Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4039 postów 1886 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Wyrwać Brazylię (cz.II)

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Druga część analizy szans wyborczych i sytuacji politycznej Brazylii, oraz stawki geopolitycznej związanej ze zwalczaniem BRICS przez USrael.

 

Ciemnoskóra Marina Silva jest jedną z dwóch głównych kandydatek w wyborach prezydenckich, które odbywają sie dziś w Brazylii.  Jeszcze trzy tygodnie temu w sondażach przedwyborczych szła ona niemal łeb w łeb z byłą szefową kancelarii Lula da Silvy – obecną prezydent Dilmą Rousseff, co jest z pewnością dziwną sytuacją, biorąc pod uwagę fakt, że dopiero od dwóch miesięcy Silva jest kandydatką na prezydenta. Dowodzi to tylko jak kapryśnym i w gruncie rzeczy głupim zwierzęciem jest tzw. elektorat, na którym opiera się obecny model demokracji. Czy to dzięki “szczęściu”, czy też „brudnym zagrywkom”, Silva ma obecnie szansę zostać prezydentem właściwie dzięki śmierci Camposa.

Ani w brazylijskiej polityce ani w wyborczych szrankach Marina nie jest postacią nową. Jej życiorys może przyćmić bajkę o Kopciuszku i obsłużyć scenariusz kilku filmów, w tym dokumentalnych. Urodzona w 1958 roku w dżungli Bagasso w stanie Acre, na najdalszym zadupiu Brazylii wychowała się jako jedno z tuzina dzieci w rodzinie kabokli, z białawej matki i ojca zambo (mieszaniec murzyńsko-indiański), który trudnił się zbieraniem kauczuku. W całkowitym uzależnieniu od plantacji hevei, rodzina żyła praktycznie życiem niewolników. Dzieci nie chodziły do szkoły, przez cały dzień szukały w okolicy pożywienia, chorowały. Krucha figurka Mariny nosi nadal ślady trudów tego dzieciństwa: niedożywienia, zatrucia rtęcią  z pobliskiej płuczni złota i chronicznej malarii (na którą zmarło czworo z jej rodzeństwa)… Gdy miała 16 lat umarli również oboje jej rodzice, a ona sama złapała żółtaczkę zakaźną i została fuksem wysłana do Rio Branco, stolicy stanu Acre, na leczenie. Nie umiała wtedy jeszcze pisać ani czytać, ale już w mieście pozostała, wstąpiła do klasztoru, bo chciała zostać zakonnicą, tam poszła do szkoły, szybko zdała egzaminy na historię i zaczęło ją wciągać życie publiczne: najpierw teologia wyzwolenia, potem Chico Mendes – obrońca środowiska zamordowany przez siepaczy wielkich latyfundystów-hodowców bydła, potem ruch zielonych i wreszcie partia robotnicza…   

Swoją karierę polityczną zawdzięcza słynnemu przywódcy związków zawodowych i brazylijskiej lewicy – Inacio Luli da Silva, który miał podobny do niej życiorys i podobne „polityczne DNA”. Przez 30 lat należała do Brazylijskiej Partii Robotniczej (Partido dos Trabalhadores, PT), została też jej senatorem (1994) oraz ministrem środowiska w rządzie Lula da Silvy w latach 2003-2008 roku. Zagrała wtedy ostro: 700 przedsiębiorców wsadziła za kraty, zamknęła 1500 firm, skonfiskowała ich sprzęt, nieruchomości i nielegalnie pozyskane drewno tropikalne. Za jej kadencji skala deforestacji amazońskich lasów deszczowych spadła o 60%, do najniższego poziomu od 20 lat. Odeszła jednak w połowie maja 2008 wobec narastającej niechęci kolegów z rządu, i w atmosferze konfliktu z chciwymi koncernami rabującymi zasoby brazylijskich lasów, budujących zapory wodne, i zajmujące grunty chłopskie pod uprawę biopaliw i GMO. Na urzędzie zastąpił ją Żyd Carlos Minc i koncerny odetchnęły.

