Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4001 postów 1864 komentarze

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Zanim stracę dziewictwo

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czasami przychodzi Nowy Rok i wtedy trzeba napisać coś bardziej osobistego. Np. wyjaśnić, dlaczego unikam bezpośrednich kontaktów na blogu i nie reaguję na komentarze

 

Przyszedłem do Nowego Ekranu po namowie ze strony moich „przyjaciół  z wojska” (a mam ich tam wielu ponieważ głównie dla wojska i dla tzw. służb pracuję jako tłumacz w dwóch mniej znanych językach, i to od czasów  PRL-u, bo przecież nie urodziłem się wczoraj). Dosyć szybko poczułem się tu u siebie, ponieważ nikt mnie nigdy nie cenzurował, piszę co chcę i nie piszę tego, czego nie chcę, czyli np. nie muszę pisać komentarzy ani listów, i nie będę pisał o żadnych szczegółach mojej pracy zawodowej. Taka była moja wstępna umowa z szefostwem, choć Ryszard (Opara), owszem, ilekroć się widzimy próbuje mnie złamać „na odcinku komentarzy”.  Jak dotąd skutecznie mu się opieram.

Argumenty, których Ryszard używa, tzn. elementarna kultura, wymóg wzajemnej życzliwości, więź środowiska, konwencja blogowiska, poczytność itp.,  są mi i bez tego dobrze znane. Tyle tylko, że ja na NE - dziś Neon24 - nie przyszedłem dla konwencji, ani „z życzliwości”, ani dla towarzystwa, a już tym bardziej nie dla ambicji politycznych. Wolę więc trzymać się od początku  przyjętych założeń, bo nie wzięły się one z powietrza, lecz były starannie przemyślane. Więc powtórzę: mam swoje poważne powody, aby unikać komentarzy. Ale też wciąż przybywa mi argumentów, aby od tej zasady odejść. Jak tej panience, która chciałaby, ale boi się…

Ponieważ mam za sobą także dość długą karierę dziennikarską, pisanie weszło mi w krew. Jest to nawyk porządkowania myśli i utrwalania wiedzy. Moja oferta dla NE miała więc od początku stricte  dziennikarski charakter: skoro odczuwam wewnętrzny  imperatyw pisania i piszę, to się chętnie jego owocami tu podzielę. Korzyść dodatkowa (a jestem wyznawcą zasady podwójnych korzyści) jest dla mnie potencjalnie taka, że kiedy stanie się to nudną grafomanią, czytelnicy mi to wytkną. Wczesne ostrzeganie.

Zanim zacząłem pisać, trochę portal obserwowałem i wtedy, na samym początku, na mojej niechęci do uczestniczenia w dyskusjach i komentowaniu zaważyła także niechęć do agresji, wulgaryzmów i chamstwa, których zwłaszcza wtedy było tu stanowczo za wiele.  Teraz, po blisko tysiącu wpisów, doszedł – i to już od dawna – czynnik bardzo ludzki i powszechnie znany bez względu na płeć: szkoda mi dziewictwa. Czuję, że byłoby mi głupio wobec blogerów, którzy próbowali przekonać mnie dużo wcześniej, bardzo przyjaźnie zresztą od początku traktując, jak np. pan Grzegorz Świderski (GPS), lub wielu przyjaznych komentatorów, którzy zawsze ciepło reagują na różne moje osobiste wzmianki czy to o zdrowiu, a to o wyjazdach, o wnukach albo o urodzinach. Gdybym teraz uległ, byłoby mi głupio, że wcześniej nie odzywałem się choćby do tak miłych memu sercu osób, jak zwłaszcza Panie, dziś już niektóre nieobecne (Nana, Omnia, Hania Kowalczyk, Babaraba, Imaginacja, prof. HKM …) Panowie muszą wybaczyć, że ich tu nie wymienię (nawet mojego szczególnie ulubionego komentatora, czyli Pana Podporucznika), bo z naturalnego odruchu i wedle niepoprawnie tradycyjnej orientacji zawsze łatwiej zapamiętuję i więcej uwagi zwracam na kobiety, no, może z wyjątkiem Anny Grodzkiej.

Przejdźmy jednak do rzeczy.

Dlaczego nie komentuję i dlaczego nie odpowiadam na komentarze?

