Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2072 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

W obronie rodziny patriarchalnej

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

IDEE I WARTOŚCI: Tekst pojawił się 12 listopada 2012 roku na Xportalu. Jest na tyle ważki światopoglądowo, że przytaczam go tu raz jeszcze w całości.

 

Powinno być oczywistym że nic, absolutnie nic, nie jest potrzebne społeczeństwu bardziej niż struktura i autorytet rodziny. Mniej więcej połowa ludzi w dowolnym określonym czasie jest zależna od innych jako starzy lub młodzi, ponadto wszyscy ludzie przechodzą w swoim życiu przez okres tego rodzaju zależności. W każdym z dotychczas istniejących społeczeństw, rodzina jest instytucją w ramach której osoby znajdujące się w wieku produkcyjnym pracują na rzecz utrzymania osób znajdujących się w wieku przedprodukcyjnym lub poprodukcyjnym (wcześniej i później samemu korzystając z podobnej pomocy). Ten transfer dóbr i usług przewyższa nawet działania redystrybucyjne rządów komunistycznych. W rodzinie stykamy się z zależnością człowieka w jej najczystszej formie, z zależności tych wyrastają nasze najdostojniejsze obowiązki i nasze największe (w rzeczywistości niespłacalne) długi. Co może być bardziej znaczącego dla samozrozumienia człowieka? Istnieje zatem ważny powód, dla którego dla konserwatysty nie ma ważniejszej instytucji niż oparta na autorytecie wspólnota domowa, rodzina patriarchalna. Żadna też inna instytucja nie spotyka się z tak bezwzględnym atakiem ze strony konsekwentnych w swych poglądach lewicowców.

 

Role macierzyńska i ojcowska 

Fakty, jeśli chodzi o rodzinę, są dobrze znane. Ludzie rozmnażają się poprzez seksualizm. W odróżnieniu od wielu innych zwierząt, nasz młode rodzą się zupełnie bezbronne i osiągnięcie dorosłości zajmuje im więcej niż dekadę. Wymagają nadzwyczajnych inwestycji w zakresie czasu i wysiłku poświęconego im przez rodziców jeśli przetrwać mają na tyle długo, by z kolei one mogły się przekazać życie następnym pokoleniom. Ponieważ jedynie kobieta może zajść w ciążę, urodzić dziecko i karmić je piersią, jest ona w naturalny sposób bardziej zaangażowana w opiekę nad dzieckiem, przynajmniej w okresie pierwszych lat jego życia. By zapewnić przetrwanie swojemu potomstwu, mężczyzna musiał przyjąć na siebie spełnienie tych zadań, którym kobieta nie mogła sprostać zajmując się opieką nad dzieckiem – zdobycie pożywienia i odparcie ataków. Mężczyźni i kobiety posiedli (drogą doboru naturalnego) specyficzne cechy fizyczne, mentalne, i psychiczne towarzyszące im w spełnianiu ich szczególnych zadań.

Patriarchat jest ideą nadającą tym faktom znaczenie moralne. Dobrem, ku któremu ukierunkowana jest rodzina patriarchalna, jest prokreacja. Jej podstawową zasadą jest zawarta w niej zasada zależności. Dzieci podlegają rodzicom, rodzice zaś są zależni od siebie nawzajem. Te doświadczenia zależności, zarówno stanu w którym ktoś nam podlega (oraz odpowiedzialność, którą stan taki stwarza), jak i stanu gdy jesteśmy od kogoś zależni (oraz uczucie pokory, które stan taki wywołuje), są postrzegane jako coś dobrego. Im głębsza jest wzajemna zależność członków rodziny, tym bardziej można powiedzieć o rodzinie, że jest kwitnąca. Rodzina nie jest zatem po prostu instytucją nieliberalną; jest w sposób pozytywny antyliberalna. Nic nie jest bardziej sprzeczne z jej ethosem niż niezależność, czy to w znaczeniu autonomii, czy samowystarczalności.

Nie scharakteryzowalibyśmy jednak w sposób wyczerpujący rodziny wskazując na zależność jako na jej zasadę. Generalnie, zależność jest faktem nieuchronnie towarzyszącym ludzkiej egzystencji. Można wyobrazić sobie alternatywę wobec rodziny, w której dzieci wychowywane są przez zajmujących się opieką nad nimi ekspertów zatrudnionych przez państwowy aparat biurokratyczny. Dzieci wciąż pozostawałyby w stanie zależności, ale za ich dobrobyt odpowiedzialna byłaby raczej organizacja niż konkretni ludzie. Oczywiście, poszczególni ludzie (nauczyciele, pielęgniarki etc.) byliby przypisani do sprawowania opieki nad dziećmi na różne sposoby, ale byłaby to odpowiedzialność delegowana; ci technicy mogliby zostać zastąpieni innymi wedle uznania biurokracji. Zależność od rodziców jestzależnością osobistą. To właśnie matka i ojciec są w pełni odpowiedzialni za dziecko, i odpowiedzialność ta nie jest im delegowana przez państwo, społeczeństwo jako całość, ani żadną inną organizację. Analogicznie, obowiązki dziecka wobec jego rodziców  przynależne są temu dziecku jako jednostce.

Zależność ma dwa bieguny. Jedna istota może zależeć od drugiej ze względu na swój wewnętrzny samorozwój i rozkwit swej wewnętrznej natury. To właśnie biegun wychowawczy lub matczyny. Jednakże, ponieważ wszystkie zwierzęta żyją w potencjalnie wrogich środowiskach, jest jeszcze drugi biegun. Jedna istota może zależeć od drugiej pod kątem jej ochrony przed wrogim środowiskiem, przygotowania jej do przetrwania we wrogim środowisku, lub pozyskania zasobów ze świata zewnętrznego dla użycia ich w domu. To biegun ochronno-aprowizacyjny (protector-provider) i ojcowski. Obydwa bieguny wspólnie tworzą dom, miejsce zapewniające bezpieczeństwo i wychowanie, z matką jako sercem domu i ojcem jako łącznikiem pomiędzy domem a światem zewnętrznym.

Zgodnie z ideą patriarchatu, role matki i ojca są od siebie różne i niezastępowalne. Twierdzenie nie brzmi tak, że „dziecko potrzebuje dwojga rodziców”; twierdzenie brzmi że „dziecko potrzebuje swojej matki i swojego ojca”. Ani samotny rodzic, ani para opiekunów tej samej płci nie może w odpowiedni sposób zastąpić naturalnej rodziny. Ponadto, te dwie role nie mogą być spełniane przez jedną osobę. Ani nie mogą zostać równo podzielone pomiędzy dwoje ludzi, z każdym z rodziców odgrywającym przez połowę czasu matkę, a przez połowę ojca. Bycie matką lub ojcem nie jest pracą, ani rolą którą ktoś przyjmuje i porzuca. Jest powołaniem, poprzez które dana osoba rozumie siebie samą i ku któremu nakierowuje swoje życie, a także jest najbardziej podstawowym poziomem, na którym dana osoba odnosi się do innych członków rodziny. Żadne dziecko nie myśli „przy okazjach formalnych X musi odgrywać rolę mojego ojca, ale głębiej pod tym wszystkim, jest on po prostu moim kolegą X”. Na najgłębszym poziomie jest zawsze jedna i ta sama świadomość, że „on jest moim ojcem”. Ojcostwo nie jest maską, spod której możemy odsłonić coś innego. Dla ojca, jego powołanie jest najbardziej fundamentalną częścią jego osobowości. Dla dziecka, każda innego rodzaju relacja będzie mniej znacząca.

Potrzeba zróżnicowanych ról jest szczególnie oczywista w przypadku spełnianej przez ojca roli obronnej. Dany mężczyzna nie może być obrońcą, dopóki dana kobieta nie pozwoli, aby być  bronioną. Użytecznym kontrastem będzie kompania żołnierzy. W pewnym sensie oczywiście żołnierze chronią się nawzajem. Stojący na warcie chroni swych śpiących towarzyszy do czasu gdy zostaje zmieniony i gdy wówczas to on jest chroniony. Ale ponieważ żołnierze stale zmieniają się w swoich rolach, role te nie mogą stać się punktem wyjścia dla rozumienia przez nich ich wzajemnych relacji. Nie chcielibyśmy przecież, by żołnierz czuł się opiekunem innego w ten sposób, w jaki mąż powinien czuć się opiekunem swojej żony i dzieci. Dobry mąż nigdy nie pozwoliłby swojej żonie zastąpić go na linii frontu. Rycerski mężczyzna będzie obstawał przy ochronie każdej kobiety lub dziecka, a ponieważ rycerskość jest czymś dobrym, nie powinniśmy podmywać ethosu rycerskiego poprzez dopuszczanie kobiet do służby w wojsku lub w policji.

