Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4000 postów 1863 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Poniedziałek, 18.01.2016

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (907) Zapraszam na serwis aktualnych informacji i komentarzy medialnych ze świata

 

*  Banki centralne na całym świecie aktywnie sprzedają amerykańskie papiery wartościowe. Według najnowszych danych amerykańskiego Systemu Rezerwy Federalnej USA, w pierwszym tygodniu roku banki centralne sprzedały amerykańskie papiery wartościowe na kwotę 12 mld dolarów. W tygodniu, który zakończył się 13 stycznia, pozbyły się obligacji na kwotę jeszcze 34,5 mld dolarów. Jest to najgorszy start roku w historii — podaje portal Vesti.Finance.  W rezultacie udział obligacji w bilansie zagranicznych banków centralnych spadł do 2962 bilionów dolarów, taki poziom ostatnio odnotowano w kwietniu 2015 roku. Był to największy tygodniowy spadek, odkąd Chiny rozpoczęły likwidację zapasów papierów wartościowych w połowie 2014 roku. Duże wahania i kryzys wielu rozwijających się gospodarek doprowadziły do tego, że banki centralne sprzedają aktywa dolarowe, aby móc ustabilizować sytuację na wewnętrznym rynku waluty lub papierów wartościowych — podaje periodyk. Wszystko wskazuje na to, że Chiny kontynuują wyzbywanie się amerykańskich papierów wartościowych. Wielu ekonomistów mówi, że taki wskaźnik sprzedaży można wytłumaczyć aktywną sprzedażą przez Bank Narodowy Chin, za którego przykładem poszły inne banki centralne. 


 * Unia Europejska jest tak bezradna, że nie może podjąć decyzji nawet o własnym rozpadzie, dlatego jej istnienie lub demontaż nikogo nie zmartwi – twierdzi George Friedman w rozmowie z portalem informacyjnym Euractiv. Stany Zjednoczone już spisały Unię Europejską na straty. Zresztą, to samo zrobiły kraje członkowskie wspólnoty. Już dziś nikt nie przywiązuje szczególnej wagi do rekomendacji unijnych, a za chwilę zostanie ona przez wszystkich zapomniana – powiedział założyciel Stratfor George Friedman w rozmowie z portalem informacyjnym Euroactiv. Zdaniem analityka, misja Unii Europejskiej nie powiodła się i raczej nikt nie będzie szukał dla niej alternatywy. Niepowodzenia integracji europejskiej wyraźnie odzwierciedlają kryzys, ponieważ kraje nie są w stanie porozumieć się nawet między sobą i znaleźć wspólnej strategii w celu rozwiązania swych problemów. Dochodzi do tego przede wszystkim dlatego, że wspólnota nie ma już żadnego autorytetu i wagi politycznej wśród krajów członkowskich. Przyszłość Unii Europejskiej rodzi wiele pytań. Już teraz nie może ona podejmować jakichkolwiek znaczących decyzji. Tym bardziej nie będzie w stanie podjąć decyzji o własnym rozpadzie – uważa George Friedman. Prawdopodobnie z UE stanie się to, co dzieje się już dziś: kraje europejskie już niedługo przestaną zwracać na nią uwagę. Instytucje w Europie przypominają muzeum: nadal są dostępne dla zwiedzających i nadal funkcjonują, ale nie odgrywają istotnej roli – podkreśla Friedman. Jego zdaniem UE raczej nie przestanie istnieć, ale wypadnie z procesu politycznego.  


 * Pomimo zniesienia sankcji nałożonych na Iran, kraje zachodnie nadal będą wywierały presję na Teheran w związku z rozwojem programów rakietowych i zaangażowania się w konflikty regionalne. W sobotę Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej przedstawiła raport, z którego wynika, że Iran wywiązał się ze wszystkich zobowiązań, które wynikały z porozumienia atomowego. W wyniku UE i USA zniosły finansowe i gospodarcze sankcje nałożone na Teheran. Aleksiej Fenenko z Rosyjskiej Akademii Nauk przypomniał, że dla Stanów Zjednoczonych podpisanie porozumienia w sprawie uregulowania irańskiego programu atomowego było ustępstwem, bo Waszyngton musiał przyznać, że Iran ma prawo wzbogacać uran. Jeszcze dziesięć lat temu było to  dla amerykańskiej administracji nie do pomyślenia.  Teraz szukają nowego powodu, by przyczepić się do Iranu. Uważam, że znajdą go niezależnie od tego, czy będzie to program rakietowy, ropa lub Arabia Saudyjska – powiedział politolog. Jego zdaniem chodzi o to, by Iran znajdował się stale w stanie zawieszenia. Rosyjski ekspert zwrócił uwagę, że zniesiono nie wszystkie sankcje nałożone na Iran.  W Stanach Zjednoczonych są dwa rodzaje sankcji: nałożone z polecenia prezydenta i nałożone przez Kongres. Było ich kilka, poczynając od 1979 roku. Zakrojone na największą skalę ograniczenia zostały przyjęte w 1992 roku. Prezydent może znieść jedynie własne sankcje oraz ma prawo zawiesić obowiązywanie sankcji Kongresu, ale całkowicie może je znieść tylko sam Kongres. Jak rozumiem, obecny republikański Kongres raczej się na to nie zdecyduje, dlatego podjęcie decyzji zostanie odłożone do wyborów prezydenckich – wyjaśnił  Fenenko. Jednocześnie politolog sugeruje, że ewentualne zwycięstwo republikanina w wyborach prawdopodobnie doprowadzi do zmian w polityce Waszyngtonu w stosunku do Iranu.  Natomiast orientalista Władimir Sotnikow uważa, że Zachód zastrzegł sobie prawo  do trzymania Iranu w niepewności także po zniesieniu sankcji. Jeśli coś pójdzie nie po myśli krajów zachodnich, to będą one znowu grozić i wprowadzać nowe sankcje. Powodem mogą być testy rakiet, oskarżenia o łamanie praw człowieka lub wspieranie terroryzmu itp. Zabawa w kotka i myszkę – zaznaczył Sotnikow.  Jednocześnie rosyjski orientalista jest ostrożnym optymistą w kwestii nowej wojny sankcyjnej między Zachodem a Iranem, podkreślając, że Teheran obecnie „robi wszystko, by uniknąć nowych ograniczeń”. Ponadto Sotnikow wskazuje również na to, że rosnąca rola Iranu na arenie międzynarodowej zmusza do liczenia się z jego zdaniem.  Iran obecnie jest nie tylko regionalnym mocarstwem, ale i globalnym graczem na rynku naftowym a także w kwestiach dotyczących rozwiązania konfliktów i sytuacji kryzysowych m.in. w Syrii i Jemenie. Wydaje mi się, że Zachód teraz dwa razy pomyśli zanim wprowadzi nowe sankcje wobec Teheranu – powiedział  Sotnikow.   * Po zniesieniu sankcji Iran nie będzie odbudowywać więzi gospodarczych z USA  od początku do końca, bo do wprowadzenia ograniczeń państwa nie podtrzymywały stosunków – oświadczył irański prezydent Hasan Rouhani na konferencji prasowej w niedzielę. W sobotę MAEA przedstawiła raport, z którego wynika, że Iran wywiązał się ze wszystkich zobowiązań, wynikających z porozumienia atomowego. W wyniku UE i USA zniosły finansowe i gospodarcze sankcje nałożone na Teheran. Nie utrzymywaliśmy stosunków gospodarczych ze Stanami Zjednoczonymi i nie będziemy, jeśli tylko nie pojawią się niezbędne warunki odnośnie samolotów lub eksportu niektórych towarów, w tym pistacji i dywanów. W tym przypadku, jeśli USA zechcą inwestować w gospodarkę i technologie Iranu, natrafią na określone przeszkody, ale jesteśmy gotowi zapewnić specjalne ulgi tym amerykańskim firmom, które będą prowadzić działalność nie na amerykańskim terytorium – powiedział prezydent Iranu.  


 * Iran będzie w dalszym ciągu powiększał potencjał rakietowy kraju wbrew nowym sankcjom ze strony USA - oznajmił rzecznik MSZ Iranu Hossein Dżaberi Ansari, którego cytuje telewizja Press TV. Wcześniej Departament Skarbu USA wpisał na listę sankcji sześciu obywateli Iranu i obywatela Chin oraz dwie spółki z ZEA i jedną z Chin za związek z programem rakietowym Iranu. Sankcje przewidują zakaz realizacji wszelkich operacji finansowych z tymi osobami i spółkami, ich mienie i aktywa w USA oraz w amerykańskich bankach podlegają zamrożeniu. Na czarnej liście znalazła się między innymi zarejestrowana w Hongkongu spółka Anhui Land group Сo., Limited oraz firmy z ZEA Candid general trading LLC i Mabrooka trading co L.L.C. USA oznajmiły wcześniej, że pracują nad prawdopodobnymi sankcjami wobec Iranu w związku z przeprowadzonymi w październiku testami rakiety balistycznej dalekiego zasięgu. Z punktu widzenia USA te sankcje nie są związane z innymi sankcjami, które zostały wprowadzone wobec Iranu z powodu programu rakietowego i mają zostać zniesione po wykonaniu odpowiednich porozumień. Iran oświadczył, że wprowadzenie kolejnych „balistycznych" sankcji jest równoznaczne z naruszeniem porozumienia w sprawie programu jądrowego.   