Przede wszystkim ze względów oczywistych. Jestem człowiekiem bardzo już dorosłym i wiem, że doba ma tylko 24 godziny, którymi trzeba rozsądnie gospodarować. Wiem, ile czasu mogę przeznaczyć na pracę zawodową (która ma swoje surowe wymagania!), ile na regenerację, ile dla całkiem licznej i bardzo kochanej rodziny (uwaga: kolejność wymieniania ma tu znaczenie), ile na różne hobbies, w tym muzykowanie, a ile na blog, który jest tylko jednym z owych hobbies  i to wcale nie największym. Mam też i swoje życie duchowe, bo wierzę w Boga i całkiem często potrzebuję modlitwy lub kontemplacji, choćby na samotnym spacerze. Nie mogę więc oddać kontroli nad swoim czasem osobom, które mogą mieć inaczej poustawiane priorytety i mogłyby mi zechcieć zadawać więcej pytań lub oczekiwałyby częściej reakcji niż mógłbym je zaspokoić. Jeśli dziś można mi zarzucić że to niekulturalne nie odpowiadać na komentarze i na PW, to takich zarzutów i pretensji mogłoby być więcej, gdybym zaczął to robić, ponieważ nadal z konieczności, mógłbym odpowiadać tylko wybiórczo i skąpo. To jest tak, jak z abstynencją: albo się pije, albo nie. Gdybym ją raz złamał, wtedy każdy ma prawo mieć do mnie pretensję: Jak to? A ze mną się nie napijesz?  Z tego powodu wolę tkwić w abstynencji. Również komentarzowej. I taki właśnie, najogólniej, jest mój cnotliwy program na tym blogu, jeśli chodzi o komentowanie: dziewictwo i abstynencja.

W tym miejscu Napoleon powiedziałby:ça suffit!

Ale jest i druga, ważniejsza przyczyna, która tkwi bardzo głęboko w mojej osobowości. Jestem synem rzemieślnika i sam mam duszę rzemieślnika. Tylko formalnie jestem inteligentem, natomiast psychicznie i dziedzicznie – nadal jestem rzemieślnikiem. Każdy, kto mnie zna bliżej, zauważa to i podkreśla. Nie można uciec od swojej prawdziwej natury. Nie może lampart zgubić swoich cętek, ani Etiopczyk rozjaśnić swej skóry (Jer. 13, 23). Nie tylko moją pracę tłumacza, ale także moją działalność na blogu traktuję jako rzemiosło w niemal klasycznym sensie tego słowa. W warsztacie mojego Ojca było to rzemiosło starannej ręki (galanteria skórzana). W moim warsztacie jest to rzemiosło intelektualne i rzemiosło słowa: możliwie starannych tekstów, wiernego przekładu w kabinie itp. Tu na blogu też zamieszczam moje wyroby. Jest to – chciałbym to tak nazwać - galanteria dziennikarsko-publicystyczna: serwisy info, analizy, eseje…

