Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3841 postów 1811 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Inna Syria, inna Rosja

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ANALIZA GEOPOLITYCZNA: Wejście wojskowe Rosjan do Syrii zmienia perspektywę geopolityczną na Bliskim Wschodzie i nie tylko. Czym się to może skończyć? (głos polemiczny wobec analiz Israela Szamira)

Na początek kilka założeń podstawowych: Zachód nie wyśle wojska dla opanowania Syrii na lądzie, Rosja nadal szuka zgody z Zachodem, Erdogan dławi się tym co już ugryzł, a Państwo Islamskie jest mimo całej swej propagandy zjawiskiem tymczasowym i nawet we własnych założeniach przeznaczonym do wytarcia w walce. I na tym tle spróbujmy dokonać analizy sytuacji z elementami prognozy na przyszłość.

Jak na razie Rosjanom dobrze sie udaje ich syryjska przygoda wojenna. Prawie sześć tygodni po rozpoczęciu działań ich wejście do Syrii opłaciło się militarnie i przyniosło spore korzyści polityczne. Pokazali swoje zabawki wojskowe i zaimponowali innym chłopcom w bliskowschodniej piaskownicy. Po długim okresie także wojskowej smuty i problemów z odbiorem  w świecie, Rosjan nareszcie powitano gdzieś prawdziwie jako bohaterów i wyzwolicieli a także przyjęto z wdzięcznością i nadzieją. Rosjanie są dziś radośni jak pacjent, który poczuł w żyłach, że tego ranka krew zmieniła kierunek i teraz mu już na zdrowie krąży. Wiadomości z syryjskiego frontu, a także reportaże filmowe w czasie rzeczywistym, pokazujące supernowoczesne samoloty i pilotów w nowoczesnych kombinezonach, ładniejszych niż amerykańskie (choćby tylko przez to ze tamte się już opatrzyły) należą w Rosji do najchętniej i powszechnie oglądanych stron internetowych.

Już i przed wejściem do Syrii  Putin miał 86% poparcia.  Obecne naloty, a zwłaszcza imponujący popis 26 celnych pocisków sterujących wystrzelonych nad głowami wszystkich zaskoczonych z wewnętrznego i bezpiecznego Morza Kaspijskiego podniósł rosyjska dumę do ponad 90%. Irak i Iran były przed tą salwą ostrzeżone, a jednak – co warto zauważyć – nie puściły pary Amerykanom i ich zdumienie było kompletne. To była przecież także salwa śmiechu z amerykańskiej tarczy rakietowej: a montujta sobie, co chceta – my i tak wam przywalimy, jak będzie potrzeba.

Euforia jest w Rosji taka, jak kiedyś w dniu wystrzelenia pierwszego sputnika. Interwencja przeciw terrorystom w Syrii jest tak w Rosji popularna, że antyputinowska opozycja (coraz bardziej podobna do opozycji przeciw Łukaszence na Białorusi) znowu się ośmieszyła próbując zorganizować demonstrację antywojenną. Chociaż Rosjanie mają wciąż bardzo silną odrazę wobec wojny – i to chciano zdyskontować - w 15-milionowej Moskwie przyszło tylko 150 osób. Dla porównania: demonstracje przeciw zaangażowaniu się na Ukrainie przyciągały po kilka tysięcy osób. 

Mimo, że propagandowo Moskwa chce utrzymać wrażenie, że weszła do walki tylko z Państwem Islamskim, w rzeczywistości zadanie to pozostawia jakby do wykazania się Amerykanom, których lotnictwo operując np. z wielkiej bazy w Diyarbakir w tureckim Kurdystanie, ma bliżej do głównych pozycji PI we wschodniej Syrii i w Iraku. W rzeczywistości samoloty rosyjskie łoją skórę głównie dżihadystom z innych ugrupowań na linii Damaszek- Aleppo, gdzie jednocześnie rozwinęła się ofensywa syryjskiej armii lądowej z własnym lotniczym wsparciem. Było to od początku warunkiem wojskowym rosyjskiej kampanii, która – jak zapowiedziano – ma trwać tak długo, jak długo sama armia syryjska zwalcza terrorystów na ziemi.  