 * Zniesienie sankcji wobec Iranu to ważny krok w „słusznym kierunku" dla całego regionu - oznajmiła dziś szefowa dyplomacji unijnej Federica Mogherini. 16 stycznia została zniesiona większość sankcji nałożonych na Iran. W tym dniu MAEA przedstawiła raport, potwierdzając gotowość władz państwa na realizację stworzonego dla niego w drodze długich rozmów programu w sprawie znacznego zmniejszenia potencjału nuklearnego. Później UE i USA potwierdziły zniesienie z Iranu sankcji gospodarczych i finansowych, związanych z jego programem nuklearnym.  „To, co zrobiliśmy w sobotę w Wiedniu, jest dużym i ważnym krokiem w słusznym kierunku dla całego regionu, nie tylko dla bezpieczeństwa na świecie pod kątem programu nuklearnego (Iranu). Pokazaliśmy, że nawet w najtrudniejszych warunkach jest możliwe osiągnięcie pozytywnych rezultatów poprzez dialog, dyplomację i współpracę" — powiedziała ona po przybyciu na pierwsze w nowym roku planowe spotkanie szefów MSZ 28 państw UE w Brukseli.   


 * Rosja zamierza przekształcić Organizację Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym w uniwersalną międzynarodową organizację, zdolną do walki z szerokim zakresem zagrożeń - poinformował wicesekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Jewgienij Łukjanow w komentarzu, dotyczącym nowej redakcji Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Rosji. „Rosja zamierza zacieśniać współpracę z partnerami w ramach organizacji BRICS, Szanghajskiej Organizacji Współpracy, APEC, G20 oraz innych międzynarodowych instytutów. Nasz kraj będzie aktywnie wykorzystywać potencjał regionalnej i subregionalnej integracji w ramach WNP i Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej a także zmierzać w kierunku przekształcenia OUBZ w uniwersalną międzynarodową organizację, zdolną do walki z szerokim zakresem wyzwań i zagrożeń współczesności" — oznajmił Łukjanow, cytowany przez agencję RIA Novosti. „Rosja będzie również w przyszłości poświęcać priorytetową uwagę kwestiom rozbrojenia i przestrzegania reżimu nieproliferacji broni masowego rażenia. Jednocześnie należy zdawać sobie sprawę, że interesy narodowe naszego państwa narzucają konieczność podtrzymywania własnego potencjału powstrzymującego, który gwarantuje suwerenność i integralność terytorialną Rosji" — poinformował Łukjanow.   


 * USA zażądały od Chin zawieszenia dostaw do Korei Północnej produktów petrochemicznych i importu północnokoreańskiego antracytu w charakterze sankcji za czwarte próby nuklearne, przeprowadzone przez Pjojngajng 6 stycznia - podaje dziś japońska gazeta Asahi.Według danych periodyku, strona amerykańska poinformowała o tym 13 stycznia w Seulu na trójstronnym spotkaniu dyplomatów z USA, Japonii i Korei Południowej swoich partnerów, którzy omawiali warianty ostrych sankcji wobec KRLD.  Asahi podkreśla, że Chiny na razie nie zareagowały na żądanie Amerykanów. Według danych gazety, corocznie z Chin do Korei Północnej dostarcza się po 400-500 tys. ton ropy naftowej. Ze swojej strony Korea Północna w 2014 roku dostarczyła do Chin 15,5 mln ton antracytu (na kwotę 115,5 mln dolarów), co wyniosło około 40% całego północnokoreańskiego eksportu. Obecnie Rada Bezpieczeństwa ONZ rozważa wprowadzenie wobec Korei Północnej sankcji, w związku z czym potrzebuje poparcia ze strony Rosji i Chin. Ponadto szereg państw omawia wprowadzenie ograniczeń na szczeblu jednostronnym i wielostronnym.   


 * Turecka prowincja Calis została ostrzelana z pozycji ugrupowania terrorystycznego Daesh (Państwo Islamskie) na terytorium Syrii - podaje agencja RIA Novosti, powołując się na wojskowe źródła. Według informacji źródeł, potwierdzają to dane tureckich radarów. Telewizja NTV donosi, że ostrzał został przeprowadzony z wyrzutni rakietowych. Tureccy wojskowi ustalili punkt, z którego został przeprowadzony ostrzał i otworzyli ogień artyleryjski. Wcześniej w poniedziałek do wiadomości publicznej podano, że łącznie eksplodowały dwa pociski wystrzelone z syryjskiego terytorium, jeden spadł na podwórku szkoły, gdzie odbywały się lekcje. Według danych policji, dwie osoby zginęły, cztery zostały ranne. Tureckie władze potwierdziły śmierć jednej osoby w wyniku wybuchu pocisku.  


 * Siedem osób, w tym pięciu napastników, zginęło w czwartkowych zamachach bombowych i strzelaninie w centrum stolicy Indonezji, Dżakarcie - wynika z najnowszego bilansu lokalnej policji. Do samobójczych ataków oficjalnie przyznało się Państwo Islamskie (IS).Wcześniej informowano o co najmniej 10 zabitych, w tym czterech napastnikach. Indonezyjski rząd przekazał kanadyjskiemu MSZ, że jedną z ofiar śmiertelnych jest obywatel Kanady. Zginął też obywatel Indonezji. Rannych zostało 20 osób, w tym Algierczyk, Austriak, Niemiec i Holender.IS oficjalnie przyznało się do zamachów. W oświadczeniu organizacja terrorystyczna napisała, że "grupa żołnierzy kalifatu w Indonezji uderzyła w zgromadzenie z sojuszu krzyżowców, walczącego z Państwem Islamskim w Dżakarcie". Kilka bomb "eksplodowało, podczas gdy czterech żołnierzy kalifatu dokonało ataku z użyciem broni lekkiej i pasów wybuchowych" - dodano po arabsku. Dżihadyści twierdzą, że zginęło 15 osób, choć według lokalnej policji bilans ten jest niższy. Już wcześniej powiązana z IS agencja prasowa Al-Amak informowała w internecie, że ataku dokonali bojownicy z tej siatki. Szef policji w Dżakarcie Tito Karnavian oświadczył na konferencji prasowej, że "IS z pewnością stoi za tym atakiem". Jak dodał, pochodzący z Indonezji bojownik IS Bahrun Naim, obecnie najprawdopodobniej przebywający w Syrii, "planował te ataki od pewnego czasu" i jest za nie odpowiedzialny. Wcześniej szef indonezyjskiej agencji wywiadowczej Sutiyoso powiedział, że w sprawie czwartkowych ataków na razie nic nie wskazuje na związek z IS. Według mediów w Dżakarcie eksplodowało sześć bomb m.in. przy policyjnym posterunku i przed najstarszym stołecznym centrum handlowym Sarinah przy głównej ulicy miasta i w kawiarni Starbucks. AP pisała wcześniej, że trzy wybuchy nastąpiły w pobliżu ambasad Turcji i Pakistanu. Według mediów cytowanych przez Reutera eksplozję słychać było też na zachodnich przedmieściach Dżakarty, Palmerah, ale policja poinformowała, że nie może potwierdzić tych doniesień.  Czterej napastnicy zginęli w budynku, gdzie znajduje się zaatakowana przez nich kawiarnia Starbucks. Policjanci weszli do gmachu, a następnie w znajdującym się tam kinie wywiązała się strzelanina między funkcjonariuszami a napastnikami.  Do akcji antyterrorystycznej wysłano setki funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, w tym policyjnych snajperów. Zakończenie ataku zajęło im ok. trzech godzin. Niski bilans zabitych wskazuje na to, że ataków dokonali lokalni bojownicy, którzy korzystali z prymitywnej broni - wskazują eksperci. Sieć Starbucks zapowiedziała, że z powodu ataków wszystkie jej lokale w Dżakarcie pozostaną zamknięte do odwołania. Budynek ONZ, położony niedaleko jednego z zaatakowanych obiektów, został zablokowany; nikt nie był wpuszczany do środka ani wypuszczany na zewnątrz. Niektóre z pobliskich wieżowców ewakuowano. "Ten akt jest wyraźnie obliczony na zakłócenie publicznego porządku i szerzenie strachu wśród obywateli. Państwo, naród i ludzie nie powinni bać się podobnych aktów terroru ani im ulegać" - oświadczył prezydent Indonezji Joko Widodo. Oznaką niepokoju w mieście była reakcja na wybuch opony, który nastąpił kilka godzin po atakach i który spowodował alarm bombowy. Na miejsce wysłano radiowozy. Sekretarz stanu USA John Kerry potępił zamachy i zapewnił, że Amerykanie i Indonezyjczycy "są zjednoczeni w wysiłkach na rzecz wyeliminowania tych, którzy wybierają terror" - powiedział. Zamach potępił też szef saudyjskiego MSZ Adil ibn Ahmad ad-Dżubeir. Kerry i Dżubeir przebywają w Londynie, gdzie omawiają porozumienie nuklearne z Iranem i wojnę w Syrii. W Indonezji już wcześniej dochodziło do zamachów, za którymi stali islamistyczni bojownicy, ale skoordynowany atak grupy zamachowców samobójców jest czymś bezprecedensowym i przypomina zamach z Bombaju sprzed siedmiu lat i z Paryża z listopada ub.r. - pisze Reuters. W ostatnich tygodniach służby bezpieczeństwa podjęły akcję wymierzoną w zwolenników IS, które - jak informowała policja - zagroziło Indonezji atakami. W grudniu ub.r. policja aresztowała dziewięciu mężczyzn. Jak przekazano, chcieli oni dokonać w kraju ataków, które "zwróciłyby na nich uwagę światowych mediów". W sylwestra do ochrony świątyń, lotnisk i innych miejsc publicznych oddelegowano ok. 150 tys. policjantów i żołnierzy, a ponad 9 tys. funkcjonariuszy pilnowało porządku na Bali, gdzie w 2002 roku doszło do najtragiczniejszego dotąd ataku terrorystycznego w Indonezji; zginęło w nim ponad 200 osób.  


