunek ten wynosi 42% do 43%. W sondażu zwrócono również uwagę na wpływ stanowiska burmistrza Londynu Borisa Johnsona na opinię Brytyjczyków. Johnson w ubiegłym tygodniu powiedział, że będzie propagować wyjście Wielkiej Brytanii z UE. 60% badanych stwierdziło, że jego słowa w żaden sposób na nich nie wpłynęły. Tymczasem 26% ankietowanych przyznało, że opinia burmistrza Londynu wpłynęła na ich decyzję. Nieco ponad 48% Brytyjczyków zgadza się z Johnsonem, że „jedynym sposobem na osiągniecie zmian, których potrzebuje UE, jest zagłosowanie za wyjściem”. 37% było przeciw. Brytyjczyków poproszono również o wypowiedzenia się na temat najważniejszych kwestii w dyskusji, tj. imigracji i gospodarki. 50% badanych uważa, że problemy gospodarcze są ważniejsze niż migracyjne. Nie zgadza się z tym 35% respondentów. Referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE odbędzie się 23 czerwca. Pytanie, na które odpowiedzą Brytyjczycy (czy Zjednoczone Królestwo powinno pozostać członkiem Unii Europejskiej czy opuścić Wspólnotę), już zostało okrzyknięte najważniejszą strategiczną decyzją pokolenia.

 

* Eurostat przedstawił porównawcze dane na temat bogactwa poszczególnych regionów w Unii Europejskiej. Raport dotyczy Produktu Krajowego Brutto na jednego mieszkańca przy uwzględnieniu parytetu siły nabywczej w 2014 roku. Zgodnie z danymi średnia dla całej Unii Europejskiej w 2014 roku wynosiła 27.500 euro na osobę. Największe PKB w UE było w: Luksemburgu – 266% średniej unijnej, Irlandii – 134%, Holandii – 131%, Austrii – 130%, w Danii – 125%. Niemczech – 124% i Szwecji – 123% Najmniejszy PKB na osobę miały: Bułgaria – 47%, Rumunia – 55%, Chorwacja – 59%, Łotwa – 64%, Węgry i Polska – po 68%. Najbogatszym regionem UE w 2014 roku była zachodnia część Londynu, gdzie PKB na osobę w parytecie siły nabywczej wynosił aż 539% średniej unijnej. Kolejne miejsca zajęły: Luksemburg – 266%, Bruksela – 207%, Hamburg – 206%, wschodnia część Londynu – 204%, Bratysława – 186%, Oberbayern – 179%, Il de France – 178%, Praga – 173%, Sztokholm – 172%.  Najbiedniejszym regionem UE w 2014 roku był bułgarski region Severozapaden, gdzie PKB na mieszkańca wynosił tylko 30% średniej unijnej. Kolejne miejsca zajęły francuski region Mayotte – 31%, bułgarskie Severen tsentralen – 32% i Yuzhen tsentralen – 34% oraz rumuński Nord Est – 34%. W pierwszej dwudziestce najbiedniejszych regionów znalazło się 5 polskich województw Najbiedniejsze województwa to Lubelskie – 47%, Podkarpackie i Warmińsko-mazurskie – po 48% oraz Podlaskie i Świętokrzyskie – po 49%. 15 polskich województw ma PKB poniżej 75% średniej unijnej (75% to poziom, poniżej którego regiony mogą liczyć na szczególne wsparcie z unijnych funduszy). Jedynym wyjątkiem jest województwo Mazowieckie, którego PKB wynosi 108% średniej.

 

