Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3841 postów 1811 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Poniedziałek, 31.08.2015

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ACTA DIURNA (854) Krwawe starcia w Kijowie, kolejne manewry NATO, pogłębia się konfrontacja z Rosją, narasta kryzys uchodźców w UE… Zapraszam na serwis z zagranicy.

 

* Parlament Ukrainy na wniosek prezydenta Petra Poroszenki przyjął dziś w pierwszym czytaniu projekt zmian Konstytucji w zakresie decentralizacji. Wcześniej około 3000 przeciwników zatwierdzenia zmian w konstytucji Ukrainy, głównie banderowców, zablokowało ruch w pobliżu Rady i zorganizowało pikietę pod budynkiem parlamentu. Poza tym deputowani Partii Radykalnej Ołeha Laszki już na długo przed nadzwyczajnym posiedzeniem zablokowali prezydium i trybunę Rady, a podczas wystąpienia szefów frakcji krzyczeli „hańba!”, a także wykorzystali alarm, aby przeszkodzić w wystąpieniach parlamentarzystów popierających projekt prezydencki. Po głosowaniu przed budynkiem Rady doszło do zamieszek i ktoś rzucił w tłum granat, rannych zostało około 100 osób. Mer Kijowa Witalij Kliczko oświadczył, że są też ofiary śmiertelne wśród żołnierzyz batalionu Gwardii Narodowej. 

 

* W manewrach morskich NATO na Morzu Czarnym, które potrwają do 12 września, weźmie udział ponad 150 jednostek sprzętu bojowego. Uczestnicy przećwiczą współdziałanie w zakresie zabezpieczenia przed atakiem okrętów i łodzi podwodnych a także w ramach akcji ratunkowych. USA i Ukraina rozpoczynają dzisiaj ćwiczenia morskie Sea Breeze w obwodzie odeskim i nikołajewskim, zgodnie z planem mają potrwać do 12 września.  Zgodnie z zapowiedzią w ćwiczeniach udział weźmie 2,5 tys. wojskowych nie tylko z USA i Ukrainy, lecz również z Bułgarii, Niemiec, Grecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Rumunii, Szwecji, Turcji i Mołdawii. Co trzeci wojskowy będzie reprezentował US Navy. Łącznie w manewrach ma wziąć udział ponad 150 jednostek sprzętu bojowego — okrętów, łodzi podwodnych, śmigłowców, samolotów oraz sprzętu kołowego. Dowódca VI. Floty USA wiceadmirał James Foggo nazwał ćwiczenia „ważną możliwością współpracy z naszymi partnerami oraz przeprowadzenia poważnych przygotowań na ziemi, w powietrzu i na morzu". „Jestem przekonany, że pozwolą naszym marynarzom, żołnierzom, lotnikom i żołnierzom piechoty morskiej wymienić się cennymi informacjami, co będzie skutkowało umocnieniem więzi i jedności w regionie" — cytuje jego wypowiedź profilowy portal Naval Technology. Według danych periodyku, podczas morskiej fazy ćwiczeń zostanie przećwiczone współdziałanie na wodzie, walka z okrętami podwodnymi a także odpieranie ataków niewielkich okrętów. Poza tym nie obejdzie się bez wspólnych manewrów w powietrzu, usuwania uszkodzeń podczas działań zbrojnych, realizacji operacji poszukiwawczo-ratunkowych a także manewrów taktycznych.

 

 * Skala największych w ciągu 10 lat manewrów krajów natowskich jedynie podkreśla daremność ich przeprowadzania. Analitycy NATO sami w to nie wierzą, że przeprowadzanie manewrów na wielką skalę przygotuje ich do wojny hybrydowej albo zapewni NATO przewagę nad Rosją. Trident Juncture-2015, największe w ciągu dziesięciu lat manewry Paktu Północnoatlantyckiego, odbędą się w terminie październik-listopad w Hiszpanii, Portugalii i we Włoszech, a także na Morzu Śródziemnym i Atlantyku. Weźmie w nich udział ponad 36 tysięcy żołnierzy z 30 krajów, w tym sojusznicy NATO i siedem krajów partnerskich (Australia, Austria, Bośnia i Hercegowina, Finlandia, Macedonia, Szwecja i Ukraina). Te manewry, jak twierdzi sojusz, mają przygotować żołnierzy do wojny hybrydowej, którą jakoby prowadzi Rosja. Analitycy NATO sami mają wątpliwości co do realnego istnienia wojen hybrydowych, ponieważ wszystkie opisy, które pojawiły się w ciągu roku, dotyczą konfliktów prowadzonych w przeszłości. Tymczasem, jak pisze amerykański „The National Interest” zagrożenie wojny hybrydowej z Rosją nie istnieje, bo Moskwa nie zamierza zajmować obcych terytoriów. Jest to pretekst. Tego typu ćwiczenia są kontynuacją strategii krajów NATO w ramach rozszerzenia działalności wojskowej w Europie, w tym odnośnie wzmocnienia sił szybkiego reagowania, zwiększenia liczebność amerykańskiego kontyngentu, rozszerzenia programu ćwiczeń i patrolowania, a także zwiększenia wydatków na obronę.

 