Rozróżnienie ról jest ważne również dla zdolności do reprezentowania wobec dziecka autorytetu. Matka jest doświadczaną na co dzień i współczującą twarzą autorytetu. Jako żywicielka i opiekunka, decyduje ona co jest dla nas dobre, zabrania zaś tego, co jest złe dla nas, lub dla innych członków rodziny. Jest jeszcze inna, nie mniej ważna, twarz autorytetu. Jest to twarz obiektywnego prawa: praw bożych, prawa natury, praw wynikających z tradycji, praw państwa. Opierając się na absolutnych twierdzeniach moralnych, prawa te są nieubłagane w swoich postulatach i nie zależą od życzeń nas samych, ani od życzeń naszych najbliższych. Jako łącznik ze światem zewnętrznym, ojciec jest naturalnym przedstawicielem tego autorytetu. Jako reprezentant obiektywnego prawa, jest on zmuszony być zewnętrznym sędzią dla swoich własnych dzieci. Jego porażka w tej roli, hamuje moralny rozwój dzieci. Jednak jako przedstawicielowi „świata zewnętrznego”, ojcu brakuje pewnej empatycznej bliskości wobec swoich dzieci, z której korzysta matka. Z kolei matka musi  wchodzić w rolę obiektywnego sędziego dużo rzadziej, by nie zaniedbać swej niezbędnej roli opiekunki. Ujmując to inaczej, choć dziecko powinno zawsze wiedzieć że miłość jego rodziców jest bezwarunkowa, dobrze jest gdy na szacunek jednego z rodziców musi ono zasłużyć. Chłopiec popychany jest do niezależności częściowo przez pragnienie, by w oczach swojego ojca być widzianym jako mężczyzna. Jest ważne by ojciec okazywał ten szacunek, ale również by było ono autentyczne, nie może być dawane bezwarunkowo. Dostrzegamy pewnego rodzaju rozpoznanie tej dwojakości ról płciowych w mitologiach świata: zazwyczaj to bóg-niebo/bóg-ojciec jest panem prawa i sprawiedliwości, podczas gdy opiekuńcza bogini-ziemia/bogini-matka jest moralnie dużo mniej zapamiętała i dużo bardziej wyrozumiała.

Oczywiście, nie jest ani możliwe, ani pożądane, by role matki i ojca na siebie nie zachodziły. Zachodzą na siebie w poważnym stopniu. Oczywiście, ojcowie karmią swoje dzieci, a matki egzekwują wobec nich dyscyplinę. Oczywiście, matka musi bronić swoich dzieci przed zewnętrznym atakiem jeśli ojciec jest nieobecny, a żaden z synów nie jest wystarczająco dorosły. Ale role muszą pozostać zasadniczo odmienne. Nie jest przedmiotem dyskusji, czy na przykład kobieta może robić rzeczy, które robi ojciec. „Matka” i „ojciec” to nie specjalizacje zawodowe.  Nie są one tym co robisz; są tym, kim jesteś. Kobieta nie może być ojcem. „Ojcostwo” to sposób rozumienia swoich obowiązków i swojego miejsca – jest ono niekompatybilne (ale za to jest komplementarne) wobec idei „matki”.

 

Cnoty kobiece i cnoty męskie

Bycie mężczyzną oznacza bycie ojcem, choćby potencjalnie. Znaczy to, że ktoś jest „materiałem na ojca”. Podobnie, bycie kobietą to bycie potencjalną matką. Macierzyństwo i ojcostwo nadają sens naszej płciowej naturze. Dlaczego kobiety mają piersi? By karmić swoje dzieci. Dlaczego statystycznie są one o wiele bardziej empatyczne i uzdolnione językowo w porównaniu do mężczyzn? By mogły wychować i wykształcić swoje dzieci. Dlaczego mężczyźni są statystycznie o wiele silniejsi i bardziej agresywni od kobiet? By mogli chronić swoje rodziny. Idea patriarchatu nadaje sens faktom biologicznym. Przy czym uwagi na temat natury płci mają charakter raczej esencjalny niż empiryczny: stwierdzenie że siła fizyczna jest cechą męską, to nie to samo co stwierdzenie że mężczyźni są zawsze silniejsi od kobiet. Niektóre kobiety mogą być silniejsze od wielu mężczyzn, ale będzie to cecha przypadkowa w relacji do ich płci; nie będą one rozumiały swej siły w kategoriach specyficznego dla swojej płci społecznej (gender) powołania by służyć, tak jak będą ją rozumieć mężczyźni. Analogicznie możliwe są też statystyczne różnice pomiędzy mężczyznami a kobietami które nie mają jednak charakteru esencjalnego. Na przykład wydaje się, że mężczyźni lubią steki częściej niż kobiety, ale nie mając żadnego odniesienia do ich obowiązków rodzicielskich, fakt ten pozostaje bez znaczenia. Mężczyzna któremu brakuje siły by bronił swojej rodziny nie jest pełnowartościowym mężczyzną, ale nie ma nic złego w mężczyźnie-wegetarianinie.

W społeczeństwach akceptujących ideał patriarchalny, „męskość” i „kobiecość” nie są po prostu zmiennymi biologicznymi; są ideałami, do których osiągnięcia musi dążyć osoba. Powiedzieć że ktoś uosabia ideał, jest wielkim komplementem. („Co za kobieta!”, „Oto i jest prawdziwy mężczyzna!”). Zarówno męskości jak i kobiecości przynależą właściwe im cnoty. Cnota męska nazywana jest „rycerskością”. Jest to cnota tego, który przyjął ethos obrońcy. Odwaga w niebezpieczeństwie, dzielność w walce, litość dla zwyciężonych, szarmanckość wobec kobiet, grzeczność wobec dzieci, szacunek dla starszych – oto cechy rycerskiego mężczyzny. Feministki atakują rycerskość, ponieważ legitymizuje ona męską agresję. Męska agresja jest jednak biologicznym faktem, który będzie nam towarzyszył niezależnie od tego czy uznamy ją za prawomocną, czy nie. Chyba że ktoś pragnie obrócić mężczyzn w potulnych słabeuszy, stosując warunkowanie i środki farmakologiczne (sposób, do którego niestety często uciekają się rodzice i nauczyciele). Ideał rycerski uwzniośla te biologiczne fakty, pozwalając mężczyźnie rozumieć je w kategoriach moralnego powołania. W rzeczywistości nie ma innego sposobu by wyjaśnić podnoszony przez feministki horror przemocy domowej, niż przez odwołanie się do ethosu rycerskiego. Jeśli mężczyźni nie mają żadnych moralnych obowiązków wobec kobiet, dlaczego zatem pobicie kobiety miałoby być dla mężczyzny czymś gorszym niż pobicie męskiego przeciwnika?

Ethos rycerski jest ściśle złączony z odwagą, ale odwaga jest cnotą zarówno męską, jak i kobiecą. Sięgnięcie ideału kobiecości jest szczególnego rodzaju odwagą: jest odwagą uczynienia się wrażliwą (vulnerable). Poprzez charakterystyczną dla swej płci empatię, kobieta otwiera się na ból innych. W małżeństwie, poświęca ona pewną część ze swoich zdolności do samoobrony, tak by jej mąż mógł spełnić swoje powołanie. Gdy jest w ciąży i podczas porodu, ofiaruje swoje własne ciało dla dziecka – składa ofiarę, która dla wielu kobiet okazała się ceną ich własnego życia.

Każdy stan naturalny występuje oczywiście niekiedy także w postaciach zdeformowanych, ale byłoby ogromnym błędem identyfikować deformację ze stanem naturalnym Machismo  jest zdeformowaną postacią ethosu rycerskiego u mężczyzn, którzy zapomnieli że ich waleczność powinna pozostawać w służbie słabszym. Męskość tyranizująca (bully's manliness) jest męskością zniekształconą. Na podobnej zasadzie nie powinno się utożsamiać kobiecości z dziewczęcą próżnością i frywolnością. Męskość i kobiecość są cnotami esencjonalnie relacyjnymi. Informują o naszych najbliższych relacjach, które zawsze są relacjami zależności. Jedynie w przypadku relacji bardzo powierzchownych mogę powiedzieć, że wszystko jedno mi będzie czy mój partner będzie raczej mężczyzną niż kobietą, czy vice versa. To właśnie dlatego pęd do anihilacji osobowości męskiej i kobiecej powinien zostać zatrzymany. Osoba androgyniczna będzie wykazywać niedostatki zdolności do intymności zarówno w wydaniu męskim, jak i kobiecym. Mężczyzna porzucający męskość nie nabywa przez to przymiotów właściwych tożsamości kobiecej. Podobnie kobieta nie staje się mężczyzną tracąc swoją kobiecość. Zniewieściały mężczyzna nie jest macierzyński, zaś chłopczyca nie jest ojcowska.

