Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4573 posty 2071 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Zakon Maltański i Rosja

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

HISTORIA MNIEJ ZNANA (04) Ciekawy, a mało znany rozdział historii - desperackie próby Rosji zdobycia przyczółka na Morzu Środziemnym w XVII-XVIII wieku.

 

Wśród wielu zagadek i tajemniczych wątków historii uwagę zwracać musi dziwny związek prawosławnej Rosji i katolickiego Zakonu Maltańskiego. Rosyjska publicystka Sonia Boszkowicz rzuca nieco światła na tę sprawę.  

Od początku do końca chodziło o odwieczną tęsknotę Rosji: o wejście i miejsce na Morzu Śródziemnym. Od czasów cara Piotra I pretensje do Morza Śródziemnego i walka przeciwko Turcji były podstawą wszelkich negocjacji w sprawie współpracy Rosji i Zakonu Maltańskiego. W latach 1697-1698 z polecenia Piotra I rosyjski bojar Borys Szeremietiew podczas podróży do Europy odbył wyprawę na Maltę „przeciwko wrogom Krzyża Świętego wysuwającym militarne pretensje do Malty”, jak to napisano w dekrecie Piotra I. Bojar, a następnie hrabia Borys Szeremietiew, stał się również pierwszym rosyjskim kawalerem Zakonu Maltańskiego.

Również Katarzyna II rozumiała i doceniała znaczenie Malty. Caryca przystąpiła do tajnych negocjacji z ówczesnym Wielkim Mistrzem Zakonu księciem Roganem i próbowała namówić jego i Zakon do wzięcia udziału w wojnie Rosji z Turkami. Jednak przeciwko tego przymierza wystąpiła Francja grożąc, że jeśli Zakon nie zerwie sojuszu z Rosją, zabierze mu ona całe mienie, które Zakon  posiadał we Francji. Notabene, kiedy wybuchła rewolucja francuska, władze rewolucyjne i tak konfiskowały „dla dobra narodu” wszystkie posiadłości Zakonu, jakich mogły dosięgnąć.

Okres ten był poważną próbą dla Zakonu Maltańskiego. Wraz z osłabieniem pozycji Turcji zainteresowanie nim zaczęło spadać. Ale car Paweł I był życzliwy dla kawalerów Zakonu. Dwa miesiące po wstąpieniu na tron (1796 rok) między Rosją i Zakonem zostało zawarte porozumienie, na mocy którego Wielki Zakon Polski został włączony do Wielkiego Zakonu Rosyjskiego. Hrabia Giulio de Lida został mianowany ambasadorem nadzwyczajnym Zakonu Maltańskiego w Rosji. Wraz z dokumentem ratyfikacyjnym de Lida przekazał carowi pismo od rycerzy z oficjalną prośbą, aby car został ich patronem. Paweł I przyjął propozycję i od 20 listopada 1797 roku nosił tytuł „Protektora Zakonu”. Równolegle z Zakonem katolickim, Paweł I założył także drugi Wielki Rosyjski Zakon dla rosyjskiej szlachty wiary prawosławnej, który jednak nie został uznany przez papieża.

27 października 1798 na posiedzeniu Rady Generalnej Zakon przyjął Kartę o proklamowaniu rosyjskiego cara 70-tym Wielkim Mistrzem Joannitów. Chociaż Paweł I nie był katolikiem, papież Pius VI w specjalnym liście dał swoje błogosławieństwo jego wyborowi: „Będziemy współpracować z dowolną władzą, która jest niezbędna <...>, aby Zakon mógł zostać przywrócony do swojej pierwotnej świetności”. Paweł I podarował Zakonowi jeden z pałaców w Petersburgu, który stał się odtąd znany jako „Zamek Rycerzy Maltańskich”. W nim mieściła się kancelaria i skarb Zakonu, apartamenty dla dygnitarzy i katolicka parafia św. Jana Chrzciciela.

