Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
3904 posty 1831 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Rycie pod BRICS

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

CO PISZĄ INNI: Juliana Barenboim pisze o sabotowaniu grupy BRICS w Ameryce Łacińskiej.

Od początku kryzysu na Ukrainie, zaaranżowanego przez Zachód, świat jest bombardowany propagandą na temat Zła, jakim jest Rosja. Podczas gdy zmanipulowane wydarzenia z rosyjskiej granicy okupują nagłówki w mediach, rzućmy okiem na to, co dzieje się za kulisami – na „latynoskim podwórku”, jak John Kerry bezczelnie określił Amerykę Łacińską w kwietniu 2014.

Egzystencjalne zagrożenie, jakie BRICS stanowi dla zachodnich elit, jest oczywiste. Sojusz pomiędzy Brazylią, Rosją, Indiami, Chinami i Afryką Południową jest poważną polityczną i ekonomiczną alternatywą dla obecnego systemu globalnej hegemonii Stanów Zjednoczonych. I zatacza on coraz większe kręgi, obejmując kraje zainteresowane przystąpieniem do niego, takie jak Argentyna, Wenezuela, Iran, Mongolia, Malezja i inne. Obecnie, blisko połowa światowej populacji mieszka w krajach grupy BRICS, wytwarzając niemalże 30% światowego nominalnego PKB.

Przed szczytem BRICS prezydent Rosji Władimir Putin powiedział:

„Współczesny świat jest w rzeczy samej, wielobiegunowy, złożony i dynamiczny. Taka jest obiektywna rzeczywistość. Wszelkie próby stworzenia modelu stosunków międzynarodowych, w którym wszystkie decyzje są podejmowane w obrębie jednego bieguna, są nieefektywne, regularnie zawodzą i ostatecznie są skazane na porażkę.To są przyczyny, dla których schemat współpracy zaproponowany przez Rosję tak wpływowym państwom, jakimi są członkowie grupy BRICS, okazał się potrzebny. Nasze wspólne wysiłki przyczyniły się do zwiększenia przewidywalności i zrównoważonego rozwoju w stosunkach międzynarodowych. Uważam, że nadszedł czas, aby rola grupy BRICS została zwiększona, osiągnęła nowy szczebel oraz aby nasze stowarzyszenie stało się nieodłączną częścią globalnego systemu zarządzania, w celu zrównoważonego rozwoju.

W jaki sposób można to osiągnąć w praktyce? Po pierwsze, rozwijając w każdy możliwy sposób współpracę w ramach ONZ, aby wytrwale przeciwdziałać usiłowaniom pojedynczych państw narzucania społeczności międzynarodowej polityki obalania niepożądanych reżimów i forsowania jednostronnych rozwiązań w sytuacjach kryzysowych. Proponujemy stworzenie systemu regularnych konsultacji na wysokim szczeblu, pomiędzy ministrami spraw zagranicznych, w sprawie różnych regionalnych konfliktów, w celu – gdzie to tylko jest możliwe – wypracowania wspólnego stanowiska i podjęcia wspólnych wysiłków, zmierzających do zapewnienia politycznego i dyplomatycznego porozumienia.

Powinniśmy aktywniej koordynować politykę grupy BRICS i przeciwdziałać zagrożeniu bezpieczeństwa oraz stawiać czoła wyzwaniom. Między innymi, może to zostać osiągnięte poprzez system konsultacji poświęconych zwalczaniu terroryzmu. Istotnym punktem naszego planu będzie rozszerzanie współpracy w celu zwalczania przemytu narkotyków. Jesteśmy gotowi zwiększyć wspólne wysiłki w celu wzmocnienia międzynarodowych regulacji prawnych dotyczących kontroli narkotyków.