 * „Musimy w pełni wykorzystać korzystne dla nas na obecną chwilę możliwości, których jutro może już nie być” – oświadczył prezydent Rosji. Putin wyszedł z propozycją  dokapitalizowania Funduszu Rozwoju Przemysłu na 20 mld rubli w 2016 roku.   „Chciałbym raz jeszcze podkreślić, że będziemy wspierać konkurencyjne rodzime zakłady przemysłowe. Nikt nie powinien karmić się iluzjami, że działając pod przykrywką zamiany produktów importowanych wcześniej (do czasu wprowadzenia sankcji przeciwko Rosji ), można będzie podsuwać państwu i społeczeństwu jakieś zamienniki i zatęchłe trzy razy droższe towary" — powiedział Putin. Prezydent wymienił ponadto wytyczne rozwoju gospodarczego Rosji:  1. Technologiczna modernizacja i zastępowanie importu    2. Wsparcie sfer gospodarki, które znajdują się w strefie ryzyka — budownictwo, budowa maszyn, kolej i przemysł lekki   3. Wspieranie osób z niskimi dochodami — szczególną uwagę należy poświęcić osobom z ograniczonymi możliwościami   4. Zrównoważenie budżetu i planowanie budżetowe   5. Zaufanie między rządem a firmami.  


 * Nadchodzący rok będzie najtrudniejszy zarówno dla Unii Europejskiej, jak i dla kanclerz Niemiec, pisze niemiecka prasa. Problemy nie są rozwiązywane, a do nich tylko dochodzą nowe. „Czy Merkel jest nadal tą osobą, której potrzebujemy?”, - to pytanie na pierwszej stronie gazety zadaje Bild. Ten rok może okazać się jednym z najważniejszych dla przyszłości UE i dla kanclerz Niemiec perspektywa nie jest zbyt optymistyczna, pisze Der Spiegel.  „Niemcy i ich kanclerz Angela Merkel stoją przed największym wyzwaniem po upadku bloku wschodniego”, — czytamy w artykule. Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker powiedział, że do długiej listy nierozwiązanych problemów dochodzą nowe i ostrzegł przed „kryzysem zaufania” w Europie. Relacje w UE coraz bardziej się zaostrzają z powodu napływu uchodźców i nie tylko między Berlinem a Warszawą. Inne kraje, w tym Francja i Włochy, też jasno dają do zrozumienia, że kryzys migracyjny to problem Niemiec. Jest też kwestia Turcji, która, według UE, powinna odgrywać kluczową rolę w zmniejszaniu liczby uchodźców. W tym celu Ankara powinna otrzymać od UE trzy miliardy euro, ale to rozwiązanie spotkało się z protestami Włoch. Wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel nie wyklucza, że w skrajnym przypadku Berlin będzie musiał radzić sobie z problemem na własną rękę. W niemieckim rządzie panuje „raczej przygnębienie niż optymizm”, czytamy w artykule. Istnieją obawy, że dalszy napływ uchodźców doprowadzi do przywrócenia stałej kontroli granic w UE. Jeśli w najbliższej przyszłości nie zostanie zapewniona niezawodna kontrola nad zewnętrznymi granicami bloku, „szlabany, jak domino, opadną wszędzie od południa do północy”. W tym przypadku będzie trzeba pogrzebać Układu z Schengen, a wraz z nim być może inne osiągnięcia Europy, pisze Der Spiegel. Według Junckera bez strefy Schengen również euro nie ma żadnego sensu. Według Frankfurter Allgemeine Zeitung problemem Merkel polega na tym, że niektóre z jej sukcesów w kwestii migracji nie są już zauważane przez społeczeństwo. Wątpliwości co do polityki kanclerz wyrażają nawet członkowie jej partii i partnerzy z koalicji. „Cierpliwość się kończy i kanclerz ma coraz mniej czasu”, — pisze gazeta. Popularna gazeta Bild w niedzielę umieściła na pierwszej stronie pytanie: „Czy Merkel jest nadal tą osobą, której potrzebujemy?”. Sondaż na zlecenie Bild wykazał, że większość Niemców (51%) uważa politykę migracyjną kanclerz za błędną. Mimo to większość nadal wierzy, że Merkel jest odpowiednią osobą na stanowisku kanclerza: 27% respondentów stwierdziło, że „bardzo się nadaje”, a 42%, że „raczej jest odpowiednią osobą”. Nie zgadza się z tym zaledwie 12% respondentów. Kolejny sondaż, przeprowadzony na zlecenie stacji telewizyjnej ZDF, wykazał spadek rankingu Merkel na tle kryzysu migracyjnego i ataków w Kolonii. Wynik jest najgorszy dla kanclerz od ostatnich czterech lat.  


 * Pozycja polityczna kanclerz Niemiec została osłabiona zarówno w kraju, jak i w całej Europie. Jeśli kariera Angeli Merkel zakończy się zbyt wcześnie i Unia Europejska straci swego lidera, wspólnocie będzie bardzo trudno odpowiedzieć na zewnętrzne i wewnętrzne wyzwania. W ubiegłym roku niepokojono się z powodu ewentualnego wycofania się Grecji ze strefy euro. Niedawno zaczęto mówić o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Jak  zauważa „Business Insider”, dziś pojawiło się nowe poważne niebezpieczeństwo, tj. „wyjście” kanclerz Niemiec Angeli Merkel.  Po raz pierwszy od dziesięciu lat u władzy przyszłość kanclerz Niemiec Angeli Merkel jest niepewna. Naszym zdaniem kanclerz może bardzo dobrze poradzić sobie z jeszcze jedną weryfikacją umiejętności rządzenia i startować na czwartą kadencję. Ale widzimy zagrożenie „wyjścia” Merkel przed wyborami, które mają się odbyć w 2017 roku, jako jedno z najbardziej destabilizujących niebezpieczeństw politycznych dla Unii Europejskiej, które prawdopodobnie wpłynie również na rynki  - portal cytuje głównego stratega ds. polityki  Citi Research (Citigroup) Tinę Fordham. Być może Angela Merkel jest najsilniejszym europejskim liderem od początku kryzysu gospodarczego. Była wśród tych, którzy stali na czele rozwiązania kryzysu w Grecji i negocjacji w sprawie umowy mińskiej. Jednak decyzja o przyjęciu uchodźców z Bliskiego Wschodu w 2015 roku okazała się bardzo niepopularna w Niemczech oraz w całej Europie. Według danych przedstawionych przez Tinę Fordham, cytowaną przez „Business Insider”, rankingi kanclerz spadły do 49% w listopadzie w porównaniu z 67% w sierpniu ubiegłego roku.  Kolejnym politycznym ciosem w pozycję polityczną Merkel były ataki na kobiety w Kolonii w noc sylwestrową dokonane prawdopodobnie przez imigrantów. Jak sugeruje analityk Citi Research, to jeszcze bardziej zwiększyło niezadowolenie z polityki migracyjnej kanclerz. Próby uregulowania sytuacji z migrantami mogą być źródłem zagrożeń politycznych. Kryzys migracyjny może destabilizować Unię Europejską jeszcze bardziej, niż ewentualne wystąpienie Grecji (a to ryzyko w 2016 roku będzie mniejsze niż we wcześniejszych latach). Czy (kryzys migracyjny – przyp. red.) jest zdolny zniszczyć europejskiego polityka, który włożył najwięcej wysiłku w jego rozwiązanie? – zastanawia się Tina Fordham. W dużej mierze „wyjście” Merkel nie jest nieuniknione. Jednak trudno jest polemizować z faktem, że jej pozycja polityczna już została osłabiona z powodu tego, iż obywatele nie zgadzają się z polityką migracyjną. Jak pisze „Business Insider”, to samo w sobie jest dużą zmianą dla Europy.  