* Autorzy raportu „Nie dopuścić do wojny: jak zmniejszyć ryzyko incydentów zbrojnych między Rosją a NATO?” uważają, że negocjacje w sprawie umowy między Rosją a NATO mogą być prowadzone równolegle z negocjacjami między Rosją a państwami członkowskimi NATO lub ich partnerami. Opublikowany w środę raport został przygotowany przez specjalną grupę roboczą projektu „Budowanie wielkiej Europy: niezbędne środki do 2030 roku”. Utworzona w 2013 roku grupa robocza (Task Force on Cooperation in Greater Europe) składa się z ekspertów z wpływowego brytyjskiego ośrodka badawczego „Europejska Wspólnota Przywódców w celu wielostronnego nuklearnego rozbrojenia i nierozprzestrzeniania się broni jądrowej” (European Network Leadership), Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych (RSMD), Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) oraz Organizacji Międzynarodowych Studiów Strategicznych (USAK) w Ankarze. Autorzy raportu stwierdzają znaczne pogorszenie stosunków między Rosją a zachodnimi państwami w ciągu ostatniego półtora roku z powodu sytuacji na Ukrainie. „To doprowadziło do pogłębienia dawnych obaw i rozbieżności w innych kwestiach, takich jak obrona przeciwrakietowa, ekspansja NATO, sposoby wdrażania konwencjonalnych sił zbrojnych w Europie i niestrategicznych broni jądrowych. Stosunki gospodarcze między Rosją a innymi krajami Europy zaczynają się kruszyć ze względu na wprowadzone sankcje. Wielu ekspertów, zarówno w Rosji, jak i na Zachodzie, już otwarcie dyskutuje na temat możliwości nowej zimnej wojny”, — czytamy w raporcie. „Jedną z cech obecnej sytuacji stał się wzrost liczby incydentów z udziałem sił zbrojnych Rosji i NATO, a także między rosyjskimi wojskami i siłami zbrojnymi Szwecji i Finlandii. Ich istota i przyczyny pozostają sporne, jednak sam fakt aktywacji sił zbrojnych i ich terytorialnego zbliżenia raczej nie jest kwestionowany”. Od marca 2014 roku Europejska Wspólnota Przywódców naliczyła 66 tego typu incydentów, z których trzy sklasyfikowano jako „bardzo ryzykowne”. Taka sytuacja, według autorów raportu, jest brzemienna nie tylko w bezpośrednie skutki incydentów, ale także pogłębia konfrontację stron, która potencjalnie może nawet doprowadzić do wojny. Dwa tygodnie temu Europejska Wspólnota Przywódców opublikowała raport zatytułowany „Przygotujmy się na najgorsze: czy ćwiczenia wojskowe Rosji i NATO zwiększają prawdopodobieństwo wojny w Europie?”. Po przeanalizowaniu tego, w jaki sposób odbywały się wielkoskalowe ćwiczenia Rosji z udziałem 80 tysięcy osób i NATO z udziałem 15 tysięcy w marcu i czerwcu 2015 roku odpowiednio, eksperci centrum doszli do wniosku, że Rosja i sojusz przygotowują się do konfrontacji zbrojnej. „Wydaje nam się niezbędne pilne zwołanie Rady Rosja-NATO w celu omówienia perspektyw podpisania memorandum o wzajemnym porozumieniu między NATO a Federacją Rosyjską w sprawie zasad postępowania w celu zapewnienia bezpieczeństwa współpracy w powietrzu i obszarze morskim. Podobne porozumienie zostało podpisane przez USA i Chiny pod koniec 2014 roku w celu podtrzymania zachowania istniejących międzynarodowych przepisów i norm, poprawy bezpieczeństwa pracy na morzu i w powietrzu, zwiększenia wzajemnego zaufania, a także opracowania nowego modelu stosunków między resortami obrony obu stron”, — uważają autorzy raportu. W ich opinii negocjacje w sprawie wielostronnego porozumienia pomiędzy NATO i Rosją mogą być prowadzone równolegle z negocjacjami w sprawie zawarcia analogicznego porozumienia między Rosją a krajami członkowskimi NATO lub ich partnerami. „Takie porozumienie jest konieczne, aby zapobiec incydentom i możliwym nieporozumieniom, które mogą doprowadzić do wzrostu napięć, a w najgorszym przypadku — do konfrontacji. Ponadto we wczesnych etapach negocjacji warto byłoby przyłączyć do dyskusji na temat projektu umowy Szwecję i Finlandię, ponieważ te kraje również są narażone na ryzyko związane ze wzrostem aktywności militarnej w rejonie Morza Bałtyckiego”, — zaznaczają eksperci. Autorzy raportu przypominają, że amerykańsko-chińskie porozumienie ustala zasady i procedury współdziałania, których należy przestrzegać w kontaktach okrętów wojskowych i powietrznych. Takie zasady obejmuje zobowiązanie stron do terminowego wzajemnego uprzedzania się o niebezpieczeństwie w przypadku ćwiczeń lub strzelania w pobliżu ewentualnych lokalizacji okrętów innych krajów. Ponadto strony powinny powiadomić się wzajemnie o planowanych ćwiczeniach. Oprócz tego umowa określa działania, których należy unikać, w tym symulacje ataków poprzez naprowadzenie broni na okręty czy samoloty przeciwnika.   „Umowa określa częstotliwość radiową używaną do komunikacji, a także słownik sygnałów, które należy stosować w przypadku trudności w komunikacji werbalnej pomiędzy składem drużynowym czy kapitanami okrętów. W oddzielnych punktach każdej ze stron zalecono przeprowadzenie corocznych spotkań pod przewodnictwem przedstawicieli wyższego składu dowodzącego w celu analizy wszystkich wydarzeń związanych z implementacją umowy w ubiegłym roku”, — przypominają autorzy raportu. Wśród autorów raportu są m.in. były minister spraw zagranicznych Rosji Igor Iwanow, jego polski kolega, były minister spraw zagranicznych Polski Adam Rotfeld, były minister obrony Wielkiej Brytanii Des Browne, były minister spraw zagranicznych oraz minister obrony Zjednoczonego Królestwa Malcolm Rifkind, a także byli ministrowie innych państw, eksperci i byli ambasadorzy.

 

* Minister obrony Finlandii Jussi Niinistö zaproponował stworzenie wraz ze Szwecją swojego rodzaju alternatywy dla NATO. Poskarżył się jednak, że szwedzkie wojska są słabe. Rosyjska gazeta „Wzgliad” zgadza się z jego zdaniem. Jednak zwraca ona uwagę na to, że tradycyjnie miłująca pokój Szwecja przeżywa militarny renesans sztucznie wywołany przez antyrosyjską propagandę. Szwecja nie walczyła od czasów Napoleona, szwedzka mentalność jest wynikiem ponad dwustu lat pokoju, przypomina Wzgliad. Jednak, jak dalej pisze rosyjska gazeta, w czasie zimnej wojny w Szwecji utrzymywany był bardzo wysoki poziom gotowości bojowej. Kraj przeznaczał na wydatki wojskowe ogromne sumy — do 3% PKB, wielkość armii oscylowała na poziomie 300 tysięcy osób, z powodzeniem rozwijał się własny skuteczny przemysł zbrojeniowy. Wraz z zakończeniem zimnej wojny histeryczny (zdaniem gazety) stosunek do własnych zdolności obronnych szybko ulotnił się. Armia zaczęła gwałtownie topnieć, a wydatki na obronę gwałtownie spadły. W 2010 roku Szwecja zrezygnowała z powszechnego poboru na rzecz armii zaciężnej. Jeszcze poważniejsze były zmiany o charakterze psychologicznym. U podstaw współczesnej szwedzkiej mentalności, zdaniem gazety, leży przekonanie, że w regionie nie może być żadnego konfliktu zbrojnego i dlatego nie ma szczególnej potrzeby troszczyć się o zdolności obronne kraju. Przekonanie Szwedów do tego, że znaczne zwiększenie wydatków na obronność, przezbrojenie wojska, wstąpienie w sojusz z Finami, przywrócenie systemu poboru jest konieczne, nie jest łatwym zadaniem. W ciągu ostatniego roku szwedzkie społeczeństwo stało się obiektem aktywnego nacisku informacyjnego, w którym „agresywna Rosja” była głównym argumentem. Pojawiła się fala różnego rodzaju „dokumentów informacyjnych”, z których wynika, żeRosja Putina przygotowuje królestwa coś agresywnego. Tylko w zeszłym miesiącu opublikowano szereg raportów, które opisują przyszłe „plany Moskwy odnośnie zagarnięcia Szwecji”. Na przykład Centrum Analizy Polityki Europejskiej szczegółowo wyjaśniło Szwedom, że Rosja na ostatnich szkoleniach ćwiczyła przejęcie Gotlandii. Ponadto regularnie pojawiają się wiadomości o „naruszeniu szwedzkiej przestrzeni powietrznej” przez rosyjskie samoloty wojskowe i okręty, nie wspominając już o wiecznych poszukiwaniach rosyjskich okrętów podwodnych u brzegów. Jest to pozostałość z czasów zimnej wojny, która dochodziła wtedy niemal do histerii. Teraz odzyskała ona nowy oddech. Paniczna atmosfera „idą Rosjanie”, która została stworzona w Szwecji w ciągu ostatniego roku, stopniowo toczy podstawy szwedzkiej mentalności, pisze „Wzgliad”. Gazeta zauważa, że po raz pierwszy w ciągu całej historii sondaży ponad połowa Szwedów (57%) opowiada się za zwiększeniem budżetu wojskowego. Parlament proponuje zwiększenie wydatków wojskowych do 10,2 mld koron, czyli około do 1,2% PKB kraju. W zasadzie nie ma nic w tym złego. Na tle realnego pogorszenia sytuacji nie tylko w Europie, ale także ogólnie na świecie, Szwecja nagle odkryła, że jej armia jest niejednorodna pod względem uzbrojenia, jest niezmiernie mała i nie ma żadnego bojowego przygotowania. Szwedzi zaczęli pośpiesznie łatać tę dziurę, co jest naturalne. Inną rzeczą, konkluduje gazeta „Wzgliad”, jest to, że głównym katalizatorem tego procesu była masowa antyrosyjska propaganda, którą na Szwedów zwaliły centra analityczne bliskie NATO.