* Rząd Niemiec zgodził się na wykorzystanie tzw. federalnego trojana. Partia Piratów oświadcza, że trojan jest nadmierną ingerencją w prywatność obywateli. Temat skomentował członek regionalnego parlamentu landu Szlezwig-Holsztyn z Partii Piratów Patrick Breyer. Nie wiemy, co ten program szpiegowski robi w rzeczywistości. My, Partia Piratów, zasadniczo uważamy, że państwo na naszych przyrządach moblinych – smartphonach, notebookach – nie ma czego szukać. A to dlatego, że po to, aby wejść w nie, producenci trojanów i hackerzy wykorzystują luki w bezpieczeństwie systemu, niedoróbki w ich oprogramowaniu. Zadanie państwa polega na tym, aby – jeśli wie ono o takich niedoróbkach – podjąć środki, aby tego typu luki zostały zapełnione, a użytkownicy ochronieni przed nielegalnym dostępem. Inna sprawa, na ile w ogóle należy korzystać z wymogów ustanowionych przez Trybunał Konstytucyjny. Trybunał Konstytucyjny nie powiedział, że państwo powinno wchodzić w systemy. On tylko określił granice. Czy w ogóle chcemy z tego korzystać, decyzja powinna być wyłącznie polityczna. I my, Piraci, trzymamy się zdania, że to niesłuszna droga, jeśli państwo zacznie – niezauważenie dla nas – wchodzić w nasze systemy i zagnieżdżać się w nich. Decydującym czynnikiem jest to, na ile ten kod, który był dozwolony, odpowiada wymogom. I tu samo słuchanie parlamentarne to za mało. Niezbędne jest, aby na przykład Federalna Komisja ds. Ochrony Danych Osobowych otrzymała ten kod i wspólnie ze swoimi specjalistami IT sprawdziła, jak on w ogóle działa, co on daje. W przypadku tzw. bawarskiego trojana Chaos Computer Club sprawdził i odkrył, że on jest w stanie robić, i robi, o wiele więcej, niż mu wolno. Na przykład, miał możliwość doładowania jeszcze jednego kodu i programowania zupełnie nowych funkcji. Czas pokaże, jaką decyzję podejmie Trybunał Konstytucyjny, na ile ten środek jest w ogóle dopuszczalny z punktu widzenia prawa konstytucyjnego. Dla nas ważne jest, aby luki zostały wypełnione, aby panowało bezpieczeństwo, oraz żeby państwo nie sprzyjało utrzymaniu luk i nie wykorzystywało ich.  

 

* Jeśli między Rosją a Ukrainą wybuchnie wojna, straty Moskwy będą co najmniej cztery razy większe niż Kijowa – twierdzi ukraińskie Ministerstwo Obrony. Rosja może stracić nawet 20 tysięcy żołnierzy, jeśli wybuchnie wojna z Ukrainą – powiedział dyrektor departamentu polityki społecznej i humanitarnej Ministerstwa Obrony Ukrainy Walentin Fiediczew w rozmowie z espreso.tv. Jego zdaniem straty ukraińskiej armii będą cztery razy mniejsze niż Rosji – mniej więcej 5-6 tysięcy żołnierzy. Jeśli przeciwnik użyje lotnictwa, te grupy przy naszych granicach ruszą do ataku. Według wyliczeń będzie to 20 tysięcy zabitych. Rosjanie odstąpią w stronę Dniepru i w zasadzie zniszczą swoje wojska lądowe – powiedział ukraiński wojskowy. Fiediczew podkreślił, że Siły Zbrojne Ukrainy posiadają środki do prowadzenia działań zbrojnych, ale jeszcze ich nie użyły. Fiediczew nie wyjaśnił, dlaczego nie zastosowały ich do walk w Donbasie.  Ukraina i Zachód wielokrotnie oświadczały, że Rosja ingeruje w konflikt w Donbasie, jednak nie przedstawiły na to żadnych dowodów. Z kolei Moskwa twierdzi, że nie ma związku z wydarzeniami na południowym wschodzie Ukrainy. Ministerstwo Obrony Rosji podkreśla, że na granicy z tym krajem wcale nie skoncentrowano rosyjskich wojsk, a rosyjscy żołnierze nie walczą w Donbasie. 

 

* Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk opowiada się za sprzedażą na aukcji 1 mln ha państwowej ziemi. O tym powiedział on w swoim cotygodniowym programie telewizyjnym na ukraińskich kanałach telewizyjnych w niedzielę. Zaznaczył, że władze muszą kontynuować reformę rolną. „Myślę, że trzeba sprzedać na otwartej przejrzystej aukcji 1 mln ha właśnie państwowych gruntów, które obecnie znajduje się w szarym obrocie korupcyjnym”, — powiedział premier.  Nie określił, czy mowa o gruntach rolnych. Ukraina od 2004 roku próbuje umożliwić swobodny zakup i sprzedaż gruntów rolnych, jednak ta inicjatywa była blokowana przez parlament kraju, który wprowadził odpowiednie moratorium do 2017 roku. Kwestia zniesienia moratorium na sprzedaż gruntów rolnych ma szeroki wydźwięk społeczny. Obywatele Ukrainy obawiają się, że wraz ze zniesieniem moratorium legendarnie żyzne ziemie na Ukrainie za bezcen będą mogli kupić wielcy biznesmeni i spekulanci podstawieni przez światowe korporacje. Wygląda na to, że od początku o to chodziło przy zadłużaniu Ukrainy. Władze w Kijowie obiecują jednak wszystko uregulować w taki sposób, aby zapobiec spekulacjom na rynku ziemi.

