Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3904 posty 1831 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Wstaje Tymoszenko, wchodzi Saakaszwili

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Na Ukrainie uchwalono budżet na 2016, bo główni gracze nie chcą przedterminowych wyborów. Mimo to gospodarka nadal się chwieje i gdy do gry wejdzie Saakaszwili i Tymoszenko, muszą nastąpić duże zmiany…

 

Ilekroć w kontekście gospodarczyn pada słowo Ukraina – cały Zachód i służalczo powolna mu Polska robią dobrą minę do złej gry. Ostatnio, w związku z końcem roku pojawiło się w mediach sporo głosów powtarzających za pajacami z Kijowa rozmaite koszałki o zahamowaniu spadku, perspektywach odbicia się od dna, a nawet prognozach „niewielkiego wzrostu gospodarczego” na poziomie 2% w roku 2016. Wprawdzie wszyscy przyznają, że w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy 2015 roku produkcja przemysłowa znowu drastycznie spadła – tym razem o 15,4%, a eksport o 31,8% licząc rok do roku, ale zwłaszcza to drugie zwala się  - jak wszystko na Ukrainie – na tę niedobrą Rosję, dokąd eksport załamał się o 54,3%.  Innych przyczyn raczej się nie zauważa, co najwyżej wspomina o rosnącym poziomie zadłużenia zagranicznego, które według szacunków Banku Światowego na koniec roku miało osiągnąć poziom 156% PKB. 

Nadal z udawanym optymizmem obstawia się kontynuowanie programu kredytowego z MFW, przewidującego jednak jako warunek wprowadzanie reform wierząc, że Kijów w końcu je udatnie przeprowadzi. Wiadomo jednak, że realizacja zaleceń MFW, w tym kolejnych morderczych cięć w wydatkach oraz przywilejach socjalnych, będzie zaostrzać nie tylko opór ludności, ale także walkę partyjnych klik i band z Kijowa, gdzie im większy złodziej, tym głośniej wykrzykuje hasła populistyczne. Rekordy bije nadal Julia Tymoszenko i jej Batkiwszczyna, ale do walki w tym samym stylu szykuje się gruziński nominat z Odessy - Micheil Saakaszwili, popychany przez prezydenta Poroszenkę. Debata budżetowa sprzed tygodnia pokazała, że wyzwaniem dla tej części agentury, którą kontroluje prezydent nie jest sprawa gospodarczego wzrostu, lecz utrzymanie elementarnej funkcjonalności Wierchownej Rady i rządu.     

Zarówno projekt ustawy budżetowej, jak i nowelizacja prawa podatkowego, były od początku odrzucane przez dwa kluby koalicji - Samopomoc i Batkiwszczynę - ale także przez grupę deputowanych Bloku Petra Poroszenki, związaną z biznesem rolno-spożywczym. Nowelizacja prawa podatkowego z wielkim trudem przeszła dzięki poparciu takich graczy jak Blok Opozycji, Odrodzenie (partia kontrolowana przez Kołomojskiego) i Wola Ludu (niewielka frakcja oligarchiczna). Jednakże ustawy budżetowej Blok Opozycji już nie poparł, za to nieoczekiwanie głosowała za nią frakcja Partii Radykalnej Ołeha Laszki. Front Ludowy premiera Jaceniuka jednomyślnie poparł oba projekty, natomiast w Bloku Poroszenki zmiany podatkowe poparło 95, a budżet 112 ze 139 deputowanych. Według mediów zmiana stanowiska Partii Radykalnej, a być może także Woli Ludu spowodowana była korupcją polityczną, co jest informacją dla naiwnych, którzy sądzą, że w pozostałych wypadkach liczył się jakiś inny mechanizm. Niezależnie jednak od tego, jakimi sposobami przekonano partie opozycyjne do poparcia budżetu, głosowanie posłów znajdujących się na żołdzie Kołomojskiego sygnalizuje, że jest on skłonny do kompromisu z Poroszenką, a może nawet i gotów do dalszego warunkowego popierania rządu bez formalnego wchodzenia do koalicji. 