19 sierpnia 2009 ogłosiła o swoim wystąpieniu z PT i założeniu partii Zielonych (Partido Verde, PV). W wyborach prezydenckich 16 maja 2010 jako kandydatka PV uzyskała niespodziewanie aż 19,4% głosów, dwa razy więcej niż jej dawały sondaże, ale i tak nie dość, aby przejść do drugiej tury wyborów, gdzie Dilma Rousseff starła się z Jose Serrą i wygrała. Marina łyknęła chyba wtedy bakcyla wielkiej polityki, bo odtąd jej transformacja, także w postawie i poglądach, potoczyła się szybko, ale i raczej dziwnie.   

16 stycznia 2013 w Brasilii, stolicy kraju, Marina Silva proklamowała nową partię pn. Rede Sustentabilidade, co należy tłumaczyć jako „Sieć na rzecz Zrównoważonego Rozwoju” (Sustainability Network), co nadal mocno sugeruje jej proekologiczny charakter. Na tej partii chciała już otwarcie wjechać do prezydentury, ale 4.X.2013 Najwyższy Trybunał Wyborczy odrzucił jej wniosek z powodu niezebrania pod nim dostatecznej liczby wiarygodnych podpisów (bagatela: 500 000!). Już następnego dnia Marina zgłosiła więc swój akces do Partii Socjalistycznej (PSB), gdzie dogadała się z jej przywódcą Camposem, że wystąpi u jego boku jako kandydatka na urząd wiceprezydenta. Śmierć Camposa pozwoliła jej obecnie na zajęcie jego miejsca w wyścigu.

Urzędująca prezydent i jednocześnie jej rywalka, Dilma Rouseff, jak dotąd w przeważającej mierze kontynuowała pracę swojego charyzmatycznego szefa i poprzednika Inacio Lula da Silvy, który ją na swą następczynię namaścił i który ideologicznie był bliskim powiernikiem Hugo Chaveza, nieodżałowanego prezydenta Wenezueli. Lula, który wszedł do polityki jako legendarny boss związków zawodowych był również określany w mediach USA jako „człowiek z zuchwałymi ambicjami przeprowadzenia zmiany równowagi sił wśród narodów”. Jego powiernica, Dilma Rouseff jest więc niezależnie myślącą nacjonalistką, która dała się poznać z aktywnego sprzeciwu wobec akcji szpiegowskich  NSA i podejmuje działania w kierunku zacieśniania więzów z Rosją. Pewne znaczenie może tu mieć także fakt, że Dilma jest córką bułgarskiego emigranta, Petara Ruseva i podświadomie odczuwa sympatię do prawosławno-cyrylicznej słowiańskości. Były zresztą o tym wzmianki w prasie brazylijskiej podczas jej kontaktów z przywódcami Rosji. Jest też przekonaną orędowniczką budowy silnego bloku BRICS. To właśnie ona była inicjatorką i gospodynią ostatniego szczytu tego bloku w Fortaleza w czerwcu br.

Przeciwniczka Dilmy Rouseff, Marina Silva, wydaje się być dziś postacią o całkowicie odmiennej orientacji geopolitycznej. W artykule pt. „Marina Silva, the Zionist Brazilian Trojan Horse” czytamy: W 1998 roku Silva żarliwie przystąpiła do kościoła zielonoświątkowego Zborów Bożych, który stanowi ważną część światowego ruchu „syjonistycznych chrześcijan”, którzy są równie gorliwie proizraelscy, jak żydowskie organizacje syjonistyczne typu B’nai B’rith (w Polsce jej przywódcą jest prof. Jan Hartman, ten od promocji kazirodztwa) albo jak Światowy Kongres Żydów. Chrześcijańscy fundamentaliści, bardzo aktywni w Brazylii, mający swe główne oparcie w USA, wierzą podobnie jak ich amerykańscy współwyznawcy, że wkrótce nastąpi paruzja, czyli powtórne przyjście Chrystusa na ziemię, o ile przedtem Naród Wybrany zgodnie z proroctwem odbuduje po raz trzeci Świątynię Jahwe w Jerozolimie. W Europie zazwyczaj nie uświadamiamy sobie siły tego ruchu i jego znaczenia dla Izraela. Oblicza się, że takich chrześcijan, wraz z rodzinami, jest około 80 milionów. Marina Silva jest od 16 lat jedną z nich.