Prawdziwe rzemiosło uprawia się zawsze osobiście i samotnie, w ciszy i izolacji warsztatu, w naturalnym, organicznym tempie, w skupieniu, w poczuciu sensu i misji, z tkliwą starannością oglądając stale pod światło, cyzelując, polerując i chuchając na każdy wyrób, który się kocha. Rzemiosło to warsztat i wyrób. Rzemieślnik jest skoncentrowany i liniowy. Kocha swoją pracę. Wszystko, co nie jest wyrobem, zwłaszcza „wyrobem w drodze”, jest dla rzemieślnika przeszkodą, rozprasza go. Mnie też. Powołaniem rzemieślnika jest ciągła i dynamiczna produkcja: jedne wyroby już stoją gotowe, inne czekają na lakier, jeszcze inne dopiero sezonują lub podsychają np. przed ich włożeniem do pieca. Wiem, co to jest warsztat rzemieślniczy, pamiętam to z dzieciństwa: zydel, fartuch, imadła, naciągi, palniki, ciężkie płyty skręconej prasy, zapach skóry i podgrzanego kleju rogowego, klamry i okuwki, dziesiątki wymyślnych narzędzi, noże w różnych kształtach, szydła, gwoździe, nity, szpagat, filc, podkładki, wosk…  W typowym warsztacie jest zawsze sporo wyrobów w różnych stadiach produkcji, dużo z nich to dopiero surowiec, na półkach stoją części, na stole leżą szkice, w głowie lęgną się pomysły. W moim warsztacie też tak jest. Zbieram informacje, stale je porządkuję, uzupełniam, uściślam, sprawdzam, tłumaczę, cyzeluję… Są wyroby prostsze, półsurowe, szybkie  – takie jak np. Acta Diurna, schodzące niczym z taśmy, często mimochodem, z codziennego przeczesywania serwisów informacyjnych ze świata, bywają szybkie reakcje i komentarze ad hoc  do bieżącej sytuacji politycznej, z konieczności mniej staranne, ale jest także sporo tłumaczeniowej łatwizny, adaptacji i przeklejanek, zwłaszcza wtedy, gdy nawał pracy zawodowej lub innych zajęć nie pozwala się skupić na czymś ambitniejszym, a do kompa też ciągnie...  Ale są i wyroby bardziej wyszukane, w całości i od pierwszego pomysłu autorskie, wymagające jeszcze większego nakładu pracy i materiału z głębi gromadzonych zasobów: eseje, głębsze analizy, czasem seriale… Kiedy taki wyrób jest gotowy, stawiam go w witrynie, z zadowoleniem odhaczam kolejną pozycję na liście zaplanowanych (tak, planuję!) i zabieram się za następną, bo rzemieślnik nigdy nie ma czasu, kolejka zamówień, tu głównie tych własnych, z imperatywu twórczego i z pomysłu, który się w duszy podoba, zawsze popędza i pili. Owszem, miło jest mi zza przepierzenia usłyszeć, że tam „na sklepie”, gdzie odbywa się sprzedaż, klienci (tj. czytelnicy) pochwalą czasem mój wyrób, biorą go do ręki, oglądają, pytają…  Każdy rzemieślnik to lubi. Ale ja w moim fartuchu i okularach siedzę dalej na zydlu przy lampie i uważnie, usuwając opiłki i obrzynki, dopieszczam kolejny wyrób. Na sklep nie wyjdę i z klientami nie pogadam, nawet jeśli są mi bardzo mili, bo mi na to  czasu i weny szkoda, a na ścianie zegar tyka, kalendarz wisi i terminy zamówień krzyczą z kapownika. Pomiędzy tym, który produkuje a tym, który sprzedaje istnieje przepastna różnica mentalności. Rzemieślnik-producent nie może być ani towarzyski ani gadatliwy, bo  wtedy wyrób i sztuka cierpi. Każdy kto stykał się z rzemiosłem w warsztacie (albo ze sztuką w pracowni), ten wie, o czym tu piszę.

Z późnego dzieciństwa zapamiętałem sobie radę, którą w chwili szczerości w rozmowie sam na sam dał mi jeden z moich stryjów, też zresztą rzemieślnik (optyk):  „Nie jesteś specjalnie inteligentny, ale jesteś pracowity, a poza tym masz dryg do języków i muzyki, więc powinieneś sobie dać w życiu radę. Tego się trzymaj. Nasza rodzina żyje z pracy, a ty byłbyś dobrym rzemieślnikiem.”  Nie byłem tym zachwycony, ale z czasem uznałem, że była to trafna diagnoza i mimo paru zakrętów w młodości, i paru uczelni, które albo ukończyłem, albo tylko zacząłem, do dziś tak właściwie zostało. Moje pierwsze rzemiosło to lingwistyka i tłumaczenia, a moją funkcją są usługi dla wyspecjalizowanego rynku. Ale też  nie umiem inaczej traktować moich hobbies  i mojego blogu: tu też uprawiam rzemiosło i świadczę usługę, tyle że tu „z obfitości serca” i skrawków posiadanej wiedzy, którą się dzielę.

Dlatego, choć mi się czasem chce wstać z zydla, odłożyć narzędzia, zdjąć fartuch, wyjść zza ścianki i wszystkich Was wyściskać – wybaczcie, że raczej pozostanę przy swej robocie, w zaciszu, tak jak dotychczas. Czyli w dziewictwie i abstynencji.

Paracelsus w swoim Credo  napisał kiedyś tak: „Jestem inny. Niech was to nie drażni”. 

Ale zawsze czytam Wasze uwagi, cenię je i ciepło o prawie każdym z Was myślę.

Niech Bóg nadal ochrania nas wszystkich, nasze rodziny, nasze warsztaty i nasze wnętrza. Aby nawet bez wielości słów obfitowały w życzliwość i oddalając zło, umiały szczodrze dzielić się tym, co z nich wypływa. Pozdrawiam wszystkich, którzy to przeczytają, z najlepszymi życzeniami na Nowy Rok.  