 * Kanclerz Niemiec jest coraz trudniej rozwiązywać europejskie problemy, podczas gdy sami przywódcy UE podważają jedność i nie dążą do współpracy z Niemcami. Jeśli Warszawa opuści obóz sojuszników Berlina, sytuacja tylko się pogorszy, piszą zagraniczne media. W ostatnich latach Polska była sojusznikiem Niemiec, politycy ustalali silne więzi, ale niedawna kłótnia między Warszawą a Berlinem może zadać poważny cios interakcji między dwoma krajami, pisze Politico. Ostatnio między Warszawą a Brukselą rozpaliła się kłótnia słowna z powodu nowych przepisów polskiego rządu prawicowego o mediach i o Trybunale Konstytucyjnym. Miał miejsce precedens — Polska została posądzona o naruszenie europejskich wartości demokratycznych. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz opisał działania polskich władz jako „zamach stanu". Minister Obrony Narodowej Polski Antoni Macierewicz w odpowiedzi oświadczył, że jego kraj „nie będzie brać lekcji wolności i demokracji" od Niemiec. Niemiecki rząd ostrożnie wzbrania się od „grożenia palcem" Polakom. Teraz Berlin obawia się, że z powodu awantury normalne stosunki z Warszawą zawalą się, pisze Politico. To będzie oznaczać, że dziesięciolecia bolesnego pojednania między oboma krajami poszły na marne. Ponadto oddalenie Warszawy pokaże, że Berlin pozostanie prawie bez żadnych sojuszników w Unii Europejskiej. Teraz w UE powstała sytuacja, w której sami europejscy przywódcy mogą spowodować jej upadek. W tym samym czasie kanclerz Niemiec Angela Merkel potrzebuje silnych sojuszników, którzy pomogliby jej zreformować Unię Europejską, aby poradzić sobie z kryzysem.  „Berlin pozostanie bez sojuszników. Teraz każdy jest albo słaby, albo zajęty samym sobą", — cytuje Politico szefa berlińskiego biura Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych Josefa Janninga.Do niedawna stosunki między Niemcami a Polską były raczej udane, ale to wszystko zmieniło się po tym, jak do władzy doszła konserwatywna partia „Prawo i Sprawiedliwość" Jarosława Kaczyńskiego. Jak sugeruje gazeta, Polska, pomimo ostrych oświadczeń, nie będzie błyskawicznie zrywać więzi z Niemcami głównie z przyczyn ekonomicznych i ze względów bezpieczeństwa, czytamy w artykule. „Berlin wykazuje dużą cierpliwość. Jednak Polacy nie powinni jej nadmiernie nadwyrężać. Dla reputacji Polski to nie będzie zbyt dobre", — cytuje Financial Times anonimowego niemieckiego dyplomatę.      


 * Polacy oczekują szacunku ze strony Europy, wystąpienie z UE nie leży w interesie Warszawy - oświadczył na konferencji prasowej w Brukseli prezydent Polski Andrzej Duda. Transmisję prowadzi strona Komisji Europejskiej. „My, jako Polacy, spodziewamy się szacunku… ale również rozumiemy, zasada szacunku jest zasadą wzajemną" — powiedział Duda, dodając że wystąpienie z UE zupełnie nie leży w interesie Warszawy. Zawsze uważaliśmy się za uczestników europejskiej cywilizacji, popełniono ogromny błąd, gdy Polska została sprzedana do strefy radzieckich wpływów w wyniku II wojny — podkreślił Duda. Polska niezależnie od tego, kto nią rządzi, jest beneficjentem jedności europejskiej — dodał. Duda wezwał także polityków w Polsce i Europie, aby nie operowali informacjami, mającymi medialne pochodzenie i nie mającymi związku z rzeczywistością.    


 * Podczas gdy wzorcowe gatunki ropy na giełdach futures testują najniższe od 12 lat ceny, niektóre marki gorszej jakości i trudniejszej do przetwarzania ropy łupkowej przekraczają granice rozsądku. Cena wydobywanej w Północnej Dakocie ropy łupkowej typu  North Dakota Sour spadła poniżej zera, informuje Finanz powołując się na Bloomberg. Jedna z rafinerii należąca do miliarderów Charlesa i Davida Kohama Flint Hills Resources LLC ustaliła negatywne ceny zakupu na ten sort. Według cennika opublikowanego przez spółkę w piątek ona zgodziła się na przetwarzanie bogatego w siarkę sortu tylko jeśli sprzedawca dopłaci dodatkowo 50 centów za baryłkę.Ujemna cena zakupu jest niewątpliwie kamieniem milowym w historii amerykańskiej rewolucji łupkowej, mówi prezes Lipow Oil Associates LLC w Houston Andy Lipow. „Wymóg dopłacenia przez klientów za przerobienie ropy będzie dla producentów potężnym bodźcem do zamknięcia studni”, — uważa Lipow. Według Baker Hughes liczba odwiertów na głównych złożach łupkowych w ubiegłym roku spadła prawie trzykrotnie. Produkcja ropy w USA, według Ministerstwa Energetyki, spadła w porównaniu z czerwcowym szczytem o 0,4 mln baryłek dziennie — do 9,2 mln baryłek. Wcześniej amerykański wzorcowy gatunek WTI spadł na nowojorskiej giełdzie NYMEX do najniższego poziomu od listopada 2003 roku, 28,36 dolarów za baryłkę. Od początku roku notowania spadły o 23% od lata 2014 roku — zapikowały prawie czterokrotnie. Tymczasem niższej jakości odmiany łupkowe, które stanowią około 45% całego produkowanych w USA „czarnego złota”, już są znacznie tańsze.  


 * Seria głośnych zamachów terrorystycznych, a także strach przed jeszcze większą przemocą doprowadziły do katastrofalnego spadku na rynku turystycznym Turcji, pisze Guardian. Branża turystyczna szykuje się do nowych wstrząsów po atakach terrorystycznych, zorganizowanych  przez Daesz. Zamach terrorystyczny, w wyniku którego zginęło 10 osób, został dokonany w samym sercu historycznego rejonu Stambułu, Sultanahmet, niedaleko od Błękitnego Meczetu i, być może, celem byli właśnie turyści. Większość ofiar stanowili obywatele Niemiec, państwa, skąd do Turcji przybywało około 5 milionów turystów rocznie. Teraz, kiedy Niemcy masowo anulują swoje wycieczki, Ankara szykuje się do tego, że zapowiadany mroczny rok okaże się jeszcze gorszy, zauważa autor artykułu. W wyniku kryzysu, który nastąpił  po incydencie z rosyjskim Su-24, Turcja straci w 2016 roku 4,5 miliona turystów z Rosji. A operacje wojskowe przeciwko kurdyjskim bojownikom w południowo-wschodnich rejonach mogą w ogóle pozbawić turystów chęci przybywania do Turcji, podkreśla pismo. Położenie sektora turystycznego Turcji staje się coraz gorsze, przechodząc od kryzysu do kryzysu, zauważa turecki dziennikarz Günes Kömürcüler. „Sytuacja jest tak opłakana, że powinniśmy po prostu przyznać, że ten rok był stracony dla turystyki” – powiedział. Oprócz Turcji, znaczący spadek w branży turystycznej oczekiwany jest również w takich krajach jak Tunezja i Egipt. Minister turystyki Tunezji, Salma Lummi powiedziała, że sektor, w którym pracuje około 400 tysięcy ludzi osiągnął „punkt krytyczny”. W Egipcie redukcje w sferze turyzmu odbywają się wolniej, ale ich skutki mogą okazać się nie mniej niszczące, podsumowuje autor artykułu.   


 * Niemcy tracą wpływy w Unii Europejskiej ze względu na kilka czynników, m.in. zmianę preferencji wyborców i umocnienie się niektórych instytucji unijnych. Angela Merkel jest coraz bardziej osamotniona i ryzykuje, że cała wina za problemy Europy spadnie na jej barki.  Wpływy Berlina w Europie słabną, pomimo potęgi gospodarczej – pisze Politico. Świadczy o tym przede wszystkim osłabienie centroprawicy (i Niemiec) w Europejskiej Partii Ludowej (europejska partia polityczna, w skład której wchodzą głównie partie proeuropejskie, chadeckie, ludowe, konserwatywno-liberalne i demokratyczne krajów unijnych). Doszło do tego w wyniku wyborów parlamentarnych w 2015 roku w wielu krajach unijnych, głównie w Grecji, Finlandii, Hiszpanii i Polsce. W wyniku Angela Merkel została w Europejskiej Partii Ludowej jedynym szefem rządu dużego europejskiego kraju. Jej ideologiczni partnerzy znikają, jak i zwolennicy jej polityki – ocenia „Politico”.Po drugie, pojawienie się nowych sojuszy. Kryzys migracyjny i spory z Niemcami zacieśniły współpracę krajów Grupy Wyszehradzkiej – Polski, Czech, Słowacji i Węgier. I kiedy działania tych krajów, z punktu widzenia Unii Europejskiej, zaczynają kolidować z podstawowymi wartościami europejskimi, ustawodawstwo nie pozwala Brukseli odpowiedzieć środkami prawnymi. Ponadto od Berlina i Paryża coraz bardziej uniezależnia się Komisja Europejska i Parlament Europejski, które zaczynają  działać jako samodzielni gracze polityczni. Przy czym pracujący w tych instytucjach Niemcy, działają na rzecz Brukseli, a nie Berlina. Takie stanowisko charakteryzuje sekretarza generalnego Parlamentu Europejskiego Klausa Welle i doradcę przewodniczącego Komisji Europejskiej Martina Selmayra.  I wreszcie, Angela Merkel nie ma wystarczająco silnych partnerów w innych krajach unijnych, którzy pomogliby jej w rozwiązaniu kryzysu migracyjnego. Przywódcy Francji i Hiszpanii nie są popularni, a premier Wielkiej Brytanii David Cameron trzyma się własnego kursu, kiedy chodzi o UE i imigrantów. Wzrost znaczenia Państwa Islamskiego, zamachy w Paryżu, nierozwiązany konflikt w Syrii, napaści w Kolonii w noc sylwestrową – wszystko jest ze sobą powiązane, nie można wyodrębnić poszczególnych możliwych do rozwiązania problemów. I Merkel ryzykuje, że cała wina spadnie na jej barki, bo nie ma nikogo, kto mógłby pomóc jej z tym oceanem kryzysów – pisze „Politico”.  


