Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Donbas rok po Mińsku

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Fiasko porozumień mińskich i klincz w Donbasie bardziej odpowiada w planom Rosji niż Zachodu. Przegraną jest Ukraina.

 

Od roku Donbas przypomina niedogaszone pogorzelisko. Ciężkie walki wprawdzie ustały, ale ciężkiego uzbrojenia ze strefy buforowej nie wycofano i wojna tli się tam przez cały czas, majątek niszczeje, a ludzie giną. Rok po zawarciu porozumienienia  mińskiego (12 lutego 2015) jest ono praktycznie martwe, gdyż żaden z jego punktów nie został zrealizowany. Główne punkty porozumienia są odmiennie interpretowane przez obie strony konfliktu. Donbas chce, aby najpierw weszła w życie decentralizacja Ukrainy i  specjalny status samodzielnych Republik Ludowych - Donieckiej i Ługańskiej, a Ukraina uważa, że najpierw musi nastąpić przywrócenie kontroli Kijowa nad całością granicy ukraińsko-rosyjskiej. Jest to więc pat,  gdzie różnica zdań wydaje się niemożliwa do przezwyciężenia. Ponieważ intensyfikacja działań wojennych jest mało prawdopodobna, konflikt ma szanse trwać w obecnym stanie jeszcze bardzo długo ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami dla Donbasu i Ukrainy. 

W wymiarze wojskowym porozumienie to przewidywało natychmiastowe i pełne wstrzymanie ognia od 15 lutego 2015 roku (pkt 1), wycofanie całego ciężkiego uzbrojenia na co najmniej 25 km od linii rozgraniczenia, co miało się rozpocząć nie później niż drugiego dnia po przerwaniu ognia i zakończyć w ciągu 14 dni (pkt 2), a ponadto także nadzór nad wykonaniem przez OBWE (pkt 3). Był też zapis o wymianie jeńców (pkt 6) oraz o wycofaniu zagranicznych formacji zbrojnych i najemników wraz z uzbrojeniem i sprzętem wojskowym (pkt 10).

Tę podstawową i najważniejszą część porozumienia należy uznać za martwą od samego początku. Już po podpisaniu porozumienia powstańcy dokończyli swą ofensywę i wyparli do końca kijowską armię inwazyjną z tzw. worka debalcewskiego. Od tego czasu obie strony oskarżają się o dalsze prowokowanie walk. Codziennie w różnych punktach linii rozgraniczenia zachodzi łącznie od kilkunastu do ponad stu przypadków ostrzału artyleryjskiego z dział i moździerzy, a sporadycznie także z wyrzutni rakiet. Najczęściej armia kijowska twierdzi, że strzela, bo jest prowokowana. Dochodziło też do intensyfikacji walk na dużą skalę. 

Obie strony początkowo wstrzymywały się z rozpoczęciem wycofywania ciężkiego sprzętu i ostatecznie rozpoczęły je z tygodniowym opóźnieniem, często tylko pozorując. Zakończenie procesu wycofywania ciężkiego uzbrojenia nigdy nie nastąpiło. Specjalna Misja Monitorująca OBWE w każdym raporcie potwierdza jego obecność, a obie strony utrudniają działania inspekcyjne, pod różnymi pozorami nie dopuszczając do szczególnie ważnych dla siebie rejonów. Owszem, pojawiały się poparte materiałem filmowym komunikaty o zakończeniu kolejnych faz wycofania czołgów i lekkiej artylerii, ale często już następnego dnia powracały one na dawne pozycje. W rzeczywistości ciężkie uzbrojenie cały czas znajduje się w strefie buforowej w ilości zależnej od  potrzeb operacyjnych.

Także dalsze punkty porozumienia nie są wykonywane prawidłowo. Mandat Specjalnej Misji Monitorującej jest fikcją z uwagi na nastawienie obu stron konfliktu.   Punkt 6 dotyczył wymiany wszystkich jeńców, ale choć obie strony uwolniły większość  zatrzymanych jeszcze przed wejściem w życie porozumienia to obecnie obie  twierdzą, że pozostali w niewoli nie są uczestnikami działań zbrojnych, tylko zwykłymi  przestępcami. Punkt 10, nakazujący wycofanie obcych oddziałów, uzbrojenia i sprzętu wojskowego oraz najemników lub ochotników z innych państw był niemożliwy do weryfikacji od samego początku.

Skoro zapisów wojskowych nie wykonano, to gadanie o pozostałych staje się bezprzedmiotowe. Kijów konsekwentnie ignoruje te postanowienia rozejmu, które mogłyby umacniać obie Republiki Ludowe – Doniecką i Ługańską dążąc do pogłębienia ich gospodarczej zapaści i polityczno-społecznej izolacji. Jest zresztą jasne, że Kijów od początku zamierzał porozumienie mińskie bojkotować i torpedować w przekonaniu, że zgodził się na jego warunki pod presją Berlina i Paryża. Już jednak 17 marca 2015 roku Wierchowna Rada przyjęła ustawę określającą granice powiatów, zgodnie z którą wybory władz samorządowych w Donbasie (przewidziane w porozumieniu mińskim) nie mogą się odbyć przed przywróceniem tam suwerennej władzy Kijowa, rozbrojeniem zbuntowanych formacji zbrojnych i wycofaniem rosyjskich wojskowych, jakoby nasłanych tam przez Moskwę. Kijów trzyma się twardo stanowiska, że z separatystami nie będzie uzgadniał żadnych regulacji prawnych dla regionu. 