Plan jest jasny: chodzi o pokonanie wszystkich grup rebeliantów operujących w zielonej części Syrii (Damaszek, Homs, Hama, Latakia, Aleppo), gdzie mieszka 70-80% ludności, oczyszczenie tego terenu z terrorystów i wypchnięcie ich na północy poza granicę turecką, tak aby można ją było szczelnie zamknąć odcinając dalsze posiłki i dostawy. Na południu – podobne, nieco mniejsze zadanie, tyle że dotyczy granicy z Jordanią. To byłaby pierwsza, kluczowa faza operacji. Resztę Syrii – jej pustawy choć oczywiście ważny (np. naftowo) Wschód, można będzie zostawić na późniejszą, drugą fazę wyzwalania.

Zadanie nie jest łatwe. Armia syryjska, wspierana przez lokalne milicje obrony terytorialnej, jednostki irańskich basidżów, a także bojowników libańskiego Hezbollahu i Organizacji Wyzwolenia Palestyny, powoli ale systematycznie – oszczędzając własne siły żywe – oczyszcza teren z bandytów. Zielona część Syrii jest usiana gniazdami dobrze okopanych band dżihadystów, którzy sterroryzowali miejscową ludność, na niej pasożytują i zza tej osłony zadają podstępne ciosy przy każdej próbie wprowadzenia sił porządkowych lub administracji państwowej. Tak zresztą są wyszkoleni i w tym celu dotowani przez swych zagranicznych protektorów. Należą do kilkudziesięciu różnych formacji, często wzjemnie zwaśnionych i poróżnionych głównie o łupy i pomoc z zagranicy. Niektórzy, jak Wolna Armia Syryjska (FSA) są pupilami Zachodu, który upiera się przy nazywaniu ich „terrorystami umiarkowanymi” i domaga się by ich oszczędzano. 

Ani Damaszek, ani Moskwa nie może się na to zgodzić. „A jak odróżnić umiarkowanych od nieumiarkowanych? Po długości brody, czy po sposobie ucinania głów?" – zakpił  Ławrow w rozmowie z Kerrym i poradził mu, aby Amerykanie bardziej pilnowali własnych lotników, aby ci nie bombardowali tylu szpitali. Rosjanie wskazują zresztą, że FSA już się praktycznie rozpadła, zostało ich tylu co w kolejce do amerykańskiej kasy. Początkowo składała się ona głównie z sunnickich dezerterów z syryjskiej armii, częściowo religiantów, a częściowo bardziej świeckich, ale ci „ogoleni” już uciekli wystraszeni przez „brodatych”. Dziś zachodnie gazety nawet przyjazne rebeliantom, jak brytyjski Guardian nie twierdzą już, że w Syrii istnieje jakaś większa opozycja oprócz różnych grup dżihadystów. Dzieli się ich raczej na „dżihadystów ideowych” oraz „grupy nie-ideowe”, co mówiąc prościej oznacza po prostu gangi zwyczajnych bandytów. Ludność boi się jednych i drugich, i ewidentnie woli rządy państwa. Najlepiej świadczy o tym kierunek masowych ucieczek i przesiedleń wewnętrznych. Assad kontroluje pewną ręką tylko 20-25% terytorium państwa, ale ma na nich, także w obozach uchodźczych, blisko 80% ludności. W drugą stronę tak nie uciekają.       

Podczas spotkania z Burhanem Galiounem, duchowym przywódcą syryjskiej opozycji w Paryżu, wiceminister MSZ Rosji powiedział mu tak: „Jest pan profesorem Sorbony i wie pan o Syrii sto razy więcej niż ja. Powiada pan, że Assad to zbrodniarz wojenny. Ale zdaje sobie pan sprawę z tego, że gdyby dziś pan został prezydentem Syrii to dżihadyści z PI zwalczaliby pana tak samo jak zwalczają Baszara al-Assada. Oni chcą kalifatu od Andaluzji aż po Pakistan i Filipiny i nie będą w nim tolerować nawet Bractwa Muzułmańskiego, a cóż dopiero takich oświeconych intelektualistów jak pan”.