To, ze udało się uchwalić budżet, nie rozwiązuje jednak o wiele większego i podstawowego problemu, jaki stoi przed Wierchowną Radą – przyjęcia do końca stycznia (tj. w ciągu obecnej sesji) zmian do konstytucji, które dotyczą decentralizacji. Będzie to wymagać kwalifikowanej większości 300 głosów, a Samopomoc, Partia Radykalna i Batkiwszczyna już zadeklarowały, że są temu projektowi przeciwne. Na wynegocjowanie niezbędnego poparcia przewiduje się miesięczną przerwę w posiedzeniach plenarnych, co jednak nadal wydaje się mało prawdopodobne. A jest to ważny warunek dalszej pomocy stawiany przez zachodnich mocodawców Ukrainy.

Dla  rządu Jaceniuka problemem jest nie tylko słabość zaplecza parlamentarnego, ale także rekordowo niskie poparcie społeczne. Wykorzystuje to gubernator odeski Micheil Saakaszwili. W ostatnich tygodniach bezpardonowo atakował on premiera i jego najbliższych współpracowników, a 23 grudnia ogłosił powstanie Ukraińskiego Ruchu na rzecz Oczyszczenia jako szerokiej koalicji społecznej do walki z korupcją z ktorej zrobił hasło przewodnie swej kampanii. Jest prawie pewne, że na bazie tej organizacji powstanie nowa partia polityczna, która skupi m.in. działaczy części mniejszych ugrupowań „postmajdanowych” oraz aktywistów antykorupcyjnych. Jeśli tak się stanie, a wszystkie znaki na to wskazują, partia ta będzie poważnym graczem w kolejnych wyborach parlamentarnych, niezależnie od tego, kiedy się odbędą. 

Gra jest dość przejrzysta, i widać w niej rękę metawładzy, która konstruuje nowy scenariusz dla Ukrainy. Saakaszwili jest bliskim współpracownikiem Poroszenki i zdecydowanym krytykiem nie tylko Jaceniuka, ale również Kołomojskiego. Pomimo, a może dzięki krótkiej obecności na ukraińskiej scenie politycznej, cieszy się on największym zaufaniem Ukraińców, co samo w sobie jest już kuriozalne i świadczy o jakości władzy. Emocjonalność jego wystąpień publicznych oraz waga zarzutów wobec przeciwników politycznych sprawia, że konfliktów między nim a innymi politykami (oprócz Poroszenki) będzie przybywać. Jest naiwnością sądzić, by Saakaszwili, który dopiero od pół roku ma obywatelstwo ukraińskie, budował własną partię polityczną bez porozumienia z prezydentem. Jest zresztą przeszkolonym i doświadczonym w takich działaniach agentem, który sprawdził się w Gruzji. Dla Poroszenki takie ugrupowanie będzie służyć do kanalizacji społecznych nastrojów protestu i straszak wobec Jaceniuka i Kołomojskiego. W przyszłości partia Saakaszwilego może także okazać się cennym sojusznikiem, wzmacniającym obóz prezydencki po wyborach parlamentarnych. Widać na kogo stawia Waszyngton.

Są trzy główne czynniki, które determinują obecną sytuację na Ukrainie: wojna domowa w Donbasie, fatalna sytuacja gospodarcza i narastające niezadowolenie społeczne wywołane zwłaszcza dotkliwymi skutkami społecznymi już wprowadzonych reform (m.in. ogromnym wzrostem cen energii i żywności). Także dalsze rządzenie krajem będzie niechybnie generować znaczące koszty społeczne, które będzie się zwalać na korupcję pokazując tylko przeciwników politycznych, chociaż o ograniczeniu korupcji w szeregach zwycięzców wyborcy mogą zapomnieć. 