 

Rodzina jako wspólnota

Rodzina rozumiana być powinna jako węzeł relacji o charakterze zależności. Może tą funkcję spełniać tylko wtedy, gdy członkowie rodziny są dostatecznie pewni, że mogą na siebie liczyć. Tak więc obowiązki każdego z członków rodziny muszą mieć charakter absolutny i być niezbywalne. Jeśli w jakichkolwiek okolicznościach dopuści się rozwód, rodzina nie będzie dłużej wspólnotą zupełnej zależności pełnego samopoświęcenia. Na poziomie praktycznym, oznaczałoby to że każdy z członków rodziny musiałby lawirować ze swym zaangażowaniem, mierząc możliwy zawód mogący go spotkać ze strony innych członków. I rzeczywiście, możliwość rozwodu często jest wskazywana jako czynnik zniechęcający mężów i żony od stania się „zbyt zależnymi”. Jesteśmy istotami inteligentnymi, zatem przewidywana przyszłość zyskuje w naszych umysłach rangę prawdopodobieństwa. Właśnie dlatego zupełnie bez sensu byłoby powiedzenie, „jestem całkowicie twój, ale tylko na dziś”, albo „tylko na tak długo, jak będziemy razem”, albo „tylko tak długo, jak długo ty będziesz wypełniać swoje powinności”. Zupełne poświęcenie jest więzią rozciągającą się na całą rozległość czyjejś świadomości, włączając w to przyszłość we wszystkich jej możliwych wariantach. Poświęcenie małżeńskie może wymagać olbrzymich ofiar, ale to właśnie dlatego jest tak bardzo cenione. Cenimy małżonków z tego samego powodu, dla którego cenimy żołnierzy – ze względu na wielki rozmiar ich poświęcenia. Gdyby żołnierze mogli dezerterować w chwilach zagrożenia, co wówczas mogłoby w nich być przedmiotem admiracji? Podobnie gdy rozwód staje się instytucją coraz powszechniejszą, małżeństwo jest coraz bardziej pogardzane.

By funkcjonować jako zwarty podmiot, rodzina musi posiadać dysponujące nadrzędnym autorytetem centrum. Na pierwszy rzut oka, można by uznać że takim naturalnym centrum jest matka. Jej podstawową rolą jest wychowywanie, podczas gdy podstawową rolą ojca jest obrona, oczywiste zaś jest, że obrona istnieje dla celów stworzenia warunków dla wychowania, nie zaś odwrotnie. Ponieważ to cele powinny dyktować środki, można by dojść do wniosku że to żona powinna kierować mężem. Jednak większość znanych społeczeństw doszła do przeciwnego wniosku, że to mężczyzna powinien rządzić. Powodu należy doszukiwać się w tym, że matka i ojciec symbolizują różne postaci autorytetu. Na ojcu ciąży konkretny obowiązek reprezentowania obiektywnego, transcendentnego prawa moralnego, którego autorytet przeważa wszystkie inne względy, nawet dobro każdego członka rodziny z osobna lub dobro ich wszystkich razem. Tak więc to ojciec jest najwyższym autorytetem.

Wreszcie rodzina może być węzłem wzajemnych zależności tylko wtedy, gdy jej członkowie rzeczywiście od niej zależą. Jest oczywiście odpowiednie i sprawiedliwe, gdy rozleglejsze struktury społeczne (wider society) spieszą z pomocą rodzinom które z powodu skrajnego ubóstwa lub niepowodzeń nie mogą samodzielnie zaspokoić potrzeb swoich członków. Rząd jednak nigdy nie może ingerować w sprawy rodziny w takim stopniu (np. zapobiegając błędom po stronie rodziców, uzupełniając ich braki etc.), by wzajemna zależność członków rodziny stała się czysto formalna, podczas gdy obiektem rzeczywistej zależności będą biurokratyczne organy państwa.  Państwo nie powinno też ingerować w sprawy oświaty lub dyscypliny w żaden sposób który pomniejszyłby autorytet ojca.

Bardziej podstępne jest zagrożenie płynące dla rodziny ze strony komercjalizmu i przemysłowego kapitalizmu. Alienacja funkcji spełnianych przez rodzinę na rzecz rynku jest  nawet gorsza niż alienacja ich na rzecz państwa (które jak by nie patrzeć, może symbolizować w pewien sposób  zasadę autorytetu). Nie dawniej jak pół wieku temu, produkcja domowa wykonywana przez żonę, wnosiła wkład do majątku typowej amerykańskiej rodziny prawie równy wkładowi męża płynącemu z dochodu z pracy. W wyraźny sposób rodzina była niezależna i samowystarczalna. Sto lat wcześniej większość rodzin była w pełni niezależna, w oparciu o posiadane farmy. Dziś, amerykańskie rodziny zależą od fabryk w Chinach we wszystkim co konsumują. Nawet dzieci wychowywane są przez telewizję i opiekunki. Pracodawcy nie muszą już dłużej płacić pensji rodzinnej (family wage), gdyż kobiety zostały „wyzwolone” ze swoich domów – o ile lepiej jest  zatrudniać zarówno męża jak i żonę i płacić im o połowę mniej! Uszlachetniająca zależność od osób kochanych została zastąpiona służalczą zależnością od korporacji i od państwa.

 

Czystość

Rozważmy teraz akt tak blisko związany z więzią małżeńską, że nazywany jest on „aktem małżeńskim” lub „obowiązkiem małżeńskim”. Spotykamy się tu z nowożytną tendencją do redukowania natury wszystkiego – w tym przypadku czyjegoś własnego ciała i ciała jego partnera – do materiału, który manipulowany jest przez wolę danej osoby. Człowiek współczesny jest przekonany, że każdy może nadawać aktowi seksualnemu wybrane przez siebie znaczenie, toteż czyni go pozbawionym głębszych przesłanek środkiem rozrywki, dowodem witalności lub  rezultatem niezobowiązującego afektu. Jednak ludzka seksualność nie jest kolekcją swobodnie dobranych faktów, nie mających przypisanych sobie znaczeń do czasu gdy swobodnie im takich nie nadamy. Akt seksualny ma swoją naturalną teleologię, jest nakierowany na prokreację. Ten naturalny cel dostarcza kontekstu, który nadaje aktowi seksualnemu znaczenie. Znaczenie to jest „naturalne” w tym sensie, że „prezentuje się” umysłowości wystarczająco inteligentnej osoby, nie wymagając dodatkowych uzasadnień. Gdy obcuję z kobietą, znaczy to że „wybrałem ją, aby była matką moich dzieci”. To jest jedyne naturalne znaczenie zbliżenia intymnego. Jednak dla inteligentnej osoby,  zdolnej do wnioskowania na temat przyszłości, niesie to ze sobą implikacje o decydującym znaczeniu. Dzieci potrzebują rodziny, tak więc akt seksualny wymusza pełne oddanie, inicjując zawiązanie nowej wspólnoty złożonej z małżonków i ich przyszłych dzieci. W akcie małżeńskim małżonkowie dowodzą swojej wierności tej wspólnocie – jest to jedno z naturalnych znaczeń tego aktu. Jest bardzo dużym błędem myśleć że akt małżeński posiada dwa niezależne od siebie znaczenia: znaczenie „prokreacyjne” i znaczenie „jednoczące”, tak że ktoś może zniweczyć jedno z nich, równocześnie afirmując drugie. Seks ma tylko jedno znaczenie, którym jest prokreacja wymuszająca jedność. Bez swojego celu (telos) prokreacyjnego, seks oznaczałby jedynie miłość za wzajemnym porozumieniem (love by convention), zaś znaczenie wypływające z umowy (conventional signification) znaczy mniej niż znaczenie wypływające z natury (natural signification). W żadnym jednak przypadku nie da się ominąć kontekstu naturalnego. Jeśli ktoś niegodziwie udaremnia akt seksualny przez antykoncepcję lub sodomię, wówczas nie tyle „usuwa”(take „of the table”) on jego naturalne znaczenie, ale aktywnie je odrzuca. Nienaturalne akty seksualne niosą ze sobą naturalne znaczenie, mianowicie odrzucenie tego, co byłoby przedmiotem pozytywnej afirmacji w naturalnym akcie seksualnym. „Odrzucam cię jako matkę moich dzieci”. Można do tego dodawać konwencjonalne „kocham cię”, ale znaczenie tego co się faktycznie robi, informuje o czymś przeciwnym.