Francuzi wykonali kilka nalotów tłumacząc, że według ich ocen w szeregach PI walczy 1600 ich obywateli, wiec jest to sprawa obrony Francji. Jeśli to jest argument, to i Rosja ma ponad 2000 obywateli w szeregach PI i też się musi bronić. Rosjanie zapytali Francuzów gdzie i kogo mają bombardować. Cisza. „To kogo mamy nie bombardować?” Też cisza. Rosjanie podejrzewają, że zachodnia koalicja nie ma rozeznania i nie ma wśród rebeliantów oddziałów, którym mogłaby zaufać. Dowodem są miliony wydane na przeszkolenie kilku czy kilkunastu dżihadystów. Innym dowodem jest ponad 7500 bezskutecznych amerykańskich nalotów, jeśli nie liczyć zbombardowania elektrowni która zaopatrywała w prąd prawie całe Aleppo.

Ciekawe rzeczy opowiadał też Siergiej Ławrow i to jeszcze w okresie sprzed rosyjskiej interwencji lotniczej w Syrii. Zaobserwowano kolumnę białych jeepów Toyota z czarnymi flagami Daeszu jadace przez pustynie w kierunku Palmiry. Ze strony USA pojawiło się żądanie aby ich przepuścić „ze względów taktycznych”. Assada wręcz ostrzeżono, że zostanie zaatakowany przez lotnictwo USA jeśli spróbuje użyć swej przewagi w powietrzu aby zdobyć przewagę nad PI na lądzie. A dla Baszara Assada nie ma w Syrii alternatywy, stwierdził Ławrow. Albo on, albo anarchia i krwawy chaos. Nie ma jednolitej opozycji która mogłąby przeciwstawić się Daeszowi, sa tylko rozproszone grupy. „Niech się zjednoczą i uwiarygodnią przez podjęcie walki z Daesz”  - zaproponował Ławrow. Nie ma odzewu.

Tymczasem zmienił się jednak ton rozmów między Europą a Rosją. Wcześniej ministrowie z UE zachowywali się arogancko jak biali sahibowie wobec ciemnoskórych tubylców. Obecnie stali się grzeczniejsi. Nie tylko poczuli mores po salwie Kalibrów z Morza Kaspijskiego, ale też poczuli pietra wobec fali emigrantów i uchodźców z Bałkanów i Bliskiego Wschodu. Pojawiła się nadzieja, że to Rosjanie mogą zaprowadzić porządek w Syrii na tyle, że uchodźcy zaczną wracać do domów. Tu jednak pojawia się kolejna i bardzo ważna strona tego konfliktu: Turcja Erdogana.

Pod wieloma względami Erdogan zasługuje na uznanie i sympatię: poważnie zadarł z potężną lożą masońską  Dönmeh i rozpędził opartą na niej koterię wszechwładnych generałów z West Point, którzy rządzili Turcją od czasów Ataturka; okiełznał wpływowe i podobnie oparte struktury  Fethullaha Gülena, kierowane bezpośrednio z USA i pod nadzorem CIA; nadał Turcji rozmach gospodarczy i rozpoczął wielki program socjalny na rzecz biednych; wielokrotnie ujmował się za Palestyńczykami; zaczął dystansować się od planów wejścia do UE; nawiązał dobre stosunki z Rosją itd., itp. Jednakże jego flirt z Bractwem Muzułmańskim, a zwłaszcza jego polityka wobec Syrii jest katastrofalna dla Syrii, Turcji, Bliskiego Wschodu i Europy.

Pierwszym sygnałem problemów w Syrii w 2011 roku było żądanie Erdogana wysunięte pod adresem Assada, aby połowę tek ministerialnych w swoim rządzie oddał Bractwu Muzułmańskiemu. Rzecz jasna Assad odmówił i wtedy Erdogan spuścił z łańcucha psy wojny. Przez Turcję weszli do Syrii dżihadyści, ich broń i późniejsze zaopatrzenie. Turcja to także główny kanał przerzutu i rynek odbioru rabowanych w Syrii zabytków i dzieł sztuki oraz pompowanej z Syrii ropy. Przez banki tureckie przepływają wypłacane z tego tytułu pieniądze dla dżihadystów.

