Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4042 posty 1888 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Ciszej nad tą trumną

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Jakub Korejba wzywa do narodowej zgody po 13 grudnia.

 

Przez ćwierć wieku 13 grudnia był dla nas datą symboliczną budzącą skrajne emocje i prowokującą do konfliktów. Dziś, kiedy pierwszy raz obchodzimy grudniową rocznicę bez generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka czas zdjąć tę kwestię z porządku dziennego narodowych sporów.

13 grudnia stał się bowiem symbolem, który przerósł rzeczywiste znaczenie obchodzonej rocznicy. I, co ciekawe, rok do roku związane z nim demonstracje, obchody, kłótnie i deklaracje były okazją do nakręcania wzajemnej niechęci i agresji, już nie tyle na podstawie stosunku do konkretnych historycznych wydarzeń, ale do aktualnych problemów naszego kraju. Bo przecież, po trzydziestu czterech latach od wprowadzenia stanu wojennego nie ma już w istocie znaczenia, kto miał wtedy rację i jakimi pryncypiami się kierował. Stan wojenny i jego uczestnicy z obu stron tego dawno nieaktualnego politycznego podziału stali się zakładnikami współczesności, która budziła i budzi w Polakach istotny dyskomfort. Jednakże, każąc nam wierzyć, iż żyjemy w kraju „największego od 500 lat sukcesu cywilizacyjnego" kolejne władze starały się zamieść społeczne niezadowolenie pod dywan i przenieść spory o współczesności i przyszłości w wymiar przeszły, czyli ten, który nie jest jej w stanie w żaden sposób zagrozić.

Paradoksalnie, ale po ćwierćwieczu istnienia Polski rzekomo wolnej i niezależnej, w tym samym miejscu spotykają się ci, którzy wtedy stali z rożnych stron barykady. Na narodowym poziomie jest to sytuacja identyczna, jak ta przedstawiona w życiu jednostek w najnowszym filmie Zanussiego, gdzie w tym samym punkcie spotykają się ortodoksyjnie przestrzegający dogmatów wiary katolik i nihilistka z ubeckiej rodziny.

Bo przecież upadek polskiego państwa dotyka w równym stopniu emerytów MO i SB, jak i weteranów podziemnej Solidarności. Mówiąc kategoriami ze starego dowcipu o Polakach, którzy byli jak ziemniaki: jednakowo odczuwają jego stan zarówno te tłuczone, jak i te w mundurkach. Przecież niezależnie od tego, kto i jak wyobrażał sobie wtedy dobro Ojczyzny i drogę do jego osiągnięcia, dziś jest tak samo rozczarowany upadkiem polskich szkół i marazmem uczelni skutkujących debilizacją młodzieży, która marnując czas w nieefektywnym systemie nie ma szans konkurować z rówieśnikami z Zachodu (a także, w coraz większym stopniu ze Wschodu), degrengoladą sądów i prokuratury, żałosnym stanem wojska i policji (cóż, nawet najbardziej betonowe „solidaruchy" z nostalgiczną nutką przyznają, jak w porównaniu do obecnych rządów dbała o nie komuna, sam słyszałem) czy rozkładem systemu opieki zdrowotnej, który w imię „oszczędności" (z których potem urzędnicy tego resortu  wypłacają sobie bajońskie premie i odprawy) doprowadza do frustracji lekarzy i służy generalnie nie do leczenia ale do dobijania pacjentów.

Bo dziś nasze społeczeństwo nie dzieli się na tych poniżonych i wywyższonych przez PRL, ale na gryzących i gryzionych przez postkolonialny twór kłamliwie i obrazoburczo nazywający siebie III RP , w którym wszelkie kategorie ideologiczne (jak zresztą wszystko inne, od wartości po instytucje) są puste i stanowią instrument zarządzania stadem baranów przez pastuchów, którzy nie wiążą z jego losem żadnej przyszłości i lokują swoje materialne i duchowe aktywa za granicą (lub w szczelnie wydzielonych od hołoty elitarnych strefach na lokalnym pastwisku), a którzy tutaj przebywają tylko z konieczności dopilnowania procesów strzyżenia i dojenia ogłupionego stada.