9 marca 1801 roku nowy papież Pius VII, który zastąpił zmarłego Piusa VI, odmówił w swoim liście potwierdzenia tytułu Wielkiego Mistrza Pawłowi I. Rosyjskiego cara bynajmniej to nie zasmuciło. Według rosyjskich historyków  Władimira Zacharowa i Władimira Czibisowa, autorów książki „Historia Zakonu  Maltańskiego”, Paweł I, nie będąc Wielkim Mistrzem Suwerennego Zakonu św.  Jana Jerozolimskiego „de iure”, de facto nadal nim kierował.

W 1798 roku Napoleon zajął szturmem Maltę i wypędził z niej Kawalerów Maltańskich. Rycerze połączyli siły, aby kontynuować dzieło Zakonu a pozbawieni własnego terytorium, znaleźli schronienie w Rosji. Car Paweł I dostrzegł swoją szanśę i uznał za swój obowiązek, aby obiecać rycerzom że im Maltę przywróci. W tym celu flota rosyjska wraz z angielską i neapolitańską wprowadziły ścisłą blokadę wyspy. Jednakże cele tego sojuszu były rozbieżne. Anglia dążyła do hegemonii w basenie Morza Śródziemnego i 25 sierpnia 1800 roku na Malcie wylądowały wojska angielskie.


W 1801 roku car Paweł I został zamordowany przez spiskowców. Pięć dni po wstąpieniu na tron​​ nowy car Aleksander I ogłosił,że przyjmuje Zakon Maltański pod swoją opiekę, choć nie chciał przyjmować na siebie godności Wielkiego Mistrza.  Aleksander kontynuował dążenia do wciągnięcia Malty w orbitę wpływów rosyjskich. Stanowczo nalegał na wycofanie angielskich wojsk z Malty i zwrócenie wyspy jego prawowitemu właścicielowi - Zakonowi. Car również chciał utrzymać Zakon w orbicie wpływów rosyjskich. Oficjalnie zażądał od papieża zalegalizowania aktów Pawła I, jako Wielkiego Mistrza, i nalegał, aby wybór nowego Wielkiego Mistrza Zakonu odbywał się zawsze w Petersburgu.

Jednak w 1802 roku w Amiens został podpisany ważny traktat pokojowy Anglii z Francją, który przewidywał zwrócenie Zakonowi Malty i wybór Wielkiego Mistrza Kapituły Zakonu na Malcie. Nie mając możliwości by się temu przeciwstawić, Rosja po prostu nie uznała traktatu z Amiens, a kanclerz Nikołaj Rumiancew oświadczył: „Malta nie jest potrzebna Rosji”. Tym samym carom rosyjskim przestał być potrzebny także Zakon, który przestał istnieć w Rosji w 1810 roku. Wielki Zakon Rosyjski został zniesiony, a 20 listopada 1817 roku na mocy specjalnego dekretu rosyjskim poddanym zabroniono otrzymywać albo nosić krzyże maltańskie.

Celem podjętej przez Rosję próby ustanowienia kontroli nad Maltą było stworzenie własnej bazy morskiej w centralnej części Morza Śródziemnego. I w tym okresie, gdy Mistrzem Zakonu był car Paweł I, cel ten wydawał się realny. Później już Rosja nie widziała takiej możliwości. Jednak dzięki temu dawnemu strategicznemu dążeniu Rosji do przejęcia Malty Zakon uniknął likwidacji i przetrwał aż do dziś. Współcześnie najbardziej znanym członkiem Zakonu Maltańskiego w Rosji był …Borys Jelcyn, ale chyba Zakon nie powinien specjalnie się tym chwalić.