 

* Węgierska armia przystąpiła do budowy dodatkowego ogrodzenia o wysokości 4 m na granicy z Serbią - podaje serbska spółka nadawcza RTS.  Podstawowe ogrodzenie o długości 175 km z trzech szeregów drutu kolczastego Węgry wzniosły w tych dniach. Poza tym z węgierskiej strony władze urządziły kilka stref tranzytowych dla nielegalnych imigrantów. Bez względu na to przez ostatnie 24 godziny na Węgry nielegalnie przedostało się około 3 tys. osób.  W niedzielę szef francuskiego resortu polityki zagranicznej Laurent Fabius skrytykował politykę migracyjną wschodnioeuropejskich państw członkowskich UE, szczególnie podkreślając Węgry z ich ogrodzeniem z drutu kolczastego na granicy z Serbią. Zdaniem ministra, budowa tego ogrodzenia jest sprzeczna z wartościami UE i sama przez się jest „oburzająca". 

 

* Nadzwyczajne pilne posiedzenie Rady Europejskiej w celu omówienia sytuacji uchodźców odbędzie się 14 września. Ich liczba tylko rośnie i ani Bruksela, ani żadna z europejskich stolic nie ma strategii w celu rozwiązania kryzysu. Jak przyznają ministrowie spraw wewnętrznych UE, Unia nie jest w stanie „przeciwstawić się wyzwaniu napływu imigrantów”.  Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Siyyarto określił krytykę ze strony Laurenta Fabiusa pod adresem polityki imigracyjnej krajów Europy Wschodniej jako skandaliczną. Dzisiaj Budapeszt chciał wezwać francuskiego ambasadora do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Węgier i zażądać wyjaśnień. Potyczka pomiędzy ministrami zaczęła się w niedzielę. Szef francuskiego MSZ nazwał budowę umocnień granicznych na Węgrzech działaniami „sprzecznymi z wartościami Unii Europejskiej”. W odpowiedzi Siyyarto zauważył, że „niektórzy Europejczycy nie są w stanie zrozumieć sytuacji, w której znalazły się Węgry ze względu na masowy napływ imigrantów”. Ministrowie spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji proponują stworzenie specjalnych ośrodków we Włoszech i Grecji. Tam uchodźcy będą rejestrowani i w teorii będą określane ich dalsze losy. Ani Rzym, ani Ateny nie chcą przyjąć tej propozycji, ponieważ napływ imigrantów według wszystkich prognoz będzie tylko narastać, a ich gospodarka nie jest w najlepszym stanie. Reszta Europy nie zamierza dzielić się kosztami utrzymania imigrantów. Tymczasem imigranci przybywający na Stary Świat stopniowo przechodzą do żądań. Na Węgrzech kilkuset uchodźców urządziło akcję protestacyjną, ponieważ policja nie puściła ich na pociąg jadący do Niemiec. W Grecji i we Włoszech imigranci żądają szybkiej rejestracji i przejazdu do Niemiec lub Anglii. W samej Wielkiej Brytanii uchodźcy żądają zwiększenia pomocy społecznej. Kiedy niemiecki minister spraw wewnętrznych potwierdził prawo Niemców do wolności zgromadzeń, w tym protestów przeciwko imigrantom, został oskarżony o faszyzm i rasizm. Politycy UE udzielają sobie nawzajem porad na temat tego, co należy robić. Londyn jasno daje do zrozumienia, że nadszedł czas, aby ograniczyć swobodny przepływ osób w Europie. Wielu Brytyjczyków gorąco popiera tę propozycję. A były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder wręcz przeciwnie, uważa, że UE powinna stworzyć wszelkie warunki dla swobodnego dostępu imigrantów i prowadzić tzw. Willkomenspolitik, politykę gościnności.  Według weterana niemieckiej socjaldemokracji Europa nie tylko jest w stanie przyjąć i asymilować imigrantów, ale nawet ma obowiązek to zrobić: demografia  gra przeciwko starej białej Europie. Próba rozwiązania tego problemu kosztem imigrantów może odnieść sukces z punktu widzenia gospodarki. Ale ceną za to będzie kapitalna zmiana europejskiego porządku świata.

 

* Hiszpania pozwoliła rosyjskiemu okrętowi podwodnemu wpłynąć do portu w celu uzupełnienia paliwa, by tym samym zastraszyć mieszkańców Gibraltaru. Są o tym przekonani brytyjscy politycy. Ponadto pojawiła się opinia, że takie działania jednego z członków NATO wywołają zdumienie w Waszyngtonie. Brytyjskich polityków oburzyła decyzja Hiszpanii, by pozwolić rosyjskiemu okrętowi podwodnemu „Noworosyjsk” wpłynąć do położonego na północnym wybrzeżu Maroka portu Ceuta w celu uzupełnienia zapasów paliwa. „The Independent” pisze, że brytyjscy politycy i analitycy wojskowi oskarżyli hiszpański rząd o prowokację skierowaną przeciwko Gibraltarowi, do którego rości sobie prawo Hiszpania. Hiszpania zawsze ignorowała granice wód terytorialnych Gibraltaru, taranowała statki a nawet strzelała do statków z turystami. A teraz pozwala flocie wrogiego państwa  na pozostawienie okrętu podwodnego mniej niż 18 mil od Gibraltaru – oświadczył brytyjski polityk Andrew Rosindell. Zdaniem analityków wojskowych działania Hiszpanii świadczą o tym, że Europa nie jest zdolna przeciwstawić się Rosji w kwestii Ukrainy. W ciągu ostatnich 18 miesięcy NATO koncentrowało się na przeciwstawieniu się rosyjskiej agresji na Ukrainie. A tu jeden z członków sojuszu gości flagowy okręt wojenny Rosji, który płynie na Morze Czarne. To szaleństwo, które wywoła zdumienie w Waszyngtonie – powiedział analityk wojskowy z amerykańskiego ośrodka analitycznego Heritage Foundation Luke Coffey. Jego zdaniem decyzja Hiszpanii wywoła silne protesty w Stanach Zjednoczonych, biorąc pod uwagę to, że Madryt nie pozwala okrętom USA lub NATO na cumowanie u wybrzeży Hiszpanii, jeśli zawijały do Gibraltaru.