Kolejną ważną kwestią jest współpraca w zakresie ustalenia zasad odpowiedzialnego postępowania w globalnej przestrzeni informacyjnej. Takie zasady muszą być oparte na przepisach prawa, które zagwarantują: respektowanie suwerenności kraju, nieingerowanie w jego sprawy wewnętrzne, przestrzeganie praw człowieka i swobód obywatelskich, jak również równorzędny udział wszystkich państw w zarządzaniu siecią internetową. Uważam, że nasze wspólne wysiłki zapewnią krajom grupy BRICS utrzymanie wiodącej pozycji w umacnianiu międzynarodowego bezpieczeństwa informacyjnego.

Zamierzamy dogłębnie przeanalizować sytuację w punktach zapalnych naszej planety. W tym Syrię i Irak, gdzie pozycja ekstremistów i grup terrorystycznych umacnia się. Baczna uwaga powinna zostać poświęcona kryzysowi na Ukrainie oraz działaniom międzynarodowej społeczności, które powstrzymałyby rozlew krwi w południowo-wschodniej części tego kraju.

W sferze ekonomii, zamierzamy przedyskutować reformę MFW. Kraje grupy BRICS są zaniepokojone nieuzasadnionym odkładaniem debaty na ten temat. Naraża to na szwank wszystkie wysiłki G20 podejmowane w tym kierunku. Jest to kwestia spełnienia wymogów „nowych ekonomii” w celu zrównoważenia MFW zgodnie z realiami XXI wieku.

Dodatkową istotną kwestią są nasilające się przypadki jednostronnych sankcji. W ostatnim czasie Rosja została zaatakowana sankcjami ze strony Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników. Jesteśmy wdzięczni naszym partnerom z grupy BRICS, którzy krytycznie wyrazili się na temat tego typu praktyk. Jednocześnie należy wyciągnąć konkretne, merytoryczne wnioski z obecnej sytuacji. Razem powinniśmy pomyśleć o systemie środków zapobiegających nękaniu państw, które nie zgadzają się z pewnymi decyzjami podejmowanymi w ramach polityki zagranicznej przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników […].

W naszym wspólnym interesie jest wykorzystywanie komplementarności gospodarek narodowych do maksimum. Jest to rynek z prawie 3 miliardami konsumentów. Kraje grupy BRICS posiadają unikalne zasoby naturalne oraz znaczny potencjał technologiczny, finansowy i przemysłowy.

Inną ważną inicjatywą, która jest w trakcie realizacji, jest stworzenie rezerw walut zagranicznych, należących do grupy BRICS. Będzie to swoista siatka asekuracyjna, która pomoże nam wspólnie stawiać czoła ekonomicznym wyzwaniom.

Kolejnym długoterminowym wspólnym interesem członków naszego stowarzyszenia jest umocnienie rządów prawa międzynarodowego oraz przewodniej roli ONZ w systemie międzynarodowym. Szczerze mówiąc, bez pryncypialnego stanowiska Rosji i Chin w sprawie Syrii na forum Rady Bezpieczeństwa, wydarzenia w tym kraju mogłyby doprowadzić do scenariusza, jaki zaistniał w Libii i Iraku.”

 

Jak chyba nigdy dotąd, tym razem Putin trafił we WSZYSTKIE czułe miejsca Stanów Zjednoczonych na raz! Regulacje w ramach międzynarodowego systemu walutowego, międzynarodowa operacja kontroli narkotyków (w tym narkotykowego podwórka CIA w Ameryce Południowej); rozwiązanie problemu ‘terroryzmu’; powstrzymanie „pewnych państw” (m.in. Stanów Zjednoczonych) przed obalaniem reżimów, które nie ustawiają się w rządku za Stanami; doprowadzenie do politycznych porozumień w miejscach, które Stany Zjednoczone wolałyby sprowadzić bombardowaniami z powrotem do epoki kamienia łupanego. Wypowiedź Putina była ni mniej, ni więcej, tylko ogłoszeniem planu kapitalnego remontu jednobiegunowego świata, zdominowanego przez Stany Zjednoczone, oraz stworzenia systemu bardziej egalitarnego. Nic dziwnego, że szczególnie po tej wypowiedzi Departament Stanu USA wziął Putina na muszkę.