KOMENTARZE

  • Ech, pisane z pozycji katolika i dla katolików, ale prawda jest inna
    za
    https://treborok.wordpress.com/widoczne-i-ukryte-ludobojstwo-lewaszow/

    (nieustannie usuwają z internetu wszystko o Łżepiotrze, ciekawe, dlaczego? i znalazłam teraz już tylko to jedno. Skopiowałam szybko na pulpit, dopóki jeszcze jest)
    [...]
    W ogóle, bardzo zajmująca jest nasza współczesna „historia”! W tej samej „historii” ogłaszają krwawym despotą Iwana Groznego, który bardzo dużo zrobił dla umocnienia swojego państw i poszerzenia jego granic, za to, że w czasie jego rządów zabito piętnaście tysięcy ludzi! A „wielkim” nazywają Piotra I, który, w zasadzie tylko odzyskał utracone ziemie w burzliwych czasach, ale w ciągu 53 lat życia (1672-1725) i 43 lat rządów ludność kraju zmalała o 2 miliony poddanych z 18! Innymi słowy w chwili jego śmierci ludność kraju liczyła 16 milionów ludzi! Wydawałoby się, że po co tyle zachodu? Ubyło ludności o 2 miliony i wszystko! Rzecz w tym, że to nie wszystko! Problem w tym, jak podano tę informację! Zmalała ludność kraju w ciągu 43 lat rządów Piotra Aleksiejewicza Romanowa o 2 miliony ludzi – to fakt!

    Liczba ta jest sama w sobie jak na te czasy ogromna, ale też „z jakiegoś powodu” nikt z „historyków” nie zwraca na to uwagi. Wkrótce wszystkim stanie się jasne, dlaczego „historycy” nie zwracają uwagi na ten fakt! Cały problem w tym, że: Po pierwsze, Piotr powrócił do kraju gdzie mieszkało sporo ludzi, głównie Słowian. A to oznacza, że liczba mieszkańców przyłączona w całym okresie jego panowania ze zdobytych terytoriów powiększyła liczbę jego poddanych! A to oznacza, że do tych 18 milionów dodać trzeba jeszcze co najmniej kilka milionów! Oczywiście, trzeba uwzględnić straty ludności wynikłe z wojen i zmarłych śmiercią naturalną w ciągu 43 lat jego panowania. Ale mimo wszystko, na zajętych terytoriach mieszkało więcej niż 2 miliony ludzi! Tak więc, w każdym przypadku ludność państwa winna przynajmniej nie zmaleć! Po drugie, w tych czasach w rodzinach chłopskich ( i nie tylko ) przyjęte było mieć dziesięć lub dwanaścioro dzieci, z których do wieku dorosłego dożywało 6-8 dzieci. W ciągu 43 lat panowania Piotra I zmieniły się dwa pokolenia! A to oznacza, że przy takim przyroście naturalnym ludności liczba poddanych powinna była wzrosnąć minimum dwukrotnie! Zatem, liczba poddanych w chwili śmierci Piotra I powinna być nie mniejsza niż 36 milionów, plus ludność przyłączonych terytoriów! W związku z tym, w momencie śmierci Piotra I w państwie powinno być około czterdziestu milionów poddanych, jako minimum! A w rzeczywistości w chwili śmierci Piotra I było tylko 16 milionów! Liczba strat w ludności państwa w ciągu okresu panowania Piotra I, dokładniej – Łżepiotra (fałszywego), w rzeczywistości wynosiła 40 milionów, minus 16 mln. co wynosi 24 miliony! W rezultacie wychodzi, że straty ludności Moskiewskiej Tartarii w ciągu okresu panowania Piotra I wynosiły ponad 20 milionów ludzi! Oto, co w rzeczywistości stoi za skromną informacją o tym, że w ciągu okresu panowania Piotra I ludność państwa zmalała z 18 mln. do 16! Oto, co w rzeczywistości kryje się za tym, że ludność zmalała o 2 mln. ludzi! Bardzo sprytne posunięcie, ukrywania rzeczywistego stanu rzeczy! ..