 

* Ukraińscy nacjonaliści z partii „Swoboda” poinformowali w poniedziałek, że w niedzielę na granicy kraju w obwodzie lwowskim zablokowali ponad 20 ciężarówek z tablicami rejestracyjnymi Federacji Rosyjskiej. Wcześniej nacjonaliści ze „Swobody” poinformowali, że rozpoczęli blokowanie rosyjskich ciężarówki w obwodach żytomierskim i sumskim, a także na zachodzie kraju. Jednak oficjalnie nie potwierdzono zatrzymań. Z kolei minister infrastruktury Ukrainy Andriej Piwowarski powiedział, że nie ma blokad rosyjskich ciężarówek na terytorium Ukrainy. „W pierwszym dniu w punkcie kontrolnym „Brama Lwa” przy wjeździe do Lwowa zatrzymano 22 ciężarówki z Moskwy, które w konwoju Awakowa (pracowników Narodowej Policji Ukrainy) próbowały dostać się do granicy Ukrainy”, — czytamy w informacji służby prasowej partii „Swoboda”.

 

* Ukraińcy nie wierzą w możliwość odzyskania Krymu - wynika z sondażu internetowego przeprowadzanego przez „112 Ukraina”. Na pytanie, czy Ukraina zdoła odzyskać Krym, internautom zaproponowano trzy warianty odpowiedzi: „tak, jeśli na Rosję będzie wywierana stała presja polityczna i gospodarcza”, „nie, Rosja nigdy się na to nie zgodzi” oraz „możliwe, ale nie w najbliższej przyszłości”.  Wyniki sondażu były rozczarowujące dla ukraińskich władz. 76,9% głosujących pogodziło się z utratą autonomicznej republiki, a nieco ponad 13% uważa powrót półwyspu za możliwy w odległej prospektywnie. Jedynie 9,7% osób, które wzięły udział w głosowaniu, żyje złudzeniami, że Krym znajdzie się w składzie Ukrainy. Niedawno szef MSW Ukrainy Arsen Awakow oznajmił, że kijowskie władze tworzą specjalną jednostkę w ramach Gwardii Narodowej, które zajmie się przywróceniem Krymu w skład Ukrainy. Wicepremier krymskiego rządu Michaił Szeremet skomentował te słowa ironicznie: „Już czekamy z niecierpliwością na pseudo-wyzwolicieli”. Pokreślił, że „ostatecznie i bezpowrotnie, zgodnie z wymogami rosyjskiego, ukraińskiego i międzynarodowego prawa, oraz zgodnie z wolą ludności Krym wszedł w skład Rosji”. 

 

* Krymski wicepremier Rusłan Balbek 28 lutego skomentował w wywiadzie dla „Russkaja Służba Nowostiej” oświadczenie Ministerstwa Obrony Ukrainy o hipotetycznym zwycięstwie nad rosyjską armią. Zdaniem Balbeka, ukraińscy urzędnicy wysokiej rangi „znajdują się pod silnym wpływem hollywoodzkich filmów” i wierzą, że pociski w karabinach się nie kończą, a rosyjscy żołnierze są uzbrojeni w pałki i saperki oraz atakują chmarą.  „Dwa „kotły” w ciągu pół roku pod Iłowajskiem i Debalcewem to nienajlepszy wskaźnik przygotowania bojowego. A na papierze albo w chorej wyobraźni urzędników z Ministerstwa Obrony Ukrainy ta armia to postrach całego świata. Oni już i straty podliczyli – swoich minimum, a naszych bezmiar” – powiedział urzędnik. Jednocześnie Balbek zakłada, że „wszystkie te wirtualne zwycięstwa – to tylko sposób zarobić na zamówieniach państwowych.”. „Ukraiński żołnierz nawet nie podejrzewa, jak go wyekwipują, uzbroją  na papierze,  a w rzeczywistości  on i tak zostanie szeregowym Mykołą w porwanym mundurze, dziurawych kamaszach i z radzieckim karabinem” – powiedział. Wcześniej gubernator Sewastopola Siergiej Mieniajło oświadczył, że wojownicze wypowiedzi władz Ukrainy pod adresem Rosji tłumaczyć można chęcią „ogrzania kieszeni” pieniędzmi przeznaczonymi na obronę ze środków budżetowych.

 

* W Krymskim Okręgu Federalnym coraz częściej dochodzi do naruszenia granicy państwowej Federacji Rosyjskiej, informuje rzecznik krymskiej służby granicznej FSB Rosji.  „Od początku 2016 roku pracownicy kontroli granicznej FSB Rosji w Republice Krym coraz częściej zapobiegają naruszeniom w trybie przekraczania państwowej granicy Federacji Rosyjskiej” – głosi informacja resortu. Między innymi, poruszający się w środkach transportowych w strefie przygranicznej kierowcy dokonują nielegalnego doboru pasażerów, przekraczających granicę pieszo. Tego typu działanie, zgodnie z rosyjskim prawodawstwem, pociąga za sobą karę administracyjną w wysokości od 2 do 5 tysięcy rubli. Straż graniczna przypomina, że przy przejeździe tranzytem przez strefę pograniczną zakazuje się zatrzymywania samochodu, z wyjątkiem sytuacji nadzwyczajnych, a także zabierania lub wysadzania osób, wyładowania towarów, ładunków lub zwierząt. Najczęściej dane naruszenie odbywa się w rejonie międzynarodowego przejścia granicznego dla samochodów „Dżankoj”, gdzie strefa przygraniczna wynosi 2,5 km. Służba graniczna prosi obywateli przekraczających granicę pieszo, o korzystanie wyłącznie z autobusów pasażerskich, które kursują codziennie od godz. 7 do godz. 21 w strefie przygranicznej.  