Słowa Putina nie są, rzecz jasna, wyłącznie czystą retoryką. Od czasu zakończenia szczytu grupy BRICS podpisała z Argentyną umowę dotyczącą budowy elektrowni atomowej oraz założyła bank o docelowym kapitale w wysokości 100 miliardów dolarów (BRICS Development Bank), z dodatkowymi aktywami rezerw walutowych w wysokości kolejnych 100 miliardów dolarów. Już tylko ta inicjatywa znacząco pomoże wyzwolić się z pętli zadłużenia krajom, które padły ofiarą Stanów Zjednoczonych, Banku Światowego i grabieżczych pożyczek MFW, które nigdy nie zostałyby spłacone, w konsekwencji skazując te kraje na bycie ciągłymi niewolnikami długu wobec Imperium USA. „Bank [The Development Bank] będzie dysponował aktywami w wysokości 100 miliardów dolarów i będzie mógł reprezentować rozwijające się gospodarki w ich realnej próbie uniezależnienia się od pożyczek, udzielanych przez takie międzynarodowe organizacje, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy”.

Jednocześnie,  Contingent Reserves Arrangement – CRA), czyli fundusz opiewający wstępnie na sumę 100 miliardów dolarów, który kraje grupy BRICS będą mogły wykorzystać w celu przeciwdziałania krótkookresowej presji płynności. Jednym z celów CRA jest działanie na rzecz międzynarodowej stabilności finansowej, dzięki dodatkowej linii obrony dla grupy BRICS.

Dodatkowo, jednym z głównych celów państw grupy BRICS jest stworzenie wspólnej alternatywnej waluty, jako przeciwwagi dla dolara amerykańskiego, i w miarę możliwości utworzenie bezpiecznej przystani, kiedy dolar ostatecznie upadnie. Grupa BRICS stanowi bezpośrednie zagrożenie dla globalnej amerykańskiej hegemonii, ponieważ otwarcie mówi o swoich życzeniach oraz zamiarach wyzwolenia się spod toksycznych wpływów amerykańskiej polityki i kontroli wojskowej. Jak oni śmią!

Rosyjskie zaangażowanie w pomoc w uzyskaniu niezależności przez ludność ze wschodniej Ukrainy nie jest, rzecz jasna, jedynym powodem groteskowych sankcji nałożonych na Rosję przez Stany Zjednoczone i ich europejskich sługusów. Imperium USA ma znacznie większy problem niż problem ukraiński.

Oczywiście, imperialni podżegacze wojenni z Waszyngtonu nie zamierzają poddać się bez walki. Już zdążyli zaprezentować swoje brudne zagrywki, mające na celu sabotowanie działań grupy BRICS i utrzymanie kontroli nad swoim łacińsko-amerykańskim „podwórku”.

 

Argentyna

Wzmianka na stronie grupy BRICS dotycząca kwestii radzenia sobie z problemami „krótkookresowego braku płynności” nawiązuje prawdopodobnie do czerwcowego ataku na Argentynę, w którym miały swój udział tzw. „kapitalistyczne sępy” (dziwnym trafem, miało to miejsce tuż przez szczytem grupy BRICS w Brazylii). Za czasów brutalnych dyktatur – wspieranych przez Stany Zjednoczone – z lat 70. i początku lat 80., a także później, pod rządami „neoliberalnych” reżimów:  Carlosa Menema (oraz jego ministra spraw zagranicznych, szkolonej w Harvardzie marionetki USA – Domingo Cavallo – w latach 90., oraz Kirchnera w latach 2003-2007, obligacje rządowe wyemitowano po zaniżonej wartości, aby w następstwie tych działań Argentyna zaciągnęła olbrzymi dług w MFW i Banku Światowym – a wszystko to z naruszeniem konstytucji. W chwili obecnej argentyńscy podatnicy „posiadają” długi, na których przyjęcie nigdy nie wyrazili zgody. Ostatnio rząd argentyński usiłował spłacić część długu, oferując wierzycielom 30 centów za dolara (czyli cenę, za którą nabyli te obligacje na rynku wtórnym), jednakże kilka „funduszy sępich” nie przystało na tę propozycję, czyli zwrotu całości długu, a nie 30% jego wartości. Aby zobrazować zakres kontroli finansowej Argentyny przez Stany Zjednoczone, weźmy przykład sędziego federalnego USA, który orzekł, że „sępom” należy się pełna wartość, wynikająca z warunków pierwotnej emisji obligacji, a nie wartość, za którą nabyli obligacje na rynku wtórnym.