    A teraz, dalej … Po powrocie z Wielkiego Poselstwa w Moskwie, w czasie którego prawdziwego Piotra I zastąpiono niezbyt udanym sobowtórem, zaczynają się jego aktywne działania wybitnie nie w interesie narodu rosyjskiego. Łżepiotr wprowadził na ziemiach Moskiewskiej Tartarii kalendarz juliański, w rezultacie czego 7208 roku przeobraził się w 1700. Od 1700 roku do 1725 ludność Moskiewskiej Tartarii zmniejszyła się do niecałych 20 milionów! Kraj bardzo zubożał i stracił 20 mln. ludzi! Nie za bardzo przypomina to rozkwit narodu, do którego Łżepiotr odnosił się z otwartą pogardą, która wynikała z jego własnych „skrzydlatych” fraz, a jedna z nich jest na tyle „wymowny”, aby mieć właściwy pogląd jego stosunku do narodu rosyjskiego: „Z innymi europejskimi narodami można osiągać cele pokojowymi sposobami, a z Ruskim – nie tak… Nie mam do czynienia z ludźmi, a ze zwierzętami, których chcę zmienić w ludzi”! Nader „pochlebne” określenie dla swojego własnego narodu! I takiego człowieka, pełnego pogardy i nienawiści do ludzi w tym kraju, którego wyniszczył ponad 20 mln. mieszkańców, twórcy „Rosyjskiej” historii nazywają wielkim! A Iwana Groźnego, który rzeczywiście zrobił wiele dla umocnienia i rozszerzenia swojego państwa, zabijającego 15 tysięcy ludzi, w zasadzie z samej arystokracji, i faktycznie zdrajców interesów kraju lub po prostu sprzedawczyków, ci sami „ojcowie” ruskiej „historii” – w większości Niemcy, Holendrzy itd. – głoszą krwawym despotą! Zniszczenie ponad 20 mln. – to normalne, a zniszczenie 15 tys. – to czyn szaleńca! Iwan Grozny zabija swojego starszego syna, który go zdradził oraz rację stanu – tego czynu dokonał despota szaleniec lecz zabójstwo przez Łżepiotra syna Piotra I od Jewdokij Łopuchiny nikt nie głosi czynem wariata, a nazywa racją stanu! Tłumacząc, że jakoby carewicz Aleksiej zwąchał się z Turkami! Innym ciekawym faktem jest, że „jego” żona – córkę szlachetnego bojara Fiodora Lopuchina – Łżepiotr zesłał do klasztoru zaraz po powrocie z Wielkiego Poselstwa ani razu nawet nie zobaczywszy się z matką swojego spadkobiercy! Tak mógł się tylko zachowywać człowiek, który boi się narazić na poważne argumenty, potwierdzające zamianę prawdziwego Piotra! Tak więc zabójstwo carewicza Aleksieja nabiera zupełnie innego znaczenia! Łżepiotr nie chciał żeby tron po nim odziedziczył nie jego syn, jak to było w tradycji. Potwierdzeniem tego jest fakt, że Łżepiotr zmienił ustawę o sukcesji, w rezultacie której tracił prawo do tronu nie tylko „zdrajca” carewicz Aleksiej ale też jego syn – Piotr Aleksiejewicz!

    Po śmierci Łżepiotra w 1725 roku tron obieła jego żona Katarzyna I, droga życiowa której jest bardzo dobrze znana i żadnego ona związku z tronem Moskowii nie miała.
    [...]
  • @Netwalker 11:48:53 według mnie nieco chaotycznie pisze Autor, ale w dalszym tekście jest
    dokładniej, o co mu chodzi. Jeżeli przez 43 lata rządził ten uzurpator, w tym czasie przyłączył też pewne tereny do Rusi, na których było ok. 2mln ludzi, no to Autor wychodzi z założenia, że skoro w rodzinie ludzie mieli normalnie po 8-12 dzieci, to po 43 latach narodu powinno być ok. 40 milionów - dwa pokolenia, więc jeżeli zostało tylko 16 milionów, no to siłą rzeczy resztę musiał wymordować. Trudno bowiem przyjąć, że nagle ludzie przestali się w ogóle rodzić.
  • @Netwalker 11:57:53 jeżeli ten samobójca zastrzelił wszystkich, nawet psa i potem siebie
    no to skąd można mieć pewność, że było to faktycznie samobójstwo? Równie dobrze mogła to być egzekucja. Oczywiście, bada się ślady itd. i na ich podstawie wyciąga wnioski. Ale wnioski mogą być tylko takie, jakie są ślady.