Moralność seksualna to coś więcej niż unikanie zła takiego jak kontrola urodzin czy nierząd. Oznacza ponadto pozytywną cnotę czystości. Trwać w czystości to być otwartym na cały świat wartości i piękna w relacjach pomiędzy płciami. Przypomina to w pewien sposób estetyczną wrażliwość pozwalającą podziwiać dzieło sztuki, człowiek zaś pozbawiony tej wrażliwości słusznie powinien być obiektem współczucia, ponieważ jego cynizm uczynił go ślepym na wielkie piękno. Nie jest więc całkiem ścisłym powiedzieć, że konserwatyści chcą uczyć nastolatków seksualnej abstynencji.  Zamężna kobieta odmawiająca spania ze swoim mężem  raczej nie spotka się z naszą aprobatą. Tym, czego chcemy nauczyć jest czystość: chcemy by nasze dzieci wsłuchały się w głos swojego ciała, oraz by postrzegały swoje ciała jako coś więcej niż surowiec (raw material). Moglibyśmy nawet powiedzieć, że cenne jest dostrzeganie wartości czystości także przez tych, którzy przez swoją słabość w którymś momencie życia ulegli pożądaniu. Mężczyzna który uwiódł, po czym czuł się winnym z powodu zdesakralizowania czegoś świętego, żyje na dużo wyższym planie duchowej egzystencji, niż mężczyzna który uwodzi bez poczucia winy i bezmyślnie, za wyjątkiem zastanawiania się jak zaspokoić swoją żądzę w przyszłości.

Zachowujący czystość mężczyzna i kobieta będą odczuwać szacunek wobec tego, że ich ciała w swoim własnym języku są w stanie wyrazić doniosły fakt rozciągającej się na całe życie wierności w ramach więzi małżeńskiej i podejdą oni do tego faktu z należytą czcią. Cofną się przed piekielnym z ducha podejściem, by w akcie seksualnym szukać jedynie przyjemności, manifestacji władzy lub spełnienia jakiegokolwiek innego prywatnego celu. Jaskrawo widzimy tu egzystencjalną różnicę pomiędzy konserwatyzmem a liberalizmem. Albo nasze czynności pozbawione są znaczenia i możemy swobodnie robić co chcemy, albo nasze czynności mają swoje znaczenie, które powinno nami kierować.

 

Uczucie synowskie

Uczucie synowskie jest uczuciem czci wobec swojej matki i ojca, i w każdej swojej części jest równie istotne dla życia rodzinnego jak czystość. Wymaga ono szeregu elementów. Przede wszystkim wymaga podejmowania starań o dobro własnych rodziców, bronienia ich przed krytycyzmem i opieki nad nimi gdy się zestarzeją. Ponadto, uczucia synowskie wymagają jeszcze więcej. Należy słuchać własnych rodziców (dopóki nie sprzeciwia się to prawu naturalnemu). Nawet jako osoba dorosła, powinno się nachylać do ich woli, gdy jest to możliwe. Ale uczucia synowskie wymagają jeszcze więcej. Należy czcić własnych rodziców. Nie można nigdy mówić o nich w sposób lekceważący lub choćby bez należytej powagi (lightly). W rzeczywistości należy odrzucać od siebie nawet pozbawione szacunku myśli na ich temat. Kierując swoim życiem, rozważać należy jak nasze działania postrzegane są przez naszych rodziców i starać się być swoich rodziców wartym. Tylko w ten sposób spłacić możemy dług wobec tych, którzy dali nam życie.

 

Braterstwo

Relacje pomiędzy rodzeństwem odsłaniają jeszcze jeden piękny wymiar osobistej zależności. Często odwołują się do niego zwolennicy zależności bezosobowej, jak republikanie argumentujący za „braterstwem” obywateli oraz zwolennicy rządu światowego którzy wierzą że proponowana przez nich tyrania urzeczywistni braterstwo całej ludzkości. W rzeczywistości, te odwołania do braterstwa kolektywnego posługują się błędnym rozumieniem braterstwa bezpośredniego (literal brotherhood), które zawsze jest więzią pomiędzy dwiema osobami. Pomiędzy braćmi i siostrami, moralny czy też oparty na autorytecie element dominujący w relacjach pomiędzy rodzicem i dzieckiem jest nieobecny lub pełni rolę podporządkowaną. Dominującym obliczem zależności jest zależność wzajemna; rodzeństwo dzieli wspólną lojalność wobec rodziców i rodziny, zaś każdy wie że może polegać na innych, gdy będzie tego potrzebował. Jest to odpowiedzialność typu osobowego, nie korporacyjnego. Gdy mój brat jest w potrzebie, wówczas ja osobiście mam obowiązek udzielenia mu pomocy. Nie ma żadnego kolektywnego ciała nazywającego się „braterstwem” i składającego się ze wszystkich braci i sióstr, które miałoby obowiązek udzielić pomocy, tak iż występowałbym jedynie jako przedstawiciel tego ciała. Niezależnie od tego czy wszyscy bracia ze sobą współpracują czy nie, obowiązek udzielenia pomocy spada na każdego z nas jako na osobę. Jedynie rozszerzone rodziny działają jako zbiorowość na mocy autorytetu patriarchy.

Wszystko co zostało wyżej powiedziane zachowuje też prawdziwość w odniesieniu do relacji pomiędzy siostrami, oraz pomiędzy bratem i siostrą. W przypadku relacji brata z siostrą, znaczenia nabiera porządek relacji pomiędzy płciami, przede wszystkim poprzez zakaz kazirodztwa. Reguła ta ma chronić intymność pomiędzy rodzeństwem, nie zaś zapobiegać jej. W sytuacji gdy nie istnieje  zagadnienie bliskości seksualnej, członkowie rodziny są bardziej swobodni w kwestii kontaktu fizycznego. Jest to także powód zakazu kazirodztwa w stosunkach pomiędzy rodzicami a dziećmi: moim zdaniem, świat w którym ojciec nie mógłby objąć swojej córki lub poklepać ją po policzku bez sugestii o charakterze seksualnym byłby koszmarem.

Widzimy zatem, dlaczego mówienie o braterstwie obywateli lub ludzkości wprowadza w błąd. Idea ta najpierw przemówiła do francuskich rewolucjonistów, którzy ze względu na swoją nienawiść do autorytetu, wyobrazili sobie naród, który byłby jak rodzina ale bez rodziców. Tylko  że coś takiego nie istnieje – jak wspomnieliśmy wyżej, korporacja „braci” jest czymś całkowicie różnym od rzeczywistego braterstwa. Jest ona też czymś całkowicie różnym od prawdziwego państwa, w którym element moralno-autorytarny zawsze dominuje. Wizja „rozszerzonego” braterstwa jest także przywoływana przez tych, których głównym celem -  jak w przypadku nacjonalistów lub globalistów - jest osłabienie lojalności wobec grup mniejszych niż jednostka przez nich preferowana, czy będzie to naród, czy rząd światowy. W tym przypadku, twierdzenie że wszyscy obywatele lub wszyscy ludzie są braćmi, nieprawnie odwołuje się do zakazu kazirodztwa by zdelegitymizować formowanie się mniejszych grup.

 

Patriarchat i Objawienie chrześcijańskie

Mogłoby się wydawać, że chrześcijaństwo podkopuje patriarchat: czyż Chrystus nie powiedział, że musimy być gotowi porzucić dla Niego matkę i ojca, oraz że nie powinniśmy nazywać „ojcem” nikogo poza Bogiem? W rzeczywistości, przez dwa tysiące lat autorytet patriarchalny nie miał wierniejszego sojusznika niż Kościół katolicki. Chrześcijanie, podobnie jak żydzi, mają obowiązek „czcić ojca swego i matkę swoją”. Chrystus osobiście przywrócił małżeństwu jego pierwotną godność zakazując rozwodów, święty Paweł przywołał zaś małżeństwo jako analogię dla relacji pomiędzy Chrystusem a Kościołem. Od czasów apostolskich księża Kościoła tytułowani byli „ojcami”, zaś jego przywódcy „patriarchami” lub „papieżami”, które to słowa również oznaczają ojca. Więź patriarchalna zajmuje najwyższe miejsce w doktrynie chrześcijańskiej, ponieważ definiuje ona pierwszą relację w Trójcy, zrodzenie Syna przez Ojca. Chrystusa można zatem postrzegać jako przykład doskonałego synowskiego posłuszeństwa i oddania. W porządku natury Bóg, nasz Stwórca, uznawany może być za ojca jak i za matkę, ponieważ jest On równocześnie immanentny i transcendentny. Chrześcijanin wierzy jednak, że jego relacja z Bogiem wykracza poza relację Stwórca-stworzenie. Poprzez łaskę, wierny jednoczy się z Chrystusem i zostaje zaadoptowany jako syn Ojca. Chrześcijanin nazywa Boga „ojcem” nie zaś „matką”, ponieważ zwraca się do Ojca nie po prostu jako stworzenie, ale jako uczestniczący w wewnętrznym życiu Boskiej Trójcy, zwracając się głosem „pożyczonym” od Jezusa Chrystusa.