 

* Tureckie władze proponują Wysokiemu Komisarzowi Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka (UNHCHR) przygotowanie raportu o sytuacji w sferze praw człowieka na Krymie – powiedział wicepremier Turcji Lütfi Elvan, przemawiając na sesji Rady Praw Człowieka ONZ w Genewie. Elvan oświadczył, że Turcja jest bardzo zaniepokojona przypadkami łamania praw człowieka mniejszości krymsko-tatarskiej na południowym wschodzie Ukrainy i na Krymie. Jak poinformowała RIA Novosti, wicepremier nie wyjaśnił, o jakie konkretnie przypadki chodzi. „Apelujemy do Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka o przygotowanie odrębnego sprawozdania na temat sytuacji w sferze praw człowieka na Krymie” – powiedział Elvan. Krym i Sewastopol wszedł w skład Rosji na podstawie wyników referendum z marca 2014 roku. Za powrotem do Rosji opowiedziało się 96,77% mieszkańców półwyspu i 95,6% Sewastopola.

 

* Niemcy opracowują strategię stabilizacji sytuacji na Ukrainie, która obejmie odbudowę gospodarki i usprawnienie zarządzania – powiedział w rozmowie z gazetą „Siegodnia” szef niemiecko-ukraińskiej grupy parlamentarnej, deputowany Bundestagu Karl-Georg Wellmann. „Pracujemy nad nową strategią stabilizacji i rozwoju Ukrainy razem z Ukraińcami. Ze znacznie większymi nakładami finansowymi i politycznymi. To coś nowego i będzie uzupełniać umowę stowarzyszeniową. Jest jeszcze opracowywane, nie jest częścią oficjalnej polityki. Jest to idea kompletnego „planu Marshalla” mającego na celu odbudowę gospodarki, zarządzania, systemu sądownictwa itd.” – powiedział  Wellmann. Polityk dodał, że kryzys polityczny na Ukrainie jest omawiany przez niemieckich polityków i media. „Musicie zrozumieć, że wszystko (co się dzieje) w ukraińskim rządzie i parlamencie jest intensywnie monitorowane w Niemczech. Przyszłość Ukrainy ma duże znaczenie dla całej Europy” – zaznaczył.

 

* Ukraina proponuje Rosji odpłatną eskortę ciężarówek przez swoje terytorium. Koszt eskorty jednego tira na terytorium Ukrainy od punktu wjazdu do punktu wyjazdu, niezależnie od ilości obwodów, przez które przebiega trasa, wynosi 1170 hrywien – poinformowało ukraińskie Ministerstwo Infrastruktury. Ministerstwo Infrastruktury Ukrainy poinformowało Ministerstwo Transportu Rosji o możliwości zamówienia eskorty drogowo-patrolowej służby MSW Ukrainy dla rosyjskich ciężarówek na terytorium kraju– podano w komunikacie rosyjskiego Stowarzyszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych. Rosyjskie ministerstwo w niedzielę powiadomiło, że ruch ciężarówek miedzy Rosją a Ukrainą odbywa się bez przeszkód, z wyjątkiem dwóch incydentów, do których doszło wcześniej i zostały one rozwiązane.  „Ministerstwo Infrastruktury Ukrainy poinformowało Ministerstwo Transportu Rosji o celowości zamawiania eskorty drogowo-patrolowych służb MSW Ukrainy dla środków transportu rosyjskich przewoźników na terytorium Ukrainy” – czytamy w komunikacie. Ponadto poinformowano, że koszt eskorty jednego tira na terytorium tego państwa od punktu wjazdu do punktu wyjazdu, niezależnie od ilości obwodów, przez które przebiega trasa, wynosi 1170 hrywien.