Erdogan miał wielkie imperialne plany związane z Bractwem Muzułmańskim. Plany te upadły po tym jak armia Sisiego skruszyła Ichłan  (arabska nazwa Bractwa) w Egipcie i usunęła ich prezydenta Mursiego. W Syrii też się Bractwu nie udało i odbija to czkawką do dziś. Zaraz potem Erdogan zaprosił Syryjczyków do Turcji licząc na to, że będzie to na krótko, bo Assad zostanie szybko obalony. Bardzo się przeliczył, bo trwa to już cztery lata, uchodźców jest ponad dwa miliony i końca nie widać. Turcy poczuli się z tego powodu nieszczęśliwi: bezpieczeństwo jest dużo mniejsze, jakość życia gorsza, a kruchy dobrobyt zagrożony. Także sam Erdogan musiał zarządzić ponowne wybory, aby jego partia uzyskała wygodną większość i mogła sformować rząd.

Aby sobie w tym dopomóc Erdogan postraszył rodaków wojną.  Turcy są patriotami i w momencie zagrożenia skupiają się wokół przywódcy. Mechanizm zadziałał i tym razem na użytek wyborów, więc Erdogan może odczuwać pokusę grania tymi kartami dalej. Może chcieć popchnąć Turcję na granicę wojny z Rosją.  Tak przynajmniej twierdzi tureckie źródło kryjące się pod kryptonimem „Derin boğaz” (Głębokie gardło), które w Twitterze wysyła informacje jako Fuat Avni. Jest to ktoś z głębokiego wnętrza kręgów władzy w Ankarze, kto już wiele razy ujawniał ważne informacje i plany, które potem sprawdzały się co do joty. Obecnie – twierdzi to źródło – z Ankary poszły rozkazy, aby zestrzelić któryś z rosyjskich samolotów operujących niedaleko tureckiej granicy twierdząc potem, że wtargnął do tureckiej przestrzeni powietrznej. Na to, że może to być bliskie prawdy zdają się wskazywać przynajmniej dwie przesłanki: (1) rosyjskie samoloty wyraźnie starają się unikać lotów blisko granicy z Turcją; (2) terroryści różnych opcji stali sie najbardziej ruchliwi tuż przy tureckiej granicy, jakby będąc pewnymi osłony i chcąc zwabić samoloty rosyjskie bliżej na cel. Turcy już zresztą zestrzelili jednego drona twierdząc że był rosyjski.

Jednocześnie jednak Turcy prowadzą walkę z Kurdami syryjskimi, w których Amerykanie upatrują najlepszych sojuszników dla swoich planów. Opozycja turecka twierdzi, że niedawny wielki zamach bombowy w Ankarze (95 zabitych, 215 rannych, głównie kurdyjskich aktywistów) to sprawka samego Erdogana, ktory posłużył się swymi kontaktami w Daeszu. Erdogan podpadł Amerykanom, którzy są są poirytowani tym, że bombarduje on Kurdów mimo że walczą oni z PI. Tym cenniejsza była więc dla Erdogana wizyta Angeli Merkel, ktora obiecała mu 3 mld euro na utrzymanie obozów uchodźców w Turcji, pod warunkiem, że ich u siebie zatrzyma. Jako premię obiecała mu także ruch bezwizowy dla Turków. 

Najgorsze jednak dopiero ma nadejść. Wyciskani przez Rosjan z Syrii dżihadyści w coraz większej liczbie uciekają do Turcji. Golą brody i wtapiają sie w tamtejsze społeczeństwo czekając na dogodny moment. Dla Syrii to wielka ulga, ale Turcja ma u siebie coraz więcej tego elementu i takich pospiesznie ukrytych band. Niektórzy obserwatorzy uważaja, że tylko patrzeć jak z Turcji zrobi się druga Syria.  