Mińsk 2 zobowiązuje także władze ukraińskie do nowelizacji konstytucji, która wprowadzi reformę decentralizacyjną z równoczesnym nadaniem regionowi autonomii w ramach Ukrainy i faktycznym potwierdzeniem odrębności separatystycznych republik. Projekt odpowiedniej ustawy przygotowano, jednak już sama możliwość nadania w nim szczególnego statusu określonym powiatom wywołała gwałtowny sprzeciw szczególnie ze strony banderowców i nowelizację zablokowano. Projekt ten nie może dziś liczyć na większość konstytucyjną.

Jeśli chodzi o stronę rosyjską to strategiczny cel jej polityki wobec Ukrainy pozostaje niezmienny: zablokować integrację Ukrainy z Zachodem i włączyć ją do swoich  inicjatyw integracyjnych, najlepiej do Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. Rosja nadal traktuje trzy wschodniosłowiańskie narody i państwa (Rosja, Ukraina, Białoruś) jako jedno i na tej podstawie buduje swe plany odrodzeniowe. Co do taktyki jednak, to jest ona z konieczności elastyczna. W postawie Moskwy widać dążenie do kontrolowanej deeskalacji konfliktu zbrojnego, a także odchodzenie od projektu „Noworosji”, czyli  utworzenia na wschodzie Ukrainy zupełnie odrębnych państw. Formalnie Rosja deklaruje poparcie dla integralności terytorialnej Ukrainy. Nie jest jasne, czy ta zmiana stanowiska - bo jest to zmiana - wynika z tego, że projekt „Noworosja” wymknął się spod kontroli i w pewnej chwili poszedł za daleko w stronę ideologii komunistycznej, co się na Kremlu nie podoba, czy też po prostu generuje on zbyt wysokie  koszty, których w sytuacji kryzysu gospodarczego, spadku cen ropy i zaangażowania się w Syrii Moskwa nie byłaby w stanie ponosić. Przez cały czas Moskwa naciska jednak na realizację przez Kijów politycznej części porozumień mińskich, a zwłaszcza na wprowadzenie reformy decentralizacyjnej.

Według założenia porozumienie mińskie miało obowiązywać do końca 2015 roku, ale zostało nieformalnie przedłużone do końca lutego 2016. Termin ten właśnie mija i należy oczekiwać, że będzie dalej milcząco przedłużony o kolejne „ruskie miesiące”. Sytuacja jest patowa: w dającej się przewidzieć przyszłości Kijów nie jest w stanie przywrócić na tych terenach swej władzy ani zbrojnie ani politycznie, Rosja zaś nie ma możliwości włączenia zbuntowanych republik w system państwowości ukraińskiej, co zapewne dałoby jej większy wpływ na politykę Ukrainy jako całości i przerzuciło dalsze finansowanie tych terenów na Kijów. Moskwie nie udaje się też powstrzymać procesu dalszej formalnej integracji reszty Ukrainy z Zachodem chociaż wydaje się, że nikt nie traktuje tam tego poważnie i każdy wie, że jest to tylko polityczne granie Rosji na nerwach.

Konsekwencją obecnej sytuacji jest postępujący upadek - gospodarczy, społeczny, ekologicznya - terytoriów, objętych konfliktem. W Donbasie nie powstały sprawne organizmy państwowe, powstańcze milicje są słabo zorganizowane, a terytorium, silnie przecież zurbanizowane, nadal wyludnia się i zamienia w „czarną dziurę” i prawdziwe Dzikie Pola. Zakładając, że jego odbudowa stanie się kiedyś możliwa, będzie to dla Kijowa ciężarem nie do udźwignięcia. Jednakże politycznie Ukraina nie może się zrzec tych terytoriów, gdyż byłaby to klęska klasy politycznej w Kijowie i mogło wywołać prawdziwą wojnę z banderowcami. 

Mimo wszystko stan obecny, który nie zapowiada rychłego rozwiązania i ma szanse trwać bez zmian jeszcze bardzo długo, bardziej odpowiada strategii Rosji niż Zachodu.  Z jednej strony ogranicza on pole politycznego manewru Kijowa, powiększa straty państwa ukraińskiego, kompromituje jego armię i pogłębia kryminalno-oligarchiczny charakter tamtejszych klik rzadzących. Stanowi dla nich również wygodne alibi dla zaniechania reform, co powinno skutecznie odstraszać Zachód od większego wiązania się z Ukrainą.  Z drugiej strony stan taki dodatkowo pauperyzuje społeczeństwo ukraińskie, pogłębia jego rozgoryczenie i niezadowolenie, dowodzi fiaska Majdanu i „projektu ukraińskiego” w ogóle, osłabia państwo wewnętrznie i potęguje spór polityczny. W końcowym efekcie Rosja może oczekiwać, że wymęczona i zrujnowana Ukraina powróci do Moskwy jako skruszona córka marnotrawna i w perspektywie kilku żyjących pokoleń będzie stanowiła dla innych odstraszający przykład nieudanego flirtu z Zachodem.   (BJ)

 

KOMENTARZE

  • Na Zachodzie , w tym w Niemczech oraz w USA są ludzie, którym zachodnia propaganda nie odebrała rozumu i uczuć. We filmie niemie
    We filmie niemieccy antyfaszyści z wizytą w Donbasie. Wywiad z nimi prowadzi amerykański obywatel znany na Donbasie jako Texsas .

    https://www.youtube.com/watch?v=9Z-OnK-Cs-M
  • Niestety
    Nie trzeba przywoływać pana Korejby, żeby powiedzieć jasno, co się dzieje z tym mińskiem porozumieniem.
    Ponura perspektywa dla mieszkańców Donbasu. Jest jak jest i tak będzie dalej, dopóki będzie trwała wojna hybrydowa z Rosją w obronie przywileju dolara do łupienia całego świata podatkiem inflacyjnym.
    Pytanie, jak długo?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930