 

Bogusław Jeznach

 

PS. Z tą moją abstynencją jest tak, jak z moim dziewictwem – piwa nie lubię, wódki nie znoszę, ale przy lampce wina, albo przy naparstku nalewki domowej roboty robię się dla siebie łagodny. Bo przecież nawet w stosowaniu umiaru trzeba zachować umiar.

 

 

 

 

PS.2  W nawiązaniu do pytania P. Talbota (czy byłem współpracownikiem służb specjalnych w PRL):

1.    Proszę jeszcze raz uważnie przeczytać pierwszy akapit mojego wpisu i jako osoba dorosła nie będzie Pan musiał zadawać tego pytania. 

2.   Proszę zauważyć, że ja występuję tu od początku pod własnym imieniem   nazwiskiem i zdjęciem. Mnie jest łatwo atakować plotką i nie tylko. Pan  występuje pod pseudonimem. Nie można więc sprawdzić, jakie plotki o Panu krążą, choc watpie czy by mnie to interesowało. Proszę pozostać w tej sprawie elementarnie uczciwym.

3.   Już kilka razy próbowano wchodzić na mój blog w celu dokuczania mi na podstawie plotek (wewnętrznie zresztą sprzecznych) pochodzących z pracowni p. Leszka Bubla. Nie sprawia mi to przyjemności ponieważ dotyka także mojej rodziny i za każdym razem osoby takie będę konsekwentnie banował na stałe. Dziś musiałem to zrobić wobec osoby ukrywającej się pod pseudonimem Astra. Będę także banował autorów destruktywnych, chamskich i agresywnych zachowań również wobec innych komentatorów na moim blogu. Ten blog ma inny cel i nie będzie poligonem dla psychopatów.

4.   Mimo, iż ta noworoczna okazja zrobiła się mało przyjemna, a szkoda, korzystam z niej, aby wyrazić tu moje uznanie dla Pańskich tekstów. Wydaje mi się Pan osobą, która ma bardzo dobre rozeznanie zwłaszcza problemu żydowskiego. A bez tego klucza niewiele się w polityce rozumie w ogóle. Z szacunkiem BJ 

KOMENTARZE

  • Panie Bogusławie,
    Panie Bogusławie,

    Bardzo miła i serdeczna, płynący z głębi serca i bardzo osobista notka.
    Czyta się ją z wielką przyjemnością i jednym tchem.

    Naprawdę, bardzo serdecznie dziękuję za Twoją współpracę i bardzo się cieszę, że możemy zrobić coś razem
    Czytam Twoje artykuły zawsze - choć nie zawsze komentuję.
    Komentarze nie przychodzą mi zresztą dosyć trudno.

    Myślę, że nawet, jeżeli masz duszę rzemieślnika, to z pewnością nie jest to dusza zwykła. Jest w Tobie bardzo wiele artystycznej weny i wiele ciepła.
    Mam nadzieję, że nasza współpraca, będzie się układała coraz lepiej - na Twoich warunkach. A może kiedyś napiszesz też jakiś komentarz?

    Najserdeczniejsze życzenia Noworoczne i moc serdeczności

    Ryszard Opara
  • (:
    //Aby nawet bez wielości słów obfitowały w życzliwość i oddalając zło, umiały szczodrze dzielić się tym, co z nich wypływa.

    Pozdrawiam wszystkich, którzy to przeczytają, z najlepszymi życzeniami na Nowy Rok.//

    Aby/oby...
    Pozdrawiam :)

    p.s...piwa nie lubię, wódki nie znoszę, ale przy lampce wina, albo przy naparstku nalewki domowej roboty robię się dla siebie łagodna. Jestem inna. Niech was to nie drażni... ;)
  • Dodatek muzy :)
    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=GK5KwpXNam8
  • to
    jeszcze kilku dekad w zdrowiu i szczęściu uprawiania rzemiosła . I oby na tym poletku wzrosło o zasiano i obfity plon wydało
  • Piękny prezent
    nam Pan sprawił na Nowy Rok.
    Dziękuję, zdrowia i jeszcze wielu takich cacek jak to powyżej życzę. Piękna pokora i wewnętrzny ład bije z tego tekstu, życzyłbym więc sobie jako konsument tego bloga nowego cyklu - o życiu godziwym. Zawsze, a dzisiaj w szczególności, jest to potrzebne.
  • Jest w tym mocna logika...
    Ale też może do "...tanga trzeba dwojga..." ???