Z perspektywy trynitarnej jest prawdą, że nasz Ojciec w niebie jest jedynym prawdziwym ojcem i że wszelkie inne ojcostwo może być tylko Jego odbiciem. Jednak jeśli język trynitarny ma zachować swoje znaczenie, ojcostwo ziemskie musi być rzeczywistym odbiciem ojcostwa boskiego. Ojciec stracił swoją wewnętrzną pogańską godność, zyskał jednak godność „pożyczoną” od Boga, jako szczególny obraz Ojca. Poza tym, Kościół nałożył ojcowskie jarzmo na swoje własne struktury, zezwalając niektórym mężczyznom na realizację swojego ojcowskiego powołania na drodze duchowej. Mężczyznę odtwarzającego Ofiarę na ołtarzu nazywamy „ojcem”, gdyż znajduje się on wobec nas w relacji patriarchalnej. Jego parafianie są jego dziećmi – innych mieć mu nie wolno. Kobieta może wykonywać czynności wykonywane przez księdza (za wyjątkiem udzielania sakramentów), ale kobieta nie może być księdzem, ponieważ kobieta nie może być ojcem. Jak każde ojcostwo, bycie księdzem to powołanie, nie zawód.

 

(tekst pochodzi z bloga „Throne and Altar”, tłumaczenie z języka angielskiego Ronald Lasecki)

 

KOMENTARZE

  • Bardzo ładnie napisane
    z wieloma aspektami tekstu się zgadzam Jeśli jednak chodzi o podejście do seksu, nawet małżeńskiego - przedstawiony sposób jest dla mnie nieakceptowalny. Moja żona została by wyłącznie "samicą rozrodczą" i mielibyśmy dzisiaj z 30 dzieci.
    Takie podejście może mieć tylko osoba , dla której sex stanowi wyłącznie sprawę prokreacyjną. Gdybym patrzył pod tym kątem na życie seksualne , to z pewnością mówiąc kolokwialnie sperma by mi mózg rozsadziła.
  • @Autor
    Milo sie czyta - ale przeslanie nie do obrony. Fedudalizm rodziny patriarchalnej jest juz nieodwolalnie passe; wypisz wymaluj jak z kolorowych swierszczykow Jehowitow.
    Zyjemy juz w zupelnie innych czasach .
    Mamy juz inne role do spelnienia i w innych warunkach.
    Rozumiem sentymentalny landszafcik w bogo-ojczyznianych ramkach - ale rzeczywistosc od dawna skrzeczy.
    Poza tym ciekaw jestem opinii kobiet na ten temat.
    Jak zwykle pozdrawiam Pana.
  • @1abezmetki 01:15:01 //Poza tym ciekaw jestem opinii kobiet na ten temat. //
    Oczywiście feministek, ma się rozumieć. :))) ?
  • @zadziwiony 14:11:33 sperma by mi mózg rozsadziła.//
    to się nazywa supersamiec-seksoholik! - Gratulacje! ( Oprócz tego byś jeszcze wyłysiał, bo niespuszczane plemniki idąc do głowy wybijają cebulki włosowe. -:)))
  • @1abezmetki 01:15:01 //Mamy juz inne role do spelnienia i w innych warunkach. //
    No tak. Role. Wbrew naturze? :))) Gender' owskie? - -Nie ma to jak nowoczesność w domu i zagrodzie. ( Dwa samczyki to też para, vide; pingwinki). Jednakże pingwiny robią to tylko z braku laku, czyli dla nich przysłowiowo i tymczasowo na bezrybiu i rak ryba...
  • ale jednak;
    Naukowcy odkryli, że ponad jedna czwarta pingwinów na Antarktydzie tworzy związki z partnerami tej samej płci (najczęściej są to dwa osobniki płci męskiej).

    REKLAMA

    W przeszłości uważano, że pingwiny nie dostrzegają różnicy między płciami, bo zwierzęta wyglądają podobnie. Naukowcy sądzili, że płeć partnera nie robi im różnicy. Dowodem na to było chociażby to, że męskie pary zamieszkujące zoo w USA i w Niemczech, którym "podrzucono" świeżo wyklute pisklęta, traktowały je jak własne.

    Jednak najnowsze badania przeprowadzone we Francji dowodzą, że pingwiny wchodzą w bliższe relacje z osobnikami tej samej płci, ponieważ czują się samotne. W kolonii nie ma wystarczającej liczby samic, a osobniki męskie mają wysoki poziom testosteronu - radzą więc sobie z nim, wchodząc w związki homoseksualne. Dzieje się tak jedynie wtedy, gdy akurat inne nie są możliwe.

    W czasie godów flirt pingwinów polega na zamykaniu oczu, wyciąganiu głowy ku niebu i ruszaniu nią raz w prawo, raz w lewo - takie zmysłowe zerkanie podwyższa temperaturę relacji. Zaobserwowano, że samce łączą się ze sobą na krótki czas. Zdecydowanie mocniejsza więź występuje u par heteroseksualnych. Buduje ją opieka nad jajami i poczucie, że wyklute pisklęta to ich wspólne dzieło.

    Profesor Stephen Dobson, jeden z autorów badania opublikowanego w czasopiśmie "Ethology", powiedział, że liczba par tej samej płci była mniejsza, niż się spodziewano, przystępując do obserwacji. W czasie, gdy kolonia pingwinów była badana, wszystkie samce podejrzewane o homoseksualizm wybrały partnerki. Samice też wolały opiekować się jajami z osobnikami innej płci. Tylko ludzkie pedały cięzko przestawić na naturalne biologiczne normy.
  • @1abezmetki 01:15:01
    1abezmetki - Wybrane, trudniej dostępne teksty, własne tłumaczenia i "widzimisie". Wyrażam i popieram tradycyjne poglądy lewicowe. Nie po drodze mi zarówno z "nową lewicą" ("gender", wojującym feminizmem i propagandą dewiacji), jak i z liberałami.
  • @zadziwiony 14:11:33 -"sperma by mi mózg rozsadziła."-
    Ciekawe te pingwiny. Wygląda na to że im nie rozsadza; -"Pingwin uprawia seks tylko dwa razy w ciągu roku.
    faktopedia.pl/474102."- Pomyśleć, co by się stało z pingwinami, gdyby plemniki zaczęły im wybijać pióra. Brr... Zimno!
  • -Niektórzy ludzie nawet pomagają pingwinkom. -Czyżby świat braci młodszych też chcieli edukować
    i nauczyć nowoczesnej tolerancji? :))) -Książka "Z Tango jest nas troje" oparta jest na prawdziwej historii pingwinów maskowych z nowojorskiego zoo. Opowiada o Royu i Silo, którzy upodobali sobie swoje towarzystwo, a po pewnym czasie próbowali założyć gniazdo. Gdy próba wysiadywania kamienia zakończyła się niepowodzeniem, opiekunowie postanowili im pomóc. Podrzucili pingwinom jajko, którego nie chciała wysiedzieć inna para. W ten sposób wykluła się Tango - "pierwszy pingwin w zoo, który miał dwóch tatusiów". -Ludzie jednak uwielbiają pomagać naturze! (-Wynaturzyć się- przyp. aut. komentarza)- Nie wystarcza technika (np. manipulacje w stylu firmy Monsanto, krzyżowanie osła z koniem, klonowanie, tresura. - Niektórzy z nas czują potrzebę zmiany stosunków i obyczajów "społecznych" wśród nieświadomych tego zwierząt.
  • @zadziwiony 14:11:33
    Mąż do żony: „Wiesz, myślałem że jak skończę 60 lat to już nie będę mógł. A widzę, że mi się po prostu nie chce…” Z tego wynika, że wylew spermy do mózgu daje się opanować wraz z wiekiem, a najpełniej z wiekiem od trumny. Pozdrawiam pogodnie. BJ
  • @moher 06:15:16
    Żona do męża w nocy: „Włóż od tyłu”. Mąż: „Eee, to łatwe: żółw!”. Z tego wynika, że różnica płci mózgu rzeczywiście istnieje.
    Pozdrawiam Pana przyjaźnie. BJ
  • @moher 04:42:30
    Oj, Moherku, Moherku!
    Mnie nie przeszkadza, że Ty wzorem pingwina masz zamrożoną chuć na poziomie tego antarktycznego ptaka. Mnie raczej bliżej z temperamentu do podwórkowego koguta. (nie mylić z Trybeusem). Może Tobie wystarczy nacieszyć się zakamarkami kobiecego ciała kilkanaście razy w życiu. Mnie nie. (cieszy Cię to w ogóle?). Ja taką normę w sile wieku to wyrabiałem w tygodniu. Nie wiem dlaczego moje życie seksualne budzi Twoją dezaprobatę. Dla mnie kobieta zawsze była największym cudem świata (atrakcyjna kobieta) i starałem się korzystać z uroków jej ciała i duszy jak najczęściej, bo sprawiało mi to radość i przyjemność. Zresztą jest tak nadal.