 

* W miniony wtorek nocną porą doszło do podpalenia zamku w Żółkwi, zabytkowej konstrukcji z przełomu XVI i XVII w., zbudowanej przez hetmana wielkiego koronnego, Stanisława Żółkiewskiego. Najprawdopodobniej napastnicy posłużyli się koktajlem mołotowa. Zaistniały pożar szybko ugaszono. Według wypowiedzi samych Ukraińców, jak na przykład Mychajło Kubana z Państwowego Historyczno-Architektonicznego Rezerwatu w Żółkwi, mógł to być odwet za emisję w Polsce francuskiego filmu „Ukraina - maski rewolucji”. Przedstawia on minione wydarzenia na Majdanie w świetle zdecydowanie innym niż czynią to mainstreamowe media. Co znamienne, miejscowy przedstawiciel nazwał film "rosyjskim" (sic!).

 

* Rośnie napięcie między Grecją i Austrią w związku z problemem migracji. Ateny nie zgodziły się na wizytę austriackiej minister spraw wewnętrznych w przyszłym tygodniu. Wczoraj z Wiednia został odwołany grecki ambasador. Jak podają greckie źródła, rząd Aleksisa Tsiprasa oświadczył, że aby doszło do wizyty austriackiej minister, muszą zostać odwołane wszystkie decyzje w sprawie kryzysu migracyjnego, podjęte w Wiedniu na spotkaniu krajów bałkańskich. Narada, na którą nie zaproszono Grecji, została odebrana przez rząd tego kraju jako wrogi gest. Austria oskarża Grecję o to, że nie kontroluje swoich granic i sugeruje wykluczenie jej ze strefy Schengen. Zapowiedziała też wysłanie swoich sił policyjnych na północną granicę Grecji w celu wzmocnienia Macedonii i zatrzymania tam migrantów. Z kolei Grecja twierdzi, że Austria działa samowolnie, wbrew ustaleniom unijnym i rozpowszechnia nieprawdziwe informacje o greckich staraniach dotyczących kontroli granic. Postawa Austrii jest krytykowana przez Niemcy i unijnych liderów, którzy uzgodnili, że granice pozostaną otwarte i że trzeba poczekać na rezultaty działań NATO na Morzu Egejskim oraz na wdrożenie ustaleń między Turcją a Unią Europejską.

 

* Na granicy Grecji z Macedonią w punkcie granicznym Idomeni duża grupa uchodźców próbowała dostać się na terytorium Macedonii przez metalowe ogrodzenie. Po tym, jak młodzi mężczyźni podczas drugiej próby przełamali umocnioną bramę najpierw zrywając z niej drut kolczasty, ich drogę zablokowały szeregi uzbrojonych policjantów z tarczami i w hełmach, donosi Deutsche Welle. Uchodźcy zaczęli rzucać w nich kamieniami. W odpowiedzi policja użyła gazu łzawiącego, po czym tłum rozproszył się, rodziny z dziećmi opuściły niebezpieczną strefę. W tej chwili na granicy grecko-macedońskiej zgromadziło się do 7000 imigrantów, którzy chcą kontynuować podróż na północ Europy, głównie do Niemiec. Według greckich mediów liczba uchodźców w kraju, którzy nie mogą dalej podążać wzdłuż „szlaku bałkańskiego”, w ciągu najbliższych dni wyniesie od 70 do 100 tysięcy.

 

* Zachodnia gospodarka przeżywa kolejny kryzys, ale chińskim przedsiębiorcom te ciężkie czasy są na rękę. Z porażającą szybkością skupują oni zagraniczne firmy, w tym również amerykańskie – informuje agencja RT. Tylko w 2016 roku podano do informacji ponad 100 transakcji na sumę przewyższającą 80 miliardów dolarów. Jeśli porówna się je z tym samym okresem 2015 roku, to zakupy te wyrosły ponad 8 razy. Zdaniem ekspertów, ten proces zakończy się nieprędko. Inwestycyjnej aktywności Chin sprzyja powolny rozwój gospodarczy państwa i niskie ceny za granicą. Profesor gospodarki Uniwersytetu w Massachusetts w Amherst (USA) David Kotz uważa, że zakupy za granicą pomogą wdrożyć czołowe technologie w chińskich przedsiębiorstwach. „Z punktu widzenia strategii rozwoju Chin jest to w pełni logiczne. Chiny osiągnęły spore sukcesy w roli eksportera, szczególnie na amerykańskich rynkach. Jest taki dowcip, że jeśli USA wprowadziłyby zakaz importu odzieży z Chin, to Amerykanie zostaliby bez ubrań. Jeszcze jeden czynnik to transfer technologii. Chiny doskonalą się w tym kierunku. Realizują przejście od produkcji wymagającej niewykwalifikowanej pracy do wysokotechnologicznych sektorów z rozwiniętymi technologiami” – wyjaśnił ekspert.  „Myślę, że takie firmy, jak np. oddział General Electric, Chiny kupują w celu transferu nowoczesnych i innowacyjnych technologii. Chińscy producenci będą uczyć się technologii, które później odegrają ważną rolę w rozwoju gospodarki państwa” – opowiedział Kotz w wywiadzie dla RT. 