    Pozdrowienia z przeszłości ...a z nadziejami na przyszlość!
  • UWAGA! WSI/ WSW
    Pisze bardzo pięknie. Tylko dla kogo.
    Służby specjalne – jest to ogólna nazwa opisująca instytucje, które prowadzą działania operacyjno-rozpoznawcze o charakterze niejawnym. Domeną służb specjalnych jest pozyskiwanie informacji stosując techniki niedozwolone przez prawo państwa macierzystego, jak przekupstwo, szantaż, tortury, skrytobójstwo oraz nielegalny handel bronią i narkotykami. Praktyki te, których celem jest LIKWIDACJA OPOZYCJONISTÓW, usprawiedliwiane są ochroną “interesów państwa” reżimowego, dla którego warunkiem przyjęcia do pracy jest utrata dziewictwa. Odpłatnie!
  • @Zdzich 17:08:22
    "Domeną służb specjalnych jest pozyskiwanie informacji stosując techniki niedozwolone przez prawo państwa macierzystego, jak przekupstwo, szantaż, tortury, skrytobójstwo oraz nielegalny handel bronią i narkotykami. Praktyki "

    Słyszał Pan kiedyś może, by jakowyś pismak od "polskich" obozów umarł na stole tortur, tudzież przejechany przez tira??

    Niestety, polskojęzyczne media nie mają dla nas takich informacji...
  • @autor
    Piękny tekst, pozazdrościć lekkości..
  • @Bogusław Jeznach
    Rozumiem Pana stanowisko co do nie pisania komentarzy i je akceptuję. Ale nie zgadzam się z argumentacją. To znaczy zgadzam się z tym wszystkim co Pan napisał o rzemieślniku, który nie chce się wdawać w dyskusje z klientami. Ale to nie jest dobra analogia z blogowaniem.

    Tę swoją postawę, którą Pan wytłumaczył powinien Pan realizować w prasie, albo na jakimś portalu, gdzie się nie komentuje - są takie.

    Istotą blogowania i portali blogerskich jest interakcja autora z czytelnikami. Po to się pisze bloga, by to prowadziło do debaty, dyskusji. Notka blogowa służy tylko zainicjowaniu tej dyskusji. Może się ona toczyć pod notką, albo ktoś może napisać swoją notkę polemiczną. Celem jest polemika, która powinna służyć dogłębnemu wgryzieniu się w temat - nie w pojedynkę, ale wspólnie z osobami, które się daną sprawą interesują.

    Oczywiście w praktyce jest tak, że większość komentarzy nie służy polemice ale są to przysrywanki i złośliwości, zwane dziś hejtowaniem. Trudno - to efekt uboczny tego, że blogi są publicznie dostępne. Ale czasem zdarzy się ciekawy komentarz, który wywołuje ciekawą polemikę. Dlatego warto na komentarze odpowiadać - nawet na jeden na sto.

    Pan nie chce polemizować - trudno. Ale pisze Pan w miejscu, które służy polemizowaniu. Moim zdaniem odpowiadanie na jeden komentarz na sto nie jest niegrzeczne wobec tych 99. Po prostu oznacza, że ten komentarz akurat najlepiej wgryzł się w problem i warto go rozwinąć albo obalić.

    Rzemieślnik nie musi dyskutować z użytkownikami jego wyrobów. Ale jeśli zechce, to może założyć bloga, który służy do tego, by o jego wyrobach dyskutować, wymieniać się poglądami, informacjami, faktami, usprawnieniami, krytyką. Taka rzetelna i mądra polemika zawsze pomoże rzemieślnikowi tworzyć lepsze produkty.

    A więc co innego rzemieślnik i jego wyroby, a co innego blog rzemieślnika, który ma na celu polemikę. Pan po prostu pisze w złym miejscu. Pan nie chcąc i nie potrzebując interakcji pisze w miejscu, którego celem jest interakcja.
  • @Maciej Piotr Synak 18:07:48
    “Słyszał Pan kiedyś może, by jakowyś pismak od "polskich" obozów umarł na stole tortur, tudzież przejechany przez tira??”
    Nie słyszałem! Ale słyszałem o pismakach od niemieckich obozów. Np. Julius Streicher.
  • A po Necie krąży plotka....
    że był Pan TW peerelowskich służb specjalnych.
    Czy to jest prawdą?
  • Powiem po amerykańsku.
    Wykonuje Pan dobrą robotę.