    Dlatego sprowadzenie sexu do prokreacji , jak czyni to autor powyższego tekstu i Ty - dla mnie jest nie do przyjęcia. Nie po to Stwórca obdarzył kobietę pełnym piersiami przez cały okres jej życia, do tego wrażliwymi na dotyk, by chowała je w zakamarkach zgrzebnej odzieży i nie korzystała z ich powabu dla swojej i mężczyzny przyjemności.

    PS. Bywałeś na męskich zgrupowaniach, w wojsku choćby ?
    Nie wiesz że młodzi mężczyźni by normalnie funkcjonować , zalewali toalety litrami spermy? Nie wiesz, że prawie wszyscy młodzi chłopacy (98%) uprawiają grzech Onana , by rozładować jej nacisk na gorący czerep? Jeśli tego nie wiesz, to nie wiem gdzie Ty się wychowałeś Moherku.
  • @Bogusław Jeznach 09:53:32
    Masz całkowitą rację, już nie jest to co było ( a szkoda), ale tak naprawdę to wieko trumny zakończy myśli mężczyzny o kobiecie.
  • @zadziwiony 11:44:56
    Starożytni Egipcjanie nie byli tego pewni. Dlatego balsamując mumie swoich faraonów i owijając je w lniane taśmy, penis bandażowali tak, że w trumnie pozorował erekcję. (Mózgu to już w ogóle nie było, bo go usuwali drutem przez nos, no ale oni uważali, że organem od myślenia jest serce, które stało obok w grobowcu, w jednym z czterech dzbanów, tzw. kanop, gdzie składano miękkie organy wewnętrzne).
    Pozdrawiam, podzielając wspomnienia i zachwyt nad żywym kobiecym ciałem i duszą. BJ
  • @nana 12:57:53
    Masz niewątpliwie dużo racji w tym co mówisz, jednak........ kobieta nigdy nie zrozumie mężczyzny. Ja wypowiadając się też nie mówiłem o pornografii czy innych zboczeniach, a normalnych relacjach między kobietą i mężczyzną.
    Poza tym wolę być nieco głupszy i zdrowszy. Jak pokazuje moje otoczenie mężczyźni aktywni seksualnie są w znacznie lepszej formie od tych drugich
  • @Bogusław Jeznach 10:18:53 "różnica płci mózgu rzeczywiście istnieje."
    Na pewno. -Gdy to rozumiemy, wzajemnie uzupełniamy braki drugiej strony. - Jeśli nie, występuje niezdrowa walka. Dziękuję i pozdrawiam wzajemnie. JP
  • @zadziwiony 11:41:57 -Znam to wszystko.
    - Tylko weź pod uwagę, że człowiek jest obdarzony trochę większym mózgiem od podwórkowego koguta. -No, ale mówi się , że niektórzy z nas myślą tylko dolną głową. -:)))
  • @1abezmetki 05:44:21
    Zamieszczony tekst jest napisany z pozycji wyznaniowych, ale bodaj w 90% ma charakter normatywny, odniesiony do cywilizacji zachodniej, której jesteśmy częścią, nawet jeśli nas to specjalnie nie cieszy. Nie ukrywam, że w tej normatywnej części treść tego eseju mi się podoba. Przedstawiony w nim wzorzec jest etyczny, logiczny i zgodny z zasadniczą naturą człowieka. Zamieściłem go, bo świadomość norm – we wszystkich innych sprawach także - jest ważna ponadczasowo i ponad okolicznościami. Oczywiście, ja też widzę, że normy te już często nie przystają do otaczającej nas rzeczywistości, ale bardziej tego żałuję niż się z tym zgadzam.
    Pozdrawiam Pana serdecznie, z wyrazami szacunku i solidarności. BJ
  • @moher 13:40:44
    Ty naprawdę nie kapujesz w czym rzecz? Ty możesz być całkowicie aseksualny. Nic mi do tego , to Twoje życie Twój wybór. Jednak przez swój światopogląd, uznajesz to za normę, z czym ja się nie zgadzam ot i wszystko. Mało tego- uznając to za normę, narzucasz ją niejako innym z punktu wyznawanej wiary. Jesteś chrześcijaninem, katolikiem, to możesz seks uprawiać tylko w celach prokreacyjnych , bo inaczej masz grzech.
    Z moich obserwacji i mojego życia wynika, że norma jest po prostu inna. Ludzie po prostu chcą , lubią i uprawiają sex głównie dla przyjemności. I ja tak też czynię. Nic nikomu do tego.

    Poza tym cała ideologia wokół seksu związana z doktrynami chrześcijańskimi powstała gdy na Ziemi żyło ilu ludzi? No ilu?
    Idźcie i rozmnażajcie się , nie marnujcie nasienia było uzasadnione w tamtej sytuacji demograficznej Ziemi. Dzisiaj jest zupełnie inna sytuacja.
    To raz, a po wtóre tak po prawdzie to nikt nie ma pewności czemu i komu nasze rozmnażanie i życie, a potem śmierć służy.
  • @Bogusław Jeznach 13:48:41
    Mnie też ten tekst pasuje w 80% . Jest spójny i logiczny odzwierciedla naturalną kolej rzeczy. Jednak w sprawach erotyki i sexu jest bardzo doktrynalny. Ja naprawdę nie wiem dlaczego kościół katolicki podchodzi do sexu w taki odbiegający od naturalnych potrzeb ludzkich sposób. To jest nienormalne, by z zachowań dającym ludziom radość, wytchnienie, rozładowanie stresów , zbliżenie emocjonalne robić coś złego. Ja tego nie pojmuję. Powiem więcej - Nana wspomniała białe małżeństwa. Ja osobiście uważam, że ludzie nie połączeni sexem tak na prawdę nigdy nie będą prawdziwym małżeństwem . Będą związkiem opartym raczej na uczuciach braterskich niż małżeńskich. No, ale to jest tylko moje zdanie na ten temat.
  • @zadziwiony 14:04:22 "narzucasz ją niejako innym z punktu wyznawanej wiary".
    -Nic Ci nie narzucam. -Masz swój rozum.
  • @nana 12:57:53
    Na temat telegonii wypowiadałem się , a raczej pytałem wcześniej IZY czy w hodowli jest praktykowana zasada wpływu pierwszego samca na przyszłe potomstwo.
    Sam uważam, że gdyby powszechnie ten fakt był znany, to sami mężczyźni wymusili by na dziewczynach chęć zachowania dziewictwa dla tego jedynego, albowiem nie mieli by ochoty niańczyć cudzych dzieci. Wpłynęło by to na ustabilizowanie zachowań seksualnych młodych kobiet.

    Dzisiaj małżeństwa zawierane są coraz później. Powód jest wg. mnie poważny jeden. Dziewczyny coraz wcześniej i bez zahamowań oddają się komu popadnie. . Młody mężczyzna gdy ma swobodny dostęp do kobiecego ciała, nie spieszy się do ślubów i obowiązków z tym związanych.
    W pewnym stopniu zarzucasz mi sprawy których nie jestem admiratorem. Ja po prostu opisuję męską rzeczywistość jaka ona jest w przeważającej męskiej populacji. Natury się nie oszuka.
    A poza tym zawsze lubiłem sex, lubili go moi koledzy,(koleżanki też) nadal lubią i nie widzę powodu dla którego miałbym z tego powodu mieć wyrzuty sumienia, czy bać się się grzeszę.

    Jeśli chodzi o filmy porno, to i owszem za młodych lat zdarzało mi się obejrzeć( nigdy do końca bo nudne), ale zawsze preferowałem dotyk i słowo.
  • @zadziwiony 14:35:44 "W pewnym stopniu zarzucasz mi sprawy których nie jestem admiratorem."
    - I to zdanie Cię rehabilituje i świadczy, że jednak różnisz się od koguta z podwórka. :)))
  • Nowe uwarunkowania.
    Jeżeli jesteś mężczyzną, musisz przeczytać ten tekst
    ...

    Aneta Bańkowska 2015-06-22, ostatnia aktualizacja 2015-06-23 11:07:41

    W ciągu ostatnich 30 lat jakość spermy zmniejszyła się o 75 proc. I wciąż spada, co ma ogromny wpływ na problemy z płodnością. Większość Polaków codziennie robi rzeczy, które szkodzą ich nasieniu, ale najczęściej nie ma o tym pojęcia. Dobra wiadomość? Tym kłopotom można zapobiec.

    Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas
    Z roku na rok jakość spermy się pogarsza. Najlepiej widać to na przykładzie spadku liczby plemników zawartych w nasieniu: na przestrzeni ostatnich 30 lat Światowa Organizacja Zdrowia obniżyła wartość uznawaną za prawidłową aż o 75 proc. - z 60 mln plemników w 1 ml ejakulatu do zaledwie 15 mln.



    Liczba plemników w 1 ml spermy

    Pierwsze alarmujące wyniki badań pojawiły się już pod koniec lat 90. Duńscy naukowcy pisali wtedy, że w ostatnim półwieczu procentowa zawartość plemników w nasieniu spadła o połowę. Nie lepiej było we Francji - tamtejsi badacze odkryli, że jakość spermy spada średnio o 2 proc. rocznie. W skali roku to niewiele, jednak już kilka lat wystarczy, by zobaczyć ogromną różnicę.

    Za granicą jest źle. A w Polsce?

    Niestety, w naszym kraju nie jest lepiej: ejakulat przeciętnego Polaka zawiera od trzech do pięciu razy mniej plemników niż nasienie Fina czy Kanadyjczyka. To już powód do niepokoju - malejąca liczba plemników ma bezpośredni wpływ na problemy z płodnością. Według szacunków problem ten dotyka już ok. 15 proc. par w Polsce; u 35 proc. z nich źródło kłopotów leży po stronie mężczyzny.

    I choć blisko połowa młodych Polaków codziennie robi rzeczy, które szkodzą spermie (prowadzi siedzący tryb życia, trzyma laptop na kolanach bądź nosi obcisłe bokserki), aż 93 proc. z nich nigdy nie zbadało swojego nasienia - wynika z raportu "Płodny Polak".

    Prawidłowa liczba plemników to nie wszystko

    Proces powstawania spermy jest dość skomplikowany. - Na wydzielinę składają się produkty jąder, pęcherzyków nasiennych, najądrzy, gruczołów opuszkowo-cewkowych oraz prostaty, w których stale wytwarzane jest nasienie - tłumaczy w rozmowie z portalem Gazeta.pl dr Grzegorz Mrugacz, dyrektor medyczny Kliniki Leczenia Niepłodności "Bocian" oraz były wiceprezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu.

    Jak dodaje, pełny cykl produkcji plemnika trwa niemal trzy miesiące; tyle czasu potrzeba, by wytworzyć w pełni dojrzałe nasienie. Plemniki magazynowane w najądrzach są z nich następnie zabierane przez strumień spermy podczas ejakulacji.



    Budowa plemnika (Wikipedia Commons/ M. Komorniczak)

    Choć do zapłodnienia wystarczy tylko jedna męska komórka, im mniej plemników, tym trudniej o ciążę. - Gdy liczba plemników w 1 ml ejakulatu jest zbyt niska, męskie komórki giną albo w ogóle nie docierają do komórki jajowej. To prawda, zapładnia ją tylko jeden plemnik, ale nie wiadomo, ile z nich musi wcześniej otoczyć jajo, by zainicjować zapłodnienie - dodaje dr Mrugacz.

    Liczba plemników to jednak nie wszystko - nawet jeżeli jest ona w normie, może dochodzić do zaburzeń w strukturze DNA komórek. Na problemy z płodnością wpływają także zmiany w ruchliwości i budowie plemników (np. komórki o dwóch główkach), ich zbyt krótka żywotność, zmiana konsystencji spermy oraz stany zapalne jąder, gruczołu krokowego bądź cewki moczowej. U kilku procent mężczyzn testy nie wykazują też w ogóle obecności plemników w spermie.

    Problemy z płodnością ma coraz więcej mężczyzn

    WHO globalny spadek jakości nasienia tłumaczy głównie czynnikami środowiskowymi - niektóre związki chemiczne występujące w zanieczyszczonym środowisku, nawozach sztucznych, dodatkach do żywności czy środkach czystości mogą negatywnie wpływać na spermę.

    Wśród najgroźniejszych substancji wymienia się m.in. parabeny (konserwanty używane do produkcji leków i kosmetyków), związki perfluorowane (znajdują się w lakierach, naczyniach z powłoką teflonową czy foliach spożywczych), rtęć (szkodzi jej nadmiar; tego pierwiastka jest dużo zwłaszcza w owocach morza i drapieżnych rybach) oraz BPA (składnik plastikowych opakowań, puszek i wieczek słoików).

    Niestety, mimo badań wciąż nie wiadomo, w jakim stopniu używanie powyższych substancji w życiu codziennym wpływa na płodność.

    Cichy zabójca płodności? Stres

    Na co jeszcze powinni uważać panowie? Na jakość spermy źle wpływają nieodpowiednio zbilansowana dieta (otyłość!), siedzący tryb życia, noszenie zbyt obcisłych spodni (które prowadzi do przegrzewania się jąder; to szkodzi plemnikom), częste trzymanie laptopa na kolanach, używki. - Szkodliwy jest także stres, który nazywamy "cichym zabójcą płodności" - zauważa dr Mrugacz. Ekspert zwraca uwagę również na toksyczne działanie niektórych leków oraz promieniowanie elektromagnetyczne i rentgenowskie.

    Na pogarszanie jakości nasienia wpływa też wiek, ale proces ten postępuje dużo mniej drastycznie niż spadek płodności u kobiet. Nie zmienia to jednak faktu, że mężczyźni są najbardziej płodni między trzydziestym a trzydziestym piątym rokiem życia.

    Zły stan spermy to najczęstsza przyczyna niepłodności

    Im wcześniej zdiagnozujemy stan nasienia, tym większą mamy szansę na zmianę złych przyzwyczajeń, zanim będzie na to za późno. To powód, dla którego spermę powinni zbadać zwłaszcza młodzi mężczyźni, którzy nie są jeszcze ojcami, ale chcą nimi być w przyszłości.

    - Czasem musi minąć nawet rok, by nasienie wróciło do normy. Im wcześniej wykryje się jakiekolwiek nieprawidłowości, tym sprawniej można rozpocząć leczenie albo zmienić tryb życia czy sposób odżywiania się. To może być kluczowe posunięcie decydujące o tym, czy para nie będzie miała potem problemów z uzyskaniem ciąży - wyjaśnia dr Mrugacz.

    Ekspert medyczny kampanii "Płodny Polak" podkreśla, że na badanie spermy powinni się zgłosić nawet ci panowie, którzy nie chcą mieć dzieci. - Takie testy powinno się wykonywać przesiewowo raz na kilka lat, podobnie jak bada się krew, wzrok czy słuch. Jakość nasienia świadczy nie tylko o płodności, lecz również o stanie zdrowia - mówi. Jak dodaje, badanie może wykazać m.in. stan zapalny cewki moczowej czy gruczołu krokowego.

    Spermę wystarczy badać raz na kilka lat

    Jak często powinno się badać spermę? W przeciwieństwie do innych testów przesiewowych nie trzeba tego robić np. raz w roku. - Chodzi o to, żeby zorientować się, jaką mamy płodność. Jeżeli wszystko jest w porządku, badanie powtórzone za kilka lat powinno w zupełności wystarczyć. Natomiast jeśli podczas badań zostaną wykryte jakieś nieprawidłowości, mężczyzna powinien zgłosić się do lekarza. Pacjent powinien dodatkowo zmienić tryb życia, odczekać kilka miesięcy i ponownie wykonać badanie - mówi ekspert.

    Nasienie można zbadać zarówno w laboratoriach medycznych (nie w każdym jest jednak taka możliwość), jak i w klinikach diagnostyki niepłodności. Podstawowe testy kosztują 50-60 zł; droższe są tzw. rozszerzone posiewy, za które trzeba zapłacić nawet 200-300 zł.

    Nasienie można oddać w domu albo klinice

    Przed przystąpieniem do badania należy zachować wstrzemięźliwość seksualną przez trzy do pięciu dni. Dlaczego? - Regularne współżycie korzystnie wpływa na jakość nasienia, ale każdy mężczyzna ma swoje własne tempo, w którym się regeneruje: jednemu wystarczy dzień, inny potrzebuje nawet kilku. Jeżeli chcemy otrzymać wiarygodny wynik, nasienia musi się nazbierać trochę więcej - wyjaśnia dr Mrugacz.

    Spermę uzyskuje się podczas masturbacji, a nasienie można oddać w placówce albo w domu. Trzeba jednak pamiętać, że sperma zebrana do sterylnego pojemniczka powinna być przechowywana w temperaturze pokojowej i dostarczona do laboratorium w ciągu 30 minut.