 

* Jeśli Rosji uda się zrealizować plan, dla Stanów Zjednoczonych i Europy będzie to oznaczać klęskę polityczną, bo sankcje de facto nie będą odgrywać żadnej roli. Jak pisze Die Welt, Rosja znalazła sposób na obejście zachodnich sankcji i przyciągnięcie dużego kapitału z Europy i Stanów Zjednoczonych. Istota moskiewskiego planu polega na emisji obligacji w wysokości trzech miliardów dolarów, których termin spłaty minie za dziesięć lat. W tym celu Kreml, według „Die Welt”, zamierza skorzystać z usług nie tylko chińskich banków, ale i europejskich oraz amerykańskich, m.in. Bank of America, Goldman Sachs, Morgan Stanley. Sankcje nie zakazują bankom organizować aukcji obligacji, dlatego rosyjski rząd ma prawo do pozyskania ich pieniędzy w taki sposób. „Die Welt” przypomina, że sama Rosja nie trafiła na czarną listę, a jedynie poszczególne firmy. W taki sposób Władimir Putin może ściągnąć do kraju dolary, a następnie przekazać je firmom, na które nałożono ograniczenia. Niemiecki dziennik uważa, że jest to bardzo ryzykowny krok, który można zaliczyć do posunięć rodzaju „wszystko albo nic”. Ale jeśli plan Putina uda się zrealizować, dla Europy i Stanów Zjednoczonych będzie to oznaczało klęskę polityczną. Jeśli zachodnie banki pomogą Rosji, będzie to fatalny sygnał. Jeśli Rosji rzeczywiście uda się tą okrężną drogą pozyskać pieniądze, oznacza to, że sankcje de facto nie odgrywają żadnej roli. W tej sytuacji Zachód nie będzie posiadać żadnych dźwigni nacisków – ocenia niemiecki dziennik. Najwidoczniej Moskwa chce pokazać Zachodowi, że wpływy Ameryki nie są tak duże – powiedział Tim Ash, specjalista ds. rynków rozwijających się firmy Nomura w Londynie. Stany Zjednoczone bardzo poważnie odniosły się do rosyjskiej inicjatywy. Amerykański rząd apeluje do dużych banków, by nie kredytowały Rosji. Jednak wiele z nich pozytywnie zareagowało na propozycję Moskwy.

 

* Kanclerz Niemiec przyznała, że sankcje wobec Rosji wyrządzają w pewnym stopniu poważne szkody niemieckiej gospodarce. Kanclerz Niemiec Angela Merkel poprosiła niemieckich biznesmenów o cierpliwość w sprawie antyrosyjskich sankcji pomimo tego, że wyrządzają one poważne szkody ich działalności – pisze „Deutsche Welle”. Merkel wypowiedziała się na ten temat podczas dorocznego spotkania Rady Gospodarczej CDU w Stralsundzie, które odbyło się na dniach. Merkel przyznała, że sankcje w pewnym stopniu wyrządzają poważne szkody biznesowi, ale mogą być zniesione dopiero po całkowitym wdrożeniu umowy mińskiej – podaje „Deutsche Welle”. UE i USA nałożyły sankcje na Moskwę w 2014 roku z powodu sytuacji na Ukrainie i przyłączenie Krymu do Rosji. W grudniu 2015 roku zostały one przedłużone. Kreml odpowiedział embargiem na żywność z krajów UE, z USA, Kanady, Australii i Norwegii. W ubiegłym tygodniu premier Węgier Viktor Orban, który przyjechał do Moskwy z wizytą, oświadczył, że czas automatycznego przedłużania antyrosyjskich sankcji minął i coraz więcej krajów opowiada się ze współpracą z Rosją.

 