 

* Oświadczenia Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych świadczą o tym, że Waszyngton nie ma nic przeciwko temu, by Moskwa jako doświadczony negocjator odegrała główną rolę w uregulowaniu syryjskiego kryzysu – pisze „Washington Times”. Według amerykańskiej gazety, Moskwa przekształca się w centrum międzynarodowej dyplomacji w zakresie rozwiązania konfliktu w Syrii. W piątek w Moskwie odbyły się rozmowy między specjalnym wysłannikiem Stanów Zjednoczonych ds. Syrii Michaelem Ratneyem a rosyjskimi dyplomatami. Po spotkaniu Departament Stanu USA oświadczył, że, mimo różnicy zdań, liczy na kontynuowanie współpracy z Moskwą w kwestii syryjskiej. Rozumiemy, że czeka nas dużo pracy, ale wierzymy, że kontynuowanie współpracy z Rosją w sprawie politycznego uregulowania w Syrii jest możliwe – powiedział rzecznik prasowy Departamentu Stanu John Kirby. Dodał on, że na razie nie wiadomo jak ta współpraca będzie wyglądać, bo dopiero rozpoczęto rozmowy. „Washington Times” pisze, że Waszyngton „zaczyna godzić się z tym, że Moskwa stanie się głównym graczem w kwestiach dotyczących Syrii”. Kreml podejmuje w tym celu intensywne zabiegi dyplomatyczne. Niedawno w Moskwie przebywali z wizytami przedstawiciele wielu bliskowschodnich państw, w tym syryjskiej opozycji. Król Jordanii Abdullah II podczas spotkania z Władimirem Putinem zauważył, że rola Rosji „jest niezwykle istotna dla zbliżenia walczących ze sobą stron za stołem negocjacyjnym”.  Amerykańska gazeta  stwierdza, że Rosja ma możliwości, by bronić swojego stanowiska odnośnie rozwiązania syryjskiego konfliktu. Wynika to z reputacją Moskwy jako wiarygodnego negocjatora z  Iranem – zwolennikiem reżimu Baszara al-Asada.

 

* Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie bardzo stara się przekonać Kijów, że zadłużenie Ukrainy wobec Rosji ma charakter państwowy, a nie prywatny – powiedział amerykański profesor w rozmowie z byłym doradcą Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych Jamesem Cardenem. Kijów zajął „niesłychane”  stanowisko wobec długu zaciągniętego w Rosji, domagając się jego restrukturyzacji. Tymczasem jest to państwowe zobowiązanie, a nie prywatne – oświadczył amerykański ekonomista i pisarz Michael Hudson w rozmowie z analitykiem i byłym doradcą Departamentu Stanu Jamesem Cardenem. W artykule na łamach „The Nation” Carden zastanawia się nad konsekwencjami niedawnego umorzenia przez wierzycieli 20% ukraińskiego długu i cytuje opinie ekspertów na ten temat. Profesor Hudson uważa, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy powinien przekonać kijowskie władze, że środki, które Fundusz Dobrobyt Narodowego Rosji zainwestował na Ukrainie, należy rozpatrywać jako zadłużenie państwowe. Pod koniec czerwca MFW, według mediów, wstępnie poparł stanowisko Rosji wobec euroobligacji i uznał je za państwowy, a nie prywatny dług Ukrainy. Jednak, zdaniem amerykańskiego ekonomisty, fundusz „nie nalega” na to i nie chce wpłynąć na Kijów. Minister gospodarki Ukrainy Natalia Jaresko w ukraińskiej telewizji oświadczyła, że Ukraina może zaproponować Rosji jedynie restrukturyzację zadłużenia. Jeśli MFW pozwoli Ukrainie anulować zobowiązania wobec Rosji wynikające z euroobligacji, konsekwencje mogą być radykalne – stwierdza Michael Hudson. Według niego, taki scenariusz będzie świadczył o tym, że fundusz nie uważa za stosowne stosowanie międzynarodowych norm prawnych w odniesieniu do Rosji.Jak twierdzi Hudson, jeśli w grudniu Ukraina, za przyzwoleniem MFW, ogłosi, że nie zamierza spłacać długu wobec Rosji, to będzie to oznaczać, iż prawo międzynarodowe nie obowiązuje wobec rządów, z którymi rywalizuje Waszyngton.  Carden wyciąga następujące wnioski z wypowiedzi Hudsona: umorzenie 20% ukraińskiego długu jest bardzo skromnym zwycięstwem dla gospodarki kraju; tymczasem sytuacja wokół zadłużenia wobec Moskwy i stanowisko MFW w tej sprawie mogą być brzemienne w poważne konsekwencje.  Analityk zauważa, że Rosja prawdopodobnie zgodziłaby się na restrukturyzację ukraińskiego zadłużenia, jeśli by jej gospodarka nie stała się celem zachodnich sankcji. Jego zdaniem po tym, jak Poroszenko zademonstrował gotowość do wykorzystania transz MFW na finansowanie operacji wojskowej przeciwko własnym obywatelom, Moskwie przeszła ochota na pomaganie Kijowowi. Ale co gorsze, kredyt MFW i plusy restrukturyzacji zadłużenia (jakie by one nie były) niewiele mogą zdziałać wobec zarówno oligarchicznej naturze ukraińskiej gospodarki, jak i panoszącej się w rządzie korupcji – podkreślił  Carden.

 

* Po tym, jak Władimir Putin poparł Abd al-Fattaha as-Sisi, który został prezydentem, Egipt szybko staje się kluczowym partnerem Rosji na Bliskim Wschodzie – pisze Melkulangara Bhadrakumar, były ambasador Indii w Uzbekistanie i Turcji. Dwudniowa wizyta prezydenta Egiptu Abd al-Fattah as-Sisi w Moskwie świadczy o tym, że Egipt staje się jednym z kluczowych krajów dla Rosji na Bliskim Wschodzie – stwierdza Bhadrakumar na łamach „Asia Times”. Według niego, w swoim czasie Władimir Putin podjął mądrą decyzję popierając as-Sisi, którego wiele krajów traktuje z wrogością. „Putin doskonale i z zimną krwią to rozegrał. To był wspaniały pokaz pragmatycznej polityki bez jakiegokolwiek roszczenia sobie pretensji do wysokich zasad. Ponadto interes Rosji zawsze będzie motywem przewodnim w jej polityce zagranicznej. (…). Rosja znowu gra z Egiptem na wielką skalę” – podkreśla hinduski autor. Wynik był niemal natychmiastowy. Cztery miesiące po wyborach prezydent as-Sisi zawarł z Rosją wstępną umowę na dostawy broni na kwotę około 3,5 mld $. Bhadrakumar uważa, ze to posunięcie było aktem strategicznego nieposłuszeństwa wobec USA. Teraz, kiedy społeczność międzynarodowa uznała zwycięstwo Sisiego za zgodne z prawem, USA próbują nawiązać z egipskim prezydentem dobre relacje. Jednak as-Sisi pamięta, że Putin poparł go w momencie, gdy bardzo tego potrzebował, co było widoczne na wspólnej konferencji prasowej na Kremlu.Oczywiste jest, że Egipt szybko przekształca się w partnera numer jeden dla Rosji w regionie bliskowschodnim. Podjęcie takiej strategicznej decyzji jest racjonalne dla Rosji. Przecież Egipt jest najbardziej zaludnionym krajem arabskim i zawsze odgrywał ważna rolę w geopolityce regionu – pisze były ambasador Indii w Uzbekistanie i Turcji. 25 sierpnia prezydent Egiptu Abd al-Fattah as-Sisi przyjechał do Rosji z wizytą roboczą, podczas której spotkał się z prezydentem Putinem. Strony znów omówiły sytuację na Biskim Wschodzie oraz współpracę handlową i gospodarczą między obu krajami.