Przedmiotem prawnej batalii jest zapłata za obligacje, które zostały wypuszczone, zanim Argentyna straciła zdolność do obsługi zadłużenia publicznego w 2001 roku. Podczas gdy większość posiadaczy obligacji wzięła udział w dwóch operacjach wymiany obligacji (bond-swaps), co zasadniczo pozwoliło na wydłużenie ich terminu zapadalności oraz na restrukturyzację długu krajowego, część obligacji dostała się w ręce tzw. „sępich funduszy”. Tego typu fundusze specjalizują się w wyciskaniu wartości z „kłopotliwych” obligacji. Podczas gdy niektóre sępy żerują na padlinie innych zwierząt, „sępy finansowe” próbują posłużyć się sądami, które orzekają, że emitenci powinni płacić pełną cenę za wykup obligacji, mimo że „sępie fundusze” nabyły je na rynku wtórnym ze znacznym dyskontem […].

Wielu amerykańskich sędziów orzekło, że zanim Argentyna będzie mogła kontynuować transakcje z posiadaczami obligacji, którzy zgodzili się na pomoc w restrukturyzacji argentyńskiego długu w następstwie utraty zdolności do jego obsługi w latach 2001-2002, najpierw musi zwrócić około 1,33 miliarda dolarów „sępim funduszom”. Prezydent Argentyny, Cristina Fernandez de Kirchner, ostro skrytykowała te orzeczenia, nazywając działania amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości „wyłudzaniem”.

Ostateczny termin zapłaty „sępim funduszom” został ustalony na 30 czerwca 2014 roku. Ponieważ do tego czasu Argentyna nie wywiązała się z tych zobowiązań, została pozbawiona przez amerykańskie banki możliwości uiszczenia zapłaty innym posiadaczom obligacji i stanie przed ryzykiem konfiskaty międzynarodowego majątku. Co więcej, Argentynie grozi sytuacja podobna do tej, w jakiej znalazł się Iran, gdyż zostanie ona wykluczona z systemu finansowego opartego na dolarze. W konsekwencji, nie będzie w stanie obsługiwać wierzycieli, bo zostanie pozbawiona możliwości dokonywania płatności w dolarze i finansowania denominowanego w dolarach.

Wybór ostatecznego terminu zapadalności obligacji zdaje się być nieprzypadkowy. Mamy tu do czynienia z wymuszonym blokowaniem obsługi zobowiązań; Argentyna znalazła się pod presją zapłaty „sępom”, zanim pojawiła się możliwość dołączenia przez nią do grupy BRICS, która akurat pomogłaby jej poradzić sobie z tym problemem. O propozycji rozwiązania tej kwestii można poczytać,  a sprowadza się ona do pozbawienia Stanów Zjednoczonych nieograniczonej władzy, jaką ma nad Argentyną i wieloma innymi krajami. Prawda jest taka, że spekulacyjne i sępie fundusze nie miałyby prawa bytu, gdyby światowa gospodarka nie obracała się wokół „wszechmocnego” dolara.

 

Brazylia

13 sierpnia bieżącego roku Eduardo Campos – przewodniczący partii socjalistycznej w Brazylii, kandydujący na stanowisko prezydenta kraju – zginął w tajemniczych okolicznościach w katastrofie lotniczej. W owym czasie cieszył się 8% poparciem elektoratu wyborczego. Od momentu jego przedwczesnej śmierci, polityczny krajobraz w Brazylii dramatycznie się zmienił.

