Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
4227 postów 1939 komentarzy

Bogusław Jeznach

Bogusław Jeznach - Dzielić się wiedzą, zarażać ciekawością.

Mity klimatu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Tydzień temu na Stadionie Narodowym w Warszawie zakończył się dwutygodniowy festiwal pustosłowia - konferencja klimatyczna UNFCCC, tzw. COP 19 pod auspicjami ONZ. Jaki był jej cel?

 

Akredytowano tam ok. 11.000 kolorowych darmozjadów z całego świata, codziennie przewijało się przez stadion 5.000 ludzi, zjechali wielcy i możni. Reprezentowali tylko 194 kraje świata, a ględzili tak, jakby mówili za ponad 6 miliardów ludzi. Od początku i z założenia było wiadomo, że z tego ględzenia nic ma nie wynikać, jeno jakiś bardzo ogólny i okrągły – tak aby się nadawał do przyjęcia przez konsensus albo i aklamację -  projekt światowego porozumienia klimatycznego, które ma być podpisane dopiero w 2015 roku w Paryżu. Było to więc jeszcze jedno typowe, międzynarodowe exercise in futility,  czyli, jakbyśmy to po polsku powiedzieli - ‘młócenie słomy’.

Uwagę tego forum zaprzątała krzykliwie i prawie bez reszty sprawa emisji tzw. gazów cieplarnianych, a zwłaszcza dwutlenku węgla, pochodzącego ze spalania węgla, ropy, gazu ziemnego i innych paliw kopalnych. Jest przy tym znamienne, że ponieważ nie ma przekonywujących dowodów na to, że CO2 jest rzeczywiście winnym podnoszenia się średniej temperatury na Ziemi, a kilka mroźnych zim (wraz z perspektywą najbliższej) skompromitowało straszak „efektu cieplarnianego”, od paru lat zmieniono terminologię w uprawianej propagandzie i dziś zamiast mówienia o „gazach cieplarnianych” używa się bardziej ogólnego, a przez to i bardziej mętnego pojęcia „zmiany klimatu” przekonując o konieczności jej przeciwdziałania za wszelką cenę.

Straszenie emisjami gazów jako przyczyną zmian klimatu stało się rutynowym programem dla kilkuset tzw. NGO, czyli organizacji pozarządowych na całym świecie, w tym wierchuszki dziwnie dobrze opłacanych z trudno rozpoznawalnych źródeł. Żadna z nich nawet się nie zająknie o dużo większych i bardziej realnych zagrożeniach dla zdrowia i życia ludzi, takich jak masowe skażenie żywności poprzez GMO i toksyny przemysłowe, zmiany składu wody pitnej, inwazyjne programy geoinżynieryjne, skażenie wód Zatoki Meksykańskiej,  coraz groźniejsze promieniowanie z Fukushimy, masowe skażenie wielkich obszarów np. w b. Jugosławii i Iraku przez wojska USA pociskami ze zubożonego uranu itp., itd. We wszystkich tych zagrożeniach chodzi o bardzo poważne efekty wielopokoleniowe. Skąd więc takie rozchwianie proporcji i skupienie się tylko na jednym temacie, w dodatku tak bardzo wątpliwym z punktu widzenia nauki? Rodzić to musi podejrzenie, że globalna nagonka na paliwa kopalne, a zwłaszcza na węgiel, jest w mniejszym stopniu podyktowana troską o powszechne zdrowie obecnych i przyszłych pokoleń, a bardziej stanowi część programu politycznego, którego celem jest (1) wzmocnienie trendu na depopulację i deindustrializację świata w interesie już wybranych i uprzywilejowanych; (2) utrwalenie hegemonii i własności  sił obecnie dominujących i zablokowanie ich ewentualnej konkurencji; (3)  skierowanie maximum środków finansowych świata na zasilanie światowego strumienia spekulacyjnego, a nie na inwestycje służące rozwojowi społeczno-gospodarczemu. Ten temat tylko tu sygnalizuję, bo jest on z pewnością wart większej i poważniejszej dyskusji. W niniejszej analizie zajmę się raczej tylko ustaleniem podstawowych faktów i krytyką głównych mitów w zakresie tzw. zmiany klimatu.