Podobno na spotkaniu z Putinem Erdogan prawie otwartym tekstem zagroził, że może mu nasłać do Syrii setki tysięcy nowych bojowników, którym nie poradzi rosyjska ani syryjska przewaga w powietrzu. W tym celu Erdogan dysponuje workami złota od Saudyjczyków oraz błogosławieństwem z Ameryki. Ogromne posiłki jakie otrzymują w ostatnich dniach terrorysci na linii frontu z armią syryjską, oraz podjęta przez nich kontrofensywa mogą swiadczyć ze groźba staje sie faktem. Niesie to w sobie ryzyko otwartej wojny na wielką skalę.  

Kurdowie przypominają nabitą armatę, która zatacza się luzem na pokładzie okrętu w czasie bitewnej burzy. Od dawna sa kokietowani przez USA i Izrael, ale mają też dobre stosunki z Rosją. Ostatnio ambasador Rosji w Ankarze oberwał od Turków  po uszach za to, że rosyjscy dyplomaci spotkali sie z Kurdami w Paryżu. Moskwa próbuje ostrożnie przemycić także Kurdów jako stronę do stołu obrad nt. Syrii, ale wie że jest to kolejny krok w kierunku niepodległego państwa kurdyjskiego, czyli czegoś co bardzo niepokoi Ankarę.  Tego Rosjanie nie chcą. Mają za dużo interesów z Turcją do zrobienia, od rurociągów po wielkie projekty budowlane i miliardy do zarobienia w kontraktach z obu stron. Jest to mozliwe i nawet łatwe pod warunkiem że nie przeszkodzi w tym polityka i że Erdogan powaznie zmieni jednak swoje stanowisko w sprawie Syrii.

Problem komplikuje się przez zadawnioną wrogość sunnicko-szyicką, umiejętnie podżeganą jeszcze przez Brytyjczyków w latach 1920-ych, a obecnie przez Amerykanów od roku 2003 w kontekście wojny w Iraku. Iran jest wprawdzie sojusznikiem prezydenta Assada, ale z wysłaniem swych żołnierzy (którzy są szyitami) długo się wahał. Wie, że może to tylko rozpalić konflikt z sunnitami. Przybycie Rosjan, którzy szyitami nie są, rozwiązało to skomplikowane równanie. Pod rosyjskim dowództwem koalicja nie ma charakteru religijnego. Jednakże państwa znad Zatoki, prowadzone przez trójcę monarchów z Kuwejtu, Kataru i Arabii Saudyjskiej, którzy sa głównymi i najbardziej bezpośrednimi sponsorami dżihadystów oraz motorami syryjskiej rebelii, postanowili grac tą kartą nadal. „Wasze poparcie dla Assada będzie odczytane jako wojna z półtora milionem  sunnitów” – zagrozili w rozmowie z Ławrowem.

„To nie my zniszczyliśmy silne sunnickie państwo Saddama Hussaina” – odparował Ławrow. Rosja popierała Saddama, którego zaatakowały Stany Zjednoczone i rozpuściły mu armię, co potem dało początek kadrze Państwa Islamskiego. Rosja nie ma interesów sekciarskich: popierała Irak, gdy u władzy byli sunnici, popiera Irak i teraz, gdy u władzy jest szyicka większość.  Popiera Syrię z Assadem lub bez. To  część strategii i tradycji w polityce rosyjskiej.     .

Sunniccy ekstremiści postawili na terror. Już schwytano bojówkę PI w drodze do Moskwy z 8-kilową bombą, którą planowali odpalić w metrze. Nie wiadomo jeszcze jak to było z katastrofą rosyjskiego samolotu na Synaju, ale PI chętnie przypisuje ten „sukces” sobie.