Jednym z głównych zwolenników Silvy jest 63-letnia bankowa dziedziczka i filantropka Maria Alice Setubal, znana lepiej jako Neca (po portugalsku „Lalka”), która de facto pełni funkcję koordynatorki kampanii prezydenckiej Silvy. Jako członek jednej znajbardziej znanych brazylijskich dynastii bankowych, pani Setubal jest głównym udziałowcem konglomeratu Itausa z siedzibą w Sao Paulo, który inwestuje w finanse, nieruchomości oraz w szereg branż przemysłowych. Dodatkowo, Itausa sprawuje kontrolę nad Itau Unibanco, największym bankiem na półkuli południowej, z całkowitymi aktywami w wysokości 500 miliardów dolarów. W ewentualnym rządzie Mariny Neca miałaby z pewnością odegrać ważną rolę, prawdopodobnie jakiegoś ministra lub szefowej sztabu. Już teraz jednak jej wyrazista obecność w otoczeniu Mariny jest ważnym sygnałem dla świata banków i tzw. rynków finansowych, że mogą się czuć bezpiecznie i obstawiać zwycięstwo tej kandydatki. Tu trzeba przypomnieć, że zarówno Lula jak i Dilma Rousseff gorąco popierają ideę utworzenia BRICS Development Bank z kapitałem zakładowym 100 mld $ oraz ideę Międzynarodowej Rezerwy Walutowej, wartej następne 100 mld $ dla uzupełnienia i zastąpienia roli dolara USA, czyli idee, które pani Setubal z miejsca odrzuca, podobnie jak odrzuca je cały obecny bankowy establishment w zachodnim świecie. Powołanie Banku BRICS wywołało nieukrywaną furię na Wall Street  i nie tylko. 

Jeśli się chce wiedzieć, kogo metawładza przysposabia na swoje narzędzie, trzeba śledzić różne nagrody międzynarodowe, którymi buduje się prestiż, w tym zwłaszcza nagrody fundowane przez rozmaitych filantropów i organizacje prywatne. Kiedy potem dochodzi do wyborów i nominacji, wyborcy i dziennikarze nie mają zwykle czasu, a zwłaszcza kwalifikacji, aby wnikliwie oceniać same programy i kandydatów. Krótka i konkretna informacja o tym tylko, że ktoś w danym roku  otrzymał „prestiżową nagrodę X” dla ogółu ma być wtedy sygnałem, że bardziej kompetentni (a zwłaszcza „starsi i mądrzejsi”) poznali się na tej osobie wcześniej. Im więcej jest takich sygnałów i trofeów, tym większe są szanse wyborcze kandydata i znaczenie publiczne takiej osoby (np. przy podpisywaniu „apeli intelektualistów”), nawet jeśli są to tylko np. zwycięstwa w konkursie tańca towarzyskiego lub zawodach w brisbee. W skali międzynarodowej istnieje cała niewidzialna infrastruktura, która pilnuje aby nagrody, często nawet błahe, nie dostawały się w ręce osób niepowołanych, czyli np. takich którym można przylepić etykietkę antysemityzmu lub zarzucić „kontrowersyjne poglądy”. Dość łatwo jest też zauważyć, że międzynarodowych nagród przywoływanych potem jako dowód zasług lub wybitności jakiegoś kandydata, na ogół nie przyznaje się muzułmanom, Rosjanom albo Chińczykom. Najwidoczniej tam nie ma wybitnych, czemu wiele osób równiez w Polsce (także oficjalnie potępiających rasizm) gotowe jest skwapliwie przytaknąć.