    Komentarze, w większości Pańskich artykułów, z Pana strony, są po prostu zbędne, materiał, który Pan przekazuje broni się sam, to ogrom roboty, dobrej roboty.
    Pozdrawiam z życzeniami Noworocznymi dla Pana i rodziny.
  • Bez komentarzy też jest dobrze.
    Dziękuję za uzasadnienie swojego milczenia pod tekstami. Mnie takie podejście nie przeszkadza - też starannie zagospodarowuję swój czas. Bardzo lubię czytać Pana artykuły i już cieszę się na następne :). Szczęśliwego Nowego Roku!
  • @nana 21:11:07
    Tylko zapytałem, czy jest to prawdą...
    Po Necie krążą takie plotki z różnych źródeł.
    Nawet na Neonie pojawiły się wpisy na ten temat. Czy to źle, że zapytałem o te plotki?
  • Nie musi się Pan tłumaczyć
    Czytam wszystkie wpisy z przyjemnością i dawno temu uznałam, że z jakichś powodów Pan nie komentuje, ale dołączanie utworów muzycznych zupełnie zaciera to niezbyt eleganckie nieodpowiadanie na komentarze. Mimo to miło, że ukazał się wyjaśniający tekst.
    Wszystkiego dobrego w Nowym 2014 r. i wielu wpisów, które chyba wszyscy cenimy, choć nie zawsze piszemy.
  • ----------------------
    http://www.youtube.com/watch?v=QpyKy4wshIE
  • Czy powróci tematyka polska ?
    Publicystyka Bogusława Jeznacha jest dzisiaj głównie komentarzem do rzeczywistości, bardzo ciekawym, ale ugładzonym komentarzem, nie dotykającym spraw polskich. Pamiętam z przeszłości całkiem inne artykuły Autora, pełne odwagi, zaangażowania, obnażające polskie patologie. Coś się zmieniło ...
    O wojskowych powiązaniach Autora wiadomo było na długo przed powstaniem IPN, nie ukrywał tego. Może czasem dzięki temu bez konsekwencji mógł powiedzieć więcej, niż inni (podobnie, jak np. Jan Pietrzak).
    Chciałbym jeszcze móc poczytać tego "dawnego" Jeznacha. Mam nadzieję, że tematyka polska powróci.
    Szczęść Boże Autorze !

    PS
    Bogusław Jeznach wspomina różne osoby. Chciałbym zapytać o Jana Marszałka ("Słownik biograficzny stalinizmu i jego ofiar w Polsce"). Czy ktoś próbował dotrzeć do niego i zachęcić do współpracy z Nowym Ekranem ?
    Pozdrawiam:
  • @nana 22:22:54
    Zadałem pytanie i nie doczekałem się odpowiedzi.
    Kończę dyskusję w tym temacie.
  • Koncert noworoczny oraz życzenia.
    Pana milczenie jest najlepsze, panie Jeznach. My tutaj, na jednostce, najlepiej pana właśnie za małomówność lubiejemy. Inne pismaki tak nie mają, gdy ich na łamach skomentować, to zaraz dementi ślą via email, redakcję portali internetowych zawiadamiają w trybie oficjalnym i nawet naczelną, systemową prasę oraz organy ścigania włączają. Rejwach czynią na pół internetu, a pan w dupie ma. Za ten właśnie zrelaksowany światopogłąd chłopaki tu pana lubieją, panie Jeznach.

    Chłopaki i Kadra u nas też zrelaksowane są, bo właśnie z zaodrzańskiej zagranicy powrócili i w macierzystych koszarach alkoholem umożeni zalegli i sałatką kartoflaną (z majonezem) obficie porzygują. Niemieckie pograniczniki albowiem, nasze "counterpantery" z zachodniego brzegu Odry, na koncert noworoczny i poczęstunek nas zaprosiły. Koncert muzyki organowej w opuszczonym enerdowskim Kościele się odbył, poczęstunek tamże, ślad żywy postępującego eurokomunizmu i posoborowej degeneracji i neopogaństwa.