Śledztwo w sprawie śmierci Camposa (swoją drogą, prawdziwa kpina) pozostawia silne wrażenie, że w tym incydencie maczały swoje brudne łapska służby CIA. Tak tajemnicza katastrofa lotnicza w środku kampanii wyborczej jest jedną z ulubionych metod CIA, stosowaną w celu pozbycia się politycznych przeciwników, którzy próbują ingerować w działalność amerykańskich korporacji; niektóre szczegóły w prawie śmierci Camposa silnie „pachną” spiskiem, jak np: Sprawa własności samolotu, którego ogon oznaczony był symbolem PR-AFA. Podejrzana dokumentacja własnościowo-rejestracyjna oraz jednoczesny brak nagrań rozmów z kabiny pilota, z powodu rzekomej awarii rejestratora nagrań sprawiają, że wielu Brazylijczyków zastanawia się, czy za wypadkiem tej awionetki nie stoją Stany Zjednoczone. Zamiast nagrań rozmów załogi Camposa, na rejestratorze znajdowały się nagrania rozmów z poprzedniego lotu.

Samolot leciał z portu lotniczego Rio de Janeiro-Santos do Guaruja i rozbił się w dzielnicy mieszkaniowej w Santos.Operatorem samolotu była firma AF Andrade Enterprises and Holdings, z siedzibą w Ribeirão Preto w stanie Sao Paulo, ale został on wylizingowany od Cessna Finance Export Corporation, oddziału Textronu, głównego amerykańskiego kontraktora wywiadu i obrony. Niesprawny rejestrator nagrań został wyprodukowany przez innego amerykańskiego kontraktora wywiadu i obrony – L-3 Communications. Podstawową działalnością AF Andrade jest produkcja napojów alkoholowych. Rzecznik AF Andrade powiedział, że warty 9 milionów dolarów samolot nie został ostatnio poddany kontroli technicznej, ale jednocześnie zaznaczył, że dotychczasowe jego funkcjonowanie było bez zarzutu.  Jednakże, nie był w stanie jednoznacznie stwierdzić, kto był właścicielem samolotu, przyznając jednocześnie, że był on wystawiony na sprzedaż – przypuszczalnie chodziło o odkup leasingu – i że ostatnio został on kupiony przez grupę „importerów i właścicieli fabryk” z Pernambuco. Campos był byłym gubernatorem Pernambuco.

Kupującym okazało się konsorcjum, w skład którego wchodziła firma Bandeirantes Tires, Ltd. Przedstawiciele tego producenta opon powiedzieli, że katastrofa samolotu zbiegła się w czasie z negocjacjami w sprawie przejęcia własności, i że Cessna Finance Export Corporation nadal nie zaakceptowała ostatecznych praw leasingowych. Brazylijscy obserwatorzy są zdania, że samolot Cessna, który uległ katastrofie. to „samolot widmo”, z podejrzanym prawem własności, co miało służyć zamaskowaniu wszelkich tajnych działań przeprowadzanych z jego wykorzystaniem przez CIA. Podobne samoloty, posiadające niejednoznaczną dokumentację własnościowo-rejestracyjną, były wykorzystywane przez CIA do porywania muzułmanów w celu ich przesłuchiwania i więzienia w amerykańskich „czarnych punktach”, jakimi obsiany jest świat.

Amerykańska Komisja Bezpieczeństwa Transportu Narodowego – The U.S. National Transportation Safety Board (NTSB) – wysłała na miejsce katastrofy swoją grupę śledczą. Jednakże, jeśli sądzić po ich dokonaniach w sprawie takich katastrof, jak TWA 800 oraz American Airlines 587, agencja ta specjalizuje się w próbach tuszowania faktów i działaniach przestępczych.

Nasuwa się pytanie, kto na tym skorzystał i dlaczego?