  * Były kanclerz Niemiec skrytykował działania Zachodu w zakresie antyrosyjskich sankcji i uregulowania konfliktu syryjskiego. Były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder w wywiadzie dla „Handelsblatt” nazwał absurdalnym przedłużenie antyrosyjskich sankcji bez względu na znaczne sukcesy w uregulowaniu konfliktu na Ukrainie.  „Wina rządu federalnego polega także na tym, że bez względu na znaczny postęp w realizacji Porozumień Mińskich, sankcje nie tylko nie zostały wycofane, ale wręcz zostały przedłużone. To absurd” – powiedział polityk. Schröder zauważył także, że Zachód popełnił wielki błąd próbując rozwiązać konflikt syryjski z pomocą negocjacji na temat odejścia al-Asada od władzy. Przyczyną pogorszenia się stosunków pomiędzy Rosją i Zachodem stała się sytuacja na Ukrainie. Pierwsze sankcje Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych były skierowane przeciwko poszczególnym osobom i firmom, ale w tej chwili dotykają całych sektorów rosyjskiej gospodarki. W ramach odpowiedzi Rosja ograniczyła import towarów żywnościowych z państw Unii Europejskiej, Kanady, Australii i Norwegii. Decyzja o przedłużeniu sankcji sektoralnych przeciwko Federacji Rosyjskiej na kolejne pół roku zostało przyjęte przez Radę Unii Europejskiej w grudniu. Obowiązywanie tzw. „środków ograniczających” kończyło się 31 stycznia 2016 roku, jednak zgodnie z oświadczeniem Rady Europejskiej, zostało przedłużone w związku z niewypenieniem warunków Porozumień Mińskich o uregulowaniu konfliktu na Ukrainie do 31 grudnia 2015 roku.  


 * Przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping zaczął przygotowania do wizyty w Iranie, która może się odbyć już pod koniec stycznia. W najbliższym czasie kraje zachodnie zniosą wobec Iranu sankcje gospodarcze. Xi Jinping ma w związku z tym wyraźny cel: być pierwszym w kolejce do tego, by zawitać w Teheranie wolnym od sankcji. Chiński lider zamierza zabrać ze sobą dużą delegację, w której skład wejdą prezesi chińskich przedsiębiorstw. Lider ChRL zamierza w szybkim tempie wzmocnić współpracę z Iranem, który ma pod dostatkiem zasobów naturalnych. Jest duże prawdopodobieństwo, że w tym samym czasie Xi Jinping złoży też wizytę w Arabii Saudyjskiej i Egipcie — informuje japońska gazeta Nikkei. Dane te potwierdza cały szereg źródeł w dyplomacji. W lipcu 2015 roku Iran podpisał porozumienia z USA, Wielką Brytanią, Francją, Niemcami, Rosją i Chinami o znaczącej redukcji programu nuklearnego w zamian za zniesienie sankcji. Jak odnotowuje gazeta, 11 stycznia prezydent Iranu Hassan Rouhani oświadczył w swoim wystąpieniu, że „za kilka dni sankcje przestaną działać". W tym samym dniu przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych Federica Mogherini również oświadczyła, że zniesienie sankcji jest już na wyciągnięcie ręki. Potrzebne jest jeszcze tylko potwierdzenie Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, że Iran rzeczywiście zredukował swój program nuklearny. Iran posiada bogate zasoby ropy i gazu. Jest także upragnionym rynkiem zbytu, bowiem irańskie społeczeństwo liczy sobie 78 mln ludzi. Jeśli sankcje zostaną zniesione, gwałtownie wzrośnie eksport ropy i wymiana handlowa.Japońskie i europejskie przedsiębiorstwa, które wcześniej rozbijały się o sankcje, w mgnieniu oka zapełnią irański rynek — informuje Nikkei. Celem Xi Jinpinga jest jak najszybsze nawiązanie przyjaznych stosunków z Iranem poprzez rozmowy na najwyższym szczeblu i wspieranie działalności chińskich przedsiębiorstw. W Iranie panuje negatywny stosunek do towarów amerykańskiej produkcji, dlatego Chiny wiążą z irańskim rynkiem duże nadzieje. Iran natomiast liczy na to, że umocnienie relacji z Chinami, które w rozmowach na temat irańskiego programu nuklearnego uparcie dążyły do konsensusu, ułatwi dalsze negocjacje z unijną G6. Oczekuje się, że chiński lider uda się do Teheranu w asyście gospodarczej delegacji, w której znajdzie się ok. 100 prezesów korporacji państwowych związanych z zasobami naturalnymi. W dniach 8-10 stycznia do Iranu z oficjalną wizytą przyjechał zastępca ministra spraw zagranicznych Chin Zhang Ming. Przeprowadził on rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Iranu Mohammadem Javadem Zarifem. Strony porozumiały się w kwestii rozwoju współpracy w takich sferach jak rozwój infrastruktury, handlu i energetyki. Jak informuje Nikkei, z początku Chiny dystansowały się wobec wojny domowej w Syrii i innych konfliktów na Bliskim Wschodzie. W ostatnim czasie zmieniły swoje podejście. Rzecz w tym, że Daesz umocnił swoje pozycje na terytorium Syrii pogrążonej w chaosie wojny domowej.  


 * Dziś, kiedy Unię Europejską trawią wewnętrzne i zewnętrzne problemy, a sprzeczności nasilają się, wydaje się, że poprzednie dziesięciolecia były jedynie odpoczynkiem przed kolejnym pasmem strachu i konfliktów – pisze amerykańska gazeta. Czas, kiedy wydawało się, że Europa jest stabilna i przewidywalna, dobiegł końca. Teraz sytuacja na kontynencie przypomina coraz bardziej epokę Średniowiecza – ocenia WSJ.Do 2009 roku, kiedy rozpoczął się kryzys zadłużenia w Unii Europejskiej, polityczne i gospodarcze kontury Europy były całkiem proste. Podczas zimnej wojny istniały dwa dobrze nakreślone bloki, które potem zastąpiła integracja, zniesienie granic i wspólna waluta. Dziś staje się zrozumiałe, że, przepuszczając szansę na stworzenie jednolitej i spójnej przestrzeni, Europa wraca do czasów, kiedy na kontynencie dominowały odrębne państwa, broniące swoich własnych interesów. Polityka Unii Europejskiej z jej centralizacją i zdalnie sterowaną biurokracją nie tylko nie zdołała wcielić w życie idei unitarnej Europy, ale i w efekcie końcowym doprowadziła do powszechnego niezadowolenia obywateli i do wzrostu nastrojów nacjonalistycznych. Bariery geograficzne, otaczające Europę  i skutecznie funkcjonujące w okresie powojennym, więcej nie pomagają, w wyniku czego miliony imigrantów z Afryki Północnej, od Algierii do Libii, zalewają kontynent w poszukiwaniu lepszego życia. Co więcej, Bałkany znowu stały się korytarzem masowej migracji do centrum Europy i pierwszym przystankiem dla ciągle napływającej fali uchodźców, którzy ratują się przed konsekwencjami obalenia reżimów w Iraku i Syrii.  „Wall Street Journal” pisze, że historia okrutnie zażartowała z Europy: przez wiele lat miała ona możliwość żyć w dostatku i rozwijać swoje wysokie ideały uniwersalnych praw człowieka, wśród których jest prawo do ubiegania się o azyl w Europie, tylko dzięki temu, że na jej peryferiach funkcjonowały represyjne reżimy, skrupulatnie kontrolujące swoich obywateli wewnątrz państw. Teraz, gdy Unia Europejska jest bliska upadku, przekształca się w coś w rodzaju późnego Świętego Cesarstwa Rzymskiego: niespójną, wielonarodową konfigurację, która choć była imperium z  nazwy, ale nigdy nie była nim w rzeczywistości i wiodła dość nędzną egzystencję aż do samego upadku – podsumowuje amerykańska gazeta.  


 * Włochy blokują realizację planu przekazania przez Unię Europejską 3 miliardów euro dla Turcji w zamian za udział Ankary w walce z napływem do Europy migrantów z państw Bliskiego Wschodu – informuje agencja Reuters. „Tylko jedno państwo członkowskie Unii Europejskiej  nadal występuje przeciwko wydzieleniu finansów dla Turcji. Nie wiem, dlaczego Włochy to blokują” – powiedziało europejskie źródło dyplomatyczne agencji. Na szczycie 29 listopada państwa Unii Europejskiej wstępnie zatwierdziły plan przewidujący przekazanie Turcji 3 miliardów euro pomocy „na zapewnienie humanitarnych potrzeb migrantów”. „Teraz wygląda to tak, jak gdyby Unia Europejska zaczęła się wycofywać, — powiedział agencji inny europejski dyplomata. – Powinniśmy pilnie rozwiązać ten problem, aby być wiarygodnym partnerem na rozmowach z Ankarą odnośnie zatrzymania napływu (uchodźców)”. Plan finansowania Turcji aktywnie popierają Niemcy, które przyjmują do siebie najwięcej uchodźców. Plan przewiduje, że jedna trzecia środków zostanie wydzielona z budżetu Unii Europejskiej, a dwa mialiardy zapewnią państwa członkowskie. W tej chwili trwają rozmowy, w jaki sposób będzie dzielić się udział państw członkowskich. Państwa członkowskie Unii Europejskiej wydały wstępną zgodę na plan na szczycie z Turcją pod koniec listopada zeszłego roku.   