 

* Stary Świat nadal publicznie demonstruje wielką przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi, mimo strat spowodowanych przez sankcje i korzyści, które mogłaby czerpać Europa ze wznowienia partnerskich relacji z Rosją – pisze włoski dziennikarz Gianandrea Gaiani, redaktor naczelny „Analisi Difesa”. Kraje europejskie nie posiadają woli politycznej, by przeciwstawić się Stanom Zjednoczonym Ameryki – twierdzi włoski dziennikarz Gianandrea Gaiani. Jego zdaniem Europa nie tworzy jednolitej całości, a kryzysy, do których dochodziło w ostatnich latach dokładnie pokazały, że istnieje kilka „Europ”. — Nie ma Europy ani w politycznym, ani w społecznym sensie. Świadczy o tym kryzys imigracyjny. Co więcej, nie ma również Europy jako bloku militarnego, co pokazały wydarzenia na Ukrainie. Istnieje wiele Europ. Są kraje byłego Układu Warszawskiego, które rzekomo są zaniepokojone agresywnymi działaniami Rosji w związku z historycznymi analogiami do konfrontacji między Związkiem Radzieckim a Niemcami. Istnieje również Europa Zachodnia: Francja, Niemcy, Włochy. Marzy ona o przywróceniu partnerskich relacji z FR bez embarga i sankcji – pisze dziennikarz. Według niego, kraje europejskie same sobie zaprzeczają i, mimo zakazu ze strony Stanów Zjednoczonych, próbują choć w minimalnym stopniu uzyskać jakąś korzyść ze współpracy z Rosją.  Nie możemy mówić o jednolitej Europie. Niemcy publicznie oskarżają Rosję o kryzys na Ukrainie. Następnie, bez zbędnych ceregieli, podpisują z Moskwą umowę na dostawy rosyjskiego gazu nowym gazociągiem z pominięciem Ukrainy. Każdy kraj unijny próbuje rozegrać własną partię, obnosząc się z przyjaźnią do Stanów Zjednoczonych, ale jednocześnie dba o własne interesy w relacjach z Rosją – zauważa Gaiani. Dziennikarz zwraca również uwagę na kwestię walki z ugrupowaniem terrorystycznym Państwo Islamskie. Nie widzę, aby Stany Zjednoczone chciały walczyć z islamistami. To śmieszne, że wysyłają swoje F-22 do Europy, by walczyły z rosyjskim lotnictwem i bawiły się w zimną wojnę. Zamiast tego powinny wysłać wszystkie siły powietrzne na Bliski Wschód i walczyć z Państwem Islamskim – podkreśla dziennikarz, dodając, że Rosja mogłaby być „idealnym” sojusznikiem do walki z islamistami.

 

* Według ministra ds. eurointegracji Kosowa Bekima Çollaku, jeśli Unia Europejska nie przyśpieszy rozszerzenia, to cena zwłoki może okazać się wysoka, bo Bałkany zaczynają spoglądać na Wschód.  Ze strategicznego punktu widzenia Unia Europejska musi przyśpieszyć proces przyjęcia krajów kandydatów – pisze gazeta „The Economist”. Jak poinformował gazetę minister ds. eurointegracji Kosowa Bekima Çollaku, jednym z powodów jest to, że na Bałkanach rosną prorosyjskie nastroje. Chociaż kraje członkowskie Unii Europejskiej nie chcą rozszerzenia, zwłoka może je dużo kosztować. Od zakończenia wojny na Bałkanach w 1999 roku najbardziej palącym pytaniem jest to, jak i kiedy  kraje bałkańskie znajdą się w szeregach Unii Europejskiej. Albania, Bośnia i Hercegowina, Kosowo, Macedonia, Czarnogóra i Serbia „utknęły” na różnych etapach drogi do europejskiej wspólnoty.  „The Economist” pisze, że od jakiegoś czasu kraje bałkańskie otrzymują instrukcje nie z Brukseli, a z Berlina. Dyplomata na zasadach anonimowości powiedział, że „Komisja Europejska nic nie robi na Bałkanach, dopóki nie dostanie zielonego światła z Berlina”. Według niego, jest to szczególnie zauważalne po tym, jak Angela Merkel przyjechała w lipcu z wizytą do Albanii, Bośni i Serbii.

 

* Tureccy i amerykańscy wojskowi w najbliższym czasie rozpoczną „wszechstronną operację" przeciwko bojownikom z ugrupowania terrorystycznego Państwo Islamskie w Syrii i Turcji - poinformował minister spraw zagranicznych Turcji Mevlüt Çavuşoğlu.„Wczoraj (w niedzielę) odbyły się rozmowy na temat aspektów technicznych. Niebawem rozpoczniemy kompleksową operację przeciwko PI. Mogą do niej dołączyć Arabia Saudyjska, Jordania, Katar, Wielka Brytania i Francja" — powiedział.Według słów ministra, ataki zostaną przeprowadzone na północ Syrii na graniczące z Turcją tereny, gdzie wcześniej Ankara planowała stworzyć strefę bezpieczeństwa.„Ta operacja będzie także przesłaniem dla prezydenta Baszara al-Asada i pomoże wpłynąć na jego administrację, aby usiadła przy stole rozmów w celu znalezienia rozwiązania  kryzysu politycznego" — podkreślił Çavuşoğlu.

 

* Łączna kwota płatności ze strony Francji w związku z rozwiązaniem kontraktu na „Mistrale” przekroczyła miliard euro, poinformowało dziś RIA Novosti źródło informacyjne w rosyjskim rządzie.  „Uwzględniając to, że otrzymaliśmy 65 milionów euro za część rufową Mistrali  łączna kwota wypłacona przez Francję wyniosła ponad 1 mld euro. W sumie zapłaciliśmy 893 mln euro zaliczki, czyli opłaciliśmy za cały pierwszy okręt i połowę drugiego.  Po negocjacjach udało się uzyskać od nich zarówno te pieniądze, jak i odszkodowania za straty pośrednie i koszty, w tym delegacje, szkolenia i stworzenie części infrastruktury na Dalekim Wschodzie pod te okręty” – stwierdziło źródło w rosyjskim MON. Wcześniej informowano o różnych kwotach wypłat w związku z rozwiązaniem umowy na śmigłowcowce. W szczególności w zeszłym tygodniu Pałac Elizejski oświadczył, że kwota odszkodowania wyniesie mniej niż miliard euro.