Marina Silva jest brazylijskim politykiem, byłą senator oraz byłą minister środowiska w administracji Lula da Silvy w 2003 roku, i była jednym z dwojga głównych kandydatów w wyborach prezydenckich, w październiku ubiegłego roku. Dzięki śmierci Camposa Silva miała szansę zostać prezydentem. Pod koniec 2013 Silva usiłowała założyć własną partię polityczną, prawdopodobnie mając na uwadze ubieganie się o urząd prezydencki, ale Najwyższy Trybunał Wyborczy odrzucił jej wniosek. W związku z tym Campos zdecydował się na utworzenie koalicji z ruchem Silvy i wybrał ją na kandydatkę na urząd wiceprezydenta. Jego niespodziewana śmierć pozwoliła Marinie Silvie na zajęcie jego miejsca.

Urzędująca prezydent i jednocześnie rywalka, Dilma Rouseff, w przeważającej mierze kontynuowała pracę swojego poprzedniego szefa, Lula da Silvy, który ideologicznie był bliskim powiernikiem Hugo Chaveza i  określany jako człowiek z zuchwałymi ambicjami przeprowadzenia zmiany równowagi sił wśród narodów”. Rouseff jest więc niezależnie myślącą nacjonalistką, która aktywnie sprzeciwia się akcjom szpiegowskim NSA i podejmuje działania w kierunku zacieśniania więzów z Rosją. Jej rywalka, Marina Silva, zdaje się być postacią o całkowicie odmiennej orientacji politycznej. Jest ona członkiem kościoła zielonoświątkowego Zborów Bożych, który stanowi ważną część światowego ruchu „syjonistycznych chrześcijan”, którzy są równie gorliwie proizraelscy, jak żydowskie organizacje syjonistyczne typu B’nai B’rith czy Światowy Kongres Żydów.

Jednym z głównych zwolenników i sponsorów Mariny Silvy była bankowa dziedziczka i filantropka , znana częściej jako Neca, która de facto pełni funkcję koordynatorki kampanii prezydenckiej Silvy. Jako członek jednej znajbardziej znanych brazylijskich dynastii bankowych, pani Setubal jest udziałowcem konglomeratu Itausa z siedzibą w Sao Paulo, który inwestuje w finanse, nieruchomości oraz w szereg branż przemysłowych. Dodatkowo, Itausa sprawuje kontrolę nad Unibanco, największym bankiem na półkuli południowej, z całkowitymi aktywami w wysokości 500 miliardów dolarów.

Marina Silva nie widziała problemu w tym, że otwarcie wspiera izraelski reżim, produkcję żywności modyfikowanej genetycznie, wielkie korporacje i “nową Brazylię”, żerując na frustracjach mas, obiecując „Nadzieję” (no, przecież w przypadku Obamy chwyciło), aczkolwiek bez realnego planu działania, który pozwoliłby zrealizować te pompatyczne obietnice. Nic dziwnego, że publikacje w zachodnich mediach określają ją mianem „brazylijskiego Obamy”.

 „Niezwykle istotne dla Brazylii będzie posiadanie czarnego prezydenta, tak jak stało się w przypadku Stanów Zjednoczonych z Obamą. Dla kraju będzie to oznaczać duży postęp w kwestii walki z dyskryminacją” – powiedział, członek Brazylijskiej Partii Socjalistycznej i jeden z kilku nie-białych obecnych tam osób.Wiemy, jak sprawnie zadziałała naiwna wiara w puste obietnice psychopatów u władzy w przypadku Amerykanów, a zwłaszcza Afroamerykanów, nie wspominając milionów „nie-białych” na całym świecie. W rzeczywistości Marina Silva była kandydatką na prezydenta, który pozwoliłby wyrwać Brazylie z formującej się grupy BRICS. Taka była rachuba.

 

Chile

Seria tajemniczych wybuchów wstrząsnęła niedawno Chile. 9 września 2014  w Santiago wybuchła bomba, raniąc 14 osób. Rząd określił ten incydent mianem „aktu terrorystycznego”. Dwa dni później dwa ładunki wybuchowe domowej roboty .