Marina Silva jest osobą, której w ten sposób od dawna buduje się prestiż z zewnątrz. W roku 1996 otrzymała koszerną nagrodę Goldman Environmental Prize ustanowioną przez Richarda N. Goldmana (1920-2010), którego Jewish Telegraphic Agency nazwała „jednym z najbardziej wpływowych filantropów w USA”. W roku 2007 otrzymała tytuł „Champion of the Earth” przyznawany przez UN Environment Program, a w roku 2009 dostała specjalną nagrodę dla obrońców środowiska tzw. Nagrodę Zofii (Sophie Prize) z czekiem na 100.000$. Jej fundatorem jest Jostein Gaarder, norweski pisarz filozoficznych książek dla młodzieży, autor znanej także w Polsce książki „Świat Zofii”. W roku 2010 koszerny amerykański magazyn Foreign Policy wpisał ją na listę “czołowych myślicieli świata” w uznaniu dla jej „konsekwentnie zielonego myślenia”. Foreign Policy jest wydawany przez Davida Rothkopfa, który był dyrektorem zarządzającym Kissinger Associates, Inc., bodaj najważniejszej na świecie nowojorskiej firmy konsultingowej, która od 1982 roku, z zachowaniem najwyższej dyskrecji, doradza rządom i władcom w różnych krajach, co mają robić i w jakim kierunku podążać. W roku 2012 Marina była jedną z ośmiu osób niosących flagę olimpijską na otwarcie igrzysk w Londynie.   

Podobnie jak nieżyjący już Eduardo Campos, także Marina Silva ma opinię kandydata „Trzeciej Drogi”. Jest to termin, który technicznie ma oznaczać coś pośredniego  pomiędzy wolnorynkowym kapitalizmem a klasycznym socjalizmem, ale który w praktyce jest międzynarodową ideologią i formacją, poprzez które świat wielkich pieniędzy i metawładzy, używając posłusznych im polityków opanowuje od środka tradycyjne ruchy i partie prospołeczne i lewicowe. Bodaj pierwszym, który otwarcie i na wielką skalę zaczął je finansować i robi to dotychczas jest międzynarodowy żydowski megaspekulant George Soros, który kilkakrotnie pozytywnie opiniował Silvę. Do najważniejszych postaci politycznych Trzeciej Drogi, które przeważnie same się tak określają,  należą Bill Clinton, Tony Blair, Gerhard Schroeder, Justin Trudeau z Kanady, obecni prezydent i premier Francji - Francois Hollande i Manuel Valls, obecny premier Włoch Matteo Renzi i były premier Romano Prodi, b. premier Portugalii Jose Socrates, b. premier Izraela Ehud Barak, przywódcy brazylijskich partii Socjalistycznej, Zielonych i Socjaldemokratycznej  w tym Silva, Neves, Campos, b. prezydent Brazylii Fernando Henrique Cardoso i wielu, wielu innych. Politycy ci są narzędziami światowej metawładzy, czasami – przynajmniej na początku - w dobrej wierze pragnąc pogodzić interesy świata  pracy z interesami finansjery. Tam jednak, gdzie jest korzystne usunąć jedno takie narzędzie, by wypromować inne, bardziej popularne i łatwiejsze do kontrolowania, tak jak w przypadku tandemu Campos-Silva, nie robi się z tego problemu, zwłaszcza gdy w grę wchodzą strategiczne interesy Izraela i Wall Street. 

Ponieważ kampanię wyborczą Mariny prowadzą obecnie m.in. dwie agencje z USA, jej lansowanie ma wiele cech powtórki tych samych socjotechnicznych chwytów, które zapewniły prezydenturę Obamie. Publikacje w zachodnich mediach określają ją mianem „brazylijskiego Obamy”, twierdząc że „dla wielu jest ona źródłem tych samych obietnic zmian, jakie nakręcały kampanię Baracka Obamy w 2008 roku w Stanach Zjednoczonych”. Podkreśla się więc zwłaszcza kolor jej skóry uznając ją za „czarną”, choć jest nią tylko w jednej czwartej. „Niezwykle istotne dla Brazylii będzie posiadanie czarnego prezydenta, tak jak stało się w przypadku Stanów Zjednoczonych z Obamą. Dla kraju będzie to oznaczać duży postęp w kwestii walki z dyskryminacją” – powiedział Alessandro Alvares, członek Brazylijskiej Partii Socjalistycznej i jeden z niewielu ciemnoskórych osób obecnych w jej kierownictwie.