 * Premier Bawarii i szef rządzącej w Bawarii CSU Horst Seehofer postawił kanclerz Angeli Merkel ultimatum: jeśli w ciągu dwóch tygodni rząd nie zaprowadzi porządku na granicach, władze Bawarii skierują sprawę do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego.  W ciągu najbliższych 14 dni wezwiemy pisemnie rząd do przywrócenia na granicach porządku — powiedział premier Bawarii „Spieglowi". — Jeżeli tego nie zrobi, to rządowi Bawarii nie pozostanie nic innego, jak złożenie skargi do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego — zaznaczył. Seehofer już wcześniej groził Merkel Trybunałem Konstytucyjnym, jeśli nie wprowadzi ona zmian do polityki migracyjnej. Władze Bawarii wielokrotnie oświadczały, że nie mają już możliwości, by przyjmować nowych imigrantów, którzy legalnie lub nielegalnie przekraczają południową granicę Niemiec. Merkel do tej pory nie określiła „górnego pułapu” przyjmowania uchodźców.  


 * Pozycja polityczna kanclerz Niemiec została osłabiona zarówno w kraju, jak i w całej Europie. Jeśli kariera Angeli Merkel zakończy się zbyt wcześnie i Unia Europejska straci swego lidera, wspólnocie będzie bardzo trudno odpowiedzieć na zewnętrzne i wewnętrzne wyzwania. W ubiegłym roku niepokojono się z powodu ewentualnego wycofania się Grecji ze strefy euro. Niedawno zaczęto mówić o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Jak  pisze „Business Insider”, dziś pojawiło się nowe poważne niebezpieczeństwo, tj. „wyjście” kanclerz Niemiec Angeli Merkel.  Po raz pierwszy od dziesięciu lat u władzy przyszłość kanclerz Niemiec Angeli Merkel jest niepewna. Naszym zdaniem kanclerz może bardzo dobrze poradzić sobie z jeszcze jedną weryfikacją umiejętności rządzenia i startować na czwartą kadencję. Ale widzimy zagrożenie „wyjścia” Merkel przed wyborami, które mają się odbyć w 2017 roku, jako jedno z najbardziej destabilizujących niebezpieczeństw politycznych dla Unii Europejskiej, które prawdopodobnie wpłynie również na rynki  - portal cytuje głównego stratega ds. polityki  Citi Research (Citigroup) Tinę Fordham.  Być może Angela Merkel jest najsilniejszym europejskim liderem od początku kryzysu gospodarczego. Była wśród tych, którzy stali na czele rozwiązania kryzysu w Grecji i negocjacji w sprawie umowy mińskiej. Jednak decyzja o przyjęciu uchodźców z Bliskiego Wschodu w 2015 roku okazała się bardzo niepopularna w Niemczech oraz w całej Europie. Według danych przedstawionych przez Tinę Fordham, cytowaną przez „Business Insider”, rankingi kanclerz spadły do 49% w listopadzie w porównaniu z 67% w sierpniu ubiegłego roku.  Kolejnym politycznym ciosem w pozycję polityczną Merkel były ataki na kobiety w Kolonii w noc sylwestrową dokonane prawdopodobnie przez imigrantów. Jak sugeruje analityk Citi Research, to jeszcze bardziej zwiększyło niezadowolenie z polityki migracyjnej kanclerz. Próby uregulowania sytuacji z migrantami mogą być źródłem zagrożeń politycznych. Kryzys migracyjny może destabilizować Unię Europejską jeszcze bardziej, niż ewentualne wystąpienie Grecji (a to ryzyko w 2016 roku będzie mniejsze niż we wcześniejszych latach). Czy kryzys migracyjny jest zdolny zniszczyć europejskiego polityka, który włożył najwięcej wysiłku w jego rozwiązanie? – zastanawia się Tina Fordham. W dużej mierze „wyjście” Merkel nie jest nieuniknione. Jednak trudno jest polemizować z faktem, że jej pozycja polityczna już została osłabiona z powodu tego, iż obywatele nie zgadzają się z polityką migracyjną. Jak pisze „Business Insider”, to samo w sobie jest dużą zmianą dla Europy.  


 * Państwo Islamskie wynalazło jeszcze jedną pułapkę do wciągania młodych ludzi w swoje sieci. Daesz próbuje werbować nowicjuszy poprzez sklep internetowy. Na stronie, której serwer znajduje się w Kanadzie a domena zarejestrowana w Turcji, towary, o których ludzie mogą tylko marzyć, są sprzedawane z gigantycznymi zniżkami. Strona oferuje cały wachlarz towarów: samochody, motocykle, telewizory a nawet rowery. Jednak zadanie strony polega nie tyle na sprzedaży towarów, ile na wprowadzeniu nowych ludzi na drogę dżihadu. Wymyślny plan terrorystów polega na tym, że ludzie skuszeni możliwością luksusowego życia i posiadania bogactw uzupełnią szeregi PI. „Młodych ludzi w wielu państwach, w tym w Indiach łatwo jest zwabić drogimi rzeczami. Pod tym pretekstem młodzi ludzie mogą bez wahania wejść na drogę dżihadu. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że PI to organizacja bez zasad, która zdecyduje się na cokolwiek dla przyciągnięcia nowicjuszy" — podkreśla ekspert wojskowy Afsar Karim. Na stronie osobno podkreślono, że na terytorium Iraku i Syrii otwarto szereg sklepów, handlujących łupami wojskowymi bojowników PI. Ciekawie, że te sklepy znajdują się na terytoriach kontrolowanych przez bojowników. Emerytowany pułkownik indyjskiej armii G.C. Khaana podkreśla: „Tym sposobem PI próbuje stworzyć własną gospodarkę. Strona została stworzona również w celu materialnego zachęcania osób lojalnych wobec PI, przede wszystkim bojowników. Także ta strona stanowi próbę pokazania, że ludzie mieszkający na zajętych przez PI terytoriach prowadzą normalne, „syte" życie, a dżihadyści żyją jeszcze lepiej, ponieważ mają szereg źródeł dochodu, takich jak łupy i zyski z ich sprzedaży". Stworzenie tej strony było próbą PI poprawy swojej sytuacji materialnej. Wielu ekspertów podziela opinię, że po druzgocących uderzeniach rosyjskiego lotnictwa PI szuka nowych sposobów wzbogacenia się.   


 * W Finlandii zaproponowano objęcie specjalną kontrolą przybywających z Bliskiego Wschodu uchodźców. Nacjonalistyczna partia Prawdziwi Finowie i komisarz policji Seppo Kolehmainen zaproponowali utworzenie antyimigracyjnych patroli, w ramach których będzie działać specjalna grupa Żołnierze Odyna. Grupę założył we wrześniu 2015 roku Mika Ranta w miasteczku Kemi w Laponii. Obecnie do organizacji należy około 500 członków. Współpracują oni z lokalną policją. Członkowie organizacji funkcjonują w systemie zmianowym. Dzięki takiemu grafikowi z łatwością udaje się organizować patrole na ulicach 24 godziny na dobę i siedem dni w tygodniu. Ponadto członkowie organizacji podkreślają, że grupa cieszy się poparciem społecznym. – Praktycznie każdego dnia ludzie podchodzą do nas na ulicy, dziękują za to, co robimy. Oczywiście jest też druga strona medalu: ludzie, którzy opowiadają o nas straszne historie i starają się nas piętnować – powiedział jeden z członków organizacji. O pojawieniu się pierwszych patroli w miastach Kemi, Joensuu i Asikkala poinformowano pod koniec 2015 roku. Ich pojawienie się było związane z rosnącą liczbą imigrantów. Według fińskiej Służby Migracyjnej, w ubiegłym roku Finlandia przyjęła 32,4 tys. uchodźców.  Jednak premier kraju Juha Sipilä, pomimo tego, że poparł utworzenie ulicznych patroli, zaznaczył, że tego typu oddziały nie mogą zastąpić policji. Natomiast minister spraw wewnętrznych Petteri Orpo uważa, że antyimigracyjne grupy jedynie wzmocnią wrogie nastroje w kraju.  


 * Rosja przed kolejną wizytą saudyjskiego króla Salmana przygotowuje ofertę sprzedaży broni Arabii Saudyjskiej, na którą składają się dostawy sprzętu lotniczego i amunicji a także kilka typów systemów obrony przeciwlotniczej różnego zasięgu na łączną kwotę około 10 mld dolarów.  W 2016 roku Rosja skupi się na dostawach broni do państw regionu Azji i Pacyfiku (Indonezja, Malezja) a także do wypłacalnych państw afrykańskich (Angola, Uganda) — poinformował „Kommersant”, powołując się na źródło bliskie agencji Rosoboroneksport. Według słów wysokiego rangą źródła w rządzie, nawet w przypadku niepowodzeń w niektórych rozmowach wskaźnik eksportu broni w 2016 roku wyniesie co najmniej 14-15 mld dolarów.   