Polska, tak, jak złożyła się ona przez ostatnie ćwierć wieku, to w każdej niemal dziedzinie „pulp fiction", czyli bardziej chamska i miałka wersja „Miazgi" Andrzejewskiego, w której nie funkcjonują nawet kategorie „prawicy" i „lewicy". Bo cóż to za prawica, która podwyższa podatki w imię utrzymania na państwowych stołkach tysięcy nieudaczników, a za symbol polskości ma zlepioną z brunatnej substancji (czy aby na pewno z czekolady?) pticę w różowych okularkach i nie jest w stanie wydać jakiejkolwiek decyzji bez telefonu do „wyższych instancji" w Brukseli czy Berlinie? I cóż to za lewica, która wysługuje się banksterom, chodzi na pasku USA (w końcu do NATO wprowadził nas Kwaśniewski, a na więzienia CIA zgodził się Miller) i zgadza się na zasady przebywania w ramach UE rodem z „Kapitału" Marksa?

Żaden, podkreślam, żaden z nurtujących nas dzisiaj realnych problemów nie ma związku z Jaruzelskim, Kiszczakiem i ich decyzjami z przeszłości, która jest dziś już  równie zamierzchła jak działalność Piłsudskiego i Kościuszki i o którą spory toczyć mogą tylko kościane dziadki. Dlatego nie wolno nam dać się zmanipulować i wmówić sobie, iż Polska do dziś jest areną walki między „trzecim pokoleniem AK i WIN oraz trzecim pokoleniem PPR i UB". Wszystko to bowiem są piękne symbole, które nijak się mają do rzeczywistości, i możliwości jej zmiany, której konieczność chyba dla nikogo nie podlega dyskusji — we współczesnej Polsce tak samo źle czują się wnuki bitych na styropianie stoczniowców, jak i wnuki okładających ich wtedy pałami milicjantów. Ten spór jest już po prostu częścią historii i tylko jako historyczny może być rozpatrywany — bez emocji, bez nienawiści i bez wzajemnego wykluczania się z polskości.

Zadziwiająco, wbrew właściwej nam swarliwości i skłonności do czarno-białego widzenia świata, jakieś Wyższe Siły (pozostawiam to do interpretacji zgodnej ze światopoglądem) podarowały na fizyczną przestrzeń, w której możemy zadumać się nad sensem swoich dziejów i spróbować zawrócić z drogi nienawiści w stronę narodowej harmonii. Bo przecież nie ma miejsca lepiej oddającego paradoksy polskiej historii XX wieku niż cmentarz na Powązkach, gdzie obok siebie leżą utrwalacze władzy ludowej i zamęczeni na Łączce, gdzie jedni palą lampki Kuklińskiemu, a parę alejek dalej inni Jaruzelskiemu (dla mnie osobiście najbardziej wyrazistym symbolem jest to, że mój własny dziadek leży mniej więcej w połowie drogi między nimi dwoma).

I właśnie, gdy po raz kolejny pójdziemy oddać hołd i uczcić pamięć naszych bohaterów, podnieśmy wzrok znad mogił i popatrzmy na twarze przechodzących obok rodaków, tych wracających od grobów, które mamy chęć opluć i zdeptać. Popatrzmy na siebie z uśmiechem, dobrocią i zrozumieniem prostej prawdy, że jeżeli nie dostrzeżemy w sobie braci i rodaków, to nigdy nie zbudujemy tu nad Wisłą porządnego państwa. 

 

KOMENTARZE

  • Zasadniczo się zgadzam...
    Pierwszy raz mógłbym się zgodzić niemal w całości z tym co napisał pan Korejba.
    Może należałoby tę sytuację polityczną dokładniej dokreślić;
    Polską zarządza (władza leży ponad nimi) elita jaka się wykrystalizowała w Magdalence, będąca mieszanką "Solidaruchów" i "komuchów".
  • @AUTOR
    Witam !
    5***** za notkę- również uważam, że należy zrobić wszystko co możliwe, a wiec z jednej strony usprawnić prawo, oczyścić różne instancje z tych właśnie Wyższych Sił (pozostawiam to do interpretacji) - a więc usprawnić funkcjonowanie instytucji i urzędów- natomiast ludzi muszą szukać porozumienia i pojednania, z tymi z którymi można i należy to uczynić, "jeśli to tylko od nas zależy"... Serdecznie pozdrawiam. Helena

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031