Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4372 posty 1979 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Après moi, moi

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Polska ma duży kłopot ze swoim prezydentem, ale Afryka ma chyba jeszcze większe.

Prezydent Burundi Pierre Nkurunziza jest kolejnym z afrykańskich władców, który ryzykuje poważny konflikt w swoim kraju odmawiając ustąpienia z urzędu po wygaśnięciu konstytucyjnej drugiej kadencji. Kiedy 25 kwietnia oznajmił publicznie, że będzie kandydował po raz trzeci w wyborach przewidzianych na koniec czerwca, w stolicy kraju – Bujumburze zawrzało. Szydercza formuła „Après moi,moi” (Po mnie - ja) wzburzyła ludzi do żywego.W Burundi wrze nadal, i zginęło tam już przynajmniej sześciu demonstrantów, a około 25.000 uciekło przez granicę.

ONZ, Unia Afrykańska i kilka rządów zachodnich zaapelowało do Nkurunzizy, aby ponownie przemyślał swoją decyzję, zanim sprawy wymkną się spod kontroli. W miarę jak sąd konstytucyjny zabiera się do rozpatrzenia sprawy, prezydenccy lojaliści przekonują, że jego pierwsza kadencja, którą zaczął w roku 2005, się nie liczy, bo wtedy na urząd został wybrany przez parlament, a nie bezpośrednio przez ogół obywateli, tak jak teraz wymaga konstytucja. Ma zatem, ich zdaniem, pełne prawo stłumić siłą obecną insurekcję ulicy, jak to się oficjalnie określa.       

Burundi to w ogóle bardzo zapalne miejsce. Od uzyskania niepodległości w 1962 roku stale doświadcza przewrotow, rzezi, zabójstw politycznych (w tym kilku prezydentów), oraz – podobnie jak w sąsiedniej Ruandzie – tkwi w słynnej na cały świat waśni pomiędzy Tutsi i Hutu, którzy stanowią odpowiednio 10% i 86% z 10-milionowej ludności kraju. Nkurunziza, który jest Hutu, doszedł do władzy na czele rebelii lat ’90-ych, kiedy to zginęły tysiące ludzi, w tym jego własny ojciec i większość członków rodziny. Mniej więcej od 2000 roku utrzymuje się tam kruchy pokój, który przynajmniej na początku trzeba przypisac skutecznej mediacji RPA.               

Los Nkurunzizy jest i będzie śledzony z wielką uwagą w całej Czarnej Afryce, ponieważ zagadnienie przedłużania konstytucyjnych limitów władzy, zwłaszcza władzy prezydenckiej, ma tam wszędzie, i zawsze miało ogromne znaczenie. Od początku lat 1990-ych, kiedy w Afryce powiał wiatr demokracji, przynajmniej 34 z 54 krajów tego kontynentu (w 2011 uznano 55. państwo – Sudan Południowy) ustanowiło konstytucyjne limity czasu panowania dla swoich prezydentów, zazwyczaj dając im po dwie 5-letnie kadencje, tak jak w przypadku Burundi.

Większość zastosowała się do tych reguł. Niewielka garstka – Frederick Chiluba w Zambii w roku 2002, Bakili Muluzi w Malawi w 2004, oraz Olusegun Obasanjo w Nigerii w roku 2007, ustąpiła dopiero po nieudanej próbie wydłużenia sobie kadencji. W ubiegłym roku masowe protesty zapobiegły takiemu wydłużonemu zagarnięciu władzy przez Blaise Compaoré, prezydenta Burkina Faso, który ledwie zdołał ujsć z życiem przed gniewem ulicy salwując się ucieczką za granicę.   

Niektórym jednak udało się lepiej. Yoweri Museveni z Ugandy, pierwotnie też ograniczony do 10 lat w dwóch kadencjach, panuje miłościwie już 29 lat. Paul Biya rządzi Kamerunem, chwalić Boga, od roku 1982. W kwietniu w Togo niejaki Faure Gnassingbé też został wybrany na trzecią kadencję z rzędu, co jego rodzinie daje już w sumie 48 lat nieprzerwanego panowania.

Podejrzani o chęć przedłużenia sobie władzy są także Joseph Kabila w Kongu, któremu kadencja kończy się w przyszłym roku, oraz Denis Sassou-Nguesso, po drugiej stronie wielkiej rzeki w państwie Kongo-Brazzaville który jest tam u władzy praktycznie od 31 lat. Niektórzy przywódcy stosują zabieg sprytniejszy, znany jako scenariusz „Putin-Miedwiediew”, gdzie przeplatają sobie kadencje ze zmiennikiem na stolcach premiera i prezydenta, co pozwala im zachować pozory konstytucyjnej legalności, przy jednoczesnym pogwałceniu konstytucyjnego ducha. Taki plan ma niemal otwarcie Paul Kagame, energiczny prezydent Ruandy, któremu druga i ostatnia kadencja kończy się w 2017. Władca Etiopii Meles Zenawi po dwóch 6-letnich kadencjach prezydenckich pociągnął praktycznie tę samą władzę pod innym tytułem, tj. jako premier, w sumie przez 17 lat, tzn. aż do swojej śmierci. A 91-letni obecnie prezydent Zimbabwe, Robert Mugabe, który u władzy – jako premier i prezydent – jest od roku 1980, podpisał w roku 2013 nową konstytucję, która bezwzględnie ogranicza czas prezydenckiej władzy do dwóch kadencji, ale dopiero licząc od tej daty, czyli dał sobie praktycznie czas do 99 roku życia. Ten to się umiał przyssać!   

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031