W kampanii eksploatuje się sprytnie także i ten wątek, że zarówno Marina jak i Dilma to przecież lewica, a więc wyborca nie ma problemu z wyborem ideowym lub programowym, a tylko pomiędzy wersją starą i świeżą. Tymczasem Dilma i Marina to starcie dwóch zupełnie różnych koncepcji lewicy. Tej tradycyjnej, która rodzi się w fabrykach, opiera się na związkach zawodowych i dla której ważniejsze są interesy ludzi pracy, kwestie płacy i opieki społecznej, oraz tej nowoczesnej, która rodzi się na uczelniach, opiera na organizacjach pozarządowych i dla której ważniejsze są interesy tęczowych mniejszości, studenckiej wolności i środowiska naturalnego. Ten głęboki konflikt dwóch lewic, często na prawicy słabo zauważany i rozróżniany, jest jednym z najważniejszych procesów politycznych współczesnego świata. Warto go podkreślać.

 Wymachiwanie czarnoskórym sztandarem i powoływanie się na lewicowy życiorys Mariny ma zakryć fakt, że obecnie otwarcie i bezkrytycznie wspiera  ona izraelski reżim, wielkie korporacje i “novos brasileiros” (tamtejszy odpowiednik "nowych ruskich"), a także masową produkcję żywności GMO, żerując na frustracjach mas i obiecując im program „Esperanca" (nadzieja), co przecież w przypadku Obamy chwyciło, ale bez realnego planu działania, który pozwoliłby zrealizować jej dalekosiężne i pompatyczne obietnice.  

Początkowo zwycięska  ofensywa Mariny, która doszła już do 35% poparcia i sprawiła, że nawet Aécio Neves zadeklarował przerzucenie na nią swych głosów jeśli sam nie przejdzie do II tury, uległa ostatnio zahamowaniu, a nawet zaczyna sie cofać. Punktem krytycznym była tu dyskusja nt. pedalsko-lesbijskich “małżeństw”, które Marina jako osoba postępowa najpierw poparła, ale potem sie z tego wycofała pod naciskiem swego fundamentalistycznego kościoła zielonoświątkowców. Nie tylko w ten sposób zraziła do siebie potężne w Brazylii lobby zboczeńców różnej maści, ale też uświadomiła wszystkim innym swoje sekciarskie zaangażowanie i obudziła obawy przed zbytnimi wpływami protestanckich oszołomów na bieg spraw publicznych w Brazylii. Zbyteczne dodawać, że nie mogło się to również spodobać jej mocodawcom z koszernych lóż. “Marina okazała się niespójna w poglądach. Debata o małżeństwach gejów pokazuje, że nie wie ona sama skąd przychodzi i dokąd zmierza” orzekł prof. Fernando Lattman-Weltman, politolog z instytutu Fundação Getúlio Vargas w Rio de Janeiro. Marina rozsierdziła też feministki, kiedy ostatecznie w sprawie legalizacji aborcji opowiedziała się za referendum. "Se os brasileiros se mostram tão conservadores com relação ao aborto, como fica claro na pesquisa Ibope, é temeroso colocar a questão em plebiscito",  (Skoro Brazylijczycy są tak konserwatywni w kwestii aborcji, jak na to wskazuje sondaż Ibope, strach byłoby poddawać ten temat pod referendum) stwierdziła  znana brazylijska feministka i koszerna blogerka Lola Aaronovich.

Daje tu o sobie znać niespójność osobowości Mariny i niedostatki jej formacji. Jest ona bowiem przykładem aktywistki, jaką władcy świata i ich służby specjalne  bardzo chętnie wybierają do współpracy. Ckliwy życiorys i niski wyjściowy status społeczny zapewniają jej popularność wśród wyborczych mas, natomiast braki w wykształceniu (często niezawinione) pozostawiają zazwyczaj u takiego kandydata niepewność i nieporadność intelektualną, co ułatwia doradcom-wykształciuchom manipulowanie nimi przy wykorzystaniu wcześniej rozpoznanych skłonności emocjonalnych (casus Wałęsy). Pożytek z doradców dla polityka jest bowiem tylko wtedy, gdy jest on/ona dla nich równorzędnym intelektualnie partnerem, a nie manipulowanym popychadłem lub marionetką. (Poza dyskusją jest natomiast to, że polityk musi górować nad doradcami siłą woli i charakterem.)  