 * Rosja odradza jedną ze strategicznych gałęzi budowy statków: produkcję lotniskowców, którą państwo straciło po rozpadzie ZSRR, pisze The National Interest. Rosja przed dwie dekady odradzała przemysł budowy statków i wreszcie pojawiły się przed nią szerokie perspektywy, już w 2019 roku planuje się odbudowanie stoczni, w których można będzie budować lotniskowce. W tej chwili w rosyjskiej marynarce wojennej jest tylko jeden okręt tego typu, ciężki krążownik lotniskowy Admirał Kuzniecow. Został zbudowany w okresie radzieckim w Nikołajewie w Stoczni Czarnomorskiej. Po rozpadzie ZSRR w 1991 roku Rosja straciła dostęp do tych stoczni, w których budowano lotniskowce. Właśnie z tego powodu Rosja musiała odrodzić budowę tych okrętów w ramach swoich nowych granic, przypomina pismo. Jak powiedział pod koniec grudnia prezydent Zjednoczonej Korporacji Budowy Okrętów Aleksiej Rachmanow, po modernizacji stoczni w 2019 roku Rosja będzie miała wszystko, czego potrzeba do produkcji ciężkich okrętów, w tym także lotniskowców, pisze National Interest.Jak podaje pismo, najprawdopodobniej nowe pokolenie lotniskowców  będzie produkowane w stoczniach „Sewmasz” w Siewierodwinsku, jedynym przedsiębiorstwie Rosji, które niedawno było zaangażowane w remont lotniskowca Admirał Gorszkow, sprzedanego Indiom i noszącego teraz nazwę Vikramaditja. Jak zauważa The National Interest, produkcja nowego lotniskowca zajmie zapewne około dziesięciu lat. W zeszłym roku w Rosji został przedstawiony projekt rosyjskiego lotniskowca nowego pokolenia „Sztorm” o wyporności około 100 tysięcy ton. Projekt zakładał, że okręt może zostać wyposażony w atomowy silnik i pomieścić około 90 samolotów. Według minimalnych szacunków, budowa takiego statku może kosztować 5,6 miliarda dolarów, pisze autor artykułu. Na razie Rosja tworzy bazę dla budowy nowego okrętu. W 2015 roku zaczęło się opracowanie elektromagnetycznej katapulty do startu samolotów z pokładu lotniskowca. Jak uważa autor artykułu, Rosja liczy, że za jakiś czas zbuduje okręty, które będą w stanie wypełniać te funkcje, które wypełniają niedostarczone przez Francję śmigłowcowce typu Mistral.   


 * American Thinker zwraca uwagę na 6 słabych punktów amerykańskich samolotów myśliwskich. Opracowanie myśliwca F-35, z którym USA wiązały wielkie nadzieje, raczej nigdy nie zakończy się powodzeniem biorąc pod uwagę istniejące poważne niedociągnięcia, pisze magazyn American Thinker. Pierwszą wadą jest jego zawodny i źle zaprojektowany silnik — „największy, najgorętszy i najcięższy silnik, jaki kiedykolwiek został zainstalowany na myśliwcu”. On jest cięższy od swojego poprzednika ze względu na konieczność wprowadzenia w ruch turbowentylatora wersji z wertykalnym lądowaniem F-35B i w konsekwencji jest cięższy od innych bojowych samolotów odrzutowych o porównywalnym ciągu. Drugą wadą jest to, że pas startowy dla F-35 nie powinien być krótszy niż 2,5 km, przy czym minimalna długość pasa dla F-16 wynosi mniej niż kilometr. Jako trzeci słaby punkt myśliwca magazyn podaje koszt godziny lotu — 50 tysięcy dolarów, co raczej nie pozwoli pilotom na wylatanie wystarczającej liczby godzin, aby doskonale opanować maszynę. Na przykład piloci F-22 każdego miesiąca spędzają 10-12 godzin w powietrzu, a do tego, aby podjąć decyzję podczas walki w ciągu ułamka sekundy, potrzeba 20 godzin, czytamy w artykule.Po czwarte, zaprojektowany jako lekki bombowiec F-35 ustępuje pod względem manewrowości myśliwcom stworzonym 50 lat temu, a współczesne myśliwce z łatwością go obchodzą. Według prognoz w konfrontacji z Su-35 na każdy zestrzelony rosyjski samolot przypadnie 2,4 amerykańskich. Po piąte, F-35 wykorzystuje paliwo do chłodzenia elektroniki, w związku z czym jego zastosowanie w krajach tropikalnych jest problematyczne: samolot nie wystartuje, jeśli paliwo jest zbyt ciepłe. W związku z tym w amerykańskich bazach w Arizonie paliwo dla F-35 musi być składowane w białych zbiornikach pod daszkiem. I na koniec, aby niszczyciel był widoczny w scentralizowanym systemie logistycznym USA, potrzebuje połączenia z Internetem. W przeciwnym razie nie będzie w stanie latać, nawet jeśli jest technicznie sprawny, pisze American Thinker.  


 * Tureckie służby bezpieczeństwa wiedziały o powiązaniach zatrzymanego w Turcji obywatela Rosji z Daesz, powiedziała w czwartek rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa. W poniedziałek turecka policja zatrzymała w Antalyi trzech obywateli Rosji podejrzanych o udział w działaniach Daesz. Zostali oni aresztowani w Antalyi po ataku terrorystycznym w Stambule, w którym zginęło 10 osób, a 15 zostało rannych. Okazało się, że wśród zatrzymanych w Turcji obywateli Rosji jest Ajdar Sulejmanow, który jest oskarżony w Rosji o przynależność do Daesz. 10 sierpnia 2015 roku w związku z tym zaocznie przedstawiono mu zarzuty, powiedziała rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa. Chciałabym podkreślić, że o jego powiązaniach z Daesz dobrze wiedziały wszystkie współpracujące w Interpolu kraje, w tym Turcja, jako że wniosek złożony przez Federację Rosyjską w związku z zarzutami o powiązania tego człowieka z Daesz był oficjalny i przeszedł przez wszystkie niezbędne procedury, — powiedziała Zacharowa podczas briefingu. Jest to taki sam przypadek, gdy oskarżeni o działalność terrorystyczną w Rosji ekstremiści niestety przez wiele lat — my to widzimy — dość wygodnie czują się na terytorium wielu innych krajów, — podkreśliła rzeczniczka MSZ Rosji.  


 * Podsłuchiwanie odbywało się w ramach wspólnej operacji niemieckiej służby wywiadowczej i Agencji Bezpieczeństwa Narodowego USA. Niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza w latach 2000. podsłuchiwała międzynarodowe linie telefoniczne i internetowe Finlandii z ponad 30 państwami europejskimi, w tym z Rosją — podaje fiński nadawca radiowo-telewizyjny Yle, powołując się na tajne dokumenty niemieckiego wywiadu. Wspólna operacja niemieckiej służby wywiadowczej i Agencji Bezpieczeństwa Narodowego USA pod kryptonimem Eikonal była realizowana w latach 2004-2008. Listy podsłuchiwanych linii łączności niemieckiej służby wywiadowczej trafiły w ręce austriackiego parlamentarzysty Petera Pilza. Według niego, te listy zostały sporządzone przez NSA USA. Na listach znajduje się 256 międzynarodowych linii telefonicznych Finlandii z 31 państwami europejskimi, w tym z Francją, Danią, Holandią, Polską, Szwecją oraz innymi. Na listach wymienia się między innymi 11 linii telekomunikacyjnych między Rosją i Finlandią.  „Mieliśmy świadomość, że w tym czasie Finlandia była śledzona, lecz nie wiedzieliśmy o istnieniu konkretnie tych dokumentów" — oświadczył rzecznik fińskiej policji bezpieczeństwa SUPO. Według danych SUPO, przedstawione dokumenty nie dają spójnej odpowiedzi na pytanie, czy celem szpiegowania była właśnie Finlandia.   


 * Doświadczenie krajów zachodnioeuropejskich potwierdza, że integracja społeczności muzułmańskich (w europejskie społeczeństwo) jest praktycznie niemożliwa – powiedział prezydent Czech Milosz Zeman praskiej gazecie „Blesk”. Doświadczenie krajów zachodnioeuropejskich, gdzie istnieją getta i zamknięte dzielnice (zamieszkałe przez cudzoziemców), a także ostatnie wydarzenia po raz kolejny wyraźnie pokazują, że integracja społeczności muzułmańskich (w europejskie społeczeństwo) w zasadzie nie jest możliwa – powiedział Zeman. Czeski prezydent dodał, że przedstawiciele każdego narodu biorą ze sobą do innych krajów swoje przyzwyczajenia, swoją kulturę, ale w nowym miejscu powinni przystosowywać się do tutejszych tradycji i kultury. Oczywiście, integracja jest możliwa w przypadku kultur, które są podobne, a to podobieństwo może być bardzo zróżnicowane – wyjaśnił Zeman. Jako przykład udanej integracji podał on wielotysięczne społeczności Wietnamczyków i Ukraińców w Czechach.  