Po pierwsze i najważniejsze: klimat zmieniał się zawsze i zawsze będzie się zmieniał. Założenie, że przed rewolucja przemysłową Ziemia miała klimat stabilny jest po prostu fałszywe. Nie istnieje klimat stabilny, a naturalne zmiany klimatu były często w przeszłości o wiele głębsze niż obecne. Kiedy w XII wieku książę Konrad Mazowiecki sprowadził do Polski z Siedmiogrodu Krzyżaków, przybyli oni tu po sprawdzeniu, że na Kujawach i na Warmii będą mogli uprawiać ciepłolubną winorośl, do czego przywykli jeszcze w Palestynie, skąd ich wygnano. Wystarczyło jednak kilkaset lat i Krzyżacy się srodze zawiedli, bo bardzo tu u nas wychłódło.  Np. w wieku XVII ochłodzenie było już tak duże, że południowy Bałtyk zimą zamarzał  i to tak grubo, że z Pomorza do Szwecji i na odwrót podróżowano saniami. Na środku morza na lodzie stawiano sezonową karczmę, w której podróżnym podawano gorącą strawę i mogli oni tam nawet zanocować. Polski pamiętnikarz (i awanturnik) z tamtego okresu Jan Chryzostom Pasek, który podróżował  w taki sposób zimą przez morze do Danii, opisuje w swoich pamiętnikach, że nocleg w takiej brudnej karczmie był udręką, bo robactwo spać mu nie dawało, mimo iż wielokrotnie imał się wypróbowanego przez naszych przodków środka nasennego, jakim była masturbacja. Wnioski praktyczne są z tego dwa: (1) że nie warto uprawiać masturbacji; (2) że jedyną rozsądną postawą wobec zmian klimatu jest nauczyć się trafnie je przewidywać i odpowiednio do tego się przygotowywać.

Dokładne pomiary temperatur dokonywane regularnie z balonów i satelitów od końca lat 1950-ych nie wykazują żadnego ocieplenia atmosfery od roku 1958. Owszem, temperatury mierzone przy gruncie wskazują przeciętny średni wzrost o 0,40 st. C w tym samym okresie. Wielu badaczy uważa zresztą, że może to być efekt takich artefaktów jak sztuczne ocieplenia z pobliskich miast (tzw. Urban Heat Island) itp. Mimo, że od roku 1990 wydano już ponad 50 miliardów $ na czcze poszukiwania, jak dotąd nie udało się znaleźć ani jednego jednoznacznie antropogennego (tzn. o ludzkim pochodzeniu) sygnału w globalnym wzorcu zmian temperatury. 

Dwutlenek węgla jest w ogóle czynnikiem mniejszego znaczenia jeśli chodzi o efekt cieplarniany w ogóle, ponieważ odpowiada najwyżej za 26% jego powstawania, a w tym najwyżej w 25% da się przypisać działaniom człowieka. W trzech czwartych jest to zwykłe oddychanie przyrody. Poza wszelką wątpliwością najważniejszym czynnikiem wywołującym efekt cieplarniany (w co najmniej 70%) jest jednak para wodna.

Przyjrzano się też dokładniej relacji pomiędzy zmianami poziomu emisji CO2 i zmianami temperatury atmosfery.  Zarówno  w skali roku, jak też w skali geologicznej (do 100 tysięcy lat) zmiany temperatury atmosfery poprzedzają zmiany poziomu emisji dwutlenku węgla! Oznacza to, że CO2 nie może być czynnikiem powodującym ocieplenie, aczkolwiek rosnący poziom CO2 powoduje łagodną reakcję wzrostu temperatury

Główną instytucją wyspecjalizowaną w straszeniu efektem cieplarnianym, która doprowadziła do uchwalenia Protokołu z Kioto jest oenzetowski Międzyrządowy Panel ds. Zmiany Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change, IPCC), który zorganizował ostatni szczyt w Warszawie. Jest to jednak instytucja polityczna, a nie naukowa. Jej poglądy są poglądami politycznymi i nie mają odpowiednich kompetencji naukowych, aby orzekać co jest faktem przyrodniczym, a co nie, chociaż tak właśnie czynią.  Prof. Hendrik Tennekes, emerytowany dyrektor naukowy Królewskiego Holenderskiego Instytutu Meteorologicznego uważa że “procedura recenzjowania w IPCC jest fatalna” i że „the IPCC wilfully ignores the paradigm shift created by the foremost meteorologist of the twentieth century, Edward Lorenz” (IPCC umyślnie ignoruje przesunięcie paradygmatu, jakie stworzył czołowy meteorolog XX wieku Edward Lorenz)

Protokół z Kioto ma kosztować w realizacji biliony dolarów, co ogromnie obciąży sygnatariuszy, ale nie przyniesie istotnego ochłodzenia. Zakładając, że wszystkie zobowiązania zostałyby spełnione, do roku 2050 można oczekiwać najwyżej spadku o 0,020 st. C. Rosyjska Akademia Nauk twierdzi zresztą, że Kioto nie ma wcale podstaw naukowych. Prof. Andriej Iłłarionow, starszy doradca Putina, nazywa „kiotoizm”  ‘jedną z najbardziej agresywnych, intruzyjnych i destrukcyjnych ideologii od czasu upadku komunizmu i faszyzmu’. Kioto było pierwszym krokiem, za którym w tym samym złym kierunku podąża tzw. mapa drogowa polityki klimatycznej z Bali.