 * Międzynarodowi śledczy uważają za najbardziej prawdopodobne, że malezyjski Boeing został zestrzelony latem minionego roku w niebie nad wschodnią częścią Ukrainy przez rakietę klasy „ziemia-powietrze”, - poinformował o tym agencję informacyjną RIA Nowosti przedstawiciel prokuratury generalnej Holandii Wim de BrunJednakże istnieją także inne scenariusze, których prawdopodobieństwa nie sposób wykluczyć, na przykład — scenariusz ataku rakiety „powietrze-powietrze", — wyjaśnił przedstawiciel resortu. Wcześniej Holandia opublikowała wstępny raport w sprawie katastrofy, potwierdzający, że samolot rozpadł się w trakcie lotu wskutek „uszkodzeń strukturowych, spowodowanych przez oddziaływanie od zewnątrz przez liczne obiekty o wysokiej energetyce". Jednakże źródła tych obiektów nie ustalono. Ostateczny raport Rady Bezpieczeństwa Holandii w sprawie przyczyn awarii zostanie opublikowany w pierwszej połowie października 2015 roku. Przypomnijmy, pasażerski Boeing 777 malezyjskich linii lotniczych udający się z Amsterdamu do Kuala Lumpur rejsem MH17, rozbił się 17 lipca minionego roku w obwodzie donieckim. Zginęło 298 osób. Kijów oskarżył o zniszczenie samolotu ruch oporu, jednakże jego przedstawiciele oświadczyli, że nie dysponują środkami, pozwalającymi na zestrzeliwanie samolotów na takiej wysokości. Dyrektor generalny Instytutu Problemów Regionalnych, politolog Dmitrij Żurawlow uważa, że istnieją dwie przyczyny, powodujące, że wersja, zakładająca zestrzelenie malezyjskiego Boeinga z ziemi, uzyskała rangę priorytetową:  „Dla tych, którym chodzi o znalezienie autentycznych sprawców zajścia, ma ona znaczenie priorytetowe, gdyż istnieją dowody potwierdzające jej słuszność. W pierwszej kolejności wymienić należy charakter uszkodzeń i odłamków samolotu; kąt, pod jakim części rażące trafiły samolot i tak dalej. Natomiast ci, którym chodzi o oskarżenie o to Rosję, ma ona znaczenie priorytetowe dlatego, że jeśli uznana zostanie słuszność drugiej prawdopodobnej wersji, zakładającej zestrzelenie przez samolot —  to wszyscy wiedzą, że ruch oporu nie posiada lotnictwa i to automatycznie uwalnia good wszelkich oskarżeń", — sugeruje Dmitrij Żurawlow. Za najbardziej prawdopodobną wersję uważa on zestrzelenia Boeinga nie z ziemi, lecz przez inny samolot.  „Za wersję najbardziej prawdopodobną uważam właśnie wersję lotniczą, chociażby ze względu na to, że są żywi  naoczni świadkowie: mechanik pułku lotniczego, tak samo, zresztą, jak dowódca samolotu, który znajduje się obecnie na Ukrainie, lecz ani razu nie oświadczył oficjalnie, że nie robił tego", — powiedział Dmitrij Żurawlow. Jego zdaniem, wcześniej czy później autentyczna przyczyna katastrofy lotniczej zostanie ustalona. Jednakże trudno w tej chwili powiedzieć, kiedy to się stanie: „Po pierwsze, ewentualnie, nie będzie tam nic do podania do wiadomości publicznej, gdyż po upływie miesięcy trudno znaleźć jakiekolwiek dowody na miejscu zbrodni. Po drugie, mogą być uznane za tajemnicę. Zakładam, że mimo wszystko kiedyś dowiemy się prawdy," — powiedział na zakończenie Dmitrij Żurawlow.  


 * W przeciwieństwie do Rosji, Stany Zjednoczone nie maja arktycznych portów głębinowych, flota na Alasce starzeje się, a Pentagon zamierza ograniczyć wojskową obecność w regionie. W wyścigu o Arktykę USA pozostały daleko w tyle. Rywalizacja o Arktykę, jej zasoby naturalne i nowe szlaki handlowe już porównywana jest do zimnej wojny – pisze „New York Times”. Amerykańscy urzędnicy i analitycy twierdzą, że w tym wyścigu Stany Zjednoczone pozostają daleko w tyle za innymi państwami, głównie za Rosją. Amerykańska gazeta zauważa, że straży wybrzeża na Alasce brakuje statków, by jednocześnie monitorować aktywną żeglugę przez Cieśninę Beringa i kontrolować połowy w regionie. Flota, w tym dwa lodołamacze, starzeje się. Komunikacja na wysokich szerokościach geograficznych nie jest rozwinięta. USA nie posiadają również portów głębinowych w tej części świata. Przez wiele lat, z powodu sporów politycznych, ograniczeń budżetowych i biurokracji, nie przeprowadzano inwestycji.Nie pierwszy dzień krzyczymy, że nie mamy możliwość utrzymania znaczniej obecności w Arktyce – powiedział dowódca straży wybrzeża admirał Paul F. Zukunft.Natomiast Rosja, według „New York Times”, buduje w Arktyce 10 stacji ratunkowych i zwiększa swoją obecność wojskową, modernizując radzieckie bazy. Amerykańscy wojskowi obawiają się tego, bo siły zbrojne Stanów Zjednoczonych rozpatrują wycofanie dwóch brygad z Alaski, a marynarka wojenna oświadczyła, że ma za małe doświadczenie w operacjach w Arktyce. Ponadto Rosja złożyła wniosek o rozszerzenie granic szelfu arktycznego w zgodzie  z konwencją Narodów Zjednoczonych o prawie morza. Natomiast Stany Zjednoczone do tej pory nie ratyfikowały tej umowy międzynarodowej. Stany Zjednoczone nawet nie przystąpiły do tej gry – powiedział emerytowany admirał Robert J. Papp Jr., który wcześniej dowodził amerykańską strażą wybrzeża, obecnie specjalny przedstawiciel Departamentu Stanu ds. współpracy w Arktyce. – Chciałbym, aby również Stany Zjednoczone zrobiły coś z tego, co robi Rosja – nowe bazy, łączność, możliwości ratunkowe – podkreślił admirał. Według niego, podczas zimnej wojny, kiedy Związek Radziecki wystrzelił satelitę w kosmos, Stany Zjednoczone nie siedziały z założonymi rękoma, mówiąc: „Zuch, Matuszka Rosja”. „New York Times” pisze, że przyszłość Arktyki znalazła się w centrum nowej geopolitycznej rywalizacji i podzieliła USA i ich sojuszników z jednej strony, a Rosję z drugiej. Centrum Badań Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie nazwało raport poświęcony działaniom Rosji w Arktyce „Nową lodową kurtyną”.  