Rosjanie starają się nie antagonizować ani dynastii saudyjskiej ani naftowych książąt znad Zatoki. Jeszcze w listopadzie Rosję ma odwiedzić krol Salman. Jego syn, Mohammed bin Salman spotkał się już dwa razy z Putinem jako nowy saudyjski minister obrony. Za każdym razem Arabowie stawiają dwa żądania: Assad musi odejść i Iran musi się wynieść. Rosjanie stawiają sprawę niewzruszenie: nie do nich należy obsadzanie w Syrii urzędu prezydenta. „Jeśli chcecie aby Assad odszedł powiedzcie mu to sami. Zaproponujcie mu gwarancje, rezydencje, pieniądze… - powiedział Ławrow na jednym ze spotkań  - Tylko co warte będą wasze zapewnienia teraz, w świetle tego, co stało się na Ukrainie? Prezydent Janukowycz przyjął wszystkie warunki wynegocjowane z ministrami UE, podpisał swoją rezygnację, otrzymał stosowne gwarancje – a następnego dnia ledwie uciekł z życiem i teraz jest na naszym garnuszku. Kto wam teraz uwierzy?” To co się stało na Ukrainie, albo z Saddamem czy Kaddhafim, komplikuje także sytuację w Syrii.  

Rosjanom nadal zależy na dobrych stosunkach z Ameryką. U Rosjan nie ma tej nienawiści do „gringos”, jaka charakteryzuje Amerykę Łacińską i większość krajów Trzeciego Świata. Na pewno woleliby, aby następnym prezydentem USA został Donald Trump, a nie Hilary Clinton, ale i pod tym względem nie są wybredni. Nawet obecnie wolą przedstawiać swoją syryjską akcję jako wspólne przedsięwzięcie z amerykańskimi „partniorami” i udają, że nie widzą jak Amerykanie wspierają terrorystów. Chcieli się dogadać w sprawie wspólnej walki z PI i i zaprosili delegację z USA do Moskwy, ale Amerykanie odmówili. Chcieli się wprosić do Pentagonu z Miedwiediewem na czele. Amerykanie odmówili. W końcu zawarli z Rosją porozumienie lotnicze o wzajemnym unikaniu kolizji w powietrzu. Widac, że bardzo im nie odpowiada rosyjska udana interwencja w Syrii, ale niewiele mogą w tej sprawie zrobić. Zaczęli jednak dostarczać broń terrorystom, na razie przeciwko armii syryjskiej – głównie sterowane przewodowo pociski przeciwczołgowe (TOW missiles) i obecnie zwiększają także inne  dostawy, prawdopodobnie chcąc powtórzyć afgańską logikę dozbrajania rebeliantow aby w dłuższej perspektywie wymęczyć i wykrwawić Rosjan.

Istnieje taka teoria, że to Amerykanie zwabili Rosjan w pułapkę Afganistanu, a następnie uzbroili mudżahedinów w Stingery i wykrwawili ich do wyczerpania i załamania w zimnej wojnie. Istnieje też teoria, że Rosjanie dobrze tę lekcje zrozumieli, czego dowodem jest Ukraina, gdzie się nie dali wciągnąć bezpośrednio.

Nie ma jednak wątpliwości, że wejście Rosjan do Afganistanu było legalne jako że nastąpiło na prośbę legalnego rządu. W podobny sposób Amerykanie wprowadzili swoje wojska do blisko stu krajów świata. Interwencję rosyjską (wtedy jeszcze radziecką) w Afganistanie należy jednak postrzegać we właściwej proporcji. Przez 10 lat Rosjanie stracili tam 15.000 swoich ludzi (Amerykanie w Wietnamie 50.000), ale skutki były pozytywne: rząd się ustabilizował, kobiety uzyskały prawa, poziom życia szybko wzrastał a uprawy opium zostały niemal zlikwidowane. Decyzją Gorbaczowa wojska rosyjskie wycofały się z Afganistanu, ale przecież wycofały się także z Polski, NRD, Ukrainy i Nadbałtyki. Nie ma powodu aby uważać, że nieudana kampania w Afganistanie przyczyniła się walnie do upadku ZSRR.    

