Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3904 posty 1831 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Zawracanie Nilu kijem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Do Egiptu w końcu powrócił tradycyjny porządek, czyli zamordyzm. Większość Egipcjan chyba nawet woli to od zachodniej „wolności”.

 

Trudno jest ocenić jak bardzo popularny jest wśród swych rodaków generał Abdel-Fattah al-Sisi, ale z pewnością większość Egipcjan akceptuje swego prezydenta. Czas rewolucyjnego chaosu, który zaczął się od obalenia „faraona” Mubaraka w 2011, a zakończył obaleniem efemerycznego prezydenta-islamisty Muhammada Mursiego w roku 2013, sprawił że Egipcjanie pragną przede wszystkim spokoju i stabilności. Generał Sisi zapewnił jedno i drugie. Uczucie ulgi najlepiej oddaje zdanie powszechnie powtarzane w Egipcie przez zwolenników obecnego prezydenta:على الأقل نحن لسنا العراق أو سوريا (‘la aliqul nahnu la’esna al‘eraqأła surija) „No, ale przynajmniej nie jesteśmy Irakiem albo Syrią”.

Ale za jaką cenę? Sisi, owszem, zatrzymał spadek swobodny Egiptu w otchłań kompletnego chaosu bezlitośnie tępiąc zarazem wszelką krytykę zwłaszcza pod swoim adresem. Tysiące dysydentów, zarówno religiantów jak i krnąbrnych laików, trafiło za kratki i siedzi tam do dziś. Co najmniej tysiąc osób zabito. „Nie możemy sobie pozwolić na luksus walk dla sportu” powiada Sisi. Ale stosowany przez niego zamordyzm sprawia, że dzisiejszy Egipt wygląda i czuje się prawie tak samo jak przed wiosną arabską, kiedy krajem rządził żelazną ręką Hosni Mubarak, też zresztą  wojskowy – były generał. Generałowie tak widać mają. Niektórzy twierdzą nawet, że jeśli chodzi o swoboedy polityczne, to obecnie jest nawet gorzej niż za Mubaraka.

Główne uderzenie Sisiego wzięło na klatę Bractwo Muzułmańskie. Ugrupowanie to zarobiło najbardziej czerwoną z możliwych kartek w grze politycznej – zostało uznane za organizację terrorystyczną, rozwiązane i zdelegalizowane. Setki Braci zginęło w czasie protestów w wyniku starć z policją i wojskiem. Usłużni wobec władzy sędziowie wydali setki wyroków śmierci przeciwko ujętym żywcem (chociaż większość  potem zawieszono lub zamieniono na dożywocie, a niektóre nawet odwołano). Sam Mursi wyszedł jak na razie prawie obronną ręką dostając wyrok 20 lat więzienia za – o ironio! – podburzanie do zabójstw demonstrantów w roku 2012. Ale to jeszcze nie koniec, bo czekają go kolejne dwa procesy w sprawach, z których każda jest zagrożona „czapą”. 

Użalając się nad fatalnym klimatem politycznym, jaki zapanował nad Nilem, kilka partii opozycyjnych postanowiło zbojkotować wybory parlamentarne zapowiedziane pierwotnie na marzec br. Tarik az-Zumar, szef niewielkiej islamskiej Partii Budowania i Rozwoju (arab.حزب البناء والتنمية, , Hizb al-B’ina’a Ła at-Tanmija) stwierdził, że byłyby to wybory przeprowadzone „w atmosferze pełnej prześladowań, nienawiści i zemsty” (في بيئة مليئة القهر والحقد و الثأر , fi bajja amlijjat alquhar ła’alhaqid ła’al-t’har). Inne z ponad 50 egipskich ugrupowań politycznych, liberalna Partia Konstytucji (حزب الدستور,Hizb el-Dostour), założona i kierowana przez prozachodniego laureata Pokojowej Nagrody Nobla Mohammada el-Baradei, też skrytykowała rząd za „poważne naruszenia praw człowieka” (الانتهاكات الجسيمة لحق الإنسان, al-anthakat al-dżasimةl’haq al-ansan). Ostatecznie termin wyborów przełożono, kiedy na dodatek sąd konstytucyjny uznał, że został on wyznaczony niezgodnie z prawem. Krytycy twierdzą, zamiarem było utworzenie parlamentu powolnego wszystkim planom i zachciankom raisa  (prezydenta), którego władza nie ma żadnych ograniczeń. Mało kto pokłada większą nadzieję na rzeczywiste zmiany w nowym prawie, które ma być zredagowane i opublikowane pod koniec tego roku.

Sisi nalega na wszystkie partie polityczne aby utworzyły koalicję jedności, jedną dla wszystkich, która oczywiście mogłaby go poprzeć. To ulubione hasło prezydenta, który przy każdej okazji podkreśla słowoوحدة, łahda (jedność). W ubiegłym roku poprosił dziennikarzy „aby byli mili dla Egipcjan” (أن يكون لطيف مع الشعب المصري , an’aikun latif m‘a asz-sza’ab al-masri) i „aby uważali na to, co mówią i piszą” (رعاية ما تقوله والكتابة , r‘aija ma taqullah łaal-k’tabah). Jednakże pozując na jedynego protektora Egiptu ustawia swoich krytyków na miejscu wrogów państwa. Jego mniej publiczne apele o solidarność brzmią raczej jak żądania.

