Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Hybrydowy generał ABW

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Dr Mateusz Piskorski, lider partii Zmiana, daje kolejny przykład jakości styropianowych „elit” i nomenklatury politycznej w Polsce oraz ich działań. Przytaczam w całości:

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wydaje się być z założenia instytucją poważną. Równie poważny powinien być szef tej dbającej o polskie bezpieczeństwo struktury.Wydaje się, że powinna być to osoba nie tylko profesjonalnie przygotowana do pełnienia takiej funkcji, ale na dodatek dysponująca jeszcze kilkoma innymi cechami, wśród których zasadnicze znaczenie ma umiejętność mówienia tylko tyle, ile jest rzeczywiście w danej sytuacji konieczne i niezbędne, ważenia każdego słowa, by nie narazić ABW ani na śmieszność, ani tym bardziej na poważniejszy zarzut — prowadzenia określonych działań politycznych wymierzonych przeciwko opozycji.

Sprawujący obecnie funkcję szefa ABW gen. Dariusz Łuczak wydaje się tych fundamentalnych cech nie mieć. Pod koniec lat osiemdziesiątych pracował jako nauczyciel zawodu w Zespole Szkół Zawodowych w Hajnówce, gdzie zorganizował lokalny strajk na rzecz zmiany dyrektora miejscowego ośrodka kultury, nieudany zresztą. W 1990 roku, gdy jego kolega Mieczysław Gmiter został burmistrzem Hajnówki, Łuczak przeszedł na odcinek samorządowy i pracował przez kilka lat jako zastępca kierownika urzędu miasta. W związku z brakami wykształcenia podjął w tym czasie studia prawnicze w trybie zaocznym w Białymstoku. Ten były działacz „Solidarności" karierę w służbach rozpoczął wprawdzie jeszcze w czasach istnienia Urzędu Ochrony Państwa w latach dziewięćdziesiątych. Trafiło tam wtedy bardzo wielu niewyszkolonych i kompletnie nie mających pojęcia o pracy służb specjalnych „styropianowców", byłych opozycjonistów kierujących się zasadą odwetu na wszystkich i wszystkim, co miało związek z Polską Ludową.

Łuczak będący wówczas członkiem zarządu wojewódzkiego „Solidarności" miał okazję poznać prowadzącego weryfikację (czytaj: czystkę) w służbach Krzysztofa Bondaryka. Dzięki tej znajomości został w 1995 roku funkcjonariuszem i piął się po szczeblach regionalnej delegatury. W 2007 roku Bondaryk został powołany przez premiera Donalda Tuska na stanowisko szefa ABW. Tymczasem Łuczak jako szef podlaskiej delegatury agencji ma problem — w jego strukturze wykryto tzw. kreta, oskarżanego o współpracę ze służbami białoruskimi. Odpowiedzialności Łuczak ponieść nie zdążył, bo został niezwłocznie awansowany do Warszawy, gdzie najpierw tworzy stołeczną delegaturę służb, a następnie obejmuje w centrali nadzór nad kilkoma istotnymi departamentami. Szczyt kariery obecny generał osiągnął w 2012 roku, gdy został zastępcą ówczesnego szefa agencji Krzysztofa Bondaryka, by następnie — po dymisji tego ostatniego — objąć kierownictwo ABW w kwietniu 2013 roku. Tyle na temat gen. Łuczaka, by zarysować tło jego aktualnych występów.

W gazecie „Rzeczpospolita" z 4 września br. ukazał się przeprowadzony przez Andrzeja Stankiewicza wywiad ze zwierzchnikiem polskich agentów. W noszącej krzykliwy tytuł „Dżihad bliżej Polski" rozmowie szef ABW alarmuje, że na terytorium Rzeczypospolitej pojawiają się pierwsze symptomy funkcjonowania osób związanych z Państwem Islamskim. Zagrożenie to zaiste poważne, szczególnie w kontekście mającej do Polski napłynąć fali imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Wydaje się tylko, że Łuczak powinien nieco dyskretniej wypowiadać się na temat działań służb w tej sprawie, bo przecież cisza i dyskrecja są podstawą w działaniach przeciwko zagrożeniu terrorystycznemu. Szef ABW opowiada też, że jego służba nie ponosi żadnej odpowiedzialności za słynne podsłuchy, które postawiły pod znakiem zapytania bezpieczeństwo rozmów czołowych członków rządu polskiego, nagrywanych przez mitycznych kelnerów. Wszystko to wyłącznie potwierdza tezę o nieudolności i braku profesjonalizmu zaocznego absolwenta prawa z Hajnówki i jego podwładnych.