    W tem nowy roku, w imieniu naszego plutonu, życzymy panu jak najszybciej wojny światowej. Bo też pan, panie Jeznach, to chociaż pismak głupi wcale nie jesteś i sprawę sobie zdawać musisz, iż w obecnej sytuacji jedynie Wojna Światowa oraz Opatrzność Boża nasz umęczony Naród uratować może. Gdy tylko mróz dobrze chwyci, to już na pewno ruszamy w tym roku pańskim. Większe miasta oraz Warszawa krwią zdrajców spłyną a targowiccy politycy na palu hańby wiosny doczekają, ścierwem swym kruki, szczury i karakany karmiąc (mój kapral-konfident obiecuje sobie, iż tuskowe ślipia wlasnoręcznie kozikiem i na żywca mu wykraje i do suchej karmy naszemu jednostkowemu kundlowi doda). Życzymy więc panu, Jeznach, byś pan rodzinę swą dobrze na nadchodzące czasy wojenne zaopatrzył i o ekwipunek odpowiedni zadbał. Do wiosny powinno być po wszystkim, bedziesz pan mógł wtedy z piwnicy na światło słoneczne w wolnej już Polsce wnuki wyprowadzić i w parku ojczyźnianą historię opowiadać. Szczęśliwego nowego roku!
  • @Talbot, nana
    Odpowiedz jest w pierwszym zdaniu samego autora: "Przyszedłem do Nowego Ekranu po namowie ze strony moich „przyjaciół z wojska”, a mam ich tam wielu ponieważ głównie dla wojska i dla tzw. służb pracuję jako tłumacz w dwóch mniej znanych językach, i to od czasów PRL-u, bo przecież nie urodziłem się wczoraj."
  • do autora
    Z przyjemnoscia czytam pana teksty, szczegolnie te dotycace panstw arabskich - ostatnio zas Syrii. Dobrze jest pomyslec, ze nie zgadzajac sie z opiniami, jakimi raczy mnie radio, tv , prasa oraz internet - to pana ma racje , zas przedstawiona przez pana wersja wydarzen jest sluszna, co mozna stwierdzic na podstawie przebiegu wypadkow.
    Nie interesuje mnie , jak niektorych dociekliwych i dociekliwe na NEonie, co pan robil sto lat temu i dlaczego! Pisze pan dobre, rzeczowe i wnikliwe teksty na tematy trudne , podajac wiele intersujacych szczegolow.
    Rozumiem pana niechec do komentowania - bowiem i ja, lubiaca polemiki, nie zawsze odpowiadam i przedluzam wymiane opinii, z braku czasu oraz niecheci do jalowych dialogow "na cztery nogi"...
    Zycze panu w Nowym 2014 Roku, duzo zdrowia do kontynuowania dobrze rozpoczetej pracy dziennikarza i tlumacza !
  • @Zdzich 23:07:07
    Tak, odpowiedz jest w pierwszym zdaniu, ale od znamiennego tytułu: "Zanim stracę dziewictwo" oddziela je krótki, wstęp: "Czasami przychodzi Nowy Rok i wtedy trzeba napisać coś bardziej osobistego...".
    Artykuł Bogusława Jeznacha jest napisany dzisiaj o 10. Artykuł Astry, pt. "Odpowiedz dla Talbota" tez dzisiaj, tyle ze o godz. 21. KTO BYŁ PIERWSZY? BO DLA MNIE TO BARDZO ISTOTNE.
    I druga część wstępu: "Np. wyjaśnić, dlaczego unikam bezpośrednich kontaktów na blogu i nie reaguję na komentarze".
    Perfekcyjny tekst o rzemieślniku proponuje przeczytać jak opowieść z Biblii, jest obrazowa historia i jej głębsze rozumienie. Taki styl ma pan Bogusław i TAKI SPOSÓB PISANIA PRAWDY jest on, jak widać, lubiany nie tylko przeze mnie.
  • Panie Bogusławie, Szanowni Czytelnicy
    Bardzo interesujące wyznanie i nie mam tutaj na myśli pierwszego akapitu. Podoba mi się ten wątek dotyczący gospodarowania czasem, którego jest tak niewiele. Człowiek młody zwyczajnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Oczywiście do momentu kiedy jest zmuszony zmieścić się w 24 godzinnych ramach z wymienionych przez Pana powodów.

    Pracownią wspomnianego człowieka zajmować się nie należy gdyż o tym rzemieślniku najlepiej świadczy jego nazwisko. Jest to pewna swoista marka, zapewnie starannie wypracowana przez poprzednie pokolenia a jak wiemy tylko człek wyrodny przechodziłby obojetnie wobec dorobku przodków... Cieżko więc tutaj mieć pretensje o cokolwiek. Myślę, że Pan Bogusław doskonale ten temat zna więc pisze to bardziej z myślą o Czytelnikach.