Związek Radziecki upadł z powodów, które rozegrały się na szczycie jego władzy (mniejsza w tym miejscu o szczegóły) gdzie zwyciężyła opcja demontażu Sojuza i przejścia na kapitalizm. Gdyby USrael uszanował tę decyzję bez poczucia triumfu i nie sięgnął po więcej, można by zakładać, że Rosja byłaby łagodnym członkiem tego samego obozu Pierwszego Świata na dobre i złe, jak np. Japonia albo Włochy. Afganistan odegrał w tej przemianie bardzo niewielką rolę. Nie należy więc i obecnie zakładać, że kampania syryjska, nawet gdyby się nie udała lub trwała zbyt długo może wyczerpać lub załamać Rosję.

Państwo Islamskie jest prawie na pewno tworem efemerycznym. Z Syrii zostanie wyparte siłą przez koalicję rosyjsko-syryjską, zwłaszcza jeśli uda się jej pozyskać niektóre z grup opozycyjnych do podzielenia się władzą z Assadem. Z Iraku jednak będzie je wyprzeć na pewno trudniej. Państwo Islamskie panuje tam nad tak wielkimi miastami jak Mosul (2 mln mieszkańców) i nad polami ropy naftowej. Rozwiązanie może więc być raczej polityczne niż militarne jako kompromis miedzy szyitami z południa, sunnitami z centrum i Kurdami z północy, o ile – tak jak chce tego Rosja, Iran i Turcja – utrzymana ma być jedność i integralność Iraku. Jeśli jednak – tak jak chcą tego Amerykanie i Izrael – Irak zostanie podzielony, to wtedy Daesz – zapewne z pomocą arabskich monarchów znad Zatoki - może utrzymać w nim swoją enklawę.    

W wyniku wojny Syria będzie inna, ale i Rosja będzie inna. Jest prawdopodobne, że z wojny tej Rosji pozostanie wielka i pełnoprawna baza lotniczo-morsko-lądowa w Latakii, na lewantyńskim wybrzeżu Morza Środziemnego. Będzie ona geopolityczną odpowiedzią na wielką bazę USA w Kosowie oraz na ograniczenia jakie NATO może zastosować w tureckich cieśninach Bosfor i Dardanele.

Jak będzie nazwana: Nowy Sewastopol czy Putingrad? 

 

KOMENTARZE

  • @ Autor
    Witam to co Google z rozdzielczością zdjęć robi ,to czysty banderyzm .Godzinę się męczyłem .Pozdrawiam.
  • Najciekawsze będą tu losy Kurdów - jakże podbne do losów Polaków 100 lat temu
    Powstanie niepodległego Kurdystanu najmocniej uderzy w Turcję. Społeczności arabskie w Iraku i Syrii już przyzwyczajają się do takiego obrotu sprawy. Leży to także w interesie kilku innych państw regionu (np Grecji i Izraela). Dla Turków jest to przerażająca perspektywa, bo ich okrojony kraj, o mocno osłabionej pozycji, może dalej się rozpadać.
  • @PontoSarmata 22:23:40
    Wiesz że kiedyś Kurdowie wspierali Niemieckich nazistów . Taka ich i nasza rola robimy wszyscy mali za margines dla banksterów .Pzdr.
  • @Repsol 22:30:22
    Turcy chętnie podkreślają ich rolę w ludobójstwie Ormian. O Polakach też źle mówiono w cywilizowanym świecie, kiedy powstała II RP.
  • @PontoSarmata 22:39:17
    Pozdrawiam . : http://visitor.neon24.pl/post/42992,armia-andersa-iran-irak-palestyna
  • 13/11/2013
    13 -ty Piatek 2013
    Paryz
    Tragedia Paryza.
    Zdaje sie , ze po tej tragicznej nocy w Paryzu Europa na dlugo stracila swoje oblicze.
    Dodatkowo wykryto bardzo rozbudowana siatke terrorystyczna od Skandynawii po Wlochy.
    Czy kiedykolwiek beda ukarani ci, ktorzy podpalili Europe?.
  • Ponto Sarmata
    Wlasciwie mozna porownac losy Kurdow do Polakow, choc nie do konca.
    Naturalnie, ze sa roznice.
    Ja sie Kurdami nie zachwycam ale troche mi ich zal.
    Najgorzej im chyba w Turcji bo z nimi nikt rozmawiac nie chce. Mieli wzglednie dobrze w Iraku , a wlasciwie dobrze, to ich zydzi i Amerykanie buntowali - dostali od Husejna straszny wycisk.
    Teraz tez maja w Turcji za swoje. Dobrze im bylo w Syrii. Ale tez ich ktos podkupywal. To nie tylko Izrael robi zamieszanie na Bliskim Wschodzie: Kuwejt, Arabia Saudyjska i Katar oplacaja terrorystow i sieja terror.
    Ja nie pretenduje do zbawcy i znawcy Bliskiego Wschodu.
    Zastanawiam sie, czy gdyby Kurdowie i Palestynczycy mieli swoje panstwo to czy na Bliskim Wschodzie bylby moze spokoj.
    Napewno w Palestynie bylby spokoj. Kurdowie sa bardzo podzieleni i Zachod ich zaprogramowal na zyski z ropy. Stale ich ktos dzieli i podzega przeciwko innym nawet Kurdom.
    Malo sie mowi o Kurdach w Iranie.
    Kurdowie nie mieli wlasciwie panstwa - ale czy naprawde wszystkie narody musza miec takie same administracje jak USA czy Europa?
    I takie same konstytucje, ktorych nikt nie przestrzega?
    I takie same upodobania: coca-cola, marihuana, hamburgery rock-and-rolle, rapy i tatuaze? I takie same programy nauczania o niczym?