* Nowy szef brytyjskej kompanii naftowej JKX Oil & Gas Plc Tom Reed zamierza wnieść do sądu pozew o 270 milionów dolarów przeciwko rządowi Ukrainy za to, że suma podatków, jakimi została obciążona kompania za produkcję była zawyżona, informuje brytyjska gazeta „Financial Times”. Brytyjska kompania naftowa JKX Oil & Gas Plc działa w Rosji, na Ukrainie, na Węgrzech, w Bułgarii i na Słowacji. Na Ukrainie do JKX należy „Połtawska Kompania Naftowa”, a także cztery licencje na eksploatację złóż Ignatowskoje, Mołczanowskoje, Nowo-Nikołajowskoje i Rudenkowskoje w obwodzie połtawskim.  „Pragniemy jak najszybciej zakończyć konflikt z rządem Ukrainy” – powiedział Reed. Reed zauważył, że najważniejszym jego zadaniem jest jak najszybsze zakończenie tej sprawy, nawet, jeśli trzeba będzie pójść na pewne ustępstwa, ponieważ obecna sytuacja odciąga kierownictwo firmy od głównego celu, jakim jest wydobycie ropy naftowej i gazu. Zgodnie z informacjami ze źródła bliskiego kierownictwu firmy, kompania wydaje około dwóch milionów dolarów rocznie na procesy sądowe w Hadze, dlatego Rada Dyrektorów podtrzymuje decyzję o pójściu na ustępstwa, jednocześnie nie precyzuje się, o jaki procent zostanie obniżona suma pozwu. Inny problem polega na tym, że nawet w przypadku, jeśli kompania wygra proces sądowy, to będzie jej trudno otrzymać na czas zwrot pieniędzy od ukraińskiego rządu, który w związku z kryzysową sytuacją w państwie nie ma środków finansowych. Inne źródło gazety zauważa, że w takim wypadku płatność może zostać zamieniona na rabaty podatkowe ze strony rządu.

 

*Szersze propagowanie karmienia piersią zarówno w krajach bogatych, jak i ubogich pozwoliłoby światowej gospodarce zaoszczędzić rocznie 300 miliardów dolarów - twierdzą autorzy artykułu opublikowanego na łamach "The Lancet", najsłynniejszego pisma medycznego na świecie. Międzynarodowa grupa naukowców w oparciu o 28 systematycznych przeglądów i metaanaliz obejmujących w sumie 1300 prac oszacowała na ponad 300 miliardów dolarów roczne straty wynikające z rezygnacji z karmienia piersią, związane m.in. z gorszymi zdolnościami poznawczymi dzieci karmionych sztucznie. Suma ta jest porównywalna do obrotów całego rynku farmaceutycznego. Zwiększając odsetek dzieci karmionych piersią można by zapobiec około 820 000 zgonów dzieci rocznie (mniej więcej 13 proc. wszystkich zgonów dzieci poniżej 5. roku życia). Liczba przypadków biegunki spadłaby o połowę, a infekcji dróg oddechowych - o jedną trzecią. Każdy pierwszy i drugi rok karmienia piersią w ciągu całego życia zmniejsza u karmiącej ryzyko wystąpienia inwazyjnego raka piersi o 6 proc. Maleje także ryzyko raka jajnika. Karmienie piersią już teraz zapobiega około 20 000 zgonów z powodu raka piersi rocznie. Gdyby udało się je bardziej rozpropagować, można by zapobiec dalszym 20 000 zgonów. Dzieci karmione piersią mają IQ wyższe średnio o 3 punkty, co przekłada się na lepsze wyniki w nauce, wyższe zarobki i większą produktywność. Jak zwracają uwagę autorzy, karmienie piersią to jedno z niewielu korzystnych dla zdrowia zachowań, które częściej spotyka się w krajach ubogich niż bogatych, a w krajach ubogich - częściej wśród najuboższych matek. Gdyby nie karmienie piersią, różnica w umieralności niemowląt pomiędzy krajami bogatymi a biednymi byłaby jeszcze większa. Mimo powszechnie znanych zalet karmienia piersią wciąż istnieją przeszkody w jego praktykowaniu. Na przykład urlopy macierzyńskie krótsze niż 6 tygodni zwiększają odsetek niekarmiących lub szybko przerywających karmienie matek o 400 proc. Częsty jest brak wsparcia ze strony społeczności, a także kulturowe uwarunkowania, które nie sprzyjają karmieniu piersią. Agresywne reklamy propagują kupowanie zastępczego pokarmu, którego sprzedaż przynosi producentom miliardy dolarów. Obecnie tylko 35,7 proc. dzieci jest - zgodnie z międzynarodowymi zaleceniami - karmionych wyłącznie piersią do 6. miesiąca życia. World Health Assembly chce zwiększyć ten odsetek do co najmniej 50 proc. przed rokiem 2025. 

 

* Wiceprezydent Iranu, pani Szahindocht Molaverdi ujawniła agencji Mehrs, że w prowincji Sistan-Baludżistan na wschodnim pograniczu władze irańskie skazały na śmierć i powiesiły wszystkich mężczyzn jednej z wiosek za udział w zorganizowanym przemycie narkotyków z Afganistanu. Iran jest znany z tego, że ma szczególnie surowe prawo karne za przemyt i handel narkotykami oraz przestępstwa przeciw interesowi społecznemu, ale wbrew rozpowszechnionym na Zachodzie plotkom nie karze śmiercią za przestępstwa seksualne. Nawet morderstwo dość często uchodzi winnemu płazem, ponieważ wg prawa islamu, rodzina zabitemu ma prawo wybaczyć zabójcy. Niemniej w roku 2014 skazano tam i powieszono 753 osoby, co daje największą średnią na świecie. Stracenie całej męskiej populacji wsi jest wyrokiem bez precedensu. Sądy w Iranie wydają się dużo  surowsze w stosunku do nie-Persów, i to jest właśnie taki przypadek.