    Na koniec nie pozostaje nic innego aniżeli złożyć życzenia noworoczne. Przede wszystkim Drodzy Państwo życzę Wam wszystkim dużo zdrowia i pogody ducha. Poza tym (idąc za kolejnością Pana Bogusława): sukcesów w życiu zawodowym, umiejętności odpoczywania po pracy, ciepła rodzinnego oraz jak najwięcej wolnego czasu, który możecie Państwo poświęcać na swoje hobby/-ies :)

    Z poważaniem i wyrazami szacunku

    /-/ Dawid Berezicki
  • @nana 23:00:54 do @Talbot:
    //uważasz, że masz prawo stawiać pytania?
    na podstawie czego?//

    ...aaa znaczy żeby zadać pytanie - odnośnie czyjegoś opublikowanego przez siebie przekazu - trzeba mieć jakieś specjalne uprawnienia - czyżby komuś jakiś rodzaj niezdrowej ekscytacji/podniecenia/uwielbienia zaciemniał deko/bardzo umysł!?
  • @marek, nana
    Ludzie piszą tutaj z zagranicy, więc ukazana godzina nie jest tutaj istotna, chyba że zaczniemy analizowac skąd dany komentarz przyszedł.
    Ja nigdy nie krytykowałem sposobu pisania przez p. Jeznacha. Wręcz przeciwnie, w pierwszym zdaniu stwierdziłem: “Pisze bardzo pięknie.” Inni pracownicy WSW piszą równie pięknie, jak np. Grzegorz Piotrowski. Ja tylko zakwestionowałem jego dziewictwo, które utracił już w czasach PRL'u oraz niebezpieczeństwo kontaktu z pracownikiem służb specjalnych, co tyle razy zarzucano p. Oparze.

    Jego uczciwości też nie mam nic do zarzucenia i, z pewnością uczciwość jest zaletą, z której nie trzeba się tłumaczyć. Nawet morderca jest uczciwy, jeśli przyzna się do czynu. Tylko, co z tego ma ofiara?
  • @nana 16:15:31
    ///aaa znaczy że nic nie rozumiesz

    co do mojego umysłu możesz być spokojna. To, co rozumiesz i to co piszesz są to twory twojego umysłu - NIE MOJEGO - choć usiłujesz sugerować, że to ja jakoby tak myślę. Nic z tego. Takie chwyty mam już dawno przerobione i to, co ja piszę jest dokładnie tym, co ja piszę, a nie jest tym, co ktoś z tego rozumie albo i nie.

    "Pana Tadeusza" przeczytałaś i nawet wydawało by się, że zrozumiałaś. Więc powyższe moje wyjaśnienie też nie powinno ci sprawiać większych trudności.

    Na temat uwielbienia masz zupełnie niemrawe pojęcie. Co to jest umysł też wiedzieć nie musisz i nie wiesz. Pyskata i złośliwa gęba jest ci bliższa, niż odczytywanie czyichś intencji. Ale to twoja strata i twoja sprawa.

    Odnoście "pytania" chodziło konkretnie o "to pytanie". Nie musisz takich subtelności wychwytywać, jeżeli są one ponad twoimi możliwościami. Ale powinnaś nieco opanować chęć wbijania komuś szpil, bo jesteś w tym mało wprawna i przez to żałośnie śmieszna.

    Niezdrowo podekscytowana to jesteś jak widać ty, podniecona może też - bo kto może wiedzieć, co się w twojej zaburzonej głowie kotłuje? Mnie to nie obchodzi i nie wyjaśniaj tego przypadkiem.

    Jak widać, ciebie zaciemniać nie trzeba, bo ciemna jesteś od początku.
    Miałam nadzieję, że będziemy mogły się wirtualnie choć co nieco zaprzyjaźnić, ale nie mam zwyczaju przyjaźnić się z byle jaką złośliwą babą. Do uczuć wyższych zdolna nie jesteś, to co ci tu będę tłumaczyć?

    Co do mnie, to mam w domu kim się ekscytować, podniecać i podziwiać. Nie dziwię się, że ty nie, bo sama ze sobą też nie wytrzymujesz i dlatego napadasz ludzi, którzy ani z tobą nie dyskutują, ani tym bardziej nie chcą się kłócić.
    Dla mnie jesteś od tego momentu byle kim i szkoda mi na ciebie czasu.///

    ...no proszę jakie chamstwo zaprezentowała pani @nana - jak bardzo pasuje do niej to co do innych napisała powyżej ///A w ogóle to chamstwo wykorzystywać pierwszy dzień Nowego Roku na takie rozgrywki podyktowane niezwykle niskimi pobudkami./// - może by to zacząć leczyć w nowym roku i te niezdrowe wiązanki/słowotok - istna 'poezja prozy' - wspólczuję!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930