    Ja mam wrażenie, że oni/ci owi/ posiadają schemat "człowieka energetycznego". To znaczy, mogą mieć skaner, który pokazuje indywidualne częstotliwości danego człowieka. I oni/ci owi/ mogą przy pomocy jakiegoś minidziałka pscychotronowego? robić człowiekowi w schemacie energetycznym dziury albo mogą nakładać na czyjeś częstotliwości jakieś dodatkowe, zakłócające.

    Mam w oczach widok Ewy Kopacz - osoby bądź co bądź zdyscyplinowanej, fizycznie zdrowej, która nieprzytomnie kłania się płotu i nie jest w stanie zapanować nad własnymi odruchami tak, jakby była bez zmysłów, ale sprawna fizycznie.

    Dla tych owych nie ma żadnego tabu, a biorąc pod uwagę, że w trakcie "zdobywania" terenów pod kolonizację "człowieka białego" na początku dobierano się do szamanów i czarowników, mających wiedzę o ciele astralnym człowieka, no to gdzieś ta wiedza musi być zgromadzona i służy teraz do manipulowania ludźmi. Jak wiemy, szamanów i czarowników zabijano bez wyjątku. Ale przecież ich wiedza została. I nie można wykluczyć, że ktoś się nią posługuje, choć przy pomocy nowoczesnych przyrządów, a nie małpich czaszek czy totemów.

    Uważam, że obecne "zdobycze techniki" pozwalają na wywołanie w ludziach zbiorowej histerii, hipnozy czy czynić mogą z człowieka przyrząd zdalnie sterowany. Z pewnością nie z każdego, ale przecież wiemy, jak podatni na przykład na zwykłą? reklamę są ludzie.

    Sama zastanawiałam się nad tym, co robić jeżeli to prawda. Po różnych dywagacjach doszłam do wniosku, że sposób jest praktycznie jeden i jest to sposób najprostszy: skoro Bóg stworzył to wszystko, no to należy polecić się opiece Boga przez modlitwę. Modlitwa to pewien schemat wibracji - święte słowa zawierają go z pewnością - i one umożliwiają doprowadzenie własnego ciała astralnego/duchowego do stanu równowagi.
    Prosić Boga można wyłącznie o sprawy o pozytywnym wydźwięku, jako że istotą Boga jest czysta miłość.
    Z własnego doświadczenia wiem, że najlepiej jest prosić nie tylko dla siebie. Na przykład można się modlić: Boże, proszę chroń ludzi przed powodzią/ogniem/wrogami/oszustami itd. Jeżeli i my należymy do ludzi, no to ochrona obejmie także i nas samych. A dla siebie to można na przykład: Boże, proszę daj mi mądrość/łagodność/ wyrozumiałość/ dobroć/cierpliwość itd. w celach doraźnych. Jednak każdy musi to zbadać sam dla siebie.
    Modlitwa czy prośba do Boga to jak podłączenie się niczym wtyczka do gniazdka z Boską Energią.
    Tym niemniej, odbywa się to zawsze tak, jak ma być, a nie tak, jak tego oczekujemy czy sobie wyobrażamy. I do nas należy odgadnąć, dlaczego tak a nie inaczej Bóg nas wspiera.