Zmiana klimatu jest złożonym procesem nieliniowym (tzn. chaotycznym) i niektóre jego części są rozumiane tylko w zarysach, o ile w ogóle. Żaden deterministyczny model komputerowy nie będzie kiedykolwiek w stanie dokonać dokładnych projekcji klimatu na sto lat naprzód. Nic zatem dziwnego, że spece od modelowania komputerowego są także zgodni w opinii, że ani obecnie ani w możliwej do przewidzenia przyszłości żaden model nie jest w stanie dokładnie przewidzieć nawet regionalnych zmian klimatu.

Jednym z największych kłamstw jest twierdzenie że prawie wszyscy naukowcy zgadzają się co do tego, że antropogenne (tj. spowodowane przez człowieka) ocieplanie klimatu rzeczywiście ma miejsce i że zachodzi w niepokojącym tempie. Prawda jest raczej taka, że prawie każdy aspekt klimatologii jest dziś przedmiotem żywej debaty naukowej, a więc sporu.  Żadnej pewności w tych sprawach nie ma. Co więcej, już tysiące kwalifikowanych specjalistów na całym świecie podpisało deklaracje, w których (1) żądają dowodu na hipotetyczne powodowanie ocieplenia przez działalność człowieka; (2) popierają racjonalne i naukowe, a nie emocjonalne i polityczne, podejście do badań w kontekście wiedzy o naturalnych zmianach klimatu i ich cyklach.   

Na temat zmian klimatu i globalnego ocieplania w mediach i publicznej świadomości zakodowano cały szereg mitów. Szereg największych z nich bardzo celnie wypunktował i obalił prof. Robert M. Carter, klimatolog, paleontolog i biolog środowiskowy z australijskiego Uniwersytetu w Adelajdzie, który zajmuje się tymi zjawiskami od ponad trzydziestu lat. Uparcie twierdzi  się, na przykład, że średnia temperatura globalna (average global temperature, AGT) wzrosła w ciągu ostatnich kilku lat. Tymczasem faktem stwierdzonym jest, że od roku 1995 AGT wcale nie wzrosła, a licząc od 2002 nawet spadła, mimo że od 1995 ogólna ilość dwutlenku węgla w atmosferze rzeczywiście wzrosła i to aż o 8%.

Drugi mit stwierdza, że pod koniec XX wieku AGT rosła w niezwykłym tempie i osiągnęła nieznana wcześniej wielkość. Prawda jest natomiast taka, że w tym okresie wzrost AGT wynosił 1,20 st. C na stulecie, czyli w przedziale znanych nauce naturalnych wahań temperatur dla ostatnich 10.000 lat. W geologicznej przeszłości ziemi AGT bywała wielokrotnie o kilka stopni wyższa niż obecnie.

Mit trzeci powiada, że w okresie przedindustrialnym AGT pozostawała zawsze na mniej więcej podobnym poziomie, a dopiero po roku 1900 poszybowała nagle w górę i w ciągu najbliższych stu lat wzrośnie o kolejne kilka stopni Celsjusza. Mówią o tym Mann, Bradley i Hughes oraz ich słynna krzywa zadarta jak kij hokejowy („hockey stick curve”) wraz z ekstrapolacją komputerową. Jest to jednak tylko atrakcyjna teoryjka statystyczna i jej chwytliwe przedstawienie graficzne. W rzeczywistości nie ma przekonywujących dowodów na to, że w przeszłości klimat najogólniej był stały, ani że w XX wieku zmiany AGT były jakoś szczególnie niezwykłe, ani też, że idzie na nas jakieś szczególnie groźne ocieplenie antropogennej natury (aż o 6 st.C). Na takie ocieplenie w ciągu najbliższych stu lat wskazują, owszem, deterministyczne modele komputerowe. Inne, ale przecież równie dobre empiryczne modele komputerowe przewidują ochłodzenie klimatu w tym samym czasie.  

Czwarty mit to twierdzenie że ocieplenie większe niż 2 st. C będzie miało katastrofalne skutki zarówno dla ekosystemów jak i ludzkości.  To znowu bzdura. Takie ocieplenie doskonale mieści się w granicach historycznie znanych wahań AGT i ekosystemy świetnie się do niego przystosowują, nie mówiąc już o ludzkości, która od zawsze zamieszkuje tereny od równika po biegun i bardzo dobrze sobie radzi we wszystkich epokach i we wszystkich klimatach.