 * Według słów brytyjskiego blogera i dziennikarza Grama Phillipsa, na podstawie Krymu zauważył on, jak BBC przekręca informacje i oszukuje.  Brytyjski bloger i dziennikarz Gram Phillips rozczarował się brytyjską telewizją BBC z powodu braku obektywności w przekazywaniu informacji o Krymie.  „Bardzo źle odnoszę się wobec dziennikarzy, którzy pracują zgodnie z zasadami propagandy. Na podstawie Krymu zauważyłem, jak nasze BBC przekręca informacje i oszukuje. Rozczarowałem się BBC, które przez całe życie szanowałem, jako chłopiec i jako dorosły już człowiek. Szacunek do BBC wpajano mi juz w dzieciństwie. A teraz straciłem wiarę w to, że głoszą prawdę” – powiedział Phllips dla krymskiej redakcji Rossiya Segodnya. Podkreślił on, że nie ma chęci rozmawiania z tymi spośród zachodnich dziennikarzy, którzy z uprzedzeniem podchodzą do przekazywania tych czy innych wydarzeń, a takich jest, jak się okazuje w praktyce, większość. „Chęci rozmawiania nie ma, dlatego, że ja im po prostu nie dowierzam. Chcę kontynuować swoją pracę polegającą na przekazywaniu prawdy. Przecież prawda to najwyższy cel dziennikarza” – podkreślił Phillips. Według jego słów, on był na Krymie podczas marcowego referendum i mógł osobiście obserwować przebieg tych procesów. „Byłem na Krymie i kręciłem materiał przed referendum i podczas niego. Zdecydowałem, że to ten moment historii, który trzeba obiektywnie zrozumieć. W tamtym czasie już wiele zrozumiałem i zobaczyłem, jak zachodnie media przekręcają informacje, dlatego chciałem dokonać przerwania tej blokady informacyjnej” – powiedział Phillips. Według jego słów, zdecydował on z własnej inicjatywy odwiedzić Krym po ponad roku od marcowego referendum, aby porozmawiać z mieszkańcami i przekonać się, jakie panują tu nastroje. „Rok temu to była napięta atmosfera, teraz to jest prawdziwy Krym. Spokojnie, pięknie. Bardzo lubię tutejszych ludzi, atrakcje turystyczne, dla mnie to jest wspaniałe miejsce” – podkreślił  Phillips.   


  * Amerykańscy konstruktorzy okrętów podwodnych nigdy nie byli tak wynalazczy, jak ich rosyjscy koledzy, uważają eksperci wojskowi. Nowy rosyjski okręt podwodny „specjalnego przeznaczenia” jest w stanie przewyższyć jeden ze sztandarowych okrętów marynarki wojennej USA – „supertajny okręt podwodny Jimmy Carter”. Do dyspozycji rosyjskiej floty pojawi się nowy „zagadkowy atomowy okręt podwodny”, zdolny do konkurowania z amerykańskim okrętem podwodnym „Jimmy Carter”, pisze założyciel blogu o tematyce wojskowej War Is Boring  dla pisma The Daily Beast. Analityk podkreśla, że 11 sierpnia w Siewierodwińsku w dokach pojawił się nowy atomowy okręt podwodny o nazwie „Moskwa” (w rzeczywistości 11 sierpnia w Siewierodwińsku odbyła się ceremonia wodowania rakietowego podwodnego krążownika strategicznego BS-64 „Podmoskowie”) zdaniem Davida Axe’a, ten okręt podwodny jest zmodernizowaną wersją radzieckiego krążownika z lat 80-ych, pływającego swego czasu po wodach Arktyki.  „«Moskwa» była opracowana jako atomowy okręt podwodny czwartej generacji (DELTA IV według kodów NATO) z załogą w liczbie 125 osób, uzbrojona w międzykontynentalne rakiety balistyczne” – pisze David Axe. W 1999 roku okręt podwodny został skierowany na ponowne wyposażenie. Zakładano, że „Moskwa” stanie się okrętem „specjalnego przeznaczenia” i będzie wykorzystywana do prac z atomowymi stacjami głębokowodnymi oraz potencjalnie do zbierania danych wywiadowczych.  Dziś przed „Moskwą” stoją inne zadania – okręt może częsciowo pełnić rolę stacji naukowej, szpiegowskiej łodzi podwodnej, a nawet być bazą dla innych okrętów i podwodnych aparatów bezzałogowych, dodaje analityk. Amerykański analityk wojskowy Eric Wertheim uważa, że jakikolwiek byłby cel nowego podwodnego okrętu atomowego, to sam fakt jego pojawienia się świadczy o chęci Federacji Rosyjskiej modernizować flotę i rzucić wyzwanie marynarce wojennej Stanów Zjednoczonych zarówno na wodzie, jak i pod wodą. Zdaniem Davida Axe’a, na dzień dzisiejszy liderem wśród światowych konstruktorów atomowych okrętów podwodnych pozostają USA z ich sztandarowym projektem — USS Jimmy Carter SSN-23. Eksperci do tej pory nie są pewni, jakie zadania wypełnia „Jimmy Carter”, ale w pełni możliwe, że specjalne urządzenia i roboty okrętowe znajdując się na dnie morza podłaczają się do podwodnych kabli, co pozwala amerykańskim służbom specjalnym na przechwytywanie międzykontynentalnych sygnałów łączności, włącznie z ruchem internetowym. W czasie zimnej wojny wiele okrętów podwodnych „specjalnego przeznaczenia” wykorzystywano do przechwytywania sygnałów radzieckich. Niemniej jednak ekspert ds. okrętów podwodnych z Massachusetts Institute of Technology Owen Cote uważa, że wykorzystać okręty podwodne tego typu dla podsłuchów kabli optowłoknowych byłoby nierozsądne, ponieważ mogą one rozwiązywać zadania innego charakteru. Zdaniem Cote’a, wewnątrz „Jimmy’ego Cartera” jest „ksieżycowa komora”, swego rodzaju „garaż” dla nurków i podwodnych aparatów bezzałogowych, który pozwala opuszczać okręt i powracać do niego na głębokości. Inny ekspert wojskowy, który konsultuje Biały Dom w zakresie „strategii podwodnej” Norman Polmar uważa, że w Rosji praktycznie nie ma takich kabli, które można byłoby podsłuchać, a większość informacji przekazywana jest drogą powietrzną. „W jakichkolwiek celach byłby stworzony  ten okręt podwodny, to może on stać się tym, czego amerykański obserwator nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić” – dodaje David Axe. Norman Polmar, znający prace większości biur konstruktorskich, zajmujących się projektowaniem rosyjskich okrętów podwodnych, zauważa, że amerykańscy konstruktorzy „nigdy nie byli tak wynalazczy, jak ci ludzie”.   