W październiku, po upływie roku od przedterminowych wyborów parlamentarnych, minął okres, w którym konstytucyjnie niedopuszczalne były kolejne przedterminowe wybory. Zaczęto więc znowu rozważać taką możliwość. 28 grudnia szef frakcji Bloku Poroszenki, Jurij Łucenko po raz pierwszy oficjalnie stwierdził, że taka możliwość jest brana pod uwagę. Następnego dnia także premier Jaceniuk powiedział, że w razie rozpadu koalicji mogą być potrzebne przedterminowe wybory. Te deklaracje mają niewątpliwie związek z brakiem poparcia części koalicji dla ustawy budżetowej. Alternatywą dla przyspieszonych wyborów mogłaby być głęboka rekonstrukcja rządu (włącznie ze zmianą premiera), wydaje się jednak, że w obecnym składzie Rady nie da się stworzyć większości, umożliwiającej wybór nowego szefa rządu. Już przecież i teraz nie ma dostatecznej większości, by zastąpić trzech członków gabinetu, którzy podali się do dymisji. Przedterminowe wybory nie są jednak jeszcze  w interesie ani Bloku Poroszenki ani Frontu Ludowego, gdyż pierwszy nie może liczyć na istotny wzrost poparcia, a drugi prawdopodobnie nie wszedłby w ogóle do parlamentu. Na wzrost poparcia mogą natomiast liczyć w tej chwili Batkiwszczyna, Samopomoc i Swoboda, a w nowym parlamencie większościowa koalicja mogłaby się skupić wokół Batkiwszczyny. Gdyby powstał rząd niezwykle sprytnej Julii Tymoszenko, oznaczałoby to powrót „wojny na górze” z prezydentem. Prawdopodobnie z tego zresztą powodu cieszy się ona instynktownym poparciem części wyborców, którzy nie widzą innego sposobu na rozwalenie kijowskiego układu w obecnym kształcie.

Dość niejasne jest w tym wszystkim stanowisko Ihora Kołomojskiego. Z jednej strony dysponując wpływami w kilku partiach (także w budowanym obecnie UKROP-ie) może on liczyć na przejęcie dużej części elektoratu wielu partii (także Bloku Opozycji) i na silną pozycję w nowym parlamencie, z drugiej strony on także może obawiać się perspektywy starcia z rządem Julii Tymoszenko. Tak czy inaczej nazwisko ambitnej Julii powtarza się w spekulacjach coraz częściej i Ukraina z pewnością jeszcze nieraz o niej usłyszy, dopóki nie wybierze jej prezydentem.

W obecnej sytuacji zarówno prezydenta Poroszenkę, jak i Kołomojskiego zadowala premierostwo Jaceniuka, bo jest to polityk niepopularny i znienawidzony, a więc niegroźny i skupiający na sobie negatywne emocje społeczne. Niestabilna sytuacja w trójkącie parlament–prezydent–rząd ma więc szanse trwać jeszcze przez dłuższy czas. Na Ukrainie władzę sprawuje de facto rząd mniejszościowy, uzależniony od sytuacyjnego poparcia opozycji, co wobec gigantycznych wyzwań reformowania państwa jest bardzo złym prognostykiem. Ale póki jeszcze jest co kraść, rządzących to chyba nie martwi.  

KOMENTARZE

  • Witam Pana.
    Ponoć jedna z amerykańskich agencji ratingowych lub jeden z tzw."Think Tanków", przewidują na rok 2016, zakończenie wojny Rosyjsko-Ukraińskiej i definitywny koniec konfliktu zbrojnego na tamtych terenach.

    Tak czy inaczej z konfrontacji Ukraina wyjdzie bardzo mocno poobijana natomiast zupełnie inaczej wyglądać to będzie na przykładzie Rosji, która po raz kolejny pokaże, że umie i chce postawić na swoim. Merkelowa postawiła na Ukrainie przysłowiowy krzyżyk.

    A Polska zostanie z ręką w nocniku i kilkoma miliardami złotych nie do odzyskania. Nie sadzę, że Ukraina odda nam dług, to raczej pożyczka na wieczne odzyskiwanie.

    Należałoby przeorientować wschodnią politykę zagraniczną próbując dogadać się z Putinem i miast walczyć z wiatrakami drugiej nitki "Nord Stream" lepiej postarać się pójść za przykładem Orbana. Dołączyć do tego projektu mając w perspektywie bezpośredni dostęp do gazu bez pośrednictwa Niemców. Cóż realnie-mało prawdopodobne.


    Pozdrawiam.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031