Mit piąty: dalszy wzrost antropogennego dwutlenku węgla do atmosfery spowoduje niebezpieczne ocieplenie i jest ogólnie biorąc szkodliwe. Tymczasem nie wykryto jeszcze takich antropogennych czynników wzrostu temperatury, które byłyby odmienne od naturalnych odchyleń systemu i tzw. szumu tła. Potencjalnie możliwy wpływ gospodarki i działalności ludzkiej jest oceniany na mniej niż jeden stopień Celsjusza. A już dwutlenek węgla w atmosferze ma dobroczynny, nie zaś szkodliwy wpływ np. na wegetację roślin, a zwłaszcza traw i zbóż, którym w procesie fotosyntezy służy za nawóz. Ponadto wspomaga także proces transpiracji pary wodnej.    

Mit szósty powiada, że ostatnich zmian AGT nie da się wyjaśnić zmianami w aktywności słońca. Aktywność słońca i jej skutki nie jest wcale sprawą prostą i jednoznaczną w ocenie. Różnią się one znacznie i to na kilka sposobów w wielu różnych skalach i cyklach czasowych (w tym zwłaszcza co 11, 22 i 80 lat) i ma to znaczący wpływ na klimat Ziemi. O ile np. zmiany widocznej radiacji są niewielkie, to już zmiany w przepływie strumieni cząsteczek lub zmiany pola magnetycznego mają silny i znany efekt klimatyczny. Co najmniej 50% wzrostu AGT o 0,8 st. C zaobserwowanego w XX wieku daje się przypisać właśnie zmianom aktywności słońca.  

Kolejny mit powiada, że na obu biegunach zachodzi nieznane dotąd topnienie lodowych czap. To także jest stwierdzenie nieścisłe. Dokładne pomiary naukowe wskazują coś innego. W rzeczywistości bowiem czapy lodowe zarówno Antarktydy jak i Arktyki na swoich czubkach grubieją, a ich temperatura spada! W Arktyce owszem, krawędzie pokrywy lodowej topnieją. Ale zasięg i grubość pokrywy lodowej w morzach wokół Antarktydy w roku 2007 osiągnęły rekord. W Arktyce obecne temperatury są podobne do naturalnego ocieplenia z lat 1940-tych. We wcześniejszych epokach region ten bywał jeszcze cieplejszy, a nawet czasowo prawie wolny od lodów.

Twierdzi się również, że antropogenne ocieplenie powoduje niebezpieczny wzrost poziomu oceanów (sea level, SL). Znowu grube i tendencyjne uproszczenie. Wiadomo, że poziom oceanów nie jest jedną stałą dla całej ziemi, ale zmienia się w miejscu i czasie. Ot, chociażby wyspiarskie państwo Tuvalu – dawniej Wyspy Lagunowe, albo wyspy Ellice’a – podawane często jako przykład kraju, który wkrótce pochłonie Pacyfik, w latach 1955-96 doświadczało obniżania się poziomu oceanu o 2,5 mm rocznie aż doszło do -105 mm. Obecnie SL znowu tam wzrasta. Średni globalny SL jest miarą statystyczną bez dużej wartości dla planowania ekologicznego.  Przez ostatnie 150 lat średni globalny SL rósł o 1-2 mm rocznie i nie ma dowodu na to, że człowiek miał w tym jakiś udział.

Ostatnim twierdzeniem jest i takie, że wskutek działalności człowieka i wzrostu AGT od końca XX wieku obserwujemy wzrost liczby cyklonów i ogólny wzrost intensywności huraganów. Tymczasem wśród meteorologów panuje raczej zgoda co do tego, że nie ma wzrostu liczby ani intensywności huraganów ponad to, co wiąże się z naturalnymi wahaniami systemu klimatycznego ziemi w dłuższych cyklach czasowych.

Jaki wniosek można wyciągnąć z tych sprzecznych twierdzeń i dowodów? Ano taki, że mamy tu do czynienia z grubą manipulacją wokół niepewnych danych i co do faktów, na które nie mamy istotnego wpływu. W ramach tej manipulacji chce się nam narzucić nie tylko fałszywe poglądy i powszechne poczucie winy, ale także dodatkowo obciążyć zwłaszcza niektóre kraje kosztami „podatku klimatycznego” w różnej formie, oraz powstrzymać rozwój gospodarki i populacji wielu konkurencyjnych regionów świata. Niestety, elity polityczne większości krajów, Polski nie wyłączając, są powolne i dziwnie uległe wobec tej postindustrialnej i depopulacyjnej strategii światowej metawładzy. Ich poddani natomiast, są zwykle w ogóle tego nieświadomi.

 

Dodatek muzy:

David Anthony Clark, nowozelandzki muzyk internetowy i jego utwór pt. Flight of the Giant Eagle  z albumu Terra Inhabitata

 

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031