    Myślę też, że wiele zdarzeń odbywa się na skutek interferencji, to znaczy pewne częstotliwości nakładają się na siebie i tym samym są wzmocnione w działaniu.

    Taką częstotliwością jest z pewnością uczucie strachu. Gdy ludzie wchodzą na kolektywny poziom strachu, to działają zgodnie ze schematem, który może spowodować u nich wejście w zdarzenia dla nich niekorzystne. I może stąd tyle zboczeń na zachodzie, tyle zbrodni i rozbojów.

    Nie wiem, czy chcesz to czytać, ale piszę, bo mi do głowy przychodzi.

    Człowiek niewinny z gruntu swojej natury spotyka tylko korzystne dla niego wydarzenia.
    Jako przykład podam dzieci zjeżdżające na sankach z górki.
    Jeżeli zjeżdżają same dzieci, to choć wygląda to niesamowicie niebezpiecznie, to jednak jest tak, że dzieci ani ze sobą się nie zderzają, ani jedno drugiemu żadnej krzywdy nie robi. Po prostu funkcjonuje to jak harmonijne kłębowisko dzieci, sanek i drogi ich przejazdu.

    Ale tylko do czasu, gdy jakiś "troskliwy" rodzic się nie włączy. Dorośli mentalnie są w stanie zakłócić ten uporządkowany "chaos" zjeżdżających dzieci i one wówczas kierują swoją uwagę nie na przyjemność zjeżdżania, lecz na możliwość wypadku. I one się wówczas zdarzają.

    Po prostu ludźmi niewinnymi opiekuje się Bóg osobiście i ludzie tacy poruszają się w takich korytarzach czasoprzestrzennych, że są bezpieczni.

    Przed niebezpieczeństwami chroni także prawdziwa miłość - duchowa miłość czystej kobiety do czystego mężczyzny.
    Słowianie mieli tą wiedzę i dlatego kobiety były chronione i czczone, a dziewice szanowane i nietykalne.

    To wszystko zbezcześcił zachód pornografią, zwyrodnieniami, wyuzdaniem, a także nieprzerwanym nadawaniem filmów tzw. kryminalnych, które ludzie oglądają w ramach rozrywki!

    Jaką rozrywkę może stanowić dla normalnego człowieka oglądanie, jak jeden osobnik maltretuje drugiego, rozbija mu głowę i z tej głowy wycieka mózg????

    A jednak! Pokazywany jest strach, gwałty, morderstwa w najokrutniejszy sposób itd. I co z tego, że to "tylko" na filmie, skoro mózg ludzki odbiera je jako prawdziwe, doznane i dopiero musi tenże mózg wziąć na to poprawkę, że to jednak film. Ale ścieżka w mózgu dotycząca doznań związanych z morderstwami, gwałtami i zboczeniami została utworzona i zapisana. I to jest ten szatański trik.

    Dlatego normalne życie nie jest na zachodzie w ogóle możliwe. Ludzie są tam w ciągłym nastawieniu na niebezpieczeństwo, czyli nikt tam się bezpieczny nie czuje. W tej sytuacji o chorobę psychiczną bardzo łatwo. Więc można przyjąć, że na zachodzie mało kto jest jeszcze normalny.

    Więc jedno morderstwo więcej czy mniej - w realu, to jak jeden film więcej - jeżeli nas samych to nie dotyczy, oczywiście. A gdy nas to dotyczy, to inni ludzie też odbierają to jako "jeden film więcej", choć jest to przecież naprawdę.

    Ja myślę sobie tak, że na szczęście wszyscy jesteśmy śmiertelni, a po wyjściu duszy z ciała staje się ono tylko materią ulegającą rozkładowi, czyli wracającą do punktu wyjścia.
    Nie chcę tu bluźnić i proszę Najwyższego o wybaczenie, ale napiszę, że jestem pełna zachwytu nad niewyobrażalną mądrością i przenikliwością Boga Wszechmogącego.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031