USrael od początku usiłuje zdemontować i zniszczyć inicjatywę BRICS. Rosja i RPA wydają się dość odporne na takie intrygi i już im dały po łapach. W Chinach nie powiodły się jak dotąd próby rokoszu w Tybecie i Ujguristanie (Xinjiang), brudna afera Bo Xilai zakończyła się sromotną kompromitacją, a obecna ruchawka w Hongkongu ma tyle szans powodzenia co dawniej Falun Gong. Wydaje się zatem, że uwaga Wielkiego Terrorysty skupi się na dwóch pozostałych państwach BRICS: Indiach i Brazylii. Nowy rząd Narendry Modiego w Indiach już wykazuje pewne „obiecujące oznaki”: ministrem spraw zagranicznych został w nim Sushma Swaraj, bezkrytyczny i oddany wielbiciel Izraela, z którym konkurować pod tym względem wśród gojów może tylko premier Kanady Stephen Harper.  Kierunkiem najnowszej ofensywy przeciw BRICS staje się też Brazylia, a jej koniem trojańskim – Marina Silva. Jeśli wygra w nadchodzących wyborach, nie powinniśmy być zaskoczeni faktem, że jej prezydentura okaże się poważną przeszkodą dla państw grupy BRICS w ich próbach utworzenia nowego wielobiegunowego świata.

Brazylijski politolog Joao Augusto de Castro Neves nie widzi jednak dla Mariny szans na zwycięstwo. Podkreśla niekonsekwencje i utopijność jej poglądów gospodarczych, oraz to, że “chociaż ma o wiele silniejszy charyzmat niż Dilma, to jednak może nie poradzić sobie z tradycyjną maszynerią wielkiej polityki (...) Na jej korzyść przemawia tylko to, że po 20 latach władzy PT ludzie, zwłaszcza młodzi, po prostu chcą zmiany, ale to za mało, aby wygrać. (...) Biedni wyborcy są bardziej pragmatyczni. Patrzą na wybory przez pryzmat swej kieszeni i wiedzą czego mogą sie spodziewać po Dilmie. Nie zamienią czegoś, co jest już pewne, na przygodę w ciemno. (...) W roku 2010 Marina wypadła bardzo dobrze, bo była wtedy głosem protestu. Dziś, kiedy ma realną szansę władzy, musi dowieść wyborcom, że nie jest już tylko głosem protestu, ale realnym kandydatem, który umiałby rządzić wielkim i ważnym krajem”.   

                                                Bogusław Jeznach

PS. Dzisiejszy „Jornal do Brasil” (prawo w Brazylii dopuszcza takie publikacje do samego końca) przynosi taką oto wiadomość:Na pesquisa estimulada, Dilma tem 40,6% das intenções de voto. Ela se mantém estável desde a última rodada, divulgada na segunda-feira (29), quando aparecia com 40,4%. Aécio Neves, que aparece em segundo lugar, cresceu 4,2 pontos e alcançou a preferência de 24% do eleitorado, contra os 19,8% anteriores. Já Marina Silva voltou a cair. Com 3,8 pontos menos que no último levantamento, agora tem 21,4% das intenções de voto. A margem de erro é de 2,2 pontos. A análise da evolução dos números das últimas pesquisas mostra tendência de crescimento de Aécio e queda de Marina, o que pode continuar até este domingo (5), dia da votação. 

 (W symulacyjnym sondażu CNT/MDA na Dilmę zamierza głosować 40,6% wyborców. Utrzymuje ona stabilną pozycję od czasu ostatniego sondażu podanego w poniedziałek 29 września, kiedy miała 40,4%.  Aécio Neves, ktory wysunął się na drugą pozycję, podwyższył swe notowania o 4,2 punktów procentowych i osiągnął 24% preferencji elektoratu wobec poprzednich 19,8%. Natomiast Marina Silva nadal spada. Ma o 3,8 punkta mniej niż przy ostatnim sondażu i obecnie chce na nią głosować 21,4% wyborców. Margines błędu wynosi 2,2 punkta proc. Analiza ewolucji wskaźników w ostatnich sondażach wskazuje na tendencję wzrostową u Nevesa i odstawanie Mariny, co ma szansę trwać także w dniu wyborów w niedzielę 5 października)  

 

KOMENTARZE

  • VERO! BENE VATO!
    Brawo, Panie Redaktorze! W sumie dobre wieści zza Atlantyku. Pan jest lepszy od Redaktora Piotra Witta z Radio Wnet-Zet.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031