Najciekawsze momenty wywiadu dotyczą jednak kwestii zupełnie innych. Sprawa jest tu znacznie poważniejsza, bowiem zachodzą przesłanki, że gen. Łuczak pracuje nie tyle na rzecz realizacji ustawowych obowiązków Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, co na konto Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego (VSD) Litwy, czyli służb obcych, realizujących interesy krajów ościennych. Jako zagrożenie generał wskazuje bowiem działalność na portalach społecznościowych profili takich, jak „Wileńska Republika Ludowa", w których wskazuje się na potrzebę obrony praw i interesów mniejszości narodowych, przede wszystkim polskiej, której elementarne prawa notorycznie są przez litewskie władze naruszane. Łuczak przyznaje, że ABW niezwłocznie przekazała służbom litewskim informację na temat prawdopodobnych autorów wspomnianej strony. Czytaj: szef polskich służb publicznie przyznaje, że donosi na polskich obywateli wywiadowi obcego państwa… Dalej jest coś, co świadczyć może o związkach generała z służbami ukraińskimi: „jeśli w Polsce powstaje Powiernictwo Kresowe, które lansuje program rewindykacji mienia pozostawionego za Bugiem, to Moskwa może tylko zacierać ręce" — mówi.

Powiernictwo Kresowe ma za zadanie pomoc Polakom, którzy — w kontekście układu stowarzyszeniowego pomiędzy Ukrainą a Unią Europejską — uzyskują szansę na realizację zasad historycznej sprawiedliwości i choćby częściową rekompensatę za utracone nie z ich winy nieruchomości. Zdaniem Łuczaka, kresowiacy to wszakże środowisko działające na rzecz wrażej Moskwy.  Interpretacja dokonana przez gen. Łuczaka całkowicie pokrywa się ze stanowiskiem ukraińskim, w tym ukraińskich służb w tej sprawie. To one, w swoim antypolskim zacietrzewieniu, wpisują polskich działaczy kresowych na tzw. czarne listy osób, którym odmawia się wjazdu na terytorium Ukrainy. Jak można sądzić, szef ABW w pełni te działania popiera, a być może — jak w przypadku litewskim — sam donosi na polskich obywateli prowadzących działalność „antyukraińską" (czytaj: antybanderowską).

I wreszcie ostatni fragment wywiadu, po którym szef służb niepodległego państwa powinien być niezwłocznie zdymisjonowany. „Swiridow wyraźnie działał wbrew interesowi RP", „stanowi rzeczywiste i poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju" — mówi generał o rosyjskim dziennikarzu od lat pracującym w Warszawie Leonidzie Swiridowie. Oznacza to, że Łuczak oskarża wprost i publicznie człowieka, który od kilkunastu miesięcy za jego sprawą jest przedmiotem nagonki ulegających szpiegomanii mediów i instytucji o działalność niezgodną z prawem. Dowodów nie przytacza, wyroku sądu w tej sprawie żadnego nie ma, czyli red. Swiridow ma pełne prawo nie tylko się obrazić, ale również przeciwko Łuczakowi złożyć pozew. Odszkodowanie dla red. Swiridowa zostanie w takim przypadku wypłacone, oczywiście, nie z portfela Łuczaka, lecz z kasy budżetu, czyli z portfeli polskich podatników.

Wygląda na to, że Łuczak jest żywym dowodem na to, że studia prawnicze nie powinny się odbywać w trybie zaocznym. W wywiadzie znajdziemy jeszcze cały szereg absurdów, poczynając od stwierdzenia, że w Polsce prowadzona jest wojna hybrydowa. Pan generał powinien sięgnąć do publikacji na temat tego pojęcia, albo chociaż do Wikipedii. Naraża się bowiem na śmieszność, utrzymując, że na terytorium naszego kraju trwa jakiś konflikt zbrojny, który jest z definicji częścią owej wojny, określonej tak przez konfliktologów amerykańskich przed dziesięcioma laty. Z litości wobec generała przemilczymy pozostałe absurdy. Takiej samej litości nie sposób jednak okazywać wobec tych, którzy powołali go na stanowisko, narażając Państwo Polskie nie tylko na śmieszność, ale też na straty i niebezpieczeństwa.

 

 

KOMENTARZE

  • @
    "Wygląda na to, że Łuczak jest żywym dowodem na to, że studia prawnicze nie powinny się odbywać w trybie zaocznym."

    w sytuacji , gdy jedną z "osób trzymajacych władzę " na wydz.Prawa UB jest kolega z sąsiedniego styropianu - Kawaler Orderu Orła Białego (od Komora) - sędzia NSA (w stanie spoczynku) prof. Prutis - tryb studiów nie miał wielkiego znaczenia

    "Odszkodowanie dla red. Swiridowa zostanie w takim przypadku wypłacone, oczywiście, nie z portfela Łuczaka, lecz z kasy budżetu, czyli z portfeli polskich podatników." - nie koniecznie . Wszystko zależy przeciw komu zostanie złożony pozew i na ile "kompetentny" będzie sąd.

    Ech Białystok, jak ja lubię to miasto generałów.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31