W ciągu ostatnich kilku lat doszło już tam do kilkunastu podobnych incydentów. Wykorzystane w tym celu ładunki wybuchowe były raczej prymitywnej konstrukcji i nikt nie wziął na siebie odpowiedzialności za te czyny. Czy te ataki bombowe mają coś wspólnego z dążeniem Stanów Zjednoczonych do zdestabilizowania Ameryki Południowej? Na pewno interesujące jest to, ze eksplozje w Chile zbiegły się z przygotowaniami do obchodów 41. rocznicy zamachu stanu z 11 września 1973, przeprowadzonego przy wsparciu Stanów Zjednoczonych, kiedy obalonego socjalistycznego prezydenta Salvadora Allende zastąpił dyktator Augusto Pinochet – despota, rządzący przez okres 17 lat.

Zestawiając wszystkie wspomniane wydarzenia, trudno nie odnieść wrażenia, że elity Stanów Zjednoczonych z coraz większą desperacją usiłują utrzymać swoją szybko słabnącą globalną dominację, wykorzystując w tym celu brudne zagrywki i oczywiste kłamstwa, jak choćby to dotyczące zestrzelenia MH17. Jednakże tym razem nie walczą z „terrorystami ukrytymi w jaskiniach”, lecz z całą siecią silnych państw i ich nowymi sojusznikami.

 

Zaangażowanie Unii Europejskiej

Bogate kraje starej Europy twardo popierają bezmyślne i nierozważne sankcje nakładane z inicjatywy Stanów, jednocześnie doświadczając ich negatywnych skutków we własnych krajach. Być może przemyślą swoje priorytety, kiedy głodni ludzie zaczną protestować na ulicach. Nie stawiam jednak na to, gdyż tchórzliwość unijnych „przywódców” zdaje się nie mieć granic.

Kiedy Rosja ogłosiła, że zwróci się do krajów Ameryki Łacińskiej, aby zaspokoić swoje potrzeby importowe, które zostały zaburzone przez sankcje nałożone przez UE, przedstawiciele UE zaapelowali do krajów Ameryki Łacińskiej, utrzymując że zadawanie się z Rosją nie byłoby „lojalne” oraz że powinny ponownie rozważyć prowadzenie interesów z tak „niewiarygodnym partnerem biznesowym”, jakim jest Rosja. No, proszę! Załapaliście? Apele, dochodzące z krajów, które przez dziesięciolecia ślepo wspierają politykę podżegania wojennego, prowadzoną przez oś Stany Zjednoczone-Wielka Brytania-Izrael? Z krajów, które odgrywają role pacynek Waszyngtonu i są bardziej niż nielojalne wobec własnych obywateli, a także narażają ich na konsekwencje absurdalnych sankcji? Od tych, którzy wspierają jawnych faszystów w Kijowie? Co jest „nielojalnego” w Ameryce Łacińskiej, która chce się uwolnić od hegemonii Stanów Zjednoczonych?

Służby CIA były intensywnie zaangażowane w tworzenie lub wspieranie wielu południowoamerykańskich dyktatur przez cały XX wiek. Od tego czasu, praktycznie opanowały cały ten region ekonomicznie. Utopiły te kraje w długach, zagrabiły ich grunty rękami chciwych korporacji, przesypując zasoby Ameryki Łacińskiej do prywatnych kufrów w Stanach Zjednoczonych. I pomimo tego wszystkiego nie dostrzegliśmy, aby UE była „lojalna” wobec kogokolwiek tudzież wypowiadała się przeciwko brutalnej polityce zagranicznej wobec Ameryki Łacińskiej. Co jest nielojalnego w posiadaniu nadziei na lepszy system? Sprawa wygląda tak, że Putin oferuje tym krajom sposób na wyswobodzenie się spod jarzma imperializmu Stanów – i to w pełni legalny. Putin jest z pewnością lepszym partnerem biznesowym – pomimo „komunistycznej propagandy”, która mu towarzyszy i najwyraźniej nigdy się nie zestarzeje – inaczej niż cała ta chora na władzę banda psychopatycznych szaleńców w UE i w USA.