 * Przedstawiciele Watykanu odebrali jako zniewagę wyznawców wszystkich religii okładkę francuskiego pisma satyrycznego Charlie Hebdo przedstawiającą brodatego „boga" w zakrwawionym ubraniu i uzbrojonego w Kałasznikowa. Krytykę pod adresem redakcji tygodnika można znaleźć na stronach watykańskiego dziennika L'Osservatore Romano:   „Zasłaniając się bezkompromisowym sekularyzmem, francuski dziennik znów zapomniał, że na przestrzeni wieków religijni przywódcy wszystkich konfesji wzywali do tego, by nie uciekać się do przemocy w imię religii i mówili o tym, że wykorzystywanie Boga dla usprawiedliwienia nienawiści stanowi bluźnierstwo". Niezadowolenie Watykanu wywołał wizerunek, który ukazał się na okładce specjalnego wydania Charlie Hebdo dostępnego w sprzedaży od 6 stycznia i poświęconego rocznicy ataku na pracowników gazety. Karykaturę uzupełnia napis: „Po roku czasu zabójca jest wciąż na wolności". Autorem karykatury jest główny redaktor Laurent Sourisseau, tworzący pod pseudonimem Riss, który ucierpiał w zeszłorocznych atakach. Islamiści napadli na redakcję Charlie Hebdo w Paryżu 7 stycznia 2015 roku. Trzech uzbrojonych mężczyzn rozstrzelało 12 osób. Przyczyną zamachu było opublikowanie w jednym z wydań karykatury proroka Muhammada. Główni podejrzani w ataku na redakcję, bracia Said i Szerif Kouachi, byli zlikwidowani przez francuską policję. Jeszcze jeden podejrzany Hamid Murad oddał się w ręce policji.  


 * Dwoje Austriaków – lekarz i jego żona - porwano w nocy z piątku na sobotę na północy Burkina Faso, niedaleko granicy z Mali – poinformowała agencja Reutera, powołując się na oświadczenie ministerstwa bezpieczeństwa kraju. W tej chwili nie wiadomo, czy porwanie austriackiego małżeństwa było związane z atakiem na hotel Splendid i kawiarnię Cappuccino w stolicy Burkina Faso. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Austrii dotychczas nie potwierdziło informacji o porwaniu, dodając, że jest ona sprawdzana. W piątek wieczorem nieznani sprawcy zaatakowali położony w dzielnicy biznesowej hotel Splendid oraz kawiarnię Cappuccino w Wagadugu. Oba miejsca są chętnie odwiedzane przez obcokrajowców, w tym pracowników ONZ. W trakcie ataku zginęło co najmniej 27 osób. Eksperci z Instytutu SITE, który zajmuje się całodobowym śledzeniem aktywności grup terrorystycznych w internecie, twierdzą, że za zamachem stoi regionalna grupa Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu (AQIM), która w listopadzie zaatakowała hotel w Mali.  


 * Cukiernicza korporacja Roshen należąca do prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki wystawiła na sprzedaż swoją fabrykę w Rosji, oceniając jej wartość na 200 milionów dolarów, powiedział generalny dyrektor korporacji Wiaczesław Moskalewski w wywiadzie dla pisma „LIGA.net” opublikowanym w piątek. Wcześniej rosyjscy śledczy nałożyli areszt na majątek lipeckiej fabryki tej firmy w wysokości dwóch miliardów rubli. Między inymi, areszt nałożono na szereg budynków (magazyn, cztery pracownie, korpus gospodarczy),  a także na siedem działek, należących do lipeckiej fabryki.  „Wystawiliśmy lipecką fabrykę  na sprzedaż. Ale jak tylko to zrobiliśmy, to wszyscy realni nabywcy zeszli do podziemia” – powiedział Moskalewski w wywiadzie. Odpowiadając na pytanie o sumie, na jaką kompania ocenia wartość swoich rosyjskich aktywów, powiedział: „Wystawiliśmy je za około 200 milionów dolarów”. Roshen to jeden z największych na świecie producentów wyrobów cukierniczych, produkujący 450 tysięcy ton słodyczy rocznie. Firma należy do ukraińskiego prezydenta Petra Poroszenki.   


 * Rosyjskie władze gotowe są złagodzić sankcje wobec pracujących w państwie firm budowlanych założonych przez obywateli Turcji, z powodu ryzyka opóźnień w budowie obiektów sportowych na MŚ w piłce nożnej w 2018 roku, napisała w piątek gazeta „Kommiersant”. Według słów jednego z federalnych urzędników, duże kompanie pracujące na zlecenie mogą pozostać w Rosji pod warunkiem, że stworzą wspólne przedsięwzięcia z rosyjskimi partnerami, do których będzie należało co namniej 75% plus jedna akcja. Inny urzędnik w rządzie federalnym precyzuje, że takie wspólne przedsiębiorstwa powinny stworzyć firmy pretendujące na komercyjne i państwowe zamówienia zawarte po 30 listopada 2015 roku.  Według danych źródła gazety, złagodzenia mogą dotyczyć umów o budowę obiektów na piłkarskie Mistrzostwa Świata 2018. Tureckie kompanie występują głównie jako zleceniobiorcy w zakresie budownictwa sportowych, infrastrukturalnych i hotelarskich obiektów. To około trzydziestu firm, a wartość wykonywanych przez nie łącznie prac sięga 60 miliardów rubli, twierdzi urzędnik. Mechanizmy stworzenia przez tureckich budowniczych wspólnych przedsiębiorstw z rosyjskimi partnerami na razie nie zostały sformalizowane, zauważa jeden z rozmówców gazety. Według jego danych, to stanie się możliwe po tym, jak  zostanie podpisany przez  Ministertswo Gospodarki projekt postanowienia, w którym opisane zostaną zasady wyboru kontraktów wypełnianych w Federacji Rosyjskiej przez tueckich kontrahentów, w stosunku do których nie stosuje się środków specjalnych. W czwartek ministerstwo ogłosiło projekt tego dokumentu: z niego wynika, że sankcjami nie zostaną objęte tureckie kompanie realizujące kontrakty, których likwidacja mogłaby  doprowadzić do niewykonania krajowych lub zagranicznych zobowiązań. Ten punkt odnosi się właśnie do obiektów tworzonych na MŚ 2018.   


 * Finki proponowały dwadzieścia euro niepełnoletnim uchodźcom w zamian za usługi seksualne, pisze fiński tabloid „Ilta-Sanomat”.  Dwie kobiety w średnim wieku podejrzewane są o kupno usług intymnych od niepełnoletnich migrantów. Na przekór słowom przedstawicieli fundacji Diakonissalaitos, która odpowiada za organizację kilku ośrodków dla uchodźców, policja w Helsinkach na razie nie otrzymała zgłoszenia o dokonanych przestępstwach, pisze fiński tabloid  Ilta Sanomat. Jak informuje finska agencja radiowo-telewizyjna Yle, z przyjezdnymi mówi się o tym, jak należy odnosić się do fińskich kobiet, ale rzeczywistość bardzo różni się od tych rozmów. Według słów niepełnoletnich uchodźców, usługi seksualne oferuje się nie tylko w ośrodkach Diakonissalaitos. Taina Cederström pracująca  jako nauczyciel uchodźców w ośrodku fundacji Diakonissalaitos, potwierdziła te wydarzenia dla „Ilta-Sanomat”.Poinformowała ona,że kobiety próbowały kupić usługi seksualne u nieletnich uchodźców na dworcu w Helsinkach podczas świąt bożonarodzeniowych. W ramach opłaty, według Cederström, chłopcom zaproponowano 20 euro. Podejrzewa ona także, że Finki były w drodze na święta.  Według jej słów odnotowano dwa podobne zdarzenia.  Możliwe, że było więcej takich przypadków, — powiedziała. Pracownicy fundacji, według słów Cederström, wpadli na trop zajścia, kiedy zauważyli, że chłopcy nagle mieli pieniądze na papierosy i inne zakupy. Nieletni uchodźcy w Finlandii otrzymują bardzo skromne miesięczne wypłaty.  To zaczyna mieć znamiona handlu ludźmi, — opowiada Cederström. Podejrzenia pracowników fundacji wywołały także niezwykłe pytania, jakie zadawali niepełnoletni migranci.  Jeden chłopiec zapytał raz, czy Finki mogą całować się wtedy, kiedy im się zachce. Cederström informuje, że dla Finlandii to, co się wydarzyło, jest nowością. Młodzieży na dworcu wcześniej też było dość dużo. Teraz na dworcu zaczęły pojawiać się Finki w wieku 30-40 lat, kupujące usługi seksualne u niepełnoletnich, przy czym mowa o zamożnych kobietach.  Chłopcy są ładni. Tu można wyczuć przewagę. Nigdy nie słyszałam, żeby do fińskich wypoczywających chłopców mógł ktoś podejść i coś takiego zaproponować – powiedziała. — Staramy się nauczyć uchodźców tego, jak należy się tutaj odnosić do kobiet. I nagle oni sami stykają się z czymś takim. Jak informuje przedstawicielka Diakonissalaitos Marja Pentikäinen, o incydencie dowiedziano się z rozmów między młodzieżą. Jednak omawiać te tematy z powodu językowych i kulturowych różnic jest bardzo trudno.  Młodzi ludzie, którzy przybyli z państwa o zupełnie innej kulturze, nie przyzwyczaili się do mówienia o seksie i związkach między kobietą i mężczyzną – opowiada  Pentikäinen. Jesienią odnotowano  kilka przypadków gwałtu na fińskich dziewczętach dokonanych przez niepełnoletnich uchodźców, które oburzyły fińskie społeczeństwo.   

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930