W czasie kampanii prezydenckiej Sisiego w ubiegłym roku, jego ludzie instruowali prezenterów TV jak mają go przedstawiać i co o nim mówić. Miał wypadać jako człowiek skromny. Media pro-ichłanowe zamknięto (Ichłan to po arabsku ‘bracia’, czyli Bractwo Muzułmańskie). Większość mediów prywatnych, kontrolowanych przez wąską elitę właścicieli, powstrzymuje się od wszelkie krytyki rządu i raczej nasladuje jego retorykę i zachowania. Wobec panującej samocenzury Kholoud Saber z egipskiego Stowarzyszenia Wolności Myśli i Słowa (مؤسسة حرية الفكر والتعبير, muasasat hurija al-fikr ła’atta‘bir) zauważył, że ogólna atmosfera w mediach jest obecnie najgorsza ze wszystkich okresów, jakie pamięta.

Trzeba jednak zauważyć, że niektóre media zrobiły się ostatnio bardziej asertywne, a kilka nawet otwarcie zadarło z władzą. W kilku gazetach, także państwowych, ukazała się krytyka konkretnych nadużyć popełnianych przez policję i resort spraw wewnętrznych. W ruch poszły więc kajdanki i zastraszanie. Dostało się także dziennikarzom obcokrajowcom. Trzej reporterzy katarskiej TV al-Dżazira, sympatyzujący z Bractwem Muzułmańskim, trafili do egipskiego więzienia na 400 dni. Ich proces, zdaniem grup obrońców praw człowieka, był farsą i hańbą dla sądu.

Obywatelom też nie idzie o wiele lepiej. Za Mubaraka organizacje pozarządowe były tolerowane, aczkolwiek te, które były powiązane i finansowane z zagranicy (innych praktycznie nie było i nie ma) musiały bardzo uważać, aby się nie wychylać. Za Mursiego były po prostu ignorowane. Ale za Sisiego „nie masz nawet nadziei” (ليس هناك أي أمل , la’is ahnak ije’mal) jak to podsumował Muhammad Zari, opłacany z zagranicy działacz z kairskiego Instytutu Praw Człowieka. Jego zespół, po otrzymaniu pogróżek od „nieznanych sprawców” (مجهولون, mudżahulun) przeniósł się w większości do Tunezji. Inne grupy, jak Human Rights Watch lub Carter Center, obie bezpośrednio związane z Ameryką, wyniosły się w ogóle. W Egipcie, gdzie świadomość działań Zachodu jest przeciętnie o wiele wyższa niż w Polsce, mało kto miał wątpliwości, że jest to po prostu finansowana przez USA agentura wpływu.

Te organizacje, które pozostały w kraju, zobowiązano do tego, aby się zarejestrowały w urzędzie centralnym o ciekawej nazwie: Ministerstwo Solidarności Społecznej (وزارة التضامن الاجتماعي, łazaratةat-tadamin al-adżatma‘i) w ramach przepisów prawa, które daje rządowi duży wgląd w ich działania i źródła finansowania. Sisi jest czujny i słusznie nie wierzy zachodnim intencjom. W grudniu wydał dekret, który jeszcze mocniej dokręca śrubę agenturze. Działacze, którzy mogliby „zaszkodzić interesom kraju” (الإضرار بالمصالح القومية, al-adrar b’al-musaleh al-qumi) „podważać jedność narodu” (وحدة وطنية وسطية, łahda łatani łasati) lub „zakłócić porządek lub spokój publiczny” (الإخلال بالأمن أو السلم العام,  al-achlal balaman ła al-salam al‘am)  ryzykują nawet dożywocie, jeśli są finansowani z zagranicy. A tak jest w przypadku większości tzw. grup społeczeństwa obywatelskiego, ponieważ w Egipcie możliwości zbierania funduszy sa prawie żadne.

Rząd wzbudził w społeczeństwie silną obawę przed wtrącaniem się zewnętrznych graczy, w domyśle USA, Europy i Izraela, w wewnętrzne sprawy egipskie. Wyczulenie na to ryzyko jest wśród Egipcjan duże i akcje przeciw Sisiemu nie mają dużego wzięcia. Zagranica też o tym wie i boi się narazić na konflikt. Opozycja egipska skarży się, że nie ma żadnego nacisku na Sisiego ze strony Zachodu. Wiele rządów zachodnich postrzega zresztą  obecnego prezydenta Egiptu jako sprawdzonego przeciwnika wojującego islamu, a więc sojusznika w dziele przeciwstawienia się religijnym wariatom i ich ścigania w regionie. Z tego względu także Waszyngton nadal przysyła do Egiptu broń w ramach specjalnej pomocy wojskowej, czyli po cenach bardzo preferencyjnych.    

Sisi najwyraźniej czuje się niezrozumiany. Uwodząc potencjalnych zachodnich inwestorów na konferencji gospodarczej w marcu podkreślał przede wszystkim stabilizację, jaka nastała  za jego rządów. „Pokój i dobrobyt muszą przyjść najpierw przed wolnością” (الأمن والازدهار يجب أن يأتي قبل الحرية,  al-aman ła’al-azdhar idżb‘n i’ati qabil al-ahri) – stwierdził z naciskiem. Jednakże zastosowane rządy żelaznej ręki i ciągłe przykręcanie śruby poddanym, nie zostawia im żadnego miękkiego ujścia dla wyrażania naturalnego przecież w każdym ustroju niezadowolenia. Rezultat? Różne grupy coraz częściej siegają po znane z niedawnej przeszłości środki: wykrywa się coraz więcej spisków i coraz częściej wybuchają bomby. A to daje Sisiemu powód do kolejnego dociskania śruby. Tylko najcierpliwsi nadal uspokajają:القانون الصعب، ولكن القانون (alqanun alsa‘ba łal’kna alqanun), co chyba najlepiej tłumaczy się na łacińskie: Dura lex sed lex.

 

BJ

//oprac. na podstawie internetowej prasy palestyńskiej//

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031