Zatem, jak widać, nie do końca jest spokojnie na “latynoskim podwórku” Stanów Zjednoczonych. Podczas gdy Waszyngton otrzymuje pierwszego mocnego kuksańca z powodu swoich faszystowskich, imperialistycznych decyzji i kiedy dolar jest na skraju upadku, uwagę obywateli przekierowuje się na zastępcze wojny z terroryzmem, a także na kampanię przeciwko nowemu „złu” – Rosji.

Przywódcy wielu krajów powiązanych z grupą BRICS, bądź też z bagażem historycznej amerykańskiej opresji, mówią: „Stop imperializmowi!”. Ostatnio niespodziewana wizyta Putina w Nikaragui, w kraju z historią zaangażowania CIA i Mossadu,  zachęciła tamtejszego prezydenta Daniela Ortegę do następującej wypowiedzi:

„Jesteśmy gotowi uczestniczyć w inicjatywach Rosji, służących utrzymywaniu pokoju na całej planecie i w jej poszczególnych regionach” – powiedział. „Rozwiązywaniu konfliktów nie służy bombardowanie, lecz rozsądne metody. Najbardziej istotną kwestią jest wsłuchiwanie się w wolę ludzi”.

Lista takich krajów się wydłuża. Czy nadzieja na nowy wielobiegunowy świat da im siłę, aby częściej zabierać głos? Ostatnio hiszpańska wersja kanału RT opublikowała obrazek, ilustrujący w zabawny sposób, jak Zachód postrzega resztę świata:  „Kraje, które nie należą do świata”, że co? Stany Zjednoczone zawsze patrzyły z pogardą na ludzi pochodzących z „podwórka” świata. Ale kiedy ci ludzie zaczną dostrzegać, że istnieje gdzieś jeszcze nadzieja, koniec amerykańskiej hegemonii będzie już blisko. Chyba że agenci CIA zaczną czynić to, w czym są najlepsi: korumpować, zabijać, destabilizować regiony i zatruwać propagandą. CIA od kilku generacji pcha swoje brudne ręce w sprawy Ameryki Łacińskiej.

Pytanie, czy wystarczająca liczba osób będzie skłonna dostrzec nadzieję i odrzucić – w końcu – tyranię i zastraszanie, czy też lęk wzbudzany przez Stany Zjednoczone nadal będzie trzymał ich w szachu. Jednocześnie mam nadzieję, że z ludźmi nie jest jeszcze aż tak źle i że tak naprawdę chcą lepszego przywództwa. Kraje, o których wspomniałam w artykule, tkwią w traumie z powodu dziesiątek lat życia w czasach dyktatur, niejednokrotnie wspieranych i ustanawianych w wyniku zamachów stanu organizowanych przez CIA. Kiedy trauma bierze górę nad rozumem, niezwykle trudno jest zebrać się na odwagę i poszukać lepszych rozwiązań. Ludzie zostali unieruchomieni, zablokowani.

Miejmy nadzieję, że “podwórko” świata będzie w stanie dostrzec, że istnieje inne wyjście niż bycie torturowanym lub zabitym czy też zgoda na inwazję ze strony Stanów Zjednoczonych. Dla przywódców z sumieniem istnieją inne możliwości. Przy czym, aby byli oni w stanie osiągnąć sukces, my też nie możemy się ugiąć, biorąc udział w medialnej wojnie, w wojnie, w której ofiarami szerzonych kłamstw są nie tylko prawda i sprawiedliwość, ale również ludzie z krwi i kości.

 

PS. Juliana Barenboim – jest argentyńską Żydówką, która mieszka we Francji.  Jest lingwistką i tłumaczką konferencyjną. Mówi płynnie po hiszpańsku, angielsku i francusku; sprawnie komunikuje się po chińsku i duńsku. Jest współwłaścicielką i menedżerem lewicowego wydawnictwa  Les Editions Pilule Rouge; pracuje też jako koordynatorka grupy tłumaczy w ramach Quantum Future Group, z która zdarzyło mi się współpracować. BJ.

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031