    Zmiana diety nie przynosi natychmiastowych skutków

    Nawet jeżeli wynik badania nie jest najlepszy, nie jest jeszcze za późno, by poprawić jakość nasienia. Regularny wysiłek fizyczny, unikanie używek oraz nieprzegrzewanie jąder to czynniki, które korzystnie wpływają na spermę. Płodność poprawia również regularne współżycie (popularnym mitem jest np. ten o "oszczędzaniu" plemników podczas starania się o dziecko).

    Najlepszą dietą wpływającą korzystnie na nasienie jest dieta śródziemnomorska, czyli lekkostrawne posiłki bogate w warzywa, ryby, tłuszcze roślinne, owoce, chude białko, orzechy. Minerały i witaminy, które powinny znaleźć się w codziennej diecie, to cynk, kwas foliowy, selen oraz witaminy E i C.



    Źródła witamin i minerałów w codziennej diecie

    Panowie powinni też zwracać uwagę na konserwanty zawarte w żywności; jądra są jednym z czulszych narządów w organizmie i nadużywanie środków sztucznie przedłużających świeżość jedzenia może zaburzać ich pracę.

    Nie można jednak oczekiwać, że zmiana diety i trybu życia przyniesie natychmiastowe skutki. - Jeżeli para nie mogła uzyskać ciąży przez dwa czy trzy lata, miesiąc nic tu nie zmieni - zastrzega dr Mrugacz. Najlepszym przykładem na to, że pożywienie wpływa na spermę z pewnym opóźnieniem, jest jej smak. Nasienie mężczyzn, którzy regularnie jedzą ananasa lub piją sok z tych owoców, jest słodsze - ale zanim partnerka/partner zaobserwuje zmianę, musi minąć co najmniej kilka dni.

    Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

    Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA
  • @kontras2012 15:56:47
    Z kolei znany neurobiolog prof. Vetulani jako receptę na długowieczność zaleca: czerwone wino, rozrywki umysłowe i miłość (z kontekstu jego nauczania należy się domyślać, że chodzi o miłość bynajmniej nie platoniczną). Myślałem o tym jak Pan Jeznach podał swoją definicję szczęścia: ser, figi, ogród i dobra dyskusja czy rozmowa, a gdzie kobieta i milość ktoś (kobieta na pewno) zapyta?
    Ja myślę, że w naszej cywilizacji te różnice na męskie i żeńskie się zacierają, ale co jest pierwsze: kultura czy natura trudno rozstrzygnąć, być może ideologia gender i zmiany w środowisku nawzajem się napędzają. Kiedyś te światy kobiecy i męski były mocno rozdzielone, ale miłości chyba więcej, dzisiaj wszystko trzeba robić razem, po równo itp. ale czy czujemy się z tym dobrze? Ja osobiście wolałbym to co było, ze świadomością, że raczej nie wróci inaczej niż za sprawą ISIS czy temu podobnej apokalipsy.
  • @nana 16:35:58
    Oj rozpisałaś się, a może lepiej czasami poprasować?

    Wyrzuciłaś swe emocje, mnie chciałaś dowalić jaki to ze mnie lovelas. Ja natomiast odnosząc się do meritum chciałem tylko zaznaczyć, że nie zgadzam się z podejściem do seksu zawartym w tym artykule. Po prostu nie uważam seksu dla przyjemności za grzech i nie uważam, że tylko w celach prokreacyjnych należy się nim cieszyć. Jesteś kobietą i nigdy nie będziesz wiedziała, co to jest męskie pożądanie, co robi z facetem testosteron, szczególnie w młodym wieku. Ja jeździłem na kolonie, potem obozy, spędziłem 5 lat w męskiej szkole, dwa lata w wojsku, dwa lata na "eksporcie w męskim gronie. Wiem jaki jest i co robi przeciętny mężczyzna i czym dla niego jest seks.

    Muszę iśc na kolacje potem skończę myśl
  • @zadziwiony 17:09:10
    Kończąc, może trochę uogólnię.

    Jest mnóstwo ludzi - zawiedzionych polityków, czy tez aspirujących do tej roli co się nie załapali. Teraz w opozycji pozasystemowej walczą z obecną władzą . Pytanie. Jak się będą zachowywać gdy tę władzę zdobędą. Czy nie wlezą w skóry dzisiejszych władców?

    Są ludzie którzy nie załapali się na sukces finansowy - teraz występują przeciwko kapitalizmowi, przeciwko przedsiębiorcom, przeciwko tym co sukces odnieśli - pytam się jak będą się zachowywali gdy np. odziedziczą nagle dobrze prosperującą firmę. Nie wlezą w role najwredniejszych pracodawców?

    Sa kobiety którym nigdy w czasie seksu świat w głowie nie zawirował i mężczyźni z małymi potrzebami erotycznymi. Dzisiaj występują przeciwko uprawianiu seksu dla przyjemności. Bo jej nie odczuwają.
    Jak postąpią, jakie będą mieli zdanie w tym temacie gdy nagle trafi im się odlot jakiego nigdy wcześniej nie doznały, jak wstrząsną nimi dreszcze i puszczą soki, że ręcznika nie starczy?
    Jak zachowa się facet , któremu nagle na widok każdej ujrzanej kobiecej piersi czy gołej nogi łebek z nad paska zacznie wyglądać? Czy nadal będą uważać że seks tylko dla prokreacji?

    Wydaje mi się , że większość ludzi jest przeciwko temu czego osiągnąć nie potrafią.
  • @nana 12:57:53 Pornografia i wyuzdanie nie są czymś nowym i trapiły normalne społeczeństwa tak, jak nasze współczesne.
    -Historycy między innymi właśne wyuzdaniem tłumaczą upadek Cesarstwa Rzymu.
  • @zadziwiony 14:04:22 //Ty naprawdę nie kapujesz w czym rzecz?//
    Kapuję, kapuję. Ale Ty tego jak widzę, po prostu nie potrafisz pojąć.
  • -Obecnie sexoholizm uznano za jednostkę chorobową,
    którą należy leczyć. -Są już przychodnie specjalistyczne dla sexoholików. -do tego doprowadziło oficjalne propagowanie rozwiązłości.
  • @moher 21:02:35 Nana
    Cały ambaras w tym, że ja nie twierdzę, że robicie coś złego żyjąc swoim życiem, podczas gdy Wy potępiacie mój sposób postępowania gdy twierdzę, że lubiłem i lubię uprawiać sex dla przyjemności. Czy to ma coś wspólnego z seksoholizmem? Wątpię. Po prostu ja jak większość ludzi to lubię. Wy nie - Wasza sprawa.

    Nina powiem Ci w czym tkwi Twój problem. Po prostu nie spotkałaś właściwego mężczyzny , jesteś niespełniona erotycznie i stąd Twój atak na mnie, człowieka spełnionego w tym względzie. Ale nigdy nie jest za późno. W każdym wieku możesz spotkać kogoś z kim się przekonasz, że sex może być wspaniałym spełnieniem i dopełnieniem. Może Ci o tym też zaświadczyć niejedna kobieta.

    A Moher? No cóż on ze swym zamrożonym niczym u pingwina erotyzmem raczej już seksualnie nie zakwitnie.

    PS. NINA W tajemnicy Ci też powiem, że prawdziwe kobiety o seksie takich bzdur jak Ty nie opowiadają, a po prostu go uprawiają i się nim cieszą.

    Dobrej nocy , oczywiście bez tego wstrętnego sexu dla przyjemności Wam życzę.
  • @nana 22:11:51
    właśnie Ty robisz z siebie tylko samicę rozpłodową, albowiem zaatakowałaś sex dla przyjemności.
    Idę spać - z niedopieszczoną babą nigdy do porozumienia się nie dojdzie, przynajmniej w temacie erotycznym.
    A Twoje doznania nigdy mnie nie interesowały , albowiem jak mniemam nic w nich ekscytującego nigdy nie było. A swoich mam dostatek.
  • @zadziwiony 21:46:03człowieka spełnionego w tym względzie. ///
    -"Spełniony". -Toś lepszy od Casanovy. -Bo on na starość wyznał, że sprowadzając seks do fizjologii tylko świntuszył. -:)))
  • @nana 11:10:08
    Ha!Ha!
    Tak ma 90% mężczyzn, więc jestem do tego psychicznie przygotowany. Już i tak odczuwam mniejsze potrzeby.
    Ale co mam w d...ie , to mi nikt nie wyłupie :):):):)

    Powiedz , co mi ze sterczącej fujarki skoro użycie jej to grzech, więc stoi bezużytecznie przeszkadzając jedynie w poruszaniu się.

    ps. Jeśli byś mogła to oświeć mnie bo tego akurat nie wiem.
    Jak wygląda sprawa z seksem( oczywiście małżeńskim) w świetle tego coś wcześniej twierdziła jeśli kobieta jest po menopauzie, a mężczyzna pełnosprawny z aktywnymi plemnikami?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930