    Czy nasza cywilizacja da w koncu odetchnac narodom swiezym, nieskazonym powietrzem?
    Panstwa zachodnie bardzo skrzywdzily Kurdow. Skrzywdzily caly Bliski Wschod.
    Wszystkie te kraje Bliskiego Wschodu dalyby sobie swietnie rade bez zachodniej 'demokracji'.
  • Autor
    Bardzo dobra analiza całej "układanki" bliskowschodniej: *5
    Sądzę, że to co się dzieje od 1,5 miesiąca w Syrii i na Bliskim Wschodzie jest punktem zwrotnym przemian światowych w kierunku scenariuszy wydarzeń bardziej pozytywnych dla ludzkości.

    Pozdrawiam serdecznie Autora - prawdziwy OCEAN informacji - i Dociekliwych Samodzielnie Myślących
  • @Autor
    *5

    Wielkie uznanie za tę analizę i podobne poprzednie. Dzięki nim nie daję się prowadzić rozmaitym propagandystom na smyczy.

    Bardzo byłbym wdzięczny za podobny - uzupełniający - tekst pod tytułem: "Skąd ten nagły napływ uchodźców do Europy?
  • @Votan9 14:10:00
    Poniższy fragment jest częścią artykułu, który został opublikowany na (findbiometrics.com):
    “Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców (UNHCR) rusza z planami wykorzystania technologii biometrycznych by identyfikować i śledzić uchodźców i wybrał firmę realizującą projekt. Accenture międzynarodowy dostawca usług technologicznych, który wygrał przetarg będzie w trzyletnim kontrakcie nadzorować wdrażanie tych technologii.
    UNHCR będzie używał Accenture’s Biometric Identity Management System (BIMS). BIMS może być wykorzystywany do zbierania danych biometrycznych twarzy, tęczówki i odcisków palców, a także może być wykorzystany w celu zapewnienia wielu uchodźcom formy oficjalnej dokumentacji. System ten będzie działał w połączeniu z systemem Unique Identity Service Platform (UISP) który będzie wysłał te informacje do centralnej bazy danych w Genewie, dzięki czemu biura UNHCR na całym świecie będą skutecznie koordynować działania z organem centralnym UNHCR śledząc uchodźców.

    Inicjatywa Rozwoju Identyfikacji (ID4D) została pierwotnie uruchomiona przez Bank Światowy, który wydaje się być dumny z pracy u boku ONZ, aby przekazać "osobowość prawną" w ręce wszystkich.
  • @
    Znowu kilka świetnych sformułowań. Dla dobra dziennikarskiego rzemiosła zakazuję Panu zaprzestawać publikowania artykułów:)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930