 *Michael Steiner, który był doradcą kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera (1998-2005), powiedział w swoim pierwszym wywiadzie dla mediów, że po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 roku USA rozważały m.in. możliwość ataku jądrowego na Afganistan. Amerykanie mówili wówczas, że wszystkie opcje są aktualne. Gdy kilka dni potem odwiedziłem (ówczesną doradczynię ds. bezpieczeństwa narodowego) Condoleezzę Rice w Białym Domu, to zobaczyłem, że nie były to tylko puste słowa - powiedział Steiner. Na ponowne pytanie dziennikarzy tygodnika "Der Spiegel", czy istniały konkretne plany ataku atomowego na Afganistan, powtórzył:(Amerykanie) naprawdę rozważali wszystkie możliwości. Dokumenty były napisane. Niemiecki dyplomata wyjaśnił, że Berlin był w tym czasie bardzo zaniepokojony postawą Waszyngtonu. Obawialiśmy się, że reakcja USA (na zamachy), podjęta pod wpływem szoku, będzie mocno przesadzona. Dla Ameryki zamachy na własnym terytorium były traumatycznym doświadczeniem - powiedział Steiner. Doradca ujawnił, że był przeciwnikiem deklaracji Schroedera o "nieograniczonej solidarności" Niemiec z USA. Uważałem, że to był błąd. Pełna solidarność to co innego. Ale żadne państwo nie może wystawiać czeków in blanco - powiedział. Jak dodał, usiłował skłonić kanclerza do zmiany decyzji, lecz został przez niego wyrzucony za drzwi.  Steiner był głównym doradcą ds. polityki zagranicznej Schroedera po objęciu przez polityka SPD w 1998 roku stanowiska kanclerza. Trzy lata później Steiner podał się do dymisji w związku z oskarżeniem o obrazę żołnierza Bundeswehry. Dyplomata miał wyzwać podoficera na lotnisku w Moskwie od "czterech liter" i polecić mu, by "skoczył po kawior". Żołnierz napisał skargę do ministra, a aferę nagłośnił tabloid "Bild". Steiner twierdzi, że żartował.  


 * Prezydent Polski Andrzej Duda uczestniczył  wczoraj w obchodach 35. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych przed bramą Stoczni Szczecińskiej. Na uroczystość w Szczecinie nie została zaproszona Ewa Kopacz ani marszałkowie Sejmu i Senatu. Dzisiaj stoimy przed stocznią w 35. rocznicę Porozumień Sierpniowych, jakże ważnych i przełomowych, bo wtedy nie tylko zrozumieli moi rodacy, że są wspólnotą, ale też zrozumieli, że wspólnota może zwyciężyć, że władza, stojąc przed milionami obywateli, boi się po raz drugi wyciągnąć broń i otworzyć ogień — mówił prezydent.Andrzej Duda wspomniał również o swojej piątkowej wizycie w Niemczech. Na spotkaniu z prezydentem Niemiec Joachim Gauck powiedział mu, że Polska pięknie się rozwija. Duda miał odpowiedzieć, że zauważył to każdy, kto był w Polsce w l. 80. i 90. i kto odwiedza ją teraz. Jest tylko jeden w tym wszystkim problem. I mówię: „panie prezydencie, sądzę, że ludzie dlatego mnie wybrali, bo głośno powiedziałem i nazwałem sprawy po imieniu: niestety Polska nie jest dziś krajem, o którym można by powiedzieć, że jest państwem sprawiedliwym, sprawiedliwym dla swoich obywateli, że jest państwem, w którym obywatele traktowani są równo". Zauważył, że „jest bardzo wielu ludzi, którzy tego powiewu wolności, nowoczesności, zasobności i poprawy jakości życia nie odczuli w takim stopniu, jak się spodziewali, czy w takim stopniu, jak udało się to innym, niestety nielicznym". Prezydent mówił również o wyzwaniach, przed którymi stoi dziś Polska. I to jest dzisiaj największy problem. Jeżeli mówię, i tu mówiłem pod stocznią, że trzeba Polskę przywrócić na drogę rozwoju, to ja właśnie o takim rozwoju myślę, którego beneficjentami będzie zdecydowana większość, a nie mniejszość polskiego społeczeństwa. I to jest właśnie dzisiaj wielkie wyzwanie" — zaznaczył Duda. W podobnych duchy przemawiał obecny szef „Solidarności” Piotr Duda. Dziś żyjemy w wolnym kraju, cieszymy się z tego, jesteśmy dumni, ale nie znaczy to, że jest on wolny od różnego rodzaju patologii szczególnie społecznych — stwierdził. Na uroczystości w Szczecinie nie zostali zaproszeni przedstawiciele rządu. Przed oficjalnymi uroczystościami kwiaty pod bramą stoczni złożyli politycy z Platformy Obywatelskiej. Nie jest to święto wszystkich Polaków, ale polityków PiS i NSZZ „Solidarności" — powiedział przed bramą Stoczni Szczecińskiej Norbert Obrycki z PO.A Ewa Kopacz wspomniała o początkach „Solidarności”, kiedy dla niej „najistotniejsze było to, jak bardzo ludzie potrafili razem, wspólnie, budować dobrą atmosferę miłości, wspólnoty, dumy”. Według niej, teraz święto służy temu, by dzielić Polaków. Kopacz zwróciła uwagę, że w PO jest wielu zasłużonych działaczy antykomunistycznych. Wymieniła Bogdana Borusewicza, Henrykę Krzywonos i Stefana Niesiołowskiego.  W PO jest wielu ludzi, którzy spędzili za kratkami miesiące, żeby inni mogli dziś opowiadać głupoty — podkreśliła. Jak wyjaśnił kilka dni wcześniej szef zachodniopomorskiej Solidarności Mieczysław Jurek, Kopacz nie dostała zaproszenia na uroczystości, bo przed Stocznią Szczecińską spotkałaby się z nieprzychylnym przyjęciem. Pierwsze strajki wybuchły w Świdniku i Lublinie w połowie lipca 1980 roku.  Wkrótce strajkowało ok. 80 tys. osób w 177 zakładach pracy. Stocznia Gdańska przyłączyła się do nich 14 sierpnia. Wkrótce stoczniowcy sformułowali 21 postulatów dotyczących między innymi zgody na powołanie niezależnych od partii i pracodawców Wolnych Związków Zawodowych, zagwarantowania prawa do strajku, uwolnienia więźniów politycznych, wolności słowa, druku i publikacji, przywrócenia do pracy zwolnionych z powodów politycznych. 30 sierpnia 1980 roku w stoczniowej świetlicy porozumienia podpisali szef komitety protestacyjnego Marian Jurczyk i wicepremier Kazimierz Barcikowski. Dzień później — Lech Wałęsa oraz wicepremier Mieczysław Jagielski. Podpisanie tzw. porozumień sierpniowych zakończyło prawie dwumiesięczną falę wystąpień w całym kraju, a także doprowadziło do powstania „Solidarności” oraz zapoczątkowało trwałe przemiany systemowe w Polsce.

KOMENTARZE

  • wspolnota Polakow
    Ta wspolnota w tych wznioslych przemowieniach polega na tym, ze prezydent zostal zaproszony na 'uczczenie wspolnoty narodowej' a premier - nie.
    Na obchody w Westerplatte zaproszono potomkow najezcow a wyzwolicieli - nie.
    Ta polska wspolnota roznymi sciezkami biega i zdaje sie, ze powtorzy sie zabawa kosztem calego narodu kiedy to prezydent Lech odgrazal sie premierowi i odwrotnie.
    PiS sie na ogol zawsze zachowuje jak primabalerina w zbombardowanym wariatkowie.
    Osobiscie nie popieram ani PiS ani PO ale w tej chwili dyskutuje cechy osobnicze tych dwoch gatunkow tego samego chowu.
    Przemowienia Dudy zas sa koslawe i uczniowskie. Tak nie przemawia dorosly i do tego pracownik wyzszej uczelni.
    Niechby juz nie kompromitowal UJ.
  • @Tiamat 18:08:02
    UJ jest skompromitowany i bez przemówień Pana Prezydenta A. Dudy. Ta wiocha dawno powinna stracić statut wyższej uczelni.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930