 

* Policja rosyjska prowadzi śledztwo w sprawie makabrycznej zbrodni do której doszło wczoraj w Moskwie. Psychicznie chora opiekunka do dziecka obcięła głowę 4-letniej dziewczynce, do opieki nad którą została wynajęta, po czym podpaliła mieszkanie gdzie zostawiła tułów, a sama, z głową dziecka w chustce próbowała zastraszyć pasażerów metra na stacji Oktiabrskoje Polje, gdzie ją ujęto. Groziła że się wysadzi w powietrze. Jest to obywatelka Uzbekistanu Gulczehra Bobokułowa, ur. 1977, która tłumaczy się tym, że …zdradził ją mąż. Matka zabitej dziewczynki doznała silnego szoku i nie odzyskała jeszcze przytomności. 

 

* W liście otwartym Gildii Reżyserów Polskich do władz TVP jego sygnatariusze zarzucają nowym władzom telewizji, że wyświetlenie filmu "Ida" wraz z komentarzem mówiącym o tym, że to Niemcy, a nie Polacy mordowali Żydów w czasie II wojny światowej było "ideologiczną interpretacją". W liście przeczytać można - "Uważamy, że TVP dopuściła się swoim materiałem rażącej manipulacji. Nie tylko ideologicznie odczytując wyłącznie jedną z wielu warstw filmu, ukazując tym samym jego treść w kłamliwy sposób, ale także emitując przed nim plansze, o które apelowała przeszło rok temu Reduta Dobrego Imienia, a na których umieszczenie nie zgodzili się w dystrybucji kinowej producenci filmu czuwający nad niepodważalnym prawem reżysera do decyzji o ostatecznym kształcie jego dzieła. (...) „Ida” została przedstawiona w TVP2 w sposób stronniczy i krzywdzący. Budzi to nasz niesmak, sprzeciw, a także podejrzenie, że narzucanie interpretacji dzieła filmowego przed jego emisją w Telewizji Polskiej stanie się stałą praktyką. To wyraźna droga do cenzury sztuki i zła zmiana, cofająca Telewizję Polską do metod działania znanych z PRL, a zatem czasów, które uznawaliśmy dotąd za bezpowrotnie minione." Jednym z oburzonych filmowców jest reżyser Jan Kidawa-Błoński (prywatnie mąż byłej platformerskiej marszałek Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej) który uważa, że komunikat poprzedzający film jest ingerencją w prawa twórcy do całości dzieła. Dodaje także - "W naszym odczuciu, kolegów i koleżanek z Gildii Reżyserów, to, co się stało, było szokujące". Komentarz, który został wyświetlony przez emisją filmu, brzmiał następująco - "Polska była pod okupacją niemiecką w latach 1939-1945. Niemieccy okupanci prowadzili politykę eksterminacji Żydów. Wielu Polaków ukrywało Żydów, pomimo że w okupowanej przez Niemców Polsce za ukrywanie Żydów Niemcy karali śmiercią nie tylko tego, który ukrywał, ale też całą jego rodzinę. Karani tak byli także ci, którzy wiedzieli, że ktoś ukrywa Żydów, a nie donieśli Niemcom. W ten sposób zginęły tysiące Polaków oddających życie za sąsiadów i współobywateli Rzeczypospolitej - prześladowanych Żydów. Legalne władze Polskiego Państwa Podziemnego, uznawane przez Aliantów, z całą surowością karały śmiercią przypadki prześladowania Żydów przez tych z Polaków, których zdemoralizowała okrutna i bezwzględna okupacja niemiecka. Instytut Yad Vashem najwięcej tytułów Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata przyznał Polakom."

 

KOMENTARZE

  • Gdzie znajduje sie dowodztwo Panstwa Islamskiego i kto to jest?
    Poszczegolne oddzialy jak wiemy maja rozne nazwy, rozne flagi, rozne ciuchy i wmawia sie nam, ze sa to niezalezne, nie powiazane ze soba grupy. Akurat! Sa swietnie zgrane, maja dostawy doskonale zorganizowane, najnowsza bron, jest to regularna armia pod jednym dowodztwem, jedynie bez lotnictwa.
  • @staszek kieliszek 18:12:09
    Podobno siedzą w takim dużym pięciokątnym gmachu,gdzieś z dala od tej całej wojny...
  • @Olka P. 20:42:05
    ... i jak im się ktoś po tym gmachu pęta to go gonią...

    Pozdro. BJ

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031